poniedziałek, 5 kwietnia 2021

Powrót

„Wróć do mnie”

Corinne Michaels

 

Uciec, nieważne dokąd, byle daleko i nie wrócić nigdy. Zapomnieć, zatrzeć w pamięci i spróbować ułożyć sobie życie od nowa. W takiej chwili liczy się tylko patrzenie przed siebie, bo za sobą człowiek pozostawia to, co najgorsze, ale czasem również najpiękniejsze momenty. Wspomnienia tych drugich nie zblakną nawet gdy miną lata, będą stanowić jeden z nielicznych jasnych punktów przeszłości i swoistą latarnię wskazującą drogę, nawet jeśli pozostaje ona niewiadomą.

 

Osiem lat temu Connor Arrowood opuścił urocze Sugarloaf i przysiągł sobie, że nigdy tu nie wróci. Nie powiedział do widzenia, lecz żegnaj. Coś jeszcze wydarzyło się wtedy, dokładnie w ostatni wieczór przed wyjazdem, najcudowniejsze kilka godzin, które pozostawiło w poranionej pamięci chłopaka niezapomniane wrażenia. Zresztą nie tylko on tak sądzi, Ellie również doskonale pamięta tę noc i wraca do niej gdy chce się oderwać od tego, co przynosi jej codzienność. Wtedy nie znali się, lecz podarowali sobie ukojenie bólu jaki odczuwali, chociaż nawet nie wiedzieli jak się nazywają. Teraz są innymi ludźmi, starszymi, dojrzalszymi, mającymi za sobą o skomplikowaną przeszłość i wcale nie łatwiejszy dzień dzisiejszy. Jednak nie zapomnieli o sobie, o tym czasie gdy byli dla siebie początkiem i końcem. Czy to wystarczy by dali sobie szansę? W ich życiu jest wiele tajemnic, bolesnych i wciąż mogących zranić, dawne blizny przypominają złe dni, a te nowe o tym jak łatwo pomylić miłość z jej imitacją. Connor kiedyś złożył obietnicę, dzisiaj zastanawia się czy jej nie złamać. Ellie kiedyś podjęła dwie decyzje, jedna z nich przyniosła radość i ogromne szczęście, druga coś zupełnie odwrotnego. Może już za późno by dokonać kolejnego wyboru? Uczucie jakie zakiełkowało osiem lat wcześniej zaczyna rozkwitać, ale czy będzie dane mu dojrzeć?

 

Pierwszy tom cyklu bywa zapowiedzią tego, co szykuje dla czytelników autor w kolejnych częściach, ale też może być mocnym uderzeniem, po którym będzie się z niecierpliwością wyglądać kontynuacji. Historię braci Arrowood poznajemy wpierw od strony najmłodszego z nich, przy okazji dowiadując się co stoi u jej źródła. Corinne Michaels postawiła na splecenie kilku wątków w jedną opowieść, w jakiej dużą rolę odgrywają emocje, skomplikowane, wyrosłe na poczuciu winy i będące wynikiem bólu. Włączyła do nich również temat przemocy, pokazując go z kilku punktów widzenia oraz gdzie może mieć swoje korzenie. W sylwetki postaci wpisała traumatyczne doświadczenie, pokazała jak różnie mogą kształtować człowieka. Nie bała pokazać się słabości ofiary i jej dojrzewania do kroków, które wcześniej wydawały się niemożliwe. To jedna ze stron „Wróć do mnie”, druga opiera się o uczucia, jakie po latach dostaje szansę na to by połączyć dwoje ludzi, którzy zdążyli dojrzeć, przejść spory kawałek trudną drogą i w końcu stanąć przed trudnym wyborem, z rodzaju tych przełomowych. Książkę Corinne Michaels czyta się szybko, ale nie dlatego, że to  błaha opowieść, lecz wprost przeciwnie, pisarka opisała niełatwe wątki tak by nie straciły swej wymowy, ale i przekazały istotę problemu. Pierwszy tom o braciach Arrowood jest nie tylko doskonałym wstępem do kolejnych, ale i na dobre rozbudza apetyt na dużo więcej, konkretnie na kolejne trzy opowieści o niepokornych mężczyznach z bolesnymi wspomnieniami i muszącymi stawić czoła temu, co zaszło kiedyś, a na co nie mieli wpływu.

 




Książkę przeczytałam dzięki 
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA

 

 

niedziela, 4 kwietnia 2021

Dwoje do pary

„Zarozumiały playboy”

Sloane Howell

Alex Wolf

 

Wszystko ma swój początek, czasem dość burzliwy i będący zapowiedzią tego, co dopiero może mieć miejsce. Oczywiście życiowy scenariusz nie zakłada w żadnym razie jakiejkolwiek kontynuacji. W końcu był to jedynie zbieg okoliczności, tylko i wyłącznie przypadek, z gatunku tych o jakich chce się zapomnieć, lecz jakoś trudno to zrobić.

 

Plan na najbliższe kilkadziesiąt godzin wcale nie był prosty i łatwy do przyjęcia przez Tate. Niestety nie odmawia się szefowi i ogromnej szansie na duży krok w karierze, jaka rozwija się świetnie dzięki temu, że kobieta zna swoją wartość i przede wszystkim jest znakomitym prawnikiem. Jednak spotkanie bez odpowiedniego przygotowania nie jest w jej stylu, tak samo jak i spóźnianie się z powodu faceta, jaki dosłownie zwala ją z nóg. Nie takie przeszkody omijała lub po prostu rozbijała, jeśli było to w interesie firmy lub korzystne dla niej. Tym razem również zamierza pokazać na co ją stać, a stać ją na wszystko i Decker Collins przekona się o tym nie raz. Tym razem trafił swój na swego, oboje mają wspólny cel lub raczej cele, pierwszy ściśle związany jest z ich pracą, drugi … no cóż tu już wchodzi w drogę konflikt interesów, jego tupet i arogancja, jej pewność siebie i umiejętność zwyciężania oraz wzajemne przyciąganie. Co okaże się ważniejsze: ich zawodowa przyszłość czy chemia, jaka daje się odczuć w każdej sekundzie gdy sobą blisko siebie? Ona zawsze osiąga sukces, on nigdy nie poddaje się, każde z nich nie zamierza wycofać się. Jak potoczy się ich znajomość? Na to pytanie mogą odpowiedzieć tylko oni, lecz czy będą chcieli to zrobić szczerze i w odpowiedniej chwili?

 

Dwoje bohaterów wcale nie różnych jak ogień i woda, raczej spod znaku tego pierwszego niż drugiego oraz  motyw „kto się czubi, ten się lubi”, bo nienawiści nie ma, za to kłótni, i to gwałtownych, co niemiara. Pisarski duet Sloane Howell i Alex Wolf dał czytelnikom lekturę jaka z pewnością pozwoli na interesujący relaks z częstymi wybuchami śmiechu oraz dawką gorących emocji. „Zarozumiały playboy” ma w sobie to „coś” czego szuka się gdy chce się odprężyć podczas czytania, ale równocześnie szuka się dobrej rozrywki. W przypadku tej historii jedno i drugie jest gwarantowane od samego początku, a postacie dostarczają oczekiwanych wrażeń oraz tych bonusowych. Autorki postarały się by wątki były interesujące i rozwinęły je tak, by również nas zaskoczyć. To, co wydaje się oczywiste zostało przekute w opowieść odchodzącą od schematów, wykorzystującą atuty znanego motywu oraz bohaterów. Trudno tym ostatnim odmówić tupetu, charyzmy, pewności siebie, a zwłaszcza siły przyciągania. Nie ma co ukrywać, że sensualna strona książki jest na pierwszym planie wraz emocjonalnymi perypetiami, co napędza akcję i podkręca atmosferę, chociaż ona i tak jest gorąca. Ale jest coś jeszcze, co pisarki nie od razu odkrywają, lecz dzięki temu „Zarozumiały playboy” nabiera innych barw, nie kontrastowych, a uzupełniających, trochę zaskakujących i jak się okazuje rzucający na wszystko trochę inne światło. Sloane Howell i Alex Wolf wiedzą jak pisze się historie, które pozwalają czytającym pośmiać się i z mniejszymi lub większymi rumieńcami obserwować uczuciowe rozgrywki.

 

 


Za przeczytanie książki

dziękuję:

 

 

sobota, 3 kwietnia 2021

Życzenia świąteczne

 W tym świątecznym czasie życzę wszystkim chwil spędzonych 

tak, by na chwilę przystanąć, cieszyć się tym, czym się da 

i patrzeć z optymizmem w przyszłość, nawet jeśli jest to trudne :*


środa, 31 marca 2021

Kłamstwo prawdy


 „Fatalne kłamstwo”

Valerie Keogh

 

Kłamstwo podobno ma krótkie nogi, a prawda, nawet ta najgorsza, jest najlepsza. Czy na pewno? W teorii wszystko wydaje się proste i bezproblemowe, lecz rzeczywistość jest złożona z wielu okoliczności, zaplanowanych i całkowicie przypadkowych. Wystarczy jeden mały krok, nieprzemyślany, pod wpływem chwili oraz emocji i komplikuje się nie tylko teraźniejszość, ale i przyszłość. Czasem wystarczy to by uruchomiła się lawina wydarzeń zmieniająca wszystko i to bezpowrotnie.

 

Spotkanie jakie nie wydawało się jakoś znaczące, lecz okazało się być początkiem czegoś, co po dwudziestu latach nabrało całkiem nowego kontekstu. Trzy studentki poznały się w na samym początku swoich studiów, nie przypuszczały, że zaprzyjaźnią się. Różniły się od siebie, miały różne oczekiwania i plany, ale wcale im to nie przeszkadzało w zacieśnianiu znajomości. Nawet pewna noc nie zmieniła tego, wprost przeciwnie Megan, Joanne i Beth wspierały się nadal oraz zachowały tajemnicę, jaka narodziła się wówczas. Teraz odnoszą sukcesy, są o dwadzieścia lat starsze i wciąż nie wyjawiły starego sekretu, ale jednej z nich on ciąży. Jak długo można żyć ze świadomością tego, co wydarzyło w chwili gdy właśnie opracowywały plan na spełnienie swoich marzeń? Megan zdecydowała się na powiedzieć prawdę, w końcu ona podobno wyzwala i przynosi z sobą ukojenie. A co jeśli tak nie jest? Wydarzenie sprzed dwóch dekad wcale nie przeszło bez echa jak się wydawało przyjaciółkom, lecz czy były tego świadome? To, co powinno przynieść ulgę wniosło chaos i coś, czego żadna z nich nie brała pod uwagę. Co przyniesie stawienie czoła dawnej tajemnicy? Dlaczego kilka godzin sprzed lat aż tak mocno odciska swoje piętno teraz?

 

Przypadkowa znajomość przeradza się w przyjacielską zażyłość, a później w dojrzałą przyjaźń, z kategorii tych na dobre i złe. Co więc poszło nie tak, że trzy kobiety znalazły się na granicy wytrzymałości? Zgodnie z tytułem „Fatalne kłamstwo”, kilka zdań wypowiedzianych w nieodpowiedniej chwili, jakie miało siłę o wiele większą niż ktokolwiek przypuszczał. Jednak zostały one usłyszane i trafiły na podatny grunt, lecz czytelnik nie od razu o tym dowiaduje się. Początkowo powieść Valerie Keogh toczy się spokojnie i nic nie zapowiada tego, co będzie działo się w kolejnych rozdziałach, prawdziwa cisza przed przysłowiową burzą, ale patrząc wstecz czytający widzą wiele znaków, że już nadchodzi. Niby wszystko jest w porządku, a to, co wydarzyło się kiedyś nie wpłynęło na bohaterki. Jeden sekret, jedno kłamstwo i dwadzieścia lat egzystowania z jednym i drugim, aż do momentu gdy zostaje wyjawiona prawda i zatriumfowała szczerość. Dlaczego więc jedno i drugie ma tak gorzki smak i jest czymś odwrotnym od tego, czego się spodziewamy? Miało być lżej, lecz jest inaczej, a to wcale nie jest koniec. Autorka zapętla wątki, podsuwa możliwy rozwój wydarzeń, lecz nic nie jest takie jak się wydaje. Tam gdzie wydawałoby się, iż nic nie było niejasnego wcale tak nie jest. Jak się okazuje przeszłość ma niebywałą siłę, teraźniejszość jest od niej uzależniona, nie ma skutku bez przyczyny, ta wcale nie jest tak oczywista. Valerie Keogh bazuje na emocjach i tym, co kryje się w ludziach, pod znakiem zapytania stawia definicję przyjaźni, lojalności, prawdy, szczerości. Jej bohaterki na naszych oczach zrzucają maski, wprost pokazują kim są w rzeczywistości, ale również co sprawiło, że stały się tymi, kim są przy końcu książki. Pozostaje coś jeszcze czyli finał z gatunku zaskakujących, nieoczekiwanych, wbijających w fotel i stawiających pod znakiem zapytania dużo lub raczej to, co było jednym z filarów. 

 





Książkę przeczytałam dzięki 
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA

 

wtorek, 30 marca 2021

V edycja akcji „Wiersze w mieście”

 Start już 15 kwietnia!


„Wiersze w mieście” to wydarzenie organizowane przez EUNIC Warszawa, stowarzyszenie zrzeszające narodowe instytuty kultury. 

Tematem przewodnim V edycji „Wierszy w mieście” jest WSPÓLNOTA . Kwestia, która w ostatnich latach ciągle gości na arenie politycznej, medialnej i artystycznej – w jaki sposób stworzyć wspólnotę ludzką, skoro wokół tyle niepokoju i zamieszania? Czy wspólnota to tylko łączące nas poglądy i więzy rodzinne czy jednak także to samo powietrze, którym oddychamy, ta sama Ziemia, o którą musimy dbać? Temat tegorocznej edycji „Wierszy w mieście” skłania nas również do tego, abyśmy przejrzeli się w lustrach, którymi są dla nas oczy innych ludzi. 

Podczas trwania wydarzenia zbiór 20 wierszy z różnych krajów będzie stopniowo prezentowany online za pośrednictwem różnych kanałów i w angażujący sposób. Zaplanowaliśmy kilka bardzo ciekawych wydarzeń oraz inicjatyw takich jak:
  • 4 wyjątkowe filmy,
  • “Wiersze w mieście” BookTAG, czyli jak poezja buduje wspólnotę,
  • Podziel się z nami ulubioną poezją!,
  • Poetyckie kąciki czytelnicze - a Ty gdzie czytasz poezję?.

 Szczegóły:  http://www.wierszewmiescie.eu/

poniedziałek, 29 marca 2021

Wstęp do szaleństwa


„Przedsionek piekła”

Tomasz Kaczmarek

 

To, co wydaje się najgorszym miejscem na ziemi bywa jedynie wstępem do kolejnego punktu, gdzie słowo piekło nabiera całkiem nowego znaczenia. Człowieczeństwo staje się pustym słowem, a raczej wyrazem, którego nikt nie zna. Czy w takich okolicznościach można myśleć o czymś więcej niż o szybkiej śmierci? Co jeszcze jest się w stanie zrobić by nie popaść w szaleństwo?

 

Postęp wymaga ofiary, czasem w nieskończonej liczbie mnogiej. W Exmore nikt nie liczy tych, którzy poświęcają się codziennie dla wielkiej machiny rewolucji przemysłowej, wiadomo, że straty jakieś muszą być, liczy się dobro, czy ogółu to już całkiem inna sprawa. Kathleen Turner doskonale zna tę gorszą stronę, by nie powiedzieć najgorszą, egzystuje na granicy życia i śmierci, bólu i otępiania, wie co ją czeka i wydaje się pogodzona ze swoim losem, chociaż czy na pewno? Janusz Szewczyk także zna Exmore od strony ciemnych zaułków, cuchnących, betonowych, ruin. Wierzy jednak, że jeszcze czeka go coś lepszego, ale takich jak on są tysiące, na razie każdy dzień jest dla niego wyzwaniem. Nie zdaje sobie sprawy jak mało dzieli go od tego by raz na zawsze odmienić swoje przeznaczenie. Jak szybko można stracić to, czemu poświęciło się wszystko wie Andrew Milton. Wydaje się być pokonanym, przegranym i czekającym jedynie na śmierć, ale nie wszyscy tak sądzą. Tych troje ma więcej wspólnego niż sądzi ktokolwiek, nawet oni sami. W Exmore tajemnice pozwalają zyskać przewagę, zdobyć to o czym się marzy, niekiedy stać się kimś zupełnie innym. Jednak ceną jest ból, zaprzedanie się i przede wszystkim wejście do piekła. Czy da się z niego uciec? Jeśli tak to, co czeka człowieka gdy już opuści je?

 

Tam gdzie rozum nie śpi również demony nie śpią, zwłaszcza jeśli są podstawą rewolucji. Przemysłowej rewolucji, na skalę jaką do tej pory ludzkość nie widziała, lecz zapragnęła. Po części postapokaliptyczna wizja, a po części steampunkowa, obie przenikają się w „Przedsionku piekła” nieustannie. Trudno powiedzieć gdzie kończy się jedna i zaczyna druga, elementy obu widoczne są nieustannie, nie rywalizują, koegzystują w książce Tomasza Kaczmarka na równych prawach, co wzbogaca całość, ale i staje się źródłem do niespodziewanych zwrotów akcji. Nie brak tej historii rozmachu i monumentalności, zadbania o ogólne zarysy oraz uzupełnienia ich detalami tak, by obrazowo przedstawić czytelnikom świat, w jakim egzystują bohaterowie. Zresztą ich sylwetki również oddano nader sugestywnie od strony zewnętrznych fizjonomii jak i charakterów, posiadają też swoją symbolikę. Rozpoczynając lekturę „Przedsionka piekła” nie jesteśmy przygotowani na to, że kolor czerni, szarości oraz czerwieni będzie przedstawiony w tylu odcieniach, odzwierciedlających nie tylko drugi plan, ale również postacie oraz to, co jest ich udziałem. Autor postawił na ekspresyjność na różnych poziomach, co nie tylko intryguje, lecz i staje się punktem wyjścia dla rozwoju wątków. Te w żadnym wypadku nie są schematyczne, odznaczają się wielowarstwową budową i zaskakującą ścieżką jaką podążają, zawsze na skraju przepaści, mniej niż o krok od zatracenia się. W tej powieści nadzieja, zwycięstwo, klęska, zemsta, nauka oraz rewolucja nie są tym, czym mogłoby się wydawać na początku, a piekło nabrało całkiem nowego znaczenia, dobitniejszego niż sądzono do tej pory.

 

 

 

Za możliwość przeczytania

książki

dziękuję:


 

niedziela, 28 marca 2021

Zapowiedź: "Martwy ptak"

 Zapowiedź


 

W Łodzi dochodzi do serii makabrycznych zbrodni. Nad sprawą wyrafinowanego i perwersyjnego mordercy pracuje para śledczych – komisarz Kyrcz i podkomisarz Szolc. Sprawca nie pozostawia po sobie żadnych śladów. Jest perfekcyjny. W końcu jednak popełnia błąd. Czy zrobił to przypadkowo, pod wpływem emocji? A może świadomie manipuluje śledczymi albo fabrykuje dowody, by zmylić policjantów? 

W całą sprawę wplątana zostaje Laura Wójcicka, z zawodu rysowniczka. Dziewczynę fascynuje śmierć, szczególnie samotna śmierć ptaków. Dlatego intrygują ją ostatnie zbrodnie. Czy to tylko przypadek, że jest autorką portretów kolejnych ofiar mordercy?

sobota, 27 marca 2021

Karuzela wspomnień

„Karuzela”

Agnieszka Litorowicz-Siegert

 

Wspomnienia mają czasem słodki smak, a czasem gorzki, bywają też takie, które dają siłę by walczyć o coś, co wydaje się skazane na porażkę. Niekiedy powrót do przeszłości pozwala zaleczyć stare rany, a jej poznanie daje szansę samego siebie. Przyszłość zaczyna się w tym, co było i co jest, ale również może być źródłem dla teraźniejszości. Warto na chwilę , dłuższą bądź krótszą, przystanąć i spojrzeć za siebie, wokół siebie i w końcu przed siebie …

 

O pomyłki wcale nie tak trudno, nie zawsze trzeba je korygować, bywa tak, iż stają się punktem wyjścia do czego, co nie było w planach. Maria i Weronika różnią się od siebie pod każdym względem, ciepła i cierpliwa pani profesor oraz twardo stąpająca po ziemi prawniczka. Połączyła ich dłuższa wizyta na Pomorzu i co ważniejsze pewien dom oraz nieplanowana sytuacja. To, co początkowo wydawało się dość kłopotliwe okazuje się czymś co nieoczekiwanie daje obu kobietom więcej niż mogłyby się spodziewać. Weronika przygotowuje na powrót ojca jego dom rodzinny, ale nie tylko on zaprząta jej uwagę. Chce odnaleźć starą karuzelę, zaginioną od lat, ale tak często wspominaną przez ojca, pomaga jej w tym ktoś kto sam fascynuje się lokalnymi dziejami. Dawna atrakcja wydaje się mrzonką, ale czy na pewno? Nie jedynie poszukiwania zajmują kobietę, nawiązuje nowe znajomości i poznaje nie tylko okolice, lecz i samą siebie. Jeszcze nie tak dawno była przekonana, że wie doskonale do czego dąży, jednak zaczyna patrzeć na świat z trochę innej perspektywy. Może Maria miała na to wpływ lub ktoś jeszcze? Zresztą tak wiele się dzieje wokoło, nie wszystko ma wesołe barwy, czasem tylko osoba z zewnątrz widzi to, co umyka innym.

 

Pewnych książek nie czyta się w pośpiechu, ad hoc, zresztą one na to nie pozwalają, nie tyle wymuszają ile po prostu wpływają na czytającego tak, by zwolnił tempo czytania i pozwolił sobie na delektowanie się lekturą. Taką właśnie historię zawiera najnowszy tytuł Agnieszki Litorowicz-Siegert, wcześniejsze również miała w sobie tę cechę, lecz w tej czuje się ją jeszcze silniej i to nie tylko gdy czyta pierwszy raz, lecz również za drugim i pewnie przy kolejnym będzie tak samo. „Karuzela” jest powieścią gdzie emocje są wszechobecne, lecz nie od razu pokazują swoją siłę, rozwijają się wraz z tym jak poznajemy poszczególnych bohaterów i to, co za nimi stoi. Toczy się nie w spokojnym tempie, lecz dostosowanym do opowieści, pozwalając wybrzmieć temu, co przekazuje autorka za pomocą postaci. W żadnym wypadku nie ma miejsca na nudę podczas czytania, wprost przeciwnie, dzieje się dużo, żaden wątek nie jest potraktowany po macoszemu, ma swój intrygujący początek, ciekawą kulminację oraz wcale nieprzewidywalny koniec i jednocześnie zazębia się z pozostałymi. Podczas czytania trudno oprzeć się refleksjom, zresztą one przychodzą także i później. Agnieszka Litorowicz-Siegert po raz kolejny oddała piękno krajobrazu, architektury i skomplikowane uczucia, widać głębię i różne perspektywy, dostrzega się bagaż noszony przez bohaterów. Znaleźć niebanalną historię nie tak łatwo kiedy księgarskie półki, tradycyjne i wirtualne, uginają się pod książkami. "Karuzela" należy do tych lektur, które rzucają czar na pierwszych stronach, a czytelnicy są pod jego wpływem jeszcze długo po tym jak przeczytali ostatnie jej zdanie. Pisarka zaprosiła mnie do poznania zwyczajnie niezwyczajnej śmiało można powiedzieć kroniki, w której ważni są ludzie, ich wspomnienia oraz teraźniejszość, w której uczą się żegnać z jednym rozdziałem życia i próbują pisać kolejny. To nie jest jednorazowa powieść, ale taka do jakiej wraca się co jakiś czas, odnajdując w niej kolejną barwę, niuans i smak.

 

 


 Za możliwość
przeczytania książki
dziękuję