wtorek, 3 kwietnia 2018

Podsumowanie i ogłoszenie

Tradycyjne hasło - święta, święta i po świętach okazało się jak zawsze aktualne. Czas więc powrócić do codzienności czyli podsumowania miesiąca. Jako, że mamy kwiecień to marzec należy poddać analizie, a wygląda ona tak: 28 postów, 18 książek przeczytanych i 12 recenzji opublikowanych, dodatkowo po jednym patronacie i rekomendacji.

Marzec w telegraficznym skrócie: 

wyd. Jaguar 

wyd. burda Książki 

wyd. Albatros

Małgorzata J. Kursa
Portal CPA i wyd. Nasza Księgarnia

wyd. Jaguar

wyd. Albatros

wyd. Jaguar

wyd. Jaguar

wyd. Edipresse Książki

wyd. Burda Książki

wyd. Edipresse Książki

wyd. BIS



OGŁOSZENIE

Jeśli chcielibyście nawiązać współpracę recenzencką z portalem Czytajmy Polskich Autorów proszę o zgłoszenia na e-mail:

polscyautorzy@gmail.com



poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Tobiasz i rodzina

„Ja, Jonasz i cała reszta”
Anti Saar


Na codzienność można spojrzeć z różnych perspektyw, jeżeli spojrzy się na nią z perspektywy doświadczonego kilkulatka okazuje się ona nie taka jak by się nam zdawało. To co my dorośli uważamy za oczywiste lub mało ważne okazuje się dla dziecka całkowicie odmienne w odbiorze. Nic odkrywczego? A ile razy nie zauważamy zaciekawienia malucha lub go nie rozumiemy, zwłaszcza w maratonie kolejnych, dorosłych, spraw do załatwienia?

Zwykła-niezwykła codzienność oczami kilkuletnie Tobiasza nie jest szara i nudna, wprost przeciwnie pełna jest perypetii i kolorów. Trzeba wspomnieć, że chłopiec mieszka w Finlandii i dzięki temu mniejsi oraz więksi czytelnicy poznają zwyczaje tego kraju. Telegraficzny skrót to trochę za mało w przypadku książki „Ja, Jonasz i cała reszta”, czternaście rozdziałów dostarcza wspaniałej rozrywki, a elementy edukacyjne „przemycane” są niepostrzeżenie i z perspektywy doświadczeń właśnie przedszkolaka. Tobiasz jest niezwykle uważnym obserwatorem rodzinnego życia i opowiada o wydarzeniach, których jest uczestnikiem. Poznajemy jego mamę, tatę oraz młodszego braciszka, ale nie jest to słodka opowieść, przeważa w niej humor oraz życzliwość wobec bliskich, zwłaszcza gdy są przytaczane mniejsze i większe katastrofy. Mały narrator omawia to co uważa za istotne, zastanawia się nad znaczeniem pewnych wydarzeń oraz tłumaczy te sprawy, jakie jeszcze niedawno były dla niego czymś nowym lub niezrozumiałym.

Lektura „Ja, Jonasz i cała reszta” jest okazją poznania rodziny mieszkającej w innej kraju, zwyczajów świątecznych oraz kulturowych, przekazanych tak jak widzi ją bystry kilkulatek. Dodatkowo książka pozwala na poznanie Estonii, i miasta gdzie toczy się akcja, dzięki kodom QR, co wzbogaca fabułę i wprowadza interaktywność. Duża czcionka ułatwia samodzielne czytanie i śledzenie tekstu małemu czytelnikowi. Każdy rozdział dotyczy innego tematu, a ilustracje współgrają z opowieścią Tobiasza. Twarda oprawa oraz grubszy papier gwarantują, że nawet wielokrotne sięganie po książkę pozwoli cieszyć się długo perypetiami ciekawej rodzinki. „Ja, Jonasz i cała reszta” jest laureatem nagrody dla najlepszych książek dla dzieci, co stanowi jeszcze jedną rekomendację by zapoznać się z tym tytułem, ale najlepszą jest sama książka, ciekawie opisująca współczesny świat z punktu widzenia niezwykłego bohatera – przedszkolaka Tobiasza.



 Za możliwość zapoznania się
 z książką
dziękuję 
wydawnictwu Widnokrąg

niedziela, 1 kwietnia 2018

Edukacja przez zabawę


„Góry i ich 
zwykli-niezwykli 
mieszkańcy”

Justyna Styszyńska

Od książek dla dzieci oczekujemy dużo, jednocześnie powinny być ciekawe, zachęcać do lektury, elementy edukacyjne także powinny być w nich zawarte, no i nie można zapomnieć o tym by wydanie także cieszyło oczy. Dużo tego czyż nie? A to jeszcze lista nie zamknięta, bo każdy ma swoje preferencje w tym temacie. Oczywiście nie można zapominać o małym czytelniku, gdyż to on jest najważniejszy, jego zainteresowanie łatwo utracić, odzyskać natomiast zaciekawienie o wiele trudniej. 

Jak powinna więc być idealna książka dla milusińskich? Recept pewnie jest wiele, jedną z nich poznała Justyna Styszyńska i dała temu wyraz w tytule „Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy”. Od czego by tu rozpocząć by oddać świetny pomysł? Może od samego początku czyli objętości – na pierwszy rzut oka – niewielkiej, lecz kryjącej ogromną ilość możliwości. Autorka zadbała by strona edukacyjna była na pierwszym miejscu, ale jeśli spodziewacie się suchych faktów to dostaniecie w zamian ciekawe informacje zilustrowane zaraz poniżej. Na tym zresztą nie koniec, bo mały czytelnik tuż obok ma możliwość samodzielnego wyklejenia zwierzęta, które właśnie poznał. Naklejki znajdują się na końcu i plastycznie utrzymane są w takiej samej konwencji co reszta pozycji. Oprócz czworonożnych i skrzydlatych mieszkańców gór Justyna Styszyńska przekazuje znaczenie takich słów jak szczyt czy też jezioro. Dodatkowo piękne rysunki przedstawiają gdzie omawiane zwierzęta zamieszkują. 







Nie da się także nie wspomnieć o wydaniu – sztywny papier zapewnia małym rączkom swobodę przy samodzielnym czytaniu czy też wyklejaniu. Wiemy jak często książki „rozpadają się” podczas czytania, w tym przypadku ten problem nie występuje – zamiast klejonego grzbietu zastosowano kołonotatnik. Takie rozwiązanie pozwala na swobodny dostęp, nawet kiedy książka jest na małych kolanach. 

Edukacja przez zabawę w przypadku „Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy” jest bardzo starannie przemyślana, nic nie pozostawiono bez wkomponowania w całość. Warta zwrócić uwagę na kolorystykę, nie zastosowano mocnych odcieni „kreskówkowych”, ale odpowiadającą naturalnemu ubarwieniu zwierząt. Książka była także konsultowana przyrodniczo i powstała przy współpracy Tatrzańskim Parkiem Narodowym.


 Za możliwość zapoznania się
 z książką
dziękuję 
wydawnictwu Widnokrąg



sobota, 31 marca 2018

Nie taki kot straszny jak go malują?


„Jeszcze 
więcej nieboszczyków,
czyli śledztwo z pazurem”
Małgorzata J. Kursa


Czasem spacery kończą się dość niespodziewanym znaleziskiem, zwłaszcza gdy jednym z spacerowiczów jest kot. Oczywiście bywają i spokojniejsze przechadzki, lecz kto by takie pamiętał? Liczy się przecież przygoda i pokazanie dwunożnym co to znaczy być inteligentną bestią …

Tak się złożyło, że Belzebub, nawet jak na swój koci ród, jest o wiele bardziej złożonym stworzeniem, niż to wydaje się wszystkim dokoła. Nie dla niego zwykłe rozrywki tudzież zabawy, on potrzebuje mocniejszych wrażeń i nie cofnie się przed niczym by jego zdanie było tym ostatnim, przede wszystkim gdy chodzi o podstawy egzystencjonalne. Niestety lub stety tym razem znowu dał się ponieść wrodzonemu talentowi do śledztw i dzięki niemu policja w Kraśniku ma zapewnioną pracę nad problemem pewnego zabójstwa. Jakoś tak niezupełnie przypadkowo odkrywa kolejne zwłoki, mocno szokując tym swoją panią, dwunożni po prostu nie są tak zdolni jak koty, zwłaszcza Belzebub, więc nadmierna egzaltację trzeba po prostu im wybaczyć. Spokojna miejscowość raczej dużo zejść śmiertelnych, powstałych przy pomocy osób drugich, nie ma na swoim koncie, dlatego nic dziwnego, iż stróże prawa biorą się ostro do roboty. Ale no cóż … nie są kotami czyli wyniki ich prac nie są widoczne aż tak szybko jak wielu by sobie życzyło, lecz od czego pomocna dłoń to znaczy łapy, ogon i cała reszta? W końcu imię zobowiązuje, w szczególności gdy się narazi czarciemu imiennikowi! Wystarczy jedynie trochę pogłówkować, poszperać, podpytywać i wszystko staje się oczywiste, no niekiedy trzeba jeszcze ominąć mylny trop, jednak rozwiązanie morderczej zagadki jest tuż, tuż.

Podobno ludzie dzielą się na tych, uwielbiających koty, fanów psów oraz niezdecydowanych, pewnie rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana. Zresztą obojętnie do jakiej grupy należycie lektura najnowszej książki Małgorzaty J. Kursy da wam do myślenia i zapewniam, że nie spojrzycie już na kota w ten sam sposób! Urocze imię czworonożnego bohatera – Belzebub daje pole do przypuszczeń co do charakteru tegoż osobnika oraz fabuły. Na pewno nuda nie grozi, za to humor, czasem ciut mroczniejszy, jak najbardziej nie opuszcza czytelnika, no i ciekawość do czego jeszcze posunie się koci pupil również towarzyszy non-stop. Nie można zapomnieć o motywie, gdyż, jak by nie było „Jeszcze więcej nieboszczyków, czyli śledztwo z pazurem” jest kryminałem i jak najbardziej jest on morderczy. Jeśli do tego dodamy intrygę, która do samego finału pozostaje tajemnicą oraz pozostałych bohaterów, dwunożnych, wprowadzających iście bombową mieszankę charakterologiczną to otrzymujemy historię gdzie zdarzyć się może wiele i faktycznie ma miejsce dużo wydarzeń, a nawet jeszcze więcej. Autorka utrzymała lekki ton jaki wbrew pozorom dobrze łączy się z zabójczymi detalami oraz policyjnym dochodzeniem. Jednakże największe brawa należą się Belzebubowi, bijącemu na głowę każdą postać, nie tylko uosobieniem, ale nadaniem nowego znaczenia słowom takim jak kreatywny, upiorny czy też tupeciarz. „Jeszcze więcej nieboszczyków, czyli śledztwo z pazurem” jest opowieścią zapewniającą dobra rozrywkę, intrygującą fabułę oraz perypetie bohaterów niecodziennie zabawnych.




Za możliwość przeczytania książki

dziękuję 
 
portalowi CPA
i
wyd. Nasza Księgarnia
 


Życzenia

 
 
 
Życzę Wam by te Święta Wielkanocne 
wniosły do Waszych serc 
wiosenną radość i świeżość, 
pogodę ducha, spokój, 
ciepło i nadzieję.

czwartek, 29 marca 2018

"Fabryka wiatru" - konkurs

Miałam przyjemność napisać rekomendację 
dla niezwykłej książki - "Fabryka wiatru", 
której autorką jest Beata Mieczkowska-Miśtak.

Jeżeli chcielibyście przeczytać książkę zapraszam do konkursu, szczegóły pod zdjęciami :)



Jak zobaczyć to, co niewidoczne? Tajemnica znikającego budynku przy porcie w Kołobrzegu.

To miała być formalność. Idę we wskazane miejsce, spisuję adres i wysyłam maila. Takie z pozoru proste zadanie dostałam od mojego przyjaciela Rajmunda, który pokazał mi na swoich zdjęciach pewien obiekt i poprosił o jego zlokalizowanie. Ta misja zmieniła jednak wszystko, co do tej pory wiedziałam. Gdybym mogła przewidzieć, że zlecenie okaże się tak skomplikowane, pewnie nie zgodziłabym się. Poradziłabym Rajmundowi, żeby sam sobie odnalazł to, co sfotografował. Z drugiej strony czułam, że nie mogę się poddać. Przeszukiwałam cały Kołobrzeg. Kusiło mnie poznanie tajemnicy znikającego budynku. Dotarłam do ludzi, którzy o nim opowiedzieli. Byli też tacy, którzy go namalowali, a nawet sfotografowali. Wiedziałam, że istniał, tylko z jakiegoś powodu nie mogłam go zobaczyć. Wiedziałam też, że musiał być mocno powiązany ze sztormami na Bałtyku…







Rozdawajka marcowo-kwietniowa:

1. Czas trwania - 29.03.2018-12.04.2018 (włącznie)

2. Ogłoszenie wyniku - 15.04.2018

3. Zgłoszenia pod niniejszym postem, nie trzeba podawać e-maili w zgłoszeniu

4. Wysyłka nagrody na terenie Polski
5. Fundator nagrody - wydawnictwo Novae Res
6. Wysyłka nagrody - takijestswiat.blogspot.com 
7. Liczba nagród - 2 egz.

środa, 28 marca 2018

Te kobiety


„Ta dziewczyna”
Michelle Frances

Ona, On, Ona, historia stara jak świat? Być może, w końcu życie pisze najlepsze scenariusze. Na początku nic nie zapowiada tego, czego już niedługo potem jesteśmy prawie pewni – intrygi wiszą w powietrzu i One nie cofną się przed niczym by zwyciężyć. A On? On, no cóż czasem zdajemy sobie sprawę z tego co faktycznie wokół nas się dzieje dużo później niż pozostali …

Na ten moment Laura czekała długo. Nie była zaborczą matką, lecz Daniel przecież to jej syn, dziecko, któremu jest oddana, chociaż to już dorosły mężczyzna. W końcu znajdą czas by po prostu nacieszyć się sobą, tak jak kiedyś. Kiedy pojawia się na horyzoncie Cherry nic nie zapowiada kłopotów, naturalna kolej rzeczy, że Daniel przedstawia rodzicom bliską sobie osobę. Jego matka cieszy się wraz z nim, więc dlaczego napięcie wisi w powietrzu? Dziewczyna pragnie być zaakceptowaną, jest miła i pozytywnie nastawiona, ale – no właśnie coś nie daje spokoju w jej zachowaniu Laurze, czyżby matczyna intuicja? A może to przewrażliwienie lub po prostu zaborczość? Każda z nich darzy uczuciem Daniela i ma swoją opinię o tej drugiej, lecz czy jest ona realna? Mężczyzna nie zauważa napięcia, kocha obie kobiety, więc problemu nie powinno być żadnego, zresztą to chyba tylko chwilowe zawirowania we wzajemnych stosunkach. Wiadomo przecież, że młodzi wolą swoje towarzystwo, a z drugiej strony rodzina również zajmuje ważne miejsce w życiu Daniela. Czy da się pogodzić wodę z ogniem? Laura i Cherry mają swoje racje, każda z nich przygląda się tej drugiej, jedna z nich ukrywa coś, lecz czy ten sekret jest istotny? Instynkt matki podobny jest nieomylny, a jak jest w tym konkretnym przypadku? Rzeczywistość nie jest biało-czarna, bywa szara i czasem przybiera kolor krwisty.

Thriller „Ta dziewczyna” nie rozgrywa się w czterech ścianach, chociaż i one mają znaczenie, tak naprawdę karty rozdają bohaterki, to pomiędzy nimi dzieje to co najważniejsze i one są siłą sprawczą wątków. Od nich wszystko się zaczyna i one też mają ostatnie słowo. Jednak pomiędzy początkiem i końcem jest historia, która mogłaby wydarzyć się w każdym zakątku Ziemi, a może nawet byliśmy jej świadkami. Matka, dziewczyna syna i on, z pozoru nic nadzwyczajnego, lecz intuicja podpowiada, że musi się coś wydarzyć i rzeczywiście z niewinnych z pozoru zdarzeń zaczyna się wyłaniać niepokojący obraz. Ale czy przypuszczenia nie są na wyrost? Takie wątpliwości mamy nie tylko my – czytelnicy, przecież bardzo łatwo skrzywdzić kogoś negatywnym osądem, na to samo zdarzenie można patrzeć z różnych punktów widzenia. Jednak coś nie daje spokoju, lecz każdy rozdział przynosi jakąś nową wskazówkę i jednocześnie dezorientuje. Kto jest tym złym, a kto pozytywnym bohaterem? A może nadinterpretujemy fakty? Wątpliwości nie opuszczają czytających do samego finału, po którym … no właśnie nawet w takim momencie pewność zostaje podkopana. „Ta dziewczyna” jest debiutem Michelle Frances, jednak podczas lektury nie ma na to najmniejszego śladu, wprost przeciwnie przemyślane wątki raczej wskazują na spore doświadczenie w kreowaniu wielowarstwowego motywu w jakim jak w zwierciadle odbija się brak zaufania, podejrzliwość oraz zaborczość. Książka ta nie pozostawia obojętnym, wciąga czytelnika w rozgrywkę, której w ogóle miało nie być, pomiędzy ludźmi jacy w innych okolicznościach podjęliby całkowicie odmienne decyzje, chociaż czy na pewno?





            
                    Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję 
wydawnictwu Albatros