niedziela, 10 lipca 2011

"Prawda jest najlepszą legendą"

"Dwa oblicza zdrady. Między NKWD a SS"

Ile twarzy ma zdrada? Tyle ile razy dokona się czy może ma tylko jedną, niezależnie od okoliczności? Czy zdradę można usprawiedliwić? Zdrada, zdradzić, zdradzony, zdradzający, jedno słowo w wielu odmianach i tym samym znaczeniu. Jednak czy można zdradzić takie państwa jak III Rzeszę albo ZSRR? Zdradza się ideę czy jej wyznawców? "Dwa oblicza zdrady. Pomiędzy NKWD i SS" sam tytuł wydaje się mówić wystarczająco dużo, ale to dopiero początek, nawet nie wstęp do niezwykłej historii człowieka, który był świadkiem, co więcej aktywnym uczestnikiem, zbrodniczej machiny dwóch politycznych i stojących za nimi ideologii.

Kim więc tak naprawdę była osoba mająca za sobą takie wydarzenia? Urodzony w Związku Radzieckim, oficer SS, jednocześnie walczący z nazistami agent Czeka, podziwiający niemieckie braterstwo krwi i narzekający na brak przyjacielskich więzi w Armii Czerwonej. Równocześnie dostrzegający ogrom zbrodni faszyzmu, widzianych na własne oczy. Co jednak doprowadziło do tego, że został agentem? Potomek gruzińskiej szlachty, wychowany pomiędzy czekistami i komisarzami ludowymi, w duchu rewolucji bolszewickiej. Jego droga do pracy agenta wiodła przez akademię sztuk pięknych i politechnikę oraz fascynację Lawrencem z Arabii. Terror bolszewicki jakoś nie jest zauważany przez głównego bohatera, dla niego niektórzy z krwawych jego dowódców to byli sąsiedzi, a zawierucha pierwszych dni nowego ładu nie wycisnęła piętna na jego dzieciństwie i dorastaniu. Pochodzenie wręcz mu pomogło w karierze w Związku Radzieckim i nazistowskich Niemczech. To co ciągle jest widoczne we wspomnieniach to nie tyle próba usprawiedliwienia ile zrozumienia postępowania ludzi, wśród których obracał się bohater. Wtopił się w otoczenie, ale czy stał się jednym z nich? A może nie musiał starać się wejść w to środowisko, bo był jednym z nich? Widoczny jest jego podziw dla armii niemieckiej, dyscypliny w niej panującej i systemu szkolenia. Coś jeszcze rzuca się w oczy - zachwyt nad honorem oficerskim. Oczywiście jest to skonfrontowane z bestialską rzeczywistością wojny, ale wcześniej wypowiedziane słowa pozostają w pamięci czytelnika. Co istotne, bohater odbrązawia postać agenta - a raczej pracownika wywiadu - bo uważa, że to najlepsze określenie jego zajęcia. Nie ma tam mrożących krew w żyłach pościgu, ciągłych kontaktów z "centralą", stałych łączników i telegrafistów nadających wiadomości pod groźbą zdemaskowania. To całkiem inny portret niż znany z kina czy literatury, czy bliższy tamtej rzeczywistości czy może osobiste tylko doświadczenia? Jedno jest pewne to nie kolejne bohaterskie memuary wojennego weterana, więc kogo? Człowieka, który używa słowa - "nas" i w stosunku do Rosjan i Niemców, ale tylko w momentach gdy dana strona była zwycięska lub gdy się utożsamia z jej poglądami. Część wspomnień to także opis sytuacji powojennej jeńców - także z bezpośrednich doświadczeń głównego bohatera, szczególnie z radzieckiej strony jest to relacja przejmująca i ukazująca, że pojedynczy człowiek tak naprawdę nie liczył się w ogólnym rozrachunku. Donos był źródłem wielu dramatów ludzkich, którzy po przeżyciu obozu jenieckiego czy koncentracyjnego trafiali do łagru z powodu kilku słów niedokładnie sprawdzonych.

Wypowiedzi głównego bohatera są często opatrzone komentarzami autora książki oraz cytatami z dokumentów źródłowych, nie zawsze potwierdzającymi słowa rozmówcy, niejednokrotnie im przeczące. Jednak książka Arona Shneyera to wywiad rzeka, a nie dokument mający na celu ukazanie z chirurgiczną dokładnością życia pracownika wywiadu. Siłą rzeczy subiektywność jest cechą tej opowieści, jednak z udaną próbą, ze strony autora, ukazania jak najdokładniej wojennej rzeczywistości. Aron Shneyer nie dystansuje się od odpowiedzi swojego rozmówcy na zadane przez siebie pytania, wypowiada swoje opinie zgodnie ze swoimi poglądami. Więc tak naprawdę to nie monolog przerywany pytaniami czy kolejny wywiad, ale pełna pasji dyskusja na tematy pozostające zazwyczaj w cieniu. Co tak faktycznie jest prawdą a co gawędą trudno dociec, chociaż istnieją dokumenty, które mogą rzucić światło na biografię rozmówcy tylko czy oddadzą całość niezwykłego życiorysu? Jedno jest pewne bez spektakularnych strzelanin i ucieczek też może powstać opowieść, zaskakująca swoją akcją, tym bardziej że opartą na prawdziwych wydarzeniach. Książka nie tylko dla zainteresowanych historią II wojny światowej czy szpiegowskich opowiadań, ale dla wszystkich lubiących biografie niezwykłych ludzi.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria i Instytutowi Wydawniczemu Erica


czwartek, 7 lipca 2011

Spotkanie ze smokami


Fantastyka jako gatunek literacki jest ostatnio na topie, z tego obszaru jest również "Eon. Powrót Lustrzanego Smoka". Mnie historia Lorda Smoczego Oka spodobała się, a wrażenia z czytaniu w Dużym Ka

poniedziałek, 4 lipca 2011

Targi Książki w Katowicach

Katowicki Spodek, w dniach 20-23 października, stanie się miejscem, w którym królować będą książki. Książki drukowane, nowe i te z wieloletnią historią, książki do słuchania oraz e-książki. Książki dla dzieci i młodzieży, dla miłośników literatury polskiej i zagranicznej, dla uczniów, studentów i nauczycieli, dla wielbicieli historii, kulinariów, osób wierzących, ceniących literaturę fantastyczną oraz dzielących pasje czytania z zamiłowaniem do nowoczesnych technologii.

Podczas Targów Książki w Katowicach:

- najmłodsi czytelnicy spotkają się z bohaterami bajek,

- osoby niewidome i niedowidzące sprawdzą jak rynek książki wychodzi na przeciw ich potrzebom czytelniczym,

- uczniowie wezmą udział w warsztatach przygotowanych przez pracowników naukowych Uniwersytetu Śląskiego,

- redaktorzy, tłumacze, ilustratorzy, pisarze, poeci i wydawcy uczestniczyć będą w giełdzie pracy

- miłośnicy „książki z duszą” spotkają się z antykwariuszami i ich zbiorami,

- mieszkańcy regionu będą mogli włączyć swoje rodzinne pamiątki w zbiory Śląskiej Biblioteki Cyfrowej.

To oczywiście tylko niektóre z propozycji. Pozostałe znaleźć będzie można na stronie Targów Książki w Katowicach oraz na fan page’u Targów Książki na Facebooku.

Konkurs

Zapraszam do konkursu,
informacje oraz regulamin po
niżej:




REGULAMIN

Konkursu Czytelniczego „Wakacyjna miłość?”
Lipiec- Październik 2011

1 Przedmiot konkursu

Niniejszy regulamin, zwany dalej „Regulaminem”, określa warunki, na jakich odbywa się czytelniczy konkurs „Wakacyjna miłość?” zwany dalej „Konkursem”.

Konkurs jest zorganizowany w celu propagowania literatury i kultury koreańskiej oraz krzewienia wiedzy o Korei.

2 Organizator Konkursu

Organizatorem Konkursu jest Wydawnictwo Kwiaty Orientu, przy współpracy Korea Literature Translation Institute.

3 Zasady uczestnictwa w Konkursie

1. Konkurs adresowany jest do wszystkich powyżej 15 roku.
2. Konkurs polega na napisaniu eseju na temat książki „Zaopiekuj się moją mamą” Shin Kyung- Sook.

4 Zgłaszanie prac konkursowych

1. Uczestnicy konkursu zobowiązani są nadesłać/przynieść prace w terminie do 31 września,
pod następujący adres:

Adres mailowy: pytanie@kwiatyorientu.com

Z DOPISKIEM „Konkurs - Wakacyjna miłość?”

2. W ramach konkursu Uczestnik może nadesłać tylko jedną pracę.

3. Na odwrocie każdej nadesłanej pracy musi znaleźć się: imię i nazwisko uczestnika oraz jego
wiek.
4. Organizator nie przewiduje możliwości rozpatrywania zgłoszeń, które dotrą do niego po 30
września 2011 roku.

5

Zasady oceny i przyznawania nagród

1. Prace, spełniające kryteria niniejszego Regulaminu, zostaną ocenione przez komisję
kwalifikacyjną wybraną przez Organizatora.
2. Komisja konkursowa dokona wyboru najlepszych prac. Tylko jedna otrzyma nagrodę główną,
5 prac otrzyma wyróżnienia.
3. Nagrody zostaną wysłane pocztą lub zwycięzca może zgłosić się osobiście po odbiór.

6
Prawa autorskie

Nadesłanie przez Uczestników prac na Konkurs jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na
nieodpłatne i nieograniczone wykorzystanie ich przez Organizatora Konkursu do celów promocyjnych.
Jednocześnie Organizator oświadcza, że nie zostanie zmieniony charakter nadesłanych prac.

Niebiańska brama

"Porta Coeli. Czarne żniwa"

Toledo, miasto kontrastów, monumentalnych kościołów, wspaniałych pałaców i miejsce gdzie spotykają się wyznawcy trzech religii – chrześcijaństwa, islamu i judaizmu. Mieszanka kulturowa, która jak na razie żyje ze sobą w zgodzie, wyznawana religia nie jest jeszcze powodem do nagonki, nikt nie musi ukrywać do jakiego boga wnosi modły. Jednak tak naprawdę rzeczywistość inna, Święta Inkwizycja jest wszechobecna, jej agenci badają każde zdarzenie, które może wiązać się z odstępstwem od wiary. XIV w. nie sprzyja tolerancji, w cieniu podejrzenia znajdują się w szczególności wyznawcy judaizmu, nawet najbardziej nieprawdopodobna plotka jest brana za prawdę, za to co niewyjaśnione zrzuca się winę na Żydów. Enrique nie wątpi w słuszność postępowania swoich mocodawców, oni dają mu możliwość zrobienia kariery, takiej o jakiej zawsze marzył. Zdaje sobie sprawę, że jego pragnienia nie są tajemnicą, lecz innej drogi dla siebie nie widzi. Jako wysłannik Świętej Inkwizycji trafia do Toledo, które w porównaniu z innymi hiszpańskimi miastami nie jest jeszcze wstrząsane nagonką religijną, ale dużo nie brakuje by i tu wybuchła histeria na tym tle. Jego zadaniem jest wyjaśnienie tajemniczych zniknięć budowniczych tamtejszej katedry. Los krzyżuje jego życie z Veridianą, młodą wdową, której przeszłość zagraża bezpieczeństwu jej i jej bliskich. Nie zdają sobie sprawy, że przypadkowe spotkanie zmieni ich życie już na zawsze. Dostaną szansę, przejścia przez tytułowe Porta Coeli czyli bramę nieba, dzięki nim poznają świat gdzie odnajdą swoje przeznaczenie, tak samo jak niezwykłe jak oni sami.

Porta Coeli. Czarne żniwa” to druga książka cyklu autorstwa Susany Vallejo, hiszpańskiej pisarki. Dla tych, którzy są po lekturze premierowej powieści będzie to kontynuacja historii, ci, którzy jeszcze nie poznali poprzedniej opowieści śmiało mogą ją potraktować jako odrębną całość. Chociaż wątki są dalszym ciągiem pozwalają na swobodne czytanie bez obaw, że odniesienie do tego co już miało miejsce nie pozwoli zrozumieć fabuły. Pisarka przenosi czytelnika do XIV w. Toledo, tło historyczne jest ważnym elementem jej opowieści, chociaż trochę mylącym, bo początkowo można odnieść wrażenie, że będzie to kolejna powieść o Świętej Inkwizycja, będącym tak naprawdę tylko motywem drugoplanowym. Susana Vallejo kreuje na takich fundamentach fantastyczną rzeczywistość, gdzie to co znane przenika się z tym co dopiero będzie dane poznać. Czas staje się pojęciem względnym, płynącym dwoma równoległymi ścieżkami, dla jednych wolniej, dla innych szybciej, ale jego efekty są widoczne dopiero gdy przekracza się Porta Coeli. Bohaterowie zdają się być dziećmi czasów, w których przyszło im żyć, jednak od początku wyczuwa się w nich, że kryją coś w zanadrzu, chociaż nie chcą przyznać się do tego nawet przed sobą samym. Ich tajemnice są zapowiedzią tego czego będą uczestnikami. Autorka tworząc swoją opowieść ukazała świat, który ma być doskonalszą wersją tego, który jest znany. Zbudowany został przez ludzi i dla ludzi, na chwałę boską, ale czy zawsze będzie taki idealny? Czasem by stworzyć ciekawą opowieść nie trzeba tworzyć rzeczywistości od podstaw, inne spojrzenie na przeszłość pozwala ukazać równie fascynujący obraz.




Za możliwość przeczytanie książki dziękuję portalowi Na kanapie

sobota, 2 lipca 2011

Stosik czerwcowo-lipcowy

Stosik wysłany w czerwcu, dotarł w lipcu ;)


Lucas Starr "Zemsta Saro" wyd. VARSOVIA
Josh McDowell "Świadek" Oficyna Wydawnicza "Vocatio"
Rafał Kosowski "Nierozpoznany" Oficyna Wydawnicza "Vocatio"
Rafał Kosowski "Perła" Oficyna Wydawnicza "Vocatio"
Rafał Kosowski "Qedesha" Oficyna Wydawnicza "Vocatio"







Małe p
rzypomnienie o konkursie,
szczegóły
tutaj

piątek, 1 lipca 2011

"Książki moja miłość"


E-book "Książki moja miłość" miał swoją premierę 23 kwietnia na stronie e-bookowo.pl, dochód przeznaczony jest na zakup książek do szkolnej biblioteki.

Już 20 lipca będzie premiera wydania tego zbioru opowiadań w formie papierowej nakładem wyd. Radwan. A cel pozostaje ten sam - lektury do szkolnej biblioteki
:)

Polska fantazja

"Afgański Zeus"

Nie ocenia się książek po okładkach i zgadzam się z tym w 100%, dodałabym jeszcze, że po skrótowym opisie z tylnej obwoluty także nie, ale to już moje prywatne zdanie. W końcu oba te elementy mają przyciągnąć uwagę potencjalnego czytelnika, chociaż nie zawsze tak jest. W końcu i tak powinna być ważniejsza treść lektury, no, ale człowiek to w dużej mierze istota opierająca swoje opinie na pierwszym wrażeniu, korekta sądów przychodzi dopiero w kolejnym etapie - gdy już zaczniemy zapoznawać się z pomysłem autora. W przypadku "Afgańskiego Zeusa" to co widnieje na okładce może sugerować historię przygodową z wątkiem sensacyjnym i elementami fantastyki, ale czy na pewno? Rewolwer, sztylet, sztambuch z mapą, ślady krwi, lampa tranzystorowa, a w tle reliefy bądź płaskorzeźby ... dość osobliwy zbiór, lecz przecież to tylko zapowiedź tego co przygotował autor, a więc czas rozpocząć lekturę.

Początek to huk wybijanych szyb i wypadnięcie gościa restauracyjnego wprost na stojącą dorożkę, czyli wstęp z tzw. "przytupem", a następne słowa tylko w tym utwierdzają. Czyli awantura na całego, a jej prowodyrem jest główny bohater - starszy lejtnant Sergiusz Lawendowski, Polak, w służbie cara i to nie jako podwójny szpieg, ale jako jeden z najbardziej oddanych żołnierzy. Zdrajca, sprzedawczyk? W końcu to 1903 czyli czas zaborów, służba w rosyjskim wojsku raczej z dobrej woli rzadko kiedy zachodziła, a w stopniu oficerskim i to z takim oddaniem to już ewenement. Czy mi się wydaje, że autor odbrązawia mityczną postać patriotycznego bojownika czy to fakt? Ta tematyka jest obecna w książce, ale nie jest głównym motywem, słowa o niej są zarzutem i czymś na kształt wyrzutu sumienia. Jednak głównym wątkiem są przygody Sergiusza Lawendowskiego, które pomimo tego, że swój czas akcji mają na początku XX w. nie są staroświeckie, zaskakują umiejscowieniem intrygi i przebiegiem wydarzeń. Świat tajnych służb, szpiegów, wynalazków znacznie wyprzedzających początek dwudziestego stulecia, jednak to jeszcze wszystko. Na dobry początek telegraf bez drutu, autorstwo przypisywane Anglikom bądź ... przybyszom z Marsa i morderczy w swoich skutkach pokaz capoeiry w wykonaniu blond dziewczęcia. Interesujące wprowadzenie czyż nie? A to wszystko w krajobrazie pod sanktpetersburskiego podwórza generalskiej willi. A to dopiero zalążek całej historii, bo dzielny i oddany rosyjskiemu carowi lejtnant wyrusza do Afganistanu by odnaleźć nieznaną technologię wraz piękną miłośniczką sztuk walki. A podróż od początku ma swoich wrogów w postaci bandytów i biurokracji rosyjskiej, ta druga nawet okazuje się bardziej skuteczna w swoich działaniach. No i nagły zryw sumienia, a raczej jego wyrzutów u generalskich podwładnych narodowo-religijnych, tego raczej dowództwo nie przewidziało. Podróż obfituje w mniej lub bardziej krwawe momenty, nie brak jej też elementów satyrycznych, o to dba szeregowy Maliniak, zwany swojsko Casanową. W Kabulu szpiegowska misja podróżnicza wreszcie może się wykazać swoimi talentami by osiągnąć cel - znalezienia telegrafu bez drutu, oczywiście nie jest to łatwe, ale kto jak nie ta doborowa grupa może tego dokonać? Pomocą służy perski naukowiec, który jest przyjacielem polskiego króla Władysława V. Na zarzut że takiego króla Rzeczpospolita Obojga narodów nie posiadała, odpowiadam - ależ oczywiście, iż taki władca istniał, tylko jego osoba była utajniona, a dokładnie ta historia opisana jest w I części - "Bursztynowe Królestwo". Jednak to co odkrywa jest czymś więcej niż spodziewał się carski generał i znajduje się nie w górach - jak podejrzewano, lecz w miejscu uciech ... w końcu trzeba zadbać o odpowiedni kamuflaż, a ten jest, a raczej był, doskonały.

"Afgański Zeus" to historia, w której przeplata się wątek przygodowy z sensacyjnym, jednak nie jest to kolejna powieść z bardzo poważnym głównym bohaterem, bo ta postać raczej kojarzy się z przedrostkiem anty-. Polak, wierny żołnierz carskiego imperium, dla jego bezpieczeństwa i chwały walczący z innymi nacjami, a nawet z własnymi rodakami, nie wierzy w odzyskanie niepodległości, jest przeciwny kolejnym powstaniom. Ale jego postać, zresztą tak jak pozostałe osoby, jest potraktowany z lekkim przymrużeniem oka, autor "dokłada" każdemu narodowi wciągniętymi w akcję książki, bawi się stereotypami, co daje w efekcie świetną lekturę, bez zbytniej powagi i męczeństwa. A okładka książki i jej treść doskonale współgrają ze sobą, najlepiej to sprawdzić czytając.




Książka przekazana przez portal Sztukateria
i wyd. Dolnośląskiemu za co Dziękuję

czwartek, 30 czerwca 2011

Opowieść sługi

"Sługa kości"

Gdy sięgam po książki autorstwa Anne Rice to pierwsze skojarzenie jakie mi się nasuwa to wampiry, cóż jak coś sobie zapamiętam to nie ma siły by skojarzenia nie dawały o sobie znać. Oczywiście pisarka "popełniła" także powieści o innej tematyce, ale siła przyzwyczajenia zwycięża. Jednak czas by przynajmniej trochę skorygować mój tok myślenia, bo po przeczytaniu "Sługi kości" nadszedł na nowe analogie. Tym razem historia sięga swymi korzeniami, a raczej jej bohater, starożytnego Babilonu, chociaż nie jest on Babilończykiem, lecz Izraelitą. Wraz z nim poznajemy dawno zaginiony świat, znany nam tylko z fragmentów odkrytych przez archeologów i z muzealnych wystaw. Jednak to co przedstawione jest w opowieści Azriela wydaje się nad wyraz rzeczywiste, jego słowa oddają obrazowo to co zostało zasypane piaskiem minionych wieków. Przeszłość Azriela, utalentowanego młodzieńca, pochodzącego z bogatej rodziny, wydaje się baśnią jak z tysiąca i jednej nocy. Liczne zdolności, uznanie bliskich, sukcesy w szkole, a później jako skryby są tylko początkiem niezwykle barwnego życia. Ważnym jego elementem jest Marduk - babiloński bóg, którego głos bohater usłyszał jako dziecko, pomimo, że nie jest jego wyznawcą. Będzie on towarzyszył mu od tego momentu do końca życia, a nawet dłużej. W wyniku spisku Azriel staje się tytułowym sługą kości, traci życie i jednocześnie zyskuje nieśmiertelność, chociaż został pozbawiony możliwości zbawienia. Życie jako człowieka jest pierwszym etapem opowiadania ujawnionego przez młodego Izraelitę Jonathanowi, wykładowcy akademickiemu i pisarzowi. Dlaczego właśnie jego wybrał na swojego spowiednika? Czy zadecydowała religia czy może osoba Esther - młodej dziewczyny i studentki Jonathana,zamordowanej również w wyniku morderczej intrygi? Wyznanie prawdy o sobie miało być lekarstwem na ból wspomnień tego co wydarzyło się w zamierzchłej przeszłości, która wciąż jest żywa w pamięci.
Sługa kości, który właściwie nie jest nim, zbuntowany przeciwko losowi, wybranemu dla niego przez innych, w momencie gdy stał się bytem niematerialnym. Wielu próbowało użyć go do własnych celów, jednak ponosili za to karę, bo wraz ze spełnieniem ich życzeń tracili coś cennego dla siebie. Jedynie pierwszy i ostatni Pan Azriela dali mu wiedzę, dzięki której jest tym kim widzi go Jonathan - aniołem, postrzegającym siebie jako demona śmierci.
Legendy babilońskie, mity hebrajskie, dzieje starożytnych społeczeństw i tych, które nastąpiły po nich, średniowieczna Europa i jej późniejsze wieki, a elementem spajającym jest Azriel, jednocześnie mszczący się za zło i sam je popełniający. Pomimo upływu wieków świat wydaje się podobny, różnice są w architekturze, w odzieży, w technice, ale to tylko powierzchowne znaki, jedno pozostałe niezmienne - ludzie i pragnienie wiary w boga. Religie pojawiały się i znikały w mrokach dziejów, jedne przetrwały tysiące lat, o innych się już nie pamięta. Z imieniem boga na ustach popełniali zbrodnie, by zaraz potem dawać sobie rozgrzeszenie, przecież działali dla jego dobra ... a może własnej władzy?
Anne Rice stworzyła kolejną książkę, gdzie nic nie jest oczywiste, a początkowe założenia rozwijają się w zupełnie innym kierunku niż pierwotnie czytelnik zakładał. Osią akcji jest postać tytułowego sługi kości - Azriela, który wyjawiając swoją przeszłość jednocześnie stara się zrozumieć swoje przeznaczenie, cel swojej egzystencji. A kim była Esther dla niego? Osobą, która pozwoliła mu w końcu dotrzeć do prawdy, która cały czas mu umykała czy szansą na spełnienie pragnień?
Czytając tę książkę trudno się nudzić, bo z jednej strony, tak jak w poprzednich powieściach, bohater jest przedstawiony jako osoba rozdarta pomiędzy zaznaniem zbawienia, a życiem w nowym postaci, dającej jej nowe możliwości. Z drugiej strony mamy bardzo plastycznie oddane tło historyczne. No i wątek sensacyjny, trochę nietypowy i pojawiający się niespodziewanie. "Sługa kości" to lektura i dla tych lubiących klimat grozy i dla tych szukających elementów z obszaru sci-fi, ale również dla wszystkich doceniających sensację.



Za możliwość przeczytanie książki dziękuję

środa, 29 czerwca 2011

Zlecenie z drugim dnem


Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Duże Ka

"Śmiertelne zlecenie"

Książki
ze znakiem klucza kojarzę "od zawsze" z dobrą sensacją, czyli taką gdzie wątek kryminalny nie jest przewidywalny, a napięcie utrzymuje się od pierwszej do ostatniej strony. Nie można też zapomnieć o bohaterach, którzy dodają smaku opowiadanej historii, każdy z nich zapada w pamięć, ci pierwszoplanowi brylują w trakcie kryminalnej intrygi, a ci z drugiego planu tworzą intrygujące tło. No i autorzy tworzący powieści, do których powraca się co jakiś czas by na nowo zasiąść nad tajemnicą kto stoi za zbrodnią. Tym razem mój wybór padł na "Śmiertelne zlecenie" autorstwa Katarzyny Rygiel, a miejsce akcji zostało osadzone między innymi w Biskupinie, osadzie tajemnicę ma wpisaną swoje dzieje.

Tytuł książki skojarzył mi się nieco jednoznacznie - z morderstwem na zlecenie i szybko przekonałam się, że "usługa" i owszem jest, ale nie dotyczy zabójstwa, a przynajmniej nie od razu. Jego celem jest zupełnie co innego, a co dokładnie to na razie tajemnica, droga i to nie tylko w sensie finansowym. Czas na bliższe zapoznanie się z głównymi bohaterami, których zadaniem będzie rozwiązanie sensacyjnej zagadki, chociaż początkowo nic nie zapowiada, że będą ze sobą współpracować. Co innego przyjaźń pani antropolog z pewnym policjantem, a czym innym wspólne śledztwo. Każde z nich osobno zmierza do Biskupina, gdzie również już są - pewien usługobiorca i usługodawca. Bohaterzy wchodzą w świat liczący sobie setki lat, a czytelnik podąża za nimi po drogach z bali drewnianych. W takiej scenerii łatwo się zatracić, a przeszłość jest na wyciągnięcie ręki, ta daleka i ta bliższa, dotycząca pani archeolog i złotnika specjalizującego się w dawnej biżuterii. A policjant krąży wkoło tropiąc ślady pozostawione przez pewnego nieznajomego, czy ma to coś wspólnego ze złotniczymi cudami, które nagle trafiają do wspólnej znajomej? Akcja się rozwija, a wraz z nią rośnie ilość nasuwających się pytań, szczególnie, że pojawia się trup i jest on już trochę znajomy, no i na scenę wkracza kolejny aktor - były mąż o dość szemranej przeszłości... Śledztwo, które zaczęło się w Warszawie wiedzie stołecznego policjanta do Biskupina, a później do Gołuchowa. Okazuje się, że krąg zawodowo-towarzyski jest niespodziewanie szeroki, no i co i rusz wychodzą nowe powiązania raczej z kategorii tych łamiących prawo, a czasem życie. Nim zostanie rozwiązana jedna zagadka już pojawia się druga na horyzoncie, a zaraz za nią kolejna.

Trzeba przyznać, że autorka dokładnie przemyślała wątek sensacyjny, nie ma w nim nic przypadkowego, każde wydarzenie łączy się z pozostałym w spójną całość, chociaż nie brak również momentów zaskoczenia, bo gdy rozwiązanie jest już o krok okazuje się, że następuje zwrot akcji, który zmienia spojrzenia na to co jeszcze przed chwilą wydawało się pewne.

"Śmiertelne zlecenie" to książka gdzie osią akcji jest zarówno motyw sensacyjny jak i obyczajowy, oba zazębiają się tworząc historię, w której przeszłość i teraźniejszość mają równy wpływ na rozwój wydarzeń, a wątek powiązań towarzysko-rodzinnych dodaje jeszcze interesujących tropów w czytelniczym śledztwie. W to wszystko zgrabnie wplecione wiadomości z zakresu archeologii oraz prawdziwe wydarzeni i miejsca i to nie zagranicą, ale w polskich realiach. W końcu ludzka chęć sławy i zakosztowania zakazanego owocu, chciwość i zazdrość, nie zna granic, może dać znać o sobie wszędzie.


Za możliwość przeczytanie książki dziękuję
portalowi
Duże Ka i wyd. Zysk i S-ka

wtorek, 28 czerwca 2011

Korporacyjne życie ;)

"Jak niechcący spowodowałem upadek światowego koncernu"

"Jak niechcący spowodowałem upadek światowego koncernu" to druga książka w dorobku autora ukrywającego swoją tożsamość pod pseudonimem Harosław Jaszek, czy podobieństwo do twórcy wojaka Szwejka jest zamierzone nie wiadomo. Jedno jest pewne, zbieżność z czeskim pisarzem to nie tylko analogia w imieniu i nazwisku, ale przede wszystkim w klimacie książek – satyrycznym, ukazującym absurdy rzeczywistości, w której przyszło żyć twórcom i nie tylko im. Autoironia towarzyszy czytelnikowi od pierwszej do ostatniej strony, bez momentu przerwy i ze stałym, wysokim, natężeniem.

Wymarzona droga do kariery w światowym koncernie stoi otworem dla głównego bohatera. Gdy już prawie zapomniał o rozmowie kwalifikacyjnej dostaje informację, że upragniona praca jest w zasięgu jego ręki, to co wydawało się tylko marzeniem spełnia się. Pierwszy dzień w pracy jak i kolejne tylko potwierdzają to co można zobaczyć w telewizji - profesjonalizm, dbanie o pracownika, wysokie standardy (oczywiście zgodne z ISO) no i kierownicze stanowisko, a ostrzeżenia współpracowników są traktowane jako przejaw zazdrości. W końcu międzynarodowa firma to niebo w pracowniczym świecie, nie to co zatrudnienie w małej firmie gdzie wszystko jest prowizoryczne. W nowym miejscu pracy wszystko ma swoją procedurę działania, nic nie jest pozostawione przypadkowi, jakby nie było zasady norm jakości zobowiązują, a jeżeli już coś idzie nie tak jak powinno to winna temu jest firma zewnętrzna. Witaj w raju nowy pracowniku, na stanowisku kierownika, gdzie zarządzać będziesz tylko i wyłącznie sobą - w końcu taka nazwa stanowiska brzmi poważniej niż specjalista!
Otwieracze rządzą światem, chciałoby się powiedzieć po kilkunastu stronach książki, a nimi zebrania, audyty, maile z rozporządzeniami do zarządzeń. Biurokracja ma się dobrze, no ale przecież nie można tak określić ją, bo to nie czasy socjalizmu - chociaż slogany ze ścian biurowca są jakże podobne do tych z przeszłości. Magia image`u wypracowanego przez dział marketingu korporacji działa nie tylko na zewnątrz, ale także na personel, szczególnie na głównego bohatera. Zauroczenie wzrasta wprost proporcjonalnie do liczby przepracowanych dni, a nawet lat, w nowym miejscu. Po prostu pracować i nie szukać nowej posady, po co jak ta daje pełną satysfakcję, no może trochę różniąca się od wyobrażeń z przeszłości, ale procedury korporacyjne mają się dobrze, jak nawet nie lepiej. Zdrowy rozsądek mógłby wytłumaczyć rotacje kadr, jednak ten organ skrył się w cieniu radości z pracy w koncernie i jakoś nie chciał z niego wyjść, nie był zgodny z myślą przewodnią i procedurami poaudytowymi. Wszystko co dobre zawsze się kiedyś kończy i o tym też niestety przekonuje się korporacyjne zwierzę.

"Jak niechcący spowodowałem upadek światowego koncernu" to satyryczny portret pracy w międzynarodowej firmie, przedstawiony w formie propagandy sukcesu podobnie jak w starych kronikach filmowych. I w jednym i w drugim liczyła się wspólna praca, a człowiek podobno był najważniejszy, oczywiście gdy działa w ramach procedur. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie przez głównego bohatera co tylko podkreśla "autentyczność" przeżyć. Nie ma tam obalania lub potwierdzania korporacyjnych mitów czy też legend, coś takiego jak wyścig szczurów też nie jest wspomniany, przecież to jedna szczęśliwa rodzina, jak ze spotu reklamowego. Czytelnicy, którzy są nastawienie na sensacyjne wątki czy też bardziej "soczyste momenty" raczej ich nie doświadczą, za to poznają codzienną rzeczywistość tak różną od tej przedstawianej w programach ekonomicznych, a raczej bliższą tej kabaretowej. Dla tych, którzy znają od kulis pracę w korporacji jest to okazja spojrzenia z perspektywy "przymrużenia oka" na własne doświadczenia, a dla pragnących dopiero dostąpić tego "raju" to może być przysłowiowa "szklanka wody przed".
Książka ta pomimo, że w swym tytule nie ma słowa „przewodnik” to jak najbardziej może jako taki służyć, dlaczego? Ponieważ daje czytającym oprócz ogromnej dawki humoru także kilka sposobów jak przetrwać w koncernowej dżungli i nie utracić dobrego samopoczucia. Znajomość kilku tricków może być pomocna w najmniej oczekiwanych sytuacjach, w końcu czytanie powinno wzbogacać naszą wiedzę, tę o korporacjach również. A co z tytułowym, przypadkowym, upadkiem, przed którym każdy chciałby chronić swoją „ukochaną” firmę? Tajemnica kryje się między słowami książki i jest do odkrycia dla każdego czytelnika.


Za możliwość przeczytanie książki dziękuję portalowi Na kanapie