poniedziałek, 8 listopada 2021

Kuchenne kulisy

Przedpremierowo:

„Rosja od kuchni”

Witold Szabłowski

 

Historię można poznawać z wielu perspektyw, ale kuchenny punkt widzenia ma w sobie to nieuchwytne coś, sprawiające, że na znane, mniej znane i dopiero poznawane fakty oraz ludzi, którzy je tworzyli patrzymy bez patosu czy też całej otoczki brązu pomnikowego. W końcu to, co jest na talerzu wiele mówi, a jeśli jeszcze ma się okazję poznać tych, którzy są odpowiedzialni za kulinarną stronę to dostaniemy smakowitą lekturę.

 

Z jakimi potrawami kojarzy nam się kuchnia rosyjska? Za nim sięgnęłam po najnowszą książkę Witolda Szabłowskiego pewnie byłabym pewna odpowiedzi, ale już po przeczytaniu paru kartek okazało się, że moja pewność szybko zmalała. Podobnie jest i ze znajomością kraju, wydającą się ogromną, lecz  jest to zbiór szczegółów, z jakich trudno ułożyć całość lub same ogóły, w jakich nie dostrzeżemy detali. Jedno i drugie myli oraz daje złudne przeświadczenie, że posiadamy wiedzę, chociaż w rzeczywistości daleko nam do niej. „Rosja od kuchni” jest wielowarstwową opowieścią o multikulturowym państwie, w jakim spotyka się wschód i zachód, północ i południe, pełnego sprzeczności i zaskakujących potraw. Te ostatnie oddają w pełni historię, stanowią niezwykłą erratę do większych i mniejszych dat, wydarzeń i bohaterów, jacy zapisali się na jej kartach. Witold Szabłowski odkrywa kuchenne kulisy najlepszych restauracji, pałaców, Kremla, ale i stołówek Czarnobyla czy też baz wojskowych. Na pierwszym planie jest nie tylko jedzenie, lecz również ludzie, będący narratorami tej niezwykłej książki, w jakiej odsłaniane są kulinarne tajemnice znanych, od lepszej lub gorszej strony, postaci. Stalin, Gagarin, Lenin, car Mikołaj II, to jedynie niektórzy z pojawiających się w „Rosji od kuchni” prominentów, ich gusta gastronomiczne mogą zaskakiwać lub wprost przeciwnie. Ale co ważne oni są bardziej tłem dla osób, odpowiedzialnych za to, czym się stołowali, rzadko kiedy wspomina się o nich, pozostają bezimienni,  a przecież też tworzyli rosyjskie, bądź, radzieckie dzieje. Witold Szabłowski nie zapomniał również pokazać znaczących wydarzeń z perspektywy tego, co w tym czasie jadano.

 

Książka Witolda Szabłowskiego jest nieszablonowa, pełna niespodzianek i przede wszystkim lekturą przedstawiającą Rosję znaną i nieznaną. Serwuje czytelnikom równocześnie kulinaria, historię, tę wielką i całkiem nieznaną, i życiorys ludzi, jacy ją tworzyli, nawet jeśli ich nazwiska poznali nieliczni albo nie byli tego świadomi. To także niezwykła podróż, nie jedynie geograficzna, lecz i głęboko w kulturę oraz w to, co kształtowało, kształtuje i pewnie będzie kształtować zza kulis obraz Rosji. Daleko mu do czarno-białych kolorów, od kuchni patrząc na niego widzi się więcej, dostrzega tajemnice, które stają się nimi dopiero gdy ją opuszczą. Każdy z rozdziałów to osobna opowieść, lecz i fragment nietuzinkowej całości, kontrastowej, po części sekretnej, bardzo osobistej. Autor bowiem ma niebywały talent do snucia intrygującej gawędy, w której nie brakuje anegdot, wyrazistych osobowości, chociaż znanych niekiedy wąskiemu gronu. Rewolucja, wojny, pierwszy lot w kosmos i na wiele innych faktów spojrzenie przez pryzmat szeroko pojętej gastronomii daje możliwość dostrzeżenia w tym, co znane nowych aspektów.

 

 

Premiera:

10 listopada

 

 

niedziela, 7 listopada 2021

Do zakochania jeden krok

„Czas na miłość”

Ilona Gołębiewska

 

Jesienną czy zimową porą uczucia wcale nie czekają na cieplejszą porę by dać o sobie znać. Wprost przeciwnie zakwitają również gdy liści na drzewach coraz mniej drzew, temperatura spada, słońca coraz mniej i pojawiają się śnieżne zaspy. Nie liczy się pogoda, a ludzie, którzy może nie od razu dają szansę temu, co niespodziewanie pojawia się w ich życiu, lecz w końcu ją dostrzegają.

 

Na miłości raczej dobrze człowiek nie wychodzi. Trzy pokolenia pań Wajs mogłoby rozwinąć na swój sposób to zdanie. Nestorka rodu, jej córka oraz wnuczka radzą sobie bez niej, a codzienność dostarcza im jedynie dowodów, że i bez niej mają dużo na głowie. Rodzinna restauracja wymaga uwagi, bo nawet najlepsza renoma nie jest wyrobiona raz na zawsze, a w dobie konkurencji wystarczy chwila by ją utracić lub zszargać. Do tego Wandzie coraz częściej przypomina się ktoś z odległej przeszłości, Marta najchętniej zapomniałaby o tym, co wydarzyło się niedawno, a najmłodsza z rodu Pola w celach zawodowych bierze pod lupę uczucie, w jakie nie wierzy. Jak więc w takim entourage`u  ma dać o sobie znać miłość? Łatwo nie będzie, zwłaszcza, że listopad nie jest miesiącem sprzyjającym jej, a przedświąteczna gorączka, następująca po nim także jakoś przesuwa ją w daleko w kolejce zainteresowania. Tyle, że ona nie pyta się czy zostanie zaproszona, dostrzeżona czy w ogóle jest brana pod uwagę, po prostu zaznacza swoją obecność, a to dopiero początek. Jaki będzie miała finał? Niewiara, niedopowiedzenia i sekrety jakoś zawsze szkodziły, jak będzie tym razem? Panie Wajs są trudnymi przeciwniczkami i niełatwo je będzie oczarować.

 

Co wyróżnia książki Ilony Gołębiewskiej? Moim zdaniem to nieuchwytna atmosfera, która raz poznana będzie o sobie przypominać za każdym razem gdy zobaczymy książkę pisarki. Czym zapada w pamięć? Mieszanką ciepła, humoru, dialogów i lekkością poruszania tematów nie zawsze prostych oraz trafianiem w ich istotę. W „Czasie na miłość” również ją dostajemy i to nie na chwilę, ale na całą lekturę, od jakiej nie oderwiemy się do samego końca. Jesienno-zimowym warszawskim krajobrazie poznajemy rodzinną historię, prawdziwą sagę, gdzie przeszłość nie jest tylko zbiorem słodko-gorzkich wspomnień z tajemnicami w tle, lecz wciąż jest obecna w teraźniejszości. Nie brakuje problemów do rozwiązania, wątpliwości, ale i rodzinnych więzi, zapewniający oparcie w trudnych chwilach. Niewątpliwym plusem jest pokazanie wielopokoleniowości, w żadnym razie jako monumentalnego obrazu, lecz postaci barwnego portretu trzech kobiet, różniących się i bardzo podobnych. Jak wskazuje sam tytuł poznajemy je w momencie kiedy powinna pojawić się w ich życiu miłość, lecz przy tak silnych osobowościach, mających własne zdania, plany i przede wszystkim poglądy na nią. Te ostatnie zaś stanowią jeden z wielowątkowej opowieści, o tym, co ważne, jak istotną rolę odgrywa rodzinna tradycja oraz buduje się przyszłość, o jakiej się głośno nie marzyło. Podczas czytania „Czasu miłości” niejednokrotnie będziemy się śmiać, wraz bohaterami spoglądać na to, co było, próbować ogarniać zaskakujący rozwój wydarzeń, który miał mieć ciut lub więcej inny przebieg, a zwłaszcza zastanawiać się czy dać szansę czemuś, w co tak do końca się wierzy. Ilona Gołębiewska doskonale wie w jakich miejscach przyśpieszyć fabułę, gdzie zwolnić, jak zarysować tło, by dopełniało akcję i podkreśliło ją oraz jak stopniowo odsłaniać sekrety, ukazywać ich fragmenty z różnych perspektyw. Najnowsza książka autorki wciąga już od samego opisu i tak pozostaje do samego zakończenia, które doskonale podsumowuje całość i pozostawia po sobie apetyt na kolejną książkę autorki.

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

 

piątek, 5 listopada 2021

Winda i inne atrakcje świąteczne

Przedpremierowo:

„Windą do nieba”

Corinne Michaels

 

Czy można nie lubić Świąt Bożego Narodzenia? Oczywiście, zwłaszcza jeśli wspomnienia z tym okresem w roku nie są zbyt szczęśliwe lub mówiąc wprost przypominają najgorsze momenty. Czasem jednak da się odczarować, wystarczy otworzyć ponownie na to, co nas rozczarowało i dać sobie oraz innym drugą szansę.

 

Utknąć w windzie zdarza się każdemu, wiadomo złośliwość rzeczy martwych. Jednak Holly ma podwójnego pecha, bo razem z nią na tak małej powierzchni przebywa ktoś jeszcze. Nie kto inny jak Dean, ze wszystkich współpracowników właśnie on. A do tego wszystkiego wokoło wszystko przypomina, że nadchodzi ten czas w roku, przypominający wydarzenia o jakich dziewczyna chętnie by zapomniała. Do tego wszystkiego jeszcze świeże wspomnienia, które także odbierają jakąkolwiek ochotę na świętowanie, zwłaszcza, że będzie ono odbywało się w pojedynkę. Jak na jedną osobę to za dużo. Mała przestrzeń i wymuszona bliskość okazują się mieć pewne plusy, bo minusy są aż zanadto odczuwalne. Dean ma w zanadrzu coś, na co do tej pory jakoś nie było czasu, okazji. Czy Holly da mu szansę? Kiedyś ten czas w roku uwielbiała, teraz chciałaby by jak najszybciej minął. Na wiele spraw człowiek nie a wpływu, ale niekiedy jeśli czegoś pragnie to umie zdobyć to!

 

Za co kochamy świąteczne książki? Każdy czytelnik ma swój powód albo raczej ich liczbę mnogą. W moim przypadku mogłabym je długo wymieniać, ale w skrócie to po prostu magia Świąt przedstawiona z różnorodnych punktów widzenia, mniej lub bardziej skomplikowanych, z humorem i emocjonalnymi perypetiami, lecz mająca w sobie niepowtarzalny urok. Corinne Michaels również wykorzystała właśnie te elementy, w stylu jakim urzekła fanów swojej twórczości, nie powielając się, ale wykorzystując dobrze znany motyw na własnych warunkach. „Windą do nieba” ma w sobie urok bożonarodzeniowy, nie przesłodzony, ale taki w jakim spełniają się marzenia, nie same i ot tak z siebie. Pisarka wykorzystała porę roku by przedstawić historię dwojga ludzi oraz ich drogę do siebie, nie prostą, lecz również nie ze sztucznymi przeszkodami, a podobną do realnej, gdzie nie wszystko od razu jest oczywiste. Pomiędzy kiełkującym uczuciem i wszystkimi za, przeciw oraz przeszłością, jaka przypomina, że życie to nie bajka, bohaterowie spotykają się w nieoczekiwanym miejscu oraz chwili. Corinne Michaels pokazuje ścieżkę jaką przebywają od zauroczenia aż do, no właśnie to już trzeba samemu przeczytać, bo jak wiadomo o nieporozumienie łatwo, tak samo jak i trudno odbudować nadszarpnięte zaufanie oraz zatrzeć złe wspomnienia. A życzenia spełniają się wtedy gdy ktoś jest gotowy je urzeczywistnić.

 

Premiera:

17 listopada 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

 

czwartek, 4 listopada 2021

Początek końca


„Nieczyste zagrania”

K.C. Hiddenstorm

 

Czasem jedynym wyjściem z sytuacji jest zagranie nieczysto, honor nie przyniósłby niczego dobrego, a tak istnieje szansa, że uda się zdobyć to, czego się pragnie i ujść z życiem. A może to jedynie pobożne życzenia, chociaż daleko im do jakiejkolwiek świętości? Czasem postawienie wszystkiego na jedną kartę to ryzyko jakie trzeba podjąć, bo rzeczywistość może być tylko gorsza w żadnym wypadku lepsza.

 

Rozgrywki, które mają przynieść duże zyski, wymagają poświęceń. Ethan Blackmore zdaje sobie z tego sprawę, ma dobry plan, nawet lepszy, ale by się powiódł każdy szczegół powinien być na miejscu jaki mu wyznaczył. Nic nie stanie na drodze do osiągnięcia celu, nawet wymiar sprawiedliwości lub szef, wystarczy odpowiednia zasłona dymna. Judith Knight nadaje się do tego doskonale, a złożona propozycja wydaje się nie do odrzucenia. Po prostu interes opłacalny dla dwójki ludzi, jakich poza nim nic nie łączy. Ona nie patrzy na świat przez różowe okulary, a on jest bezwzględny, czy to dobrze wróży? Żadne z nich nie wierzy zbytnio w ludzi, za to wie doskonale, że jakikolwiek błąd nie zostanie im wybaczony i będzie oznaczał koniec, dosłownie. W tej grze łatwo stracić wszystko, nawet to, co wydawało się, że nie istnieje. Podobno jakiekolwiek złudzenia Ethan i Judith stracili dawno temu, ale czy na pewno? Pojawiające się emocje zdają się być nic nie znaczące, lecz powoli zyskują na sile, chociaż są balastem, mogącym doprowadzić do katastrofy. Bezwzględność towarzyszy Blackmore`owi prawie od zawsze, nigdy nie wahał się, teraz jednak coś się zmieniło. Dokąd doprowadzą uczucia, jakie nie były brane pod uwagę, ale tak wiele zmieniły? Plan Ethana nie brał ich pod uwagę, układ do jakiego weszła Judith również nie było dla nich miejsca, lecz nie da się już o nich zapomnieć …

 

Mrok, świat, gdzie przegrana jest końcem i dwoje ludzi, których różni dużo, a łączy interes. K.C. Hiddenstorm doskonale wykorzystała każdy z tych elementów tworząc historię, w jakiej przeplata się klimat noir ze skomplikowanymi emocjami oraz bohaterami, jacy zaczynają dostrzegać coś, co może być dla nich równocześnie ratunkiem i zgubą. W „Nieczystych zagraniach” odczuwa się prawie nieustannie zagrożenie, od którego nie da się nigdzie uciec, i jakie staje się źródłem postawienia wszystkiego na jedną kartę. Pisarka nie obiecuje prostej historii, gdzie spełnia się bajkowy wzór, chociaż postacie mają w sobie cień marzeń, że szczęśliwe zakończenie jest możliwe, tyle, że w całkiem innym stylu niż baśniach. Mroczne widma otoczenia w jakim egzystują jest odczuwalny non-stop, jednak nawet z nim za plecami można zacząć marzyć, nie otwarcie, nawet bez przyznawania się do tego przed kimkolwiek. Autorka strona po stronie odsłania co kryje się w pozach bohaterów, co nimi kieruje, dlaczego stali się tacy, jak w momencie gdy ich poznajemy, ale nie do końca odkrywa karty, pozostawia pewną tajemnicę i także pole dla wyobraźni czytających. „Nieczyste zagrania” zgodnie z tytułem to opowieść o swoistej grze, gdzie pionkami są ludzie, czasem nie wiedząc o tym lub wprost przeciwnie z pełną świadomością zgadzając się na takie reguły. Ale wbrew temu wszystkiemu kiełkuje nieoczekiwane uczucie, przebija się przez zło, wzmacnia resztki nadziei na lepsze jutro i zmienia to, co wydawało się być najważniejsze. Pierwszy tym nowej trylogii książkowej K.C. Hiddenstorm pozostawia po sobie oczekiwania na drugą odsłonę  rozgrywki, niebezpiecznej, ryzykownej i przede wszystkim z nieobliczalnym finałem.

 

Za możliwość przeczytania 

książki dziękuję