Przedpremierowo
„Perversion”
T.M.
Frazier
Czasem
już na starcie dostaje się słabe karty, a potem tylko życie dorzuca kolejne
mierne. Okazje okazują się zupełnie czym innym, to, co miało być szansą jest
tylko okrutnym żartem. Jednak nawet w tak ponurym świecie niekiedy wkrada się
promyk światła, rozświetlający na trochę mrok i zapadający w pamięć na lata.
Czas biegnie, a los przewrotnie daje szanse, które w innych okolicznościach
byłyby kolejnymi znaczonymi kartami, ale w tym otoczeniu stają się jedynymi w
swoim rodzaju jokerami. Wystarczy tylko zagrać vabank z przeznaczenie!
Imiona
czasem nawet w ułamku nie oddają charakteru osób, jakie jej noszą. Emma Jean i
Tristan wiedzą o tym doskonale, oboje żyją poza systemem, w jakim powinni mieć
szczęśliwe dzieciństwo i popełniać, mniej lub bardziej, młodzieńcze błędy, oczywiście
pod czujnym okiem opiekunów. Oboje szybko musieli dorosnąć, pod niewinnymi
imionami kryją się młodzi ludzie z bagażem doświadczeń, jaki byłby trudny do
uniesienia dla kogoś kilkukrotnie starszego. Spotykają się przypadkowo, w tym
dniu on dostaje coś, czego się nie spodziewał i to dwukrotnie. Natomiast ona
jest po prostu sobą, lecz również nie odchodzi z pustymi rękoma, w przenośni i
dosłownie. Zapadają sobie w pamięć, chociaż przeznaczenie napisało dla nich
dość pokrętne scenariusze. Kiedy się spotykają się nie są już tacy sami,
chociaż czy na pewno? Złodziejka i zabójca. Niewinność dawno za nimi albo tak
się im wydaje, ona nie jest już dzieckiem, a on nastolatkiem, zbyt wiele
widzieli, zbyt dużo zrobili, by teraz móc tylko cieszyć się z ponownego
spotkania. W ich świecie uczucia oznaczają słabość, a ta na pewno zostanie
wykorzystana w najbardziej bolesny sposób. Czy mają jakąkolwiek szansę na
wspólną przyszłość. Nie, ale to ich nie powstrzymuje, za nimi przeszłość, kiedy
nie wiedzieli jak potoczyły się ich losy, teraźniejszość naznaczona ciągłym
lękiem przed atakiem, lecz i wspólnymi chwilami wykradzionymi fatum. Jaka
będzie ich przyszłość? Jedno tylko jest pewno, miłość przyszła w najgorszej
chwili, ale dała im coś, czego nie spodziewali się. Czy będzie to chwilowe?
Pełne
iluzje baśnie wszyscy znamy, te disnejowskie i hollywoodzkie pokazują wygładzoną
wersję. „Perversion” bardziej przypomina ich pierwotne wersje, gdzie dobro oraz
zło miało wiele twarzy, tak, że czasem trudno było je rozróżnić. Autorka nie
zakłamuje rzeczywistości, odziera ją z iluzji, robi z niej tło dla bohaterów,
którym daleko do miana niewinnych. Mroczna atmosfera narasta, wciąż przypomina
w jakim świecie toczy się ta historia, nie pozostawia złudzeń, że nagle nastąpi
przełom i od razu pojawi się napis „żyli długo i szczęśliwie”. W tej książce
jedno i drugie brzmi dość szyderczo, bo walka o każdy kolejny dzień jest powszedniością,
a coś takiego jak szczęście pozostaje marzeniem, jakie ma mniejsze szansę na
urzeczywistnienie niż trafienie szóstki w totku. Jednak wbrew wszystkim i
wszystkiemu jest promyk rozświetlający tę historię, jaki nie znika, nawet jeśli
mrok wydaje się przybierać coraz ciemniejsze barwy. Czy miłość jest w stanie przezwyciężyć
wszystko? Nie, lecz ludzie czasem tak, zwłaszcza gdy do stracenia mają już
tylko siebie samego, bo cała reszta jest tymczasowa i przynosi z sobą jedynie śmiertelne
zagrożenie. T.M. Frazier stworzyła postacie, jakie wydają się mieć tragizm
wpisany w DNA, jakąkolwiek podjęliby decyzję i tak dosięgają ich brutalne macki
przeznaczenia, a krótkie chwile szczęścia tylko podkreślają tragizm. Gdzie w
takim razie jest miejsce na nadzieję? W momentach kiedy główni bohaterowie
stają do walki o coś, co może zranić ich śmiertelnie, lecz warte jest takiego
ryzyka. „Perversion” to opowieść pod wysokim napięciem od początku do końca,
nawet można powiedzieć, że zakończenie pierwszego tomu sprawia, że przeczytanie
kolejnej części staje się pozycją na liście „koniecznie trzeba to zrobić”.
PREMIERA:
27 stycznia
Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję: