Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 czerwca 2012

Zdrada ma wiele twarzy

"Brama zdrajców"
Edgar Wallace

Jeżeli pada hasło klasyka kryminału angielskiego to od razu nasuwa się na myśl Agatha Christie, w końcu królowa jest tylko jedna. Jednak wyspy brytyjskie w gatunku suspensu mają do zaoferowania czytelnikom o wiele więcej,twórczość Edgara Wallace`a jest w Polsce nieznana, a szkoda, bo opowieści kryminalne wychodzące spod pióra tego autora są i intrygujące i zaskakujące. Świat wyższych sfer, wystawne przyjęcia i gra w elitarnych klubach o najwyższe stawki, dżentelmeni i damy, ale i typy spod ciemnej gwiazdy, wszystko to składa się na świat książek E. Wallace`a, nie można zapomnieć oczywiście o angielskim humorze oraz suspensie. Po raz kolejny, nim dane mi było przeczytać książkę, najpierw najpierw zobaczyłam serię filmów telewizyjnych opartych na motywach jego opowiadań. Ekranizacje wzbudziły ciekawość, a ich zakończenia zawsze pozostawało do końca zagadką, ale tego można było spodziewać się po klasyce gatunku.

Dick Howell dostał od życia wiele - tytuł lordowski, fortunę, edukację w elitarnych szkołach, urok osobisty i znajomości w świecie pięknych oraz bogatych, po prostu dziecko szczęścia nie to co jego brat przyrodni Howard. Ten drugi czuje się skrzywdzony przez los, rodzinę i otoczenie, jemu zawsze było trudniej, gorzej, a do tego nikt go nie rozumie, no prawie nikt prawdę mówiąc. Gdy jedni mają pod górkę, inni muszą zmagać się z ciężkim losem, jakby tego było mało pojawiają się piękne kobiety z tajemniczą przeszłością, których uroda idzie w parze z przebiegłością. Nie trójkąt, a czworokąt,w jakim pieniądze, dawne i te świeższe urazy oraz kusząca okazja łatwego i dużego zarobku odgrywają znaczącą rolę. Jednak na tym nie koniec, bo jest jeszcze bajecznie bogaty książę, przypominający postać z baśni tysiąca i jednej nocy oraz tajemniczy Mr Hallet, jednocześnie znany wielu, a tak naprawdę jego życie jest jedną wielką niewiadomą. Każdy z bohater nosi w sobie pewną tajemnicę, a ich suma daje doskonałą intrygę, w jakiej dobro i zło ma wiele twarzy i nie wiadomo co jest prawdą, a co sprytnym oszustwem. Jaki wątek kryminalny może połączyć tak niezwykle barwne towarzystwo? Na pewno nie jest to nic pospolitego i codziennego! Szczególnie, że nie można zapomnieć o tle, w którym mają miejsce perypetie głównych osób opowiadania, a jest ono równie ciekawe co i oni. Londyńskie doki, twierdza Tower, zakazane szulernie i arystokratyczne salony Zjednoczonego Królestwa, te punkty są scenerią dla motywu sensacyjnego z uczuciami, nie tylko tymi pozytywnymi, na dalszym, ale nie zbyt odległym, planie. W momencie gdy przetną się drogi pewnego wstydliwego sekretu sprzed lat i dopracowany w każdym calu przestępstwa stulecia intryga osiąga swoje apogeum, a na tym jeszcze nie koniec ...

Edgar Wallace w "Bramie zdrajców" połączył dwa gatunki - kryminał i awanturniczą historię, efektem tego jest książka intrygująca z wieloma niespodziewanymi zwrotami akcji. Tak naprawdę trudno zgadnąć jak dalej potoczy się akcja, bo wszystko jest możliwe, a czytelnik poznaje i mroczne zakątki brytyjskiej stolicy, jak i jej najsłynniejsze punkty. Tajemnice przeszłości,honor, bajeczna fortuna i ciekawi bohaterowie dają w efekcie lekturę, która wciąga swoją fabułą od początku do samego końca. Motyw sensacyjny i przygodowy dają w efekcie świetną rozrywkę w jak najlepszym gatunku.

Baza recenzji Syndykatu ZwB


Za możliwość przeczytania  książki  dziękuję 
wyd. DAMIDOS

czwartek, 19 stycznia 2012

Prawo do zbrodni?

"Teoria zbrodni uprawnionej"

Marek Gaszyński


Zbrodnia uprawniona ... dwa słowa, wydające się wzajemnie przeczyć, bo jak można usankcjonować prawem coś co jest z nim niezgodne? A może tytuł odnosi się do aktu zemsty, rewanżu, odwetu, za doznane krzywdy? Jednak teoria ma to do siebie, że gdy odnosi się ją do praktyki to nie zawsze te dwie wielkości pokrywają się ze sobą. Więc jak to jest z hipotezą, że wydarzenie, które z zasady nie może być usankcjonowanie ktoś chce uprawomocnić? Jak dochodzi do powstania takiej koncepcji i dlaczego? Co musiałoby mieć miejsce by mówić o legitymizacji zbrodni? Wiele pytań, żadnych odpowiedzi, bo gdy coś dotyczy czegoś hipotetycznego trudno uzyskać wynik, ale czasem hipoteza jest konfrontowana z rzeczywistością ...


Lata sześćdziesiąte, Warszawa, dwójka studentów - para, widzi swojego wykładowcę i postanawia go śledzić. Nawet to nie jest żart, po prostu jakiś impuls, w końcu co może ukrywać pracownik naukowy? Nic! Ale czy na pewno? Mówi się, że pierwsze wrażenie jakie odnosimy gdy kogoś poznajemy dużo mówi jak dalej potoczy się znajomość, ale z drugiej strony bywa ono często mylne. Dla Norberta Piaseckiego początkowo Piotr Pawłowicz był jednym z wielu nauczycieli akademickich, może trochę młodszym od pozostałych i ciekawiej prowadzącym zajęcia, lecz w gruncie rzeczy była to relacja typowa student - profesor. Zbieg okoliczności sprawił, że poznali się bliżej, przynajmniej tak sądził jeden z nich, drugi miał ukryty cel by nawiązać kontakt właśnie z tym, a nie innym czlłowiekiem. Czasem warto zaufać intuicji i jej podpowiedziom, pomimo, że wydaje się tylko być uosobieniem całkiem innych uczuć, w końcu zazdrość sprawia, że nie postępuje się racjonalnie, lecz gdy wie się o niej to całkiem co innego ... W końcu co może stać na drodze dwojga młodych ludzi, którzy zaplanowali już swoje życie? Los jednak lubi zaskakiwać, wystarczy jeden krok by starannie przemyślane plany legły w gruzach, to co wydawało się na wyciągnięcie ręki ucieka i nie ma sposobu by to dogonić. Dzień ślubu jest dla większości otwarciem nowego rozdziału, bywa także zbiorem chwil, które pamięta się zawsze, Norbert natomiast doświadczył tego, czego w najgorszym koszmarze nawet nie brał pod uwagę. Wyszedł z akademika, wsiadł do taksówki i od tego momentu nikt go nie widział, nie dotarł domu narzeczonej ani do Urzędu Stanu Cywilnego, niczego nie zabrał z pokoju, wszystko zostawił, nawet najbardziej osobiste drobiazgi. Jedynym śladem jest list, w którym niedoszły pan młody wyjaśnia motyw swej ucieczki - wyjazd na zachód z powodów politycznych. Zrozpaczona narzeczona, zawiedzenie przyszli teściowie, nierozumiejący niczego przyjaciele, nikt z nich nie domyślał się niczego.

Kanada w połowie lat sześćdziesiątych dla kogoś bez przeszłości, kto przez pięć lat był w śpiączce wydaje się równie dobrym miejscem do życia jak każde inne. Dzięki zbiegowi okoliczności dostał szansę od losu o jakiej nie marzył nigdy, jakby w ogóle mógł tego pragnąć jeżeli nie pamięta kim był? Nie ma go wśród zaginionych, nie istnieje żaden dokument, w którym by pojawiało się jego zdjęcie, po prostu NN. Rozpoczynanie wszystkiego od nowa, a raczej od początku, daje nieograniczone możliwości, a gdy do tego dołoży się ciężką pracę i oddanych przyjaciół, to świat stoi otworem.


Dwa wątki, dwóch różnych bohaterów, a łączy ich "zbrodnia uprawniona", teoria stała się praktyką. Jeden człowiek uznał, że może być sędzią i katem, by uchronić swój sekret wydał wyrok na osobę, mogącą odkryć pewną tajemnicę z wojennej zawieruchy. Nie zawahał się gdy niszczył wszystko i wszystkich co mogło naprowadzić na jego ślad, był w tym niezwykle skuteczny, nie oszczędził nikogo, nawet siebie samego, chociaż tego nie dostrzegł, za to było to dane ujrzeć największemu wrogowi ...

Marek Gaszyński połączył w swej książce kilka wątków, można w niej odnaleźć sensację, elementy obyczajowe i rzeczywistość ostatnich sześćdziesięciu lat. Autor łączy fikcję z faktami, tak, że czytelnik ma wrażenie, iż czyta autentyczną historię, która jak najbardziej mogła mieć miejsce. Realne postacie i wydarzenia, a pośród nich wykreowane osoby i sytuacje, w efekcie otrzymuje się fabułę zaskakującą, gdzie trudno zauważyć granice pomiędzy prawdą, a tym co jest wytworem wyobraźni. Niewiele opowiadań daje dokładny wgląd w motywy postępowania, dlaczego właśnie podjął taką , a nie inną decyzję. W "Teorii zbrodni uprawnionej" nie ma wyraźnej oceny działań bohaterów, to zostaje pozostawione czytającym, jest za to ukazane jak niektóre sprawy łączą się, nie pozostają bez echa, ich wynik czasem widoczny jest dopiero długo po tym kiedy się wydarzyły. Podobno zło powraca ...




Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria
oraz
wyd. Nowy Świat

wtorek, 10 stycznia 2012

Detektyw z puszczy

"Puszczyk"
Jan Grzegorczyk

Czasem ucieczka od codzienności gdzieś na kraniec świata, bądź trochę bliżej do Puszczy Noteckiej, wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Jednak i gdy w takich pięknych okolicznościach przyrody proza życia, a raczej jej najmroczniejsze elementy dopadają człowieka, to zamiast błogiego spokoju znowu stres i zamieszanie zaczynają dominować. Podobno nic nie trwa wiecznie, więc i wszelkie perturbacje przemijają również i znów cisza zapada błoga, tylko jakoś zew do cywilizacji znowu daje o sobie znać. Zamiast jednak powrotu do społeczeństwa miejskiego szykuje się jedynie uporządkowanie spraw zawodowo - rodzinnych, czas na debiut i to nawet podwójny - jako pisarza i narzeczonego. Ale nie wszystko idzie gładko i zgodnie z planem, po raz kolejny los, a może fatum, dają o sobie znać. Stanisław Madej znowu znajduje nieboszczyka, tym razem jest to proboszcz pobliskiej parafii, który kilka godzin wcześniej obiecał udostępnić książkę i pewne informacje na temat samobójstwa sprzed kilku miesięcy. Nieszczęśliwy wypadek, na co wszystkie ślady wskazują, czy może ... morderstwo. Kto mógłby chcieć śmierci wiejskiego księdza? Pomimo zapewnień ze strony stróżów prawa i prokuratury nie wszyscy są przekonani o pechowym upadku z drabiny. Szczególnie, że duchowny używał jej od lat i w o wiele niebezpieczniejszych sytuacjach, no i był doświadczonym taternikiem. A może to nadmierna podejrzliwość, będąca efektem wydarzeń z przeszłości, jakie wciąż jeszcze pojawiają się przed oczyma głównego bohatera lub wyrzuty sumienia, że gdyby nie spotkanie ze znajomym, to byłoby się punktualnie na spotkaniu z ofiarą i wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej? Nikt nie daje wiary podejrzeniom, ale one nadal pozostają, chociaż tylko w sferze domysłów i umyśle jednego człowieka. Czasem pomoc przychodzi z najmniej spodziewanej strony i daje nadzieję na poznanie kulisów śmierci bliskiej osoby. Drugie dno zdaje się dostrzegać także miejscowy dziennikarz, mający wiedzę o wielu ciemnych stronach miejscowych notabli. Fałszywe zagranie niespełnionego pismaka albo bystrego obserwatora, pragnącego wyjaśnić pewien wieczór i jego tragiczny finał?

Wydawałoby się, że małe miejscowości nie kryją zbyt wiele sekretów, a życie w nich jest odtrutką na wielkomiejską dżunglę, gdzie zbrodnia czyha za każdym rogiem, ale czy na pewno? Wiele znaków zapytania zaczyna pojawiać się i to nie tylko w związku z niedawnymi wydarzeniami, lecz również z tymi związanymi z pewnym samobójcą, co do śmierci, którego także Madej miał zastrzeżenia. Wiele tajemnic skrywają ludzie zamieszkujący spokojne miasteczko, sekrety te wydają się być źródłem morderstwa i to odmienianego w liczbie mnogiej. W co był uwikłany zmarły ksiądz i jaką wspólną przeszłość ma z emerytowanym prokuratorem, a może kluczem do wszystkiego jest historia kilku wychowanków z miejscowego domu dziecka?

Początkowo "Puszczyk" sprawia wrażenie książki typowo obyczajowej, jednak to odczucie mija bardzo szybko, gdy zaczyna zarysowywać się motyw kryminalny. Wpierw powoli suspens zaznacza swoją obecność, jednak ze strony na stronę jest coraz bardziej widoczny, ale fabuła nie skupia się tylko na elemencie kryminalnym, równie ważne i także dobrze zaznaczone są detale związane z osobistymi przeżyciami bohaterów. Wątki życiowe stanowią tło dla tych z rodzaju morderczych i odwrotnie, wzajemne uzupełniając się tworzą barwną i zaskakującą mozaikę. Czasem prowincja wydaje się mało ciekawym miejscem, gdzie szarość przeplata się z codzienną rutyną, jednak to mylny obraz, bo często jej prawdziwy portret jest całkiem inny, a zbrodnia nie jest w nim niczym niezwykłym. Czytanie rozpoczyna się jak miły spacer po znanych, leśnych ścieżkach, jednak zagłębiając się w lekturę trafiamy w prawdziwe zabójcze ostępy, gdzie każda kartka vel krok przynoszą nowe niespodzianki spod znaku zabójczych knowań. Grono podejrzanych powiększa się, tak samo jak liczba osób schodzących z padołu ziemskiego, a gdzieś kryje się sprawca, a może sprawcy? Ktoś ukrywa się w cieniu śmierci, na tyle skutecznie, że pozostaje niezauważonym gdy knuje swoją sieć intryg, niewidoczną dla oplatanych nią.

"Puszczyk" jest panoramą postaci, szybko przekonujących czytelnika, że pomimo zwyczajnej powierzchowności na pewno takimi nie są, a ich postępowanie bywa zwodnicze i obfituje w niespodziewane zakręty. Jeżeli do tego dodać wątek kryminalny, który wielokrotnie łudzi łatwym rozwiązaniem, znajdującym się na wyciągnięcie ręki, by po chwili pokazać, iż gra nadal się toczy, to w efekcie czytelnik otrzymuje opowieść jakiej nie powstydziliby się mistrzowie światowego suspensu. Angielskie wrzosowiska, wielkie metropolie, surowe pejzaże skandynawskie, takie tła dla kryminalnych zmagań są codziennością w kryminalnych historiach, jednak polska sceneria również posiada tę atmosferę i bywa ona bardziej egzotyczna, gdyż rzadziej pojawiająca się.



Książka w sprzedaży od
23 stycznia 2012




Za możliwość przeczytania książki Dziękuję

Wydawnictwu ZNAK

sobota, 7 stycznia 2012

Sprawiedliwość ma wiele imion ...

"Łowcy głów"
Robert Ziółkowski


Tytułowi łowcy głów to policjanci z poznańskiego Pespołu poszukiwań Celowych, a książka jest zbiorem trzech fabularyzowanych "relacji", które mogły mieć miejsce lub są wzorowane na sprawy, z jakimi miał autor styczność podczas pracy w policji. Nie są to suche sprawozdania z akt sądowych czy też raportów funkcjonariuszy, śmiało można powiedzieć o nich, że to opowiadania, porażające swoją realnością, a gdy weźmie się pod uwagę doświadczenie ich twórcy, tym większe robią wrażenie. Połączenie literatury faktu z sensacją daje ciekawy efekt, warty poświęcenia czasu na lekturę, bo jest co czytać.
Trzy historie połączone osobami bohaterów, policjantów, których zadaniem jest schwytanie przestępców. Nie odbywa się to jak w znanych, amerykańskich serialach, gdzie prawie całe dochodzenie ma miejsce w laboratoriach kryminalistycznych, bądź pod dyktat jednego genialnego detektywa. Zamiast tego jest praca zespołowa grupy indywidualistów, gdzie najważniejszym celem jest ujęcie sprawców bądź podejrzanych. Czasem jest to łatwiejsze, czasem trudniejsze, z jednej strony odsunięcie od siebie obrazów z godzin pracy, z drugiej strony są takie sytuacje, po których długo przed oczyma długo ma się ofiarę.

Wystarczy jedno niedopatrzenie i cały system, mający na celu obronę skrzywdzonych przed katem, przestaje działać. Wydawałoby się, że niewpisanie kogoś na listę poszukiwanych nie ma dużego znaczenia, ale właśnie kilka słów, imię i nazwisko, mogłoby pozwolić na ujęcie człowieka, który głośno odgrażał się rodzinie. Jednak gdy dojdzie już do najgorszego, zaczyna się wyścig z czasem, a ten wbrew wszystkim zasadom płynie niezwykle szybko. Nawet najmniej ważna informacja może okazać się kluczowa, a kiedy już dochodzi do momentu gdy staje się twarzą w twarz ze ściganym, nie ma efektownego aresztowania, rodem z ekranu telewizyjnego czy stron książki, jest za to niebezpieczna akcja, nie kończąca się zawsze tak jak zakładano na początku. Sekunda, jedna, dwie, trzy, mrugnięcie oka i rozstrzyga się rozgrywka, w której stawką było ludzie życie, a przed oczyma ma się tylko tę jedną chwilę ... Sukces, klęska, czasem mają ten sam gorzki smak porażki, nawet gdy tak naprawdę nie jest nią.

Nadzieja umiera ostatnia, szczególnie gdy dochodzi do zaginięcia dziecka. Zrozpaczeni rodzice, poszukiwania zakrojone na szeroką skalę, policja, straż pożarna, sąsiedzi, czasem do takich działań zostają oddelegowane zespoły na co dzień zajmujące się sprawami innego gatunku. Komuś wydaje się, że widział zaginionego, podaje nawet przybliżony rysopis osoby mu towarzyszącej, wtedy sprawa nabiera jeszcze poważniejszego wydźwięku. Emocje długo mogą pozostać w ukryciu, lata doświadczeń, szkoleń i podobnych wydarzeń pozwalają je okiełznać, ale czasem, to nie wystarcza. Jest się najpierw policjantem, potem człowiekiem czy może odwrotnie? A może po prostu rodzicem niewiele starszego chłopca, który na szczęście jest bezpieczny w domu, ale inne dziecko miało go znacznie mniej ...

Chciwość zawsze jest złym doradcą, bycie wzorem dla kogoś nie powinno się traktować z lekceważeniem, a za wypowiadane słowa trzeba brać odpowiedzialność. Jeden głupi pomysł zmienia życie kilku osób i to nieodwracalnie.Czasem do rozwiązania dochodzenia dochodzi po latach, a wyniku nie spodziewa się nikt, bo wytypowany sprawca nie jest nim, ten który odpowiadał za współudział okazuje się niewinny, a prawdziwy morderca jest niespodzianką dla wszystkich. Jednak w tej historii nie ma hollywodzkiego happy endu, a sprawiedliwość wydaje się mieć całkiem inną definicję, bo nim ona zatriumfowała zbyt wiele złego miało miejsce, a ci, których miała dotyczyć są już całkowicie innymi ludźmi, niż w przeszłości.

"Łowcy głów" to nie opowieść jedynie o przestępcach, to również historia o policjantach ich ścigających. Portret jednych i drugich nie jest ukazany tylko od strony związków sensacyjnych, które ich połączyły, ale i od osobistej, czyli rodzinnej oraz emocjonalnej. Na pierwszym planie jest praca Zespołu Poszukiwań Celowych, którą czytelnicy poznają poprzez pryzmat spraw, które prowadzą, lecz również mają okazję "zajrzeć" od podszewki jak przebiega śledztwo. Książka nie jest dokumentem, jednak opiera się na tym czego uczestnikiem był autor i nie odbiega od rzeczywistości, jakiej nie raz był świadkiem. Jedynie trzy historie albo aż trzy historie, każdą można by rozwinąć w obszerniejszą opowieść, lecz czasem wystarczy mniejsza forma by przekazać to co najważniejsze.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję
wyd. Zysk i S-ka

niedziela, 11 grudnia 2011

Dobry czy zły?

"Dobry brat, zły brat"
Matti Ronka

Pierwsze spojrzenie na okładkę książki i mam wrażenie, że mam przed oczyma coś znajomego. Tak, podobieństwo do propagandowych plakatów z pionierami radzieckimi uderzające, dodatkowo wrażenie jest spotęgowane przez użycie w tytule i przy autorze cyrylicy. Pytanie nasuwa się od razu - dlaczego ten, a nie inny, obraz jest zapowiedzią kryminału i jaki ma związek z fabułą? Kolejne spojrzenie i dostrzega się detale, nie rzucające się od razu - rewolwer trzymany przez jedną z postaci oraz wyraz jej twarzy, czy to tytułowy "zły brat", a może to tylko złudzenie? Jedno jest pewne, okładka intryguje, a jest dopiero wstępem do książki z serii "Ze strachem".

Viktor Karppa ma za sobą "ciekawą" przeszłość zawodową i rodzinną, obie wpływają na jego teraźniejsze życie i wszystko wskazuje na to, że w przyszłości też tak może być. Pomimo starań by jego wcześniejszy "dorobek" zawodowy nie przeszkadzał mu w interesach, trudno mu odciąć się od starych powiązań, szczególnie w momencie policja na równi ze starymi znajomymi nie chce przyjąć do wiadomości przejścia na "emeryturę". Tak jak wcześniej dziadkowie i rodzice stara sobie poradzić z historyczną spuścizną i własnymi grzechami, z pochodzenia Finlandczyk, z urodzenia Rosjanin, z wyboru mieszkaniec Helsinek, radzący sobie w nowej rzeczywistości na pograniczu bezprawia i szarej strefy. Kiedy na rynek trafiają nowe narkotyki wzrok z obu stron kieruje się właśnie w stronę Viktora i na nic zapewnienia, że z tą sprawą nie ma nic wspólnego. Stróże prawa mogą mocno zaleźć za skórę i popsuć szyki w biznesowych kontaktach i nie tylko bohatera, więc niezbyt chętnie, podejmuje się zdobycia informacji, jednocześnie starając się oczyścić ze stawianych zarzutów. Wie jak szybko można znaleźć "haka" na niego, a nie ma zamiaru tracić w miarę spokojnej egzystencji. Rola detektywa nie jest zbyt wdzięcznym zadaniem, z trudem zdobyte informacje nie zadowalają zbytnie wydziału śledczego, do tego życie prywatne też nie jest usłane różami, więcej w nim znaków zapytania niż odpowiedzi. Finał zleconej misji jest zaskoczeniem dla wielu, dla czytających również, w końcu wszystko wskazywało na inne rozwiązanie, czasem detale są istotne ...

"Dobry brat, zły brat" nie jest typowym skandynawskim kryminałem, główną rolę nie odgrywają w nim policjanci, to raczej tło lub drugi plan, kto inny gra pierwsze skrzypce i to w dość nietypowy sposób. Autor wykreował główną postać w wielu barwach, czerń, szarość, biel to kolory na pewno nie odnoszące się do niej, jeżeli już to do krajobrazu. Bohaterowie zaskakują swoim postępowaniem, jeżeli czytelnik poczyni z założenia z góry, szybko przekona się, że były one błędne bądź na wyrost. Finlandia, którą poznają czytelnicy nie ma nic z ojczyzny pewnego świętego w czerwonym kubraku, nic dziwnego skoro przedstawiana jest z punktu widzenia emigranta i byłego gangstera w jednym. Jednak nie ma w nim piętnowania kogokolwiek, a raczej ukazanie rzeczywistości taką jaką widzą ją uczestnicy fabuły, przyjmowana jest z wszystkimi zaletami, a wady każdy stara się ominąć lub przynajmniej ich zminimalizować negatywne skutki. Motyw kryminalny odsłania obyczajowy wątek, oparty na rodzinnych i przyjacielskich związkach. Przeszłość z teraźniejszością i planami na przyszłość tworzą interesującą panoramę, a gdy pierwszoplanowym aktorem jest wielbiciel radzieckiej motoryzacji oraz były żołnierz nie tylko sił specjalnych, ale i tych, którzy płacą z prawem nie mają nic wspólnego to akcja gwarantuje wiele interesujących chwil podczas czytania. Okładka doskonale nawiązuje do treści książki, ale staje się w pełni czytelna po zakończeniu lektury.




Za możliwość przeczytania książki
dziękuję portalowi Zbrodnia w Bibliotece


poniedziałek, 28 listopada 2011

Misja Klary

"Gra o pałac"
Monika B. Janowska

Jeden artykuł może zmienić wiele, a dwa mogą być powodem prawdziwego trzęsienia ziemi w życiu. Klara Czempińska jest dziennikarką w jednej z legnickich gazet, jej domeną jest kultura i wszystkie wydarzenia z nią związane, jednak marzy jej się temat bardziej chwytliwy ... Podobno trzeba uważać o czym się marzy, bo owe marzenia mogą się spełnić, tylko niekoniecznie w takiej formie jaka byłaby nam na rękę. Takie właśnie "błogosławieństwo" dotknęło bohaterkę, przez przypadek wpada w jej ręce reportaż o kolejnym nieudanym przetargu dotyczącym miejscowego pałacu, co ciekawe Klara doskonale obeznana z zabytkami swego rodzinnego miasta na temat tego obiektu nie wie nic. Jak to możliwe, przecież jest także przewodnikiem i historia Legnicy nie ma przed nią tajemnic. Pierwszym, zadaniem jest więc zdobycie informacji, a potem ... potem rozpoczyna się dziennikarskie śledztwo dotyczące byłych właścicieli. Pragnienie poznania dziejów zrujnowanego obiektu łączy się z celem wyższym - jest nim pozyskanie owego pałacu na dom dziecka. Ten pomysł podsuwa dyrektorka placówki, gdzie wychowała się dziennikarka. Jako, że panie wiedzą jak trudno zdobyć fundusze na remont jednym z wyjść w tej sytuacji jest ewentualna pomoc od byłych właścicieli, przy jednym ogniu można upiec dwie pieczenie czyli zdobyć wiadomości do reportażu i spełnić obowiązek wobec dawnej opiekunki. To co wydawało się łatwym i interesującym zadaniem okazuje się dosyć niebezpieczną misją, w której tajemnice zamiast być odkrywane tylko się mnożą. Kto mógł przeszukać pokój bohaterki w hamburskim hotelu? Jedynym podejrzanym wydaje się potomek dawnych właścicieli, szczególnie że spotkania z nim kończą się zawsze niezbyt pozytywnie dla bohaterki.
Co jeszcze może wydarzyć się w życiu dziennikarki i jaki ma to związek z jej nieznaną przeszłością? Okazuje się, iż opuszczony pałac kryje wiele sekretów, czasem sięgających II wojny światowej, a czasem o wiele młodszych, lecz równie dramatycznych, a to dopiero początek wielu niespodzianek czekających tylko na okazję by wyjść z ukrycia. Jedną z nich jest źródło pewnego koszmaru, który pojawia się od czasów dzieciństwa w snach Klary, jego wyjaśnienie przeznaczenie splecie z losami niemieckiej rodziny, niespełnionego uczucia i zbrodni sprzed lat.

"Gra o pałac" to książka z elementami sensacyjnymi, oparta o pełną humoru, raczej ciętego, historię młodej kobiety. Jej przygody są doskonałą rozrywką, często wywołują rozbawienie, a dystans do samej siebie sprawia, że łatwo można ją polubić. Gdy do tego dodać zaskakujący wątek kryminalno-historyczny z ukrytym skarbem i motyw obyczajowy w postaci perypetii zawodowo-sercowych to obraz z grubsza jest naszkicowany. Szczegóły ukryte są w zaskakującej fabule, w której momenty komediowe splecione są z suspensem, a jako drugi plan czytający otrzymują galerię ciekawych postaci, z których każda odznacza się silną indywidualnością, pozostawiającą swój ślad w przedstawionej historii. Czas na lekturze mija niepostrzeżenie, na tyle szybko, że kiedy nadchodzi ostatnia strona jest się zdziwionym, iż to już koniec spotkania z Klarą i jej historią. Czytelnik lubiący dowcipne opowieści spod znaku komedii sensacyjnych nie poczuje się zawiedziony, podobnie jak ci, którzy szukają w książkach również elementów obyczajowych.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję
wyd. Zysk i S-ka


niedziela, 4 września 2011

Życie iluzją jest

"Obraz pośmiertny"

Aleksandra Marinina

Piękna, utalentowana, z widokami na wielką karierę międzynarodowa aktorka, szczęśliwa w związku ze słynnym reżyserem. Tworzą parę, przed którą świat stoi otworem, mistrz i jego muza, ich najnowszy film może wynieść ich na wyżyny w filmowym świecie. Więc kto mógłby stać za śmiercią gwiazdy filmowej? Kto jest jej wrogiem, a kto przyjacielem? Na te i inne pytania musi znaleźć odpowiedź Anastazja Kamieńska wraz ze współpracownikami. Na pierwszy rzut oka nikt nie miał powodu by zamordować, wręcz przeciwnie, ale to przecież środowisko gdzie iluzja jest najważniejsza, a prawda jest tylko statystą drugiego planu.

Milicjanci powoli odkrywają prawdziwą twarz ofiary, nie była ona taka jaką znali z gazet i plotek, a co za tym idzie pierwsi podejrzani zaczynają wchodzić na scenę. Artystka, której sława przeminęła, a próby odzyskania chociażby jej cząstki zostały pogrzebane przez zamordowaną, dłużnik, który ma kłopoty z uregulowaniem długu, a może zrozpaczony partner życiowy? Jedno jest pewne ktoś popełnił zbrodnię i musi ponieść za nią zasłużoną karę, tylko że liczba potencjalnych zbrodniarzy powiększa się. Fan, nie znający słowa "nie" i narzucający się, żona właściciela wytwórni filmowej, a może ktoś z przeszłości? Ale pośród tylu możliwości wciąż brak pewnego elementu, coś umyka śledczym, pytanie co a raczej kto?

Kim była Alina Waznis? Młodą kobietą, zakochaną z wzajemnością czy może skupioną tylko na sobie karierowiczką, dla której nikt poza nią się liczył? Ale czy te dwa portrety, nakreślone przez otoczenie oddają prawdziwy obraz zamordowanej? Komisarz Kamieńska nie jest do końca przekonana, chociaż wydaje się, że dwie twarze Aliny pasują do siebie. W końcu była ona aktorką i granie różnych ról było jej chlebem powszednim, przecież nawet najbliższy jej człowiek przyznawał, chociaż niechętnie, że miała swoje ciemne strony ...

Jest jeszcze coś - motyw sprawcy, czy była nią zemsta czy chęć zawłaszczenia wartościowych rzeczy albo wydarzenie sprzed lat? Przeszłość jest kluczem do rozwiązania zagadki zabójstwa, i to nie tylko tego, są filmy i oddzielenie prawdy od fikcji, scenariusza pisanego przez los od tego wykreowanego przez człowieka.

"Obraz pośmiertny" to kryminał z serii o Anastazji Kamieńskiej, milicjantce moskiewskiej komendy. Na pierwszym planie nie ma w tej historii efektownych pościgów i strzelaniny, lecz dedukcja. Autorka wiedzie czytelnika śladami prowadzonego śledztwa, fabuła kluczy, podsuwa fałszywe ślady, nie dając pewności czy rozwiązanie jest ostateczne czy może to tylko iluzja rozwiązania tajemnicy zbrodni. Czytający od początku zostają postawieni przed szeregiem znaków zapytania, a odpowiedzi nie są łatwe do odnalezienia. Tropy zwodzą, podsuwają mylne motywy, a gdy już podejrzenia mają się przerodzić w pewność teoria rozpada się jak domek z kart. Każda strona opowiadanej historii jest ważna, żaden wątek nie jest pozostawiony nie dokończony, a wraz z ostatnimi słowami dopiero kończy się akcja książki.

Za możliwość przeczytania książki Dziękuję wydawnictwu WAB

niedziela, 28 sierpnia 2011


"Skarb heretyka"
Scott Mariani


Skarb, ukryty przed wiekami, o którym świat nie wiedział, terrorysta, uciekający przed pościgiem, przypadkowo odkrywający tajemnicze hieroglify w starej studni, były komandos, chcący zapomnieć o przeszłości, ale ciągle do niej wracający i jego były dowódca. Trzech bohaterów, których drogi skrzyżują się w związku z tytułowym "Skarbem heretyka", jednak nim do tego dojdzie czytelnik ma okazję bliżej poznać ich i tło całej historii. Wątek związany ze skarbem jest tylko jednym z kilku, bo autor nie skupia się tylko na nim, lecz równolegle wprowadza motyw wymierzenia zemsty, rozliczeń z tym co minęło i ludzkich słabości. Dzięki takiemu zawiązaniu osi fabuły na czytających czeka wiele zwrotów akcji i to w najmniej oczekiwanych momentach, a tłem są krajobrazy Normandii, San Remo i Egiptu. Przygoda, sensacja, pościgi no i zakazane uczucie, może i są to tematy często eksploatowane, ale w tym wypadku zakładanie z góry przebiegu zdarzeń daje mylne odpowiedzi.

Oddanie przysługi nie zawsze jest tylko kwestią honoru, czasem dochodzi sprawa własnego sumienia i pogodzenia tego czego ktoś oczekuje od nas, z tym co jesteśmy w stanie dla niego zrobić. Ben Hope dobrze pamięta co zawdzięcza Harry`emu Paxtonowi - własne życie, jednak czy w imię tego można złamać swoje zasady? To pytanie jest dopiero pierwszym z wielu, na które będzie musiał sobie odpowiedzieć, co najmniej kilka będzie dotyczyło i tego co było i tego co dopiero ma się wydarzyć. Przyjaźń i zaufanie zostaną wystawione na próbę, to co kiedyś miało miejsce ma swoje drugie oblicze, niestety nie pokrywające się ze wspomnieniami.
Chciwość jest nie tylko wadą charakteru, ale i słabością, którą można wykorzystać na wiele sposobów, szczególnie gdy jest ukrywana przed światem. Tę cechę właśnie wykorzystał Kamal, terrorysta i przypadkowy odkrywca nie tyle skarbu, co jego małej części. By zdobyć resztę potrzebuje pomocy, a kto może mu jej udzielić jak nie poważany członek kairskiej socjety, a tak naprawdę rabuś starożytnych grobów. Podwójne życie obróciło się przeciwko niemu w najmniej oczekiwanym momencie.
Ścieżki terrorysty i Hope`a skrzyżowały się gdy ten drugi wpadł na ślad zabójców syna Paxtona, historyka i archeologa.
Ben dotrzymuje słowa danego dawnemu dowódcy, ale na własnych warunkach, przy okazji jednak wpada na trop innej sprawy, prowadzącej go do odkrycia związanego, bardziej lub mniej, odległą przeszłością. Okaże się, że to co uważał za dar od losu wcale nim nie było, a przynajmniej nie zależało od przeznaczenia. Jedynym możliwym wyjściem pozostaje rozrachunek z kimś z dawnych lat i jednocześnie człowiekiem, mającym w swych rękach kobietę, q której się zakochał, lecz czy jest w posiadaniu wszystkich informacji, a może znowu jest karmiony iluzją? Tylko w jakim celu ktoś wystawiałby z pełną premedytacją swoje życie na atak?

Czasem cel wymusza egzotyczne sojusze, oparte nie na zaufaniu tylko na konieczności i od początku mające kruche podstawy. Nie trwają one długo, ale pozwalają przybliżyć się do osiągnięcia mety w wyścigu o życie swoje i bliskiej osoby. Są jeszcze iluzje, rozwiewane przez los ze śmiertelnym skutkiem, dla niektórych. A co ze skarbem, rozpalającym umysły i nie tylko? Może czas jego wydobycia na światło dzienne jeszcze nie nadszedł, a może wprost przeciwnie? Już raz został uratowany przed zniszczeniem, jednak czy świat jest dla niego bezpieczny? Taka decyzja leży w gestii Bena Hope`a, podejmie ryzyko jej podjęcia, a może dla niego nie ma on wartości?

Czytając książkę Scotta Marianiego dostajemy sensacyjną przygodę, gdzie na równych prawach toczą się wątki kryminalne i awanturnicze, a także obyczajowe. Fabuła zawiera elementy, które sprawiają, że czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w opowiadanej historii jako naoczny obserwator, nie jest naprowadzany na motyw, a jego domyślność jest wystawiana na próbę.



Za możliwość przeczytania książki Dziękuję

Wydawnictwu MUZA


piątek, 26 sierpnia 2011

Doskonałość jest przeceniana

"Morderstwo niedoskonałe"
Agnieszka Krawczyk


Napisanie książki to bardzo czasochłonny proces, potrzebny jest pomysł, czas na tworzenie i w końcu wena pisarska. Tak to przynajmniej przedstawia się w skrócie dla laika vel amatora. A co gdy zaczyna się literacką pasja tworzenia dzielić - to znaczy dzieło zaczyna powstawać dzięki kolektywnej pracy? Do tego debiutanci mają świetne zaplecze, są pracownikami wydawnictwa i codziennie mają styczność z dziesiątkami maszynopisów historii, które w opinii ich autorów są przyszłymi bestsellerami. Oczywiście rzeczywistość nie wygląda tak różowo, bo i praca prestiżowa jest tylko dla postronnych, a nadsyłane teksty rzadko można zaliczyć do kategorii utwory dobre, raczej trafiają na sterty, które można opatrzyć hasłem "Szkoda papieru, na jakim zostały wydrukowane" ... Chociaż, czasami zbyt szybkie "zarchiwizowanie", czytaj spotkanie z niszczarką, może skutkować odtwarzaniem wiekopomnej powieści z pamięci, tudzież uzupełnieniem braków stron własną weną. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło, gdyż w ten sposób rodzi się grupa twórcza pod jakże znaczącą nazwą "Zemsta shitu", jak już napisze się książkę przepuszczoną przez urządzenie, służące do rozdrobnienia papieru, to rodzi się chęć pokazana światu własnego oryginalnego pomysłu. Jako gatunek kolektywnie zostaje wybrany kryminał, otwiera on wiele możliwości, a szczególnie gdy osią akcji ma być zbrodnia. Idea doskonała, teraz tylko pracować szczegóły, ewentualnie wzmocnić natchnienie wizją lokalną i ruszyć może akcja czyli tworzenie hitu rynku wydawniczego. Z jednej strony pisanie kolektyw ma ułatwiony, bo jakby nie było porównawcze egzemplarze stosami oblegają biura twórców, z drugiej strony jak w zalewie takiej tandety stworzyć wyróżniającą się historię? Ale po co dążyć do perfekcji? Komu ona potrzebna, jak założenia pomysłu i tak są lepsze niż to co trzeba czytać w ramach pracy. Niestety okazuje się, że po raz kolejny realny świat przynosi sytuacje, które w książkach wydały by się zbyt "naciągane", bo jak inaczej określić konieczność podszycia się pod autora, a potem tłumaczenie się policji gdy ten zaginie? A to dopiero początek perypetii związanych z pełnym poświęcenia wypełniania obowiązków pracowniczych, które jednak przynoszą niespodziewane efekty ... I tak jak na początku mogłoby się wydawać, że dola pisarz ciężka, a uznanie przychodzi zazwyczaj po latach upokorzeń, to końcowe strony ukazują całkowicie inny obraz - typu "american dream", szczególnie dla zespołu "Zemsta shitu".

Satyra z sensacją tle, takie określenie książki Agnieszki Krawczyk najlepiej oddaje jej charakter. Nie jest łatwo napisać historię gdzie humor autora faktycznie jest nim również dla czytelników, jednak w wypadku "Morderstwa niedoskonałego" udało się to znakomicie. Lekko satyryczna opowieść jest nie tylko w warstwie dotyczącej opisywanej rzeczywistości, ale i w ujęciu bohaterów perfekcyjnie współgrających z nią. Barwna opowieść parodiuje nie tylko powstawania utworów literackich oraz samych twórców, ale i kolejny etap - wydawnictwa. Z przymrużeniem oka czytający oka mogą zobaczyć od kulis proces tworzenia i wydawania dzieł, większych i mniejszych. Jest oczywiście także wątek sensacyjny z nieoczekiwanymi zwrotami akcji, ale motywem przewodnim pozostaje parodia, idealne oddająca absurdy rzeczywistości nie tylko z rynku wydawniczo - literackiego.



Za możliwość przeczytania książki Dziękuję wydawnictwu SOL





niedziela, 27 marca 2011

Czarne chmury nad Lwowem

"Plan Sary"
  Do Lwowa mają sentyment i jego rdzenni mieszkańcy i Ci, którym kojarzy się z literatury czy przedwojennych filmów ze Szczepciem i Tońciem. Jednak to miasto staje się też miejscem powieści sensacyjnych i jest równie atrakcyjne w tej roli jak Wrocław czy Warszawa, a może sprawiają to bohaterowie tychże książek, zapadający w pamięć równie mocno jak tło krajobrazowe? Dla mnie to mieszanka obu elementów, do tego końcówka lat 30-tych XX w. z już coraz silniejszym lękiem przed wojną.
   Osią akcji książki Pawła Jaszczuka są makabryczne morderstwa, których wyjaśnienia podejmuje się dwoje dziennikarzy Jakub Stern i Wilga de Brie. Każdy z nich ma swoje sekrety, mniej lub bardziej wpływające na tok ich śledztwa. Jakub Stern wrócił do redakcji po krótkim "romansie" z karierą nauczyciela akademickiego, która zakończyła gdy ktoś wcielił w życie jedno z ćwiczeń z jego wykładów - tytułowy "Plan Sary". Scenariusz zbrodni dla psychopaty przygotowany przez jedną studentkę zaczyna żyć własnym życiem i niczym chmura zawisa nad życiem wykładowcy, tak zawodowym jak i prywatnym. Podejrzanych jest wielu, są nimi przede wszystkim studenci jak i sam Stern, którego rola w życiu Sary wykraczała poza relacje nauczyciel-uczeń. Społeczeństwo Lwowa domaga się złapania mordercy, ale i policja i dziennikarze krążą w miejscu, chociaż zbrodniarz wysyła zaproszenia, tak jakby przygotowywał premierę makabrycznego przedstawienia. Rozwiązanie wydaje się już na wyciągnięcie ręki, jednak czeka czytelnika zaskoczenia, to, że wszystkie poszlaki wskazują na kogoś, nie znaczy, iż to on jest winny. Czasem, ktoś ukryty za firanką w zimną noc, może zauważyć ważny dowód, tylko potrzebna jest "mała" zachęta by go ujawnił. Gdy spotyka się doświadczenie z zapałem prowadzone poszukiwania nabierają tempa, a zagadka zostaje rozwiązana na ostatnich stronach książki.
  Kolejny doskonały polski kryminał, osadzony w ciekawych czasach i z bohaterami, którzy wchodzą do kanonu literatury sensacyjnej.