piątek, 14 października 2022

Love story z happy endem?

Nowość:

„Gdzie moje love story”

Agnieszka Lingas-Łoniewska

 

Życie to nie film, chociaż czasami przypomina bardzo go przypomina. Miłość jak ze srebrnego ekranu? A dlaczego by nie? Tylko trzeba pamiętać, że w realnym świecie scenariusz piszemy wespół z nieprzewidywalnym losem. No i pozostaje jeszcze happy end, ale czy hollywoodzki? W końcu ten kończy się napisami końcowymi, a rzeczywistość zaczyna się po słynnych „żyli długo i szczęśliwie” …

 

Nina Brzeska zna filmowy światek od podszewki i nie ulega jego iluzji. Sprawy zawodowe są dla niej ważne i wie jak dużo już osiągnęła oraz jak wiele jeszcze przed nią. Miron Moro pomimo, iż jest gwiazdorem stara się utrzymywać dystans od celebryckiego show biznesu, ma ku temu swoje powody, które są tajemnicą. Tych dwoje ma dużo wspólnego, ona jest charakteryzatorką na planie filmu, w którym on gra główną rolę. Miron nie nawiązuje zbyt bliskich znajomości w pracy, a chłopak Niny jest od niedawna jej ex, więc raczej dziewczynie nie w głowie faceci, zwłaszcza, iż ten konkretny do sympatycznych nie należy. A może to pozory? Za nimi jest ktoś zupełnie inny, ale dlaczego nie pokazuje się takim jakim jest naprawdę? Za warstwami podkładów, pudru i pomiędzy kolejnymi ujęciami Nina i Moro dostrzegają prawdziwych ludzi oraz coś czego nie brali pod uwagę, ale czy faktycznie tak jest? Magia kina czy realne uczucie i czy marzenia mogą pokonać uprzedzenia?

 

Na taśmie filmowej życie jest jakieś takie barwniejsze, od łez do śmiechu przechodzi się w oka mgnieniu, a miłość jest bajeczna i wieczna. Magia kina po prostu, a co po napisie the end? No cóż tego scenariusz już nie obejmuje, on kończy się na ostatniej scenie, po której gasną światła. Kto jak nie Agnieszka Lingas – Łoniewska, specjalistka od uczuciowych perypetii, może pokazać kulisy miłości w świecie gdzie blask reflektorów oślepia zbyt wielu, a magię kina bierze się za rzeczywistość. Najnowsza książka „Gdzie moje love story” za tło ma plany filmowe i iluzję przez nie tworzone oraz realny świat, gdzie uczucia wcale nie są tak proste jak na kinowym czy telewizyjnym ekranie, a towarzyszą im tak szczęśliwe chwile jak i momenty, które najlepiej by się w ogóle nie wydarzyły. Jednych i drugich nie brakuje w tej historii, a bohaterowie dostarczają czytającym nie lada emocji, realnych, a nie z kliszy. Pisarka po raz kolejny, i na pewno nie ostatni pokazała jak rodzi się miłość, jak zmienia ludzi, ile znaczy, ale również jak ważna jest przyjaźń, rodzina oraz co robi się w imię tych relacji. Jednak oczywiście nie może zabraknąć zwrotów akcji oraz iskrzenia za co odpowiedzialni są postacie, nie pozwalających nam być pewni jaki będzie finał gdy do głosu dojdzie duma i uprzedzenia. Gdzie znajdziecie prawdziwe love story, nie pełne rekwizytów i odegrane pod publiczkę zgodnie z pomysłem scenarzystów, za to z emocjonalnym twistem i bohaterami, jacy wywołają uśmiech na twarzach czytelników, ale i poruszają czułe struny w sercu.

 

Za możliwość przeczytania

książki

dziękuję:

  


 

środa, 12 października 2022

Boska zemsta

Premiera:

„Neon Gods”

Katee Roberts

 

Kiedy wydaje ci się, że nie masz już nic do stracenia to, na jakąkolwiek kalkulację ryzyka jest już stanowczo za późno. Co można zrobić w takim momencie? Jedynie coś czego nikt nie spodziewa się i wcale nie patrzeć jak sytuacja rozwinie się, lecz stać w samym jej centrum i pokierować tak, by już nie być pionkiem.

 

W każdym micie jest co najmniej ziarno prawdy, a co jeśli przybiera ono postać Hadesa. Tak, Tego władcy i boga podziemi! No cóż Persefona musi zmierzyć się z tą prawdą poniekąd na własne życzenie lub raczej z powodu pewnego wieczoru, który potoczył się w kierunku przez nią niechcianym. Do tej pory wydawało się jej, że stoi z boku wszystkich intryg, lecz teraz znalazła się w samym ich środku, a jakby tego było mało pomiędzy dwoma potężnymi facetami, jacy nie pałają do siebie jakimikolwiek ciepłymi bądź pozytywnymi uczuciami. Zresztą i sama Persefona jednego z nich co najmniej nie lubi, a co do drugiego … No cóż jej dość trudne położenie ma też pewne plusy, niespodziewane, lecz naprawdę interesujące. Pozostaje jeszcze kwestia tego, co ją sprowadziło na drugą Styksu czyli sam wszechwładny Zeus. Jego gniew jest legendarny, ale Hades zrobi wszystko by dokonać zemsty, a czy nadarzy się jeszcze lepsza okazja niż ta, która właśnie pojawiła się? Czas rozpocząć nową rundę rozgrywki, podobno zwycięzca może być jeden, a gdyby tak został nim ktoś, na kogo nikt nie stawia? Pozostaje jeszcze coś, czego troje najbardziej zainteresowanych nie wzięło pod uwagę. Uczucie i gotowość by o nie zawalczyć …

 

Znacie to uczucie, które już na wstępie lektury podpowiada, że będzie ona więcej niż dobra i z pewnością nie przerwiecie jej aż do samego finału? „Neon Gods” jak najbardziej wpisuje się w ten opis, lecz to jedynie minimalistyczna zapowiedź tego, co czeka czytelników, gdyż autorka w pełni wykorzystała możliwości nie tyle ponownego opowiedzenia mitu o Hadesie i Persefonie, lecz pokazania go z całkiem nowej perspektywy. Po trosze Urban fantasy, po trosze „odkurzony” mit i przede wszystkim nowy Olimp oraz jakby to nie zabrzmiało boscy bogowie w mroczniejszym entourage`u w wydaniu, które, jakby się tak przyjrzeć ich mitycznym poczynaniom, wcale aż tak nie odbiegają od starożytnych pierwowzorów, co działa na plus. „Neon Gods” smakują wytrawnie, jak dobre czerwone wino, z pewnością przekornie i mocno nieszablonowo, bo postacie i wątki wychodzą z antycznych ram, schodzą z pomników, zrzucają spiżowe zbroje i kamienne oblicza. Olimpijscy władcy od zawsze żyli na własnych zasadach, lecz w tej historii jeszcze bardziej jest to widoczne, w końcu kto jak nie oni je ustanawiają, więc i pierwsi są do ich łamania. Nowatorskie spojrzenie czytelnik odnajdzie niejednokrotnie, lecz najważniejszym punktem, sprawiającym, że książka Katee Robert jest intrygująca i z kategorii nieodkładalnych jest połączenie tego, co tylko wydaje się znane z zupełnie niespodziewaną fabułą. Oczywiście nie da zapomnieć się o bohaterach, od nich prawie wszystko zaczyna się i nawet najlepszy pomysł nie da tak widowiskowego efektu kiedy nie są oni dobrze wykreowani. Autorka zadbała o szczegóły i ogół, co przełożyło się na spójną całość, zaskakującą, pikantną i równocześnie pełną humoru, tworzącą przyciągającą skutecznie uwagę opowieść. Niejeden motyw został wykorzystany, ale co ważne nie skopiowany. Katee Robert położyła fantastyczne fundamenty pod kolejne mity przedstawione z absolutnie niepokornej strony.

 

Za możliwość przeczytania

książki

dziękuję:

 

wtorek, 11 października 2022

Patrzeć i dostrzec

Przedpremierowo:

„Wieża strachu”

Przemysław Borkowski

 

Na pierwszy rzut oka najczęściej wydaje się nam, że dostrzegliśmy wszystko co najważniejsze. To przekonanie zostaje najczęściej podważone gdy zauważamy nowy detal jaki wcześniej nam umknął. A jeśli był jeden to może są i inne? Szczegóły mają znaczenie, nawet jeśli początkowo zostały pominięte, rzucają czasem zupełnie nowe światło na znany już obraz …

 

Luksusowy wieżowiec z ekskluzywnymi apartamentami. Zdawałoby się, że jego mieszkańcy znają jedynie słowo sukces, a ich życie usłane jest przysłowiowymi różami. Jak więc to możliwe, że ta kosztowna oaza stała się miejscem zbrodni? Na to pytanie musi znaleźć odpowiedź prokurator Gabriela Seredyńska, lecz jeszcze nim dobrze zabrała się za jej szukanie pojawiają się nowe niewiadome. Mieszkanie nie od razu zdradza tajemnice, jakie doprowadziły do zabójczego w skutkach finału. Zbrodnia małżeńska? Wszystko wskazuje na właśnie ten, nie inny, scenariusz, ale czy faktycznie wydarzenia miały taki przebieg? Kolejne odkrycie burzy ten prosty, chociaż krwawy, schemat. Co więc zdarzyło się w apartamentowcu? Sprawę komplikuje niespodziewany świadek, a raczej jego zeznania. Pani prokurator dostaje do akt kolejne ślady i poszlaki, lecz nie rozjaśniają  one niczego, wprost przeciwnie gmatwają i tak już skomplikowane śledztwo. Jedno jak na razie jest pewne, są ofiary, cała reszta ukryta jest pod pozorami i fasadą egzystencji, będącej jednym wielkim znakiem zapytania. Kto i dlaczego zabił? Tę zagadkę krok, za krokiem, na czynniki pierwsze rozbiera Seredyńska, jaki będzie tego efekt?

 

Centrum Warszawy, gdzie zawsze jest ruch i nic nie umknie uwadze innych. Nic poza zbrodnią, która została dokonana w luksusowym apartamencie. „Wieża strachu” z pewnością jest mistrzowsko wykreowanym thrillerem, lecz jednocześnie ma w sobie nowoczesną gotyckość. Z początkowo prostego śledztwa wyłania się skomplikowana układanka, w jakiej pierwsze elementy są zwodniczo proste i to wzbudza podejrzliwość, jak najbardziej uzasadnioną. Przemysław Borkowski dorzuca kolejne jej fragmenty, jakie burzą wcześniejsze teorie i podważają przypuszczenia czytelników. To, co jeszcze przed chwilą było pewne za moment już takie nie jest, do tego dochodzi cień oniryzmu, lecz jedno jest coraz mocniej widoczne – śmierć, będąca wynikiem zbrodni. Jaki jest jej motyw? Główna bohaterka nie ustaje w wysiłkach by dotrzeć do prawdy, lecz czy uda się do niej dotrzeć? By ją odsłonić trzeba się przedrzeć przez dowody, słowa wypowiedziane i te zamaskowane niedopowiedzeniami. Podobno w szaleństwie jest metoda, lecz czy w tym przypadku także? „Wieża strachu” skupia jak w soczewce współczesność z jej problemami i iluzjami, którymi karmi nas rzeczywistość i w jakiej aż nazbyt często gustujemy. Do czego to prowadzi? Przemysław Borkowski odpowiada czynami bohaterów, decyzjami jakie podejmują oraz finalnie tym, do czego prowadzą.

 

Premiera:

 12.10.2022

 

Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję 
 

 

niedziela, 9 października 2022

Bieguny

Nowość:

„Moje bieguny. 

Dzienniki z wypraw”

Marek Kamiński

 

Zdobycie bieguna jest ogromny wyzwaniem, a gdy stanie się faktem jest sukcesem trwale zapisanym w historii. Kiedy w ciągu jednego roku dwukrotnie dokonuje się takiego wyczynu nazwisko ogromnej grupie ludzi utrwali się w pamięci na zawsze. Jednak za tymi momentami triumfu kryje się ogromne wyzwanie rzucone nieobliczalnej przyrodzie i przede wszystkim sobie samemu. Na tym nie koniec, biegunów bowiem jest więcej.

 

Jeden rok, trzysta sześćdziesiąt pięć dni albo inaczej mówiąc dwanaście miesięcy i postawienie stopy tam gdzie docierają nieliczni. Ponad dwadzieścia lat później te sukcesy robią wrażenie i z pewnością będzie tak przez kolejne dekady, ale łatwo zapomnieć, że za tymi osiągnięciami stoi człowiek, jego wytrwałość, dążenie do celu i zwyciężanie krok po kroku, mniejszym, większym, lecz przybliżającym z każdym metrem. Oglądając zdjęcia widzi się śnieg, zawieję śnieżną, wszechobecne zimno, lecz to słowa przekazują realia wyprawy ze szczegółami, tymi o jakich nikt nie myśli gdy widzi efekt końcowy, ale to one także decydują o tym, jaki będzie finał. Niezwykle trudne warunki weryfikują plany, jakie wydawałoby się uwzględniły każdy detal, jednak czy da się przewidzieć wszystko? To już okazuje się w trakcie podróży, nie jednej, kilku, bo zanim rozpocznie się ta na biegun wpierw zostanie pokonana Grenlandia. Dzień po dniu, coraz bliżej celu, czasem jest on bardziej odległy, wciąż przed zdobywcami. W głowie nie tylko on, lecz i motywacja by iść oraz myślenie o tym, co jeszcze chciałoby się zrobić, osiągnąć, kogo spotkać. A później nowe marzenie jeszcze jeden biegun, nowy – Santiago de Compostella, o wiele łatwiejszy, znajoma Europa, ale czy faktycznie tak jest? Wędrówka w całkiem innych warunkach, cztery tysiące kilometrów do przejścia na kontynencie, jaki także ma niejedno oblicze.

 

Bieguny kojarzą nam się z niezwykle niski temperaturami, śniegiem, lodem, niekiedy z białą pustynią. Zdobyć je? Pamiętamy z historii, że nie wszystkim się to powiodło się. Filmy, fabularne i dokumentalne, książki, reportaże, dają obraz tego jak wyglądają takie wędrówki, lecz dzienniki ukazują ją od osobistej strony, tego, co skryte jest w człowieku, w danej chwili, co myśli i czuje, również fizycznie. Mogą być różne i Marek Kamiński pokazuje je tak jak on je widzi. Na subiektywność zawsze patrzymy z podejrzliwością, lecz dzięki niej otrzymuje osobiste spojrzenie na ludzi, rzeczy, otoczenie. Nie uśrednione, przefiltrowane przez innych, wygładzone. Relacja „na żywo” zapisana na zawsze kolejnymi wyrazami, zdaniami, w których utrwalone są emocje, refleksje, obserwacje. „Moje Bieguny. Dzienniki z wypraw” są utrwalonym przebiegiem niezwykłych podróży, ich codzienności, chociaż dla czytelników nie ma w niej nic ze zwyczajności. Nie tylko z racji gdzie i w jakich warunkach powstawały, lecz w głównej mierze o czym opowiadają i czego są podsumowaniem, a może i wstępem. Lodowe bezdroża i europejskie szlaki, kontrast ogromny i to pod każdym względem, łączy je osoba Marka Kamińskiego oraz to, czym dzieli się z czytelnikami, kroniką niezwykłych dni.

 

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: