wtorek, 26 września 2023

Nigdy nie mów nigdy

Przedpremierowo:

„Uwięzieni w grze. Niewidzialna inwazja”

Dustin Brady

Nigdy nie mów nigdy. Dlaczego? Tak już bywa, że kiedy zarzekamy się jakoś tak się dzieje często, iż po raz wtóry podobna sytuacja przytrafia się nam. Co więc zrobić w takiej chwili? Można dać się ponieść temu, co ma miejsce lub zacząć działać na swoich warunkach. Wynik poznamy na samym końcu, bo dopóki rozgrywka trwa wszystko jest możliwe.

 

To nie miało prawa przydarzyć się po raz kolejny. Tak jak sobie Jesse obiecał gry komputerowe jedynie kurzą się gdzieś na półce. Chłopak wraz przyjacielem nie zamierza jeszcze raz przeżyć tego, co było jego udziałem. Komputerowy świat wygląda zupełnie inaczej gdy nie jest się graczem, lecz postacią w wirtualnej rzeczywistości. Po raz kolejny zostać pionkiem? Nie i jeszcze raz nie. No cóż nie zawsze to zależy od nas! Jesse znowu jest w grze i to nie z własnej woli! Ale może nie będzie tak źle? No cóż zapowiada się jeszcze gorzej, czego ma się spodziewać? Dosłownie wszystkiego, jedynym jak na razie pozytywnym punktem jest możliwość pomocy przyjacielowi, jaki zaginął czeluściach cyfrowego świata. Pozostaje „tylko” zmierzyć się z potworami i spółką, a ta spółka okazuje się aż nadto zdeterminowana by przeszkodzić każdemu, kto chce się wydostać do realności. Ostatnio udało się, jak będzie tym razem?

 

Napisać książkę skierowaną do młodszych czytelników, która jest również wartościowa dla starszych wcale nie jest tak łatwo. Po pierwsze motyw, jednocześnie musi być atrakcyjny dla obu grup odbiorców. Po drugie sama historia powinna być ciekawa niezależnie od wieku. No i oczywiście sama akcja podlega także wcześniejszym warunkom. Dustin Brady spełnił te wymagania nawet z nawiązką i to po raz drugi już, skorzystał z przepisu, jaki sprawdził się w pierwszej części i to z sukcesem. Zgodnie z tytułem bohaterowie znowu zostają uwięzieni w grze, ale nie ma w żadnym razie powielania schematu i wątków. Nowa porcja przygód prowadzi czytających po meandrach cyfrowego świata, w którym nie brak zagrożeń lub inaczej mówiąc czyhają one na każdym kroku i są dosłowne, w żadnym razie użyte metaforycznie. Dustin Brady postawił na fabułę, w której kolejne wydarzenia następują po sobie bardzo szybko i nie zwalniają one tempa do samego końca oraz na coś jeszcze: zatarcie granicy pomiędzy wirtualnością i realnością, gdyż toczy się ona równocześnie w jednym i drugim. Postacie w dwóch wymiarach toczą rozgrywkę, w jakiej liczy się spryt, odwaga i przyjaźń, ta ostatnia jest źródłem całego zamieszania i jest integralną częścią historii. „Uwięzieni w grze. Niewidzialna inwazja” to druga odsłona, odkrywająca z perspektywy kilkunastolatka, świat komputerowej rozrywki, mającej niejedną ciemną stronę.

           

 Premiera:

27 września

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

niedziela, 24 września 2023

Z kłopotami jej do twarzy

Nowość:

„Herbówna”

Izabela Grabda

 

Kiedy wszystko idzie nie tak jak zakładano potrzeba odważnej decyzji o zakończeniu jednego, życiowego, rozdziału i otwarciu kolejnego. Czy nowego? To już zależy od wielu czynników, w tym tych w ogóle nie do przewidzenia. W końcu plany są po to, by je dostosować do potrzeb, a częściej do rzeczywistości pełnej niespodzianek, niekiedy z gatunku mało racjonalnych i w ogóle dość niezwykłych!

 

O starym domu rodzinnym wcale nie krążyły legendy, ale to, iż był opuszczony Zośka wiedziała od lat. Jakoś do tej pory nie czuła potrzeby zainteresowania się jego tematem, lecz proza życia lub inaczej mówiąc konieczność zamknięcia ukochanej kawiarnio-czytelni. No cóż tak bywa, ale gadanie matki z kategorii „a nie mówiłam” oraz wcale nie tak dobre rady z jej strony to już nie na nerwy dziewczyny. Dlaczego więc nie zobaczyć co słychać w domu, odległym ciut od Krakowa i tym samym autorytarnej rodzicielki? Pomysł dobry, tyle, że okazuje się, że pewne niuanse są więcej niż zastanawiające. Budynek kryje jak się okazuje rodzinną tajemnicę lub raczej więcej niż jedną, a to dopiero początek. Nie da się tego, czego jest świadkiem wytłumaczyć racjonalnie, chociaż stara się to robić na każdym kroku. Po za tym kłopoty lubią Zośkę, najnowszy ma przystojną twarz i jest właścicielem cukierni, w której znalazła pracę. Jednak nie przypuszcza w jakim kierunku potoczy się, jedynie da się powiedzieć, iż „zabawa” dopiero zaczyna się. Budynek i familia z wieloma sekretami, facet, zwiastujący problemy i echa przeszłości, wbrew pozorom nie metaforyczne, a dość namacalne, jaki będzie finał nowego początku Zośki?

 

Cudze chwalimy, swego nie znamy i tracimy tym sposobem niejedną ciekawą lekturę. Jeżeli lubicie rodzinne tajemnice, cięte riposty, humor, charakterną bohaterkę oraz bohatera o niezaprzeczalnym uroku osobistym, a także opuszczone domy i rozpoczynanie nowego rozdziału życiowego to „Herbówna” będzie doskonałą książką dla Was. Każdy z tych elementów naprawdę zajmuje solidne miejsce w fabule, w żadnym razie nie jest tylko jakimś chwilowym jej napełniaczem i wprost idealnie łączy się z pozostałymi. Izabela Grabda oddała w ręce czytelników  historię, na której poznanie od razu najlepiej zarezerwować czas, bo oderwać się od niej będzie niezwykle trudno, zresztą kiedy już rozpocznie się czytanie taka myśl raczej nie zagości w głowie. Razem z postaciami zaczniemy mierzyć się z niejednym wyzwaniem, a nie wszystkie da się logicznie wytłumaczyć, a to, co się da okaże się nie mniej intrygujące. Familijne sekrety mogą mieć niejedno oblicze, tak samo jak i stare domy, kryjące dużo zagadek, jakie wcale lepiej nie pozostawiać w spokoju. Pozostają jeszcze sami bohaterowie, powiedzieć, że z nimi nuda nie grozi, to tak naprawdę nic nie powiedzieć. Drobna postura i zamiłowanie do cukiernictwa niech was nie zwiedzie, tak samo jak przystojna twarz i flirciarska natura miłego szefa. Tym razem zupełnie nic nie jest takie jak się mogłoby wydawać, a osoby, odgrywające główne role w tej opowieści nie raz zaskoczą. Izabela Grabda doskonale wie jak połączyć wątki w intrygującą całość, w jakiej do samego końca czekają na czytelników niespodzianki.

 

Za możliwość przeczytania 
książki 
dziękuję
Autorce
 

 

piątek, 22 września 2023

Nie tylko planer

 
„Lepszy rok 2024 z Katarzyną Miller”

Katarzyna Miller

 

Niedawno był początek roku, później nastała wiosna i w końcu oczekiwane lato, a teraz już jesień otwiera drzwi i zima też da znać o sobie. Warto więc pomyśleć o czymś, co pozwoli nam w zaplanować kolejne trzysta sześćdziesiąt sześć dni. Wybór terminarzy jest szeroki, każdy znajdzie coś dla siebie, ale z szerokiej oferty czasem jedne, bardziej niż inne, są nie tylko użyteczniejsze, lecz także dają nam coś więcej niż jedynie możliwość notatek i organizacji dnia codziennego.

 

Powiedzmy sobie szczerze okładki są ważne, ale jakoś zwracam na nie małą uwagę, chociaż muszę przyznać, że zapadają mi w pamięć. Może to z racji tego, iż najwcześniejsze korzystanie z biblioteki kojarzy mi się z brązowym papierem doskonale chroniącym i jednocześnie kryjącym zewnętrzną część książki, dopiero ciut później nadeszła era foli przeźroczystej. Jednak lepszym wytłumaczeniem jest po prostu zwracanie przeze mnie uwagi na to, co kryje się za obwolutą  treść czyli słowa. W tym konkretnym przypadku nie da się pominąć okładki planera „Lepszy rok 2024 z Katarzyną Miller”, po prostu przyciąga ona wzrok, nie pozwala zbyt szybko od niej oderwać się i równocześnie lśni optymizmem. Trudno nie zauważyć bardzo starannego wydania, dopracowanego w szczegółach i potwierdzającego zapowiedź z oprawy. Ale najważniejsze kryje się za nią czyli sam terminarz, gdzie czeka nas pełnia barw grafik nawiązujących do natury. Tak dużo piszę o wizualnej stronie, jak rzadko kiedy, ponieważ kalendarz ma nam towarzyszyć przez cały rok, a ten wprost kusi by mieć go nieustannie przy sobie. Oczywiście plastyczna część nie jest najważniejsza, lecz doskonale współgra z tym wszystkim, co przygotowała Katarzyna Miller. Każdy tekst jest dopracowany w detalach i porusza istotne kwestie. Przekazywane treści nie są w żadnym razie dodatkiem, jak dla mnie stanowią istotę terminarza. Raz przeczytane zostają w pamięci i z pewnością wracać się do nich będzie wielokrotnie. Autorka motywuje nas, wprowadza zdrowy optymizm, w żadnym razie nie poucza, ale przypomina co jest ważne w życiu i jak spojrzeć na siebie z innego punktu widzenia. „Lepszy rok 2024 z Katarzyną Miller” jest narzędziem by nadchodzące dwanaście miesięcy mogły być radosne, szczęśliwe, pozwalające nam cieszyć się życiem i patrzeć na kolejne dni z uśmiechem.

 

Za możliwość przeczytania 
książki 
dziękuję:
 

 

czwartek, 21 września 2023

Na zawsze?

Nowość:

„Besties na zawsze”

Magdalena Winnicka

 

Na zawsze to bardzo dużo czasu, ale niekiedy wie się od pierwszej sekundy, że to będzie coś więcej niż na krótki moment. Potem jednak mijają zbyt szybko lata i nagle nic nie jest tak oczywiste jak wydawało się nie tak dawno. Co zrobić w takiej sytuacji? Uciec przed nieuchronnymi zmianami? Poddać się im? Czy próbować czekać na to, co przyniesie przeznaczenie?

 

Ona go zna od zawsze, on ją od chwili urodzenia. Katie i Connor są kimś więcej niż przyjaciółmi. Dziewczyna mogła liczyć na wsparcie, a mężczyzna przybywał z pomocą gdy tylko zaszła taka potrzeba. Tyle, że czas nie stoi w miejscu, chociaż podobno szczęśliwi podobno go nie liczą, jednak ten przypomina o swoim upływie w najmniej spodziewanym momencie. Jak przyjąć do wiadomości, iż na kogoś znanego zaczynamy patrzeć z całkiem inne perspektywy? Zignorować? Spróbować zwiększyć dystans? A może zastanowić się nad tym, co właśnie ma miejsce? Connor zauważa coś, co Katie wie od dawna, a prosta i serdeczna relacja zaczyna nabiera nowych barw. Nie tak łatwo przejść do porządku dziennego and czymś, co wydawało się całkowicie niewyobrażalne i ni było brane pod uwagę. W końcu znają się tak długo i do tej pory byli dla siebie jednymi z najważniejszych ludzi, lecz nie w takim sensie jak jedno z nich teraz pragnie, lecz czy na pewno? Co się zmieniło w międzyczasie? Katie nie jest już tą małą dziewczynką, Connor to także nie ten czternastolatek, ale całkiem nowa droga jaka się przed nimi rysuje nie jest łatwa do zaakceptowania. Jakie decyzje podejmą?

 

Czy to jeszcze przyjaźń czy może już … miłość? W tym przypadku odpowiedź jest skomplikowana i wiąże się odpowiedzią także na pytanie czy w ogóle to uczucie ma jakikolwiek sens? Jak to w ogóle możliwe i kiedy zaczęło się? Magdalena Winnicka w swojej najnowszej książce splata kilka motywów. Każdy z nich wystarczyłby na jedną historię, a kiedy pojawia się kilka na autorze spoczywa nie lada odpowiedzialność. W „Besties na zawsze” potencjał wszystkich został odpowiednio wykorzystany, w odpowiednich momentach głos zostaje oddany jednemu z nich, natomiast pozostałe dopełniają go. Ta historia rozpisana jest na dwóch głównych bohaterów, czytelnik otrzymuje możliwość spojrzenia na akcję z mocno różniących się perspektyw, co jeszcze podbija całość. Jednak oczywiście najważniejsza jest sama fabuła, w której nie brak  silnych emocji, pchających wątki w kierunkach zaskakujących i stawiających niejedno pod znakiem zapytania. Różnica wieku, akcja tocząca się na przestrzeni kilkunastu lat, oraz postacie, jakie zmieniają się na oczach czytających, spojone są całą gamą uczuć, ewoluujących raz szybciej, raz wolniej, dojrzewając do momentu kiedy trzeba na nie spojrzeć z zupełnie innego punktu widzenia. A zakończenie oznacza niecierpliwe oczekiwanie na dokończenie historii dwojga ludzi, znajdujących się w całkowicie różnych momentach życia i równocześnie połączonych czymś więcej niż wydawało się to możliwe.

 

Za możliwość przeczytania 
książki 
dziękuję:
 

 

 

 

poniedziałek, 18 września 2023

Ich historia

Premiera:

„HerStory”

Zoe Whittall

 

Jej historia oraz jej podobnych. Jedna z wielu i równocześnie ta, która ukazuje to, co najważniejsze, ale nie wielkimi słowami, monumentalizmem. Wystarczy czasem subiektywna perspektywa by odnaleźć obiektywną prawdę z kategorii niewygodnych. Spojrzenie jednostki często pozwala dostrzec to, co nie dostrzega się patrząc z punktu widzenia tłumu.

 

Missy, Carol i Ruth. Kobiety, matki, córki, babki. Za każdą z nich kryje się opowieść, jaka zdaje się być aż nadto znana przez pozostałe. Czy tak jest w rzeczywistości? Pierwsza z nich żyje na swoich zasadach, podobnie jak ta druga, lecz na zupełnie innych. Na pewno tak jest? Każda z nich powie, że z pewnością kierują się innymi normami. A jaka jest prawda? Skomplikowana, pełna pragnienia szczęścia, lecz i z odciętymi więzami, jakich nie da się zapomnieć. Porzucona córka, porzucająca matka, obie wybrały drogi różniące się od siebie oraz tej, na jaką zdecydowała się najstarsza z nich - Ruth. Widzą błędy poprzedniczek, czy uda im się ich nie powielić? Mają prawo by popełnić swoje, ale czy rodzina i społeczeństwa też tak to postrzega? Trzy generacje, trzy epoki, kilka dekad, niedługo, ale kiedy przeliczyć to na ludzkie życie okazuje się, że w tym czasie może wydarzyć się nie jedna, a kilka rewolucji, zwłaszcza tych osobistych.

 

Jej historia, a raczej ich historia. Córka, matka, babka, trzy pokolenia, trzy spojrzenia na świat, normy społeczne, trzy punkty postrzegania świata, tyle samo poglądów na mniej lub bardziej ważne sprawy, składające się na życie w szerokim i bardzo wąskim aspekcie. Aż lub tylko trzy, zupełnie różne? Na pierwszy rzut oka z pewnością, na drugi też raczej tak, ale kiedy poznamy szczegóły… No właśnie ze szczegółów zbudowane jest życie każdego człowieka i to one decydują o mało ważnych rzeczach, lecz również o tych istotnych. Zoe Whittall skupia się na swoich bohaterkach, patrzy na nie przez soczewkę powiększającą, nie po to, by wyolbrzymiać cokolwiek lub wszystko i jednocześnie pominąć resztę, lecz by spojrzeć w zbliżeniu na kluczowe aspekty. One są znaczące nie jedynie dla nich, ale i dla czytających, dzięki nim uświadamiamy sobie lub przypominamy o ich wadze. Bohaterki „HerStory” mówią w swoim imieniu, opowiadają swoją historię lub raczej herstorię i równocześnie są symbolami, za jakimi stoją rzesze im podobnych kobiet, których życiorysów nie znamy, nawet jeśli są nam bliskie oraz nas samych. W tym samym czasie odsłaniane jest to, co może kryć znanym i jak łatwo obiegowe opinie bierzemy za prawdę. Zoe Whittall nie napisała prostej książki, łatwej w odbiorze, mało znaczącej. Wprost przeciwnie, oddała w ręce czytelników zaskakującą, nieustannie rozprawiającą się z prostymi podziałami, pokazującą jak skomplikowanymi ludźmi jesteśmy oraz sposób, w jaki zmieniamy się, niekiedy mając na uwadze swoje albo innych błędy lub powtarzając je, świadomie lub nie. „HerStory”  porusza tematy ważkie, obecne od zawsze oraz to, co im towarzyszy. Macierzyństwo i rodzicielstwo, szczęście osobiste i rodzinne, przyjaźń, dojrzewanie, role społeczne, każda z tych kwestii oraz inne z nimi bezpośrednio i pośrednio związane, poruszane są w tej książce. Nieortodoksyjna, pełna emocji, kontrastowa, wyciągająca czytelnika ze strefy komfortu. Niezapomniana i do bólu prawdziwa, skłaniająca do refleksji i koniecznie do przeczytania oraz zapamiętania!

 

 

 

Za możliwość przeczytania 
książki 
dziękuję: