Przedpremierowo:
„Morderców
tropimy
w czwartki”
Richard
Osman
Nie
ma zbrodni doskonałej, ale niektóre muszą poczekać na wyjaśnienie. Odpowiednia
chwila przychodzi niekiedy w momencie gdy zdaje się, że już nikt nie pamięta o
niej, ale to błąd. Zawsze znajdzie się ktoś, kto połączy odległe fakty i wskaże
sprawcę.
Nuda
nie grozi tym, którzy wiedzą jak zagospodarować swój czas, a niektórzy rezydenci
Coopers Chase opanowali tę sztukę doskonale. Czym są tak zajęci? Wyjaśnianiem
starych, nierozwiązanych, spraw, jakie nie interesują nikogo, poza nimi rzecz
jasna. Czy da się zrobić to, na czym zawodowcy polegli? A dlaczego by nie
spróbować? Śledztwo amatorskie ma to do siebie, że nie ograniczają go przepisy
prawa, szefowie, za to plusem może być na przykład wykorzystanie zaległych
przysług. Jednak niewyjaśniona zagadka sprzed lat musi ustąpić miejsce przed
nową sprawą, w końcu morderstwo tego, kto wybudował ich obecne miejsce
zamieszkania powinni mieć pierwszeństwo czyż nie? Komu mogło zależeć na
pozbyciu się owego jegomościa? Lista wcale nie jest aż tak krótka, lecz od
czego umiejętności nabyte przez w przeszłości? Pojedyncze ślady zaczynają
tworzyć dość osobliwy obraz, a to już duży sukces, jeszcze nie ostateczny, lecz
do niego wcale nie tak daleko. Pozostaje jeszcze pierwotna sprawa, minęły
dekady, ale czasem to dzięki nim właśnie udaje się połączyć w całość to, co
wcześniej nie udało się. Niekiedy odkryta prawda okazuje się całkiem inna od
tej jakiej się spodziewano, zło i dobro bywają dwoma stronami tej samej monety,
nazywanej sprawiedliwością.
Znacie
lub przynajmniej kojarzycie Pannę Marple, dociekliwą panią detektyw-amator,
której żaden szczegół nie umknie, a co dopiero morderca? Jeśli tak to musicie
sięgnąć po „Morderców tropimy w czwartki”, a jeśli nie? No, cóż to będziecie
mieli doskonałą okazję poznać szacowne grono starszych państwa, których śledcza
skuteczność podniosłaby wyniki wykrywalności w niejednym komisariacie. Richard
Osman postawił na angielski humor i przede wszystkim tej samej narodowości
rodzaj kryminału. Bez pośpiechu, ale i bez brytyjskiej flegmy, toczy się
historia kryminalna, w jakiej nie brakuje denatów, schodzących z tego świata w
morderczych i mocno podejrzanych okoliczności oraz detektywów, jacy krok za
krokiem odsłaniają mroczne kulisy zbrodni. Dość ekskluzywne osiedle dla
seniorów ma ciekawe grono mieszkańców, chociaż na pierwszy rzut oka wydają się spokojnymi
paniami i panami, może z małymi wyjątkami, lecz to pozory, zwłaszcza jeśli
chodzi i tropienie morderców, dokładniej mówiąc tych z nierozwiązanych spraw.
Co więc zrobią jeśli całkiem świeże zabójstwo trafi im się? Nie pozostaje nic innego
jak podjąć wyzwanie. Trzeba przyznać autorowi, że umiejętnie podtrzymywał z
jednej strony spokojny klimat, wbrew temu, co miało miejsce, z drugiej strony
po mistrzowsku podsuwał tropy, wskazywał możliwe rozwiązania i zmyślnie mieszał
tropy. Oczywiście nie zabrakło wyspiarskiego dowcipu, lekko ironicznego, celnie
punktującego rzeczywistość. Wbrew pozorom to śledztwo, lub raczej liczba mnoga
tej działalności, jest osią akcji, w jakiej nie brakuje niespodzianek, głęboko
skrywanych tajemnic oraz przysłowiowych trupów w szafie. Starszym państwu nie
da się odmówić uroku, ale też przebiegłości oraz spostrzegawczości, to, czego
zawodowcy nie dostrzegają, oni zauważają i biorę pod lupę. „Morderców tropimy w
czwartki” jest fascynującym kryminałem, w jakim liczą się dochodzeniowe
umiejętności, ale i suspens oraz odpowiednie poprowadzenie fabuły, tak by
czytający cały czas pozostali czujni. Wszystkie te elementy są fundamentem dla
opowieści, w której nic nie jest oczywiste lub podane na tacy, czytelnicy
śledząc poczynanie bohaterów wraz z nimi rozwiązują zagadki, jakie nie należą
do łatwych za to do tych intrygujących jak najbardziej. Przy ich rozwiązaniu
trzeba się natrudzić i nieraz więcej niż błysnąć próbując przejrzeć zabójczą
sieć powiązań.
Premiera
14 października
Książkę przeczytałam dzięki