sobota, 22 sierpnia 2026

Zaginiony skarb

„Dziewięć kołatek Troya”

Alicja Czarnecka – Suls

 

Dużo nie jest potrzebne by z zupełnie niewinnych działań wyniknęło coś zgoła odmiennego. Wystarczy ciekawość i nie odwrócenie głowy, gdy okazuje się, iż dzieje się to, czego nie było w planach. A potem to już wystarczy dotrzymać kroku dziejącym się wydarzeniom i próbować być krok przed innymi, dwa również nie zaszkodzą. Cała reszta to łut szczęścia, nieoczekiwana pomoc i po prostu wiara w przyjaciół.

 

Czasem z prostego wydawałoby się wyjazdu do Czerwińska wychodzi niezła draka, chociaż to określenie zdaje się być na wyrost to Lula, Ada, Gabryś i Kris, raczej potwierdziliby, że to trafne określenie. Wszystko rozpoczęło się nad wyraz niewinnie, ale jedna kołatka wiele zmieniła. Przede wszystkim stała się podstawą do śledztwa, oczywiście nie jakiegoś oficjalnego, lecz jak najbardziej z misją. Zaginiona podczas wojennej zawieruchy wciąż pozostaje jednym z wielu dzieł sztuki, jakie nie zostały odnalezione. Jednak pewien trop zdaje się być na tyle wiarygodny, iż warto go sprawdzić. Jak się okazuje pociąga to z sobą dokonanie prawie przestępstwa, narażenia się grupie fanatyków z zachodniej granicy. Średniowieczna kołatka kryje kilka tajemnic, zahaczających nawet o Templariuszy, ale też o czasy dużo późniejsze. Zresztą, jeśli chodzi o sekrety, to i przyjaciele je posiadają. Finał tego dochodzenia będzie zupełnie daleki od pierwotnych planów, w końcu niecodziennie bierze się nadzwyczaj czynny udział w odzyskaniu skarbu.

 

Czy daleko trzeba szukać historycznych zagwozdek i to sięgających głęboko w dzieje?

Lubicie zagadki, tajemnice z przeszłości, poszukiwanie zaginionych dzieło sztuki?
Dorzućmy do tego humor i polskie zabytki, a mamy intrygującą lekturę, w jakiej nie wiemy co wydarzy się za moment, a będzie działo się dużo i wiele więcej niż czytelnik spodziewa się. Już prolog zaostrza apetyt, dalej jest jeszcze lepiej, bo jeśli ktoś sądzi, że to jedyny wątek, chociaż intrygujący i zapowiadający niejeden zwrot w akcji, to jest w ogromnym błędzie. Alicja Czarnecka – Suls zadbała o to, by czytający nie byli pewnie co lub kto jeszcze pojawi się w tej opowieści i tak naprawdę niespodzianek jest kilka z kategorii całkowicie kontrastowych. W końcu jak poszukiwanie skarbu to na całego, żadnych półśrodków oraz zawahania, lecz działanie i to grupowe, gdyż jak wiadomo nie od dziś w grupie siła, a w tej książce to grupa, jakiej niedocenianie mści się. „Dziewięć kołatek Troya” jest powieścią gdzie tło historyczne jest wykorzystane niejednokrotnie i za każdym razem staje się czymś więcej niż jedynie drugim planem, podobnie jak i lokacje, nie będące tylko punktem, ale i istotnym elementem. Autorka doskonale połączyła jedno i drugie, wydobywając ciekawe fakty i łącząc je z fabułą w intrygującą całość, z zatartą granicą pomiędzy faktami, poszlakami i wyobraźnią. No i pozostają bohaterowie, powiedzieć, że są barwni, nieobliczalni i  zdeterminowani, to jakby pozostawić ogromne niedopowiedzenie. Grupa przyjaciół, jacy pójdą za sobą w ogień, podpalą świat i kawałek kosmosu oraz nie dadzą się zniechęcić żadnym okolicznościom, nikomu, niczemu. To oni stanowią oś książki, źródło wątków, niektórych sekretów, wykreowani tak, iż szybko zdają się być dobrymi znajomymi nas czytelników. Dzięki nim poszukiwawcza wyprawa podąża się w całkowicie zaskakującym kierunku, po drodze jeszcze z dodatkowymi atrakcjami, również spod znaku zupełnie nieprzewidzianych.


                                        Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

1 komentarz:

  1. Pięknie uchwyciłaś to, co w takich powieściach najważniejsze. Najbardziej urzeka mnie w Twojej recenzji zwrócenie uwagi na siłę przyjaźni i to, jak historia staje się żywym uczestnikiem wydarzeń, a nie tylko suchym tłem. Aż ma się ochotę sama wyruszyć na poszukiwanie takich tajemnic. Z przyjemnością dopisuję ten tytuł do listy lektur.

    OdpowiedzUsuń