Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lutego 2022

Nieoczywiste uczucie

Przedpremierowo:

„Miłość”

Kaja Kowalewska

 

Jak to jest z tą miłością? Czym ona jest? Jak wygląda? Każdy ma swoją jej definicję, czasem zbieżną z innymi, a niekiedy całkowicie odmienną. Dlaczego tak jest? Miłość jest pełna detali, niuansów i tak jak ten sam kolor może być różnie postrzegany, odczuwany i określany, podobnie jest z nią. Tam gdzie jedni widzą wielkość, płomień, wieczność, drudzy dostrzegają zapowiedź, przelotność.

 

Przychodzi dając radość, nadzieję, staje się źródłem szczęścia, tego obecnego i przyszłego. Nathaniel i Natalia poznali jej niezwykły smak, upijali się nim, delektowali. Czy taki błogostan może trwać wiecznie? A jeśli to tylko chwila, która potem będzie kładła się cieniem na wszystko inne? Kiedy jest się wrażliwszym od reszty nie zawsze jest to dla nich widoczne, wybudowany mur pozwala egzystować innych i ochronić siebie.  Jak przekazać wtedy to, co się czuje? Odważyć się? Słodkie chwile wynagradzają niepewność, wyrzuty sumienia i wydają się być nieskończone … Tyle, że koniec nadchodzi z najmniej niespodziewanej strony … Czy można pokochać kogoś kogo nie zna się? Jak to możliwe? Odpowiedź Matyldy na pierwsze pytanie zaskoczyłoby wszystkich, a na drugie? Po prostu tak bywa, przecież miłość nie pyta o zgodę na zaistnienie, pojawia się i nie daje o sobie zapomnieć. To ostatnie nie potrafi zatrzymać czasu, ten biegnie, lecz pozostawia po sobie wiarę, że kiedyś czekanie skończy się. Światełko w tunelu wcale nie jest zwodnicze, za to pozwala dostrzec czym jest tak naprawdę miłość. Drobiazgami, jakich nie widzimy na co dzień, jakie przyjmujemy za oczywiste i mało lub nic nieznaczące, lecz są tym, co ją buduje.

 

Jak to jest z tą miłością? Kaja Kowalewska odpowiada w książce „Miłość”
więcej niż jednym jej obrazem. Za każdym razem ma on inne odcienie, tło, pierwszo i drugoplanowych bohaterów. Stałą jest ona, królowa uczuć, raz łaskawa, raz pokazującą gorzką stronę jej poznania, jednak nie pozwalającą o sobie zapomnieć i pozostawiającą niezatarty ślad. Autorka odkrywa przed czytelnikami nieoczywiste oblicza tytułowego uczucia, dalekie od czerwonych serc i słodkich słówek. W zamian za to oferuje czytelnikom prawdę, rzadko kiedy prostą, łatwą do przyjęcia i zauważalną od razu. Gdzieś pomiędzy łzami, mających źródło w szczęściu, i tych, rodzących z się z bólu, znajduje się miłość, a Kaja Kowalewska mistrzowsko maluje całą paletą emocji uczucie, wydobywając całkiem nowe nuty w już znanych, wydawałoby się, barwach. Czytelnik każdorazowo dostaje szansę spojrzenia na nowo i odkrycia następnej warstwy istoty czegoś, co od zawsze urzeka, czasem mami, a czasem otwiera oczy na to, co umknęło. 

 

 Premiera:

14 lutego

 

Za możliwość przeczytania 

książki dziękuję Autorce :)

 

sobota, 11 maja 2019

Mafijna kuchnia


„Miłość, szkielet i spaghetti”
Marta Obuch

Polsko-włoska lub jak kto woli włoska-polska przyjaźń ma długą tradycję, czasem jest ona dość szorstka by nie powiedzieć  jednostronna. Jednakże takie więzy mogą przynieść co nieco zamieszania, zwłaszcza kiedy trafia na podatny grunt w postaci naukowców z pasją, kilku kobiet, nie dających się w kaszę dmuchać, słynnego sanktuarium oraz przedstawicieli południa Europy. Wyniknąć z tego może tylko jedno czyli kulinarno-sensacyjna awantura.

Częstochowa już wiele widziała, tak samo jak jasnogórski klasztor, tak więc wykopaliska nie były niczym co mogło wstrząsnąć ich posadami. Spadający trup oraz sabotowania pracy naukowej cokolwiek zakłóca świętego miejsca. Cezary Trębacz oraz profesor Lesiak nie zamierzają stać z boku kiedy ktoś niszczy wielomiesięczną pracę, no i miejscowa policja w osobie Jurka Niecko spostrzegawcza jest i nie wierzy zbytnio w zbiegi okoliczności. Zwłaszcza, że pewien świadek ma coś do powiedzenia. Jednak dochodzenie nie rusza zbytnio do przodu, bo kolejne wydarzenia komplikują wszystko, jedno wydaje się pewne, chociaż nie poparte dowodami, winni są Włosi. Dokładnie rzecz biorąc kilku, zamieszkujących rezydencję rodem z serialu „Dynastia”, ale z częstochowskim adresem. Na pierwszy rzut oka nie wyglądają na podejrzanych, przynajmniej tak sądzi Dorota, dla której są ratunkiem od rodziny, a dokładniej rzecz biorąc kulinarnych geniuszy płci żeńskiej z charakterami z piekła rodem. Człowiek musi gdzieś szukać ratunku, więc dlaczego nie zatrudnić się jako pielęgniarka w tak pięknym domiszczu? Szkopuł w tym, że oprócz opiekuńczo-pielęgnacyjnych umiejętności trzeba również umieć gotować, a talenty kulinarne Dorotkę ominęły. Od czego jednak właśnie familia? Wszystko da się zorganizować, no i nie można zapomnieć, że dziewczyna uwolni się od rodziny i vice versa. Wprost sielanka byłaby gdyby nie to, że zachwytu nad włoskimi podopiecznymi nie wykazują stróżowie prawa. Oczywiście nie tak po prostu lub z czystej złośliwości, ale potrzebne są świadectwa przestępczych poczynań, a te trudno zdobyć, chyba, iż ma się odpowiednią osobą do pomocy, nawet niezbyt chętniej do niej. Czego może dokonać zdeterminowana kobieta z ciotkami i siostrami? Dużo, więcej niż ktokolwiek się spodziewa. Jeśli do tego dodać mniej lub bardziej przypadkowe przecięcie się ścieżek z Cezarym i Lesiakiem to nic nie jest niemożliwe, mafia nie wiedziała z kim zadarła!

Na okładkach pewnych książek powinno widnieć ostrzeżenie by nie czytać ich w środkach masowej komunikacji lub w większych skupiskach, ludzi tudzież niczego nie spodziewających się bliskich bądź znajomych. Dlaczego? Zdziwione spojrzenia to jedynie wstęp do różnorodnych reakcji na rozbawienie malujące się na twarzy. „Miłość, szkielet i spaghetti” ma w sobie wszelkie atrybuty doskonałej komedii kryminalnej, podczas lektury której jednocześnie nieustannie wybuchamy niekontrolowanym śmiechem i staramy się rozwiązać zagadkę. Jedno i drugie nie rywalizują ze sobą, lecz wzajemnie się uzupełniają i napędzają. Fabuła zręcznie łączy gatunki, utrzymując odpowiednią dozę tajemnic do samego końca, a jednocześnie humorystyczne dialogi, podszyte czasem satyrą, dają w efekcie końcowym intrygującą opowieść. Marta Obuch mistrzowska włada słowem co w komediach jest podstawą, a w „Miłości, szkielecie i spaghetti” jest doskonale widoczne. Inteligentna rozrywka idealna na każdą pogodę za oknem oraz niezawodnie poprawiająca samopoczucie.

czwartek, 10 stycznia 2019

Zło, powołanie i zbrodnia


„Wiara, miłość, śmierć.
Kroniki Martina Bauera”
Peter Gallert, Jorg Reiter

Zło bywa podstępne i przybiera czasem bardzo znajome twarze. Nie tak łatwo walczyć z nim, kamufluje się i podszywa pod to co wydaje się nieszkodliwe. Kiedy zauważa się jego prawdziwą twarz bywa za późno. Jednak niektórzy, nie bacząc nie zagrożenie, podejmują się walki ze złem, a cena niekiedy bywa wysoka bolesna.

Wydawało się, że Martin Bauer wypełnił swoje zadanie, ale prawda okazała się zupełnie inna. Policjant, przy którym był w chwili kiedy ten skakał z mostu do Renu i pomógł mu wydostać się z rzecznej otchłani, kilka godzin później ponawia próbę samobójczą. Tym razem ponosi śmierć, a policyjny duchowny zaczyna zadawać pytania. Najpierw samemu sobie, czy coś przeoczył, a może powinien inaczej postąpić? Wątpliwości nie pozwalają mu odłożyć ad acta sprawy Keunerta, zresztą nie tylko on sprawdza co mogło doprowadzić do takiego kroku wieloletniego stróża prawa. Nadkomisarz Verena Dohr także dowiaduje się co nieco co sytuacji zawodowej samobójcy, informacje te mogą być motywem do dwukrotnego targnięcia się na życie. Jednak dla Bauera i Dohr to jeszcze nie jest to czego szukają, intuicja podpowiada im, że prawdziwy powód jest zupełnie odmienny, lecz przypuszczenia i spekulacje nie są nawet poszlaką. Nie przeszkadza to obojgu w prowadzeniu dochodzenia, jakie kieruje ich na niezbyt bezpieczne ścieżki, zwłaszcza pastor Martin wiele ryzykuje. Praca policyjnego duchownego niesie z sobą nie tylko rozterki moralne, ale rzeczywiste zagrożenie, zwłaszcza kiedy jednocześnie zmartwień przysparza życie zawodowe i osobiste. Śmierć Keunerta okazuje się nieść z sobą wiele znaków zapytania, a odpowiedzi jakie się za nimi kryją łączą przeszłość z teraźniejszością, bolesnym oraz nad wyraz dramatycznym, węzłem złożonym z przyjaźni, uczuć oraz zła.

Mroczny kryminał, po trosze z rodzaju skandynawskich, a po trosze noir, który wyszedł spod piór duetu Gallert- Reiter wciąga czytelnika już od pierwszych zdań w historię, w jakiej nic nie jest oczywiste, a poznanie prawdy nie wszystkim przynosi ulgę. Nie jest to kolejna opowieść o dobrotliwym duszpasterzu, który pod bokiem policjantów prowadzi własne śledztwo i czyni prawie bezproblemowo. Główny bohater ma w sobie rasowego stróża prawa, a jego praca pozwala mu obserwować kolegów, nie zostawia ich samych sobie kiedy mają problemy, niekiedy robi to nawet nieproszony. Autorzy doskonale stworzyli postać, która pomimo ograniczeń nałożonych przez ramy funkcji zawodowych, stara się pogodzić swoje powołanie z rzeczywistością w jakiej się obraca oraz rodziną. Każde słowo z tytułu „Wiara, miłość, śmierć” ma swoje odzwierciedlenie w fabule, w jakiej główną rolę odgrywa realistycznie oddane dochodzenie, w żadnym razie amatorskie, prowadzone z determinacją i za wszelką cenę. Nietypowy duet śledczy „drąży” sprawę, kieruje się doświadczeniem i nie zadowala się niekompletnymi odpowiedziami. Czytelnik czuje czym się kierują, widzi rozterki oraz dlaczego podejmują właśnie takie, a nie inne decyzje. Peter Gallert i Jorg Reiter umieścili akcję swojej książki w rzeczywistym krajobrazie oraz sytuacji społecznej, suspens ma swoje źródło problemach, często trafiających do nagłówków gazet i środków masowego przekazu i o jakich aż nazbyt wielu chciałoby się odciąć lub po prostu odwraca głowę.