czwartek, 4 listopada 2021

Początek końca


„Nieczyste zagrania”

K.C. Hiddenstorm

 

Czasem jedynym wyjściem z sytuacji jest zagranie nieczysto, honor nie przyniósłby niczego dobrego, a tak istnieje szansa, że uda się zdobyć to, czego się pragnie i ujść z życiem. A może to jedynie pobożne życzenia, chociaż daleko im do jakiejkolwiek świętości? Czasem postawienie wszystkiego na jedną kartę to ryzyko jakie trzeba podjąć, bo rzeczywistość może być tylko gorsza w żadnym wypadku lepsza.

 

Rozgrywki, które mają przynieść duże zyski, wymagają poświęceń. Ethan Blackmore zdaje sobie z tego sprawę, ma dobry plan, nawet lepszy, ale by się powiódł każdy szczegół powinien być na miejscu jaki mu wyznaczył. Nic nie stanie na drodze do osiągnięcia celu, nawet wymiar sprawiedliwości lub szef, wystarczy odpowiednia zasłona dymna. Judith Knight nadaje się do tego doskonale, a złożona propozycja wydaje się nie do odrzucenia. Po prostu interes opłacalny dla dwójki ludzi, jakich poza nim nic nie łączy. Ona nie patrzy na świat przez różowe okulary, a on jest bezwzględny, czy to dobrze wróży? Żadne z nich nie wierzy zbytnio w ludzi, za to wie doskonale, że jakikolwiek błąd nie zostanie im wybaczony i będzie oznaczał koniec, dosłownie. W tej grze łatwo stracić wszystko, nawet to, co wydawało się, że nie istnieje. Podobno jakiekolwiek złudzenia Ethan i Judith stracili dawno temu, ale czy na pewno? Pojawiające się emocje zdają się być nic nie znaczące, lecz powoli zyskują na sile, chociaż są balastem, mogącym doprowadzić do katastrofy. Bezwzględność towarzyszy Blackmore`owi prawie od zawsze, nigdy nie wahał się, teraz jednak coś się zmieniło. Dokąd doprowadzą uczucia, jakie nie były brane pod uwagę, ale tak wiele zmieniły? Plan Ethana nie brał ich pod uwagę, układ do jakiego weszła Judith również nie było dla nich miejsca, lecz nie da się już o nich zapomnieć …

 

Mrok, świat, gdzie przegrana jest końcem i dwoje ludzi, których różni dużo, a łączy interes. K.C. Hiddenstorm doskonale wykorzystała każdy z tych elementów tworząc historię, w jakiej przeplata się klimat noir ze skomplikowanymi emocjami oraz bohaterami, jacy zaczynają dostrzegać coś, co może być dla nich równocześnie ratunkiem i zgubą. W „Nieczystych zagraniach” odczuwa się prawie nieustannie zagrożenie, od którego nie da się nigdzie uciec, i jakie staje się źródłem postawienia wszystkiego na jedną kartę. Pisarka nie obiecuje prostej historii, gdzie spełnia się bajkowy wzór, chociaż postacie mają w sobie cień marzeń, że szczęśliwe zakończenie jest możliwe, tyle, że w całkiem innym stylu niż baśniach. Mroczne widma otoczenia w jakim egzystują jest odczuwalny non-stop, jednak nawet z nim za plecami można zacząć marzyć, nie otwarcie, nawet bez przyznawania się do tego przed kimkolwiek. Autorka strona po stronie odsłania co kryje się w pozach bohaterów, co nimi kieruje, dlaczego stali się tacy, jak w momencie gdy ich poznajemy, ale nie do końca odkrywa karty, pozostawia pewną tajemnicę i także pole dla wyobraźni czytających. „Nieczyste zagrania” zgodnie z tytułem to opowieść o swoistej grze, gdzie pionkami są ludzie, czasem nie wiedząc o tym lub wprost przeciwnie z pełną świadomością zgadzając się na takie reguły. Ale wbrew temu wszystkiemu kiełkuje nieoczekiwane uczucie, przebija się przez zło, wzmacnia resztki nadziei na lepsze jutro i zmienia to, co wydawało się być najważniejsze. Pierwszy tym nowej trylogii książkowej K.C. Hiddenstorm pozostawia po sobie oczekiwania na drugą odsłonę  rozgrywki, niebezpiecznej, ryzykownej i przede wszystkim z nieobliczalnym finałem.

 

Za możliwość przeczytania 

książki dziękuję

 

 

 

wtorek, 2 listopada 2021

Warszawska zagadka

„Metro”

Robert Ziębiński

 

Wypadki zdarzają się, nawet jeśli wydają się mało prawdopodobne i nikt nawet nie bierze pod uwagę. Zaplanować można wszystko od przysłowiowego ”A” do „Z”, a następnie wszystko wielokrotnie sprawdzić i potwierdzić by być pewnym każdego szczegółu. Co jednak gdy okaże się, iż najbardziej hipotetyczna teoria właśnie staje się rzeczywistością?

 

Nic tak podobno nie jednoczy ludzi jak katastrofa, zwłaszcza taka, jakiej nikt nie spodziewał się. Kiedy w jednej z linii warszawskiego metra dochodzi do eksplozji wszyscy są wstrząśnięci. Liczba ofiar rośnie w zastraszającym tempie, powód na razie jest nieznany, ale szybko pojawiają się insynuacje, a jaka jest prawda? Ci, którzy przeżyli szybko zdają sobie sprawę, że najlepiej gdyby zaczęli liczyć na siebie, wyjście z podziemnego piekła nie może być przecież daleko, ale czy rzeczywiście tak jest? Na powierzchni w pełni trwa polityczny spektakl poszukiwania winnego rozgrywającego się dramatu, takiego pytanie nie powinno się zbyt długo pozostawiać bez odpowiedzi czyż nie? Ocalali nie są go świadomi, oni muszą się zmierzyć z tym, co jeszcze przed chwilą wydawało się miejską legendą. Nim pierwszy odcinek metra został wywiercony, inne tunele oddały Warszawiakom ogromną przysługę. Podczas wojennej zawieruchy dały schronienie wielu, ale także miały bardziej użytkową rolę, potem o nich zapomniano, teraz może dały o sobie znak. Nie tylko one zresztą, coś jeszcze zagraża tym, którzy przeżyli, jeden nieostrożny krok i życie, jakie ocalili zostanie im odebrane. Co dzieje się pod i nad ziemią? Odpowiedzi szuka wielu, czy jest jedna? Jaka będzie cena jej poznania?

 

Znacie to uczucie, kiedy na widok książki aż palce świerzbią by wpierw dotknąć jej okładki, a potem rozpocząć przewracanie kolejnych kartek podczas lektury? Przy „Metrze” rozpoczęło się to już po przeczytaniu opisu, intrygującego i sprawiającego, że apetyt czytelniczy bardzo szybko sięgnął górnych rejestrów. Robert Ziębiński wie doskonale jak wprowadzić atmosferę oczekiwania z wyraźną nutą niepokoju, chociaż początkowo historii daleko jest od jakiejkolwiek wizji katastrofy. Jednak to tylko pozory, gdyż gdzieś w oddali słychać przebłyski nadchodzącej burzy i  zwiastują one, że będzie raczej bardziej huraganem niż letnią mżawką. O tym przekonujemy się niebawem, bez ostrzeżenia, lecz z całą siłą, a to dopiero początek, gdyż potem wpadamy w sam środek akcji, wielowątkowej i sięgającej o wiele dalej niż się spodziewamy. Splecenie gatunku katastroficznego z fikcją polityczną oraz faktami historycznymi oraz rzeczywistymi miejscami dało w efekcie spektakularną fabułę, dodatkowo o mocnym zabarwieniu sensacyjnym. Taki składanka wymaga zachowania czujności podczas czytania, autor zadbał o to, by czytelnik był w samym środku wydarzeń, nie gdzieś z boku, ale tam gdzie najwięcej się dzieje. Im dalej zagłębiamy w tę książkę tym więcej dostrzegamy szczegółów oraz możliwych ścieżek, prowadzących do finału, zaskakującego i przewrotnego. Zresztą jedno i drugie jest także widoczne u bohaterów, Robert Ziębiński zadbał o to by byli niejednoznacznie, nie do rozszyfrowania zbyt szybko lub skrywających swoja prawdziwą twarz do samego końca, a nawet gdy on już nastąpi. Pisarz nie traci kontroli nad powieścią ani na moment, każdy szczegół jest dokładnie przemyślany i umieszczony dokładnie tam gdzie powinien być, co wcale nie oznacza, że możemy się właśnie tam spodziewać. „Metro” z rozmachem zaznacza swoją obecność na wydawniczym rynku, łącząc gatunki w imponującą całość, pełną niespodzianek i z niejedną intrygą.

 

 

 

 

 Za możliwość przeczytania

książki

dziękuję:

 


niedziela, 31 października 2021

Prawdziwe kłamstwa

„Pętla kłamstw”

Agnieszka Siepielska

 

Wydaje się nam, że prawdę od kłamstwa bardzo łatwo odróżnić. Tyle, że gdy przekonujemy się o tym najczęściej jest już za późno i odczuwamy gorycz pomyłki. Dlaczego nic wcześniej nie dało nam do myślenia? Jak to możliwe, że braliśmy oszustwo za coś rzeczywistego? Czasem odpowiedź jest skomplikowana, tak samo jak i pajęczyna niedomówień, przemilczeń oraz fałszu, jaką zostajemy oplątani.

 

Małżeński kryzys staje się punktem zwrotnym w życiu Avy, chociaż nie spodziewała się, że aż takim. Niespełnione oczekiwania, kłótnie i rozczarowanie nie są tym, czego pragnęła kobieta, zwłaszcza, że nie tak dawno jeszcze było zupełnie inaczej. Jednak może da się jeszcze uratować ten związek? Coś jeszcze nie daje jej spokoju, nowi znajomi wprowadzają jeszcze więcej chaosu. Zapomnieć o tym, kto ją zranił tak wiele razy i otworzyć się na coś nowego czy spróbować, po raz kolejny dać szansę uczuciu, jakie nie jest nawet cieniem miłości? Mason Bennett wydaje się kimś tak różnym od męża, ale czy to nie jedynie gra pozorów? Przy tym pierwszym Ava rozkwita, przy drugim natomiast gaśnie, wybór wydaje się prosty, lecz nic takie nie jest gdy w grę wchodzą silne uczucia i coś, co w wielu wyzwala najgorsze cechy. Czy tym razem zostanie podjęta dobra decyzja? Prawda bywa iluzoryczna, a tajemnice często niosą z sobą rozczarowania i nierzadko odkrywają rzeczywistość, w jakiej nic i nikt nie jest takim się wydawał.

 

Lubicie historie, jakie niepostrzeżenie wciągają nas pomiędzy swoje strony, tak, że nawet nie spostrzegamy się kiedy jesteśmy w samym jej środku? Autorka „Pętli kłamstw” krok po kroku wprowadza nas w historię, jaka okazuje się zwodniczym labiryntem, w jakim dopiero i my i bohaterowie dostrzegamy, że to, co było brane za prawdę dalekie jest od niej. Kto kłamie, a kto wprost przeciwnie? Komu zależy na tym, by jedno i drugie nie wyszło na jaw? Czym kierują się ci, którzy oszukują i ci, którzy odkrywają prawdziwy stan rzeczy? Wydaje się, że to prosta sprawa, lecz nie jeśli w grę wchodzą uczucia oraz ludzie, jacy byli i są bliscy. Agnieszka Siepielska nie od razu wyjawia główny motyw, zręcznie podsuwa inne przypuszczenia, pewne detale nie pozwalają przestać myśleć, że to jeszcze nie wszystko i przed nami jeszcze wiele jak nie więcej. Tajemnice, zaczynają się nawarstwiać i zaczynają coraz bardziej o sobie znać, a fabuła zaczyna się komplikować, tak, że zaczynamy przyśpieszać lekturę. Chcemy jak najprędzej zobaczyć co jeszcze przygotowała pisarka, a już wiadomo, że nie będzie to nic prostego, wręcz przeciwnie czujemy, iż wstrząśnie to bohaterami i odkryje, co skrywają, chociaż czy wszystko zostanie ujawnione? Pomiędzy miłością i nienawiścią jest punkt, gdzie człowiek by móc przetrwać musi zmienić się, jakim kosztem? Co było faktem, co iluzją? Jakie wydarzenia z przeszłości stały się źródłem obecnych wydarzeń? Kto jaką rolę odegrał? Tytuł „Pętla kłamstw” jest jak najbardziej adekwatna do tego, co staje się udziałem bohaterów, lecz dopiero w finale poznajemy jej część, bo pisarka jeszcze niejedno zachowała w sekrecie. Sprawia to, że pojawia się jeszcze większa ochota by poznać ciąg dalszy, zapowiadający równie zagadkowo i emocjonująco jednocześnie.

Za możliwość przeczytania 

książki dziękuję

 

 

piątek, 29 października 2021

Droga do marzeń

„Kawiarnia pełna marzeń”

Agnieszka Lis

 

Marzenia są małe i duże, ale ich skala liczy się mniej. Większe znaczenie ma zupełni coś innego, co? Czy są spełnione, czy też wciąż pozostają jedynie w naszych głowach bądź sercach. Niektórzy urzeczywistniają je sami, innym pomaga łut szczęścia lub ktoś, kto wyciąga pomocną dłoń. Marzyć każdy może, ale jeszcze trzeba odważyć się by stały się faktem.

 

Podobno gdy coś się kończy to robi miejsce dla czegoś nowego. Jednak dla Dagmary to nie jest takie oczywiste, do tej pory miała jasno wyznaczone cele, teraz musi je na nowo wyznaczyć. Nie tak łatwo jej zapomnieć o stracie, lecz może nadszedł czas na pokuszenie się by być odważną? Justyna ma przed sobą cudowny czas, lecz nim one nadejdą mierzy się z czymś, czego w ogóle nie planowała. Ma w swoim otoczeniu przyjaznych ludzi, nie brakuje jej chyba niczego, grzechem byłoby narzekać na cokolwiek, ale, no właśnie to „ale”, czy tylko ona je widzi? Może liczyć na bliskich i przyjaciół, tak samo jak i oni na nią. Pojawiają się w ich gronie nowe osoby, nie tak łatwo im dołączyć do reszty i poczuć się swobodnie? Wigilijny stół jest miejscem, gdzie zawsze powinno być jeszcze jedno nakrycie dla kogoś niespodziewanie przybywającego, lecz również dla tych, którzy tego potrzebują. Czy wszyscy na nie zasługują? A może w tej chwili liczy się tylko tu i teraz, nie przeszłość? Wybaczyć nie zawsze jest łatwo, zapomnieć również. Święta to wyjątkowy czas, jak przebiegnie Dagmarze, Justynie i tym, którzy są blisko nich?

 

Czego oczekujemy od książek z motywem świątecznym? Odpowiedniego klimatu i oczywiście samego motywu, ogrzewającego nasze serca i sprawiającego, że wszystko staje się jaśniejszego, cieplejsze i uroczyste, mniej lub bardziej. Jednak to nie wszystko i  w tym kryje się właśnie składnik, który sprawia, że nie będzie ona jedną z wielu, lecz tą, zapadającą w pamięć i pozostającą w niej na długo. Spod pióra Agnieszki Lis wyszła właśnie taka powieść, w jakiej czytelnik dostaje dużo więcej niż się spodziewa i spotyka ludzi, z jakimi od razu nawiązuje kontakt, tak jakby znali się od dawna. „Kawiarnia pełna marzeń” to wielowątkowa historia, a raczej historie, połączone osobami bohaterów, jacy doświadczają w swoim życiu zmian, nie zawsze oczekiwanych, a jeśli nawet to i tak wprowadzających chaos. Jak odnajdą się w całkiem nowych realiach? W końcu nie na darmo się mówi, uważaj o czym marzysz, więc jak to będzie w ich przypadku? O tym przekonujemy się podczas lektury, w jakiej nie brakuje humoru, refleksji, ale także pisarka porusza problemy, o jakich nie wielu nie myśli w czasie Świąt, ale nieliczni muszą, bo są ich codziennością. Nie zabrakło w opowieści Agnieszki Lis ciepła, nie takiego na pokaz, lecz prawdziwie rodzinnego i przyjacielskiego, otulającego czytających jak puszysty koc, za jakim tęsknimy. Przejawia się ono w większych i mniejszych gestach, słowach, zdaniach, nie jest oczywiste, dane raz na zawsze i każdemu. Czasem niewiele potrzeba by to, o czym marzyło się ziściło, niekiedy wprost przeciwnie, jedne drzwi przed nimi się zamykają lub robią to sami, lecz drugie co najmniej uchylają się. „Kawiarnia pełna marzeń” nie jest oazą spokoju, idyllicznym punktem, lecz miejscem powstałym z pragnień, dającym nadzieję, że dużo da się osiągnąć kiedy się wkłada się w to serce. W jej wnętrzu magia Świąt odsłania swoją istotę i pokazuje, że tak naprawdę tworzą je nie wyszukane ozdoby, prezenty, wykwintne dania, ale przede wszystkim ludzie, cała reszta to dodatek, piękny, ale nie najważniejszy.

 

 
Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:

 Autorce

oraz


 

czwartek, 28 października 2021

Czas miłości


 „Świąteczne namiętności”

Paulina Świst, Anna Wolf, Kinga Litkowiec, Magdalena Winnicka, K.C. Hiddenstorm, Patrycja Strzałkowska,  J.B. Grajda, Agata Suchocka, Edyta Folwarska, Charlotte Mils

 

Święta kojarzą się z puchatym śniegiem, strojnym drzewkiem i prezentami pod nim. Czasem jednak te ostatnie okazuje mieć całkowitą inną postać niż zazwyczaj. Mogą pojawić się trochę później lub ciut wcześniej, zawsze jednak nie brak im gorącej temperatury uczuć. W końcu Święta to czas miłości, a ta jak wiadomo niejedno imię ma.

 

Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, zwłaszcza jeśli ostatnio skończyło się to złamanym serce. Jagoda zbyt dobrze pamięta ostatnie spotkanie oraz słowa, jedno i drugie przypomina się jej kiedy widzi sprawcę tamtego zamieszania. Czy powinna w końcu zapomnieć o nim i pójść do przodu? Problem w tym, że wspomnienia nadal mają wysoką temperaturą i wcale nie wyblakły. Podobno miłość nie wybiera, po prostu człowiek zakochuje się i tyle, a co gdy zrobi to w iluzji lub jednostronnie? Jak potem żyć, gdy zostaje się samemu? Podobno czas leczy rany, podobno … Może trzeba się rozejrzeć wokół siebie, ale czy Marcin da sobie tę szansę? Czy prawdziwe uczucie wywołuje wątpliwości i sprawia, że nie pokazujemy siebie takimi jakimi jesteśmy? Z drugiej strony nic przecież nie jest zerojedynkowe i Piper wie o tym doskonale, ideały zdarzają się jedynie w filmach, natomiast Jim jest tu i teraz. To, co pomiędzy nimi jest satysfakcjonuje, nawet więcej czy więc pobyt w domu na odludziu zmieni to? Kameralna atmosfera, zima, zakochany mężczyzna, no i bożonarodzeniowy klimat, czego jeszcze więcej chcieć? O pewnych sprawach nie powinno się myśleć, najlepiej zostawić je takimi jakimi są, co jeśli zrobi się całkowicie odwrotnie? Tajemnice kuszą, a gdy się temu ulegnie trzeba być przygotowanym na wszystko, nawet na to, czego się nie pragnęło!

 

Z czym kojarzą mi się antologie? Już kiedyś pisałam, że z bombonierka pełną cukierków o różnorodnych smakach. Taka w świątecznym w klimacie przypomina także mini kalendarz, każde z opowiadań jest swoistą czekoladką i tak samo jak przy otwieraniu każdego okienka nie wiemy jaki kształt jest za nim podobnie jest z tym, co kryje się w opowiadaniach. W jednym i drugim przypadku za to jesteśmy pewni, że przed nami coś, co lubimy, tyle, że czasem nieco lub bardziej pikantne, ale w końcu odpowiednia dawka przypraw zaostrza smak. Dziesięć pisarek i tyle samo historii, w jakich duch Świąt  zaprasza do poznania bohaterów, jakim, trochę albo bardziej, komplikuje życie, lecz w końcu bez przygód, zwłaszcza tych spod znaku sercowych rozterek, nie poczuliby jego obecności. Każda opowieść to odrębna całość, skondensowana co do treści, ale dzięki temu przekazująca najistotniejsze, w żadnym razie nie okrojone czy też niekompletne. „Świąteczne namiętności” to wiele emocji, uczuciowych zawirowań i nieoczekiwanych zakończeń. Wszystkie autorki zadbały by ich opowiadania utkwiły w pamięci, w miejsce znanych wzorców i tego, czego spodziewamy się oferują zestaw naprawdę intrygujących wątków. Jak sam tytuł wskazuje nie brakuje w nich pasji, zmysłowych elementów, ale i marzeń, oczekiwań, drugich szans oraz otwierania się na coś zupełnie nowego. Zasady są po to by je łamać, ale bywają również pomocne, sprzeczność? Tego również nie brakuje w historiach, gdzie zimowa aura nie jest przeszkodą, ale tłem dla chwil gdy do głosu dochodzą pragnienia, a staranne plany przegrywają z tym, co właśnie rodzi się tu i teraz albo właśnie przypomina o sobie. Gdzieś pomiędzy przeszłością i przyszłością jest właśnie czas na „Świąteczne namiętności”, rozumiane na dziesięć całkowicie odmiennych sposobów, za to z jedna gwarancją – będzie ciekawie, gorąco, a miłość pokaże na co ją stać.

 

Za możliwość przeczytania 

książki dziękuję