wtorek, 29 października 2019

Listopadowa premiera

Premiera
12 listopada



Moira, młoda Francuzka, 
ekspert w dziedzinie sztucznej inteligencji, 
podejmuje pracę w Hongkongu. 
Jej nowa firma to chiński wiodący 
producent nowych technologii. 
Praca nad prototypem wirtualnego opiekuna 
o wiele mówiącej nazwie Deus to dla niej życiowa szansa. 
Moira dość szybko orientuje się, że firma kryje wiele sekretów, i to nie tylko związanych 
z ochroną nowych rozwiązań technologicznych.
Wśród jej pracowników mnożą się morderstwa, 
samobójstwa i wypadki. 
Moira czuje się śledzona i obserwowana. 
Wkrótce dziewczyna uświadamia sobie, że prawda, 
która czeka na nią u kresu nocy, jest bardziej przerażająca niż najgorszy z sennych koszmarów.


poniedziałek, 28 października 2019

To, co najważniejsze


„Pozwól mi kochać”
Ilona Gołębiowska

Za sukces zwykle płaci się odpowiednią cenę, rzadko kiedy cokolwiek przychodzi bez wysiłku. Czasem nie dostrzega się poniesionych kosztów, natomiast widzi się jedynie efekt końcowy i zbyt często jest on uważany za łatwy do osiągnięcia. Jednak za nim stoją trudne wybory i kompromisy, które mogą wypaczyć obraz widziany przez innych.

Kiedy zamiast słów uznania padają oskarżenia, a dotychczasowe osiągnięcia zostają poddane co najmniej w wątpliwość ziemia człowiekowi może usunąć się spod stóp. Sabina Horczyńska przez lata pracowała na zawodowy prestiż i nie była przygotowana na to, co ją spotkało. Nagle postrzega się ją jako oszustkę i ci, którzy jeszcze nie tak dawno nagradzali ją teraz odwrócili się od niej. Co w takiej sytuacji może zrobić, oprócz prób obrony swojego dobrego imienia? Najlepiej byłoby się gdzieś schronić by na chwilę odpocząć od strachu o przyszłość oraz teraźniejszości, w jakiej widzi się wszędzie ruiny swojego życia. Lipowe Wzgórza mogłoby dać wytchnienie Sabinie, lecz również oznaczają spotkanie z matką, niestety obie kobiety raczej więcej dzieli niż łączy, co dodatkowo jeszcze komplikuje wszystko. Jednak miejsce to jest źródłem dobrych wspomnień i może warto do niego powrócić? Nadarza się ku temu okazja, gdy starsza pani Horczyńska wyjeżdża, podlaskie krajobrazy wydają się być dobrym lekarstwem dla kogoś kto stracił w krótkim czasie tak wiele. Stary dwór stał się punktem gdzie ludzie mogą odpocząć, zrelaksować się, czym będzie dla Sabiny? Na to pytanie musi sama sobie odpowiedzieć, z daleka od Warszawy na chwilę dostaje szansę spojrzenia na swoją egzystencję z innej perspektywy. Co właściwie jest dla niej ważne i co powinno nim być? Przeszłość wydawała się bolesnym, ale zamkniętym rozdziałem, lecz czy nie nadszedł czas by otworzyć do niej drzwi i oczyścić stare rany? Niekiedy tam gdzie w pierwszej chwili widzimy porażkę jest coś zupełnie odwrotnego, dostrzeganego jeśli człowiek da sobie chwilę na złapanie oddechu i zrobienie kroku w trochę innym kierunku niż dotychczas.  

Nie tak łatwo przebaczyć i zrozumieć drugą osobę, zwłaszcza gdy łączy z nią trudna relacja. Ilona Gołębiewska w swojej najnowszej książce pokazuje jaką drogę trzeba pokonać by rozliczyć się z przeszłością i dać sobie oraz bliskim szansę na całkowicie odmienną przyszłość niż ta, która rysowała się na horyzoncie. W „Pozwól mi kochać” jest bardzo wiele emocji, będących źródłem napięć, wzajemnych pretensji i odcinania się za wszelką cenę od tego, co było. Jednak przede wszystkim jest to opowieść o cechach sagi rodzinnej, w jakiej główną rolę odgrywają kobiece postacie – silne, zdobywające świat i wydające się otoczeniu spełnionymi, lecz to jedna strona, druga nie jest już taka oczywista, skrywana przed otoczeniem i niekiedy przed samym sobą. Obie tworzą barwną uczuciową mozaikę, w której nie brak bolesnych tajemnic i starych ran, wydających jedynie na pierwszy rzut oka zabliźnionych, ale nie tylko one tworzę tę historię. Ważna jest również teraźniejszość, gdzie pojawiają się szanse i ludzie, jakich nikt nie spodziewał się i dzięki którym rozkwita nadzieja na coś nowego, nieoczekiwanie uchylające drzwi do zupełnie nowego świata. „Pozwól mi kochać” nie jest schematyczną historią, kryje w sobie niejedną okazję do refleksji nad obliczami miłości i  sekretami, rzucający długo swój cień na podejmowane decyzje.







Książkę przeczytałam dzięki 
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA




niedziela, 27 października 2019

Targi, targi i ...

Dwa dni spędzone na Targach Książki w Krakowie były pełne wrażeń czytelniczo-książkowych. Za rok pewnie powtórka, a za niedługo już Targi Książki w Katowicach :)

Trochę wspomnień targowych:


















 

piątek, 25 października 2019

Targi


Pierwszy dzień na Tragach Książki w Krakowie,
tylko kilka zdjęć, ale automat z książkami zauważony ;)











czwartek, 24 października 2019

Dlaczego?


„Do ostatnich dni”

Julie Yip-Williams

Dlaczego ja? To pytanie można zadać w setkach sytuacji, kiedy wydaje się nieprawdopodobnym, że właśnie nas spotyka coś, czego w ogóle nie braliśmy pod uwagę. Czasem nie ma odwrotu i trzeba stawić czoła temu, co nieodwołalnie zmieni wszystkich i wszystko. Jednak wciąż pozostaje pytanie dlaczego ja?

Nie tak miało być, przyszłość, a nawet teraźniejszość, miała przynieść długie lata spędzone razem, podczas których Julie wychowywałaby swoje córeczki, cieszyła z małżeństwa z Joshem oraz kontynuowała swoją prawniczą karierę. Jednak na kilka godzin przed rodzinną uroczystością, gdy jej dzieci słodko spały, ona dowiedziała się, że ma raka w czwartym stadium i operacja musi odbyć się od razu. To, co mogło być jakimś zapaleniem okazało się nowotworem. Już wcześniej Julie walczyła z losem, bo jak inaczej nazwać niedowidzenie i emigrację z Wietnamu w wieku dwóch lat w małej łódce? Dzięki medycynie odzyskała częściowo wzrok, a chorobę przekuła w niesamowity sukces czyli studia na jednych z najlepszych uczelni w Stanach Zjednoczonych, niezliczone podróże po świecie i bardzo obiecującą karierę w renomowanej kancelarii prawniczej. Godziła pracę z rodziną, jaką sobie wymarzyła i wszystko wydawało się być w doskonałym porządku. Jak reaguje się na diagnozę, o jakiej lekarze mówią, że jest poważna, lecz nie skrajna, a ryzyko zachorowania było równe osiem setnych procenta? Niedowierzaniem, płaczem, ale i przygotowaniem się do wojny, medycznej i duchowej. Prawie pięć lat trwała walka Julie Yip-Williams o to by zobaczyć jak rosną córki, jak rozwijają swój talent muzyczny, stają się uczennicami, jak mąż odnosi sukcesy w pracy i wspiera ją w wyborach, sam w tym czasie sprawdzając prognozy wyzdrowienia i będąc najbliższą jej osobą. Jednak niekiedy pewne sprawy kończą inaczej niż sobie życzymy, wbrew podjętym wysiłkom i pragnieniom …

Rak, nowotwór, guz, te słowa najlepiej usłyszeć jedynie w czasie oglądania filmu bądź serialu lub przeczytać o nich w książce, lecz nigdy nie chcielibyśmy by były skierowane do nas lub bliskich nam ludzi. Niestety niektórzy muszą mierzyć się z nimi kiedy wypowiada je lekarz, najczęściej jest to moment gdy w ogóle nie jesteśmy na to gotowi. Zresztą czy da się do niego przygotować? A co dalej? Julie Yip-Williams opisała prawie pięć lat swojego życia od chwili gdy została postawiona przed faktem – czwarte stadium raka okrężnicy, niezwykle rzadko występującego u osób poniżej czterdziestego roku życia. Ona miała trzydzieści siedem lat, tylko tyle, przed sobą plany na przyszłość, za sobą walkę o normalne życie, jaką wygrała. „Do ostatnich dni” jest zapisem czasu prawdziwej kampanii przeciwko podstępnej chorobie, jaką pragnęła pokonać z wszystkich sił. Setki, jak nie tysiące, mniejszych i większych decyzji, podszytych wątpliwościami i z alternatywnymi pomysłami musiały zostać podjęte, na uwadze mając siebie i rodzinę oraz to ile już wyrwano losowi. Ta niezwykła kronika ma w tle pytanie dlaczego ja?, niezwykłą determinację, ogromny ból, a zwłaszcza rozsądne spojrzenie na całą sytuację, jest także nadzieją i przygotowaniem bliskich na to, co nieuchronne. Obok tej historii nie da się przejść obojętnie i bez podziwu dla Julie Yip-Williams, nie dlatego, że dotknęła ją śmiertelna choroba, lecz za osobowość i szczerość.







Książkę przeczytałam dzięki 
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA




środa, 23 października 2019

Rebis w Krakowie



Dom Wydawniczy REBIS - Targi Książki w Krakowie 
(stoisko D16), w terminie 24-27.10.2019 roku.


IMPREZY TOWARZYSZĄCE ORGANIZOWANE PRZEZ DOM WYDAWNICZY REBIS


25.10 (piątek)


16.0017.00 –  spotkanie z Jonathanem  Carrollem związane z premierą jego najnowszej powieść Mr Breakfast, sala Budapeszt C

17.00 – 18.00Jonathan Carroll podpisuje książki, stoisko REBIS

18.00 – 19.00 Robert Szmidt i Agnieszka Hałas podpisują swoje książki, stoisko REBIS




13.00–14.00 Marta Orzeszyna podpisuje książkę Antoine de Paris. Polski geniusz światowego fryzjerstwa


15.00–16.00 – spotkanie z Hanną Cygler, autorką bestsellerowych powieści dla kobiet


16.00 – 17.00 – spotkanie z Jonathanem Carrollem w salonie Empik Rynek, Rynek Główny 23.


17.00–18.00 Lech Majewski, pisarz, poeta, malarz i reżyser podpisuje swoje książki


27.10 (niedziela)


12.00 – 13.00 – Przemysław Semczuk podpisuje swoje książki

13.00–14.00 –   Bernadeta Prandzioch podpisują swoje książki 

14.0015.00Piotr Zychowicz zaprasza. Autor będzie podpisywał swoje książki, w tym najnowszą Wołyń zdradzony



wtorek, 22 października 2019

Wiara w marzenia


„O chłopcu, 
który ujarzmił wiatr”
William Kamkwamba
Bryan Mealer

Optymizm kojarzy nam się z patrzeniem przed siebie z uśmiechem i z wiarą, że poradzimy sobie z tym, co spotkamy na swej drodze. Czasem wydaje się on przereklamowany i zbyt dużo pokładane jest w nim nadziei. Jednak bywają takie historie, które pokazują jak mocną siłę stanowi i czym jest w rzeczywistości.

Co można zrobić z paru śmieci? W najlepszym razie niewiele, zwłaszcza gdy mieszka się w małej wiosce w Afryce, a marzenia o szkole średniej zostały niezrealizowane z powodu braku pieniędzy. Ale niekiedy przeciwności nie zniechęcają, wprost przeciwnie, wzmacniają w człowieku przekonanie, że mu się uda, nawet jeśli wszyscy wokoło pukają się w czoło. William mozolnie tłumaczy książki związane z fizyką napisane w języku angielskim i teorię próbuje zamienić w praktykę, szuka zamienników lub konstruuje je z tego, co znajdzie na wysypisku śmieci lub wokół siebie. Dlaczego poświęca swój czas na coś, co w ogóle może być nie do zrealizowania? Po prostu pragnie mieć prąd w domu i pomóc rodzinie w prowadzeniu gospodarstwa. Kiedy przez miesiące patrzy na bliskich jak cierpią z głodu i wyczekują czasu zbioru plonów wie, iż jego pomysł mógłby im pomóc oraz innym w tej samej dramatycznej sytuacji. Nic nie toczy się szybko, z dnia na dzień, mijają tygodnie, a nawet lata, lecz wciąż jest w chłopcu optymizm pchający go do przodu i pomagający mu w trudnych momentach. W końcu dopina swego celu – buduje wiatrak, dający to, czego tak pragnął i zamiast finału następuje nowy początek. Jego dokonania zaczynają budzić zainteresowanie, wpierw lokalne, a później sięgające daleko poza rodzinną wioskę, Malawi i Afrykę …

Obrazy biedy, głodu i zacofania budzą w wielu nas współczucie i są impulsem by włączyć się w pomaganie, ale książka „O chłopcu, który ujarzmił wiatr” ma w sobie o wiele więcej. Pierwsze trzy elementy jak najbardziej są w niej obecne, lecz stanowią również źródła motywacji dla głównego bohatera by spróbować coś zmienić, nie czekać aż ktoś wyciągnie pomocną dłoń i wykorzystać każdą nadarzającą się szansę. Jeśli oczekujecie” hurra optymizmu” to w tej biograficznej opowieści go nie znajdziecie, zamiast niego jest za to rzeczywisty, wytrwały i przede wszystkim niewyczerpujący się optymizm pozwalający na przetrwanie w obliczu klęski głodu i braku możliwości dalszego kształcenia się. Główna postać to realny człowiek, w autobiograficzne książce przedstawiający swoją drogę, którą w dużej części zbudował sam prawie z niczego, ale i wskazujący na ludzi, jacy stanęli na niej i pomogli mu. Czasem było to niewiele, jednak z dużej ilości małych kroków wydeptuje się ścieżka, przeradzająca się w prawdziwą autostradę do urzeczywistnienia marzeń, nie liczy się wtedy co mówi otoczenie, ograniczenia stają się bodźcem do szukania alternatywnego rozwiązania. „O chłopcu, który ujarzmił wiatr” ma w sobie realność aż do bólu w każdym wątku, słowa nie są obliczone na efekt, ale na przekazanie prawdy, lnie by wzbudzić litość, a przekazać zwykłą codzienność, będącą niczym nadzwyczajnym dla bohatera. Jednak to ona właśnie zainspirowała go do walki o zmiany, jakie okazały się rewolucyjne i co ważne jeszcze się nie zakończyły.

 Za możliwość
przeczytania książki
dziękuję:






niedziela, 20 października 2019

Zło i nne demony

„Kształt nocy”
Tess Gerritsen

Czasem tkwi w nas coś, co nie pozwala pójść dalej, zamknąć za sobą jedne drzwi i otworzyć drugie. Czy ucieczka może pomóc zapomnieć i odzyskać utracony spokój? Tego człowiek dowiaduje się dopiero gdy podejmie jej próbę. Nieznane miejsce, obcy ludzie, tylko ta sama osoba z tymi, co wcześniej problemami. Znalezienie wyjścia, z tego swoistego labiryntu, nie jest proste i wymaga stawienia czoła samemu sobie.

Małomiasteczkowy klimat i odosobniony dom wydaja się dobrym pomysłem by w końcu dokończyć pisanie książki oraz zyskać dystans wobec ostatnich życiowych zawirowań. Tak przynajmniej zakładała Ava, ale Strażnica Brodiego zaskoczyła ją już na samym początku swoim wyglądem. Dom jakiego spodziewała się kobieta okazał się prawdziwą rezydencją, pełną zakamarków i hałasów, do których nie przywykła w Bostonie. Spokój jest ostatnim czego doświadcza nowa lokatorka, dodając do tego jej doświadczenia oraz pewne informacje na temat wcześniejszych mieszkanek, atmosfera jest odległa od tej jakiej pragnęła. Jednak Strażnica ma w sobie coś, co nie pozwala Avie opuścić ją i nie są to zjawiskowe widoki z okien czy też piękne wnętrza. Wbrew temu, co się dzieje zaczyna szukać odpowiedzi na dręczące ją pytania, ale czy jest gotowa na odpowiedzi? Już kilka kobiet zamieszkiwało tę rezydencję i ich los kończył się podobnie, czy i Ava podzieli go? Czasem demony są realniejsze niż ktokolwiek przypuszcza …

Tess Gerritsen przyzwyczaiła nas, że thrillery są jej specjalnością i gatunek ten wspaniale odpowiada pisarce. W swojej najnowszej książce łączy go z powieścią gotycką, co daje w efekcie historię splatającą przeszłość z teraźniejszością, lecz to nie wszystko, tak naprawdę jest to dopiero punkt wyjścia do intrygującej książki. Kilka warstw przenika się nawzajem, tworząc fabułę pełną tajemnic i niedopowiedzeń wiszących w mglistym powietrzu Nowej Anglii. Klimat grozy narasta powoli, lecz nieubłaganie, raz pokazując swoją łagodniejszą twarz by za moment  odkryć całkowicie przeciwne oblicze. W „Kształcie nocy” dosłowność zmieszana jest sennym majakiem, mającym postać marzenia, a niekiedy koszmaru. Rzeczywistość i to, co wydaje się wprost jak z gotyckiej opowieści romantycznej mają miedzy sobą lekko zatarte granice. Jeśli do tego dodać wspaniałe tło jakim jest małe miasteczko, dziki ocean oraz ponad stuletnią rezydencja z niejasnymi dziejami, to wynikiem jest historia, w której losy bohaterów mogą potoczyć bardzo nieoczywiście. Widmowy klimat nie umniejsza suspensu, więcej – on jeszcze go wzbogaca, kryminalna strona rozwija się z rozdziału na rozdziału, podsuwając możliwe tropy i podejrzenia, lecz do rozwiązania droga nie jest prosta, wprost przeciwnie. „Kształt nocy” ma w sobie wiele kontrastowych połączeń, wciąż zaskakujących i przede wszystkim nadających fabule niesamowitego charakteru. Do końca nie wiadomo skąd nadejdzie prawdziwe zagrożenie i jaki kształt przybierze, jedno jest pewne jest ono realne i z każdym dniem staje się niebezpieczniejsze.




            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
       dziękuję 
 
  wyd. Albatros