sobota, 6 kwietnia 2019

Pierwsze, nie ostatnie


„First last look”
Bianca Iosivoni

Nowy rozdział nie tak łatwo rozpocząć jak mogłoby się wydawać. Nie zawsze wystarczy po prostu  zamknąć za sobą drzwi i wejść kolejnymi w przyszłość. Czasem te już zatrzaśnięte otwierają się niespodziewanie, wpuszczając do duchy z przeszłości. W takim momencie starannie zbudowana teraźniejszość zaczyna drżeć w posadach, a plany stają pod znakiem zapytania.

Kilka tysięcy kilometrów od rodzinnego domu Emery może odetchnąć z ulgą i skupić się na rozpoczęciu studiów. Kolejne lata mają być zupełnie niż to, czego doświadczyła niedawno. Jednak od samego początku wzbudza zainteresowanie, niefortunny początek przynosi jej zupełnie coś odwrotnego niż się spodziewała. Nowi znajomi przyjmują ją do swego grona, chociaż dziewczyna nie do końca jest przekonana czy to dobry pomysł. Codzienność z dala od domu okazuje się mieć o wiele więcej plusów niż mogła sądzić, jednym z nich jest Dylan. Chłopak absolutnie nie powinien ją interesować, niestety nie tak łatwo zapomnieć o nim. Bezinteresowny, przyjacielski,  wkurzający i jednocześnie intrygujący, wszystko to razem sprawia, że nawet mocne postanowienie trzymania się z daleka od tego rodzajów typów nie pomaga. Czy i to postanowienie zostanie złamane? Przeszłość wciąż jest w pamięci, lecz wydaje się, że najgorsze jest już za Emery, a rozpoczęcie życia od nowa ma dużą szansę powieść się. Świeży przyjaciele oraz wspólne spędzanie czasu powoli goją zadane rany, lecz sekrety podkopują kruche zaufanie. Całkiem niedawno dziewczyna musiała się zmierzyć z tym jak łatwo można zniszczyć kogoś i nie udzielić pomocy komuś, kto jest ofiarą. Czy i tym razem wydarzenia potoczą się podobnie? Osądzanie innych przychodzi łatwo, wyciągnięcie pomocnej ręki skrzywdzonemu jest o wiele trudniejsze … Jak zachowa się Dylan i reszta? Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, wybaczanie także, lecz to pierwsze łatwiej zrobić niż to drugie …

Bianca Iosivoni opisała historię młodych ludzi, ale skierowana jest ona i do starszych czytelników. Bohaterowie wiekiem stoją na progu dorosłości, pierwsze poważne decyzje mają za sobą, lecz w ich przypadku to, coś więcej. Musieli odrobić wcześniej, niż większość swoich rówieśników, lekcję stawiania czoła problem, z jakimi nie zawsze radzą sobie o wiele starsi. „First last look” porusza problemy mające swoje źródło w osądzaniu innych, braku pomocy dla  pokrzywdzonym oraz zagrożeniu jakie niesie z sobą zaufanie niewłaściwej osobie, a które jeszcze zwiększyło się w dobie Internetu. Pisarka realnie opisuje postacie oraz ich perypetie, humor oraz lekkość „pióra” dodatkowo czynią lekturę interesującą. Przyjaźń, rodząca się miłość, nauka zaufania oraz radzenie sobie z trudną przeszłością stanowią główne wątki „First last look”. Uzupełniają się one wzajemnie, tworząc kolorową i bardzo emocjonalną opowieść. Jej główni bohaterowie nie są jednowymiarowi, Bianca Iosivoni dała im serce i duszę, tak by byli rzeczywistymi osobami.



Za możliwość przeczytania książki 


dziękuję wydawnictwu:
 
 
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo jaguar

piątek, 5 kwietnia 2019

Premiera "Tronu Cezara"

PREMIERA
9 kwietnia

Rzym po wojnie domowej, rok 44 p.n.e. Zwycięski Juliusz Cezar ułaskawił pozostałych przy życiu wrogów i wynagrodził przyjaciół. Teraz zamierza wyruszyć na podbój królestwa Partów – przedtem jednak musi załatwić parę spraw. 
Gordianus Poszukiwacz, który życie strawił na pracy detektywa, doczekał się awansu do warstwy ekwitów i podjął ostateczną decyzję: czas na emeryturę. Jednakże rankiem 10 marca najpierw wzywa go Cycero, a potem sam Cezar. Obaj proszą o to samo – by się dowiedział, czy ktoś nie knuje zamachu na dyktatora. Cezar postanowił też obdarzyć Poszukiwacza zaszczytem, który odmieniłby losy całej rodziny. Miałoby to nastąpić w idy marcowe. Termin się zbliża i co najmniej jedna zbrodnia wydaje się nieunikniona.


czwartek, 4 kwietnia 2019

Winna prawda


„Sprawa Hoffmanowej”
Katarzyna Zyskowska

Niewinność i wina czasem idą z sobą w parze, stanowiąc swoisty rewers i awers ludzkiej twarzy. Wydają się być zupełnie czymś odmiennym, ale bywa, że jedno brane jest za drugie, lub  zdarza się tak, iż wszystko zależy od tego punktu widzenia. Niekiedy nawet najbardziej zainteresowani nie są pewni co do charakteru swojego uczestnictwa w sprawie.

Co wydarzyło się w okolicach Lodowej Przełęczy? Zmarli nie powiedzą, a tej, która ocalała, przypisuje się całe zło jakie wydarzyło się w cieniu odwiecznych Tatr. Mira Hoffmanowa milczy, jeśli nawet odezwie się, to jej słowa nie są tymi oczekiwanymi. Kiedy wraz z mężem i pasierbem zawitała do Zakopanego nic nie zapowiadało tragedii, jaka miała się rozegrać wkrótce. Oczywiście ludzie od początki „gadali”, w końcu niezbyt często gwiazda rozrywki porzuca scenę by wyjść za mąż za o wiele starszego prawnika. Plotki towarzyszyły im od samego początku, każdy krok nowej pani Hoffmanowej budził zainteresowanie, dodatkowo wciąż podsycane przez „życzliwych”. Dekadenckie, zakopiańskie, towarzystwo niejedno już widziało, ale nowa twarz, zwłaszcza Miry Mey, wprowadza powiew świeżości, nawet kiedy chce  się pozostać niezauważoną. Czy można wtopić się w tłum gdy jest się właśnie tym, a nie innym człowiekiem? Raczej nie, jeżeli do tego dodać ludzką ciekawość oraz rozpalone niezdrowe emocje, świadomie bądź nie, to na efekty nie trzeba długo czekać. Dramat zamiast wzbudzić współczucie przynosi Hoffmanowej społeczny ostracyzm oraz coś o wiele gorszego – przypisanie winy bez jakiekolwiek procesu. Fakty wydają się jednoznaczne, ale czy ktoś je bierze pod uwagę? Opinia publiczna sądzi po pozorach, te wydają się jednoznaczne, chociaż czy tak naprawdę jest? Jedno jest tylko pewno troje ludzi zginęło, jeden ocalał, cała reszta osnuta jest tajemnicą, plotkami i niezdrowym zainteresowaniem. Ile było ofiar w rzeczywistości i kto jest winny? Tego nie wie nikt …

Zło bywa namacalnie odczuwane, kładzie się cieniem na przeszłości, teraźniejszości, a przede wszystkim przyszłości. Wiadomo, że coś się wydarzy i nic już nie będzie takie samo. Właśnie taki klimat towarzyszy „Sprawie Hoffmanowej” od samego początku do ostatnich słów. Katarzyna Zyskowska w niezwykle sugestywny sposób oddała emocje głównej bohaterki oraz otoczenia, jeśli do tego dodać niejednoznaczność wydarzeń oraz przeplatanie się subiektywnych opinii i faktów, które podlegają różnorodnej ocenie, to czytelnicy otrzymują piekielnie intrygującą historię. Wina i niewinność wciąż zamieniają się miejscami, czasem stoją tuż obok siebie, a kluczowe pytanie „Co wydarzyło się na Lodowej Przełęczy” ma kilka odpowiedzi, każda może być prawdziwa, lecz która nią jest? Tragedia rozegrała się w kilku aktach, kiedy pierwszy zaistniał na życiowej scenie finał był jeszcze nieznany, chociaż jego charakter dał się odczuć. Ostatni rozegrał się dużo później niż ktokolwiek zauważył. „Sprawa Hoffmanowej” opiera się na rzeczywistych wydarzeniach, Katarzyna Zyskowska mistrzowsko połączyła je z możliwym scenariuszem rzeczywistego dramatu. Jedno i drugie uzupełnia się, tworząc niepokojącą opowieść kobiecie, rzuconej na żer opinie publicznej, która była żądna sensacji i dostała ją. Prawda okazała się czymś pobocznym, ważnym dla nielicznych, a w ostatecznym rachunku pozostającym sekretem gór i ocalałej, ale czy ofiary?



Za możliwość 
przeczytania książki 
dziękuję


środa, 3 kwietnia 2019

Premiera Arlo Fincha

PREMIERA






Dwunastoletni Arlo Finch przeprowadza się do Pine Mountain w Kolorado. Odkrywa, że las otaczający miasto jest magiczny, a zamieszkujące go siły są bardzo niebezpieczne. Na szczęście zaprzyjaźnia się z Indrą i Wu, dzięki którym dołącza do patrolu Skautów. Dowiaduje się, jak poskromić dziką magię, która najwyraźniej czyha na jego życie. Wykorzystując nabyte umiejętności staje oko w oko ze swoim wyjątkowym przeznaczeniem i weryfikuje wartości, które są podstawą Przysięgi Skauta: lojalność, odwagę, życzliwość i prawdę.

wtorek, 2 kwietnia 2019

Rodzinne sekrety


„Dziewczyna na klifie”

Co komu jest pisane podobno nie wie nikt, zbyt często wydaje się nam, że przeznaczenie ma całkiem inne plany wobec nas niż my sami. Kiedy wszystko wydaje się zmierzać ku szczęściu, coś staje na drodze, przeszkoda hamuje nas, nawet czasem musimy zmienić drogę, którą tak wytrwale podążaliśmy. Jednak czy na pewno była ona tą właściwą?

Do pewnych miejsc wraca się kiedy wydarzyło się to, co w ogóle nie było brane pod uwagę. Dla Granii Ryan dom rodzinny zawsze był ostoją, chociaż to w Nowym Jorku od lat czuła się najlepiej. Teraz wróciła do punktu, gdzie wszystko było kiedyś prostsze, lecz szybko przekonuje się, że nawet nad zatoką Dunworley nie jest aż tak spokojnie jak sądziła. Mała dziewczynka wydaje się synonimem czegoś, o czym rodzina Ryanów chciałaby zapomnieć, ale pojawienie się Aurory Lisle nie pozwala na to. Grania nigdy nie przypuszczała, że jej bliscy posiadają jakiekolwiek sekrety, nie od razu odkrywa co łączy dwie familie oraz kilka pokoleń kobiet. Dla niej  liczy się tu i teraz oraz dziecko, które potrzebuje opieki. Ostrzeżeń swojej matki nie bierze początkowo poważnie, ale wraz z upływem czasu składa w całość niezwykłą i  dramatyczną przeszłość Ryanów oraz Lisle`ów. Przeszłość ma większy wpływ na nią niż myślała, lecz to teraźniejszość wymaga podjęcia decyzji oraz stawienia czoła temu, co ją zraniło. Nad zatoką Dunworley tylko z pozoru rzeczywistość jest łatwa i nieskomplikowana, chociaż rzącą się surowymi zasadami, pod tą iluzją kryją się łzy, kłamstwa, ale również szczęście i marzenia, które jednak nie zawitają do nikogo ot tak sobie. Moment spotkania Granii i Aurory stał się punktem zwrotnym, ale czy da się odmienić przeznaczenie?

Lucinda Riley już wielokrotnie splatała w swoich powieściach piękno naturalnego krajobrazu z losami bohaterów. Nie inaczej jest i w „Dziewczynie na klifie”, dzikie irlandzkie wybrzeże, jednocześnie surowe, ale i niebywale piękne, oraz tajemnicze losy pewnej rodziny, a zwłaszcza jej żeńskiej linii, splatają się w pełną zwrotów akcji historię. Nie po raz pierwszy przyznaję, że pisarka ta z niesamowitym wyczuciem dawkuje emocje i tajemnice, tak by czytelników zaintrygować, ale tak, by nie poczuli się zmęczeni ciągłym napięciem. Oczywiście nie można zapomnieć również o wielowątkowości oraz towarzyszącym jej kilku planach czasowych. Z postaciami poznajemy przeszłość, z jej szczęśliwymi momentami, chwilami nadziei i dramatycznymi wydarzeniami. Towarzyszymy także w teraźniejszości, kiedy odkrywana jest prawda, niełatwa i raniąca, lecz i oczyszczająca oraz widzimy finał powieści  – jednocześnie tak wiele wyjaśniający, jednak również utrzymany w klimacie tajemnic. Lucinda Riley nie zapomina także o tle społeczno-historycznym, ono również ma do odegrania swoją rolę, jako część drugiego planu doskonale uzupełnia całość, jednocześnie stając się punktem wyjścia dla niektórych nitek opowieści. „Dziewczyna na klifie” ma w sobie urok irlandzkich gawęd oraz cień onirycznej atmosfery, ale przede wszystkim to cała gama ludzkich losów oraz niezwykłych odcieni miłości.






            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
       dziękuję 
 
  wyd. Albatros