Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Kaźmierczak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Kaźmierczak. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 lutego 2026

Skraj zła

Przedmierowo:

„Wściekły”

Maciej Kaźmierczak


Pewne miejsca skupia pają jak w soczewce nie światło a mrok. Nie wszyscy to widzą, lecz wielu wyczuwa, jednak zbyt często brak odważnego, który przeciąłby zmowę milczenia, nawet tę niepisaną. Po prostu nie kala się własnego gniazda, aż do momentu, kiedy ktoś mówi dość i zaczyna odsłaniać brudne sekrety, nie patrząc na cenę, jaką przyjdzie nie tylku mu zapłacić.


Jedno ciało może być przypadkiem, ale już dwa wskazują na coś więcej niż zwykłe zabójstwa, jeżeli w ogóle tak można powiedzieć w tak zbrodniczym kontekście. Jeżeli do tego doda się ślady w postaci cyfr pozostawionych na skórze denatów to już wiadomo, że nie koniec, a początek. Teodor Okrutny chciałby się mylić, lecz dowody jasno wskazują, z czym ma do czynienia. Seryjny morderca. W innych okolicznościach zdziwienie policjanta mogłoby być większe, jednak do takiego punktu na mapie jak Skraj jakoś to pasuje. Nawet okoliczności zdają się wpisywać w lokalne środowisko. Ofiary zostały przebite tak jakby ktoś zabijał wampiry. Ktoś urządził sobie polowanie i nie jest to stwierdzenie na wyrost. Jakby tego mało również w życiu prywatnym aspiranta nie ma spokoju, a to już wznieca płomień gniewu lub raczej wściekłości oraz pragnienie zemsty. Jedno z drugim nie zapowiada śledztwa aż nadto zgodnego z procedurami. Skraj wyzwala w ludziach najczęściej to, co najgorsze, ale tym razem Okrutny zamierza wymierzyć sprawiedliwą karę, czy zgodną z prawem? Z pewnością z jego sumieniem! Nikt kto stoi za tymi zbrodniami nie powinien czuć się bezpiecznie, ale czy zbrodniarz powiedział ostatnie słowo?


Prawda bywa sekretem, jest także niewygodna, zbyt często wcale nie wyzwala i bywa niejednokrotnie zmanipulowana. Skraj jest miejscem spowitym mrokiem, zdającym oblepiać wszystko i prawie wszystkich, gdzie zło jakoś zdaje się być akceptowalne, oczywiście dopóki nie będzie zbyt widoczne lub nie znajdzie się ten jeden człowiek, który wyłamie się z ogólnie przyjętych zasad. Taki klimat aż się prosi by stać się świadkiem kolejnych zbrodni i Maciej Kaźmierczak doskonale wpisuje je w tło oraz splata z bohaterami. Wyczuwalna sieć zdaje się oplatać każdego, kto przekroczy granice miasta, a śmierć tak jakby wpisywała się w lokalny koloryt. Autor nie oferuje czytelnikom jednej zagadki, zamiast niej jest cały ciąg znaków zapytania, owianych jeszcze mgłą tajemnic, kłamstw sprzed lat i całkiem świeżych. W takim entourage`u zło może zostać zatarte, jednak we „Wściekłym” jest wyraźne i nie daje o sobie zapomnieć oraz odczuwalne. Nawet więcej jest spodziewane, lecz i tak swoją siłą wprawia w zdumienie. Czy w takich okolicznościach sprawiedliwość jest prosta i oczywista? Nie, zawiera w sobie gniew i chęć zemsty, dotkliwej. Pozostaje jeszcze prawo, w końcu ono jest jedną z podstaw śledztwa, lecz czy w Skraju nie nabierze całkiem innego wymiaru?


Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:


środa, 5 października 2022

Kto jest niewinny?

Premierowo:

„Porzuceni”

Maciej Kaźmierczak

 

Zbrodnia zawsze ma gdzieś swoje korzenie, czasem są nie do zauważenia, skrywają się głęboko w człowieku i oplatają go niczym trujący bluszcz. Niektórzy są ich ofiarami, inni wykorzystują je jako wymówkę dla czynów, jakich i tak by byli autorami. Nic nie dzieje się bez przyczyny, ale ona nie jest wymówką, a tylko jednym z ogniw zabójczego łańcucha przyczynowo-skutkowego.

 

Makabryczne odkrycie spacerowiczów okazuje się być jeszcze mroczniejsze niż wydawałoby się początkowo. Ktoś nie tylko zabił z zimną krwi kilku psów i ukrył w jednym z parków, ale również zamordował dziecko. Prawie zaraz potem dochodzi do zaginięcia podopiecznego domu dziecka. Czy to przypadek? Nie wierzy w nie policjant z Gdańska, który jest pewien, że to zabójstwo łączy się ze sprawą, nad jaką pracował kilka lat wcześniej. Tyle, że minęło nie sporo czasu, a do tego obecne zabójstwo zostało dokonane w Łodzi. Jednak gdyby przypuszczenia potwierdziłyby się to spełniłby się najgorszy koszmar śledczych. Czym kieruje się sprawca? To może być kluczowe pytanie, ale odpowiedzi na inne są także istotne, każda może doprowadzić do przełomu w śledztwie, czas nie sprzyja policji, zwłaszcza, iż wciąż nie odnalazło się zaginione dziecko.  Czy zdążą odkryć tożsamość sprawcy nim dojdzie do kolejnej tragedii? Poszlaki i dowody coraz bardziej zawężają grono podejrzanych, ale czy faktycznie znajduje się w nim sprawca?

 

Mroczny, pełen poczucia samotności, sekretów oraz poczucia osaczenia, te elementy w „Porzuconych” czytelnik zaczyna dostrzegać bardzo szybko, a im bardziej zagłębia się w lekturę tym są one silniej odczuwalne. W takim klimacie zbrodnia nie kamufluje się innymi barwami, ale nie oznacza to wcale, że jest nieskomplikowana, a jej motyw jest od razu widoczny. Maciej Kaźmierczak doskonale wie jak zaintrygować czytelnika tak, by wraz z bohaterami zagłębiał się w historię, gdzie tak naprawdę wszystko stoi pod znakiem zapytania oprócz jednego. Jak potoczą się dalej wydarzenia jest niewiadomą, każdy z wątków przynosi z sobą niewiadome, postacie otacza coraz boleśniejsza mgła niedopowiedzeń i podejrzeń. Kto jest rzeczywiście winny, kto jedynie ofiarą, świadomie bądź nie, ściągającą na siebie podejrzenia? Prawda podobno jest tylko jedna, lecz każdy widzi ją inaczej, trudno zachować obiektywizm gdy wokoło tak wiele kłamstw, niedopowiedzeń i przede wszystkim tajemnic, nie zdradzanych z sobie jedynie znanych względów. „Porzuceni” są wytrawnym kryminałem w jakim do samego końca czytający nie mogą być pewni finału, mroczna atmosfera nie znika nigdy, pozostaje nawet wszystko zdaje się już być wyjaśnione. Czy rzeczywiście tak jest? Fakty podobno mówią same za siebie, ale czy zawsze?

 

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

sobota, 10 kwietnia 2021

Śmierć, sztuka i dziewczyna

Przedpremierowo

„Martwy ptak”

Maciej Kaźmierczak

 

Śmierć podobno zawsze nadchodzi niespodziewanie, nawet jeśli jest oczekiwana i nie da się od niej uciec, schować przed nią, zrzucić na innych. Raz bywa wybawieniem, a raz wydaje się ostatecznym akordem zła w ludzkiej postaci. Nie zawsze jest zakończeniem, czasem jest pierwszym znakiem czyjeś obecności, zaznaczonej niezwykle dobitnie i pozostawiając niezatarte piętno zbrodni.

 

W śledztwie dotyczącym morderstwa liczy się czas, im więcej czasu upłynie tym podobno trudniej jest złapać zabójcę. Jednak niekiedy nie wszystko od razu jest zauważane, zwłaszcza jeśli ktoś dobrze przemyślał swoje zbrodnicze kroki. Wystarczy nie dostrzec jakiegoś szczegółu, nie zwrócić uwagi na jakiś nawet najmniejszy ślad by nie móc znaleźć punktu zaczepienia. Ale skupianie się na detalach może skutkować tym, iż straci się z oczu to, co jest oczywiste. Komisarz Kyrcz i podkomisarz Szolc doskonale wiedzą, że dochodzenie powinno przynieść jak najszybciej oczekiwane efekty, seria brutalnych zbrodni już i tak wzbudza ogromne zainteresowanie mediów i społeczeństwa. Ale morderca zdaje się pogrywać z policją i wciąż rozszerza swoją morderczą działalność. Martwe ptaki, niepokojące rysunki, okaleczone zwłoki oraz brak postępów w śledztwie frustrują śledczych, czego nie dostrzegają? Czy to, co wydawało się nic nie znaczącą poszlaką może być punktem zwrotnym? Jaki jest motyw tej morderczej serii? Może odpowiedź zna rysowniczka, której pracy zostały znalezione w miejscach zabójstw? Fascynacja śmiercią nie jest przestępstwem, lecz ktoś poszedł o krok dalej …

 

Śmierć, sztuka i dziewczyna, kolejność wcale nie jest przypadkowa, ma swoje znaczenie. Dlaczego i komu na tym zależy? Odpowiedzi na te pytania poszukają czytelnicy i śledczy, ale nie łatwo je odnaleźć w starannie przemyślanym kryminale pióra Macieja Kaźmierczaka. W „Martwym ptaku” liczą się detale, te najdrobniejsze, to, co większość pomija nie zastanawiając się nad nimi, a później szukając najistotniejszych elementów, bez których całość jest niekompletna i niezrozumiała. Autor doskonale wie jak zbudować intrygujący suspens i w jakich momentach „podsuwać” czytającym kolejne zabójcze zagwozdki tak, by wskazać nowe tropy i odmienne punkty widzenia na śledztwo. Ale w żadnym wypadku nie jest to podpowiedź, raczej jeden z etapów dochodzeniowej rozgrywki, w jakiej nie wszyscy gracze znani są od razu. Maciej Kaźmierczak wirtuozersko zaciera ślady, podrzuca sugestie, wstrząsa posadami pewności czytelników co do kierunku, w którym podąża zbrodniarz. Poszczególne wątki  zdają się na początku całkowicie być od siebie oderwane, lecz przecież coś musi je łączyć, to kolejny znak zapytania. Zresztą w „Martwym ptaku” jest ich dużo, każdy odgrywa jakąś rolę, tak samo jak i bohaterowie. Sylwetki nie zostały nakreślone bez planu, charaktery, to jak postępują, co sądzą, co widzą, a czego nie ma znaczenie. Pisarz splótł postacie z drugim planem jakim jest miasto Łódź, odwzorował je w ich charakterach, dodając im tym samym niepowtarzalnych rys, dających o sobie znać i pozostających nie bez wpływu na to jak toczy się dochodzenie. Niejednoznaczność nieraz jest odczuwana podczas lektury, ale finał okazuje się prawdziwą niespodzianką, majstersztykiem zmuszającym po raz ostatnim do zmiany punktu widzenia na to, co wydawało się już pewne i stawiającym ostatnie pytanie, czy najważniejsze?

 

 

 

PREMIERA:

 

14 kwietnia 

 




Książkę przeczytałam dzięki 
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA

 

środa, 22 kwietnia 2020

Rozgrywka


„Dziennikarz”
Maciej Kaźmierczak

Jedno kłamstwo wydaje się nieszkodliwe, drugie przychodzi łatwiej, a kolejne są już naturalne. Dzięki nim można egzystować równolegle w dwóch światach, tym, który jest codziennością i tym drugim, gdzie można zapomnieć się i brać to, czego się potrzebuje bez konsekwencji, do czasu. Matnia. Pojawia się nagle, bez uprzedzenia i wydaje się osaczać bez powodu, ale tak jak nie istnieje zbrodnia doskonała, tak samo zawsze jest i jakiś powód, źródło, tego, co ma miejsce.

Kiedy trafia się interesujący temat, zwłaszcza z kategorii tych, mających szansę trafić na pierwszą stronę gazety trudno odmówić zajęcia się nim. Eryk Prus zamierza skorzystać z szansy jaka mu się nadarza, zresztą nie odmawia się naczelnemu. Podróż z tym związana jest mu jak najbardziej na rękę i stanowi możliwość wyrwania się od codzienności, zadowalającej, ale potrzebującej powiewu świeżości. Gromadzenie informacji oraz ich analiza jest jedną z podstaw dziennikarstwa, a w tym konkretnym przypadku aspirująca aktorka jest punktem wyjścia do jednego i drugiego. Jednak szybko okazuje się, że w jej historii nie do końca jest tak się początkowo zdawało, czyżby miało drugie dno? Dlaczego zwróciła się z nią do gazety? Doświadczenie i intuicja podpowiadają Erykowi, iż wiele szczegółów się nie zgadza, lecz nie umie porzucić tej sprawy. Czy nie popełnia błędu? Może zaczynać grać według koś innego zasad zamiast swoich? Ile jest gotów zaryzykować? Na te pytania odpowiedzi Eryk odnajdzie odpowiedzi, tylko czy będą takie jakich się spodziewa? Pewne znaki zapytania powinny stać się ostrzeżeniem …

Deszcz, mrok, piękna kobieta i główny bohater, a do tego klimat noir oraz niepokój wzrastający z każdą chwilą, że to, co jest widoczne jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Na tym nie koniec, to dopiero początek historii w jakiej nic nie jest takie jak się wydaje, nawet więcej, gdyż mistrzowsko skonstruowana fabuła wciąga czytelników w świat pełen kłamstw, iluzji, branych są za rzeczywistość, aż do momentu kiedy pękają z hukiem, burząc tamę wyparcia i zapomnienia. Maciej Kaźmierczak brawurowo wszedł  ze swoją książką w gatunek thrilleru psychologicznego, serwując nieszablonową lekturę, w jakiej nie brakuje sekretów, napięcia i przede wszystkim skomplikowanych relacji ludzkich, balansujących na pograniczu intrygującej matni. W „Dziennikarzu” od samego początku należy spodziewać się nieoczekiwanego, chociaż początkowe tempo może zwodzić, bardzo szybko okazuje, że akcja toczy się w rytmie idealnie dopasowanym do zaciskającej się coraz mocniej pajęczyny kłamstw, niedopowiedzeń, sprzecznych informacji oraz zwodniczej intuicji. Pomiędzy tym, co wiadome, a tym, co faktycznie ma miejsce zaczyna się rozgrywka o to, czego jeszcze nie wiadome, a co steruje wszystkim i wszystkimi. Autor umiejętnie gra na emocjach czytających, podsuwając bodźce do przypuszczeń jak dalej potoczy się akcja, lecz w zanadrzu ma intrygę, jakiej nikt nie spodziewał się. „Dziennikarz” jest fascynującą opowieścią o człowieku, jego prawdziwej twarzy, o jakiej nawet on sam zapomniał i pułapce, niedostrzeganej dopóki  nie jest już za późno na ratunek. Wytrawna historia, w jakiej wątki splatają się w niepokojący obraz namalowany kolorami mrocznymi odcieniami ludzkich pragnień i emocji, prowadzących do zatracenia





 Za możliwość 
przeczytania książki
dziękuję: