środa, 6 października 2021

Zapowiedź: "Zakręt"

 Zapowiedź:

 


 

Kurator Grabowska naprawdę lubi swoją pracę... zazwyczaj. Tacy nadzorowani, jak Tadeusz Grosicki, potrafią zniechęcić nawet najbardziej zaangażowanego kuratora. Skierowany przez Aśkę na przymusowe leczenie z powodu alkoholizmu, wściekły podopieczny pojawił się w biurze kuratorów i zaatakował pracowników. Tylko wyjątkowemu szczęściu Joanna może zawdzięczać, że nie znalazła się w szpitalu… lub nawet na cmentarzu. 

Zamknięcie Grosickiego w zakładzie dla umysłowo chorych wcale nie oznacza, że życie Joanny wróciło do normy. Ktoś celowo zarysował jej auto, a na ganku swojego domu znalazła martwego ptaka. 

Aśka pewnie jeszcze bardziej przejęłaby się tymi niepokojącymi wydarzeniami, gdyby nie to, że pojawiły się inne problemy: jej mąż zaczął się dziwnie zachowywać. Wszystko wskazuje na to, że ma coś (albo kogoś) do ukrycia. Jego kłamstwo zapoczątkuje prawdziwą rewolucję w życiu Aśki. Dobrze, że chociaż w pracy jest lepiej – do zapracowanego zespołu dołącza niezwykle atrakcyjny Paweł. Co prawda jest tylko aplikantem, ale ma doskonałe przygotowanie zawodowe, a do tego obdarza Joannę szczególną uwagą... 

„Zakręt” to wciągająca, świetnie napisana powieść o ludziach, którzy pomagając innym, często nie mają czasu na własne życie. Zaangażowana Aśka, jej szalona przyjaciółka Anka i nowy w zespole, przystojny Paweł, chcąc pomóc swoim podopiecznym będą musieli najpierw zmierzyć się z własnymi lękami i uprzedzeniami. Praca wymaga od nich trzymania emocji na wodzy, więc kiedy pojawi się między nimi prawdziwa miłość, nie bardzo będą wiedzieć, co z nią zrobić. 

 

wtorek, 5 października 2021

Jak trudno zapomnieć

Przedpremierowo:

„Lekcja hiszpańskiego”

Aleksandra Pakuła

 

Podobno da się zapomnieć o przeszłości i żyć teraźniejszością, a przyszłość się ułoży. Jednak rzadko kiedy tak się dzieje, bo trudno nie myśleć o tym, co było i jak to na nas wpłynęło, tu i teraz to walka ze wspomnieniami i czasem lękiem przed tym, co jeszcze przed nami. Jak wyjść na przysłowiową „prostą” kiedy wciąż obracamy się za siebie tracąc z oczu obecne chwile?

 

Niekiedy wydaje się, że więcej nie da się udźwignąć, a potem bierzemy na siebie jeszcze więcej albo próbujemy chociaż trochę ulżyć sobie. To drugie nie jest wygodnictwem, lecz rozpoczęciem walki o siebie, bo nikt inny tego nie zrobi. Adrianna prawie załamała się pod bagażem jakie przyniosło jej małżeństwo, które wciąż kładzie się cieniem na niej i najbliższej osobie. Odległość nie do końca pomaga odciąć się od tego, co przeżyła. Były mąż wciąż przypomina o sobie i najgorszych momentach jakie zgotował swojej żonie. Jak długo jeszcze będzie miał na nią wpływ? Nie waha się przed niczym by zranić ją i znowu pokazać na co go stać. Uwolnienie się od prześladowcy nie jest takie proste, on wie gdzie uderzyć, jeśli już nie fizycznie to emocjonalnie, by zabolało najmocniej. Ale Adrianna powoli rozbija mur jaki stworzył wokół niej, nie jest już sama, przy niej są ludzie, jacy już wyciągnęli pomocną dłoń. Lata doświadczania zła naznaczyły ją mocno, nie tak łatwo zaufać komuś innemu. Czy faktycznie ma prawo do szczęścia? Niedawno ktoś skutecznie niszczył ją, teraz uwalnia się od tego człowieka, lecz ma to swoją cenę. Kto wystawi rachunek i jak będzie on wysoki?

 

Jak opisać zagubienie, sprzeczne emocje, zaprzeczanie sobie, próby ułożenia sobie na nowo życia, gdy przeszłość wciąż odgrywa dominującą rolę w teraźniejszości? Aleksandra Pakuła pokazała to wpierw w pierwszej części, a w drugiej jeszcze głębiej weszła w świat swoich bohaterów odkrywając kolejne ich tajemnice, wątpliwości i przede wszystkim to jak mierzą się z trudnymi wspomnieniami. Na pierwszy rzut oka nic nie wskazuje na to, co dzieje się z postaciami gdy zostają sam na sam ze swoimi myślami i bolesnymi widmami, ale to jedynie maski, mniej lub bardziej dobrze noszone, lecz i tak zakłamujące rzeczywistość. Autorka nie odsłania wszystkiego od razu, co jeszcze mocniej urealnia historię Adrianny i Maksa, wydobywa ich emocje stopniowo, z różnym natężeniem, czasem one wprost krzyczą, niekiedy przemawiają przez gesty, spojrzenie, zachowanie. „Lekcja hiszpańskiego” to lekcja wychodzenia z traumatycznego związku, uczucia, jakie niepostrzeżenie zmieniło się ze szczęścia w cierpienie. Kolejne strony są zapisem wychodzenia z mrocznego okresu, jaki wciąż daje o sobie znać, odradzania się i podjęcia otwartej walki o siebie. Aleksandra Pakuła z pełną wyrazistością obnaża jak zło kamufluje się i bywa lekceważone oraz ile trzeba włożyć wysiłku by odzyskać siebie, stawić czoła komuś, kto odebrał prawie wszystko i wciąż nie cofa się przed niczym by osiągnąć swój cel. W „Lekcji hiszpańskiego” historia bohaterki mówi to, co tak często pozostaje długo lub na zawsze w czterech ścianach, nie domu, ale złowrogiej klatki. 

 

Premiera:

6 października
  

Za możliwość przeczytania 

książki dziękuję

 

 

poniedziałek, 4 października 2021

Walczy się do końca, swojego lub kogoś.

 Przedpremierowo:

„Matnia”

Paulina Jurga

 

Walcz jak długo możesz, nie poddawaj się. Walcz nawet wtedy gdy wszystko wydaje się stracone. Walcz, bo jedynie tak możesz zwyciężyć. Walcz, chociaż zwycięstwo wydaje się niemożliwe. Walcz, bo jeśli przestaniesz to zwycięży twój wróg …

 

Czy można mieć nadzieję kiedy straciło się wszystkich i wszystko na czym zależało? Dawne życie Marty wydaje się mitem, sennym majakiem, a każde wspomnienie o tym, co było jeszcze boleśniej przypomina co jest jej udziałem. Każda sekunda, godzina, dzień, coraz bardziej odbierają dziewczynie nadzieję, że jeszcze będzie cieszyć się życiem. Straciła już prawie wszystko, stała się marionetką w rękach bezdusznych ludzi, każdy krok, ruch, gest może być źródłem jeszcze większego bólu. Ile jeszcze zdoła wytrzymać? To, co jeszcze pozwala zachować tożsamość jest wiara, że jeszcze nie poddała się jest wiara, ale czy to nie iluzja, która zniknie pozostawiając po sobie jeszcze większe cierpienie? Rzeczywistość coraz mocniej pokazuje Marcie jaka najprawdopodobniej będzie przyszłość. Nie ma w niej miejsca na tego człowieka kim była i wbrew temu, co już się wydarzyło, jest nadal. Codziennie wiara w ludzi zostaje podkopywana, brutalnie i bez jakiejkolwiek przerwy. Czy powinna się poddać i przestać łudzić się na pomoc? Kim wtedy będzie? Bezwolną lalką, niezdolną do uczuć, spełniającą kaprysy tych, którzy uzurpują sobie prawo do jej ciała i duszy? Wbrew otoczeniu wciąż walczy, zaciekle o siebie i uczucie, wciąż liczy, że jeszcze nie wszystko utracone. To pozwala Marcie nie omotać się pajęczyną strachu, nienawiści i niewyobrażalnego zła. Czy przetrwa i urzeczywistni swoje marzenia? Cena będzie wysoka, dla niektórych zbyt duża, a zwycięstwo czasem ma więcej niż jedno oblicze!

 

Paulina Jurga pokazała już w dwóch tomach serii, że półśrodków nie uznaje, tak samo jak niedopowiedzeń lub półśrodków. Poprzednie części cyklu powinny czytelnika przygotować, że każda strona, rozdział będą obnażać prawdę o ludziach, tę od jakiej większość odwraca wzrok lub syci się nią, bo czerpie siłę z cierpienia drugiej osoby. Ale autorka po raz kolejny zaskoczyła rozwojem akcji, spiralą emocji, jaka już wydawała się nakręcona do granic możliwości, a zwłaszcza bohaterami. Każdy z tych elementów ma wkład to, że „Matnia” nie jest jedynie podsumowaniem, lecz niezwykłym zakończeniem historii, równie nieprzewidywalnym i wciąż powodującym szybsze bicie serca, lecz także nie pozwalającym się oderwać od czytania. Nieoczywistość, szybkie tempo i brak zasad od samego początku wyróżniało styl pisarki, tak samo jak wprost wzorowo odrobiona lekcja z przygotowania do tematu. Jednak to wszystko byłoby niczym bez samej historii, pełnokrwistej, sięgającej głęboko w ludzkie umysły oraz serca, w jakiej słowa nie tyle układają się w zdania, co wyraziste obrazy, opowiadające o uczuciach, jakie mogą zniszczyć człowieka w okamgnieniu jeśli okaże się słabość. Paulina Jurga nie daje czytającym czasu na snucie domysłów, tworzenia alternatywnych scenariuszy podczas lektury, zajmuje każdą sekundę i myśl podczas czytania, wciąż zaskakując, poddając nas próbie, podobnie jak i same postacie. „Matnia” jest wirtuozersko zbudowaną sagą, gdzie ważny jest każdy detal, a uczucia nie są tylko mało znaczącymi, papierowymi i letnimi ozdobnikami. To historia w jakiej widać dbałość o szczegóły, doskonale oddani bohaterowie przenoszą czytelnika do realnego świata, nie jego prostej namiastki. Szczere brawa dla pisarki, która jak mało kto połączyła emocje, sensację i oddany wprost z dokumentalną wiernością drugi plan w powieść, rozmachem dorównującą hollywoodzkie superprodukcje, nie tracąc nic przy tym nic z siły jej przekazu.

 

PREMIERA:

13 października

 

Za możliwość 

przeczytania książki

dziękuję 

 

 

 

sobota, 2 października 2021

Kłopoty to ich specjalność

„Żelazna zemsta”

Agata Polte

 

Niektórzy zapadają w pamięć, chociaż woleliby tego uniknąć. Niestety trudno o nich zapomnieć, co czasem odbija się na nich bardziej niż mieli to w planach. Taka jest cena w pewnych zawodach, zresztą płaci się ją w wielu okolicznościach. Ryzyko i niebezpieczeństwo jest w nie wpisane, ale inne zajęcie nie wchodzi w rachubę. Wszystko ma bowiem swoje źródło, chociaż bywa ono dobrze ukryte za murem zapomnienia i bólu.

 

Bezczelność, tupet, odwaga, to jedynie z kilku zalet Adrii Heart i dziewczyna wie jak je wykorzystać. Nieraz pomagały jej wychodzić  z tarapatów, ale tym razem są one dużo poważniejsze niż zazwyczaj. Ośmieszenie i przede wszystkim przechytrzenie kogoś takiego jak Maxima Antonova nie wróży niczego dobrego. Z drugiej strony może być powodem do dumy i dobrego samopoczucia. Do czasu, bo gdy nie kto inny tylko on ma pomóc pannie Heart. Chichot losu? Raczej szatański rechot, czego jak czego, lecz tego nie spodziewał się ani on, ani ona. Muszą ze sobą współdziałać, chociaż każde z nich rozumie to zupełnie inaczej by nie powiedzieć całkowicie odwrotnie. Współpraca? Coś takiego nie przychodzi im nawet na myśl, zwłaszcza, iż jedno z nich jest indywidualistką, a drugie nie uznaje słowa sprzeciwu. W świecie w jakim żyją poleganie na kimś innym oznacza pokazanie słabości, a to prowadzi do jednego – śmierci, lecz kłopoty są ich specjalnością i jak się okazuje coś jeszcze. Nie byli na to przygotowani, w ogóle nie było tego w planie, ale łamanie zasad w końcu nie jest dla nich niczym nowym. Pytanie jedynie czy są na to gotowi?

 

Odważni, niezależni, nie przyjmujący do wiadomości słowa „nie”, Agata Polte pokazała już dwukrotnie tacy bohaterowie w jej wykonaniu są po prostu doskonali. Wątki z ich udziałem na pewno nie są nudne, dostarczają wielu wrażeń, a rodząca się chemia pomiędzy nimi nie przytłacza, lecz jest jednym z elementów fabuły, który nie jest niczym oczywistym i podanym na tacy. Wprost przeciwnie jest swoistą rozgrywką, nie kończącą się zbyt szybką i w żadnym wypadku przeciąganą, autorka znalazła odpowiedni moment, tak, by uczucia nie wydawały się płytkie i letnie. Zresztą od samego początku da się odczuć, że mamy przed sobą dobrze skonstruowaną historię, w jakiej jest miejsce na akcję, sensację i emocje. Każdy z tych elementów jest połączony z innymi ciągiem przyczyno-skutkowym, tworząc opowieść, intrygującą, z wyrazistymi postaciami, gdzie na być może znanej kanwie stworzono coś oryginalnego. „Żelazna zemsta” to gwarantowana dobra zabawa czytelnicza, wciągająca z ciekawymi zwrotami i czymś, co nie jest oczywiste – humorem. Agata Polte zadbała i ciekawy splot okoliczności, dodała nieco tajemnicy oraz postawiła na charakterne osobowości, które ani na moment nie wychodzą z roli, lecz odsłaniają coraz mocniej prawdziwą twarz.

 

Za możliwość
przeczytania książki dziękuję:

 

 

czwartek, 30 września 2021

„Sprawiedliwość to nie zemsta”


„Skazani”

Ludmiła Anannikova

 

Temida ma zasłonięte oczy, wagę w ręce jednej, miecz w drugiej. Bezstronność, sprawiedliwość, wymierzenie kary. Co w sytuacji gdy żaden z trzech elementów nie zaistnieje, a zamiast nich pojawia się stronniczość, niesłuszność i w końcu niesprawiedliwy wyrok? Niewinnym się jest dopóki nie udowodni się winy … no właśnie to ostatnie wcale nie musi być aż tak pewne i niezbite. Tyle, że najczęściej przekonujemy się kiedy doświadczamy tego sami lub ktoś z naszych bliskich.

 

Skazany, skazana, prawomocny wyrok, była zbrodnia jest i winny bądź winna. Co tu jeszcze jest niejasne? Czasem wszystko, bywa, że nawet więcej. Jak to? Dowody, zeznania, świadkowie, dochodzenie, w końcu proces, gdzie czarno na białym zostaje udowodniona wina. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza, na drugi niekiedy także, ale od czasu do czasu okazuje się, iż już od samego początku rzucają się w oczy niepokojące detale, potem rusza lawina i już nic nie jest jasne. Oczywiście, że większość oskarżonych mówi o swej niewinności, nie zawsze jest to kłamstwo tylko prawda. Co wtedy? Czasem rucha cała machina, lecz nie ma żadnej gwarancji, iż zatriumfuje prawda. Sądowo – śledcze realia są często inne niż te prezentowane w książkach lub filmach. Zamiast wysłuchania, sprawdzenia informacji i uniewinnienia brak reakcji, odrzucenie apelacji i utrzymanie kary. Jak to możliwe? Zwyczajnie albo i nie, każda historia jest inna i zawsze są co najmniej dwie strony. Jak długa to droga pokazuje sprawa Tomasza Komendy, wcale nie jedyna, dająca nadzieję, lecz i pokazująca ogrom włożonych starań. Z badań amerykańskich wynika, że około sześć procent wyroków dotyczy niewinnych osób. Dużo to czy mało? Zależy z jakiej perspektywy patrzy się na tę liczbę, dla kogoś kto walczy o wolność ogromna, dla tych cieszących się nią pewnie mała. Za aktami sądowymi stoi ofiara, jej bliscy, ale również oskarżani, pytanie czy ci drudzy to właściwi ludzie …

 

„Skazani”, jedno słowo, wydające się jednoznaczne i nie kryjące żadnych niedopowiedzeń lub podejrzeń. Ludmiła Anannikova pokazała inne oblicza tego wyrazu, te, które rzadko lub w ogóle nie przychodzą na myśl. Kilka historii, tylko lub aż, ale wystarczają by pokazać wymiar sprawiedliwości od kulis, nie tych spektakularnych, gdzie jest miejsce dla więcej niż dwóch kolorów: czerni i bieli. Dziennikarka nie opierała się jedynie na tym, co przekazali jej najbardziej zainteresowani oraz ludzie ich wspierający, przeprowadziła własne śledztwa, sprawdzała akta sądowe, policyjne oraz zeznania świadków. Wskazała znaki zapytania, to, co jest niejasne, pozostaje niewyjaśnione bądź przeczy sobie wzajemnie. „Skazani” to prawdziwy reportaż o ludziach i dla ludzi, paragrafy pojawiają się rzadko, zamiast nich są konkretne sytuacje, okoliczności i dowody bądź ich brak. Ta książka pokazuje jak mało dzieli człowieka od wciągnięcia go w machinę, jaka przeważnie kieruje się prawem, lecz od czasu do czasu coś w niej zazgrzyta i miażdży kogoś, dosłownie i bez jakiejkolwiek przenośni. Przedstawia również jak trudno udowodnić swoją niewinność, no właśnie nie winę tylko niewinność. W żadnym wypadku nie są to jednostronne opowieści, niepoparte faktami, wprost przeciwnie, ale to co zdaje się oczywiste wcale takim nie musi być. Wystarczy splot okoliczności, taki, a nie inny punkt widzenia, i człowiek stawia czoła temu, czego nie miał prawa spodziewać. Jak mówi jeden z bohaterów „Sprawiedliwość to nie zemsta”, ale dla czasem bywa i nią, ale też swoistym zadośćuczynieniem i przede wszystkim karą, chociaż nie zawsze wymierzonej właściwej osobie.

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: