piątek, 10 czerwca 2011

Aleksander Sowa

Aleksander Sowa

Wywiad

* Którą pozycję ze swojego dorobku literackiego najchętniej widziałby Pan na dużym ekranie? Dlaczego właśnie tę?

Jest na to za wcześnie. Niewykluczone, że żadna się nie nadaje. Nie znam się na tym. Ktoś po przeczytaniu „Jeszcze jeden dzień w raju” odparł, „kiedyś z tego będzie film.” Może.

* Proszę podać 3 tytuły ulubionych książek. Odegrały w Pana życiu ważną rolę? Darzy je Pan sentymentem? Proszę zdradzić szczegóły.

Strasznie trudne pytanie. Nie umiem odpowiedzieć. Mam wiele ulubionych książek i wiele odegrało w życiu ważna rolę. Czytając „O psie, który jeździł koleją” po raz pierwszy płakałem nad książką. Często wracam do „Lolity” Nabokova, uwielbiam jego język. Szczególnie też, że mam egzemplarz z dedykacją kogoś bliskiego. Wracam jednak częściej do autorów. Wiśniewskiego, Gretkowskiej, Kuczuka, de Saint-Exupéry’ego, Hellera. Uwielbiam pierwsze zdanie w „Sto lat samotności”, ostatnie w „Los jest myśliwym” Ernesta K. Ganna.

* Którego z pisarzy (polskich i zagranicznych) darzy Pan największym autorytetem?

I nie wiem, czy któregoś darzę autorytetem. Jest wielu, których cenię. Jedni pięknie piszą, albo fantastycznie zagłębiają się w psychikę bohatera. Inni podejmują śmiałe tematy czy formę. Czytam książki na temat latania, historii i literatury. Stworzenie jednego, uniwersalnego autorytetu jest szalone. Niemożliwe.

* Gdyby nie był Pan pisarzem to... no właśnie, kim chciał Pan zostać?

A ja jestem pisarzem? Mogę przecież być grafomanem albo tylko autorem. Pisarz to zawód, pracuję na pół etatu. Kiedyś chciałem zostać wszystkim. Najbardziej chciałem latać, podróżować, poznawać nowe miejsca.

* Jaki jest Pan ulubiony film? Dlaczego właśnie ten?

W pierwszym odruchu wybieram „Requiem do snu” Aronofskiego. Świetnie opowiedziana historia, doskonałe zdjęcia, genialna muzyka i zajebiście ważny temat. Sądzę, że Selby może być zadowolony.

* A seriale? Lubi je Pan oglądać? Jeśli tak, to jaki jest Pan zdaniem najlepszy, oraz który z emitowanych obecnie zasługuje na uwagę.

Nie mam telewizora. Jak go widzę bardzo interesują mnie reklamy. Kiedy widzi się je po raz pierwszy, wydają się zabawne.

* Jaki gatunek muzyki jest Pan najbliższy? Proszę podzielić się z nami swoimi ulubionymi wykonawcami.

Gitara jest bardzo ważna. Ale mogą być również klawisze i muzyka elektroniczna. Czasem taneczna. Lubię skrzypce i generalnie smyczki. Czasem ballady. Queen, Kaczmarski, Die Toten Hosen, Happysad, Katie Melua, Vanessa Mae, Snow Partol, Clint Mansell & Kronos Quartet, Dj Tiesto, Karel Kryl. To wszystko trzeba pomnożyć przez innych artystów. Przynajmniej kilkudziesięciu.

* Domyślamy się, że największą pasję stanowi pisanie. A poza nim? Ma Pan inne hobby?

Uwielbiam jazdę motocyklem. Skaczę z samolotów i pilotuję szybowce. Lubię podróże. Tańczę. Czytam. Maluję i robię zdjęcia (dosłownie). Szczególne hobby to bałaganiarstwo i nałogi.

* Największe marzenie? Już zrealizowane? Czy może jeszcze przed Panem?

Chciałbym pisać dobre książki. I być dobrym człowiekiem.

* Pana motto życiowe?

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.

Dziękuję za udzielenie wywiadu p. Aleksandrowi Sowie


Wydane książki

czwartek, 9 czerwca 2011

Praktyczna teoria

"Teoria piekła"

Teoria to coś co uważamy za dalekie od praktyki czyli codzienności. No a piekło - to równie pojęcie odległe, ostateczne, chociaż zdarza się i na co dzień. Czym więc może być teoria piekła? Czymś co powinno być znane tylko z opisu, ale czasem doświadcza się tego w rzeczywistości.
Podobno to pieniądz rządzi światem, ale szczęścia nie daje, jaka może być więc cena za życie, za tożsamość, za to co nas określa, to po czym rozpoznają nas inni i czym my się identyfikujemy? Pięć milionów euro, w banknotach o nominale stu i dwustu w unijnej walucie, nie mniej i nie więcej. Dlaczego taka kwota, a nie mniejsza lub większa? Co tak naprawdę kupuje się za taką sumę? Nowe życie, nowe szansy, rysujące się dzięki wartości wyrażonej na kawałkach papieru, to one mają dać to czego podobno nie można kupić za żadną cenę - szczęście ...
Zakładnicy, porywacze, strach, odwaga, życie ludzkie nagle jest tyle warte ile okup. Ale czy zawsze to co widzimy jest prawdą, może piekło, którego jesteśmy obserwatorem jest w rzeczywistości tylko inscenizacją służącą zabawie? Podobno piekło nie istnieje, ludzie sami umieją je sobie stworzyć bez diabelskich podszeptów, wystarczą tylko pieniądze ...
"Umiesz liczyć? Licz na siebie" to zdanie idealnie oddają egzystencję bohatera, zwykłego człowieka, jednego z dziesiątek mijanych codziennie na ulicy, stojących obok nas w autobusie. Gdzie by nie spojrzeć zewsząd wyziera niezadowolenie, zwątpienie, obezwładniająca niechęć, a liczenie tylko na siebie jakoś nie pomaga mu dostać to czego pragnie najbardziej - pieniędzy.
Sprzedać można wszystko, wystarczy odpowiedni człowiek z odpowiednim pomysłem i można ruszać z nową ideą, która ma zrewolucjonizować świat. Oczywiście nic za darmo i bez zysku, kto ma pieniądz zrobi wszystko by mieć go jeszcze więcej. Trzeba tylko znaleźć własciwą osobę do tego zadania, a najlepiej zrobić to za pomocą przeglądarki google, naszej klasy no i kopalni informacji - facebook`a. Odpowiednie wynagrodzenie skusi każdego, w końcu sprzedać można wszystko, nawet siebie.

W "Teorii piekła" rozdziały nie następują po sobie kolejno, ale czy muszą? W każdym pojawia się bohater o tym samym nazwisku, raz jest to człowiek sukcesu, raz jeden z wielu pracowników, źle opłacany i niedoceniany. Czy łączy ich tylko nazwisko czy może coś więcej? Każdy z tych mężczyzn spotyka pewną kobietę - Ewę, która gdzieś już wcześniej pojawiła się w ich życiu, lecz w jakiej sytuacji tego nie wiadomo. Co jeszcze mają wspólnego? Może są jedną i tą samą osobą tylko ukazaną w przeszłości i teraźniejszości. Coś wydarzyło się pomiędzy tym co było, a tym co jest, pytanie tylko co?

Portret zwykłego człowieka, portret człowieka sukcesu, awers i rewers jednej monety - społeczeństwa. Obie strony zespala ze sobą pieniądz, to on jest ciągle obecny w myślach ludzi, ciągle go za mało, nawet gdy jest go dużo chce się więcej. Tylko czy on jest najważniejszy? Może w pogoni za nim wchodzimy do piekła nawet tego nie zauważając? Nie zastanawiamy się nad kosztami ważni jesteśmy tylko my - jednostka i jej potrzeby, o resztę zadba ktoś inny. W końcu gdy piekło pokazuje swoją prawdziwą twarz jest już za późno ...

"Teoria piekła" to na pierwszy rzut oka historia obyczajowa, później można powiedzieć, że z rodzaju tych fantastyczno-naukowych, wątki apokaliptyczne też się pojawiają - więc coś z horroru. Po ostatniej stronie czytelnik zdaje sobie sprawę, iż to opis świata jak najbardziej realnego, takiego, w którym żyjemy. Od czasu do czasu ktoś powie "piekło na ziemi" i nawet nie zdaje sobie sprawy jak blisko jest prawdy. Wystarczy spojrzeć na wiadomości płynące z telewizora, informacje czytane w internecie lub posłuchać tego co mówią inni ludzie, miejsce gdzie powinni trafić tylko grzesznicy wyszło na powierzchnię.


Książka przekazana przez portal Sztukateria
i wyd. Jirafa Roja za co Dziękuję

środa, 8 czerwca 2011

Krwawe preludium

"Mag i diabeł"

Rozpoczęłam czytanie cyklu "Przeznaczenie", autorstwa duetu pisarek - Katarzyna Gacek i Agnieszka Szczepańska, od drugiej części "Wisielec i księżyc", ale to nie pierwszy i na pewno nie ostatni raz w moim wypadku. Takim już bywam czytelnikiem, że zdarza mi się zapoznać z serią od końca i dobrze mi z tym. Po lekturze środkowego elementu apetyt pojawił się na to co było przed i co będzie po, jedno mogłam założyć z góry, iż dreszczyk będzie od pierwszych słów i nie skończy się na ostatnich.

Tajemnica zaczyna się już od pierwszej kartki, coś stanowi obiekt pożądania dla kogoś, pytanie co to jest i dlaczego dla stanowi tak ważną rzecz. Wyjaśnienie przyjdzie potem, na razie kolejna scena, która mogłaby wydarzyć się w każdym centrum handlowym, spotkanie dwóch nastolatek, jedna z dziewczyn jest czymś wyraźnie podekscytowana, jednak nim wyjaśni powód swoich emocji znika - nie odchodzi, nie wraca do domu, tylko właśnie znika. Jej koleżanka na chwilę zostawiła ją samą wraz ze swoimi zakupami, po powrocie na ławce, gdzie jeszcze przed momentem siedziała nastolatka, nikogo nie ma. Jej przyjaciółka bardziej zainteresowana niż zniknięciem dziewczyny jest torbami, które zostawiła pod jej opieką. I właśnie w tej sprawie zwraca się o pomoc do sąsiadki - wróżki, jakby nie było wyprzedażowe zdobycze koniecznie trzeba odzyskać. Jednak karty ukazują coś o wiele ważniejszego i na domiar złego groźniejszego. Czy ma to coś wspólnego z policjantami, którzy twierdzą, że koleżanka zaginionej jest zamieszana w morderstwo? Kluczem do wyjaśnienia udziału w zbrodni nastolatki są jej zakupy i torebka, to czego miała pilnować zaginiona, tylko dlaczego pojawiły się w mieszkaniu zamordowanego? Gdzie w tym wszystkim miejsce zaginionej Ewy? Dwie karty - mag i diabeł, to odpowiedź tarota na to co odczuwa w tym czasie Małgorzata, wróżka do której zwróciła się o pomoc nastolatka. Coś zawisło w powietrzu co sprawia, że macki strachu zaczynają wysuwać się we wszystkich kierunkach. W jednym momencie Małgorzatę przeszywa ból, w tym samym czasie jej młodą sąsiadkę o włos mija samochód bez włączonych świateł, jego kierowca jest wściekły na kogoś kto pozbawił go czegoś ważnego. Tajemnica zaczyna wciągać kolejne osoby w swoje odmęty, jedną z nich jest Ewa, a drugą jej przyjaciółka. Może policjanci zaczęli nie od tej dziewczyny, od której powinni? Zaginiona ma dosyć specyficzne wspomnienia, karzące jej uciekać jak najdalej od znajomych miejsc, a szczególnie pewnych wspomnień. Jak na razie wątki nie wydają się ze sobą powiązane, chociaż gdyby przyjrzeć się z blisko to ... tworzy się ciekawy zbiór powiązany czarnym samochodem, może jego właściciel odpowiedziałby jakiego rodzaju powiązania łączą ze sobą poszczególnych bohaterów? Po raz kolejny pojawia się też pewien naszyjnik, miała go Ewa, zamordowany chciał go sprzedać, a jeden z przechodniów w centrum handlowym także był nim zainteresowany, ginie też jubiler, mający wycenić własność ofiary zabójstwa.

Ktoś wpada na ślad nastolatki, także wróżka wie już gdzie szukać dziewczyny, a przypadkowy przechodzień znajduje jej legitymację. Zaczyna się wyścig z czasem, metą jest miejsce ukrycia zaginionej, nie każdy, chcący ją odnaleźć pragnie jej bezpieczeństwa. Dla kogoś ważniejsze jest to co ma zawieszone na szyi i ktoś jeszcze - Karolina, która także zniknęła, a raczej wsiadła do czarnego samochodu i od tego czasu nie ma z nią kontaktu.

Dwie przyjaciółki zostały wciągnięte w wir wydarzeń, które zagroziły ich życiu, przypadek czy działanie losu sprawiły, że ich sprzymierzeńcem została wróżka? Takiej sytuacji nie spodziewał się nikt, a tym bardziej sprawca, dla którego nie liczy się nic poza tajemniczym rytuałem, który musi być dokończony. Nie jest już bezpieczny w swojej anonimowości, pomimo, że nie został zidentyfikowany czuje, iż ktoś już o nim wie i co więcej odgadł też jego zamiary.

Początek książki to tajemnica, a koniec to zagadka, bo gra dopiero się zaczęła, preludium zostało zagrane mocnymi akordami, krwawe nuty są sekretnym tłem. Środek historii to ciąg wydarzeń, które toczą się na dwóch płaszczyznach - tej związanej ze śledztwem policyjnym i tej gdzie najważniejsze są przeczucia wizje, nie są one oddzielne. Czasem nakładają się na siebie, czasem uzupełniają, tworząc niesamowitą składankę gdzie wszystko jest możliwe. Gdy kończy się jedna historia druga zaczyna swój bieg, łączą je bohaterzy oraz atmosfera z pogranicza realnego świata i jego magicznego odpowiednika. "Mag i diabeł, "Wisielec i księżyc" oraz "Moc i cesarzowa" - każdą z tych książek można traktować jako oddzielną całość, jednak najtrafniej spojrzeć jak na jedną powieść w trzech odsłonach. Za sobą mam pierwszą i drugą część, a trzecia podpowiada mi spektakularne zakończenie, w końcu tytuł zobowiązuje - spotkane mocy i cesarzowej ...


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Zbrodnia w Bibliotece

wtorek, 7 czerwca 2011

To co najważniejsze

"Krew i lód"

Wydarzenia II wojny światowej są poruszane z różnej perspektywy, powstają filmy dokumentalne i fabularne, książki historyczne, biograficzne. Temat jest wiecznie żywy, raz pokazany z punktu widzenia ofiar, raz oprawców, zwycięzców i pokonanych. Książka Leo Kesslera "Krew i lód" podejmuje temat żołnierzy Waffen SS, najbardziej elitarnej formacji w hitlerowskiej armii. Autor bierze jako cel ostatnie dni wojny, kiedy "świetność" tego rodzaju oddziałów odeszła już w przeszłość, podobnie jak idea nazizmu. Członkowie tego ugrupowania ze ścigających stali się ściganymi.Jednak działania wojenne wciąż trwają, ludzie giną nadal w imię idei, w którą coraz mniej wierzą, chociaż nadal wśród nich zdarzają się fanatycy, żywią przekonanie w zwycięstwo nazistów. W takiej sytuacji znalazł się wraz ze swym batalionem sierżant Schulze, pozbawiony iluzji co do przyszłości, lecz ciągle słuchający rozkazów. Każda, nawet najmniejsza iluzja, że dawne dni powróciły, traktowana jest tak jakby był to powrót do starych "dobrych" czasów. Nawet gdy łatwo zauważyć, że złudzenie podtrzymywane jest kosztem młodych mężczyzn, a tak naprawdę nastolatków, którzy po szybkim przeszkoleniu są kierowani bezpośrednio na front. Ich śmierć podtrzymuje mit jednego człowieka i rzeszy fanatycznie wierzących mu ludzi. Ci bardziej realnie patrzący na  rozgrywające się wydarzenia tylko we własnych myślach wyrażają swoje prawdziwe zdanie, na zewnątrz karnie przytakują temu, w co już przestali pokładać nadzieje. Jednostka w tej rozgrywce nie liczy się, jest tylko jednym z wielu istnień poświęconych nadaremnie. Nie tylko niemieccy żołnierze są karmieni ideologiczną papką, tak samo są traktowani ich radzieccy odpowiednicy, nie walczą oni tylko przeciwko zbrodniczej idei, lecz również w imię ustroju, traktującego ich także jedynie jako środek do osiągnięcia celu i nie jest to tylko zwycięstwo wojenne, lecz również wykazanie wyższości jednych nad drugimi.
Dwóch ludzi, dwóch wrogów, każdy z nich zdeterminowany by pokonać siebie nawzajem i ukazać wielkość idei, którym są fanatycznie wierni, pod ich rozkazami oddziały żołnierzy wiernych nie wahających się przed poświęceniem własnego życia. To co podwładni uznają za fanatyzm i szaleństwo ma drugie dno, bardziej osobiste i związane z chęcią przejścia do historii, za wszelką cenę, bez oglądania się na innych. Ale i oni są pionkami grze, gdzie dowódcy wykorzystują podwładnych by za chwilę być na miejscu wykorzystywanych. A gdzieś pomiędzy tymi wewnętrznymi rozgrywkami ludzka chciwość i wola przetrwania sprzymierzają się by uciec z oblężonego miasta.

Zaczynając czytać książkę "Krew i lód" spodziewamy się fabularyzowanej opowieści z końca II wojny światowej, gdzie narratorem jest niemiecki sierżant z oddziałów SS. Z jego perspektywy dni chwały narodu niemieckiego dawno już minęły, jednak lata posłuszeństwa wobec idei faszystowskiej nie pozwalają mu się poddać. Walczy więc chociaż zdaje sobie sprawę, że jest przegranym. Z drugiej strony są ukazane te same walki z perspektywy radzieckich żołnierzy. Jednak w trakcie lektury dochodzi kolejny wątek - ucieczki Żydów ze śmiertelnej pułapki, jakim stał się dla nich Budapeszt. Prześladowcy  mają być teraz ochroniarzami ofiar - ironia losu, a może triumf tylko ludzkiej natury? W tej książce nikt nie wskazuje kto jest zbrodniarzem, a kto ich sprawiedliwym żołnierzem. Ukazany jest człowiek, który obojętnie od wyznawanej religii, ideologii, noszonego munduru, ma jeden cel - przeżyć i to jest najważniejsze, bez względu na przeszłość i przyszłość. Liczy się tylko uratowanie własnego życia i każdy sposób jest dobry.


Książka przekazana przez portal Sztukateria
i Instytut Wydawniczy ERICA za co Dziękuję

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Prawdziwe twardzielki

"Jak to robią twardzielki"


Twardzielka brzmi ostro, dumnie, narzuca dystans? To zależy od osobistych doświadczeń, chociaż początkowo może wydawać się, że obiegowa opinia potwierdza, ale nic bardziej mylnego, w końcu słowo to może odnosić się do każdej kobiety, nawet gdy nie potwierdza typowego portretu. Jedno jest pewne Brysia, Gosia i Sabina są nimi i co więcej zdają sobie z tego sprawę. Każda z nich może zawsze liczyć na przyjaciółki czy w wyciąganiu z dołka emocjonalnego, czy w momencie gdy trzeba sprowadzić na ziemię psiapsiółkę a nawet gdy należy chronić przed własną rodzicielką. Policjantka, dziennikarka i wykładowczyni, trzy odmienne kobiety, ale mające wiele wspólnego, a w najbliższej przyszłości czeka je - ujawnić prawdę o prawdziwej pracy Brysi, odszukać pewnego znawcę koni oraz zidentyfikować wroga zwanego potocznie Wieśmakiem no i pomóc oswoić matkę przyszłej panny młodej, tak by ta ostatnia nie uciekła z własnego ślubu. Jednak najpierw są zmusozne przeżyć wystawę piesków, traktowaną jak tajną akcję i możliwość zrobienia reportażu z "targowiska próżności", oczywiście w ramach zobowiązań rodzinno-przyjacielskich. Okazuje się, że konkurencja na psim festiwalu piękności jest ogromna i czasem brutalna, mordercze zapędy niektórych opiekunów czworonogów można rozpoznać bo błyskach w oczach i nie tylko.
Jako, że los lub wtrącać swoje trzy grosze do spraw ludzi, to poradzenie sobie z problemami nie pójdzie przyjaciółkom aż tak szybko jak było to zaplanowane. Niełatwo jest przyznać się, że zamiast samarytańską pielęgniarką jest się policjantką, do tego mistrzynią kickboxingu ... Upiorna mamusia robi ogromne wrażenie na przyszłym zięciu, a narzeczonej wpada w oko pewien żołnierz, spotkany w chwili malutkiego załamania. No i współpracownik Gosi prezentuje się nad wyraz dobrze, a Wieśmak jakby zszedł na razie na drugi plan. Jednak przeciwności są po to by je zwyciężać, a twardzielki pod byle pretekstem nie poddadzą się. Po pierwsze spacyfikować demoniczną rodzicielkę i to częściowo udaje się, chociaż upiór jakoś nie chce odpuścić, a i narzeczony jakoś nadal wpatrzony nie w tę kobietę co potrzeba. Teraz czas na wielbiciela koni, który niepokojąco długo nie dzwoni do dziarskiej dziennikarki, a to z powodu byłej żony - trucicielki, ale przynajmniej artykuł wyszedł udany. Najgorzej ma się sprawa Brysi, bo idealny mężczyzna okazał się oszustem, którego szukała ... No, ale dziewczyny nie odpuszczają, w końcu gdy nie ma się szczęścia w miłości zawsze można liczyć na przyjaciółki, które pomogą zawsze i wszędzie.

"Jak to robią twardzielki" to 100% komedia, nie spod znaku czarnego kąśliwego humoru, ale kolorowych fajerwerków śmiechu. Obfituje w bohaterów przedstawionych z przymrużeniem oka, ale w jak najbardziej pozytywnym świetle. Dzięki lekkiemu przerysowaniu ich perypetii autorka stworzyła grupę osób, które lubi się od momentu poznania aż do ostatniej strony, a nawet dłużej. W końcu każdy zna osoby, które świetnie wpisują się w konwencję tytułowych twardzielek, no i kto by nie chciał być jedną z nich ;) Każdy powinien mieć okazję poznania wspaniałej historii o przyjaźni i zwykło-niezwykłych przygodach trzej przyjaciółek i ich znajomych.




Książka została przekazana w ramach akcji "Włóczykijki"

Po kobiecemu ;)


Jakiś czas temu miałam przyjemność przeczytać książkę Beaty Szymury "Okaleczony anioł", a moja recenzja ukazał się również na Kobiecych pasjach, za co dziękuję :)

dużeKa i ja :)

Podobno jaki poniedziałek taki cały tydzień ... Czy coś w tym jest przekonam się w ciągu kolejnych sześciu dni, a na dobry początek moja recenzja do książki "Spójrz na mnie" Yrsy Sigurdardottir na portalu dużeKa


niedziela, 5 czerwca 2011

Człowiek człowiekowi wilkiem

"Spójrz na mnie"

Pędzący samo
chód zmienił na zawsze życie co najmniej dwóch rodzin, jedna z nich straciła córkę, a druga "zyskała" ducha opiekującego się chłopcem, którym miała się dziewczyna opiekować. Sprawcy wypadku nie znaleziono, a rodzice musieli się zmierzyć z czymś co wydawało się nieprawdopodobne - opiekunka wracała by pilnować swego podopiecznego? Prawda czy tylko urojenia? Prolog jak z książek Stephena Kinga, właściwy początek ma miejsce dwa lata później i dotyczy sprawy niepełnosprawnego Jacoba, który trafił do zakładu zamkniętego dla osób z zaburzeniami psychicznymi, po tym jak skazano go za podpalenie ośrodka gdzie przebywał i śmierć w jego wyniku kilkunastu osób. Rewizji wyroku chce człowiek również przebywający wraz z nim zakładzie. Bezinteresowna pomoc czy może coś innego stoi za tym gestem? Szczególnie, że hojny darczyńca jest pedofilem i tylko stwierdzeniu choroby psychicznej zawdzięcza pobyt w tego typu miejscu zamiast w więzieniu. Prawniczka, mająca podjąć się tej sprawy, ma wiele wątpliwości i stara się odradzić matce Jacoba wznowienie postępowania. Jednak ta widzi wreszcie szansę na rehabilitację syna, uważa, iż padł on ofiarą systemu, podobnie jak wcześniej gdy odebrano go jej i umieszczono w ośrodku, pomimo, iż inni bardziej kwalifikowali się na jego miejsce. Nadopiekuńczość rodzicielska czy może ta sprawa ma drugie dno? Kolejny wątek to skomplikowane życie prywatne pani adwokat, która ma poprowadzić wznowienie dochodzenia. Jej rodzice liczą, że córka pomoże im w kłopotach finansowych i udzieli schronienia pod swoim dachem. I co może oznaczać sms " w ciazy"? I chociaż prawniczka nadal nie jest przekonana co do podjęcia się sprawy zaczyna się zagłębiać w historię pożaru, którego sprawcą był Jacob. Jest kilka znaków zapytania - dlaczego świadkowie zostali oznaczenie jako pan X, pani B i gdzie jest szósty pensjonariusz ośrodka, który podobnie jak sprawca przeżył ogień? Wizyta na pogorzelisku nasuwa kolejne pytania - kto był ojcem dziecka dziewczyny w śpiączce? Czy inni pensjonariusze mogli być także zamieszani w rozniecenie pożaru? Kolejny sms znowu podsuwa wskazówkę, która nie zostaje potraktowana poważnie. Była dyrektorka ośrodka wydaje się osobą związaną na tyle blisko z miejscem tragedii i jej ofiarami, że jej wiedza pozwoli na wyjaśnienie pierwszych zauważonych niejasności, chociaż nie wydaje się ona zadowolona z zainteresowania przeszłością. Dzięki rozmowie zostaje przybliżona sprawa ciąży podopiecznej ośrodka oraz zatuszowanie gwałtu na niej, jedynie co potwierdzono, to to, że nikt z mężczyzn, czy to pracowników czy to pensjonariuszy, nie był sprawcą tego czynu. Jednak dochodzenie już nie miało swego ciągu dalszego, pomimo iż była to sprawa ścigana z urzędu. Były obrońca Jacoba i jednocześnie jego obecny kurator "przeoczył" ciążę i jak wynika z jego słów nie przyłożył się do całej sprawy, swego klienta traktował jako idiotę. W ten sposób oskarżenie zyskało pomoc w swoim postępowaniu u człowieka, który powinien działać na rzecz swego klienta, a nie przeciwko niemu. Co ciekawe adwokat nie pamięta kto mu zlecił sprawę, a matka sprawcy twierdzi, że to on sam się do niej zgłosił. Kolejny znak zapytania, a akta sprawy nie pomagają odpowiadać na pojawiające się co i rusz pytania. Czy osoba, którą Jacob widział w noc pożaru i nazywa aniołem jest faktycznym podpalaczem? I dlaczego psycholog będący podczas przesłuchania nie przeprowadził analizy zeznania tylko zgodził się za uznanie tego za kłamstwo? Jak na razie tylko ojciec jednej z ofiar oferuje pełną pomoc, ten sam człowiek wcześniej tuszował sprawę ciąży podopiecznej, tak dba o innych czy to tylko maska? Jego żona przedstawia podobną wersję, ale już córka opowiada historię całkowicie przeczącą rodzicom. Podobny obraz rysuje kamerzysta, który kręcił film o ośrodku. I co z całą sprawą ma wspólnego zbitek liczb i cyfr pojawiający się na oknie domu chłopca, którym miała się zabita opiekunka i ten sam napis widniej na rysunkach jednej z ofiar pożaru?

Jednak na razie prawniczka Jacoba próbuje dotrzeć do tego co faktycznie miało miejsce w ośrodku, który miał dla niego i jego współmieszkańców domem i jednocześnie flagową instytucją, a stał się zgoła czymś innym. Akta sprawy wiele przemilczały lub przedstawiały w całkiem innym świetle. Wiele osób dopiero po pewnym czasie przyznawało, że oskarżenie i skazanie za podpalenie właśnie Jacoba było błędem. Jednak to za mało jeszcze by wnosić o rewizje wyroku, chociaż wina wydaje wydaje się coraz bardziej mało prawdopodobna. Jak na razie wychodzi na jaw coraz więcej niedociągnięć ze strony pomocy społecznej, władz ośrodka i jego personelu. A do tego dziwne powiązania pomiędzy kierowniczką spalonego ośrodka i ojcem jednej z ofiar, dlaczego tak zależy mu by informacje o jego synu zostały zniszczone lub w ukryciu? Może zamiłowanie do ognia ma z tym coś wspólnego? Ważniejszym wydaje się jednak rozmowa z jedyną osobą, która była pensjonariuszem ośrodka i której tylko przez zbieg okoliczności nie było wtedy na miejscu pożaru. Kobieta porozumiewa się tylko za pomocą wskazań oczu, ona także była ofiarą. Teraz już nie można zatuszować wykorzystywania mieszkanek, ale osoba sprawcy nadal jest nieznana? Może to jedna z osób odwiedzających ośrodek? I czy śmierć jednego z nowych podejrzanych ma z tą sprawą wspólnego? Pojawiająca się grupa liczb i liter ma wspólny mianownik - ojca jednej z ofiar, to jego syn umieszczał je na swoich rysunkach i na oknach w domu jego współpracowniczki zostały napisane, jaka jest jego rola? Może taka, że od początku wiedział jaka była prawda i by chronić swoją reputację doprowadził do skazania niewinnego człowieka. Nie mógł tylko przewidzieć, że pedofil osadzony w zamkniętym ośrodku dostanie do naprawy jego komputer służbowy, a w nim znajdzie maile, które doprowadziły nie tylko do niesłusznego oskarżenia Jacoba, ale i jego samego. Odziedziczony spadek pozwolił na zemstę w majestacie prawa i z ujawnieniem tego co naprawdę wydarzyło się w ośrodku, mającym zastąpić dom osobom niepełnosprawnym.

"Spójrz na mnie" ma początek jak historia grozy, zagłębiając się w lekturę atmosfera się nie zmienia, tylko groza przyjmuje inny charakter. Strach budzą nie duchy, lecz ludzie i ich postępowanie. To co oparte jest o rzeczywisty świat jest bardziej przerażające niż upiory atakujące po północy. Człowiek, nie mający szansy by udowodnić swoją niewinność ze względu na swoje kalectwo jest przedstawiony jako ofiara systemu, tego samego który miał go chronić i dać mu opiekę. Poraża bezradność bohatera, któremu odebrano wszystko co dla niego ważne wpierw w imię dbania o niego, a później oskarżano go bo najlepiej nadawał się do obciążenia winą za zbrodnie innych. Oprócz wątku sensacyjnego i moralnego jest również przedstawiony obraz jak kryzys ekonomiczny odbija się na społeczeństwu.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości
Wydawnictwo MUZA

sobota, 4 czerwca 2011

Uważaj o czym śnisz

"Pożeracz snów"



Sny odchodzą wraz przebudzeniem, czasem pamiętamy je trochę dłużej, gdy były przyjemne uśmiechamy się w momencie gdy wypłyną wśród wspomnień, a odganiamy od siebie gdy są koszmarem. Niektórzy mają sny prorocze lub wracają w nich do ważnych chwil ze swego życia. Co jednak gdy to co pojawia się w naszym umyśle niepokoi, powtarza się i staje się rzeczywistością? Ale nim główna bohaterka "Pożeracza snów" doświadczyła potęgi sennych obrazów jej życie uległa ogromnej zmianie.

Wioska gdzieś na skraju cywilizacji, miejsce zesłania i do tego jeszcze nawiedzone - tak widzi nowe miejsce zamieszkania Elie. Przeprowadzka z wielkiego miasta bez zapytania jej o zdanie uważa za karę. Entuzjazm rodziców nie zaraził dziewczyny, nie pomaga też w zawiadomieniu się tęsknota za przyjaciółmi i chłopakiem, który był kandydatem do pierwszego wielkiego uczucia. Na takich podstawach ma zbudować swoje życie, a przynajmniej dotrwać do matury, później świat będzie stał dla niej otworem. Jednak na razie musi brać udział w grze pt. "Cieszymy się z przeprowadzki". Już podczas pierwszego weekendu jest świadkiem pojawienia się nieprawdopodobnej zjawy, to co widzi kładzie na karb zmęczenia i gry światła. Może legendarna miejscowa postać - jeździec bez głowy jest tylko mitem, ale inny tajemniczy jeździec czający się w mrokach pobliskiego lasu raczej urojeniem nie jest... A do tego wszystkiego sny o dziecku, które nie odchodzą w niepamięć wraz z przebudzeniem się, ale zostają w myślach przypominając na jawie o swoim istnieniu. Wiosna - początek nowego życia w przyrodzie, może także coś nowego czeka na Ellie ...?

Kim tak naprawdę jest Colin Blackburn, spotkany przypadkowo na sali gimnastycznej, podczas poszukiwania komórki? Tajemniczy jeździec i trener sztuk walki wie nadspodziewanie dużo o nowej mieszkance Riedderdorfu, tak jakby znał ją, ale przecież ona dopiero co przyjechała w to miejsce. Niektóre zdarzenia są dla niej jakby deja vu, jednak przecież to niemożliwe, prawda? Tak samo jak kojący głos słyszany przez dziewczynę zawsze gdy tego potrzebuje. Tylko dlaczego sen nie przynosi odpoczynku, lecz wręcz przeciwnie, to co się pojawia w jego czasie jeszcze wzmacnia uczucie niepokoju i nieprzystosowania do nowego miejsca zamieszkania?

Wraz nadejściem wczesnego lata Elie zdaje się być wciągana w coś czego sama nie jest świadoma. Sen staje się dla niej na poły ucieczką od rzeczywistości na poły koszmarną pułapką. Nie jest dla niej wytchnieniem, a raczej projekcją dawno zapomnianych obrazów, wspomnień - lecz czy należących do niej? Ma też okazję bliżej poznać tajemniczego Colina, który zaczyna ją coraz bardziej interesować i to z wzajemnością. Czy przyciąga ją do niego odmienność od miejscowych rówieśników czy coś co tkwi o wiele głębiej i jest bardziej niebezpieczne? Wydaje się, że chłopak zjawia się zawsze wtedy kiedy dziewczyna jest najsłabsza, może to tylko przypadek, bo jeżeli nie to jaki miałby cel? I czy tylko on ma tajemnice?

Wystarczy przypadkowo zasłyszany urywek rozmowy by ziarno niepewności zostało zasiane. Może przeprowadzka nie była związana tylko ze zmianą pracy ojca, ale czymś jeszcze co ma swe źródła w przeszłości. Jednak najważniejszym jest poznanie co ukrywa Colin, dlaczego jego twarz zmienia się w różnych porach dnia. Jest coś jeszcze - sen, w którym pojawiło się dziecko ma swój ciąg dalszy, a Elie jest biernym jego obserwatorem, chociaż głos w tle ostrzega, że to "nie jej świat i nie jej czas". Wraz ze zbliżaniem się do ruin gdzie po raz pierwszy dostrzegła Colina odczuwa coraz większą senność. Tak jakby myślenie o nim było jednoznaczne z potrzebą zaśnięcia. Dlaczego ojciec Elie reaguje gniewem i wyrzuca Colina ze swojego domu? A chwilę przed tym incydentem dziewczyna zauważyła, że obaj mężczyźni nawzajem w sobie odkryli, a raczej wyczuli coś co jej umknęło. Jedno jest pewne ojciec kłamie wyjaśniając powód swojej złości, a Colin wie coś na temat jej rodziny co zmieni wszystko. Świat, który znała już nigdy nie będzie taki sam po tym gdy poznaje prawdę - ojciec jest pół demonem, pół człowiekiem, nie chciał przejść na ciemną stronę, teraz walczy z nią. Jak żyć z taką prawdą, gdy bliska osoba przedstawia swoją wersję - logiczną, opartą na diagnozie lekarskiej, lecz która jest oszustwem, a to co powinno być fantazją czy też zmyśleniem ma wszystkie znamiona realności? W innym świetle wygląda teraz też odejście starszego brata Elii i zerwanie kontaktu z rodziną matki, wszystko powoli zaczyna się układać w całość - nowy obraz prawdziwej rzeczywistości otaczającej dziewczynę.
To co można by uznać za sen staje się dla niej jawą, to co wydawało się realne okazało się kłamstwem, w dobrej wierze i dla ochrony, jednak oszustwem. Jeden sekret wyjaśnił się, ale to co chowa przed Elie i światem Colin nadal pozostaje ukryte, a i rodzice do końca nie odsłonili swoich tajemnic. Zagrożenie, które wydawałoby się, że istnieje tylko w czasie snu jest równie groźne na jawie, tym bardziej gdy chce się pośredniczyć pomiędzy dwoma światami, z których do jednego nie można już wrócić, a do drugiego nie chce się wejść. Takie życie wybrał ojciec Elie, jednocześnie jest to także wybór dla jego rodziny, niełatwy i przynoszący ból. A dzięki istocie, którą uważa za wroga, jego córka umie zrozumieć to co go dręczy. Jednak upór by poznać prawdę ma swoją cenę - oddalenie się od ludzi, którzy mogli stać się przyjaciółmi i odrzucenie przez osobę, którą obdarzyło się uczuciem.Wraz z nadejściem jesieni kończy się to zaczęło się pewnego wiosennego wieczoru, a co nie miało prawa zaistnieć. Jednak koniec jednego jest początkiem czegoś innego, może lepszego, może gorszego, lecz dla człowieka mającego nadzieję jest iskierką światła w najgorszych chwilach.

Książka "Pożeracz snów" to historia dziewczyny i chłopaka, czujących się wyobcowanymi, jednak tak jak inni z ich otoczenia pragnący miłości i poczucia akceptacji, takimi jakimi są, bez udawania kogoś kim nie są. Jest też wątek tajemnicy rodzinnej, której ukrycie powoduje niezrozumienie i rozłam w rodzinie. Zmory są znane z ludowych przypowieści, jako istoty dręczące ludzi we śnie, wręcz je duszące, karmiące się koszmarami lub je zsyłające. Co jednak gdy potrzebują pozytywnych snów, marzeń sennych do życia i zewnętrznie mało się różnią od ludzi, którym skradają to co daje siły, chociaż ofiary nie zdają sobie z tego sprawy? Autorka sięgnęła po opowieści trochę zapomniane, jednak równie interesujące co legendy paranormalne.


Książka została przekazana przez wydawnictwo Znak

piątek, 3 czerwca 2011

Lwowska matematyka

"Liczby Charona"

Lwów w książkach Marka Krajewskiego nie ma uroku rodem z filmów o Szczepciu i Tońciu, w końcu to nie komedie tylko kryminały, w zamian za to czytelnik dostaje obraz miasta, gdzie na pierwszym planie są nie zabytki i widoki turystyczne, lecz ciemniejsza strona ludzkiej natury. Autor bierze to co potrzebne z klimatu przedwojennego Lwowa by czytelnik mógł poczuć jego klimat, ale nie zapomina, że najważniejsza jest intryga i bohaterowie z nią związani. To te dwa elementy są siłą książek Marka Krajewskiego, tak jak w cyklu o Eberhardzie Monku, tak i w serii "lwowskiej" mamy głównego bohatera - Jerzego Popielskiego, którego trudno uznać za typowego przedwojennego stróża prawa, jednak doskonale pasuje do do drugiego planu jakim jest nie tylko samo miasto, lecz również okres historyczny - lata trzydzieste XX w. oraz mieszanka kulturowo-społeczna przedwojennej Polski.

Początek lat trzydziestych nie jest zbyt łaskawy dla byłego policjanta Jerzego Popielskiego nie tylko pod względem finansowym, ale i zawodowym. Udzielanie korepetycji gimnazjalistom, niedoceniającym korepetytora i nieliczne wykłady są poniżej ambicji intelektualnych, jednak z czegoś trzeba żyć, a gdy innych alternatyw brak nie można być wybrednym. Niemniej bohater nie przyjmuje tego z pokorą, nie liczy na powrót do policji, może prelekcja w uniwersyteckim kole filologicznym  będzie początkiem nowej kariery? Niestety, przedstawione teorie nie zyskują uznania w oczach szacownego grona profesorskiego, jednak tam odnajduje go była uczennica, która ma dla niego pewną misję. Jako quasi prywatny detektyw ma odnaleźć zaginioną hrabinę, pracodawczynią znajomej Popielskiego. Takie zadanie byłoby obraźliwe, lecz nuta sympatii do młodej kobiety powoduje, że podejmuje się rozwiązania tej zagadki. Niestety początek nie jest zachęcający, wręcz przeciwnie przypomina przykre wydarzenia z okresu wojny. W tym samym czasie kolega z ławy szkolnej i byłego miejsca pracy zaczyna prowadzić śledztwo, gdzie pojawia się hebrajski tekst przy ofierze- taki rodzaj zbrodni byłby raczej w guście eks policjanta i przyjaciela. Gdy następuje kolejne morderstwo dla Jerzego Popielskie otwierają się drzwi ku powrotowi do komendy wojewódzkiej, wstępnie jako konsultant, no ale od czegoś trzeba zacząć rehabilitację zawodową. Równolegle prowadzi także dochodzenie dla rodziny pierwszej zamordowanej - tutaj jako prywatny detektyw oraz sprawę zaginionej arystokratki.

Czy znajdowane kartki na miejscu zbrodni zawierają tylko to co zostało przetłumaczone czy może coś więcej, co do tej pory umykało tłumaczom? Może nie ważne są słowa tylko litery, z których się składają? Zakodowane wiadomości trafiły do właściwych rąk, matematyka z zamiłowania i detektywa z zawodu. Jednak nawet najważniejsze śledztwo musi ustąpić porywowi serca, jaki w obecności dawnej uczennicy odczuwa Popielski. Chociaż wydaje się, że w tym przypadku życie osobiste nie ma związku z odzyskaną pracą to zbieg okoliczności sprawia, iż postęp w śledztwie dokonuje się przy nieświadomej pomocy nowo odkrytej sympatii. Okazuje się, że każda zapisana litera przez mordercę ma swoje drugie dno - imiona i nazwiska ofiar dają w sumie tę samą liczbę, a to już nie traf losu. Kolejna zamordowana także będzie nazywać się tak by dać liczbę taką samą jak w poprzednich zbrodniach. Teraz wystarczy wytypować odpowiednie osoby, czyli w czasach przed erą komputera oznaczało to zaszycie się w archiwum i wertowanie stosów dokumentów. Następnych potencjalnie zagrożonych kobiet konsultant policyjny nie znajduje, ale za to odkrywa prawdziwą tożsamość zaginionej hrabiny, która z szlachectwem ma mało wspólnego ... Życie prywatne i dochodzenie splatają się w jeden wątek nie tylko kryminalny, lecz także etyczno-moralny, niełatwy do przełknięcia przez Jerzego Popielskiego. Podejrzany ma alibi, chociaż twierdzi, że to nie on jest mordercą, on tylko "przewidywał" kto będzie ofiarą dzięki znajomości matematyki i języka hebrajskiego, a prawdziwy sprawca to osoba, aż za dobrze znana Popielskiemu. Jednak takie rozwiązanie byłoby zbyt oczywiste i mało przekonujące, jakaś idea rodzi się w umyśle Popielskiego, jej koniec okazuje nieprzewidywalny dla czytelnika. Sprawca zmienia swoją tożsamość, a stróż prawa ma mało wspólnego z zasadami, w imieniu których działa. Stąpa po bardzo cienkiej linii odgradzającej sukces od całkowitej porażki.

Liczba wiedźmy, liczba nierządnicy i liczba mędrca - jedna i ta sama liczba, koronny dowód w procesie o trzy morderstwa. Cyfry są podstawą wskazania winnego i wydaje się, że wywód matematyczny nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości zbrodniarza, ale czy na pewno? Czy nie można przedstawić wyniku tak by pasował do tezy końcowej? Dopiero gdy się przyjrzeć bliżej dostrzega się pewne luki, lecz kto by ich szukał gdy odtrąbiono sukces, będący wszystkim stronom na rękę, nie licząc oskarżonego... A co z liczbami Charona? Te ukazują ludzkie życie, a może to tylko odpowiednie przedstawienie teorii,która nie ma pokrycia w rzeczywistości?

Bohaterów "Liczb Charona" autor sportretował tak samo jak Lwów - ostro, bez upiększających retuszów. Nie są oni kryształowo czystymi charakterami, których stawia się za wzór postępowania. To ludzie pełni sprzeczności, z nałogami, nie stroniący od przemocy. Jednak wraz z zawiłymi wątkami sensacyjnymi i folklorem lwowskim tworzą doskonałą całość, która wciąga czytelnika w świat Polski międzywojennej, tak różnej od potocznych wyobrażeń.


Książka została przekazana przez wydawnictwo Znak

Stosik czerwcowy

Czerwcowy stosik czas zaprezentować :)














Katarzyna Rygiel - "Śmiertelne zauroczenie" Duże Ka oraz wyd. Zysk i S-ka
Leo Kessler - "Krew i lód" portal Sztukateria i Instytut Literacki Erica
Kuba Wicher - "Teoria piekła" portal Sztukateria i wyd. Jirafa Roja
Artur Górski - "Zdrada Kopernika" portal Sztukateria i Instytut Literacki Erica
Aleksander Wierny - "Światło" portal Sztukateria i Instytut Literacki Erica

Spotkanie

Spotkanie z Markiem Orzechowskim, autorem książki "Belgijska Melancholia":