sobota, 10 kwietnia 2021

Śmierć, sztuka i dziewczyna

Przedpremierowo

„Martwy ptak”

Maciej Kaźmierczak

 

Śmierć podobno zawsze nadchodzi niespodziewanie, nawet jeśli jest oczekiwana i nie da się od niej uciec, schować przed nią, zrzucić na innych. Raz bywa wybawieniem, a raz wydaje się ostatecznym akordem zła w ludzkiej postaci. Nie zawsze jest zakończeniem, czasem jest pierwszym znakiem czyjeś obecności, zaznaczonej niezwykle dobitnie i pozostawiając niezatarte piętno zbrodni.

 

W śledztwie dotyczącym morderstwa liczy się czas, im więcej czasu upłynie tym podobno trudniej jest złapać zabójcę. Jednak niekiedy nie wszystko od razu jest zauważane, zwłaszcza jeśli ktoś dobrze przemyślał swoje zbrodnicze kroki. Wystarczy nie dostrzec jakiegoś szczegółu, nie zwrócić uwagi na jakiś nawet najmniejszy ślad by nie móc znaleźć punktu zaczepienia. Ale skupianie się na detalach może skutkować tym, iż straci się z oczu to, co jest oczywiste. Komisarz Kyrcz i podkomisarz Szolc doskonale wiedzą, że dochodzenie powinno przynieść jak najszybciej oczekiwane efekty, seria brutalnych zbrodni już i tak wzbudza ogromne zainteresowanie mediów i społeczeństwa. Ale morderca zdaje się pogrywać z policją i wciąż rozszerza swoją morderczą działalność. Martwe ptaki, niepokojące rysunki, okaleczone zwłoki oraz brak postępów w śledztwie frustrują śledczych, czego nie dostrzegają? Czy to, co wydawało się nic nie znaczącą poszlaką może być punktem zwrotnym? Jaki jest motyw tej morderczej serii? Może odpowiedź zna rysowniczka, której pracy zostały znalezione w miejscach zabójstw? Fascynacja śmiercią nie jest przestępstwem, lecz ktoś poszedł o krok dalej …

 

Śmierć, sztuka i dziewczyna, kolejność wcale nie jest przypadkowa, ma swoje znaczenie. Dlaczego i komu na tym zależy? Odpowiedzi na te pytania poszukają czytelnicy i śledczy, ale nie łatwo je odnaleźć w starannie przemyślanym kryminale pióra Macieja Kaźmierczaka. W „Martwym ptaku” liczą się detale, te najdrobniejsze, to, co większość pomija nie zastanawiając się nad nimi, a później szukając najistotniejszych elementów, bez których całość jest niekompletna i niezrozumiała. Autor doskonale wie jak zbudować intrygujący suspens i w jakich momentach „podsuwać” czytającym kolejne zabójcze zagwozdki tak, by wskazać nowe tropy i odmienne punkty widzenia na śledztwo. Ale w żadnym wypadku nie jest to podpowiedź, raczej jeden z etapów dochodzeniowej rozgrywki, w jakiej nie wszyscy gracze znani są od razu. Maciej Kaźmierczak wirtuozersko zaciera ślady, podrzuca sugestie, wstrząsa posadami pewności czytelników co do kierunku, w którym podąża zbrodniarz. Poszczególne wątki  zdają się na początku całkowicie być od siebie oderwane, lecz przecież coś musi je łączyć, to kolejny znak zapytania. Zresztą w „Martwym ptaku” jest ich dużo, każdy odgrywa jakąś rolę, tak samo jak i bohaterowie. Sylwetki nie zostały nakreślone bez planu, charaktery, to jak postępują, co sądzą, co widzą, a czego nie ma znaczenie. Pisarz splótł postacie z drugim planem jakim jest miasto Łódź, odwzorował je w ich charakterach, dodając im tym samym niepowtarzalnych rys, dających o sobie znać i pozostających nie bez wpływu na to jak toczy się dochodzenie. Niejednoznaczność nieraz jest odczuwana podczas lektury, ale finał okazuje się prawdziwą niespodzianką, majstersztykiem zmuszającym po raz ostatnim do zmiany punktu widzenia na to, co wydawało się już pewne i stawiającym ostatnie pytanie, czy najważniejsze?

 

 

 

PREMIERA:

 

14 kwietnia 

 




Książkę przeczytałam dzięki 
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA

 

piątek, 9 kwietnia 2021

Szlakiem uczuć


"Płonąca rzeka”

K.C. Hiddenstorm, Barbara Mikulska, 

Roza Violet Barlow, Aniela Wilk, Elisa Rocher, 

Anna Langner, I.M. Darkss, 

Małgorzata Lewandowska

 

Miłość i pożądanie, dwa słowa używane często zamiennie, chociaż nie są nimi tak do końca. Czy są nierozłączne? To już zależy od najbardziej zainteresowanych, czasem stapiają się z sobą, tak, iż stają się dla wielu tym samym, ale niektórzy rozgraniczają je i traktują jako osobne byty. Bywa też tak, że jedno prowadzi do drugiego lub też na odwrót.

 

Gorący Nowy Orlean ma niejedno oblicze, nieliczni widzą to, co jest niedostrzegalne dla większości. Nie zawsze jest to bezpieczne zwłaszcza gdy igra się z mocami o dość piekielnym pochodzeniu, ale to właśnie bywa najbardziej intrygujące. Dreszczyk emocji pozwala poznać siebie od strony jaka do tej pory była w ukryciu. Czy warto zgłębiać tę relację? Stawka wcale nie jest tak oczywista jak można by zakładać. Diabelskie intencje zawsze mają drugie dno, bywa, że w niezwykle kuszące. Czy warto marzyć o miłości, prawdziwej i takiej, w której jest miejsce dla dwóch osób, a nie tylko jednej? Zofia powinna być zadowolona, nie jest sama, za niedługo przed nią jeden z najważniejszych dni w życiu. Jednak tak naprawdę nie wszystko wygląda tak pięknie jak widzą to jej bliscy. Czy powiedzenie stop i danie sobie czasu jest właściwe? A co jeśli mami się wizją uczucia, jakie już zawiodło tak wiele kobiet przed nią? Może wiara dziewczyny w miłość i drugiego człowieka wcale nie musi być skazana na niepowodzenie. Niektórzy ludzie na pierwszy rzut oka wydają się być nijacy, przeciętni, ale pod tym wrażeniem kryje się ktoś zupełnie inny. Wystarczy ułamek sekundy by dostrzec to, co jeszcze przed chwilą wydawało się zwyczajne. Czy to nie iluzja? Ale czasem to ona pozwala przeżyć to, co wcześniej było trywializowane i niedoceniane.

 

Osiem autorek, osiem opowiadań i osiem obrazów ludzkiej sensualności. Tylko lub aż, to już zależy od czytelnika, lecz z pewnością bardzo różnorodne punkty widzenia, a dzięki formie antologii czytelnik ma niepowtarzalną okazję by poznać je od razu wszystkie lub dawkować sobie przyjemność jak kosztowanie bombonierkowych czekoladek. „Płonąca rzeka” jest zbiorem historii, mającym jeden wspólny motyw, lecz każda z twórczyń miała swój własny, autorski, pomysł na jego przedstawienia. Trzeba przyznać, że wyobraźnia faktycznie okazała się bez granic i dzięki temu dostaliśmy doskonałą lekturę, pozwalającą przynajmniej na czas czytania zamknąć drzwi za codziennością i wejść do świata gorących emocji. One mają wiele imion i twarzy, każda z nich jest inna, ciekawa i przede wszystkim przedstawiająca z osobistej perspektywy chemię pomiędzy bohaterami. Czasem jest ona odczuwalna od razu, niekiedy musi odnaleźć odpowiedni moment, ale zawsze na pierwszym miejscu jest spotkanie odpowiedniego człowieka. Mogłoby się wydawać, że nic prostszego niż opisanie uczuć pomiędzy dwojgiem ludzi, ale ujęcie ich w ramach opowiadania nie jest już takie proste. Dla wielu  taka forma wydaje się zbyt krótka, nie pozwalająca w pełni poznać historii, nie dostarczająca pełni wrażeń jaką daje pełnowymiarowa powieść. Autorki opowiadań antologii „Płonąca rzeka” jak najbardziej wyszły z tego zadania nie tylko obronną ręką, ale przede wszystkim zwycięsko, skupiły się na istocie motywu i pokazały co w nim dostrzegają. Ich wizja ma w sobie powiew świeżości, ogień i sporą dawkę zmysłowości, widzianej z odmiennych punktów widzenia. Mniejsza objętość nie jest przeszkodą jeśli ma się dobry pomysł i potrafi się go przełożyć na słowa tak, by dostarczyć równie dużej przyjemności z lektury jak przy większej liczbie stron. Jak w kalejdoskopie zmieniają się postacie, pierwszy i drugi plan, miejsca na mapie, jedno pozostaje cały czas niezmiennie – gorąca atmosfera uczuć, jakie nigdy nie są letnie i zawsze sięgają górnych rejestrów skali.

 

 

 

 


 Za możliwość
przeczytania książki
dziękuję
wyd. Inanna

 

środa, 7 kwietnia 2021

Spirala tajemnic


"Zachowaj to dla siebie”

Monika Dworak

 

Codziennie podejmujemy dziesiątki decyzji, niektóre są odruchowe, innym poświęcamy czas by się nad nimi zastanowić. Od czasu do czasu dokonujemy wyboru jaki zmieni wiele lub nawet więcej, ale nie zawsze jest on przemyślany,  niekiedy bowiem  rozsądek schodzi na dalszy plan, a emocje przejmują stery. Ich efekty nie od razu są widoczne, lecz prędzej czy później dadzą o sobie znać. Podobnie rzecz ma się z sekretami, wystarczy chwila by powstały, a ich echa odczuwalne są w długim okresie czasu.

 

Ile może zmienić jeden mail? W przypadku Adama bardzo dużo, wprost prawie wszystko i nie są to słowa na wyrost. Do tej pory wiódł spokojne życie, poukładane, zgodne z jego charakterem. Jego siostra bliźniaczka była bardziej niespokojna, ciekawa świata, ale to on, nie ona, dostał tę konkretną wiadomość, która skłoniła go do spojrzenie za siebie i w siebie. Czy to czego, dowiedział się to prawda? Niczego nie zauważył, nie poczuł, zresztą nie tylko on, jego siostra bliźniaczka Ewa także niczego nie podejrzewała i nadal tak jest. Dlatego to on podejmuje się wyjaśnienia sytuacji, która wymaga od niego zachowania wszystkiego w tajemnicy. Nie tak prosto jest odnaleźć początek nitki gdy ktoś ją pogrzebał dawno temu, ale od tego zależy przyszłość kilku osób. Czy zachowanie w sekrecie tego, czego się wie jest dobrym wyjściem? Z Ewą zawsze był mocno związany, teraz ona pozostaje nieświadoma co dzieje się z jej bratem i wokół niej. Kiedyś również ktoś zdecydował podobnie, tyle, że niewiedza bywa źródłem zbiegów okoliczności, których efekty są nieprzewidywalne  i przynoszą z sobą ból i trudne wybory.

 

Najlepiej niczego nie ukrywać, nie stwarzać tajemnic i zawsze trzymać się prawdy. Co jednak gdy okazuje się, że jesteśmy uwikłani w coś na co nie mieliśmy żadnego wpływu, a tkwimy w samym środku czegoś co nieodwracalnie wpłynęło na nasze życie bez naszej wiedzy? Monika Dworak odpowiada na to i na kilka jeszcze pytań jakie pojawiają się w historii, która wyszła spod jej pióra. Jednak nim poznamy odpowiedzi przed czytelnikami intrygująca lektura, w której nie jakiejkolwiek oczywistości, za to nie jeden znak zapytania oraz kilka ostrych zakrętów w fabule. Autorka genialnie rozegrała historię, którą chciała opowiedzieć, tak, by czytający nieustannie odczuwali napięcie tego, co zaraz, za chwilę wydarzy się. Dodatkowo okruchy informacji podsycają zaciekawienie i skłaniają do wysnuwania przypuszczeń, ale i tak Monika Dworak zaskoczy ich poprowadzeniem akcji. „Zachowaj to dla siebie” jest dość kameralną opowieścią, w jakiej od samego początku odczuwalny jest mroczny klimat, chociaż nie ma mowy o  nim wprost, za to między wierszami i owszem. Wiadomo, że coś się wydarzy, zaraz, tu i teraz, pytanie tylko co to będzie? Kolejne rozdziały odkrywają tajemnice, jakich nie był świadomy, ale i pojawiają się nowe. Bohaterowie z jednej strony szukają prawdy, z drugiej ją zacierają. Dlaczego? Może ze strachu albo po prostu by chronić swoich bliskich? Ważnym elementem są rodzinne więzy, to one odegrały ważną rolę i wciąż leżą u źródeł kolejnych kroków. Czy będzie one kierowały postacie w właściwym kierunku? Niedopowiedzenia, kłamstwa w dobrej wierze, ukrywanie faktów, wszystko dla dobra rodziny, ale czy da się wszystko przemilczeć i zamaskować? „Zachowaj to dla siebie” nie tylko wciąga, lecz skłania równocześnie do refleksji oraz odpowiedzi na nie zadane pytanie z tytułu książki.

 

 

 
Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję:

 

 

wtorek, 6 kwietnia 2021

Walka

Przedpremierowo:

„Zawalcz o mnie”

Corinne Michaels

 

Przysięgać czasem jest bardzo łatwo, zwłaszcza jeśli ma się świeżo w pamięci to, co jest źródłem wypowiadanych słów. Czas wydaje się działać na korzyść złożonej obietnicy, aż do momentu gdy okazuje się, że jej dotrzymanie przyniesie ból zamiast oczekiwanego szczęścia. Bywa, że rany po złamanych słowach nie zabliźniają się nigdy i wciąż przypominają o niespełnionych marzeniach.

 

Kiedyś plan na życie Declana i Sydney był prosty, stali u progu dorosłości i dokładnie wiedzieli czego chcą od życia. Nie było to nic wielkiego, ale dla nich jedyne co się liczyło. Jednak z tamtych zamierzeń nie pozostało nic poza ogromnym rozczarowaniem, bólem i złamanymi sercami. Osiem lat wcześniej on zniszczył wszystko na czym im zależało. Odszedł od niej i wyjechał z Sugarloaf, złożył wtedy kolejną przysięgę, nawet więcej niż jedną, czy tę dotrzyma? Wbrew sobie wraca na rodzinną farmę, upływ czasu wcale nie zatarł tego, co wtedy czuł, Sydney też wciąż pamięta tamten dzień i nie wybaczyła mu niczego. Czy to, co uważali za wielką miłość mając dwadzieścia dwa lata wygasło i pozostawiło po sobie jedynie bolesne piętno? Sydney nie chce widzieć Declana, nie chce go znać, ale nie tak łatwo uniknąć spotkania. Wspomnienia są dla niej wciąż aż za nadto świeże, kobieta nie jest już tamtą naiwną dziewczyną. Ten, który zniszczył ją znowu staje na jej drodze, wybaczenie nie wchodzi w grę, ale on nie daje za wygraną. Kiedyś podjął decyzje pod wpływem emocji i odpowiedzialności, teraz może dostał szansę, jakiej nie oczekiwał i nawet nie brał pod uwagę. Musi zrobić tylko jedno: rozpocząć walkę, nie uciekać, zmierzyć się z przeszłością, bliznami pozostawionymi przez nią i swoimi wyborami. Zwycięży czy będzie musiał pogodzić się z największą przegraną w swoim życiu?

 

Złożyć obietnice nie jest trudno, ale ich dotrzymanie jest trudne, ich złamanie pozostawia po sobie rany, z gatunku tych, które już zawsze będą przypominać o najlepszych i najgorszych chwilach. „Zawalcz o mnie” jest drugą częścią czterotomowej serii o braciach Arrowood, połączonych nie tylko więzami krwi, ale i przysięgą, która okazała się czymś więcej niż kilkoma słowami wypowiedzianymi przez młodych mężczyzn. Corinne Michaels część rodzinnych sekretów odkryła już w premierowej książce, ale nie oznacza to, że na kolejne nie pozostało już nic. Wprost przeciwnie na tym, co już znane czytelnicy wiedzą została zbudowana historia najstarszego z braci, nieco odmienna od swej poprzedniczki, chociaż przeszłość i teraźniejszość równie silnie są z sobą powiązane co wcześniej. Jednak pisarka nie powtarza się, ale wykorzystuje sylwetki kolejnych bohaterów by rozwinąć nowe wątki, pokazać z innego punktu widzenia trudne doświadczenia oraz jak ich echo odbiło się na postaciach.  Dawne uczucie, jego zdrada oraz to, co pozostało z niego jest jednym z motywów, jako czytelnicy stajemy się widzami historii, w której  kluczową rolę odgrywa wybaczenie i próba budowania od nowa związku zniszczonego przez poczucie winy i jednostronnie podejmowane decyzje oraz stare, niezabliźnione rany. „Zawalcz o mnie” także porusza problem przemocy, zwłaszcza pokazuje jak jej ślady skutkują w życiu ofiar, które doświadczały ją jako bardzo młodzi ludzie. Dotkliwy cień tego, co kiedyś było udziałem bohaterów wciąż jest odczuwalny w bohaterach.

 

PREMIERA:

 

7 kwietnia 

 




Książkę przeczytałam dzięki 
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA

 

 

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

Powrót

„Wróć do mnie”

Corinne Michaels

 

Uciec, nieważne dokąd, byle daleko i nie wrócić nigdy. Zapomnieć, zatrzeć w pamięci i spróbować ułożyć sobie życie od nowa. W takiej chwili liczy się tylko patrzenie przed siebie, bo za sobą człowiek pozostawia to, co najgorsze, ale czasem również najpiękniejsze momenty. Wspomnienia tych drugich nie zblakną nawet gdy miną lata, będą stanowić jeden z nielicznych jasnych punktów przeszłości i swoistą latarnię wskazującą drogę, nawet jeśli pozostaje ona niewiadomą.

 

Osiem lat temu Connor Arrowood opuścił urocze Sugarloaf i przysiągł sobie, że nigdy tu nie wróci. Nie powiedział do widzenia, lecz żegnaj. Coś jeszcze wydarzyło się wtedy, dokładnie w ostatni wieczór przed wyjazdem, najcudowniejsze kilka godzin, które pozostawiło w poranionej pamięci chłopaka niezapomniane wrażenia. Zresztą nie tylko on tak sądzi, Ellie również doskonale pamięta tę noc i wraca do niej gdy chce się oderwać od tego, co przynosi jej codzienność. Wtedy nie znali się, lecz podarowali sobie ukojenie bólu jaki odczuwali, chociaż nawet nie wiedzieli jak się nazywają. Teraz są innymi ludźmi, starszymi, dojrzalszymi, mającymi za sobą o skomplikowaną przeszłość i wcale nie łatwiejszy dzień dzisiejszy. Jednak nie zapomnieli o sobie, o tym czasie gdy byli dla siebie początkiem i końcem. Czy to wystarczy by dali sobie szansę? W ich życiu jest wiele tajemnic, bolesnych i wciąż mogących zranić, dawne blizny przypominają złe dni, a te nowe o tym jak łatwo pomylić miłość z jej imitacją. Connor kiedyś złożył obietnicę, dzisiaj zastanawia się czy jej nie złamać. Ellie kiedyś podjęła dwie decyzje, jedna z nich przyniosła radość i ogromne szczęście, druga coś zupełnie odwrotnego. Może już za późno by dokonać kolejnego wyboru? Uczucie jakie zakiełkowało osiem lat wcześniej zaczyna rozkwitać, ale czy będzie dane mu dojrzeć?

 

Pierwszy tom cyklu bywa zapowiedzią tego, co szykuje dla czytelników autor w kolejnych częściach, ale też może być mocnym uderzeniem, po którym będzie się z niecierpliwością wyglądać kontynuacji. Historię braci Arrowood poznajemy wpierw od strony najmłodszego z nich, przy okazji dowiadując się co stoi u jej źródła. Corinne Michaels postawiła na splecenie kilku wątków w jedną opowieść, w jakiej dużą rolę odgrywają emocje, skomplikowane, wyrosłe na poczuciu winy i będące wynikiem bólu. Włączyła do nich również temat przemocy, pokazując go z kilku punktów widzenia oraz gdzie może mieć swoje korzenie. W sylwetki postaci wpisała traumatyczne doświadczenie, pokazała jak różnie mogą kształtować człowieka. Nie bała pokazać się słabości ofiary i jej dojrzewania do kroków, które wcześniej wydawały się niemożliwe. To jedna ze stron „Wróć do mnie”, druga opiera się o uczucia, jakie po latach dostaje szansę na to by połączyć dwoje ludzi, którzy zdążyli dojrzeć, przejść spory kawałek trudną drogą i w końcu stanąć przed trudnym wyborem, z rodzaju tych przełomowych. Książkę Corinne Michaels czyta się szybko, ale nie dlatego, że to  błaha opowieść, lecz wprost przeciwnie, pisarka opisała niełatwe wątki tak by nie straciły swej wymowy, ale i przekazały istotę problemu. Pierwszy tom o braciach Arrowood jest nie tylko doskonałym wstępem do kolejnych, ale i na dobre rozbudza apetyt na dużo więcej, konkretnie na kolejne trzy opowieści o niepokornych mężczyznach z bolesnymi wspomnieniami i muszącymi stawić czoła temu, co zaszło kiedyś, a na co nie mieli wpływu.

 




Książkę przeczytałam dzięki 
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA

 

 

niedziela, 4 kwietnia 2021

Dwoje do pary

„Zarozumiały playboy”

Sloane Howell

Alex Wolf

 

Wszystko ma swój początek, czasem dość burzliwy i będący zapowiedzią tego, co dopiero może mieć miejsce. Oczywiście życiowy scenariusz nie zakłada w żadnym razie jakiejkolwiek kontynuacji. W końcu był to jedynie zbieg okoliczności, tylko i wyłącznie przypadek, z gatunku tych o jakich chce się zapomnieć, lecz jakoś trudno to zrobić.

 

Plan na najbliższe kilkadziesiąt godzin wcale nie był prosty i łatwy do przyjęcia przez Tate. Niestety nie odmawia się szefowi i ogromnej szansie na duży krok w karierze, jaka rozwija się świetnie dzięki temu, że kobieta zna swoją wartość i przede wszystkim jest znakomitym prawnikiem. Jednak spotkanie bez odpowiedniego przygotowania nie jest w jej stylu, tak samo jak i spóźnianie się z powodu faceta, jaki dosłownie zwala ją z nóg. Nie takie przeszkody omijała lub po prostu rozbijała, jeśli było to w interesie firmy lub korzystne dla niej. Tym razem również zamierza pokazać na co ją stać, a stać ją na wszystko i Decker Collins przekona się o tym nie raz. Tym razem trafił swój na swego, oboje mają wspólny cel lub raczej cele, pierwszy ściśle związany jest z ich pracą, drugi … no cóż tu już wchodzi w drogę konflikt interesów, jego tupet i arogancja, jej pewność siebie i umiejętność zwyciężania oraz wzajemne przyciąganie. Co okaże się ważniejsze: ich zawodowa przyszłość czy chemia, jaka daje się odczuć w każdej sekundzie gdy sobą blisko siebie? Ona zawsze osiąga sukces, on nigdy nie poddaje się, każde z nich nie zamierza wycofać się. Jak potoczy się ich znajomość? Na to pytanie mogą odpowiedzieć tylko oni, lecz czy będą chcieli to zrobić szczerze i w odpowiedniej chwili?

 

Dwoje bohaterów wcale nie różnych jak ogień i woda, raczej spod znaku tego pierwszego niż drugiego oraz  motyw „kto się czubi, ten się lubi”, bo nienawiści nie ma, za to kłótni, i to gwałtownych, co niemiara. Pisarski duet Sloane Howell i Alex Wolf dał czytelnikom lekturę jaka z pewnością pozwoli na interesujący relaks z częstymi wybuchami śmiechu oraz dawką gorących emocji. „Zarozumiały playboy” ma w sobie to „coś” czego szuka się gdy chce się odprężyć podczas czytania, ale równocześnie szuka się dobrej rozrywki. W przypadku tej historii jedno i drugie jest gwarantowane od samego początku, a postacie dostarczają oczekiwanych wrażeń oraz tych bonusowych. Autorki postarały się by wątki były interesujące i rozwinęły je tak, by również nas zaskoczyć. To, co wydaje się oczywiste zostało przekute w opowieść odchodzącą od schematów, wykorzystującą atuty znanego motywu oraz bohaterów. Trudno tym ostatnim odmówić tupetu, charyzmy, pewności siebie, a zwłaszcza siły przyciągania. Nie ma co ukrywać, że sensualna strona książki jest na pierwszym planie wraz emocjonalnymi perypetiami, co napędza akcję i podkręca atmosferę, chociaż ona i tak jest gorąca. Ale jest coś jeszcze, co pisarki nie od razu odkrywają, lecz dzięki temu „Zarozumiały playboy” nabiera innych barw, nie kontrastowych, a uzupełniających, trochę zaskakujących i jak się okazuje rzucający na wszystko trochę inne światło. Sloane Howell i Alex Wolf wiedzą jak pisze się historie, które pozwalają czytającym pośmiać się i z mniejszymi lub większymi rumieńcami obserwować uczuciowe rozgrywki.

 

 


Za przeczytanie książki

dziękuję:

 

 

sobota, 3 kwietnia 2021

Życzenia świąteczne

 W tym świątecznym czasie życzę wszystkim chwil spędzonych 

tak, by na chwilę przystanąć, cieszyć się tym, czym się da 

i patrzeć z optymizmem w przyszłość, nawet jeśli jest to trudne :*