Nowość:
„Rakel”
Satu Rämö
Mrok
nie zawsze musi być widoczny, czasem jest „tylko” lub raczej „aż” odczuwalny.
Tak samo jest ze złem, nie zawsze widzianym, lecz pozostawiającym po sobie
ślady. Niekiedy są one odkrywane po latach, przypadkiem. Wówczas nadchodzi czas
naprawdę. Nie ma zbrodni doskonałej, bywają nieodkryte…
Spokój
bywa często zwodniczy i usypia czujność. Hildur Rúnarsdóttir ceni sobie życie,
jakie prowadzi, tak osobiste oraz zawodowe. Ostatnio wszystko toczyło się bez niespodzianek
i nagłych wstrząsów. Dar, dzielony z pokoleniami kobiet w swojej rodzinie nie
dawał o sobie ostatnio znać. Pojawiający się niepokój okazuje się wstępem do
kolejnych wydarzeń, które jedynie początkowo zdają się być odrębnymi
incydentami. Nic nie dzieje się bez przyczyny i Hildur doskonale zdaje sobie z tego
sprawę, lecz nawet ona nie przypuszcza, iż czeka na nią wejście w przeszłość.
Jej matka miała niejeden sekret, a rozmowa ze starą przyjaciółką rzuca trochę
światła na nie. Nie zawsze sprawiedliwość jest taka, jaką chciałaby ją widzieć.
Lecz niekiedy nawet namiastka daje poczucie, iż dobrze wykonuje się swój zawód,
zwłaszcza, gdy nie da się już zmienić tego, co było, ale można pomóc zmienić przyszłość
osoby poszkodowanej, która jest poza systemem. Pytanie tylko czy do kogoś, kto
tego nie chce również powinno wyciągnąć się pomocną dłoń?
Skandynawski kryminał kojarzy się najczęściej
z mrokiem, chłodem, surowy krajobrazem, nawet jeśli dzieje się w mieście. A
gdyby tak „ocieplić” nieco klimat, dodać światła, złagodzić kontury tła? Klimat
nordic noir wciąż jest odczuwany, może mniej widoczny, chociaż islandzkie
Fiordy Zachodnie nadal pozostają sobą, ich surowości nie da się ukryć”. Satu Rämö
jednocześnie pozostaje w nurcie gatunku i buduje swoją niszę w nim. Cykl o
detektyw Hildur Rúnarsdóttir ma w sobie wszystkie cechy gatunkowe i pokazuje
jego inne oblicze i w „Rakel” dostrzega się to znowu. Z jednej strony śledztwo,
z drugiej przeszłość, kilka odrębnych wątków, połączonych osobą głównej
bohaterki, jednak to pozory. Autorka mistrzowska je prowadzi by w końcu je
spleść, ale to połączenie nie jest oczywiste i od razu widoczne. To byłoby zbyt
proste i oczywiste, zamiast tego czytelnik otrzymuje historię wielowarstwową, z
tajemnicami rodzinnymi, niedopowiedzeniami oraz sprawiedliwością, nie taką
jedynie mieszczącą się w granicach prawa, lecz przede wszystkim rzeczywistą,
daleką od schematu do jakiego przywykliśmy. Satu Rämö łączy realność, intuicję i pierwiastek
dziedzictwa pokoleniowego z rasowym kryminałem, mocno osadzonym w północnej
atmosferze.
Za możliwość przeczytania

.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz