Nowość
„Góra
kłopotów”
Marek
Stelar
Jak
to mówią święta, święta i po świętach. Jednak za nim one nadejdą czasem trzeba
do nich dotrwać, co wcale nie jest łatwym zadaniem. Przedświąteczne dni bywają
pełne pułapek i zdradliwych momentów. Prawdziwe pole minowe, a nawet więcej,
bywa, że wybuch następuje w najmniej spodziewanym momencie i przynosi z sobą
coś, czego w najgorszych koszmarach nikomu nie śniło się.
Urokliwa
willa, góry, śnieg czyli biało wokoło, zapasem Boże Narodzenie. Wydawałoby się,
że zapowiada się wspaniały czas dla Miśka, Bożeny i Młodego. Gdzie tkwi haczyk?
W każdym z elementów już wymienionych plus w nagłej nieobecności nestorki rodu,
chaosem wcale nie tymczasowym oraz osobie szwagra, powiedzieć familijnej
czarnej owcy to jakby nic nie powiedzieć. Michał był pewien, że wie na co pisze
się, przynajmniej w teorii, podpartej niezłą praktyką. Tyle, iż nie mógł
przewidzieć co go jeszcze może czekać. Śnieżny armagedon, ależ proszę bardzo.
Katastrofa z choinką – serwujemy prawie od razu. Brak internetu i
elektryczności, jak najbardziej. W takiej sytuacji bycie czarnowidzem wcale nie
jest nie na miejscu, pozostaje jeszcze podwójna tradycja, co najmniej ciut
opatrznie przez złośliwy los zrozumiane czyli gość w dom katastrofa w dom i wcale
nie zbłądzony wędrowiec niezbyt mile witany przy świątecznym. Czy to aby nie za
dużo? Okazuje się, wcale nie, bo szwagier jeszcze nie pokazał na co go stać,
chociaż wszyscy myśleli wprost przeciwnie, no i znika gość, który nagle się
pojawił, co wcale nie wróży dobrze. A kolejne etapy świątecznej apokalipsy
dopiero szykują się by ujawnić … Klimat zaczyna coraz szybciej zmierzyć w
kierunku … kryminalnym … Co jeszcze czeka Miśka, Bożenę i Młodego? O szwagrze
lepiej nie wspominać głośno!
Wiadomo,
iż atmosferę grudniowych świąt lubi się, toleruje lub po prostu stara się ją
jakoś przetrwać. Marek Stelar w swojej najnowszej książce dał czytelnikom
doskonałe lekarstwo na przedświąteczną gorączkę. Po lekturze „Góry kłopotów”
całkiem inaczej spojrzycie na swoje zmagania, chyba, że gdzieś macie szwagra
lub wyrób szwagropodobny w pobliżu, ale w obu przypadkach macie zagwarantowany
czas kiedy humor poprawi się, stracicie dużo kalorii podczas licznych wybuchów śmiechu.
Komedia prawie kryminalna, jak informuje nas napis z okładki, na pewno jest tym
pierwszym, co do drugiego …, też się nie rozczarujecie. Motyw świąteczny
doskonale nadaje się by właśnie stać się podstawą dla historii spod znaku tego
gatunku. Autor wykorzystał go w każdym calu i zaserwował czytelnikom wspaniałą
rozrywkę czytelniczą, bawiącą do łez i co niekiedy z przerażeniem spostrzegamy
wcale nie tak nieprawdopodobną jakby ktoś mógł przypuszczać. Zgodnie z tytułem
na bohaterów czeka nie jeden kłopot, a cała ich góra, różnej proweniencji różnorakiej,
lecz zawsze ukierunkowanej na wywołanie katastrof, liczba mnoga wcale nie jest
na wyrost. Oczywiście nie brak również zagadek, które tylko czekają by
zaskoczyć postacie i jeszcze bardziej skomplikować już i tak niełatwe
przygotowania do wigilijnej wieczerzy. Na tym nie koniec, gdyż urokliwa willa
kryje też kilka pułapek, o jakich niektórzy bohaterowie oczywiście dowiadują
się w najgorszym momencie, ale jak to bywa kolejny kataklizm już czeka za
rogiem.
Za możliwość
przeczytania książki
dziękuję