piątek, 26 listopada 2021

Kłopotliwa opieka

 Przedpremierowo:

„Zniewalający opiekun”

Kristen Ashley

 

Czasem by móc egzystować człowiek musi przywdziać maskę. To, co jest tarczą, za którą skrywa się uczucia i myśli, bywa również iluzją, jaką bierze się za prawdę. Rzeczywista postać jest niedostrzegalna, a kiedy pokazuje się jest uważana za coś zupełnie odwrotnego. Czy jest szansa by ktoś dostrzegł ją?

 

Odgrywanie roli idealnej córki Sadie Towsend dopracowała w najmniejszych detalach. Nikt z jej otoczenia, nawet tego najbliższego nie widzi nic więcej poza tym co dziewczyna chce pokazać. Piękna, zimna, niedostępna, perfekcyjna w każdym calu, nie pozwalająca sobie na spoufalanie się z kimkolwiek. Taką widzą ją wszyscy, nawet ci, na której dziewczynie naprawdę zależy, chociaż nie daje tego po sobie poznać, to byłby błąd, a ona ich nigdy nie popełnia, prawie. Hector Chavez zauważył tę jej stronę, którą doskonale skrywała przed wszystkimi, niekiedy nawet przed sobą. Ich kolejne spotkanie naznaczone jest wydarzeniami, o jakich żadne z nich nie potrafi zapomnieć, a niedługo po nim ma miejsce coś, co jeszcze mocniej zapada w pamięć. Zdaje się, że rola Królowej Lodu  to jedyna w jakiej nikt jej nie zrani i w którą wierzą wszyscy. A może ktoś dawno już dostrzegł Sadie taką jaką jest, bez kamuflażu, lecz trudno mu się przebić przez pancerz noszony przez nią zbyt długo? Hector nigdy nie poddaje się, ale teraz ma za przeciwnika kogoś, kto zbyt dużo razy został zraniony, za dużo widział i nie chce by inni także tego doświadczyli, woli zrobić krok w tył zamiast w przód. Wygra uczucie czy demony przeszłości?

 

Spotkania w gronie dobrych znajomych są dobrym lekarstwem na jesienną, bądź inną sezonową,  chandrę, zmęczenie, kiepski dzień i cały szereg innych mniej lub bardziej nieprzyjemnych wrażeń. Podobnie jest z bohaterami niektórych książek, gdyż nawet nie znając ich, doskonale wiemy, że autorka gwarantuje nam spędzenie czasu w doborowym towarzystwie. Kristen Ashley i jej najnowszy tytuł to właśnie świetny przykład na poprawienie nastroju w chwili gdy tego potrzebujemy i to wielokrotnie. „Zniewalający opiekun” ma w sobie te cechy lektur, jakie pozwalają na relaks, oderwanie się od naszej codzienności i po prostu dobrą zabawę, ale także poruszają poważniejsze tematy. Przeplata się w tej historii spora dawka dramatyzmu, humoru, przyjaźni i uczuć oraz sensacji czyli wszystkiego tego, co sprawia, że nie odrywamy się od czytania w ogóle lub musi to być ważny powód. Nie inaczej jest i w tej części, jeśli ktoś nie zna wcześniejszych bez trudu odnajdzie się w niej oraz pewnie sięgnie po wcześniejsze. Kristen Ashley doskonale wie jak przyciągnąć uwagę czytelnika i utrzymać ją przez całą powieść, zaskakując scenariuszem wydarzeń, zmieniając tempo oraz przede wszystkim stawiając na wyraziste, kontrastowe i bardzo barwne postacie. Te ostatnie sprawiają, że całość po prostu czyta się z przyjemnością, uśmiechem na ustach, czasem jest słodko, niekiedy komicznie, ale także są i gorzkie nuty czyli tak jak w rzeczywistości.

 

Premiera:

8 grudnia

Za możliwość przeczytania 

książki dziękuję

 

 

środa, 24 listopada 2021

Krok do prawdy

„Jeden krok przed śmiercią”

Mary Burton

 

Zło jest wszędzie, zawsze znajdzie miejsce by zapuścić korzenie i rozkwitnąć. Nie musi być obce, dalekie, nieznane. Bardzo często ma znajomą twarz, jest tuż obok, nierozpoznane aż do momentu gdy pokazuje swoją prawdziwą twarz. Kiedy maski opadają prawda uderza z całą siłę, obnażając ludzkie słabości, zaniedbania i przede wszystkim kłamstwa.

 

Tobi Turner wyszła z domu na zajęcia szkolne i nikt więcej jej nie widział. Poszukiwania nic nie dały, wszelki ślad po niej zaginął. Uciekła? Została zamordowana? Doszło do nieszczęśliwego wypadku? Porwano ją? Żadna z hipotez nie znalazła potwierdzenia, aż do momentu znalezienia szczątków kilkanaście lat później. Śledztwo prowadzone jest przez miejscowego szeryfa i FBI, nieprzypadkowe zresztą. Dla agentki Macy Crow jest to test umiejętności, wraca do pracy po ciężkim wypadku i chce rozpocząć pracę w prestiżowym zespole profilerów. Szeryf Mike Nevada przez lata odnosił sukcesy w Federalnym biurze Śledczym, coś mu podpowiada, iż to nie jest prosta sprawa. Podobnie sądzi Macy, szybko znajduje powiązania z równie tajemniczymi zdarzeniami sprzed lat. To raczej nie dzieło przypadku, że w tej samej okolicy miały miejsce. Czy da się zidentyfikować sprawcę po tak długim okresie czasu? Śledczy są pewni, że tak, ich intuicja i doświadczenie podpowiada coś jeszcze. Zbrodnicza rozgrywka wcale mogła się nie zakończyć, a wyścig z czasem wciąż trwa. Jaki tym razem będzie finał dochodzenia? Nevada i Crow mają jeden cel i dla niego są gotowi zrobić wszystko!

 

Mistrzowskie budowanie napięcia w „Jednym kroku przed śmiercią” jest zauważalne od samego początku. Autorka daje to czytelnikowi od razu, a z każdym kolejnym rozdziałem jeszcze umiejętnie wzmacnia to odczucie. Oczywiście najważniejsza jest sama zagadka kryminalna, a ta okazuje się nie tylko intrygująca, lecz również wielowarstwowa. Wcale nie zaczyna się prosto, już na wstępie czytelnicy otrzymują mocny sygnał, że im dalej zagłębią się w lekturę tym czeka ich jeszcze więcej tajemnic. Mary Burton z jednej strony pokazuje kulisy dochodzenia, a z drugiej odsłania meandry umysłu potwora. Jedno z drugim zazębia się, krok po kroku zostają odkrywane niezauważone lub zbagatelizowane detale, wskazywane są szczegóły, jakie rzucają światło na to, co wcześniej było sekretem bądź niewiadomą. Uwagę przyciągają wszyscy bohaterowie, pierwszo i drugoplanowi, dopracowane sylwetki oraz przedstawienie ich z zawodowego punktu widzenia i prywatnego pozwalają czytającym uzyskać szerszą perspektywę. „Jeden krok przed śmiercią” jest historią gdzie rzeczywiście liczy się każdy element, nawet najmniejszy ślad, nic nie pozostaje zignorowane. Praca dochodzenia oraz badania dowodów uzupełniają się, ale także pokazują jak istotną rolę odgrywa człowiek w obydwu aspektach. Pisarka nie zapomniała o żadnej kategorii bohaterów kryminalnych, głos został oddany stróżom prawa, sprawcy, ofiarom, tym które przeżyły jak i tym zamordowanym. Mary Burton położyła nacisk na zobrazowanie jak łatwo zło może się zakamuflować, ale również podkreśla, że zbrodnia doskonała jest jedynie do chwili kiedy ktoś powiąże to, co wydawało się nie mieć wspólnego ze sobą, a to prędzej lub później następuje.

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

 

poniedziałek, 22 listopada 2021

Odgłos prawdy

„Szelest”

Małgorzata Oliwia Sobczak

 

Wszystko ma swój początek i koniec. Prawda oczywista, jedno wynika z drugiego, lecz pomiędzy nimi jest krótsza bądź dłuższa historia, składająca się z detali, nie zawsze dostrzegalnych powiązań. Przyczyna, czyn i skutek, tylko lub aż tyle, czasem to wystarczy by zmienić czyjeś życie bezpowrotnie.

 

To miał być temat na artykuł prasowy, nic więcej. Dla Alicji Grabskiej, doświadczonej dziennikarki, żadne duże wyzwanie. Aplikacja mobilna dla szukających intrygujących punktów w Trójmieście. Wydawałoby się, że przetestowanie jej nie będzie trudnym zadaniem, jak na letni okres w sam raz. Jednak wszystko się komplikuje w momencie gdy zostaje odnalezione ciało zamordowanej dziewczyny. Policja szybko łączy tę śmierć z inną, podobieństwa zdają się być wyraźne, problem w tym, że sprawca nie pozostawił po sobie prawie żadnych śladów. To, co zostało odnalezione wiele nie mówi, lecz detektyw Oskar Korda nie bagatelizuje niczego, podobnie zresztą jak i Grabska. Obydwoje starają się podążyć za tym nikłym strzępem informacji, wiedzie on ich w dość nieoczekiwane obszary. Co chce przekazać morderca? Jaki jest jego motyw? Przypadkowość jest wykluczona, świadczą o tym miejsca zbrodni. Kim jest ich autor? Dlaczego zaatakował właśnie teraz? Jeśli odpowiedzi nie da się znaleźć w tu i teraz może trzeba sięgnąć głębiej?

 

Mroczny, wywołujący gęsią skórkę, nieprzewidywalny, nie dający spokoju. „Szelest”. Lektura najnowszej książki Małgorzaty Oliwii Sobczak ma bardzo wytrawny i mocny smak, nie do pomylenia z jakimkolwiek innym. Niepokojąca, zagadkowa, łącząca dwa plany czasowe oraz osoby, wydawałoby się całkowicie przypadkowe, a jak jest w rzeczywistości? Na to pytanie i wiele innych, jakie wprost lub pośrednio zostaną zadane odpowiedzi czytelnik odnajdzie w bestsellerowym thrillerze, gdzie nic nie jest oczywiste i podane na tacy. Pisarka nie komplikuje akcji, a jedynie lub aż mistrzowsko odsłania małe fragmenty niepokojącego obrazu. Kim jest jego twórca? Co jeszcze ma w zanadrzu? Rozdział po rozdziale szukamy z bohaterami kolejnych śladów, które doprowadzą nas do rozwiązania, ale te pierwsze są znikome, nie ma jak wysnuć poszlak, jak więc dotrzeć do tego drugiego? Mordercza zagadka pokazuje się z różnych stron, nie pozwalając o sobie zapomnieć, skłaniając do uważnej obserwacji wszystkiego i wszystkich. Wyraźnie daje się odczuć coraz mroczniejsza atmosfera, w jakiej pobrzmiewają głosy przeszłości i demonów, które gdy raz dojdą do głosu wciąż pozwolą o sobie zapomnieć. Małgorzata Oliwia Sobczak zza kulis steruje emocjami postaci oraz czytających, próbujących odgadnąć tożsamość nieuchwytnego zabójcy, prowadzącego niebezpieczną grę z każdym, kto stanął na jego drodze. Krok po kroku odkrywane jest to, co zostało zapomniane, zepchnięte w najciemniejsze zakamarki ludzkiej pamięci. Jaki będzie finał tak poprowadzonej fabuły? Daleki od prostego wyniku, zerojedynkowego, nieprzewidywalny i przede wszystkim nie uciszający szelestu kart przeszłości.

 

 

Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję:


 

 

 

niedziela, 21 listopada 2021

In vino veritas

Przedpremierowo:

„Mala M.2

Lilka Płonka

 

Podobno w każdym szaleństwie jest metoda, jaka? Na to pytanie zazwyczaj trudno znaleźć odpowiedź, zwłaszcza jeżeli jakoś nikt nie kwapi się by pomóc nam w tym, ale czasem w takiej sytuacji człowiek jakoś daje sobie radę. Grunt to mieć punkt oparcie, bywa, że dość kontrowersyjny, ale w końcu każdy ma takie wsparcie jakie mu potrzebne albo po prostu lubi!

 

Życie zmienną jest, u niektórych nawet bardziej niż u reszty społeczeństwa. Mala coś w tym temacie mogłaby powiedzieć, raczej więcej niż mniej, na nudę nie ma co narzekać, zwłaszcza od niedawna. Sama wprawdzie umie sobie różne atrakcje zapewnić, ale pewien mężczyzna okazuje się jeszcze lepszy w te klocki. Dotychczasowy chaos to nic w porównaniu z tym, co obecnie dzieje się. Nie być niczego zbytnio pewnym to jedno, a ciągle rozglądać się wokoło i oczekiwać niespodzianek to „ciut” to dla Mali ostatnio tak jakby codzienność. Może do tej pory jakoś nie prowadziła zbytnio uporządkowanej egzystencji, a spotkanie faceta z kategorii dość mitycznej, bo boskiej, chociaż jak najbardziej rzeczywistej, przyśpieszyło życiową karuzelę lub raczej rollercoastera. Teraz mknie on raz w dół, raz w górę, z prędkością więcej niż groźną, co chcąc nie chcąc, przyznaje najbardziej zainteresowana. Co innego uwielbiać typ bad boya, czym innym jest dobrze się przy tym bawić, ale gdy traci się kontrolę nad wydarzeniami, mającymi miejsce wokół własnej osoby, to już całkiem inna bajka. In vino veritas? No cóż chyba nie do końca, ale procentowy trunek dużo wynagradza, ale czy wszystko? Mala lubi jednak od czasu do czasu panować nad sytuacją lub przynajmniej mieć takie wrażenie, a tak się składa, że to bardzo deficytowe odczucie do jakiegoś czasu. Co jak co, lecz przed Malą jeszcze niejedno zamieszanie, pytanie czy jest na to gotowa? Miłego złego początki? Tyle pytań, a odpowiedzi brak! Na razie!

 

Mala M. powraca, jak przystało na nią nie cichaczem, cichaczem, ale w swoim stylu czyli głośno, z ogromnym humorem, czasem pełnym ironii i w barwie czarnej oraz ku pokrzepieniu serc, zwłaszcza własnego z dobrym winem w kieliszku. Po prostu cała ona, po raz drugi lub do kwadratu, jak kto woli, lecz trudno jej nie zauważyć. Pokaże co znaczy słowo niespodziewany, jak zgarnia się  najwyższą pulę i przede wszystkim jak dostrzec to, co najlepsze gdy nikt inny nie umie tego zrobić. Tym razem Lilka Płonka sama nie w duecie przedstawia porcję perypetii niesamowitej tytułowej bohaterki, co wychodzi jej równie dobrze jak w premierowej części. Pewne rzeczy nie zmieniają się, bo i dlaczego miałaby, a cała reszta to mieszanka w niepowtarzalnym stylu czyli najlepiej spodziewać się niespodziewanego.  Może i bycie pionkiem to niezbyt fajna pozycja, ale autorka pokazuje ją od dość niesztampowej strony, zresztą cała historia jest taka. Nie brakuje jej również kolorów, wysokich temperatur, komizmu oraz szybkiego tempa oraz przede wszystkim postaci, to one są osią akcji, siłą napędową i największą atrakcją. Oprócz tego Lilka Płonka zapewniła także porcję sensacji, tajemnic, które czekają na odsłonięcie oraz tak w ramach finału tego tomu rzuciła prawdziwą bombę. Lektura „Maly M.2” na pewno do nudnych  nie należy, najlepiej do niej zasiąść z kieliszkiem dobrego trunku, z chusteczką do wytarcia tego i owego, gdybyśmy tak parsknęli śmiechem gdy właśnie degustowaliśmy owy wspomniany napój, prawdopodobieństwo bowiem jest duże. Główna bohaterka gwarantuje dobrą zabawę z nieoczekiwanymi skutkami oraz niezaspokojonym pragnieniem by jak najszybciej poznać co jeszcze na nią czeka i jak sobie z tym poradzi!

 

 

 

Premiera:

24 listopada

Za możliwość przeczytania 

książki dziękuję

 

sobota, 20 listopada 2021

Cisza przed burzą

Przedpremierowo

„Storm”

Anna Wolf

 

Prawda często bywa trudniejsza od kłamstwa, łatwiej jakoś w to drugie wierzyć niż zastanowić się czy nie mylimy się. Przyznanie się do błędu również nie jest łatwe, bo oznacz to, że nie mieliśmy racji i źle oceniliśmy sytuację. Czasem jedno i drugie idzie w parze, zwłaszcza jeśli przeszłość nauczyła nas, że zaufanie ludziom kończy się bólem.

 

Proszenie o pomoc nie zawsze przychodzi łatwo, czasem jednak nie można inaczej. Summer jakoś udawało się radzić samej przez lata, lecz w końcu musiała zrobić ten krok. Nie przypuszczała, że otworzy drzwi do tego, co doprowadziło ją do punktu w jakim teraz znalazła się. Podobno zawsze można postąpić inaczej, ale kiedy wychowuje się dziecko trzeba czasem pójść na kompromis, bo najbardziej liczy się ono. Jednak nie spodziewa się co ją czeka lub bardziej kto. Na pewno nie miała zamiaru spotykać ponownie mężczyznę, który zranił ją najmocniej. Teraz nie jest już tamtą dziewczyną, dorosła lub raczej musiała to zrobić bardzo szybko, wie z kim ma do czynienia, chociaż czy na pewno? Storm pamięta czas spędzony z Summer, on też wiele ma za sobą, już wtedy gdy się spotkali po raz pierwszy doświadczył dużo. Myśleli, że znają się dobrze, ale czy tak faktycznie było? Rozdzieliło to, co powinno połączyć, może jeszcze nie jest za późno by naprawić ich relacje? Zbyt wiele zostało powiedziane, naprawienie krzywd  nie jest proste, zwłaszcza gdy wciąż unikają powiedzenia tego, co najważniejsze. Czy znajdą siłę by szczerze porozmawiać? Wybaczyć nie jest łatwo, tak samo jak i spróbować zaufać ponownie.

 

Kiedy przeszłość daje niezłą lekcją to nie sposób o niej zapomnieć, chociaż chce się tego jak mało czego. Bohaterowie najnowszej książki Anny Wolf pamiętają ją oraz to, co było jej wynikiem. Przedstawiając ich losy spleciono z sobą trudną przeszłość i skomplikowaną teraźniejszość, będącą wynikiem tego, co wcześniej miało miejsce i bieżących wydarzeń. Nie bez znaczenia są również osobowości postaci, którym daleko do łagodności, za to bardzo blisko do zapalczywości, tupetu i kierowania się dumą oraz honorem. Pisarka już na samym początku pokazuje, że ta historia na pewno nie będzie płynęła w spokojnym rytmie, raczej będzie to duża szybkość, która będzie narzucała podejmowanie szybkich decyzji oraz stawiania wiele na jedną kartę. Oczywiście nie można zapomnieć o uczuciach, bo to one odgrywają kluczową rolę, dyrygując wszystkim i przede wszystkim wyczuwalne zawsze, wprowadzające napięcie i zwroty w akcji, podnoszące temperaturę oraz odsłaniające skrywane oblicza bohaterów. Sylwetki tych ostatnich są mocno zarysowane, lecz nie wszystko od razu jest widoczne, kolejne elementy uzupełniają obraz ludzi, jakich bardzo łatwo oceniać, lecz z wydaniem osądu lepiej poczekać. Pozostaje jeszcze to, na co zawsze zwraca się uwagę czyli główne osoby opowieści, w tym przypadku od pierwszych stron gwarantują one ogromną dawkę uczuciowych perypetii, jakie towarzyszą im do samego końca.

 

Premiera:

24 listopada

Za możliwość przeczytania 

książki dziękuję