sobota, 6 czerwca 2020

Piękna katastrofa


„Kolacja z Tiffanym”
Agnieszka Lingas-Łoniewska

Przypadku nie da się uniknąć, zwłaszcza niektóre osoby są z nim na ty i nie powinny być w ogóle zdziwione tym, iż pojawia się on tak często w ich życiu. W końcu co dziwnego w towarzystwie dobrego znajomego? Może jedynie powstać niejaki problem, jeśli los ze złośliwym uśmieszkiem dołączy się do tej kompanii. Wówczas w takim trójkącie będzie się zapewne wiele dziać, ale nuda nie grozi nikomu, ewentualnie trochę zamieszania z dużą dozą chaosu gdy dołączą jako przyjacielskie wsparcie. A potem to już wszystko zdarzy się i jeszcze więcej, szczególnie kiedy do gry dołączą uczucia oraz tajemnice.

Trzeba mieć naprawdę dobrego anioła stróża, który będzie co i rusz przekuwał katastrofy w coś zupełnie odwrotnego. Natalia Lisek naprawdę miała szczęście do tych drugich, a co do tego pierwszego, no cóż w przypadku Macieja Granickiego trudno powiedzieć, że jest wysłannik niebios, chociaż … cierpliwość na pewno anielską ma. W kontaktach ze swoją nową pracownicą wykazuje ją na pewno, zresztą nie tylko ją, bo co jak co, ale panna Lisek ma talent do tworzenia prawdziwej komedii omyłek, w jakich odgrywa główną rolę i jakoś tak wciąga przypadkiem w nie swoje nowego szefa. Humor na pewno Granickiemu przyda się, a nuda na pewno nie zagości w jego pobliżu, ale byłoby to zbyt proste w przypadku Natalii, bo jak wiadomo przyciąga kłopoty jak magnes. Czy najnowszym będzie słynny Tiffany, złodziej biżuterii? Czasem dbanie i interesy firmy to, coś więcej niż praca, zwłaszcza kiedy uczucia, drogocenne błyskotki i tajemnice zaczynają tworzyć wątki jak z romantycznego hollywoodzkiego przeboju, a przecież temu gatunkowi Natalia stanowczo mówi NIE! Ale czym innym jest ckliwy film, a zupełnie czym innym rzeczywistość, będąca o wiele ciekawsza niż to, co wymyślili scenarzyści!

Takich książek nie spotyka się często na polskim rynku wydawniczym, ja znam kilka i są to między innymi wszystkie książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Humor, kryminalny wątek no i ci bohaterowie, którzy od razu stają się przyjaciółmi, za jakich trzyma się kciuki od pierwszej do ostatniej strony, bo wiadomo, że pisarka przygotowała dla nich niezły maraton perypetii humorystyczno – uczuciowych. Komedię, wbrew pozorom, nie tak łatwo napisać, rozśmieszyć siebie jest dość prosto, w końcu wiemy co nas śmieszy i znamy się dobrze, lecz większe grono to już sztuka. W przypadku „Kolacji z Tiffanym” udało się to po mistrzowsku i od strony splotu okoliczności jak i samych postaci. Autorka postawiła nie tylko na komizm sytuacyjny, ale także słowny, a jeśli do tego dodać osoby głównych bohaterów to dostajemy gotowy przepis na lekturę, podczas jakiej pierwszorzędna rozrywka jest gwarantowana nieustannie. Dodatkowym smaczkiem jest to, iż Agnieszka Lingas-Łoniewska nie na darmo jest „dilerką emocji”, gdyż i tych drugich nie brakuje w książce. Wiadomo nie od dziś, że nie tak trudno jest przedobrzyć lub mówiąc otwarcie zbytnio polukrować historię i same postacie. Jednak w przypadku powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej dostajemy osobowości  jakim przesłodzenie nie grozi, za to czytelnicy o  nich nie zapomną. Pisarka wyobraźnia i wprost nieograniczona pomysłowość daje popalić, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, postaciom i czytelnikom, oczywiście z uśmiechem na ustach – jednych i drugich. „Kolacja z Tiffanym” to po prostu gotowy scenariusz na kinowy przebój, w jakim słowo katastrofa nabierze całkiem nieoczekiwanego oblicza tak jak i złodziejski fach. Ale nim upomną się o tę książkę filmowcy czytelnicy będą mieli doskonałą lekturę.



 Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:
 
 
 

piątek, 5 czerwca 2020

Czerwcowa premiera

Premiera:
30 czerwca




Kiedy Lev Leokov zauważa w klubie nocnym zagubioną młodą kobietę, Minę Harris, wie, że coś jest nie tak. Dodatkowo przyłapuje ją na kradzieży. Musi jednak sam przed sobą przyznać, że po raz pierwszy w życiu ktoś go zaintrygował.

Lev szybko się orientuje, że Mina jest na dnie. W jego życiu nie brakuje przemocy, ale z jakiegoś powodu chce pomóc dziewczynie.

Pozwala jej dokonać wyboru. Jeśli Mina zgodzi się dla niego pracować, nie będzie musiała martwić się o dach nad głową. Jeżeli zdecyduje się zatrzymać sto dolarów, które ukradła, będzie musiała zniknąć. Może też wybrać trzecią opcję, czyli pozwolić, aby Lev zadzwonił po gliny.

Mina decyduje się dla niego pracować. Nie ma niczego, więc nic nie może stracić. Prawda?

czwartek, 4 czerwca 2020

Kto się czubi ...


„Rozgrywka z sąsiadem”
R.L. Mathewson

Wolność Tomku w swoim domku, czasem chciałoby się powiedzieć, wiadomo że dobry sąsiad to skarb, ale nie zawsze się taki zdarza. Co więc zrobić w takiej sytuacji? Pogodzić się z kłopotliwym sąsiedztwem? Wypowiedzieć wojnę podjazdową? A może wybrać trzecią opcję? Jaką? Rozpocząć grę z uciążliwym sąsiadem i pokazać, iż nie tylko on się liczy …

Wiele można pominąć milczeniem, naprawdę nie chodzi o jakieś mało ważne sprawy, ale kiedyś czara goryczy musi się zapełnić, a jej zawartość wylać. Haley zniosła dużo mniejszych i większych wpadek swojego sąsiada, naprawdę ktoś inny na jej miejscu byłby na pewno mniej wyrozumiały. Jednak kiedyś przychodzi kres łagodnego traktowania, czego oczywiście Jason nie mógł się spodziewać, chociaż powinien. To, co wydaje się błahostką bywa początkiem dość niecodziennej znajomości, w jakiej nie brakuje wojenek, uszczypliwości oraz świętego gniewu w obronie swojej własności. Podobnie kto się czubi ten się lubi, tych dwoje ma w tym temacie własne zdanie, zwłaszcza gdy lepiej się poznają, bo w końcu przyjaźń można odnaleźć bardzo blisko, nawet jeśli bywa dość niekonwencjonalna. Czasem potrzeba czasu by zauważyć coś, czego nie brało się pod uwagę i co z pewnością skomplikuje sąsiedzkie związki. Kiedy wróg zmienia się w kogoś zupełnie innego sytuacja staje się skomplikowana, lecz dopiero teraz zaczyna się prawdziwy pojedynek z kłopotliwym już nie tylko znajomym z domu obok. Jaki będzie jego wynik?

Złe miłego początki tak rozpoczyna się historia bohaterów „Rozgrywki z sąsiadem”, a im dalej zagłębiamy się w lekturę tym bardziej okazuje się, że nie do końca jest taka jak można byłoby z góry zakładać. Pisarka zgrała treść z konwencją komediową oraz obyczajową, tak więc perypetie uczuciowe odgrywają kluczową rolę w perypetiach postaci. Natomiast strona humorystyczna widoczna jest w dialogach oraz scenkach sytuacyjnych. Lekkość opowieści jest jednym z jej atutów, kolejnym są główne oraz drugoplanowe sylwetki, nie wydumane, ale  z wadami i zaletami, czasami z przymrużeniem oka i lekko żartobliwym cieniem. R.L. Mathewson płynnie prowadzi czytelnika po kolejnych etapach znajomości Haley i Jasona, obfitujących w wiele komicznych zbiegów okoliczności, lecz również jest w niej miejsce na poważniejszy wątek. Czytanie „Rozgrywki z sąsiadem” jest świetnym sposobem na zapewnienie sobie dobrej rozrywki, gwarantuje relaks i dobrze spędzony czas. Może być także odpowiednim lekiem na poprawę samopoczucia, pozwalając się oderwać chociaż na chwilę od codzienności. Autorka postawiła na zabawny ton swojej powieści, a sam tytuł wskazuje, że jednym z motywów jest sąsiedzkie starcie, niejedno i prowadzące może nie do zaskakującego finału, ale takiego jaki jest oczekiwany i dopasowany do całości powieści. Czasem aż tak dużo nie potrzeba by zapewnić czytelnikowi ciekawie spędzone chwile z książką, wystarczy dobry humor, bohaterowie mający do siebie dystans oraz fabułę w jakiej jest miejsce na emocje, pomyłki oraz dobrą zabawę. Damsko-męska wersja bajki o Pawle i Gawle jak najbardziej jest udaną lekturą, w jakiej często można się uśmiechnąć lub wprost roześmiać.



 Za możliwość 

przeczytania książki

dziękuję:


środa, 3 czerwca 2020

Roślinna zapowiedź

Premiera:
24 czerwca









Kiedy była małą dziewczynką Alice Vincent uwielbiała ogród swojego dziadka. Zachwycał ją spokój i piękno tego miejsca. Dwadzieścia lat później, kiedy przeprowadziła się do maleńkiego mieszkania w Londynie, tamte wspomnienia z dzieciństwa były jak sen.

Wiodła spokojne, uporządkowane życie. Wszystko zmieniło się pewnego czerwcowego poranka, kiedy chłopak z którym była od pięciu lat oznajmił, że już jej nie kocha. Grunt usunął się spod jej nóg. Nie wiedziała, jak na nowo odnaleźć się bez niego.

Właśnie wtedy, kiedy wszystko wywróciło się do góry nogami, Alice odkryła jak dużo radości i satysfakcji dostarcza jej uprawianie małego ogródka, który urządziła na balkonie. Obserwowanie kiełkujących roślin, kwiatów i pnących się winorośli sprawiało, że czuła spokój. Roślin nie obchodziło to, czy ma złamane serce. Nie obchodziło ich, że przestała się nimi zajmować, bo była załamana. Niezależnie od tego, co działo się w jej życiu, rośliny chciały po prostu rosnąć, kwitnąć i wypuszczać nowe pędy i korzenie.

Zafascynowana nowo odkrytym hobby Alice zaczęła analizować jak botanika rozwijała się jako dyscyplina naukowa. Śledziła drogę jaką przeszły niektóre gatunki roślin – od mających stanowić namiastkę ojczyzny na obcej ziemi egzotycznych gatunków przemycanych w kieszeniach imigrantów, po pierwsze ogrody botaniczne i opracowania naukowe. Autorka zręcznie przeplata swoją osobistą historię z wiedzą botaniczną, podkreślając znaczenie jakie w naszym życiu odgrywają rośliny.

wtorek, 2 czerwca 2020

Bez ciebie


 Przedpremierowo:

„Tysiąc nocy bez ciebie”
Federico Moccia

Tajemnice nie służą miłości, tak samo zresztą jak i kłamstwa, nawet jeśli są w dobrej wierze albo by zyskać jej przychylność. Czasem nie od razu człowiek jest zdolny dać tyle ile bierze od drugiej osoby albo ile od niego oczekiwano, bywa i tak, że dopiero po czasie docenia to, co utracił lub czego nie uszanował. W takim momencie świadomość, że odeszło coś, co stało się tak ważne jest niezwykle bolesne. Okruchy nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone, pozwalają spróbować naprawić błędy, ale czy nie jest już za późno?

Sofia uciekła od mężczyzn, którzy ją zawiedli, ale też i od tego, co było dla niej tak ważne – koncertowania. Jeszcze nie tak dawno cieszyła uczy wielbicieli muzyki swoją grą, teraz tylko jej uczniowie mogą ją usłyszeć. Daleko od swego domu egzystuje na granicy swego dawnego świata, ale czy długo tak da radę? Nie tak dawno zaryzykowała wiele, lecz okazało się, iż odniosła sukces i klęskę jednocześnie. Tancredi już wie, że stracił coś czego nie spodziewał się znaleźć, to, co miało być chwilową przyjemnością stało się osią jego życia. Kłopot w tym, że Sofia tego nie wie, za to zdaje sobie sprawę, że odsłoniła swoje uczucia przed kimś, kto je odrzucił. Może powrót do kogoś, kto był jej tak bliski, pozwoli na odzyskanie spokoju? Andrea również ją zawiódł, lecz niewykluczone, iż danie sobie  i jemu drugiej szansy pozwoli na ich wspólny nowy początek? Jednak nic nie aż tak proste, zwłaszcza jeśli pojawiają się kolejne kłamstwa, a dawne uczucia straciły swoją siłę. Czy kolejna ucieczka jest dobrym wyjściem? Przypadek czasem sprawia, że niemożliwe staje się osiągalne tylko trzeba przyznać się przed samym sobą, że znalazło się kogoś, kto jest tą drugą połówką …

O miłości powstały piękne piosenki, stworzono najpiękniejsze wiersze, nakręcono wzruszające filmy oraz napisano niezapomniane książki, jednak wciąż nie wyczerpano tematu. Federico Moccia już niejednokrotnie w swoich powieściach przedstawiał uczucia z różnorodnych perspektyw, ukazując także ich skomplikowany charakter oraz to, co z sobą niosą. W „Tysiącu nocy bez ciebie” odkrywane są meandry uczuć bohaterów, uwikłanych w emocjonalny wielokąt, zbudowany na przeszłości, oszukiwaniu, wyrzutach sumienia oraz miłości, która przyszła w nieodpowiednim momencie. Autor nie ocenia postaci, ale pozwala im mówić o tym, co czują, przyznawać się do błędu, nawet jeśli wymaga to od nich czasu lub popełnienia kolejnych pomyłek. Świat jaki nakreślił Federico Moccia nie jest idealny, jest w nim ból, niepewność i egoizm, sekrety oraz kłamstwa, lecz również poszukiwanie siebie i definiowaniu własnej osoby od nowa, z  bagażem nowych doświadczeń oraz bliznami po niektórych z nich. „Tysiąc nocy bez ciebie” jest lekturą w jakiej dominują emocje, chwilami gwałtowne, lecz także oczyszczające i przede wszystkim pozwalające dać drugą szansę, w chwili kiedy wydaje się, że wszystko stracone. Miłość niejedno ma imię tak samo jak i twarz, bywa, że niesie z sobą rozczarowanie, ale też pozwala zrozumieć co jest naprawdę ważne w życiu, chociaż droga  do tego rzadko kiedy jest prosta i bez niespodziewanych zakrętów. Poszukiwanie właściwej ścieżki w uczuciowym chaosie nieraz wiąże się z błądzeniem, wybieraniem niewłaściwej trasy oraz znalezieniem się w ślepej uliczce, a pisarz rysuje je w „Tysiącu nocy bez ciebie” śmiałą kreską, ale z emocjonalnego labiryntu jest wyjście, niekiedy pojawiające się nagle i w najmniej spodziewanej chwili.


Premiera:
 
3 czerwca



Książkę przeczytałam dzięki
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA