niedziela, 21 lipca 2013

Po prostu być sobą

"Może dziś nikogo nie zabiję"
Randa Ghazy

Życie na pograniczu dwóch światów nie jest łatwe, szczególnie, że najczęściej to, co w jednym jest akceptowane, w drugim jest co najmniej niestosowne. Taka egzystencja jest lawirowaniem czy szukaniem  własnego miejsca dla siebie? Niełatwo odpowiedzieć na tak postawione pytanie, ponieważ odpowiedzi jest tyle ile osób żyjących w ten sposób. Czasem jest to wybór podyktowany podążaniem za większością, czasem wprost przeciwnie - sprzeciwem wobec ogólnie przyjętych, bywa również próbą przetrwania. Stojąc z boku łatwo jest oceniać dwa, całkowicie odmienne, środowiska w czarno - białych kategoriach, wskazywać tylko i wyłącznie zalety lub skupiać się na wadach, będąc pośrodku widzi się o wiele więcej barw, kontrastowych i nie zawsze łatwych w odbiorze. Czy można wybrać z każdego z tych światów jedynie to, co jest dogodne a resztę odrzucić? Pewnie tak, ale nie wszyscy się na taki krok decydują, ponieważ wiąże się to z zerwaniem silnych więzi i brakiem kolejnych. Zamknięcie jednych drzwi i wejście przez drugie, tam gdzie jest się nie do końca dobrze widzianym, wymaga odwagi, ale czy mniejszej czy większej od egzystencji na pograniczu pozostaje pytaniem, na jakie każdy odpowiada sobie sam.

Jasmina jest muzułmanką, studentką, ma włoskie obywatelstwo, a jej rodzinne korzenie sięgają egipskiej ziemi. Jednak dla większości liczy się jedynie jej religia, reszta jest dodatkiem do opisu dwudziestolatki, to na niej bazuje pierwsze wrażenie, i to wszystkich, bez wyjątku. Jest tylko jeden, i to wcale nie mały problem, młoda kobieta nie chce być postrzegana wyłącznie z tej perspektywy, przecież jej koleżanek  ze studiów nikt nie pyta o sprawy związane  z ich wyznaniem. Z drugiej strony rodzina i ich znajomi nie pozwalają jej zapomnieć, że to wiara wyznacza granice jej życiowych wyborów. Codzienna walka ze stereotypami jest męcząca, zaczyna się z samego rana, a kończy kiedy nadchodzi sen, a dotyczy praktycznie każdego aspektu życia. Kiedy dotychczasowy sprzymierzeniec zmienia front staje się ona jeszcze bardziej męcząca. Jak to możliwe, że najlepsza przyjaciółka z dnia na dzień staje się kimś zupełnie innym? Osobą, jaką nigdy nie chciała być? A może to własna decyzja, wcale nie wymuszona, lecz podjęta, bo właśnie w tym, a innym kierunku chce się podążać? Dlaczego Amira nagle aż tak zmieniła się? Ta sytuacja to kolejny powód do rozmyślań dla Jasminy, która w krótkim czasie ma do rozważenia wiele kwestii, jakie jeszcze nie tak dawno uważała za oczywiste. Łatwo wskazać błędy innych, do swoich trudno się przyznać, a gdy chce się połączyć to, co wszyscy uważają za niepołączalne, to łatwo jest się pogubić.
Tradycja i własna ścieżka są przeciwieństwem siebie, a gdy tradycja jest w liczbie mnogiej, tym bardziej jest trudno znaleźć miejsce dla siebie, nie raniąc bliskich i pozostając w zgodzie z sobą małym.

"Może dziś nikogo nie zabiję" to książka mówiąca prostym językiem o skomplikowanych sprawach i jednym z najczęściej używanym słowie - tolerancja. Główna bohaterka to młoda kobieta, która może nie wyróżniałaby się z grona rówieśników, gdyby nie religia. Jej marzenia nie różnią się od tych, jakie mają ludzie w jej wieku - dobre oceny z egzaminów, zdobycie pracy po studiach, kariera, założenie rodziny, a w międzyczasie po prostu życie, w jakim jest miejsce na zabawę, spotkania z przyjaciółmi i zwykłą codzienność. Wydaje się to wszystko nudną oczywistością, jednak kiedy to wszystko schodzi na dalszy plan, bo w roli głównej otoczenie obsadza wyznawaną wiarę, wtedy świat postrzega się całkowicie inaczej. Można o tym mówić w wielkich słowach, dokładnie analizować, podpierać się przykładami, ale gdy patrzy się na to z punktu widzenia jednostki uogólnienia przestają mieć sens. Łatwo jest potępić, łatwo jest wytknąć komuś błędy i skupić się na zaletach własnych poglądów, a potem rzucić słowo o tolerancji lub jej braku, jednak Randa Ghazy pokazuje konkretną osobą. Za postacią Jasminy może stać wiele podobnych jej dziewczyn, albo wprost przeciwnie to indywidualna opowieść, lecz w tej historii, jest ona konkretnym człowiekiem, z wadami oraz wartościami i to jej oczyma oglądamy świat, w jakim żyje. Niewielka objętościowo książka pod tytułem ""Może dziś nikogo nie zabiję" nie potępia, nie wychwala, nie jest też skargą, ale opowiadaniem o człowieku, który żyje pomiędzy dwoma światami i chce by oba pozwoliły mu być sobą. Nikim mniej i nikim więcej, tylko i wyłącznie Jasminą, nie nosząca chusty, roztrzepaną, czasem mówiącą bez zastanowienia, nie będącą terrorystką, marzącą karierze i mającą duże poczucie humoru ...



Za możliwość przeczytania książki Dziękuję  


sobota, 20 lipca 2013

Nic nie dzieje się bez powodu

"Pokój numer 10"
Ake Edwardson


Zaginięcie, morderstwo i policjant, dla którego przeszłość wcale nie jest obojętna. Erik Winter doskonale pamięta sprawę sprzed prawie dwudziestu lat, wtedy dopiero był nowicjuszem w policji, jednak to, co wtedy wydarzyło się znów daje o sobie znać. Teraz sytuacja przedstawia się całkiem inaczej, po pierwsze jest zbrodnia, po drugie on sam jest już starym wyjadaczem w policyjnych fachu, a po trzecie ... po trzecie umie dostrzec detale, które wcześniej mu umknęły. Nowe dochodzenie kojarzy mu się z tym pierwszym, chociaż oba dzieli kilkanaście lat i na pierwszy rzut oka dotyczą całkowicie innych przypadków. Hotel, tylko on łączy przeszłość i teraźniejszość, a dokładniej pokój numer dziesięć, zaginiona nocowała w nim, a później dosłownie rozpłynęła się w powietrzu, teraz znaleziono w nim ofiarę morderstwa. Nikt poza Winterem nie dostrzega powiązań, tak naprawdę sam komisarz również niczego nie jest pewien. Nie ma żadnych dowodów, nawet poszlak, że faktycznie jakiś związek pomiędzy nimi istnieje. Może to jedynie efekt tego co dzieje się w życiu prywatnym policjanta, a cała reszta to zbieg okoliczności? Doszukiwanie się rzeczy, których nie ma nie pomoże w wyjaśnieniu zabójstwa Pauli Ney, szczególnie, że nie ma żadnych punktów zaczepienia. Rodzina, bardzo małe grono znajomych, a nawet mieszkanie nic nie mówią o samej zamordowanej jak i możliwych motywach, jakimi mógł się kierować zabójca. Grupa śledcza stara się by żaden, nawet najmniejszy skrawek informacji nie został przeoczony. Jak jednak zbudować jakąkolwiek teorię w tej sprawie jeżeli nie ma czego się uchwycić? Może jednak odpowiedzi należy poszukać w starych aktach? Nie została ona wyjaśniona, a teraz nadarza się by do niej wrócić.

Śledztwo nie posuwa się do przodu, a raczej wraca do tego co już miało miejsce, komisarz Winter coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że jego wynik uzależniony jest od wyjaśnienia zaginięcia Ellen Borge sprzed prawie dwóch dekad. Nowe spojrzenie na to, co już było pozornie wydaje się stratą czasu, ale intuicja nieraz już pomagała uzyskać odpowiedzi na pytania, które dopiero co będą postawione. Następna zbrodnia okazuje się punktem zwrotnym w dochodzeniu, a gdy do tego dodać fragmenty informacji uzyskanych od nielicznych świadków, powoli biała plama, jaką był sprawca, nabiera kształtu. Krok za krokiem Eryk odkrywa co faktycznie miało miejsce kiedyś i co wydarzyło się obecnie i to nie tylko w życiu ofiar, ale i jego własnym. W ciągu dwudziestu lat policjant zmienił się, to, co było ważne jeszcze nie tak dawno temu okazuje się nie tak istotne obecnie. Teraz liczy się rodzina, dla kogoś ona także ma znaczenie, chociaż w całkiem innym kontekście ...

"Pokój numer 10" to nie typowa sensacja, gdzie akcja ma szybką prędkość, a kolejne wydarzenia podnoszą jeszcze jej tempo. Książka Ake Edwardsona to opowieść, w jakim wątki kryminalne są równie ważne co obyczajowe, śledztwo jest jednym z elementów historii, ale najważniejsi są w nim bohaterowie, jakich pozornie nic ze sobą nie łączy, lecz to jedynie pozory, pod którymi kryje się prawda, prowadząca do rozwiązania. Tytułowe miejsce skupia w sobie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, zbrodnia wiąże ofiary, sprawcę i śledczych, nic nie pozostaje oderwane od siebie, związki w tym kryminalnym trójkącie są silne i nieustannie wpływają na siebie nawzajem. Osobiste życie głównego bohatera jest ściśle połączone z jego pracą i odwrotnie, a w tej odsłonie serii widać to najmocniej. Czytelnik dostaje możliwość obserwacji ludzi, którzy właśnie dojrzeli do zmian, a ich wybór zmieni nie tylko ich życie, lecz również osób z ich otoczenia. Motyw kryminalny wiąże się ze swoim obyczajowym odpowiednikiem, w wyniku czego oba dają obraz skomplikowanych ludzkich więzi, a czasem dzieli je niewielki krok od zbrodni ...



Za możliwość przeczytanie książki dziękuję
portalowi
Duże Ka i wyd. Czarna Owca


piątek, 19 lipca 2013

Tajemnice Zatoki Aniołów

"Ukryte wodospady"
Barbara Freethy


Od przeszłości trudno uciec, szczególnie gdy wciąż jest żywa w pamięci i pozostaje w niej wbrew woli. Powraca w najmniej spodziewanych momentach, pokazując swą siłę oraz zmuszając by człowiek wrócił w końcu do spraw, jakie miał nadzieję, że są już dawno za nim. Wśród wspomnień są i te, które wywołują ból, ale i takie, do jakich wraca się z przyjemnością, jedne z drugimi czasem splecione są z sobą nierozerwalnie. Słodko - gorzki smak tego co było towarzyszy każdemu, mniej lub bardziej, dając o sobie znać. Ucieczka pomaga na chwilę - krótszą bądź dłuższą aż w końcu nadchodzi moment i trzeba zmierzyć się z dawnymi czynami ... Potem już nic nie jest takie same, rzeczywistość ma inne kolory, a przyszłość także rysuje się czasami całkowicie inaczej niż to wydawało się jeszcze nie tak dawno ...

Zatoka Aniołów jest niezwykła, mieszkańcy miasteczka, rozciągającego się przy jej brzegach, wiedzą o tym najlepiej, chociaż nie zawsze głośno chcą się do tego przyznać. Miejsce, gdzie ludzi spotkała i tragedia i niebywałe szczęście ma w sobie magię, lecz czy anielską? To już zależy od każdego człowieka z osobna, może jest to tylko zbieg okoliczności, a może wcale nie łut, ale całe tony szczęścia. Isabella przekonała się o tym w ułamku sekundy gdy znalazła się, nie nad przysłowiową, ale jak najbardziej realną krawędzią przepaści. Nick zaryzykował swoje życie dla nieznanej kobiety, siła wyższa czy instynkt? Nie wiadomo co zadziałało, jedno jest pewne - pierwsze spotkanie tych dwojga miało dość gwałtowny przebieg i żadne z nich o nim długo nie zapomni. Ją sprowadza do Zatoki wizyta u brata, on próbuje odbudować rodzinne więzy, a to miejsce jest jedyne jakie wydaje mu się odpowiednie do tego celu. Każde z nich ma też swoją tajemnicę, zresztą nie tylko oni skrywają sekrety, w ich otoczeniu wielu ukrywa coś przed światem i to od bardzo dawna. Rodzina Silveira ma o wiele głębsze korzenie w Zatoce Aniołów niż sądzą jej członkowie, a Isabella przyjechała nie tylko by odwiedzić brata. Młoda kobieta dostała po swoich przodkach w spadku nie tylko charakter i urodę, lecz coś jeszcze, a teraz ten niezwykły dar po raz kolejny daje o sobie znać. Dziedzictwo jest przekleństwem czy błogosławieństwem? Nick nie zamierza zbliżać się do uratowanej przez siebie dziewczyny, ma dość problemów na głowie, a panna Silveira to pewność kolejnych kłopotów. Jednak niełatwo utrzymać dystans, kiedy wciąż przed oczyma ma się piękną twarz, a pamięć wciąż przypomina wspólne chwile. No i pozostaje jeszcze kwestia tego co wydarzyło się w przeszłości i to nie tylko tych dwojga.

Niektóre tajemnice są ciężarem, który w końcu staje się nie do zniesienia, wyjawienie tego co się skrywa czasem pozwala w końcu zrobić krok do przodu. Przekonuje się o tym i rodzina Nicka i Isabelli, wcześniej odczuli to inni, jednak o tym trzeba przekonać się samemu. Co więc chowają na dnie swego serca i w najdalszych zakamarkach umysłów nowi mieszkańcy Zatoki Aniołów i czy podzielą się swoimi rozterkami? Kiedyś ktoś nie uwierzył w wizje tego co ma się wydarzyć, jak będzie tym razem? Zwycięży strach czy wiara w drugiego człowieka?

"Ukryte wodospady" to kolejna część serii "Zatoka Aniołów", ale nic nie tracąca na swej atrakcyjności. Autorka zaskakuje już na wstępie, ponieważ głównymi bohaterami nie są te postacie jakie wydawałyby się naturalne do kontynuacji opowieści. Jednak dzięki takiemu zabiegowi wzmaga się ciekawość jak potoczy się fabuła, no i nic nie jest oczywiste, a zakończenie stanowi dobry punkt wyjścia do następnej historii oraz wysnuwania przypuszczeń, kto tym razem będzie w centrum zainteresowania. Nadal widoczny jest cień sekretu sprzed lat, dochodzą również nowe elementy do zatokowej układanki, jednak całość nadal stanowi zagadkę. Barbara Freethy tworzy swoimi książkami niezwykły obraz - prawdziwy patchwork z ludzkich losów. Końcowy efekt wciąż ukryty pozostaje, każdy kolejny tom jest skrawkiem, który równocześnie jest odrębną całością, ale i składnikiem większej całości. "Ukryte wodospady" znowu przypomniały o uroku miejsca, jakie nie pozwala by człowiek pozostał sam ze swoimi problemami.


 
Książkę przeczytałam 
                             dzięki uprzejmości  
                                   wyd. BIS