Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tony Parsons. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tony Parsons. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 października 2017

Zbrodnicza kara

„Klub wisielców”
Tony Parsons

Temida z opaską na oczach i z mieczem w dłoni jest synonimem sprawiedliwości. Bezstronny wyrok i adekwatna do pełnionego przestępstwa kara. Nic więcej i nic mniej, tylko tyle najczęściej oczekuje się od sądu. Jednak rzeczywistość często odbiega od pragnień i sądowe decyzje nie satysfakcjonują ofiar, ich bliskich oraz stróżów prawa. Czyżby broń Temidy była tylko na pokaz, a zasłonięty wzrok tak naprawdę ukrywał brak zwrócenia oczu na zło? W takiej sytuacji trudno zachować spokój i nie chcieć zemsty.

Zbrodnia, wyrok, kara. Co jednak gdy dwa ostatnie elementy rozczarowały wszystkich, a pierwszy pozostawił po sobie rany, które może w ogóle się nie zabliźnią? Max Wolfe już niejednokrotnie był świadkiem takich sytuacji. Jako człowiek całym sercem jest z załamanymi ofiarami, słyszącymi z ust sędziego słowa przynoszące kolejną porcję bólu zamiast ukojenia, ale wykonuje pracę policjanta i podporządkowuje się sądowym decyzjom, nawet gdy się z nimi prywatnie nie zgadza. Najnowsze dochodzenie z jego udziałem już od samego początku okazuje się kontrowersyjne. Ktoś zaczyna wymierzać sprawiedliwość i to surowiej niż mówi starożytna zasada – oko za oko, ząb za ząb. Film z egzekucji bije rekordy popularności w internecie, prasa i telewizja także umieszczają informacje o niej na pierwszych stronach i najlepszym czasie. Jakby tego było mało ostatnie wydarzenia zawodowo-osobiste sprawiają, że patrzy on na to co miało miejsce z całkiem nowego punktu widzenia. Opinia publiczna popiera samozwańczych katów i jednocześnie żąda od policji odpowiedzi na pytanie kim oni są. Prowadzenie śledztwa w takich okolicznościach wymaga opanowania i przede wszystkim umiejętności czytania między wierszami oraz zrozumienia symboliki zabójstw. Maxowi jedno i drugie nie jest obce, lecz tym razem sprawa wiąże się z subiektywnymi odczuciami. Morderstwo musi zostać ukarane, ale trudno nazywać zabitych mianem „ofiar”, gdyż byli przestępcami, którzy otrzymali niewielką karą w stosunku do popełnionego przestępstwa. Zbrodnia to zbrodnia, pomimo motywu, Wolfe swoje osobiste zdanie chowa do kieszeni, jednak nie zapomina o nim, zwłaszcza, iż pewna sytuacja wystawi go na próbę.

Albert Pierrepoint kojarzy się jednoznacznie – kat i to ten najsłynniejszy, dlaczego jego postać została wykorzystana przez zabójców? Odpowiedź być może przybliży detektywa do rozwiązania tej  morderczej zagadki, ale coś jeszcze nie daje mu spokoju, chociaż współpracownicy nie widzą potrzeby drążenia tropu podpowiadanego przez intuicję. Jak zakończy się to dochodzenie? Sprawiedliwość zatriumfuje?

Trzecie spotkanie z londyńskim policyjnym detektywem Maxem Wolfem przebiegło pod znakiem nie tylko suspensu, lecz i dylematów moralnych. „Klub wisielców” pod warstwą kryminalną  kryje poważniejsze kwestie – rozważania dotyczące sprawiedliwości, wartości prawa oraz pragnieniu zemsty i sile przyjaźni. Tony Parsons nie prowadzi filozoficznych dysput, ale odzwierciedla je w rozterkach bohaterów oraz w fabule. Wątek kryminalny został spleciony z bardzo szerokim wachlarzem emocji, zwłaszcza te drugie są jak najbardziej rzeczywiste i nie pozostawiają czytelnika obojętnym podczas lektury. Wręcz ma się wrażenie, iż autor przy pomocy wykreowanych przez siebie postaci zadaje pytania czytającym. Odpowiedź na nie wcale nie jest tak łatwa jakby się wydawało, bo w prawdziwym życiu czerń i biel występują bardzo rzadko, więcej w nim rozmytych kolorów i pełnej niedomówień szarości. W „Klubie wisielców” strona kryminalna gra pierwsze skrzypce,  Tony Parsons doskonale wykreował motyw sensacyjny, a dopełnienie go kwestią sprawiedliwości tylko podkreśla intrygę.




            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
       dziękuję 
 
  wyd. Albatros


wtorek, 21 lutego 2017

Pomiędzy prawdą i pozorami

"Rzeźnik"
Tony Parsons


Dochodzenie do prawdy czasem wydaje się dość łatwe. Dowody świadczą przeciwko komuś, wszystko wydaje się jasne, podszepty intuicji odsuwane są na dalszy plan. Liczy się to co namacalne, cała reszta to przypuszczenia w najlepszym przypadku, a w najgorszym - insynuacje zaciemniające rzeczywisty obraz sytuacji. Ale nie tak łatwo odróżnić jedno od drugie oraz co ważniejsze, pozory czasem są wydają realniejsze od prawdziwego przebiegu wydarzeń. O pomyłkę bardzo łatwo, niestety nie zawsze będzie dane ją naprawić, zwłaszcza gdy dotyczy człowieka. Co jest prawdą, co zręcznym oszustwem i gdzie w tym wszystkim miejsce na szczerość?

Noworoczny poranek w ekskluzywnej dzielnicy raczej nie zaczyna się od znalezienia czterech ciał, a jakby tego było mało to jeszcze wątek zaginięcia kilkuletniego chłopca dochodzi do śledztwa. Detektyw Max Wolfe zdaje sobie sprawę, że szczególnie ostatni element to wyścig z czasem, każda godzina jest cenna, im więcej czasu upłynie tym mniejsze szanse na to by dziecko odnaleziono żywe. No i sprawa samego morderstwa również nie jest rutynowa, jeżeli w tym temacie w ogóle takiego słowa można użyć. Ofiary były znane opinii publicznej, ich zdjęcia ze wspólnie spędzanych chwil często gościły w różnych mediach. Piękni, bogaci i szczęśliwi, dlaczego zabito ich i to w tak bestialski sposób? Narzędzie przypomina pewną zbrodnię sprzed lat, lecz czy rozwiązanie miałoby być tak proste? Nikt przy zdrowych zmysłach nie łączyłby tych morderstw, jednak Wolfe`owi nie daje spokoju podobieństwo. Dochodzenie przynosi efekty, ale wciąż brak informacji co stało się z porwanym chłopcem i jedynym ocalałym, a im bliżej śledczy przyglądają się obrazowi bezproblemowej rodziny tym wyraźniej widać pewne rysy. Co faktycznie było motywem i kto zabił? Przecież zamordowani nikomu nie narazili się, nikt raczej nie był ich wrogiem, byli lubiani i podziwiani, prawdziwi ludzie sukcesu, więc dlaczego oni?

Prawda wydaje się być na wyciągnięcie ręki, ale czy faktycznie nią jest? Co naprawdę wydarzyło się w luksusowej rezydencji? Max Wolfe nie spocznie dopóki nie dostanie odpowiedzi na te i kilka jeszcze pytań, nawet jeżeli cena będzie bardzo wysoka i bolesna.

Zagadka kryminalna szybko wydaje się rozwiązana, pozostaje jeszcze kwestia motywów sprawcy, ale czy nie za szybko wszystko się potoczyło? W "Rzeźniku" Tony`iego Parsona takiego pytanie jest jak najbardziej na miejscu, ponieważ autor zaczyna rozgrywkę z czytelnikami prawie na samym początku, podsuwając tropy, wskazując ślady, ale i pozostawiając w niepewności, gdyż jeszcze bardzo wiele pozostało do odkrycia. Z jednej strony brutalna zbrodnia, z drugiej zaginione dziecko, a pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami policjanci, którzy muszą w sieci pozorów, wiarygodnych dowodów i podejrzeń wybrać odpowiednią ścieżkę jaka powiedzie ich do sprawcy. Jednak nic nie jest proste, chociaż wszystko wskazywałby na to, lecz pewne detale każą się zastanawiać i podważać to co wydaje się oczywiste. Gdzieś kryje się prawda, czy jest ona taka na jaką wygląda? Autor prowadzi czytelnika i swoich bohaterów krętymi drogami podsuwając jedne ślady i jednocześnie podważając inne. "Tytułowy "Rzeźnik" to jedna z postaci, która powinna wzbudzać określony rodzaj emocji, jednak gdzieś w głowie budzi się podejrzenie, że przedstawiona wersja wydarzeń może mieć alternatywny przebieg, tylko czy znajdą się dowody na jej poparcie? Tony Parsons lawiruje pomiędzy warstwą obyczajową oraz kryminalną, tak by utrzymać napięcie i w odpowiednich momentach fabuły przyśpieszyć jej bieg. U podstaw motywu jest coś czego nikt nie podejrzewa, lecz nim wszystkie sekrety zostaną odkryte policjanci poznają co kryje się za szczęściem na pokaz.



            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
   Dziękuję 
 
  wyd. Albatros