wtorek, 6 lipca 2021

Ona, On, Oni

„Zanim Cię zobaczę”

Emily Houghton

 

Podobno pierwsze wrażenie liczy się najbardziej gdy kogoś poznajemy. Często utożsamiamy je z tym, co jest wizualne, zapada nam w pamięć czyjaś twarz, gesty, ubranie czyli zewnętrzna otoczka. Co jeśli znajomość zostaje zawarta bez tego wszystkiego? Pozostają jedynie słowa? Czasem nawet nie jest to rozmowa, a monolog, ale nie mówiony w próżnię, lecz docierający do konkretnej osoby. Zbyt mało by kogoś poznać? Niekiedy to wystarczy, cała reszta przychodzi później, wraz ze zdobytym zaufaniem i odrzuceniem wątpliwości.

 

Co nas nie zabije to nas wzmocni. Dla jednych to synonim odwagi, przyjmowania zmian z podniesionym czołem i nie poddawaniu się zwątpieniu. Drudzy gorzko śmieją się z niej, bo spojrzeli śmierci w oczy i wcale nie czują się silniejsi, wprost przeciwnie. Alice jeszcze przed momentem miała pracą, którą uwielbiała i jaka pozwalała jej na robienie kariery. Nic nie zapowiadało się, że cokolwiek zmieni się na gorsze, na lepsze i owszem. Alfie świetnie czuł się jako dusza towarzystwa, przy nim nikt się nudził, po prostu uwielbiał ludzi. Może w innych okolicznościach nie spotkaliby się nigdy lub nie zwrócili na siebie uwagi. Zresztą ich początek znajomości też nie był zbyt fortunny. Oboje w krótkim czasie stanęli przed faktem dokonanym, jak by nie chcieli tego od tego uciekać ich życie zmieniło się bezpowrotnie. Pozostają oddzieleni materiałowym parawanem, ona nie mówi nic, on za to stara się wciąż nawiązać kontakt z nią, chociaż wciąż nie ma jakiekolwiek odpowiedzi. Jednak nie zraża się, może dlatego, że wie jak trudno zaakceptować to, co bezpowrotnie zmieniło ich życie? Każdy dzień to nowe wyzwanie i szukanie odpowiedzi na pytanie dlaczego mnie to spotkało? Od słowa do słowa nawiązuje się między nimi nić porozumienia, ale czy przetrwa ona gdy w końcu będą mieli odwagę zobaczyć się? Los odebrał im zbyt wiele, lecz dał też szansę na coś czego nie oczekiwali …

 

Kiedy zostało odebrano ci tak wiele, iż uważasz, że zostało zbyt mało by egzystować, a strata boli wciąż coraz mocniej to ostatnie co chcesz robić to prowadzić rozmowy. Jednak ktoś nie daje za wygraną, nie zraża się ciszą i mówi do ciebie. Na początku masz go po prostu dość, lecz jego słowa powoli kruszą mur zbudowany z bólu, strachu i złości. Emily Houghton z niezwykłym wyczuciem pokazała ludzi, jakim dosłownie świat zawalił się na głowę w jednej chwili, jeszcze przed momentem wiedli zwykłą egzystencję, a zaraz potem muszą stawić czoła całkiem nowej sytuacji życiowej. Wbrew pozorom „Zanim Cię zobaczę” nie epatuje smutkiem i cierpieniem, chociaż jedno i drugie jest obecne, nie ma też w tej książce lukrowanego optymizmu. Na czym więc opiera się ta książka? Na historii dwojga ludzi, jacy poznają się w niezwykle trudnych okolicznościach, gdy muszą w krótkim czasie stawić czoła temu, czego w ogóle nie brali pod uwagę, przed nimi tak naprawdę wielka niewiadoma i budowanie egzystencji od nowa. Dla jednych to wyzwanie pokonywane z bliskimi, inni mierzą się z ogromem bolesnych zmian samotnie. Rzeczywistość pokazana przez pisarkę ma dużo gorzkich stron, ale pomiędzy nimi zaczynają pojawiać promyki nadziei, równowaga pomiędzy nimi jest bardzo krucha, tak samo jak i bohaterowie, jacy nie chcą zaakceptować nowych realiów. „Zanim Cię zobaczę” to niezwykle osobista opowieść o Alice i Alfie`m, jacy zdają sobie sprawę, że stracili wiele, może zbyt wiele oraz uczą się, powoli i na sobie samych, świata. Ona, on, oni i światełko w tunelu, które być może wyprowadzi ich z niego.

 


            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
       dziękuję 
 
  wyd. Albatros

poniedziałek, 5 lipca 2021

Warszawskie Czytelnie Nagrody Literackiej

 


 

Warszawskie Czytelnie Nagrody Literackiej – książki w kolejce do fryzjera i w warzywniaku? Czemu nie!

 

 


Dzięki inicjatywie Warszawskie Czytelnie Nagrody Literackiej między 1 lipca a 31 sierpnia warszawiacy przekonają się, że czytanie książek da się połączyć z zakupami spożywczymi, a wizyta w serwisie rowerowym to najlepszy moment na delektowanie się poezją. W pięciu miejscach w stolicy powstały specjalne punkty do czytania książek wyróżnionych w 14. edycji Nagrody Literackiej m.st. Warszawy oraz jej laureatów.

 

 


„Dzika rzecz” w kolejce do fryzjera, „Tkanki miękkie” w warzywniaku, a „Przedszkole imienia Barbary Wiewiórki” w serwisie rowerowym – wszędzie można czytać książki. Dlatego właśnie już od 1 lipca do końca sierpnia w stolicy będzie działać pięć punktów czytania książek nominowanych oraz nagrodzonych w tegorocznej edycji Nagrody. Miejsca na Warszawskie Czytelnie Nagrody Literackiej zostały dobrane tak, by literatura znalazła się jak najbliżej mieszkańców Warszawy, tam, gdzie załatwiają swoje codzienne sprawy.

 

Zagłębić się w lekturę na wygodnym leżaku będzie więc można przy warzywniaku „Owoce, Warzywa” na ulicy Kazimierzowskiej 10, w sklepie i serwisie rowerowym „Bajki z bajki” przy al. J. Waszyngtona 136, w sklepie ogrodniczym „Dom Roślin” przy ul. Z. Krasińskiego 18, u Barbera „Ferajna” przy ul. Gen. W. Andersa 6 oraz przy „Na Gramy. Sklep Bez Plastiku” na ul. Pięknej 24/26A.

 

Każda Warszawska Czytelnia Nagrody Literackiej zostanie zaopatrzona we wszystkie książki nominowane do 14. Nagrody Literackiej m.st. Warszawy, a wśród nich znajdą się oczywiście cztery nagrodzone tytuły, czyli „Tkanki miękkie” Zyty Rudzkiej (proza), „Zakłady holenderskie” Radosława Jurczaka (poezja), „Którędy do Yellowstone? Dzika podróż po parkach narodowych” Aleksandry i Daniela Mizielińskich (literatura dziecięca) oraz „Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944-1949” Grzegorza Piątka (książka o tematyce warszawskiej). Akcję przygotowano z nadzieją, że takie przypadkowe spotkania z książką mogą stać się wstępem do prawdziwej czytelniczej pasji.

 

 

Fundator i organizator 

Nagrody Literackiej: 

Miasto Stołeczne Warszawa

 

Patroni medialni: 

Booklips.pl, Lubimyczytac.pl, 

Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!, 

Radio Nowy Świat, wawa.info.

 

 

Więcej:

www.facebook.com/nagroda.literacka.warszawy

 

 

niedziela, 4 lipca 2021

Oblicza zła

„Letnie przesilenie”

Anna Langner

Zło nie powstaje z niczego, nie rodzi się samo z siebie. Jego ziarno musi trafić na podatne podłoże i sprzyjające okoliczności. Człowiek jest tym pierwszym i stwarza sytuacje by powstały te drugie. Jeśli jeszcze szuka okazji by usprawiedliwić swoje czyny postępowaniem kogoś innego to już jedynie mały krok go dzieli by stać się prawdziwym potworem. Tym groźniejszym, bo umiejącym przywdziewać maski i doskonale zacierać za sobą ślady.

 

Los zdaje się sprzyjać Oliwii, chociaż intuicja podpowiada zupełnie coś odwrotnego, a może to nie on, a jedynie szum drzew pobliskiego lasu? Co może być niepokojącego w pięknym starym domu, wyjętego jakby z obrazu? Nic poza tym, co rodzi się w zbyt wybujałej wyobraźni. Zresztą jego mieszkańcy to zwykli ludzie, no może ciut ekscentryczni, lecz przecież inni ich podziwiają i szanują. Czasem po prostu sami sobie wmawiamy lęki, nic przecież nie dzieje się, strach ma wielkie oczy i łatwo go nakarmić nie potwierdzonymi niczym teoriami. Ale czy na pewno? Obrośnięta bluszczem leśniczówka, pośrodku gęstego lasu raczej tworzy klimat rodem z baśni braci Grimm, no i przecież komu jak nie sobie samemu ufać. Domownicy też dają się mieć dość pokrętne poczucie humoru, a już zachowanie braci Leśniewiczów jest dość intrygujące, chociaż to raczej ogromne niedopowiedzenie. Coś kusi Oliwię by wbrew rozsądkowi sprawdzić ile jest w miejscowych opowieściach i jej własnych lękach prawdy. Zwłaszcza, że atmosfera staje coraz bardziej tajemnicza, ale również zachęca by pójść za coraz śmielej dochodzącymi do głosu zmysłami. Co przyniesie z sobą świętojańskie święto, celebrowane cieniu mrocznego boru?

 

Groza, skrzętnie ukrywane sekrety, zagmatwane emocje i nieoczywiste zagrożenie, czające się gdzieś w nieokreślonej bliskości oraz młodzi ludzie wystawieni na jego długie macki. Anna Langner pomysłowo połączyła sensualną opowieść z dobrej klasy dreszczowcem, jedno z drugim jest nierozerwalnie związane i jak przystało na oba gatunki połączenie takie przynosi niesamowitą lekturę. Czytelnik odnajdzie w niej zwykłą ludzką ciekawość zmieszaną z pierwotnymi lękami, zakorzenionymi w nas głęboko oraz złem o wielu twarzach, mającym swoje źródło w ludzkich umysłach. Im bardziej zagłębiamy się w „Letnie przesilenie” tym mocniej zaczyna być widoczne, że na naszych oczach po raz kolejny budzi się coś złowrogiego, co za chwilę pokaże swoje prawdziwe oblicze. Równocześnie obserwujemy rodzące się zaintrygowanie ludźmi, do jakich powinno się zachować dystans. Niczym magnes przyciąga nas to, co rozgrywa się posiadłości ukrytej gdzieś w leśnych ostępach, ale wcale nie tak odległych od zwykłego świata, gdzie bohaterowie byli przed momentem. Autorka splata tajemnice z półprawdami, fakty z domysłami, podważając jedno i umacniając drugie by niedługo potem podważyć to, czego dowiedzieliśmy się. „Letnie przesilenie” pokazuje potęgę emocji i jednocześnie ich podatność na manipulację. Anna Langner odkrywa najmroczniejsze strony człowieka oraz to jak mogą one być wykorzystywane by zasiać przerażające wizje w jego umyśle i wykorzystać je do własnych celów. Z drugiej pokazuje jak można stawić temu czoło, chociaż bardzo łatwo ulec mu ponownie. Pomiędzy tym co realne i co urojone łatwo się zagubić zwłaszcza gdy zacierają się granice pomiędzy nimi, a jedyne co pozwala dalej egzystować to zrzucenie winy z siebie na coś lub kogoś.

 

Za możliwość przeczytania książki

dziękuję:


 

sobota, 3 lipca 2021

Valerio co dalej?

„Valeria czarno na białym”

Elisabet Benavent

 

Tak łatwo zranić kogoś i siebie samego, chociaż zamiary były całkowicie odwrotne. Jak naprawić ten błąd? Podobno w miłości i na wojnie każdy chwyt jest dozwolony. Pozostaje tylko jedno – odważyć się na to, co wydaje się niemożliwe i na dodatek po prostu być szczerym, na początek z sobą samym.

 

Dobrą minę do złej gry można robić długo, bo jeśli nie ma się tego, czego się pragnie to czasem człowiek zadowala się tym, co jest. Do czasu, a potem po prostu odchodzi, bez proszenia i tłumaczenia. Valeria właśnie to zrobiła, drugi raz złamane serce wcale mniej nie boli, ale kto jak nie ona da sobie z taką sytuację radę? Zwłaszcza jeżeli znajdzie się ktoś kto będzie wiedział czego chce, w przeciwieństwie do Victora? Tyle, że jak zapomnieć o kimś takim? Na to pytanie być może udzielą odpowiedzi oddane przyjaciółki, w końcu każda z nich wie co nieco o życiu i przede wszystkim zna Valerię jak nikt, nawet ona sama. Zresztą tyle dzieje się wokół niej, ostatnie miesiące pokazały dziewczynie, że nic nie jest pewne, a już na pewno nie faceci i miłość. Pozostaje skupić się na karierze, zbliżającym się ślubie Carmen, jaki przeraża ją, ale od czego jest przyjaźń? Lola również wprowadza zmiany w swoim życiu, no i robi to w swoim stylu. Nerea także nie pozostaje w tyle i w końcu robi to, o co nikt by ją nie podejrzewał. Wszystko układa się tak, jak jeszcze nie tak dawno wydawało się to niemożliwe, chociaż czy tak jest naprawdę? Słuchać rozsądku czy serca? Które z nich ma rację?

 

Wciąż ta sama i wciąż idąca pod prąd, próbująca być sobą. Po prostu „Valeria czarno na białym”, ale bez obaw tym dwom barwom towarzyszy cała gama innych kolorów. Elisabet Benavent po raz kolejny pokazała współczesność z punktu widzenia swojej bohaterki, tytułowa postać dla jednych może jest już dobrą znajomą, inni dopiero będą mieć okazję ją poznać. W obu przypadkach będzie to dobrze spędzony czas, bo trudno nie polubić madryckich przyjaciółek, zwariowanych, nieokiełznanych, lecz i twardo stąpających po ziemi, kiedy zachodzi potrzeba. Pierwszego tomu byłam ciekawa, na drugi czekałam niecierpliwie, przy trzecim wypatrywałam daty premiery i w końcu książka trafiła do mnie. Valeria po raz kolejny otwarła drzwi do swojego życia i jak zaprosiła czytelników by poznali jej perypetie. Mogłam przypuszczać co nieco, lecz i tak zaskoczyła mnie swoimi perypetiami, w jakich nie brakowało ognistego romansu, ale i poważniejszych tonów. Dobra zabawa jak zawsze była jeszcze lepsza, ponieważ autorka nie zamierzała poprzestać na tym, co już wiadomo, ale sięga dalej i głębiej. Słodko-realna opowieść po raz kolejny staje się rozrywką, gdzie bez skrępowania poruszane się tematy, jakie zbyt często są trywializowane i zbytnio upraszczane lub odwrotnie zanadto komplikowane. Tytułowa bohaterka po prostu jest sobą, toczy nieustanny bój by poznać siebie, odnaleźć się w świecie i wybrać odpowiednią drogę. Zamiast moralizatorstwa Elisabet Benavent daje czytelnikom wyraziste postacie, z całym pakietem doświadczeń, w żadnym razie nieidealnych, za to czerpiących z życia tyle ile się da lub na ile umieją sobie dać przyzwolenie. „Valeria czarno na białym” jest lekturą w jakiej splata się zmysłowość ze zwykłą rzeczywistością, na jedną oraz drugą jest miejsce i trudno im od siebie uciec. Czasem ustępują sobie miejsca, a niekiedy walczą o pierwszeństwo, ale zawsze przyciągają uwagę czytających. 

 

Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję: