wtorek, 21 kwietnia 2020

Jutro premiera :)


PREMIERA
22 kwietnia

 



"Popatrzył chwilę na swoje dzieło, a potem zrobił mu zdjęcie i wrzucił na Instagrama z podpisem: „Już niedługo tak to będzie wyglądało… #feministka #rysunek #blackline #work”. Wystarczyło kilka minut, żeby pojawiły się pierwsze komentarze krytyki i blisko sto polubień.
Nieważne, co mówią, ważne, żeby mówili, pomyślał, wracając do pracy. Po chwili jednak znów sięgnął po telefon i sprawdził stan polubień oraz komentarzy. Nie było jednak niczego niespodziewanego.
Eryk wiedział, że to już jest uzależnienie – gdy wrzucał cokolwiek na któryś ze swoich profili, to potem co chwilę zerkał na reakcje odbiorców. Najgorzej, gdy robił to w pracy. Raz, podczas takiego zachowania, obserwował go Filip i potem udzielił mu reprymendy, że w biurze ma ogarniać to, co związane z pracą, a nie jego medialną sylwetką."

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Niepokorni


„Tych dwoje. Niepokorni”
Anka Sangusz

Kochać, jak to łatwo powiedzieć
Kochać, tylko to więcej nic*


Czasem najważniejsza jest miłość, nie ta wyidealizowana, piękna, wzniosła i czcząca uczucia, lecz ta nosząca blizny, nie mająca nic wspólnego rozsądkiem, płynąca z najgłębszych zakamarków serca, szalona i skomplikowana. To ona daje siłę walczyć o to, co inny spisali dawno na straty i jednocześnie bywa jedynym światełkiem w tunelu teraźniejszości, pełnej beznadziei.

Ona nie powinna się w nim zakochać, on o tym wie, ale czy da się uciec przed takim uczuciem? Adrianowi zbyt zależy na Ksenii by mógł pozwolić sobie na uczucie do niej, woli stać z boku i jedynie obserwuje dziewczynę. Nie tak łatwo wytrwać w swojej decyzji kiedy serce podpowiada całkiem inną drogę, ale w jego otoczeniu nie ma dla niej miejsca. Ona ma inne zdanie i problemy, które coraz mocniej wpływają na jej życie. Tam gdzie powinna znaleźć bezpieczeństwa i opokę czyha na nią największe zagrożenie. Światy tych dwoje nie są aż tak różne jak mogłoby się wydawać, w obu wystarczy chwila by już nie móc zawrócić ze ścieżki, na którą ktoś inny ich brutalnie wpycha. Jednak jest coś, co daje im nadzieję na lepsze jutro i przede wszystkim sprawia, że czują się szczęśliwi, niepokorność ma swoją cenę, ale czasem także nagrodę, dla tych którzy nie boją zaryzykować.

Kochać to rzadko kiedy bujanie na obłoku w pastelowym kolorze i odczuwanie nieskazitelnego błogostanu u boku ukochanej osoby. O wiele częściej to prawdziwy węzeł sprzecznych emocji lub uczuciowa sinusoida, w jakiej szczęście i chwile zwątpienia wciąż przeplatają się. Anka Sangusz po raz trzeci pokazała co naprawdę znaczy miłość, ta będąca daleka od cukierkowo przesłodzonego, lukrowanego, obrazu bez jakichkolwiek rys i jednocześnie kiełkująca wbrew wszystkim i wszystkiemu. „Tych dwoje” z serii Niepokorni ma bunt i dramatyzm wpisany w fabułę od pierwszej do ostatniej strony, jedno i drugie nadaje rytm historii Ksenii  i Adriana, w jakiej nie ma miejsca na proste pytania, za to odpowiedzi są zerojedynkowe, bo liczą się oni albo raczej ona, on i ich uczucie. Jednak nie ma w nich oczywistości, za to są wątpliwości, próby zwalczenia tego, czego już nie da się wyrwać z serca i umysłu. Pisarka w wcześniejszych częściach odkrywała przed czytelnikami meandry uczuć, ale w „Tych dwoje” są one najbardziej odczuwalne, podobnie zresztą jak i siła miłości bohaterów, którzy w jej imię podejmują najtrudniejsze w życiu decyzje, jakich skutki będą  nieodwracalne i nie da się zrobić kroku wstecz. Ta książka ma w sobie to, co sprawia, że nie da się ją łatwo zaszufladkować i odłożyć pomiędzy inne, podobne. Pozostaje w pamięci na długo, bo nie jest słodką bajką, liczy się w niej przeszłość, od której postaciom nie udaje się uciec i teraźniejszość z jakiej chcą się za wszelką cenę wydostać, pytanie co z przyszłością? Do niej klucze są w rękach dwójki młodych ludzi, kochających szaleńczo i stąpających po cienkiej linii zawieszonej nad przepaścią, w jakiej jest samotność, strach i bezpowrotna utrata najbliższej osoby. Niepokorna miłość nie pozwala o sobie zapomnieć i jest źródłem siły kiedy świat zaczyna się walić jak domek z kart.

Bo miłość jest niewiadomą,
Lecz chcę wiedzieć, czy wiary starczy mi*
Słowa: Andrzej Tylczyński



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



sobota, 18 kwietnia 2020

Kwietniowa premiera

Premiera
22 kwietnia




W książce „Wszystko jest łatwiejsze niż nam się wydaje” autor wyjaśnia, jak pracować, żeby czerpać z tego przyjemność, w jaki sposób radykalnie wyzbyć się kompleksów i dlaczego warto postrzegać stratę jako szansę. Poradnik zawiera praktyczne ćwiczenia, które nie tylko pomagają nauczyć się, jak wzorowo dawać sobie radę z trudnymi osobami, być w stanie przebaczać i umieć zapominać, ale też w jaki sposób stworzyć idealną relację partnerską i czuć się szczęśliwym, niezależnie od sytuacji. Santandreu obiecuje, że praca nad problemami uczyni nas silniejszymi w różnych okolicznościach życia. Korzystając z tej książki we własnym tempie i wykonując ćwiczenia zauważymy, jak rozwija się nasza muskulatura emocjonalna: jak w siłowni, zyskamy siłę i gibkość, moc i energię.

Santandreu bazuje na psychologii poznawczej, behawioralnej i mindfulness — naukowych formach terapii, zweryfikowanych w badaniach. Wykorzystując technikę mindfulness — treningu umysłu dla osób, które nie radzą sobie ze stresem i negatywnymi uczuciami — autor uczy, jak odzyskać siłę emocjonalną. Według niego to właśnie codzienna praktyka przynosi efekty, dlatego w każdej części książki przedstawił praktyczne ćwiczenia, które można wykonywać w dowolnej kolejności. Ćwiczenia mają pomóc w pracy nad problemami emocjonalnymi i uczynić z czytelników osoby silniejsze w różnych okolicznościach życia.

W swoich poradniach w Barcelonie i Madrycie Santandreu od lat konsultuje tysiące pacjentów, uzyskując ponad 80% pomyślnych rezultatów. Oznacza to, że 80% osób osiąga swoje cele terapeutyczne i, dokonując samooceny na koniec terapii, wskazuje polepszenie swego świata emocjonalnego w stopniu co najmniej 8 na 10 („0” oznacza stan w jakim rozpoczęły terapię, a „10” stan najlepszy z możliwych). Pacjenci podkreślają wtedy, że czują się bardzo szczęśliwi i zadowoleni z życia.
 

piątek, 17 kwietnia 2020

Coś się zaczyna, coś się kończy

„First last song”
Bianca Iosivoni

Co jest ważne w życiu? Jaką ścieżkę wybrać by cieszyć się szczęściem i spełnieniem? Czy raz popełniony błąd już zawsze będzie przypominał o chwili gdy zwyciężyły emocje nad rozsądkiem? Każde z tych pytań na progu dorosłości niekiedy zdaje się być zbyt trudne, lecz odpowiedzi na nie mogą być światełkiem w tunelu jakim bywa dorosłość.

Grace i Mason mają wspólnych przyjaciół, ale jakoś do tej pory ich ścieżki poza tym nie krzyżowały się. Wbrew pozorom mają punkt wspólny – muzykę, on gra w zespole, w którym obecnie brakuje wokalistki, ona ma doskonały głos. Jednak nie śpiewa, chociaż o tym marzy, ale wiara w siebie i swoje umiejętności nie jest jej mocną stroną. Teraz nadarza się okazja by pokazać na co ją stać, a przy okazji urzeczywistnić to, czego do tej pory obawiała się. Emory wie ile Grace może wnieść do zespołu, lecz przede wszystkim zdaje sobie sprawę jak wiele mogłoby się zmienić w życiu przyjaciółki. Od tej jednej decyzji zależy dużo, lecz to nie wszystko, bo pomiędzy Masonem i dziewczyną nie tylko muzyczne wibracje są odczuwalne. Czy tych dwoje wykorzysta szansę jaką podsuwa im los? Ich osobiste demony jeszcze nie dały za wygraną …

Niektóre serie zapadają w pamięć, a kiedy nadchodzi czas lektury ostatniego tomu wiadomo, że coś się kończy nieodwołalnie, lecz kiedy faktycznie ostatnia strona zostaje przeczytana rzadko kiedy czytelnik ma uczucie, że właśnie żegna się z dobrymi znajomymi, by nie rzec przyjaciółmi. „First last song” przynosi z sobą wiele emocji, podobnie jak i wcześniejsze części, kolejni bohaterowie stają przed życiowymi wyzwaniami, ale i ci już znani nie są jedynie tłem, lecz również są aktywnymi elementami fabuły. Ich przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zazębia się z pierwszoplanowymi postaciami, którzy uwikłani w trudne związki uczuciowe zaczynają dojrzewać do podjęcia kolejnych ważnych decyzji. Pisarka, przedstawiając z dwóch punktów widzenia fabułę, odkryła przed czytającymi to, co nie jest oczywiste i widoczne na pierwszy rzut oka czyli dawne rany zadane świadomie lub nie, w dobrej wierze bądź z racji własnych pragnień, przez osoby jakie powinny dawać wsparcie, a czynią zupełnie coś odwrotnego. W „First last song” nie tylko wyraziści bohaterowie przykuwają uwagę, ale również ich perypetie, odzwierciadlające problemy, z którymi nie tylko młodzi ludzie, mają do czynienia. Akceptacja siebie samego nie zawsze jest czymś oczywistym podobnie jak i umiejętności spojrzenia na siebie z dystansem i przyznaniem sobie prawa do popełnienia błędów, wreszcie wybór życiowej drogi to także nie od razu jest podążanie w określonym kierunku. Wszystkie te dylematy stały się kanwą dla opowieści w jakiej poczucie humory bohaterów, wchodzenie w dorosłe życie  oraz miłość i przyjaźń splatają się w niesamowitą zwyczajnie-niezwyczajną historię. Nie jest ona interesującą lekturą tylko dla młodszych czytelników, starsi odnajdą w nich własne doświadczenia, jedni i drudzy po jej zakończeniu nie poczują rozczarowania, a zupełnie odwrotne czytelnicze wrażenia. Coś się kończy, ale czytający zawsze będą mogli powrócić spotkań z paczką przyjaciół, w której często iskrzyło, uśmiech czasem bywał najskuteczniejszym lekarstwem na to, co czaiło się za drzwiami akademika, a miłość pozwalała spojrzeć na przyszłość z całkiem nowego punktu widzenia.


Za możliwość przeczytania e-booka

dziękuję wydawnictwu:
 
 
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo jaguar