środa, 19 maja 2021

Szeroko zamknięte oczy

PREMIERA:

„Przyjdę, gdy zaśniesz”

Agnieszka Lingas-Łoniewska

 

Kiedy budzą się demony? Czy tylko wtedy gdy rozum śpi? Może one są zawsze w pobliżu i czekają jedynie na chwilę słabości by dać o sobie znać? Jak je rozpoznać pośród otaczających nas twarzy? Tak dużo pytań, a tak mało odpowiedzi, zresztą one pojawiają się najczęściej już po fakcie, w chwili triumfu zła i nie ma żadnej gwarancji, że znowu nie damy się omamić. Jeśli nawet nie im to złudnemu uczuciu bezpieczeństwa oraz temu, że wszystko co najgorsze jest już za nami. Nic bardziej mylnego.

 

Drapieżca wyczuwa bezbłędnie bezbronność swojej ofiary, lecz tylko nieliczni czerpią przyjemność z osaczania jej oraz strachu, który odczuwa. Człowiek należy do właśnie tej kategorii, na pierwszy i kolejny rzut oka rzadko kiedy da się dostrzec, że nim jest, bo zbyt często doskonale kamufluje się. W życiu Igi ostatnio zbyt wiele dzieje się i nie są to przyjemne sprawy. Dziewczyna stawia czoła problemom jakie przerosłyby niejednego, lecz ona stara się je rozwiązać. Nie wie, iż jest pionkiem w rozgrywce, wyrafinowanej, bezwzględnej i zaplanowanej przez kogoś, kto nie ma żadnych skrupułów. Tak łatwo uwierzyć w dobre intencje, pozwolić sobie by ktoś pomógł, dlaczego miałaby wątpić w cokolwiek? Jednak intuicja coś podpowiada, lecz przecież nie ma obiektywnych sygnałów, chociaż czy na pewno? Co naprawdę dzieje się w otoczeniu Igi? Może jej wątpliwości wcale nie są nieuzasadnione? Zaufanie czasem powinno być ograniczone, ale gdzie powinna przebiegać granica rzadko kto wie. Ile będzie kosztowało Igę jej postawienie? Tak łatwo uwierzyć, że teraz już nic nam nie zagraża, właśnie wtedy drapieżca szykuje się do zadania ciosu. Czy uda się go uniknąć?

 

Uważaj komu ufasz, zło jest bliżej niż myślisz … Najnowsza książka Agnieszki Lingas-Łoniewskiej jest majstersztykiem gatunku thrillera. Umiejętnie stopniowane napięcie odczuwane z pozoru w zwykłych sytuacja, w jaki uczestniczą bohaterowie daje przedsmak tego, co czeka ich oraz czytelników w dalszej części lektury. Parafrazując powiedzenie im głębiej w nią tym więcej pojawia się sygnałów ostrzegawczych, lecz wciąż pojawia się pytania czy to aby nie przewrażliwienie i źle odczytane intencje? Pisarka pierwszorzędnie odsłania mechanizm manipulacji, nie robi tego od razu, lecz fragment po fragmencie i poddając w wątpliwość pojawiające się odczucia. Czy faktycznie tak jest jak się nam wydaje, czy też to jedynie przewrażliwienie, niewłaściwa perspektywa lub nadinterpretacja? No właśnie odczuwana dezorientacja co do motywów i właściwości własnej opinii podkreśla atmosferę, że coś dzieje się poza tym, czego postacie są świadomi. Coraz mocniej zaznacza się wrażenie, że ma miejsce coś, co będzie miało wpływ na rozwój wydarzeń, lecz wciąż pozostaje w tajemnicy z jakiegoś powodu, znanego jedynie bardzo wąskiemu gronu. Pisarka konsekwentnie buduje atmosferę swoistego osaczenia, dyskretnie wprowadza do fabuły intrygę, jakiej kulminacja następuje w chwili gdy wszystkim wydaje się, że to, co najgorsze już za nami. Czytający nie wiedzą dużo więcej niż główna postać, wraz z nią są kuszeni złudną iluzją, prawdziwszą od rzeczywistości, dającej to, czego potrzebują, lecz czy tak jest faktycznie? Autorka sukcesywnie podsuwa myśl, że ma miejsce o wiele więcej niż ktokolwiek by przypuszczał. „Przyjdę, gdy zaśniesz” to nie lada gratka dla wszystkich tych, którzy cenią historie intrygujące, mogące zdarzyć się w każdym momencie i przede wszystkim odsłaniające meandry ludzkiego umysłu, z tkwiącymi w nim bliznami, ranami.  Agnieszka Lingas-Łoniewska nie po raz pierwszy podejmuje niezwykle trudny temat społeczny, jaki wydaje się odległy od codzienności o lata świetle, lecz tak naprawdę dziejący się zbyt często na naszych oczach, a jednak bywający bagatelizowany, niedostrzegany. W jej książce nie ma zakłamywania rzeczywistości, łagodzenia emocji, usprawiedliwiania zła, jest odkryte jego źródło, lecz także niezaprzeczalna wina oraz to, czego doświadcza ofiara. Coś jeszcze zwraca uwagę – drobiazgowo przedstawienie sylwetki sprawcy z wejściem w jego umysł i pokazaniem brutalnej bezwzględności z jaką dąży by zrealizować sobie tylko znany plan.

 

 

Za możliwość
przeczytanie książki
dziękuję:


 

 

wtorek, 18 maja 2021

Wyzwanie

Przedpremierowo:


„Marionetka”

Paulina Jurga

 

Piekło ma wiele twarzy, bywa prawdziwym labiryntem i tak naprawdę znaleźć wyjście z niego jest prawie niemożliwe. To „prawie” daje wiarę, że jeszcze nie wszystko stracone, ale czy to nie jest łudzenie się, okłamywanie i pokładanie zaufania w czymś, co w ogóle nie istnieje? Za niewłaściwy wybór można zostać bezwzględnie ukaranym, traci się nie tylko nadzieję, lecz czasem także to, co najcenniejsze.

 

Podobno krew nie woda, ale czy faktycznie tak jest w przypadku Marty? Przez kilkanaście alt nie była świadoma jakie ma korzenie, teraz musi nauczyć wszystkiego tego, co członkowie jej rodziny uważają za codzienność. Słaby ginie, zostaje zgnieciony, zmieciony z powierzchni ziemi. Ona pokazała co się w niej kryje, jak w prawdziwej matrioszce, zaskoczyła tym innych, a zwłaszcza siebie samą, na tym nie koniec. Zamiast finału następuje początek. Dziewczyna musi stawić czoła temu, co zaszło i ma miejsce na jej oczach, wbrew wszystkiemu jeszcze wierzy w ludzi, chociaż ci rozczarowują ją na każdym kroku. Czyżby było to naiwnością? W świecie, w którym musi teraz egzystować wszędzie kryją się pułapki, wrogowie nawet nie kryją się ze swoimi zamiarami, bardziej należy się bać tych, którzy udają przyjaciół. Czy Marta już przyswoiła tę lekcję? Zawiodła się na tak wielu osobach, komu może uwierzyć, a kogo ma się wystrzegać? Do czego doprowadzi ją uczucie do człowieka jaki nie zawaha się być bezwzględnym i wierny był jedynie mafijnym zasadom? Nauka bywa bolesna, zwłaszcza jeśli nie dostrzega się manipulacji, kim jest Marta? Matrioszką, jaka jeszcze zaskoczy czy tylko marionetką, sterowaną przez innych? Zaskoczyła już tym, na co ją stać siebie i otoczenie, w jakim przyszło jej żyć, lecz kolejne wyzwanie przed nią. Rozpoczęła ryzykowną grę, próba sił niekiedy nadchodzi bez zapowiedzi i wymaga czegoś więcej niż odwagi …

 

Kiedy premierowy tom trylogii, i to będący jeszcze debiutem, wciska w fotel to po drugiej części oczekuje się bardzo dużo, by nie powiedzieć, że rzeczy niezmiernie trudnej – jeszcze lepszej historii. Paulina Jurga postawiła przed sobą to zadanie i wywiązała się z niego wprost celująco. Niby czytelnicy wiedzą co ich czeka, znają drugi plan i większość pierwszoplanowych postaci, ale … no właśnie diabeł w tkwi w szczegółach i w pomyśle. Jedno i drugie bywa zbyt często brane za nic trudnego, zwłaszcza jeśli to drugie już odniosło sukces w pierwszej części to wydawałoby się nic łatwiejszego niż kontynuacja. No właśnie i w tym problem czyli zaspokojeniu oczekiwań co do ciągu dalszego, lecz i wprowadzeniu nowych wątków, dorównujących co najmniej tym już znanym. W „Marionetce” nie tyle udało się autorce zaskoczyć czytających, bo to żadne przypadek, ile zaprezentować talent do tworzenia intrygujących splotów wydarzeń, zagadkowych i przede wszystkim zmieniających perspektywę co do dalszego rozwoju fabuły. Z pozoru w spokojnych chwilach mają miejsce sytuacje, które stawiają pod znakiem zapytania to, co już wiadome i co czytelnicy przypuszczają. Jak dalej potoczy się historia Marty? To pojawia się wielokrotnie, bo bohaterowie ewoluują, dojrzewają oraz stawiają sobie i reszcie trudne pytania. Paulina Jurga w drugiej części nie zwalnia ani na moment, wprost przeciwnie, ponownie w kameralnym klimacie pokazuje istotę podstawowych uczuć przeciwstawionych bezwzględnemu światu, gdzie jeden błąd może oznaczać śmierć, a to wcale nie najgorsza opcja. Coś jeszcze jest w samym centrum tej opowieści – miłość, wystawiana na próbę, podkopywana, gorąca i niepewna, lecz rozwijająca się wbrew temu, co dzieje się naokoło. No i trudno nie wspomnieć przynajmniej o zakończeniu tego tomu - nowej zagwozdce jaki pisarka zafundowała czytającym, tak, iż niecierpliwie będą czekać na Grande finale czyli trzeci tom.

 PREMIERA:

2 CZERWCA

 

Za możliwość 

przeczytania książki

dziękuję 

 

 

poniedziałek, 17 maja 2021

Grzech i odkupienie

PREMIERA:

„Zbaw nas ode złego”

Ewa Pirce

 

Zło nie jest bezimienne, ciche, rzadko kiedy chowa się w odległym, mrocznym kącie, chociaż ludzie często tak właśnie je postrzegają. Nie zauważają jego istoty, wierzą w swoją zdolność zauważenia go i przeciwstawienia się mu jeśli tylko się do nich zbliży. Niestety kiedy je widzą jest już czasem za późno, bo już zdążyło wyrządzić skrzywdzić i pozostawić za sobą ból i cierpienie.

 

Nazwał się Mesjaszem. Zbawia zgodnie z tym, co dyktuje mu umysł, dusza oraz wiara. Jego ofiary nie mają szansy na ratunek, zanim umrą doświadczają niewyobrażalnych mąk. Kolejne morderstwa są krwawym śladem na drodze, jaką zna tylko on. Każde to dla niego jeden zbawiony grzesznik. Ile osób wpadło w jego sidła? To wie jedynie on, lecz jeszcze długo trzeba będzie czekać na koniec zabójczej krucjaty. Sądzi, że jest bezkarny, chociaż w swoim mniemaniu nie czyni niczego złego, wprost przeciwnie jest posłannikiem boskim, wypełniającym to, co zapisano w świętych księgach. Wyplenia tych, którzy sprzeniewierzyli się temu w co wierzy i wystąpili przeciwko Zbawicielowi. Czy znajdzie się ktoś, kto go powstrzyma? Zostawia przecież za sobą krwawy ślad, jednak do tej pory nikt nie zakończył tej morderczej kampanii. Co musi się wydarzyć by spostrzec i, co jeszcze ważniejsze, zakończyć te śmiertelne żniwa? Nie ma przecież zbrodni doskonałej, zwłaszcza jeśli ich liczba rośnie, za nimi kryje się tylko człowiek, więc dlaczego wciąż nikt go nie powstrzymał? Kim on jest i kim będzie ten, który wpadnie na jego trop?

 

Dobry thriller to, coś więcej niż kryminalna zagadka, liczy się atmosfera, wyczuwalne napięcie, sylwetki bohaterów oraz oczywiście motyw i poprowadzenie wątków. Dużo elementów i wystarczy, że jeden zawiedzie by pociągnąć za sobą inne. Ewa Pirce zadbała w „Zbaw nas ode złego” aby taka sytuacja nie miała miejsca. Każdy rozdział jest dokładnie przemyślany i prowadzi w kierunku, znanym autorce, czytelnicy dopiero po przeczytaniu ostatnich stron ujrzą pełen obraz. Dopracowanie widać na każdym kroku, historia skupia się na najważniejszym czyli złu, prowadzącym do zbrodni, te dwie składowe są w samym centrum, one tworzą suspens, mroczny, brutalny, bezwzględny i … niebezpiecznie wciągający. Pisarka odsłania zbrodniczy umysł oraz to, czym się karmi oraz co go napędza, prosty podział nie sprawdza się w przypadku tej książki. Na każdym kroku pod znakiem zapytania stawiana jest wina i kara, potępienie i oczyszczenie, grzech i zbawienie, lecz nie w takim kontekście jak zazwyczaj. Ewa Pirce zabiera czytających do świata gdzie szaleństwo kryje się za normalnością, nie wyróżniającą się, nie zwracającą na siebie uwagi aż do momentu gdy już jest za późno. „Zbaw nas ode złego” jest lekturą, w której nie jest się obserwatorem jedynie obserwatorem, czytelnik to naoczny świadek, widzący z wszystkimi detalami dokonywane zabójstwo, dostrzegający szaleństwo i nie mogący mu zapobiec.

 


Za możliwość 

przeczytania książki 

dziękuję:



niedziela, 16 maja 2021

Liczy się tylko zwycięstwo

„Gambit zabójcy”

Tony Kent

 

Zwycięstwo dla niektórych jest najważniejsze, zdolni są poświęcić dużo by je zdobyć. Nieważne są koszty, liczy się osiągnięcie celu, wbrew wszystkiemu i przeważnie wszystkim. Każdy kto sprzeciwi się, będzie chciał powstrzymać tę grę, stanie się celem do wyeliminowania. Od tego już krok by rozpocząć nakręcać destrukcyjną spiralę urzeczywistniania chorych ambicji, mogące przekroczyć granicę, zza jakiej nie będzie już powrotu.

 

Gra rozpoczęła się nim ktokolwiek to zauważył. Pierwsze ruchy na szachownicy odbyły się w całkowitej tajemnicy, wiedziała o nich tylko jedna strona, druga nawet nie była świadoma, że w ogóle bierze w czymkolwiek udział. Jednak nie da się w nieskończoność utrzymywać przeciwnika w nieświadomości co do jego roli. Kiedy padły strzały Joe Dempsey rozpoczął swój udział w tej rozgrywce, nie wiedział jeszcze z kim i z czym przyjdzie mu się zmierzyć, ale w tym momencie liczyło się jedno – odliczanie do ostatecznego starcia. Kto stoi za zabójstwem polityki na oczach milionów świadków i dlaczego się do tego posunął? Sara Truman jest jedną z tych osób, które widziały tę zbrodnię na własne oczy, takie wydarzenie może nadać tempa jej dziennikarskiej karierze. Dempsey zdaje sobie sprawę, że czas nie jest jego sprzymierzeńcem, ktoś wyprzedza go i jedynie od niego zależy czy uda się zmniejszą tę odległość, lecz najważniejsze jest dogonić zamachowca. W tej sprawie wydaje się być zbyt wiele znaków zapytania, natomiast odpowiedzi brak. Do takich sytuacji przywykł Michael Devlin, lista jego zadowolonych klientów jest bardzo długa, na sali sądowej rzadko kto mu dorównuje. Jaka będzie jego rola w tej grze? Ten kto ją rozpoczął, wziął pod uwagę wszystkie możliwe scenariusze jak potoczy się, lecz nawet mistrzowie popełniają błędy, zwłaszcza gdy nie docenia się rywala i jego motywacji. Michaela zmuszono do zrobienia ruchów, które kiedyś były jego codziennością, Sara umiała dostrzec to, co dla innych pozostało niezauważalne, Joe dotarł od końca morderczej intrygi do samego jej początku. Czy uda się zakończyć ten gambit bez kolejnych ofiar? Każdy ma słabe strony, niekiedy człowiek zapomina, że inni też są ich świadomi.

 

Nigdy nie byłam fanką szachów, przynajmniej tych odgrywających się na zwykłej szachownicy. Całkiem inaczej rzecz się z historiami, które suspens opierają na ich zasadach. Tony Kent zaczerpnął tytuł swojej książki z szachowej zagrywki, lecz nie jedynie to. Cała fabuła jest starannie przemyślana, żaden detal nie pozostaje bez związku z wątkiem, w jakim występuje, nawet te elementy, wydające się nie pasować do powieści, w odpowiedniej chwili nabierają znaczenia  i widać, że są ogniwem łańcucha przyczynowo-skutkowego. Zamach, płatny zabójca, wywiadowcze rozgrywki, reporterskie dochodzenie i przede wszystkim pojedynek z bezwzględnym wrogiem, zostały oplecione intrygującymi manipulacjami. Autor nie skupił się na jednej zagadce, dał czytelnikom kilka, jedne są widoczne od razu, inne zaczyna dostrzegać się w trakcie lektury. „Gambit zabójcy” to wciągająca i wytrawna opowieść, pełna pułapek, ślepych uliczek, lecz również śledztwo, w jakim główną rolę odgrywają talenty dochodzeniowe, kojarzenie z pozoru nieistotnych faktów oraz intuicja, nie dająca się oszukać zręcznym sztuczkom i iluzorycznej prawdzie. Tony Kent czerpał z klasycznych powieści, ale nigdy w skali jeden do jednego, to raczej subtelne nawiązanie do najlepszych twórców gatunku literatury szpiegowskiej. Książka ta stawia na bohaterów indywidualistów, lecz nie samotnych wilków, wyraziste sylwetki skrywają tajemnice, dodające całości dodatkowego smaku.

 



            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
       dziękuję 
 
  wyd. Albatros