środa, 24 sierpnia 2011

Surrealizm czy realizm?

„Suacz Park i klontfa alkaidy”
Kuba Wicher


"Treść jest czystą fantazją literacką", "Wszystkie postacie są fikcyjne", jeżeli takie i podobne zdania pojawiają się w ramach wstępu, to czytelnik od początku może nabrać podejrzeń, że tak naprawdę historia przedstawiona w książce ma drugie dno - oparte na rzeczywistości. Jednak by się przekonać co jest fantazją twórcy, a co ma pokrycie w realnym świecie trzeba zagłębić w Souacz Park i poznać jego bohaterów, nieprzeciętnych i wyróżniających się między innymi książkowymi personami.

Karykatura to podstawa "Souacz Park i klontfy alkaidy", dotyczy każdego momentu, zdarzenia i postaci. Od pierwszej do ostatniej strony czytelnik ma do czynienia z parodią rzeczywistości i wszystkich jej elementów, jeżeli podczas czytania ktoś będzie liczył na chwile gdzie realność da znak, że jeszcze istnieje to będzie zawiedziony. Jednak pomimo zniekształceń świat opisywany jest świetnie rozpoznawany, w końcu wiele jego składników świetnie pasuje bez żadnych zmian, chyba, że językowych, do surrealistycznego otoczenia opisywanego przez autora. Co jeszcze wyróżnia książkę spośród innych, mających na celu "zdemaskowanie" codziennej papki serwowanej nam przez mass media oraz innych i vice versa? Brak hamulców w obnażaniu tego wszystkiego co jest codziennością, nie robią tego jednak nieskazitelni bohaterowie, lecz tacy mający wiele wad, a raczej wszystkie. Oczywiście barwne opowiadanie o mieszkańcach pewnej obszaru Poznania (jedna z nielicznych nazw pozostawiona w oryginale) nie opiera się tylko na czynniku ludzkim, lecz przedstawia historię, gdzie wiele jest odbić, nie zawsze jak z krzywego zwierciadła, znanych z życia publicznego ostatnich lat. Nawiązania do rzeczywistych zdarzeń nie są zbytnio kamuflowane, z drugiej strony to zostało wykorzystane przez autora było jak z parodii. Po prostu życie napisało scenariusz, który nie wpadłby do głowy filmowcom.

Tytuł kojarzący się z kreskówką, określanej mianem obrazoburczej, jest jak najbardziej na miejscu, chociaż nawet i on jest autokarykaturą oryginału. W końcu w naszych czasach nie ma świętości i wszystko można wykorzystać do swoich celów, a to co przed momentem jeszcze było oryginalne i łamiące stereotypy za chwilę staje się podobne do tego co było piętnowane.

Książka przekazana przez portal Sztukateria
i wyd. Jirafa Roja za co Dziękuję



wtorek, 23 sierpnia 2011

Wojenne dziewczyny


"Dziewczyny wojenne"
Łukasz Modelski

Historia II wojny światowej nie była pisana tylko przez czyny mężczyzn, lecz także kobiet. Stwierdzenie oczywistej prawdy może ktoś powiedzieć, wiadomej od zawsze. Jednak jakoś często zapominano i zapomina się o ich wkładzie w walkę. Przed 1 września 1939 miały inne plany, podobne do setek tysięcy rówieśniczek, a w wielu punktach tożsame z równolatkami płci męskiej, nauka, studia, zdobycie wymarzonego zawodu, kontynuacja rodzinnych tradycji, udane życie osobiste. Przedstawione bohaterki książki są przykładem wielu bezimiennych swoich odpowiedniczek, których nazwiska zaginęły w wojennej i powojennej zawierusze, w końcu walka nie zawsze zakończyła się dla nich z dniem zwycięstwa. Podobnie jak ich koledzy z oddziałów było im dane odczuć komunistyczne represje. W późno letnie dni zmieniały swoją przyszłość, nie wiedząc, że część ich dawnych planów się ziści, lecz los przygotuje im jeszcze więcej niespodzianek. Jednak nawet w tak trudnym czasie, spełniały swoje marzenia, czasem płacąc wysoką cenę. Zawsze na pierwszym miejscu, przed szczęściem osobistym, była działalność w strukturach konspiracji.

Większość z "Dziewczyn wojennych" w momencie wybuch wojny było tuż przed podjęciem studiów - nastolatki, bądź studentkami pierwszych lat, młode kobiety, które dopiero co wchodziły w życie. Przed nimi otwierał się świat ludzi dorosłych, czasem musiały wcześnie podjąć ważne decyzje życiowe, lecz tak naprawdę dopiero wojna wymogła na nich najważniejsze wybory. Od ich działań zależało wiele istnień ludzkich, ryzykowały nie tylko swoją egzystencją, lecz i rodziny oraz przyjaciół, a także wielu nieznajomych. Nie były jedynymi, lecz gdy poznajemy bliżej ich historie stają się one symbolami setek, a nawet tysięcy, gdyby nie wojna może nie byłoby im dane odkryć tych cech charakteru, które pozostawały w ukryciu lub były niedoceniane i przez nie i przez otoczenie.

Oglądając filmy dokumentalne lub ich fabularne odpowiedniki wydaje się, że w podobnej sytuacji zachowalibyśmy się tak samo, ale czy na pewno? Czy w dzień ślubu gdy do mieszkania, w którym odbywa się przyjęcie weselne, wkracza gestapo starczyłoby odwagi by pomóc w ucieczce kilkudziesięciu osobom, samej zostając na miejscu by zatrzeć ślady ucieczki pozostałych? Aresztowanie, tortury, Pawiak, a gdy znowu można cieszyć się wolnością powtórnie konspiracja, do tego podejmujesz się ukrywania rodziny żydowskiej? Odwaga jednej dziewczyny, która marzyła by zostać chemikiem, jednak nigdy nawet nie pomyślała, że zostanie bohaterką, chociaż ona sama o sobie tak nie myślała.
Czy ktoś pamięta co robił w wieku czternastu lat? Kolejna bohaterka, mając tyle lat przeprowadzała ludzi przez góry, działała w podziemiu i opiekowała się matką oraz siostrą. Gdy skończy się wojna będzie już dawno dojrzałym człowiekiem, chociaż dopiero skończy dziewiętnaście lat, za sobą ma przeżycia, jakimi mogłaby obdzielić szereg dorosłych, a przed sobą całe życie i wspomnienia siebie jako członka grupy likwidacyjnej - gdy rozpoczęła ten etap konspiracyjnej działalności właśnie kończyła szesnasty rok życia ... Ona także pomagała uciekinierom z getta, na początku lat dziewięćdziesiątych została jedną z założycielek Polskiej Akcji Humanitarnej ... Historia kołem się toczy ...
Koniec wakacji, kolejny rok studiów, jest sierpień 1939, a na terenie Uniwersytetu Warszawskiego trwają zapisy do grupy żywych torped, na listę wpisuje się także jedna ze studentek matematyki. Nie będzie dane jej wypełnić tego zobowiązania, jednak jako żołnierz ugrupowania podziemnego także odda część swojego życia ojczyźnie. Po wojnie dowie się o tym jej matka, nie będzie w tym widziała męstwa, a swoją porażkę, jej córka swoim życiem uratowała innych, tym razem śmierć nie zwyciężyła.
Zapalona miłośniczka latania, prywatnie córka Marszałka, ma rozpocząć od września studia na politechnice,po ewakuacji Warszawy przez Wilno i Kowno dociera w raz matką i siostrą do Londynu i właśnie tam rozpoczną się jej wojenne loty. Jako pilot będzie transportować samoloty. To zajęcie nie jest wcale bezpieczne, bez wsparcia radiowego, często uszkodzonymi maszynami latają młodzi ludzi, którzy z powodu wieku lub dlatego, że są kobietami, nie mogą służyć w RAF-ie. Jej udaje się przeżyć tę służbę, podobnie jak i przyjaciółkom, żadna z nich po wojnie nie wróci do latania, które było ich pasją.

Tych kilka przytoczonych wojennych życiorysów to wycinek książki i trudno zastanawiać się nawet w jakim procencie losów pozostałych uczestniczek wojennej zawieruchy są podobne, tożsame bądź całkowicie różne. w końcu o niektórych nie wie nikt, inne zachowały dla siebie swoje doświadczenia z tego okresu. Na każde wspomnienie z "Dziewczyn wojennych" przypada ogromna liczba tych nigdy nie opublikowanych lub przekazywanych tylko w rodzinnym gronie bądź całkowicie anonimowych.

Losy bohaterek są różne, tak samo jak i one różnią się między sobą. Jedne odznaczały się brawurą, inne bały się gdy wykonywały rozkazy, kolejne robiły to co uważały za słuszne. Łączyło je jedno, żadna z nich nie wyobrażała sobie, że przyjdzie im działać w konspiracji, a ich czyny będą bohaterskie. Gdyby nie wojna dołożyłyby starań by spełnić swoje plany i marzenia, jednak nawet ona nie przeszkodziła im w realizacji tego co uważały, że wbrew czasom, w którym przyszło im żyć trzeba zrealizować. Z jednej strony tak niepodobne do współczesnych rówieśniczek, z drugiej nie są wcale inne, chciały bawić się, zdobywać wiedzę, spotykać się z chłopcami, a z czasem założyć rodzinę, tylko gdzieś pomiędzy te sny o przyszłości wmieszała się wojna, a one pomogły ją zakończyć, będąc cichymi świadkami i bohaterkami ...


Za możliwość przeczytania książki Dziękuję

Wydawnictwu ZNAK


poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Stosik sierpniowy :)


Kolejny stosik :) Pani Listonoszka i sąsiedzi spisali się.

Scott Mariani "Skarb Heretyka", wyd. Muza
Jakub Szamałek "Kiedy Atena odwraca wzrok"
wyd.Muza
Agnieszka Krawczyk "Morderstwo niedoskonałe"
wyd. Sol
Magdalena Kulus "Blondyn i Blondynka"
wyd. Sol
Augustyn Szczawiński "Spoko to tylko rodzinka" wyd.Kefas
"Robert J. Strand "Gotowe na wszystko. Kobiety Starego Testamentu" Oficyna Wydawnicza VOCATIO
"Robert J. Strand "Gotowe na wszystko. Kobiety Nowego Testamentu" Oficyna Wydawnicza VOCATIO

Dziękuję za możliwość przeczytania powyższych tytułów :)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Głowa pełna marzeń, a serce - nadziei


"Sklepik z niespodzianką. Bogusia"
Katarzyna Michalak


Okładka skojarzyła mi się z prezentem, który już częściowo został otwarty, ale tylko trochę - tak by uchylić rąbka niespodzianki, lecz tak naprawdę to co najważniejsze pozostaje ukryte. Ciekawość zwyciężyła i chociaż "Sklepik z niespodzianką" był odłożony do przeczytania na ciut późniejszy czas, to jego kolej nadeszła wcześniej. Nie miałam okazji zaznajomić się z innymi książkami autorki - Katarzyny Michalak, a więc czas najwyższy by nadrobić czytelnicze zaległości.

Tytułowa Bogusia to dwudziestosześciolatka, wracająca z pracy zagranicą. Przypadkowy przystanek w Pogodnie sprawia,że decyduje się zostać w miasteczku na dłużej i chociaż rzeczywistość koryguje jej marzenie to w ich miejsce napływają inne. Ale nie tylko teraźniejszość jest motywem książki, autorka pozwala nam poznać przeszłość bohaterki, jej dzieciństwo i rodzinę. Nie jest to jednak opowieść przesłodzona, lecz raczej rozrachunek z tym co było i co kształtowało pragnienia, których niespełnienie obciąża. Przyjemne chwile przeplatają się z tymi mniej pozytywnymi, życiowa opowieść, a jednak mająca w sobie niecodzienny czar, powodujący, iż z każdą chwilą rośnie ciekawość jak potoczą się losy bohaterów. Nic nie można zakładać z góry, w tej książce niespodzianki są jej integralną częścią, tak samo jak odrobina magii, a może uroku miejsc, oferujących tak mało docenianą, acz ciągle poszukiwaną cechę - spokój, lecz nie święty. A dla smakoszy miły dodatek - przepisy na cukiernicze cuda i tak jak bywa przy wypiekach - odrobina soli podkreśla smak ciasta, tak samo jest w "Sklepiku z niespodzianką". Wątki przeplatają się ze sobą tworząc historię o życiowych wyborach i rozterkach nie tylko tytułowej Bogusi, ale i bliskich jej osób. Czasem marzenia się spełniają, ale nie zawsze w taki sposób w jaki pragniemy i o tym przekonuje się bohaterka. Jednak dostaje ona od losu inną szansę - odkrycia tego kto i co tak naprawdę jest ważne w życiu i jak ważne są rodzinno-przyjacielskie więzy, szczególnie gdy na życiowa droga napotyka na niespodziewane przeszkody.

"Nie wiem, dlaczego mój wybór padł (...)" tak zaczyna się "Sklepik z marzeniami", może bohaterka nie wiedziała co kierowało jej wyborem, ale ja wiem co zadecydowało, że wybrałam tę książkę - pomimo, iż rzadko kieruję się opisem czy okładką, jedno i drugie mnie zainteresowało od pierwszego momentu. Czasem nie są to zbędne elementy, chociaż tak naprawdę urok książki kryje się pośród obwoluty, a jest ona warta by ją przeczytać i wrócić do niej w mniej słoneczny dzień i nie tylko pogodę mam na myśli. Lekkość, humor, nieprawdopodobny urok - to na pewno, lecz czasem pragnienie spełnienia marzeń, to wszystko znajdziemy się w tej historii i te same elementy sprawiają, że lektura pozostaje w pamięci - podobnie jak wspomnienia ważnych życiowych momentów. A przy kolejnym "Sklepiku z marzeniami" główną bohaterką będzie Adela, chociaż liczę, iż dalsze losy Bogusi również znajdą w niej swoje miejsce.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi DUŻE KA
oraz wyd. Nasza Księgarnia







sobota, 20 sierpnia 2011

Nic co ludzkie nie jest mi obce ...

"Upokorzenie"
Philip Roth

Synonimami upokorzenia jest poniżenie, zniewaga, wstyd, krzywda, przykrość, żadne z tych słów nie ma zabarwienia pozytywnego i są one dla wielu tożsame z bólem lub niemiłymi sytuacjami. Więc jaki charakter może mieć książka o takim tytule? A może nadawanie temu słowu aż tak mocnego znaczenia nie ma pokrycia w treści historii przedstawionej przez autora? Jeden wyraz, a wydaje się mówić tak wiele, jednak czy jego przesłanie ma taką wagę można ocenić dopiero po przeczytaniu opowiadania.

Wychodzisz na scenę, przed tobą tłum widzów, który zasiadł na widowni tylko po to by cię oglądać w kolejnej wielkiej kreacji aktorskiej. Nawet gdy nie masz talentu interpretatorskiego to łatwo możesz sobie wyobrazić w sytuacji gdy prezentujesz swoje umiejętności i wiesz, że zyskasz aplauz. Przyjemne uczucie, czyż nie? Dzięki talentowi, pracy nad nim również, osiągasz sukces, lata mijają, a ty stajesz się autorytetem w swojej dziedzinie, bądź tak jak bohater "Upokorzenia", uznany jesteś za ostatniego, klasycznego aktora. Brzemię jakie nosi się z dumą i radością, oczywiście bywają i gorsze momenty, lecz po każdym z nim strząsasz z siebie niepowodzenie i nie tyle powracasz na szczyt co jeszcze bardziej umacniasz się na nim. Kolejne wielkie role czekają, aż zgodzisz się je odgrywać i znów sukces za sukcesem, nawet nie myślisz o tym jaką odpowiedzialność dźwigasz, po prostu ty i kreowana postać. I nagle koniec, bez ostrzeżenia, bez zapowiedzi, już nie porywasz nikogo swoją charyzmą, wręcz przeciwnie. Sam zdajesz sobie z tego sprawę, widzisz, że odtwarzasz z trudem to co wcześniej przychodziło ci z taką łatwością. Za każde wyjście w światła rampy płacisz wysoką cenę, zanim kurtyna przed wieczornym przedstawieniem pójdzie w górę, ty już od rana myślisz o tym co będzie za kilka godzin i nie są to przyjemne rozważania. Wszechogarniający paraliż, a przed tobą jeszcze spektakl, chociaż już wiesz, iż jesteś skazany na klęskę. I tak dzień za dniem , nikt nie umie ci pomóc, nawet najbliżsi uciekają od twoich problemów. Jak doszło do takiej sytuacji? Właśnie "upokorzenie" weszło do twojego życia, bez pukania i zwiastuna, a teraz ty musisz z nim żyć.

Inni też doświadczają siły tego słowa, nie w życiu zawodowym tylko osobistym, także bez wcześniejszych sygnałów ostrzegawczych, chociaż gdyby się przyjrzeć, to w każdym przypadku co najmniej cień ostrzeżenia przemknął raz czy dwa,jednak pozostał nierozpoznany. Z czasem przykrość staje się jakby bardziej odleglejsza, ale raz zaznana powraca, a może to już bohater jest wrażliwszy na nią?

Upokorzenie to nie stan permanentny, pojawia się, trwa, przemija, lecz zostawia za sobą ślad, a raczej bliznę. Każda następna jego wizyta pogłębia szramę, otwierając starą ranę i gojąc się dłużej, aż do pewnej chwili ... Główna postać tego dramatu z pełną szczerością przedstawia swoje emocje, nadzieje i rozczarowania. Czytelnik śledząc życiowe ścieżki i zakręty bohatera oraz ludzi z jego otoczenia widzi różne postacie tytułu książki. Ocena czy są one prawdziwe czy tylko subiektywnym odczuciem zależy od osobistych doświadczeń czytających. Czasem mówimy – przewrażliwiony, to nic takiego, trzeba iść do przodu, nie pojmując, że ktoś obok nas doznał właśnie upokorzenia, odbierającego tak wiele …



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi
Sztukateria oraz wyd. Czytelnik






"Z książką przy kominku"


Za niedługo jesień, a potem zima ... By umilić te momenty nowa inicjatywa Sabinki i Leny:

"Z książką przy kominku"

SZCZEGÓŁY

piątek, 19 sierpnia 2011

Wenus i Mars ;)

"Ponad Marsem i Wenus"
Osho


Pamiętacie książkę "Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus"? Bestseller wydawniczy, kopiowany, kalkowany i podawany w nowym opakowaniu dziesiątki razy. Różnice pomiędzy płciami lub ich brak to temat chwytliwy i zawsze znajdujący czytelników. W końcu każdy chciałby zdobyć wiedzę w zakresie dlaczego oni/one nas nie rozumieją, o co chodzi w raz nagłaśnianej, a raz uciszanej wojnie płci. Wenus i Mars, imiona bóstw podsuwają od razu jednoznaczne konotacje, miłość i wojna, ale czy to nie zbytnie uproszczenie? Czarno-białe podejście do problemu powoduje skupienie się tylko na tym co najwidoczniejsze, a co z tym co ukryte? Więc jak to jest z tym kontrastem we wzajemnych stosunkach? A gdyby tak na to co nas różni spojrzeć od innej strony, nie uwypuklającej konflikt, lecz zbliżającej obie strony? Rozbieżności istnieją, ale gdy zaczniemy się skupiać na akceptacji odrębności to łatwiej jest zaaprobować to co dzieli.
Początkowo może wydawać się, że książka skupia się na specyfice płci, a co za tym idzie podkreślaniu unikatowych cech. Faktycznie tak jest, ale ma to na celu nie antagonizowanie, lecz zwrócenie uwagi na zalety i koncentracji na nich. Dzięki temu zaczyna się doceniać drugą stronę. Przykładem dla rozważań są żartobliwe scenki rodzajowe, dzięki temu poważne bądź kontrowersyjne kwestie nabierają przystępności.
Kobieta i mężczyzna, indywidualności, istoty różne, ale czy na pewno? Pomimo tak wielu sprzecznościom trzeba dostrzec także podobieństwa. Pierwsze słowo tytułu - "ponad" świetnie oddaje treść, bo tak naprawdę to jest główny cel rozważań autora - wzniesienie się ponad podziałami.
Kompilacja nauk Zen i Tao, ale także sięgnięcie do Biblii, takie szerokie ujęcie tematu ma pomóc, poprzez historię i kulturę, w zrozumieniu siebie samego i ludzi ze swojego otoczenia., tego kim jesteśmy i kim możemy być.
Lektura „Ponad Marsem i Wenus” daje możliwość spojrzenia na codzienne problemy z innej perspektywy, czy będzie to pomocne w ich rozwiązaniu to jest już uzależnione od każdego z nas z osobna.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi
Sztukateria oraz wyd. Nowy Horyzont



czwartek, 18 sierpnia 2011

Stosik wakacyjno-sierpniowy

Coś miłego do czytania nie tylko :)

Philip Roth 'Upokorzenie" wyd. Czytelnik, Sztukater
Osho "Ponad Marsem i Wenus" wyd. Nowy Horyzont, SZTUKATER
Oliver Kuhn "Doskonały uwodziciel" wyd. Hidari, Duże Ka
Paul McEven "Spirala" wyd. Rebis, Duże Ka
Kuba Wicher "Souacz Park" i klontfa alkajdy" wyd. Jirafa Roja, Sztukater
Kyra Galvan 'Niewyznane grzechy siostry Juany" wyd. Mała Kurka, Sztukater
Krzysztof Ruta (Symeon Ruta) 'Moje trzy wina z Siulą" wyd. Jirafa Roja, Sztukater
Łukasz Modelski "Dziewczyny wojenne" wyd. Znak

środa, 17 sierpnia 2011

Marian o wielu twarzach ...

"Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana"
Danuta Noszczyńska

Marian Żywotny to człowiek krzywdzony zawsze i wszędzie oraz przez wszystkich i wszystko. Nie, to nie pechowiec, ofiara losu czy fajtłapa. Co to to nie, prawda jest inna i jak zwykle leży w innych, czyli w rodzinie, mniej lub bardziej bliskich znajomych, tak w ogóle w ludziach, z którymi miał pecha zetknąć się Marian. Tylko on wie ile cierpienia i bólu zadało mu otoczenie. Zaczęło się jeszcze w domu rodzinnym, jako najmłodszy był na szarym końcu, to starsze rodzeństwo opływało w dostatki, a on zawsze musiał zadowalać się resztkami po nich. To nic, że czasy wojny i te, następujące po nich, nie były łatwe dla nikogo, w końcu jedynym, który odczuł ówczesną biedę był tylko on - Marian. Mogłoby się wydawać, iż późniejsze lata wynagrodzą trudne dzieciństwo, nic bardziej mylnego, jaki początek taki i dalszy ciąg, ale nie uprzedzajmy faktów. W końcu dobre chwile też, właśnie chwile - nic dłuższego, miały miejsce w życiorysie Mariana.

Plan na życie został przez tę jednostkę opracowany w każdym szczególe dosyć wcześnie i gdy nadarzyła się okazja trzeba było zacząć wcielać go w życie. Jedynie mały szczegół psuł założenia organizacyjne, no, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. Każdą przeszkodę można usunąć z drogi przy odrobinie sprytu oraz pomocą niebios i wtedy tylko trzeba poczekać na efekty. Dlaczego ktoś inny ma dostać to co się należy Żywotnemu? W końcu sprzątnięcie sprzed nosa narzeczonej to nie nic takiego, jak to się mówi "oko za oko". Jak już się udało odhaczyć jeden punkt programu czas na kolejny, acz rodzina świeżo poślubionej żony znowu kłody pod nogi rzuca. Jednak zgodnie z wolą boską i zamysłem Mariana, wszystko można dostosować do siebie, czyli inni powinni przystać na warunki jego - bo przecież nie wolno zadawać cierpienia bliźnim ... czyli panu M. Sąsiedzi też dolewają do czary goryczy parę litrów upokorzeń. Z biegiem dni, biegiem lat rośnie góra żalu, czasem ciut się zmniejsza, lecz nie trwa długo czas błogostanu, bo inni czyhają tylko na Mariana by zakłócić jego spokój. A to rodzą im się synowie, a to kupują synowi motocykl, to znowu rodzina nie chce pomóc w zakupie auta. A tak w ogóle, to żona, córki i upragniony syn, nie spełniają wymagań głowy rodu. Nie to ci nowi zza płotu, oni specjalnie zawzięli się na Mariana, żyją zgodnie z JEGO planem, mają to czego ON pragnął ...

Każda strona przynosi czytelnikowi coraz pełniejszy obraz pana Żywotnego. Początkowo wydaje się historia Mariana humorystyczna, chociaż wraz z kolejnymi rozdziałami komizm ustępuje całkowicie odmiennemu odczuciu. Portret namalowany słowami mógłby wydawać się zbyt karykaturalny gdyby nie to, że faktycznie zbyt wiele podobnych mu osobników snuje się po świecie. "Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana" są przedstawione z punktu widzenia głównego bohatera, to on w formie swoistego pamiętnika, zdaje relację ze swojego życia, a zapis to jest przede wszystkich krzywd, zaznanych od świata ... Groteskowość postaci uwydatnia jego wady, ale też skłania do zastanowienia się nie tylko nad tym czy znamy analogicznych ludzi, lecz również czy sami nie jesteśmy nim ...


Za możliwość przeczytania książki Dziękuję wydawnictwu SOL



wtorek, 16 sierpnia 2011

Nowy konkurs, trwający konkurs


Portal Sztukater.pl ogłosił nowy konkurs, szczegóły tutaj

Przypominam także o konkursie trwającym do 31 sierpnia, szczegóły






Mam przyjemność przedstawić wywiad z Lucyną Olejniczak, autorką książek:


"Wypadek na ulicy Starowiślnej"
"Dagerotyp. Tajemnica Chopina"



Jak rodzą się pomysły na książki? Skąd czerpie Pani inspiracje?

Pomysły najczęściej podsuwa mi syn, który ma niesamowicie żywą wyobraźnię. Ja je tylko realizuję :) A jeśli chodzi o inspiracje, nie będę oryginalna, jeśli powiem, że czerpię je z życia. Jestem pilną obserwatorką, lubię i potrafię słuchać ludzi, znacznie łatwiej mi później tworzyć swoich bohaterów. Każdy z nich ma cechy ludzi, których znam i lubię ( lub nie lubię…).

Którą pozycję ze swojego dorobku literackiego najchętniej widziałby Pani na dużym ekranie? Dlaczego właśnie tę?

Chętnie zobaczyłabym „mojego” Chopina na ekranie, czyli powieść „Dagerotyp. Tajemnica Chopina”. Choćby tylko po to, żeby widzowie mogli choć na chwilę zapomnieć o wizerunku genialnego, znerwicowanego suchotnika o nieprzyjemnym charakterze, jakim karmieni jesteśmy od lat. Chopin w mojej książce jest człowiekiem wesołym, lubiącym wino i kobiety, nie stroniącym od zabaw i nie pozbawionym wad. Rozrzutny, z „ułańską fantazją”, siedzący wiecznie w kieszeni ojca, ale przy tym pełen uroku, którym podbijał serca kobiet. I nie są to cechy wymyślone przeze mnie na okoliczność tej książki – taki jego obraz wyłania się ze wspomnień przyjaciół i z listów, zwłaszcza tych do i od rodziny.

Proszę podać 3 tytuły ulubionych książek. Odegrały w Pani życiu ważną rolę?

Darzy je Pani sentymentem? Proszę zdradzić szczegóły.

To wbrew pozorom trudne pytanie, bo nie przeżywam już książek tak, jak to miało miejsce kiedyś, w dzieciństwie. Potrafiłam wtedy pogrążyć się bez reszty w lekturze i zapomnieć o całym świecie. Teraz czytam inaczej. Podpatruję styl innych pisarzy, z przyzwyczajenia wyłapuję literówki, a bardzo często wzdycham z zazdrością: „Dlaczego ja tak pięknie nie potrafię… ?”

Ale mam parę książek, do których chętnie wracam i które nigdy mi się nie znudzą. Jest to przede wszystkim cykl „Wszystkie stworzenia małe i duże” Jamesa Herriota. Zaśmiewam się przy jego książkach do łez, chociaż znam te historie niemal na pamięć.

Herriot jest moim lekiem na zły nastrój i drobne smuteczki, natomiast, kiedy potrzebuję atmosfery tajemnicy, odrobiny niesamowitości i pięknego języka, sięgam po raz nie zliczę już który po „Imię Róży” Umberto Eco.

Ostatnio zachwyciłam się nieznaną w Polsce, nie żyjącą już francuską pisarką Jeanne Bourin, która w przepiękny, poetycki sposób pisała romanse dziejące się w średniowiecznej Francji. Podczas mojej ostatniej wizyty we Francji miałam prawdziwy zaszczyt i szczęście poznać jej męża oraz najbliższą przyjaciółkę, również pisarkę, i to od męża właśnie dostałam egzemplarz książki „La Chambre des Dames” z prośbą o przetłumaczenie jej na język polski.

Jeśli znajdę wydawcę, który zainteresuje się moim tłumaczeniem, ta książka, jak żadna inna dotychczas odegra naprawdę ważną rolę w moim życiu.

Którego z pisarzy (polskich i zagranicznych) darzy Pani największym autorytetem?

Największym autorytetem był dla mnie zawsze Stanisław Lem. Jego proza jest uniwersalna, to jedyny współczesny pisarz polski, który ceniony jest na całym świecie.

Jeśli natomiast chodzi o pisarzy zagranicznych, to z pewnością, wspomniany już przeze mnie Umberto Eco. Imponuje mi jego erudycja, wszechstronność, oraz wiedza. Całkiem tak, jak w przypadku Lema.


Gdyby nie był Pani pisarzem to... no właśnie, kim chciał Pan zostać?

Archeologiem. Najchętniej takim, który odkopuje skarby faraonów, albo Majów :) Marzyłam o tym od dziecka.

Jaki jest Pani ulubiony film? Dlaczego właśnie ten?

Dziewczyna z perłą”. Każdy kadr z tego filmu, to przepiękny obraz. Kocham malarstwo, zwłaszcza to, z czasów Vermeera, dlatego oglądanie tego filmu sprawia mi zawsze ogromną radość i dostarcza nieustających wrażeń estetycznych.

A seriale? Lubi je Pani oglądać? Jeśli tak, to jaki jest Pani zdaniem najlepszy, oraz który z emitowanych obecnie zasługuje na uwagę.

Lubię czasami „zawiesić oko” na czymś w telewizji, zwłaszcza podczas posiłków. Często bywało tak, że wypadała mi przerwa, na posiłek właśnie, w czasie nadawania Klanu, co było przez moje dzieci ( zwłaszcza piszącego syna) mocno krytykowane. Ale był to jedyny serial, który udawało mi się oglądać w miarę regularnie. Reszty właściwie nie znam.

Jaki gatunek muzyki jest Pani najbliższy? Proszę podzielić się z nami swoimi ulubionymi wykonawcami.

Lubię muzykę spokojną, nastrojową. Dotyczy to zarówno muzyki rozrywkowej, jak i klasycznej. Ulubieni wykonawcy, to Leonard Cohen, Sade i Trio Jagodziński, zwłaszcza jazzowe przeróbki Chopina tych ostatnich.

Domyślamy się, że największą pasję stanowi pisanie. A poza nim? Ma Pani inne hobby?

Inna pasja niż pisanie? Chyba tylko czytanie.

Największe marzenie? Już zrealizowane? Czy może jeszcze przed Panią?

Jest jeszcze parę niezrealizowanych marzeń w moim życiu, ale jako osoba przesądna nie wypowiem ich na głos. Może prędzej się spełnią:)

Pani motto życiowe?

Życie zaczyna się po pięćdziesiątce”.

Chciałby Pan coś jeszcze powiedzieć naszym czytelnikom Wraz z odpowiedziami byłaby też umieszczona krótką charakterystyka autora, życiorys, cytaty, spis całej bibliografii

Może to, że żałuję, że pisać zaczęłam tak późno, a mój debiut wypadł po pięćdziesiątce. Patrząc teraz na moje młodsze koleżanki zazdroszczę im, że tyle jeszcze mają przed sobą, a mój czas zaczyna się powoli kurczyć. Uwielbiam wszystko, co wiąże się z pisaniem: szukanie materiałów, wymyślanie fabuły, a później spotkania z czytelnikami. Te ostatnie zwłaszcza sprawiają mi najwięcej radości.

Ale nawet jeśli sama przestanę już pisać, zawsze pozostanie mi cieszenie się sukcesami moich dzieci. Syna, który „zaraził się” pisaniem ode mnie i teraz jest moim głównym doradcą, redaktorem i surowym krytykiem. Wierzę bez zastrzeżeń w jego intuicję i ( prawie) bez bólu pozwalam mu wyrzucać całe, nieudane jego zdaniem, sceny z moich książek. Teraz mam też dodatkowy powód do dumy: właśnie dostał nominację do nagrody im. Janusza A. Zajdla za jedno ze swoich opowiadań.

I córki, mojego ukochanego „nadwornego fotografa”, której talent objawił się właśnie w fotografii.

Czeka mnie naprawdę ciekawa starość :)


poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Zemsta, rewanż, vendetta, odwet

"Zemsta Saro"
Lucas Starr

Zemsta, podobno, smakuje najlepiej na zimno no i jest rozkoszą bogów. Saro bogiem nie jest, ale odwet jaki przygotowuje dla swoich wrogów ma rozmiary dopustu bożego. Skala jego rewanżu ma wymiar kataklizmu o zasięgu międzynarodowym. Jakie wydarzenie kryje się za kulisami takiej vendetty? Sprawa osobista czy tylko wykonanie zlecenia? A może ta kwestia ma drugie, a nawet trzecie dno? W końcu co może mieć wspólnego jeden z wielu studentów, uczestniczących w zebraniu, jakich sporo podczas roku akademickiego, z nastolatkiem, który zniszczył samochód brata, no i spadkobiercą miliardera, mającym krew na rękach? Troje ludzi, trzy drogi życiowe i pierwsze zakręty na nich. Gdzieś pośród tych ścieżek ma miejsce wydarzenie, będące zarzewiem bezlitosnej zemsty, nie mającej baczenia ani na ogrom zniszczeń, ani na liczbę ludzi nią dotkniętych.

Saro i jego porachunku to motyw przewodni książki Lucasa Starra, chociaż początkowo czytelnik odnosi wrażenie, że fabuła opiera się na zupełnych podstawach - żądzy władzy, całkowitej i absolutnej. Pragnienie to jest zaraźliwe, nie wszystkie jednostki jej ulegają, lecz gdy wybierze się odpowiedniego człowieka to tylko kwestia czasu gdy ulegnie potędze upojenia wizją wprowadzenia własnych aspiracji w życie. Jaka jest cena spełnienia marzeń? Ocalenie własnego życia, wycofanie nie jest brane pod uwagę kiedy stawką jest urzeczywistnienie snów. Swoisty cyrograf, nie diabelski, lecz polityczny, lecz też wiążący na zawsze. Jeżeli raz się skorzysta z jego możliwości by zaspokoić swoją ambicję, to droga powrotu zostaje już nieodwołanie zamknięta. Poczucie panowanie nad innymi wyzwala najgorsze cechy, na pewno nie we wszystkich, ale po to dobiera się odpowiednio jednostkę by później nią łatwo sterować, jednak czy tylko ona jest pod wpływem uroku władzy? Może ten, który pociąga za sznurki również jest jedynie marionetką, chociaż nie zdaje sobie z tego sprawy?

Stany Zjednoczone, potęga militarna i gospodarcza, czy może być celem dla szantażu politycznego? Ile można ustępować w imię poprawnych stosunków międzynarodowych? Czy wyrażanie zgody przez kolejnych prezydentów na żądania po tylko by świat nie odebrał ujawnienia zakulisowych działań jako słabości jest właściwą ścieżką dyplomatyczną? Na takie pytanie przychodzi odpowiedzieć przywódcy USA i to prawie w przeddzień nowej kampanii wyborczej. Nowe żądania wychodzą nie tylko ze strony sąsiadów, lecz również reprezentanta senatu. Wieloletnie utrzymanie pozorów sprawia, że niektórzy myślą, iż ktoś został ich zakładnikiem, ale czy to też nie iluzja?

Interesy zawodowe i życiowe kilku osób spotykają się w momencie gdy do głosu dochodzi żądza władzy, podsycana złudzeniem mitu rewolucyjnej idei. Taka mieszanka wystarczy by to co wydawało się tylko walką polityczną, i to toczoną w cieniu gabinetów prezydenckich, przeniosło na rzeczywisty grunt. Jednak i za tym stoi ktoś w cieniu, załatwiający własne interesy pod przykrywką wielkiej polityki.

Miliarder społecznik, senator i oficer służb specjalnych to teraźniejszość studenta, nastolatka i dziedzica, gdzieś pomiędzy nimi krąży Saro, który ma przed oczyma jeden cel - swoją zemstę. W imię czego poświęca się miliony istnień ludzi? Czy jedynie dla odwetu za osobiste krzywdy? A może gdy nie wiadomo o co chodzi to pieniądze są ostatecznym wynikiem, który chce się uzyskać? Ale czy na pewno wyłącznie one są powodem wywołania wojny ... ?

Sensacja - tak, thriller polityczny - również tak, studium pragnienia władzy - kolejny raz tak ... coś jeszcze także jest obecne - suspens i wrażenie, iż na całej historii kładzie się cień możliwej realności, pomimo całkowitej fikcji ...

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wyd. VARSOVIA




niedziela, 14 sierpnia 2011

"Życie prawdopodobnie jest zabawą ..."

"Karty Proś a będzie ci dane"
Esther i Jerry Hicks

Optymizm to cecha charakteru i spojrzenie na świat, związane z pozytywnym podejściem do życia i tego co z sobą niesie. Dla tych, którzy nie zdają się na drogi wyznaczone przez przeznaczenie, perspektywa taka sprzyja podejmowaniu nowych wyzwań. Opierając się na takiej wizji działania szukamy dobrych stron swoich osiągnięć, a w ewentualne trudności są tylko wskazówką na przyszłość, a nie ostrzeżeniem. Pozytywne myślenie to nie patrzenie na otoczenie przez tzw. "różowe okulary", w końcu przesada tak na "plus" jak i na "minus" zawsze jest nie najlepszym wyjściem z sytuacji. Każdy ma swoje marzenia i próbuje je, z lepszym lub gorszym skutkiem, realizować. Czasem nasze zabiegi uwieńczone są wynikiem jaki chcieliśmy osiągnąć, czasem wprost przeciwnie - spotyka nas porażka. Szczególnie przy tej drugiej opcji szukamy źródeł niepowodzenia, zaczynamy rozglądać się dookoła by zobaczyć gdzie tkwił błąd, czy był on po naszej stronie, a może leżał w innym miejscu. Nie jest zawsze łatwe, a do przyjemnych w ogóle nie należy, chociaż w swych założeniach powinno to pozwolić uniknąć niepowiedzenia w przyszłości. Ale często zdarza się, że coś w naszym "śledztwie" pominęliśmy lub nie odkryliśmy i powtarzamy potknięcie raz kolejny. Często także patrzymy na znajomych i staramy się dociec co zaważyło na tym, iż im udało spełnić swoje pragnienia.

Esther i Jerry Hicks są autorami wielu poradników związanych z tematyką samorealizacji oraz osiąganiem osobistych celów i pragnień. Swoje doświadczenia związane z tym zagadnieniami zawarli także w formie kart z opisami oraz związanymi z nimi sentencjami. Czytelnik oprócz słowa pisanego ma też zobrazowany tekst, który współgra z przekazem. Każda reguła ukazuje jedno z przesłań twórców, które jest podsumowane w haśle. W ten sposób utrwalana jest myśl przewodnia oraz jej wątki poboczne. Czytając maksymy i ich opisy można się przekonać, że wiele z prezentowanej tematyki jest znana, jednak często gdzieś gubiona bądź zapominana, w gonitwie za zdobyciem tego o czym marzymy, jawnie bądź skrycie.

Nie ma uniwersalnego przepisu na osiągnięcia sukcesu dla każdego człowieka, zbyt wiele zmiennych może wpłynąć podczas drogi do jego zdobycia. W końcu każdy z nas jest indywidualnością i pomimo, że często nie zauważamy różnic pomiędzy sobą, one istnieją. Jednak każda wskazówka, która może pomóc jest warta by się z nią zapoznać, a czy znajdzie zastosowanie, to już zależy od każdego z nas z osobna.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria oraz wyd. Studio Astropsychologii