niedziela, 29 maja 2011

Kamuflaż doskonały

"Kamuflaż"

Spokojne miasteczko gdzieś na prowincji Stanów Zjednoczonych, gdzie większość mieszkańców zna się od dziecka, a sensacja jest tak rzadka jak przysłowiowy "śnieg w maju", oczywiście są plotki, ale też nie nazbyt złośliwe. Prawdziwie sielska kraina, oaza szczęścia, gdzie urodziła się v-ce miss stanu i do której wróciła wraz z mężem. Jej życie może i budziło trochę zazdrości w znajomych, ale życzliwość była o wiele większa. Wszystko układało się jak w bajce, udane życie rodzinne, zadowolenie z siebie i nagle rajska bańka pęka, z przydomowej piaskownicy znika kilkuletnie dziecko. Jak to możliwe? Przecież prawie cały czas ojciec miał syna na oku. To co wydawało się niemożliwe do wydarzenia w tym miejscu właśnie dokonało się. Ktoś porwał chłopca prawie z domu rodzinnego. Rodzice nie mogą uwierzyć w to, że ich syn może być ofiarą takiego przestępstwa. Może gdyby mężczyzna nie wszedł na chwilę do domu albo nie czytał gazety lub ... w tym momencie matka wpada w histerię, zaczyna obwiniać swego męża. Kto i dlaczego dopuścił się tego czynu? Na razie wiadomo jedno, sprawca dokładnie znał plan dnia rodziny i prędzej czy później i tak porwałby chłopca. I coś jeszcze - pozostawione ślady wskazują, że porywacz jest mieszkańcem miasteczka ... Spokojnego, sielskiego i mającego swe mroczniejsze alter ego, gdzie nie wszyscy są tacy życzliwi jakby się mogło wydawać na początku. Pierwsze złudzenia co do rajskiego zakątka opadają gdyby się bliżej przyjrzeć najbliższym sąsiadom zrozpaczonej rodziny, równie zamożnym i szczęśliwym, jednak mającym rysę na swoim rodzinnym portrecie w osobie syna, który już niejedno nosi na sumieniu.

Sprawa wydaje się łatwa do rozwiązania, kilka dni i wszystko zakończy się happy endem, jak może być inaczej skoro przejęła ją policja stanowa? Porwanie dla okupu czy w innym celu? Jeżeli dla pieniędzy to dlaczego nikt jeszcze nie zgłosił się z żądaniem? A gdyby powodem był inny cel to jaki? Zemsta? Może w tym przypadku intuicja małomiasteczkowego szeryfa jest lepsza niż specjalistów ze zwierzchniej jednostki. Coś rzuciło mu się w oczy prawie od razu, ale chyba nie będzie miało to wpływu na przebieg śledztwa. W końcu szczęśliwy ojciec i mąż może nie być na żadnym zdjęciu swojej rodziny, prawda ... ? Odpowiedź na to pytanie może padnie później, teraz nadchodzi czas na rekonstrukcję samego porwania, a ta przedstawia się dosyć niepokojąco, sprawa nie wydaje się już taka oczywista, chociaż trop o miejscowym sprawcy zaczyna być nad wyraz prawdopodobny. Dni mijają, a dochodzenie nie posuwa się do przodu, jakby tego było mało, sprawca porwania podrzuca do piaskownicy gdzie bawiło się porwane dziecko, manekina z ludzkim skalpem. Po tym zdarzeniu matka, która już i tak zamknęła się w swoim  świecie, w ogóle traci kontakt z rzeczywistością. Jedno staje się pewne - porywacz zna się na kryminalistyce i nieobcy mu skalpel. Znaleziono także kartkę z jednym słowem "WSZYSCY", kogo dotyczy? Dla szeryfa każdy jest podejrzany, w każdej twarzy szuka najmniejszego śladu, który mógłby zdradzić zbrodniarza, jego kolega z policji stanowej też nie zamierza się poddać. Czas by bliżej przyjrzeć się zrozpaczonej rodzinie, bo i jej idealny obraz zaczyna pękać. A może był całkowicie inny niż było to przedstawiane otoczeniu?  A wszelkie wątpliwości były chowane z życzliwości dla sąsiadów bądź znajomych. Podobnie jak starano się zachować w tajemnicy nękanie młodej dziewczyny przez syna szanowanych obywateli miasta. I znów śledczy wracają do osoby z początku listy, ale i ten trop gmatwa się. Podejrzany staje się także ofiarą, a intryga zaczyna przypominać pajęczynę tkaną od wielu lat, do której ktoś wciąga coraz to nowe osoby, wszystkie one mają jak na razie tylko jeden wspólny punkt - matkę porwanego chłopca, która była nękana przez lata.
Sześcioletni syn pastora zostaje porwany z własnego pokoju, niedługo potem w miejscowym markecie zostaje znalezione jego serce. Wsparciem dla miotających się w wielu wątkach policjantach okazuje się pani psycholog, doświadczona w tego rodzaju sprawach i nie mająca złudzeń, ze to jeszcze nie koniec bestialskich zbrodni.
Ofiary z teraźniejszości są tylko pokłosem wydarzeń sprzed lat, kiedy zbrodniarz zaczynał swoją działalność. Jako szanowany obywatel wiedział, że opinię publiczną ma za sobą, iż to jemu będą wierzyć mieszkańcy miasteczka, no i liczył na strach skrzywdzonych. Przez lata był bezkarny, ale gdy poczuł zagrożenie zaczął eliminować świadków. Wreszcie gdy do głosu dochodzą ci, którzy doświadczyli z jego strony bólu szeryf nie może uwierzyć w to co słyszy, prawda wreszcie wychodzi na światło dzienne. Miasteczko, które było dla niego przedłużeniem domu rodzinnego nagle staje się wrogie i obce. Jednak chce sam wymierzyć sprawiedliwość, nie włączając w to przyjezdnych. Czy postępuje słusznie? Może chce oszczędzić bólu ludziom, których zna i których miał ochraniać. Jednak tam gdzie wchodzą osobiste emocje łatwo można stracić z oczu prawdę i ulec swoim wyobrażeniom, a działanie na własną rękę tylko jeszcze bardziej gmatwa śledztwo. Sprawca nadal wyprzedza policję, a miarą jego jego pozostawania na przodzie wyścigu jest  liczba ofiar. Porwanie chłopca było katalizatorem dla nowych zbrodni i odsłoniło te z przeszłości. Jedna za drugą następują kolejne i tak samo są odkrywane stare. Spirala gwałtów i morderstw ciągle powiększa się, a jej końca nie widać. Policja sama stała się zakładnikiem tego kogo tak intensywnie poszukuje. Tak jak wcześniej trzymał w potrzasku swoje ofiary, tak samo postępuje ze ścigającymi go. Wykorzystuje ich obawy, strach i ambicję, jak na razie to on nadal prowadzi w grze, gdzie ceną są kolejne ludzkie życia. I wreszcie moment kulminacyjny - złapanie zwyrodnialca, a raczej jego żeńskiego odpowiednika. Na karę jeszcze nadejdzie czas, na razie zaczyna płonąć święte oburzenie z rodzaju tych, które są powodem linczu - "jak mogło dojść do czegoś takiego w naszym mieście?". Pozostaje tylko pytanie dlaczego nikt wcześniej nie miał odwagi by przerwać ten łańcuch zła? Nic nie można było zauważyć i czy sprawcy byli aż tak przebiegli, że udało im się oszukać całe siedlisko? A może wiara, że to co dzieje się gdzie indziej nie ma prawa przydarzyć się w naszym bezpiecznym otoczeniu. Jest ona tak wielka, iż sprawia, że jesteśmy ślepi na znaki ostrzegawcze? Gdy już dochodzi do nieszczęścia trudno uwierzyć, że odpowiedzialnym jest ktoś kogo się dobrze zna, kto wyznaje takie same zasady jak my.

"Kamuflaż" zaczyna się się sielsko i szczęśliwie, nic nie zapowiada tego co czeka czytelnika po kilku stronach. Piękny krajobraz zaczyna ujawniać coraz więcej ciemnych zaułków, niebezpiecznych zakrętów, przepaści. Nikt nie jest bez winy, niczego nie można rozważać w kategoriach czerni i bieli. Wydaje się, że zło nie ma końca, to co wydawało się najwyższym punktem jest tylko przystankiem w drodze na szczyt okrucieństwa i zwyrodnienia. Tytuł świetnie oddaje wszystkie wątki opowiadanej historii i każdą z przedstawionych postaci, bo jest on wszechobecny. Dotyczy ludzi, zachowań, krajobrazu, wszystko to mniej lub bardziej służyło ukryciu zbrodni popełnianych  w jasny dzień. Nikt nie dostrzegł zła czającego się w uśmiechach, miłych pozdrowieniach i przyjacielskiej pomocy.
Książka Ewy Ostrowskiej to coś więcej niż sensacja, to szczegółowy portret społeczności, która uwierzyła, że stoi ponad złem, które dotyka innych.

 Książka przekazana  przez
Wydawnictwo Oficynka, za co dziękuję 

sobota, 28 maja 2011

Poczta działa sprawnie ;)

Poczta działa, listonosz na zastępstwie rzuca trochę mordercze spojrzenie, bo słowo pisane ma swoją wagę ;)

Marek Krajewski - "Erynie", wyd. Znak
Jakub Góralczyk - "The  CZART show", sztukater.pl
Marek Krajewski - "Liczby Charona", wyd. Znak
John Marsden - "Jutro", wyd. Znak
 Maggie Stiefvater - "Lament", sztukater.pl
Douglas Preston - "Konfrontacja", wyd. Znak

Za możliwość przeczytania tych książek dziekuję


Prawda zwyciężonych

 "Brygantka"

Włochy, kraj kojarzony przez pryzmat historii, od  starożytności po dzień dzisiejszy na językach całego świata. Rzym, Wenecja, Mediolan, Florencja i wiele jeszcze innych miejsc, które same w sobie są symbolami. Wydaje się, że wszystko wiemy o tym rejonie, bo jakże by inaczej, jednak czy na pewno? Może i bez trudu wyrecytujemy bogów rzymskich, niektórzy wspomną epokę renesansu czy bogatego baroku, jednak wieki późniejsze giną pośród innych wydarzeń, dopiero wiek XX znowu pozwala pochwalić się wiadomościami o tym państwie. A co z XIX stuleciem? Na całym świecie zachodziły w tym czasie gwałtowne zmiany, nie ominęły też one Włoch. O tamtych wydarzeniach brak wiedzy w szerszym gronie, chociaż to co się wtedy miało miejsce miały wpływ na późniejsze lata.
Historia to podobna wersja wydarzeń napisana przez zwycięzców, bo zwyciężeni już nie są dopuszczani do głosu. "Brygantka" dotyczy tej drugiej grupy, poza granicami Włoch wiedza o powstaniu z lat 60-tych XIX w. jest mało znana, dlatego warto poznać ten skrawek dziejów półwyspu Apenińskiego. Wbrew potocznemu znaczeniu słowa "brygantyzm", nie oznacza tylko rozbójnictwa i grabieży, czy to kojarzonym z włoskim odpowiednikiem drużyny Robin Hooda czy bardziej brutalnym - bandą złodziei. Bryganci to uczestnicy zrywu chłopskiego z roku 1861, oczywiście, jak to bywa przy tego typu wydarzeniach, grabieże też miały miejsce, jednak nie powinny być one tylko jedynym zapamiętanym fragmentem. Także romantyczno-legendarne ujęcie nie ukazuje tego co faktycznie zaszło w tym czasie. Gdzieś pomiędzy prawdą zwycięzców i przekazem zwyciężonych jest prawdziwa historia powstania i powstańców - obojga płci.

"Brygantka" przedstawia zryw przez przyzmat kobiety biorącej w nim udział i to z bronią w ręku. Autorka książki we wstępie nakreśla tło społeczno-obyczajowe tamtych lat by przybliżyć czytelnikowi atmosferę, która miała wpływ na wybory głównej bohaterki. Fabularyzowana powieść napisana w formie wspomnień uczestniczki powstania, która po ponad dwudziestu latach spędzonych w więzieniu zaczyna wspominać nie tylko sam zryw, ale i źródła podjęcia decyzji o przystąpieniu do niego. Jako kobieta pochodząca z zamożnego domu była osobą wykształconą, jednak nie była to formalna edukacja. Kształcenie kobiet uznawano w jej kręgach za kaprys, umiejętność pisania była podejrzeniem o zdradę - w końcu można było pisać listy do innego mężczyzny niż mąż, a jedyną książkę odpowiednią do czytania dla kobiet uznawano brewiarz. Jednak bohaterka nie od  razu buntuje się przeciwko takim poglądom, pomimo swego wykształcenia godzi się na życie zgodnie ze schematami zachowania uważanymi za słuszne przez jej ojca, a później męża. Gdzieś w niej tli się zalążek buntu, jednak nikt nie spodziewał się, że przyjmie postać zbrodni, od tego momentu pozostawia za sobą cała dotychczasową egzystencję. Czy zabicie męża można uznać za symbol zerwania z tym co ograniczało bohaterkę? Czyn ten spowodował wyjście ze świata, który niewolił, ale był znany w życie całkowicie samodzielne i odmienne od tego z dziecięcych marzeń. Takie odczucia bohaterka dzieli z bratem i dziesiątkami innych ludzi, którzy przyłączają się do ugrupowań brygantów w nadziei, że będzie im dane walczyć o ideały bądź też nie mają już nic więcej do stracenia, a życie dla nich jest pasmem walki o chleb. Brak przyszłości popychał ich do przystawania do licznych zgromadzeń powstańców, chociaż miały one o wiele mniej patriotyczny czy też romantyczny charakter niż to się mogło wydawać. Ostateczna przemiana dochodzi w bohaterce w momencie gdy porzuca kobiecy strój na rzecz męskiego, to co współcześnie może wydawać się zbyt mocno podkreślone w ówczesnych okolicznościach było przełamaniem nie tylko tradycji, ale i pokonaniem własnych granic. Czym innym jest czytanie o wielkich czynach i marzenia o uczestniczeniu w nich, a co innego bycie ich nie tylko obserwatorem, ale i aktywną stroną. Pierwsze zachwyty nad wolnością powoli ustępują miejsca prawdziwemu obrazowi świata - nędzy, głodowi, chciwości.
Autorka "Brygantki" we wspomnieniach swej bohaterki ukazuje nie tylko dopiero co odkrytą przez nią wolność, lecz także ukazuje zmiany zachodzące w ludziach, których znała całkiem w innych rolach. Jest uważnym obserwatorem życia swoich towarzyszy, z którymi zetknął ją los. Opinie przez nią wyrażane są subiektywne, jednak cała opowieść ma na celu przybliżenie historii poprzez konkretnego bohatera. Rzeczywiste wydarzenia są przedstawiane nie bezosobowo, jako zbiór dat, ale jako osobiste przeżycia konkretnego człowieka. W ten sposób opowieść zwyciężonych zyskuje siłę dla  swego przekazu.
"Brygantka" to zbiorowy portret kobiet-powstańców przedstawiony w osobie jednej z uczestniczek. Kanwą są prawdziwe wydarzenia, które miały miejsce we Włoszech w 1861 r., jednak takie ujęcie tej książki to tylko mały wycinek jej zawartości. Historia jednej kobiety, za którą stoją setki innych, mnie lub bardziej jej podobnych. Łączy je jedno były powstańcami, na równi z mężczyznami brały udział w walce, a po klęsce zostały nie tylko osądzone za swoje czyny, lecz także za to, iż miały odwagę przeciwstawić się drodze wytyczonej dla nich przez innych. Nie oszczędzono im niczego, sądzono je surowiej, a w końcu zapomniano o nich. Powieść nie jest eposem bohaterskim, nie ma na celu gloryfikowanie kobiet powstańców, ona tylko pokazuje zapomniany kawałek dziejów.


Książka przekazana przez portal Sztukateria 
i wyd.  Dodo Editor za co Dziękuję

piątek, 27 maja 2011

Agnieszka Podolecka


Agnieszka Podolecka autorka "Za głosem Sangomy sangomy" i "Żaru Sahelu", miłośniczka Afryki, zafascynowana kulturą tego kontynentu. W jej książkach czytelnik odnajduje czar odległego lądu, ale ma też okazje poznać nieznane religie i ludzi, żyjących według jakże odmiennych zwyczajów od europejskich.

Urodzona 8 grudnia 1970 w Sri Lance, wychowana w Gdyni, absolwentka orientalistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, Agnieszka Podolecka od dzieciństwa fascynowała się innymi religiami i kulturami. Dorastała otoczona magią egzotyki i zawsze poszukiwała głębi w innych tradycjach. Gdy los rzucił ją na kilka lat do Republiki Południowej Afryki, wykorzystała ten czas na poznawanie jej mieszkańców, mówiących licznymi językami, wierzących w różnych bogów, mających obyczaje zupełnie odmienne od europejskich. Medytowała pod opieką szamana, rozmawiała z ludowymi uzdrowicielami. Na bazie swych przeżyć napisała „Za głosem sangomy”, powieść, która tchnie miłością do Afryki, ale zachowuje zdrowy dystans do nieakceptowanych przez nas obyczajów. Akcja jej drugiej książki, „Żar Sahelu”, zabiera nas w podróż po Afryce Zachodniej, gdzie bohaterowie muszą się zmierzyć z dziką przyrodą, własnymi problemami i… zaskakującą ich nagle miłością. A wszystko pod czujnym okiem szamanów, Dogonów i Tuaregów. Obecnie Autorka mieszka na wsi pod Warszawą. Pisze doktorat na temat szamanizmu południowoafrykańskiego.

Wywiad:

- Jak rodzą się pomysły na książki? Skąd czerpie Pani inspiracje?

- „Za głosem sangomy” narodziło się ze snów o Afryce, jaką poznałam mieszkając w RPA. Choć te sny zaprowadziły mnie również do kilku innych krajów. To uwolniło moją wyobraźnię i spowodowało cały taniec myśli. W efekcie akcję „Żaru Sahelu” już świadomie umieściłam w Afryce. Tylko tam mogły się zdarzyć przygody, które stały się udziałem polskiej rodziny i ich przyjaciół. Chciałam pokazać piękny i niezwykły kawałek świata i pomyślałam, że polscy czytelnicy będą chcieli nie tylko przeżyć przygodę ale i dowiedzieć się czegoś ciekawego. Stąd pomysł na Afrykę właśnie.

- Którą pozycję ze swojego dorobku literackiego najchętniej widziałaby
Pani na dużym ekranie? Dlaczego właśnie tę?

- Myślę, że „Za głosem sangomy” jest bardziej filmową opowieścią. Niektórzy twierdzą, że to gotowy scenariusz! Ale gdyby Annę z „Żaru Sahelu” zagrała Meryl Streep… To by była idealna rola i dzięki niej mógłby powstać idealny film. Jeśli coś takiego istnieje;-)

- Ma Pani ulubionego bohatera swoich książek?

- William z „Żaru Sahelu”, mam do niego największy sentyment! Chyba dlatego, że musiał przejść największą przemianę ze wszystkich postaci, jakie stworzyłam a jednocześnie jest bardzo młody, ma małe życiowe doświadczenie. W końcu ma raptem 18 lat i z nieodpowiedzialnego, sfrustrowanego nastolatka ma się zamienić w mężczyznę odpowiedzialnego za życie Belli. Tak naprawdę jednak mam sentyment wszystkich moich bohaterów.

- Proszę podać 3 tytuły ulubionych książek. Odegrały w Pani życiu
ważną rolę? Darzy je Pani sentymentem? Proszę zdradzić szczegóły.

- Zdecydowanie „Niebiańska przepowiednia” Redfielda. Znakomity pomysł na połączenie powieści przygodowej z mądrą, filozoficzną opowieścią. Wierzę, że świadome używanie swojej energii, dzielenie się nią z innymi, przekazywanie sobie dobra i pozytywnych myśli, może pomóc w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji międzyludzkich. Ta książka idealnie oddaje moje podejście do życia i, gdy jest mi źle, sięgam po nią, by nabrać dystansu do otoczenia i po prostu poczuć się lepiej. Bardzo również lubię „Ósemkę” Katherine Neville i książki Marioli Zaczyńskiej. Działają na mnie jak prozac;-)

- Którego z pisarzy (polskich i zagranicznych) darzy Pani największym autorytetem?

- Nie lubię mieć autorytetów. Kojarzą mi się z kimś odległym, niedostępnym, niedoścignionym. A ja uważam, że jak człowiek się bardzo stara, to w końcu osiąga cel. Szczerze mówiąc, jedynym żyjącym autorytetem może być dla mnie Dalajlama, a jego książki tchną spokojem, miłością, mądrością i ogromną tolerancją, której w Polsce dramatycznie brakuje.

- Gdyby nie był Pani pisarką to... No właśnie, kim chciała Pani zostać?

- Archeologiem. To byłby świetny zawód, choć niemożliwy do wykonania, gdy się ma małe dzieci. Dla żadnego zawodu bym ich nie zostawiła, a przecież archeolog realizuje się w pracy na wykopaliskach. Mogłabym być też nauczycielem akademickim. Lubię pracować z ludźmi, studenci mogą dać mnóstwo satysfakcji.

- Jaki jest Pani ulubiony film? Dlaczego właśnie ten?

- „Obsesja” na podstawie książki A. Byatt. Mądra i wzruszająca historia o dwójce naukowców, którzy odkrywają listy wiktoriańskiego poety i poetki i łączące ich uczucie. Zarówno film jak książka pokazują, że pewne wartości w życiu człowieka są niezmienne bez względu na czasy w jakich żyjemy. A jednocześnie film ma niepowtarzalny klimat i można go oglądać wiele razy.

- A seriale? Lubi je Pani oglądać? Jeśli tak, to jaki jest Pani zdaniem najlepszy oraz który z emitowanych obecnie zasługuje na uwagę.

- Nie oglądam seriali, mam za mało czasu. Wolne chwile wolę spędzać aktywnie, pływać, jeździć na rowerze podziwiając las, pracować w ogrodzie. Albo obejrzeć film, który naprawdę lubię.

- Jaki gatunek muzyki jest Pani najbliższy? Proszę podzielić się z nami swoimi ulubionymi wykonawcami.

- Lubię muzykę spokojną – smooth jazz, ballady, muzykę klasyczną. Nie mam ulubionych wykonawców, ale chętnie słuchać Katie Melua i Nory Jones. Co jeszcze? Pink Floyd, Camel, Eric Clapton i muzykę taneczną lat ’70 i ’80 bez względu na to jak jest kiczowata;-)

- Domyślamy się, że największą pasję stanowi pisanie. A poza nim? Ma Pani inne hobby?

- Odkryłam niedawno pasję ogrodnictwa, naprawdę lubię grzebać w ziemi! Kocham moich przyjaciół i spędzanie z nimi czasu uważam za wspaniałą rozrywkę. I oczywiście uwielbiam czytać;-)

- Największe marzenie? Już zrealizowane? Czy może jeszcze przed Panią?

- Proste – żeby moi bliscy byli zdrowi. Zawodowo? To na razie tajemnica;-)

- Pani motto życiowe?

- Zacytuję Dalajlamę: człowiek rodzi się po to, by być szczęśliwy. I mój własny cytat, słowa William z „Żaru Sahelu”: być szczęśliwym według własnej definicji szczęścia. To wymaga odwagi, ale wszystko jest możliwe;-)

Dziękuję za udzielenie wywiadu p. Agnieszce Podoleckiej

Wydane książki:






Linki:

www.podolecka.com




wtorek, 24 maja 2011

Coś nowego

Niespodzianka pocztowo-kurierska dzięki dobrym sąsiadom ;)

Od góry:
Tomasz Białkowski - "Teoria ruchów Vorbla", wyd. Kojro
Sabina Berman - "Dziewczyna, która płynęła z delfinami", wyd. Znak
Isabel Allende - "Podmorska wyspa", wyd. Muza
Yrsa Sigurdardottir - "Spójrz na mnie", wyd. Muza

Dziękuję :)

poniedziałek, 23 maja 2011

To co w życiu najważniejsze

"Harjunpaa i kapłan zła"

"Harjunpaa i kapłan zła" to nie historia tylko i wyłącznie sensacyjna, gdzie najważniejsze jest dochodzenie, a wszystko pozostałe tylko uzupełnia jego tło. Książka ta to coś więcej niż kolejna opowieść o zbrodni i karze, to studium trzech ludzi, których ścieżki spotkały się ze sobą mniej lub bardziej przypadkowo. Każdy z bohaterów pokazany jest wielowymiarowo, ze szczególnym zaznaczeniem tego co go ukształtowało i co wpływa na niego obecnie.
Mikko Moisio, pisarz, ojciec, ofiara przemocy domowej w dzieciństwie i w życiu dorosłym. To czego doświadczył jako dziecko miało swą kontynuację w życiu dorosłym. Jako kilkulatek był bezsilny wobec tego co się działo w jego domu rodzinnym, jako osobą dorosła doświadczył tego samego, jednak po raz kolejny nie uzyskał pomocy. To sprawca, a raczej sprawczyni liczyła się dla tych, którzy powinni umieć rozróżnić krzywdzonego od krzywdzącego.
Timo Harjunpaa policjant wydziału kryminalnego, dla którego śmierć i zbrodnia powinny być codziennością, lecz nie są. Stara się dotrzeć do prawdy, nawet wtedy gdy wydaje się ona oczywista. To co pozwala mu zapomnieć o złu go otaczającym to rodzina, dzięki niej umie odciąć się od obrazów, które w każdym momencie mogą go wciągnąć w swoje mroczne wnętrze.
Gnom, wyznawca kultu Macierzy, w imię i z rozkazu, której morduje, a raczej zbawia miasto - Helsinki. Nie ważne czy jest mężczyzną czy kobietą, najważniejsza jest misja. To ona jest jego sensem i celem życia.
Troje bohaterów, trzy drogi życiowe, których ścieżki po raz pierwszy stykają się w metrze - nie w pojęciu środka komunikacji, lecz miejsca zbrodni. Początkowo tylko sprawca wie co tak naprawdę wydarzyło się na jednym z peronów. Policjant staje u jej progu, szukając jej pośród setek obrazów, a świadek nawet nie zdaje sobie sprawy co tak naprawdę widział. Tak samo jak nie był świadomy bólu, którego doświadczał jego syn ze strony osoby, która jego też skrzywdziła. Czy nie mógł tego zauważyć, czy nie było żadnych sygnałów, a może nie chciał dojrzeć tego by po raz kolejny wspomnienia nie zraniły go? Łatwo jest wskazać właściwą drogę gdy ma się wszystko podane przed oczy, jednak gdy dysponuje się tylko fragmentami zdarzeń trudniej złożyć w z nich prawdziwy obraz. Autor nie wskazuje winnych, relacjonuje tylko ciąg sytuacji, które występując jedno po drugim, są jednocześnie początkiem czegoś nowego i kontynuacją tego co było. Syn Mikki powtarza jego historię, tak jak wcześniej ojciec i siostra doświadcza przemocy ze strony matki, nie prosi głośno o pomoc, czeka aż ktoś mu jej udzieli. W takim momencie spotyka ludzi, którzy wydają się rozumieć go i chociaż intuicja ostrzega, to ważniejsza jest obietnica pomocy.
Oglądając kolejny film sensacyjny lub czytając kryminał wydaje się, że odkrycie, iż zabójca ma na swoim koncie więcej niż jedną zbrodnię przychodzi policji szybko i łatwo. Jednak w rzeczywistości powiązanie kilku zabójstw z jedną osobą nie jest proste i właśnie taką droga podąża autor. Nie skupia się na samym akcie morderstwa, ale na sprawcy i motywach, które nim kierowały. Krok po kroku ukazuje prace policji i poczynania mordercy, a pomiędzy tym jest wpleciony wątek Mikko Moisio, nieświadomego świadka i niedoszłej ofiary. Życie trzech ludzi splotły się na stacji metra, ale nie tylko ich, także chłopca, szukającego pomocy i dziewczyny, która jako jedyna umiała przeciwstawić się złu.
W klasycznym kryminale oś akcji to poszukiwanie mordercy lub sposobu dokonywania zbrodni, w książce "Harjunpaa i kapłan zła" to jeden z wątków, równie ważne jak przedstawienie historii przemocy domowej i oparcia jakie daje rodzina. Każdy z bohaterów jest ukazany przez ten wycinek swojego życia, mający na niego największy wpływ. To co daje siłę i jest jednocześnie największą słabością, gdy tego zabraknie.


Książka została przekazana przez wydawnictwo KOJRO
za co dziękuję.

Konkursowy Dzień Dziecka


1 czerwca czyli Dzień Dziecka tuż tuż, a dla wszystkich chcących zrobić prezent Milusińskich okazja jego zdobycia :)

Szczegóły tutaj

"Z ciemnością jej do twarzy"

Do 20.00 dzisiejszego dnia - tj. 23 maja, trwa konkurs, w której nagrodami są książki "Z ciemnością jej do twarzy".

Szczegóły tutaj