środa, 9 września 2020

Zapowiedź


ZAPOWIEDŹ





Autorka jest uczennicą najwybitniejszego na świecie specjalisty od wykrywania kłamstw - Paula Ekmana. Współpracuje z policją i prywatnymi detektywami, pomaga w śledztwach gospodarczych, uczy rekruterów. Na jej szkolenia trzeba zapisywać się z wielomiesięcznym wyprzedzeniem.


W swojej pierwszej książce uczy, że nie musimy czytać w myślach, by rozpoznać kłamstwo.

Jak ciało zdradza, że kłamiemy?

Co można zrozumieć patrząc na tatuaż na lewym przedramieniu?

Jak kłamią mężczyźni, a jak kobiety?

Na co zwracać uwagę podczas rekrutacji?

Jak rozpoznać patologicznego kłamcę?


Czego dowiemy się z książki:

· Jak rozpracować drugiego człowieka, czyli czego możemy się dowiedzieć z postawy, sposobu chodzenia, wyglądu, mimiki, a nawet charakteru pisma.

· Jakie są typy niewerbalnych wskaźników kłamstwa?

· Jak kłamią kobiety, a jak mężczyźni, czyli kłamstwo w związku i na randce.

· Jak rozpoznać patologicznego kłamcę i jak się przed nim chronić?

· Jak wygląda praca profilera?

wtorek, 8 września 2020

Magia marzeń


„Marzenia mają twoje imię”
Karolina Klimkiewicz

Czasem przypadek sprawia, że świat nabiera całkiem innych barw, smaków i przede wszystkim wkradają się do niego zupełnie nowe emocje. Czy  zaryzykować i otworzyć pozwolić komuś na otwarcie drzwi do swojego świata? A może to zaproszenie do czegoś zupełnie innego, co może pokazać go od całkiem innej strony, która do tej pory była niedostrzegana.

Kiedy przyszłość ma być całkiem inna niż była planowana albo raczej wydaje się, że nic z niej nie pozostało trudno patrzeć optymistycznie na świat. Jeszcze przed momentem Cedric był pewien co się wydarzy, a chwile później okazało się, że nic nie warte były słowa kogoś mu bliskiego. Letty wydaje się taka beztroska, młoda i jest jego całkowitym przeciwieństwem, lecz krok po kroku wchodzi w jego życie, bez zbędnych obietnic, za to odkrywając to, co dla niej jest ważne, a on nie zauważał. Czy tak dwoje różnych ludzi może połączyć coś z sobą? Patrzeć w tym samym kierunku wcale nie jest trudno, ale zobaczyć to samo i zrozumieć co się widzi to już całkiem inna sprawa. Niekiedy wystarczy niewiele by dostrzec to, co najważniejsze, ale trzeba się śpieszyć, bo czas nie stoi w miejscu, a los szykuje niespodzianki …

Rozpoczynając czytanie niektórych książek nawet nie spodziewamy się co kryje się w nich, a kiedy ją kończymy czytać pozostają niezwykle silne emocje i refleksje dotyczące tego, co ważne w życiu. „Marzenia mają twoje imię” kryją w sobie historię, która wydaje się zwyczajna, lecz to pierwsze wrażenie dość szybko zaczyna być zastępowane przez inne, że rozpoczęliśmy właśnie lekturę, jaka pozostanie w nas na dłużej i nie będzie można łatwo odsunąć jej od siebie. Karolina Klimkiewicz z niezwykłą delikatnością opowiada o sprawach najtrudniejszych bez mówienia wprost, ale i też bez kluczenia, łączy dramat z nadzieją i przede wszystkim pisze o otwieraniu się na coś, nie nowego, lecz wcześniej ignorowanego. Dwoje głównych bohaterów różni wszystko, ale niekiedy kilka słów, przypadkowe spotkanie i po prostu chęć poznania drugiego człowieka staje początkiem czegoś, co nadaje sens życiu, w prawdziwym jego znaczeniu. Krok po kroku odkrywamy wraz z nimi świat jaki jest wokół nich i tak naprawdę nas, autorka strona po stronie otwiera im i nam oczy na to, co nas otacza, co może być ważne jeśli tylko damy sobie szansę wyjścia poza codzienność. Nie da się uciec od uczuć kiedy czyta się „Marzenia mają twoje imię”, one są obecne na każdym kroku i jest ich cała gama, od rozczarowania, gniewu, przyjaźni, aż po miłość, w różnych jej odcieniach. Po wirtuozersku oddane kolorują powieść, nadają jej smaku i przede wszystkim od nich wiele rozpoczyna się, nadając teraźniejszości wartości, pokazując jak jest cenne tu i teraz oraz ludzie będący przy nas. Strona po stronie widzimy jak można nauczyć się doceniać codzienność, proste przyjemności i przede wszystkim zauważać szanse do bycia po prostu szczęśliwym. Książka Karoliny Klimkiewicz to lekcja jak urzeczywistniać swoje marzenia, wbrew wszystkiemu oraz wszystkim, ile może dać wiara w drugiego człowieka, jeśli tylko zaryzykuje się i po prostu wyjdzie się ze swojej skorupy.


 Za możliwość
przeczytania książki
dziękuję
wyd. Inanna


poniedziałek, 7 września 2020

Kobiety, wino ...


„W butach Valerii”

Elisabet Benavent

Czasem życie przypomina kolejkę górską, z tą różnicą, że wjazd na górę jest szybki, pozostanie na niej krótkie, natomiast już zjazd w dół trwa i trwa. Co zrobić w takiej sytuacji? Może rozmowa z tymi, którzy znają nas doskonale chociaż na chwilę przyhamuje czarne myśli i pozwoli na moment zobaczyć świat w jaśniejszych barwach, gdzie widać już kolejny szczyt?

Napisanie bestselleru to jedno, ale czym innym jest powtórzenie sukcesu, zwłaszcza kiedy zaczyna się wątpić w siebie, talent, a na dodatek jeszcze pożycie małżeńskie sypie się i to na pewno nie gorącymi iskrami, ale raczej jak stara pierzyna, z którą już raczej nic nie da się zrobić. Na Valerię ostatnio spada zbyt wiele niepowodzeń i jakoś trudno dostrzec światełko w egzystencjonalnym tunelu. Jednak od czego są przyjaciółki, widzące wszystko w jaśniejszych barwach, zwłaszcza jeśli dzieje się to podczas wspólnego wieczornego wyjścia? Może nagle optymizm nie jest jakoś mocno odczuwalny, a wątpliwości nie do końca zostają rozwiane, lecz takie pocieszenie daje efekty, niekiedy w osobie przystojnego nowego znajomego, będącego pokusą jakiej trudno się oprzeć. Ale nie można być skupionym tylko na siebie, zwłaszcza, że dziewczyny też zmagają się z problemami, starymi jak świat oraz całkiem nowymi. Jak w tym wszystkim nie zwariować i po prostu wybrać to, co najlepsze, kiedy każda decyzja wydaje się niewłaściwą? Gdzieś w tym labiryncie pragnień, przeszłości i przyszłości jest dawna Valeria, która nie bała się po prostu być sobą, na dobre i na złe …

Dostać więcej niż oczekiwało się podczas lektury jest zawsze miłym dodatkiem, a jeśli i bez tego książka jest świetnym czytelniczym wyborem to pozostaje tylko zapamiętać gdzie ją odkłada się lub komu pożycza. Nadchodzą jesienne dni i jestem pewna, że do „W butach Valerii” powrócę nieraz podczas nich, a na kolejne pory roku sprawdzi się równie dobrze. Dobra zabawa podczas czytania nie wyklucza tego, że pod wierzchnią warstwą lekkości są kolejne, już poważniejsze i poruszające trudniejsze tematy. Cztery kobiety, przyjaciółki, każda na innym etapie życia, wydawałoby się, że mają różne problemy i poruszają się w całkiem innych światach, ale od czego przyjaźń? Elisabet Benavent wzięła na tapetę każdy z tych wątków, a łączy je nie tylko tytułowa postać, lecz i długoletnia znajomość. Tak, to jest bardzo kobieca powieść, bo jaka też może być jeśli głównymi postaciami są właśnie kobiety, jednak to właśnie jest jej atutem. Żeński punkt widzenia nie jest przecież taki sam, a bohaterki pokazują to na każdym kroku, co autorka umiejętnie wykorzystuje. Współczesne związki kobieco-damkie, praca, przyjaźń, oczekiwania wobec siebie i bliskich, to wszystko składa się na „W butach Valerii”, lecz tak naprawdę to dopiero początek opowieści o ludziach stojących na skraju czegoś nowego, dorastających do tego kim chcą być w przyszłości, do swoich marzeń, poznających siebie, chociaż mogłoby się wydawać, że ten etap już za nimi. Elisabet Benavent nie bała się pokazać rozterek uczuciowych, popełnianych błędów, ale też egzystencji na własnych zasadach, a to wszystko z tłem w postaci nigdy nie zasypiającego Madrytu, przytulnych knajpek i głośnych klubów oraz kobiecych rozmów. To własne te ostatnie są wsparciem, mówią prawdę prosto w oczy, ale także czasem zatajając w dobrej wierze i są wierne przyjacielskim więzom. Czytanie „W butach Valerii” jest jak spotkanie z więcej niż dobrymi znajomymi, z jednej strony świetnie się z nimi bawimy, nawet jeśli minutę wcześniej humor nie dopisywał, a z drugiej możemy liczyć, że bycie sobą jest jak najbardziej w porządku, chociaż daleko nam do idealnej wersji siebie samych, wystarczy, iż jesteśmy po prostu sobą.



Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję:



niedziela, 6 września 2020

Wrześniowa premiera


PREMIERA:

16 września





Nigdy nie jest za późno, by walczyć o siebie. Przekroczenie progu dorosłości dla wielu z nas to czas wyborów i poszukiwania własnej drogi. Ale nie dla Alicji. Ona nie rozmawia z koleżankami o sukienkach na studniówkę. Nie stresuje się maturą. Nie czeka z utęsknieniem na studia. Po prostu stara się przetrwać. Nie może zawieść najbliższych. Wystarczy, że jej brat to zrobił… Od tamtej tragedii jej rodzina wciąż nie doszła do siebie. A przecież młodość jest po to, by doświadczać życia i pierwszych miłości! To ostatni dzwonek, by się zbuntować, przekroczyć granice i zawalczyć o marzenia. Nawet jeśli znów trzeba się zranić aż do krwi.

sobota, 5 września 2020

Początek



„Dracul”
Dacre Stoker
J.D. Barker

Wszystko ma swój początek, ale czy koniec? Czasem jedno i drugie staje się mitem i ginie w domysłach i barwnej legendzie, bywa, że w mrocznej o krwawym odcieniu. Jednak prawda często jest o wiele bardziej intrygująca, od tego, co narodziło się z okruchów, a jej odsłonięcie rzuca nowe światło na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Jaka jest prawda? Tego musi dowiedzieć się Bram, ciocia Ellen dawno temu zniknęła z życia rodziny Stokerów, lecz nie została zapomniana. Jednocześnie pozostająca w cieniu, ale i ktoś ważny, powinna zostać zapomniana, ale pojawia się wtedy gdy wydaje się jedynie owianym mgłą tajemnic wspomnieniem. Kim była lub raczej jest? Bram  zawdzięcza jej tak dużo, lecz czy nie powinien obawiać się jej? Ciągnie się za nią historia, która podważa tak wiele, lecz gdyby nie miała miejsca czy w ogóle Bram dotarłby do tego punktu, w którym jest teraz? To, co ma do opowiedzenia może wydawać się fascynującą opowieścią, w jakim tabu, kłamstwa, krew i przede wszystkim ludzko-nieludzkie pragnienia nawzajem są jej źródłem. Co jest prawdą, a co urojeniem? To drugie wydaje się prawdziwsze, ale to pierwsze jest mroczną rzeczywistością z jaką nie tylko Stokerowie muszą się zmierzyć. Noc czasem wcale nie jest wybawieniem, wprost przeciwnie, w godzinach kiedy panuje trzeba walczyć o to by poranek w ogóle mógł zaświtać. Nawet sekunda słabości oznacza jedno – klęskę, po której nie będzie już drugiej szansy, za to odwieczna tułaczka. Demony budzą się do życia nie wtedy kiedy rozum śpi, ale gdy serce tego pragnie …

Zmierzenie się z prawdziwą legendą literatury, która była, jest i będzie wyznacznikiem dla pokoleń czytelników oraz autorów jest ogromnym wyzwaniem. Kto nie zna Draculi? Prawdziwa ikona nie tylko literacka, ale i filmowa, postać, która stała się ikoną szeroko pojmowanej kultury. Potomek Brama Stokera podjął się tego zadania wraz z współautorem – J.D. Barkerem i trzeba przyznać, że już na samym wyznaczyli kierunek powieści, którym bez zbaczania podążali aż do samego zakończenia. Twórcze czerpanie z najlepszych przykładów gatunku grozy zaowocowało powieścią, mającą dużą szansę przejść do kanonu, nie jako kontynuacja, bo tym na pewno nie jest, lecz jako całkowicie odrębna historia. Intrygująco i mrocznie jest od samego początku, a koniec jest idealną ostatnią kropką, zamykającą niesamowitą powieść, w jakiej nie ma niczego przypadkowo. Każda scena to dokładnie przemyślany majstersztyk, jednocześnie będący ciągiem dalszym, ale i źródłem dla następnych. Lektura „Dracula” była dla mnie powrotem do korzeni czytelniczych, jedną z tych od których rozpoczynałam swoją znajomość z literaturą grozy i jaka wciąż jest w mojej pamięci. Dacre Stoker i J.D. Barker mieli doskonały pierwowzór, lecz ich pomysł, chociaż wyrósł na nim, czerpie nie tylko z niego. Gotycki klimat jest wyczuwalny na każdej stronie, po postu zdaje się jednym ze spoiw całości, w jakiej tajemnice, szaro-czarne tło i bohaterowie splatają się w historię w jakiej to, co oczywiste wcale takim nie jest, a cała reszta ma swoją drugą twarz i wiele warstw. Jedne i drugie odsłaniają niesamowitą opowieść, sięgającą równocześnie swoimi korzeniami głęboko w mroczne legendy, ale i podstawowe ludzkie pragnienia, które, jeśli da się dojść do głosu, mogą być powodem przekroczenia cienkiej granicy pomiędzy dobrem i złem. Zresztą oba noszą maski i wcale nie są takie jakim się wydają w pierwszej chwili. Wykorzystanie rzeczywistych osób w „Draculu” jest zabiegiem, nadającym całości realności pełnej znaków zapytania, niewiadomych i przede wszystkim pokazującym czym jest groza i zło.






                                                                                     Za możliwość przeczytania  
                                                                dziękuję: