poniedziałek, 25 kwietnia 2022

Siła uczuć

Przedpremierowo:

„Siła miłości”

Agnieszka Lingas-Łoniewska

Anna Szafrańska

 

Czasem wydaje się, że miłość przyszła nie w porę i nie pod ten adres co powinna. Nie była oczekiwana i nikt jej zapraszał, a jednak pojawiła się, nie do końca zauważona lub rozpoznana. Co zrobić z nią gdy już da o sobie znać? Zapomnieć? Zniszczyć? A może dać szansę?

 

Lena poznała świat od najgorszej strony, przekonała się, że niektórzy nie cofną się przed niczym. Grzegorz wie kim jest i doskonale zdaje sobie sprawę gdzie egzystuje. Tych dwoje musiało pozbyć się złudzeń by przetrwać, ale każdy ma prawo by marzyć. Jednak ktoś tak zraniony jak ona boi się czegokolwiek dobrego oczekiwać od życia, a on nauczony jest żyć dniem dzisiejszym, bo następny wcale nie musi nadejść. Jak tak dwoje różnych ludzi jest w stanie zaufać komuś i pokazać prawdziwego siebie, nie kogoś kim został zmuszony stać się? Każdy słaby punkt zostanie wykorzystany przeciwko nim, przeciwnicy tylko czekają by je odkryć i uderzyć w nie. Czy wykorzystają swoją szansę na szczęście, nie proste i łatwe, lecz takie, jakie jest im potrzebne by rany zabliźniły się i mogli spojrzeć z nadzieją na przyszłość?

 

Nie bez przyczyny Agnieszkę Lingas-Łoniewską czytelnicy nazywają dilerką emocji, bo tych nigdy nie brakuje w historiach jej autorstwa, obojętnie w jakim są gatunku. Anna Szafrańska również doskonale przekazuje jak mogą być skomplikowane i co niosą z sobą. Najnowsza książka duetu pisarek jest tego więcej niż potwierdzeniem, są one obecne w niej od pierwszych do ostatnich słów. Niezwykle różnorodne, niektóre są intensywne od samego początku, inne powoli nabierają siły, ale zawsze czytelnicy zauważają je oraz to, co z sobą niosą. Pisarka głęboko odsłania swoich bohaterów, pokazuje co nimi kieruje i co stoi za tym jakim widzimy ich. W „Sile miłości” widzimy to jeszcze mocniej, nie ma niedomówień, odwracania wzroku od najboleśniejszych doświadczeń oraz brutalnych blizn, pozostawionych przez ludzi, dla których człowiek nikim. Narracja pierwszoosobowa i prowadzona przez dwójkę głównych postaci pozwala poznać je takimi jakimi są naprawdę, pod maskami noszonymi na co dzień oraz ciężar wspomnień przez nich noszonych. Autorki nie boją się trudnych tematów, nie przedstawiają ich w złagodzonej wersji bądź lżejszej, zło zawsze jest nim, tak samo jak i jego skutki. Jednak wśród tego mroku widzimy coś mało oczekiwanego – uczucie, równie niełatwe, nie tylko do zaakceptowania, ale i do doświadczania. Jak jest więc tytułowa „Siła miłości”? Niesamowita, pełna walki o kogoś, kto nagle pojawił się w życiu i wyzwolił emocje, które wydawało się niemożliwe, nie brakuje w niej zwątpienia, robienia kroku w tył i lęku co do przyszłości. Bohaterom daleko do tego, by przyjąć bez wątpliwości miłość czy czyjeś zaufanie, wciąż są w nich osobiste demony, z jakimi codziennie zmagają się, los do tej pory odkrywał przed nimi jak najgorsze karty, są tym kim są, lecz też jest w nich coś jeszcze – wola przetrwania. Agnieszka Lingas-Łoniewska i Anna Szafrańska stworzyły powieść,  gdzie nic nie jest oczywiste, żadna decyzja, jakiekolwiek marzenie, a najmniej – miłość, stawiająca czoło złu i temu, co po sobie pozostawia.

 

Premiera:

27.04.2022

Za możliwość przeczytania

książki

dziękuję:

  

 

niedziela, 24 kwietnia 2022

Kłopoty to ich specjalność

Przedpremierowo:

„Księżycowe Miasto. 

Dom Nieba i Oddechu”

Sarah J. Maas

 

Spokój bywa przereklamowany, zwłaszcza gdy jest jedynie pozorny. Niby wszystko jest w porządku i nie ma się czym martwić, a przeszłość to już jedynie bolesne wspomnienia. Zagrożenie, te znane i hipotetyczne, są dalekie, nic nie wskazuje na to, by nowe niebezpieczeństwo dało o sobie znać, natomiast stare wydają się być pod kontrolą. Jednak wcale nie tak powoli, lecz za to nieubłaganie coś zbliża się i nie wróży nic dobrego … Niektórzy przyciągają kłopoty jak magnes, nawet jeśli starają się unikać ich jak mogą lub może one ich kochają, chociaż to uczucie nieodwzajemnione?

 

Cisza przed burzą czy może wreszcie upragnione zejście na bok głównego nurtu i po prostu zwykła codzienność? Bryce i Hunt niewiele pragnęli więcej jak to ostatnie, w końcu udało im się to osiągnąć lub raczej wciąż do tego dążą. Trudno im i reszcie zapomnieć kim są oraz do czego są zdolni jeśli zajdzie taka konieczność, bo wtedy stawiają na szali wszystko. Teraz mogą cieszyć się tym, co udało im się osiągnąć, ale wiedzą jaką cenę zapłacą jeśli złamią zasady. Tyle, że rzadko żyli w zgodzie z nimi, zwłaszcza jeśli oznaczała godzenie się na zło. Tym razem mają więcej do stracenia, siebie i przyszłość, którą właśnie zaczęli budować. Jednak wojowniczej natury nie da się schować, a to, co za nimi także przywołuje wspomnienia, nie pozwalające zapomnieć o prawdziwym powołaniu. Przeciwstawienie się potężnym wrogom oznacza jedno – znowu staną na pierwszej linii wojny, która jest podstępna i gdzie reguły wciąż się zmieniają. Tajemnice, jakich istnienie odkryli jeszcze mocniej wkręcają ich w konflikt, sięgający daleko w przeszłość i mający wpływ na przyszłe losy, także Bryce i Hunta. Co przyniosą tej dwójce decyzje, jakie podjęli, czy walczą w słusznej sprawie?

 

Pewne książki już prologiem zapowiadają, że będziemy niecierpliwie wyglądać chwili gdy sięgniemy po drugą część. Tak jest w przypadku książek Sarah J. Maas, tym razem uczucie to jest jeszcze silniejsze i jeśli dopiero zaczynacie czytelniczą przygodę z jej twórczością to w bonusie ta chęć przełoży się na wcześniejsze tytuły. Każdy kolejny rozdział „Księżycowego Miasta. Domu Nieba i Oddechu” coraz bardziej wciąga nas w opowiadaną historię, chociaż wydaje się, że bardziej już się nie da, ale zaczynamy następny i znowu poziom emocji podnosi się. Pisarka doskonale opanowała podsycania zainteresowania czytających, ale także odrywania ich od tu oraz teraz i przenoszenia wprost do stworzonego przez siebie świata. Nie inaczej jest i tym razem, kiedy już zaczynamy być prawie pewni jak potoczy się dalszy okazuje się, iż nic z naszych przypuszczeń nie sprawdza się, a wersja autorska jest o niebo doskonalsza i bardziej nieprzewidywalna. Zagadkowy prolog jest doskonałą zapowiedzią klimatu jaki będzie towarzyszył nam podczas całej lektury, kolejne dawki tajemnic w odpowiednich momentach jeszcze zwiększają i tak już niemałe zaciekawienie. Tak naprawdę scenariuszy jak potoczą się losy bohaterów jest wiele, każdy jest równie prawdopodobny, lecz Sarah J. Maas zawsze zaskakuje w najmniej spodziewanym momencie. „Księżycowe Miasto. Dom Nieba i Oddechu” ma w sobie każdy z elementów, sprawiających, że czytanie przypomina niekończącą się przygodę, nieobliczalną, pełną zwrotów akcji, którą czytelnicy chcieliby przedłużać jak najdłużej. Wpływ na to mają również postacie, wciąż umiejący pokazać się od całkiem innej strony, wprawić w zdumienie i łączący wątki w niezapomnianą całość.

 

 

 Premiera:

27 kwietnia

 

Za możliwość przeczytania

książki

dziękuję:

 

piątek, 22 kwietnia 2022

Zapowiedź: "Ostatni dzień"

 Zapowiedź:

 


Black Hall w stanie Connecticut zawsze uchodziło za bezpieczną przystań.  Nadmorskie miasteczko wolne od brutalnej przestępczości. Piękne domy zamieszkiwane przez szczęśliwe rodziny: przykładne żony, przedsiębiorczych i kochających mężów, uśmiechnięte dzieci. Ale za fasadą ich idealnego życia kryją się kłamstwa i sekrety. Kiedy niespodziewanie dochodzi do zbrodni, spokój mieszkańców zostaje zburzony...  

Beth Lathrop i jej siostra Kate Woodward jako nastolatki przeżyły ogromną tragedię – w wyniku brutalnego napadu straciły matkę oraz cenne dzieło sztuki, które miało szczególne znaczenie dla ich rodziny: obraz autorstwa Benjamina Morrisona zatytułowany „Blask księżyca”. Przydzielony do rozwiązania tamtej sprawy detektyw Conor Reid poprzysiągł sobie i dziewczynkom, że już zawsze będzie je chronił.

Beth w przeciwieństwie do siostry, która po stracie matki zamknęła się w sobie, zdołała jakoś otrząsnąć się po przeżytej traumie. Nie tylko poświęciła się prowadzeniu galerii sztuki, którą zarządzała Helen Woodward, ale też założyła rodzinę – ma cudowną córkę Sam i wspaniałego męża Pete’a, z którym spodziewają się drugiego dziecka. Kiedy pewnego lipcowego poranka Beth zostaje znaleziona martwa we własnym domu, a odzyskany wcześniej „Blask księżyca” ponownie znika, detektyw Reid nie może oprzeć się wrażeniu déjà vu.

Głównym podejrzanym od razu staje się Pete. Mężczyzna ma jednak mocne alibi na czas morderstwa. Kate i Reid starają się zrozumieć sens śmierci Beth, ale zamiast odpowiedzi znajdują tylko kolejne pytania: jeśli to nie Pete, to kto jeszcze mógłby czyhać na jej życie? Jaką rolę w całej tej sprawie odgrywa należący do rodziny Woodwardów obraz? 

Reid nie dotrzymał złożonej przed laty obietnicy. Dlatego teraz nie spocznie, nim nie odkupi swoich win – rozwiązanie sprawy morderstwa Beth stanie się jego obsesją..

 

Przedsprzedaż:

https://www.empik.com/ostatni-dzien-rice-luanne,p1306423452,ksiazka-p  

środa, 20 kwietnia 2022

Uważaj o czym marzysz ...

Nowość:

„Pięć królestw. Łupieżcy niebios”

Brandon Mull

 

Czasem ciekawość i pragnienie przygód prowadzi nas tam gdzie się tego nie spodziewaliśmy. Wyobraźnia podobno ma swoje granice, ale czy tak jest naprawdę? Tego nie wie nikt dopóki sam się nie przekona, wystarczy chwila by poznać coś zupełnie niewiarygodnego, lecz jak najbardziej realnego. Po prostu wystarczy być ciekawym …

 

To miała być zwykłą zabawa, fakt, że z dreszczykiem, ale w Halloween to nic nadzwyczajnego. Cole nawet nie przypuszczał co czeka na niego w domu, uchodzącym za nawiedzony. Wejście do niego zapowiadało dobrą zabawę, taką wspominaną gdy jest nudno albo kiedy myśli się o kolejnej niecodziennej przygodzie. To ostatnie nie pojawia się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, lecz okazuje się równie nieprawdopodobne. Jak to możliwe, że on wraz z przyjaciółmi trafia do całkiem innego świata? Teraz zdani są na siebie, dosłownie, bo w nowej rzeczywistości dużo dzieje się już na samym wstępie, a im dalej w niego zagłębiają się tym więcej przygód na nich czeka. Do tej pory nie musieli sprawdzać siły swojej przyjaźni, jednak w okolicznościach w jakich znaleźli się stawia przed nimi trudne wybory. Cole podjął decyzję pod wpływem chwili, czy tego żałuje? Nawet nie ma czasu o tym myśleć, wokół niego tyle dzieje się, na każdym kroku przed pojawia się zupełnie coś nowego, nie zawsze przyjaznego. Tam gdzie się znaleźli dzieje się wiele i niebezpieczeństwo pojawia się aż nazbyt często. Czy uda mu się misja, która przed nim?

 

Brandon Mull wie jak zaintrygować czytelnika i za każdym razem pokazać czym jest naprawdę dobra fantastyka. Nowa seria jego autorstwa jest tego dowodem, pierwszy tom porywa czytelników w całkiem nowe uniwersum, pełne zagadek i tajemnic oraz całkowicie odmienne od codzienności. Nie da się ukryć, że ta powieść ma szybkie tempo i wiele zaskakujących zwrotów akcji, dopracowany drugi plan wspiera jedno i drugie, zresztą również on wielokrotnie zmienia się. Pisarz postawił na wiele detali, drobiazgowo oddając je, co sprawia, że przed oczami mamy barwne obrazy lub raczej kadry filmowe. Powieść sięga również do innych gatunków, przede wszystkim przygodowego z wyraźnym odcieniem awanturniczego. Kolejne wątki z jednej strony odsłaniają część niewiadomych, z drugiej zręcznie wprowadzając całkowicie nowe. Czytający nie mogą być pewni co jeszcze wydarzy się, z drugiej wyobraźnia ma pole do popisu. Nie wspomniałam jeszcze o bohaterach, chociaż wiekowo wydają się być bardziej odpowiedni dla młodszych odbiorców starsi wcale nie będą nimi i ich perypetiami rozczarowani. Autor nadał im cechy, jakich oczekuje się w tym gatunku, ale nie zapadałyby tak w pamięć i nie opowiedziałyby tak doskonale swoich losów gdyby nie miały także indywidualnego rysu oraz osobowości.

 

 

 

 

Za możliwość

przeczytania książki

dziękuję:

 



 

 

poniedziałek, 18 kwietnia 2022

Zrób to

Nowość

„Just F*cking Do It”

Noor Hibbert

 

Ile razy sami lub inni powtarzali nam, że trzeba po prostu „zrobić to”. Obojętnie co miałoby to być, po prostu należy zabrać się za to. No i pojawia się słynna prokrastynacja czyli swojskie odwlekanie, ale również wiele przeciw, jakie zniechęca do działania oraz oczywiście rozmyślanie nad tym. Coś jeszcze zaczyna nam świtać – być może albo na pewno wysiłek włożony nie będzie tego warty lub nie damy rady. W ten sposób nasz cel oddala się, a my czujemy się niespełnieni i daleko nam do bycia szczęśliwym.

 

Sukces dla każdego oznacza co innego, chociaż niekiedy wydaje się, że niejeden z nas zdąża do tego samego. Noor Hibbert w swojej książce nie przekonuje, że jej wizja powodzenia, a tym bardziej innych ludzi, są jedyne słuszne. Banał? Oczywiście, ale powiedzmy sobie szczerze ile razy dążymy do czegoś, bo nie tyle tego chcemy, lecz daliśmy się przekonać, że tak trzeba, gdyż inaczej nie będziemy szczęśliwi i nikt nas nie docenieni? Autorka „Just F*cking Do It” pokazuje na swoim przykładzie, ale nie tylko, jak osiągnąć to, czego pragniemy, lecz nim do tego dojdzie musimy wiedzieć co faktycznie chcemy. Nie zapomina też o tym, iż nie zawsze jest pięknie, kolorowo, zresztą osiągnięcie takiego stanu, na krócej albo dłużej, nie jest aż tak proste i wymaga jednak od nas aktywności. Każdy rozdział książki nie jest sam i wyłącznie dla siebie, stanowi fragment całości i pozwala czytelnikowi na zapoznanie się z nim i pójście dalej, w swoim tempie. Nie ma w nich magicznych zaklęć, za to często powtarzane – szczerość wobec siebie, realność, konkretność, wiara w siebie, planowanie. Noor Hibbert często wskazuje na metody psychologiczne, jakie mogą pomóc, dodając do tego coachingowe zasady, jednak za każdym razem nie podaje ich w suchej formie. Stara się je zilustrować tak, by czytelnik mógł je zrozumieć, dając wskazówki przypomina, że bez wprowadzenia ich w praktykę nie ma co oczekiwać efektów.

 

„Just F*cking Do It” jest ciekawą lekturą nie jedynie dla zainteresowanych tematem samorozwoju, ale również dla każdego, kto chciałby coś zmienić w swoim życiu lub szuka informacji z obszaru podejmowania decyzji. Książka ta to nie same „złote rady”, hura optymizm, położono w niej nacisk na pracę z samym sobą, poznawaniem siebie, uświadomieniem sobie  czego tak pragniemy i co jest dla nas ważne.

 

 

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: