poniedziałek, 24 maja 2021

Złamane zasady

„Złamane emocje”

Cora Reilly

 

Podobno za grzechy rodziców dzieci nie powinny płacić, a każde życie ludzkie jest cenne i powinno się je chronić. Niestety niektórzy wiedzą, że to całkowita nieprawda i ponoszą bolesne konsekwencje czynów innych. Ich życie uzależnione jest od decyzji innych, wystarczy chwila by z jednego kręgu piekła trafili do kolejnego. Sprzeciw nic nie da, bo ich zdanie nie liczy się, oni są jedynie pionkami, niczym więcej. Niekiedy jednak zasady gry mogą się zmienić, a wtedy nadchodzi czas rozliczeń.

 

Zasady nie są po te je łamać, chociaż  nieliczni porywają się na to, jedni płacą za to najwyższą cenę, bo są zbyt słabi, drudzy wygrywają, gdyż wiedzą jak to zrobić. Kiara nie należy do żadnych z tych grup, jest kobietą, a w świecie w jakim żyje nie znaczy to zbyt wiele dla większości. Jej zdanie nie liczy się, jakiekolwiek pytanie skierowane do niej wcale nie ma na celu, by na nie odpowiedziała. Ma poślubić mężczyznę, którego nie zna osobiście, ale z plotek, te są jednoznaczne: określają go jako bezwzględnego i nie mającego jakichkolwiek skrupułów. To nie jest dla dziewczyny najgorsze, to już zna aż za dobrze. Czego jeszcze może doświadczyć oprócz bólu, upokorzenia, odebrania wszystkiego i przypominania, że jest nic niewartym człowiekiem? Nie spodziewa się po Nino Falcone czegokolwiek, poza jednym – wojny, jaka wybuchnie w dniu wesela. On rzeczywiście nadaje wraz ze swymi braćmi nowego znaczenia słowom okrutny i brutalny, sprawiedliwość pojmuje po swojemu i tym razem, nie będzie inaczej. Krew za krew, ból za ból, za pewne zbrodnie jest jedna kara, wymierzana tak, by sprawca poczuł jej dotkliwość. Kiara nigdy nie miała sprzymierzeńca i obrońcy, kim będzie dla niej świeżo poślubiony mąż? Nino jest tym kim jest, nie okazuje litości, lecz dostrzega w swojej żonie coś, czego inni nie widzą. Nie jest zdolny do uczuć, ale czy to przeszkoda w małżeństwie? Mafia rządzi się swoimi prawami i czasem trzeba po prostu się dostosować, kto jednak powiedział, że nie na swoich warunkach?

 

Tam gdzie liczą się honor, władza i pieniądze nie ma miejsca na sentymenty. Co jeśli przenieść te elementy w mafijne otoczenie i zdefiniować je od nowa? Cora Reilly z sukcesem udziela odpowiedzi na to swoich książkach. Nie unika tego, co jest synonimem mafii oraz wszystkiego, co się z nią kojarzy, nie rozjaśnia ciemnych barw, nie unika trudnych tematów i co najważniejsze nie gloryfikuje przemocy, pokazuje to, co z sobą przynosi czyli strach, rany, krew i zniszczenie. Wszystko jest tłem dla zawiłych uczuć, często nieracjonalnych i mało logicznych, lecz mających źródło w ludziach, jacy na co dzień egzystują w środowisku gdzie jakakolwiek słabość może przynieść śmierć, zresztą ona jest cieniem towarzyszącym wszystkim. „Złamane emocje” to historia w jakiej gniew, zemsta i miłość tworzą niebezpieczny trójkąt, mogący w każdej chwili zagrozić temu, co wydaje się niepodważalne. Bohaterowie nie udają, że są kimś innym niż gangsterami, jacy nie zawahają się zabić i zrobić wszystko, co najgorsze by osiągnąć swój cel. To jedna ich strona, druga jest mniej jednoznaczna, dużo w niej sprzeczności, skrywanych pragnień i nieoczekiwanych wrażeń. Pisarka jest prawdziwą mistrzynią w oddawaniu słowami prawdziwie wybuchowych emocji, nie są one oderwane od całej historii, sięgają do jej korzeni  i dopełniają ją zaskakująco, odzwierciedlając skomplikowane charaktery bohaterów. To oni są symbolami tego, co najgorsze w człowieku, lecz także i czegoś całkowicie odwrotnego.

 

 

Za możliwość
przeczytania książki
                                                                    dziękuję:

 

niedziela, 23 maja 2021

Krew nie woda

„Ten zły”

Natalia Dziadura

 

Nic nie dzieje się bez przyczyny i celu, wszystko ma swoje źródło i ciąg dalszy, nawet jeśli zbyt szybko następuje koniec. Tam gdzie jedni widzą tajemnice inni ukryli coś, co ich zdaniem powinno pozostać zapomniane. Jednak prędzej czy później każdy sekret  da o sobie znać, a od tego już krok by rozpocząć poszukiwania czym jest. Pozostaje jedynie pytanie czy naprawdę chcemy poznać co przed nami zatajono?

 

Odziedziczyć spadek nie jest niczym niezwykłym, dla Liliany jednak to dość zaskakująca wiadomość. Nic dziwnego, że chce poznać swoje dziedzictwo, jakie okazuje się być czymś więcej niż się spodziewała. Oprócz zaciekawienia dziewczyna czuje, że coś kryje się za tym idealnym obrazkiem jaki ma przed oczyma. Sielskie miejsce, mili i uczynni sąsiedzi, piękny dom, no po prostu nic tylko się cieszyć. Minusem mógłby być Iwar Vels gdyby nie był tak intrygujący, zresztą nie on jeden zdaje się coś skrywać. Co właściwie dzieje się w otoczeniu Lily? Czy jest gotowa na to, co odkryje? W końcu niecodziennie człowiek dowiaduje się, że bogowie istnieją, a inne legendarne istoty są na wyciągnięcie ręki i co najważniejsze samemu ma się do odegrania konkretna rolę z racji rodzinnych zobowiązań. W takiej chwili najlepiej brać nogi zapas lub po prostu zmierzyć się z tym całym dobrodziejstwem. Co wybierze spadkobierczyni? Liliana zamierza mieć na swoich zasadach przejąć schedę, zwłaszcza, że pewne aspekty są więcej niż intrygujące, no i pozostaje jeszcze osoba Iwara. Trudno o nim nie myśleć, a co dopiero zapomnieć!

 

Znacie to uczucie przyciągania, które rozpoczyna się od spojrzenia na tytuł, a po opisie przepadacie bez reszty? Gdy palce aż świerzbią by dotknąć kartek? Czasem od razu sięga się po tę książkę, niekiedy natomiast czekacie na odpowiedni moment. W jednym i drugim przypadku z góry jest wiadomo, że na pewno czas czytania minie zbyt szybko. Pozostaje jeszcze zakończenie, jakie pozostawi uczucie, że na dalszy ciąg historii oczekiwanie będzie mało cierpliwe i stanowczo zbyt długie. Kiedy przeczytałam zapowiedź do „Tego złego” coś takiego właśnie pojawiło się, potem nadeślą przesyłka, ale lekturę zaplanowałam sobie na sobotni wieczór, gdy będę mogła poświęcić jej należny czas. Rozczarowanie nastąpiło za to kolejne plusy stawiane autorce powiększały się z każdym rozdziałem. Słowiańska mitologia i zmysłowa atmosfera tej historii oraz towarzyszące tajemnice dały to, czego oczekiwałam. Natalia Dziadura wykorzystała rodzime legendy oraz panteon pomysłowo i twórczo włączyła je do fabuły oraz przede wszystkim w charaktery bohaterów. Nie brak w niej zagadkowości, zwrotów akcji, uczuciowych zawirowań, te ostatnie są jednym z filarów opowieści, lecz również pozostałe elementy są jej siłą. Słowiańszczyzna aż tak często nie gości na książkowych stronach, a szkoda, bo w tkwi w niej duży potencjał, jaki może stanowić ciekawy punkt wyjścia do opowiedzenia historii z nimi co  najmniej w roli drugiego planu. „Ten zły” ma w sobie to, co sprawia, że podczas  czytania czas płynie zdecydowanie za szybko, a koniec sprawia, iż chce się jak najszybciej poznać ciąg dalszy.

 

  

Za możliwość przeczytania książki

dziękuję

 

piątek, 21 maja 2021

Wszystko od nowa

„Zmysły”

Ilona Gołębiowska

 

Czasem wydaje się, że człowiek ma wszystko to o czym marzył, a nawet więcej. Chwilo po prostu trwaj jak najdłużej, bo na co się skarżyć, jeśli tak wiele posiada się? Jakieś minusy są, nawet czasem dość mocno odczuwalne, lecz przecież życie to nie bajka? Jednak przeważa to, co dobre, co wydaje się spełnieniem marzeń, czego inni mogą zazdrościć, a co z resztą? Czy wypada narzekać, być niezadowolonym i próbować zawalczyć o to, czego się tak naprawdę pragnie?

 

Piękna ona, utalentowana i szczęśliwa zakochana, z drugą połówką u boku. Przystojny on, odnoszący sukcesy i budzący w niej emocje, jakich nie powinien. Przed nią poukładana przyszłość i po prostu delektowanie się najsłodszymi życiowymi owocami. Ale Eliza ma wiele wątpliwości, nie kaprysi i nie szuka problemów na siłę, lecz dostrzega więcej, w końcu to jej życie, nie kogoś innego, lecz może faktycznie szuka dziury w całym zamiast się cieszyć? Odskocznią dla niej stanowi zespół, w którym jest wokalistką, tam czuje się na swoim miejscu, kocha muzykę i jest ona dla niej ważna. Natan także podziela jej fascynację muzyczną sceną i nie ukrywa, że dziewczyna mu się podoba. Ona jednak ma już przecież plany i to bardzo poważne, lecz także i wątpliwości. Czy ich spotkanie będzie miało ciąg dalszy? Podobno nie ma przypadków, lecz tych dwoje zdaje się zaprzeczać tej teorii, trudno im zapomnieć o sobie, zwłaszcza, że jak się okazuje stoją na rozdrożu. Kierunek, który obierają nie gwarantuje im niczego, poza tym, że chcą być ze sobą i po prostu czują, że to, coś więcej niż mogłoby zdawać się postronnym. Los jednak lubi bawić się ludźmi, dawać, odbierać, stawiać znaki zapytania i wystawiać na próbę. Elizę i Natana też nie oszczędza, zaufanie łatwo zawieść, podkopać i zniszczyć, zwłaszcza jeśli znajomość nie jest zbyt długa i ma się sekrety. Tych dwoje łączy tak dużo, ale rozdzielić mogą ich niedopowiedzenia i tajemnice. Czy uda im się ocalić to wyjątkowe uczucie, jakie przyszło niespodziewanie, zburzyło spokój, ale dało to, czego zawsze pragnęli?

 

Miłość rzadko kiedy bywa prosta, nieskomplikowana, pozbawiona niepewności, ale zbyt często aż za bardzo chcemy uwierzyć w jej siłę i w ogóle w istnienie, tam gdzie jej nie ma lub po prostu nie była jedynie iluzją, aż nadto realną. Ilona Gołębiewska w swojej najnowszej książce pokazuje różne twarze uczuć, ukryte pod maskami, które niekiedy długo uważa się za prawdziwe oblicza. „Zmysły” to nie prosta opowieść, ukryte są w niej aż nadto rzeczywiste problemy, jakie przez otoczenie nie są zauważane, nawet sami bohaterowie dopiero po jakimś czasie są w stanie je zdefiniować i co ważniejsze w ogóle dostrzec. Pisarka umiejętnie połączyła dwie różnorodne osobowości oraz życiowe historie, jakie spotykają się w momencie, w jakim nie powinni nic z tego wyniknąć, bo i po co komplikować coś co jest dobre? No właśnie czy na pewno tak jest? Ile razy można dawać sobie szansę i komuś, kto składa tak piękne obietnice, lecz zbyt często je łamie? Pod pozorami jest tak wiele ukryte i Ilona Gołębiewska umiejętnie pokazuje to, co widzi tak niewielu. Gdzie więc jest miejsce dla miłości jeśli sprowadza ona na postacie tyle kłopotów? No właśnie w samym środku chaosu, gdzie tak mało jest pewnych elementów, a tak wiele jest przeciwko niej. Jeśli ryzykować to dla kogoś i czegoś co jest tego warte, gdzie czujemy, ze warto pokochać tego drugiego człowieka, chociaż dla innych to niewygodne i wygląda na czyste szaleństwo. Może to ostatnie właśnie otwiera oczy na to, co najważniejsze?

 




Książkę przeczytałam dzięki 
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA

 

czwartek, 20 maja 2021

Zapowiedź: "Pełnik"

 Zapowiedź:

 


 

Dom na wzgórzu nie jest pusty. Las skrywa więcej niż tylko cienie.

Emilia, warszawska prawniczka porzuca wielkomiejską karierę, aby zamieszkać w Pełniku, miejscowości leżącej w leśnych ostępach Kotliny Kłodzkiej, w której się wychowała. Odziedziczony po zmarłej ciotce dom ma się okazać wyzwoleniem, kluczem do życiowych zmian. Dziewczyna planuje odnowić dworek i otworzyć w nim ośrodek wypoczynkowy. 
Nie zna jednak sekretów, jakie kryje z pozoru sielski Pełnik. Spadek ciotki Edny okaże się czymś o wiele więcej niż tylko podupadającą posiadłością, w której Emilia planuje generalny remont...
W jej nowym życiu, pełnym napięcia i dziwnych wydarzeń, pojawią się jednocześnie dwaj mężczyźni, skrajnie różni, lecz równie fascynujący. Emilia wahać się będzie między ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa, jakie daje jej jeden, a diaboliczną namiętnością drugiego.
Czy mrok ogarnie ten świat? Co wspólnego z przeklętym dziedzictwem ma tajne stowarzyszenie Omnia Paribus? Czy miejscowe legendy kryją w sobie ziarno prawdy? 

Dom na odludziu i sekret, który odmieni życie bohaterki.
Mroczne siły tylko czekają, by schwytać ofiarę w swe sidła.

 

Inne książki Anny Lewickiej:

 


 Recenzja:

https://takijestswiat.blogspot.com/2019/09/sia.html


 Recenzja:

https://takijestswiat.blogspot.com/2019/05/we-mnie-jest.html


Recenzja:

https://takijestswiat.blogspot.com/2019/01/poaczeni.html

 

środa, 19 maja 2021

Szeroko zamknięte oczy

PREMIERA:

„Przyjdę, gdy zaśniesz”

Agnieszka Lingas-Łoniewska

 

Kiedy budzą się demony? Czy tylko wtedy gdy rozum śpi? Może one są zawsze w pobliżu i czekają jedynie na chwilę słabości by dać o sobie znać? Jak je rozpoznać pośród otaczających nas twarzy? Tak dużo pytań, a tak mało odpowiedzi, zresztą one pojawiają się najczęściej już po fakcie, w chwili triumfu zła i nie ma żadnej gwarancji, że znowu nie damy się omamić. Jeśli nawet nie im to złudnemu uczuciu bezpieczeństwa oraz temu, że wszystko co najgorsze jest już za nami. Nic bardziej mylnego.

 

Drapieżca wyczuwa bezbłędnie bezbronność swojej ofiary, lecz tylko nieliczni czerpią przyjemność z osaczania jej oraz strachu, który odczuwa. Człowiek należy do właśnie tej kategorii, na pierwszy i kolejny rzut oka rzadko kiedy da się dostrzec, że nim jest, bo zbyt często doskonale kamufluje się. W życiu Igi ostatnio zbyt wiele dzieje się i nie są to przyjemne sprawy. Dziewczyna stawia czoła problemom jakie przerosłyby niejednego, lecz ona stara się je rozwiązać. Nie wie, iż jest pionkiem w rozgrywce, wyrafinowanej, bezwzględnej i zaplanowanej przez kogoś, kto nie ma żadnych skrupułów. Tak łatwo uwierzyć w dobre intencje, pozwolić sobie by ktoś pomógł, dlaczego miałaby wątpić w cokolwiek? Jednak intuicja coś podpowiada, lecz przecież nie ma obiektywnych sygnałów, chociaż czy na pewno? Co naprawdę dzieje się w otoczeniu Igi? Może jej wątpliwości wcale nie są nieuzasadnione? Zaufanie czasem powinno być ograniczone, ale gdzie powinna przebiegać granica rzadko kto wie. Ile będzie kosztowało Igę jej postawienie? Tak łatwo uwierzyć, że teraz już nic nam nie zagraża, właśnie wtedy drapieżca szykuje się do zadania ciosu. Czy uda się go uniknąć?

 

Uważaj komu ufasz, zło jest bliżej niż myślisz … Najnowsza książka Agnieszki Lingas-Łoniewskiej jest majstersztykiem gatunku thrillera. Umiejętnie stopniowane napięcie odczuwane z pozoru w zwykłych sytuacja, w jaki uczestniczą bohaterowie daje przedsmak tego, co czeka ich oraz czytelników w dalszej części lektury. Parafrazując powiedzenie im głębiej w nią tym więcej pojawia się sygnałów ostrzegawczych, lecz wciąż pojawia się pytania czy to aby nie przewrażliwienie i źle odczytane intencje? Pisarka pierwszorzędnie odsłania mechanizm manipulacji, nie robi tego od razu, lecz fragment po fragmencie i poddając w wątpliwość pojawiające się odczucia. Czy faktycznie tak jest jak się nam wydaje, czy też to jedynie przewrażliwienie, niewłaściwa perspektywa lub nadinterpretacja? No właśnie odczuwana dezorientacja co do motywów i właściwości własnej opinii podkreśla atmosferę, że coś dzieje się poza tym, czego postacie są świadomi. Coraz mocniej zaznacza się wrażenie, że ma miejsce coś, co będzie miało wpływ na rozwój wydarzeń, lecz wciąż pozostaje w tajemnicy z jakiegoś powodu, znanego jedynie bardzo wąskiemu gronu. Pisarka konsekwentnie buduje atmosferę swoistego osaczenia, dyskretnie wprowadza do fabuły intrygę, jakiej kulminacja następuje w chwili gdy wszystkim wydaje się, że to, co najgorsze już za nami. Czytający nie wiedzą dużo więcej niż główna postać, wraz z nią są kuszeni złudną iluzją, prawdziwszą od rzeczywistości, dającej to, czego potrzebują, lecz czy tak jest faktycznie? Autorka sukcesywnie podsuwa myśl, że ma miejsce o wiele więcej niż ktokolwiek by przypuszczał. „Przyjdę, gdy zaśniesz” to nie lada gratka dla wszystkich tych, którzy cenią historie intrygujące, mogące zdarzyć się w każdym momencie i przede wszystkim odsłaniające meandry ludzkiego umysłu, z tkwiącymi w nim bliznami, ranami.  Agnieszka Lingas-Łoniewska nie po raz pierwszy podejmuje niezwykle trudny temat społeczny, jaki wydaje się odległy od codzienności o lata świetle, lecz tak naprawdę dziejący się zbyt często na naszych oczach, a jednak bywający bagatelizowany, niedostrzegany. W jej książce nie ma zakłamywania rzeczywistości, łagodzenia emocji, usprawiedliwiania zła, jest odkryte jego źródło, lecz także niezaprzeczalna wina oraz to, czego doświadcza ofiara. Coś jeszcze zwraca uwagę – drobiazgowo przedstawienie sylwetki sprawcy z wejściem w jego umysł i pokazaniem brutalnej bezwzględności z jaką dąży by zrealizować sobie tylko znany plan.

 

 

Za możliwość
przeczytanie książki
dziękuję:


 

 

wtorek, 18 maja 2021

Wyzwanie

Przedpremierowo:


„Marionetka”

Paulina Jurga

 

Piekło ma wiele twarzy, bywa prawdziwym labiryntem i tak naprawdę znaleźć wyjście z niego jest prawie niemożliwe. To „prawie” daje wiarę, że jeszcze nie wszystko stracone, ale czy to nie jest łudzenie się, okłamywanie i pokładanie zaufania w czymś, co w ogóle nie istnieje? Za niewłaściwy wybór można zostać bezwzględnie ukaranym, traci się nie tylko nadzieję, lecz czasem także to, co najcenniejsze.

 

Podobno krew nie woda, ale czy faktycznie tak jest w przypadku Marty? Przez kilkanaście alt nie była świadoma jakie ma korzenie, teraz musi nauczyć wszystkiego tego, co członkowie jej rodziny uważają za codzienność. Słaby ginie, zostaje zgnieciony, zmieciony z powierzchni ziemi. Ona pokazała co się w niej kryje, jak w prawdziwej matrioszce, zaskoczyła tym innych, a zwłaszcza siebie samą, na tym nie koniec. Zamiast finału następuje początek. Dziewczyna musi stawić czoła temu, co zaszło i ma miejsce na jej oczach, wbrew wszystkiemu jeszcze wierzy w ludzi, chociaż ci rozczarowują ją na każdym kroku. Czyżby było to naiwnością? W świecie, w którym musi teraz egzystować wszędzie kryją się pułapki, wrogowie nawet nie kryją się ze swoimi zamiarami, bardziej należy się bać tych, którzy udają przyjaciół. Czy Marta już przyswoiła tę lekcję? Zawiodła się na tak wielu osobach, komu może uwierzyć, a kogo ma się wystrzegać? Do czego doprowadzi ją uczucie do człowieka jaki nie zawaha się być bezwzględnym i wierny był jedynie mafijnym zasadom? Nauka bywa bolesna, zwłaszcza jeśli nie dostrzega się manipulacji, kim jest Marta? Matrioszką, jaka jeszcze zaskoczy czy tylko marionetką, sterowaną przez innych? Zaskoczyła już tym, na co ją stać siebie i otoczenie, w jakim przyszło jej żyć, lecz kolejne wyzwanie przed nią. Rozpoczęła ryzykowną grę, próba sił niekiedy nadchodzi bez zapowiedzi i wymaga czegoś więcej niż odwagi …

 

Kiedy premierowy tom trylogii, i to będący jeszcze debiutem, wciska w fotel to po drugiej części oczekuje się bardzo dużo, by nie powiedzieć, że rzeczy niezmiernie trudnej – jeszcze lepszej historii. Paulina Jurga postawiła przed sobą to zadanie i wywiązała się z niego wprost celująco. Niby czytelnicy wiedzą co ich czeka, znają drugi plan i większość pierwszoplanowych postaci, ale … no właśnie diabeł w tkwi w szczegółach i w pomyśle. Jedno i drugie bywa zbyt często brane za nic trudnego, zwłaszcza jeśli to drugie już odniosło sukces w pierwszej części to wydawałoby się nic łatwiejszego niż kontynuacja. No właśnie i w tym problem czyli zaspokojeniu oczekiwań co do ciągu dalszego, lecz i wprowadzeniu nowych wątków, dorównujących co najmniej tym już znanym. W „Marionetce” nie tyle udało się autorce zaskoczyć czytających, bo to żadne przypadek, ile zaprezentować talent do tworzenia intrygujących splotów wydarzeń, zagadkowych i przede wszystkim zmieniających perspektywę co do dalszego rozwoju fabuły. Z pozoru w spokojnych chwilach mają miejsce sytuacje, które stawiają pod znakiem zapytania to, co już wiadome i co czytelnicy przypuszczają. Jak dalej potoczy się historia Marty? To pojawia się wielokrotnie, bo bohaterowie ewoluują, dojrzewają oraz stawiają sobie i reszcie trudne pytania. Paulina Jurga w drugiej części nie zwalnia ani na moment, wprost przeciwnie, ponownie w kameralnym klimacie pokazuje istotę podstawowych uczuć przeciwstawionych bezwzględnemu światu, gdzie jeden błąd może oznaczać śmierć, a to wcale nie najgorsza opcja. Coś jeszcze jest w samym centrum tej opowieści – miłość, wystawiana na próbę, podkopywana, gorąca i niepewna, lecz rozwijająca się wbrew temu, co dzieje się naokoło. No i trudno nie wspomnieć przynajmniej o zakończeniu tego tomu - nowej zagwozdce jaki pisarka zafundowała czytającym, tak, iż niecierpliwie będą czekać na Grande finale czyli trzeci tom.

 PREMIERA:

2 CZERWCA

 

Za możliwość 

przeczytania książki

dziękuję