czwartek, 14 października 2021

Do zakochania jedna śnieżyca

„Zasypani zakochani”

Agnieszka Lingas-Łoniewska

 

Jeżeli coś ma pójść źle to na pewno tak będzie, do tego jeszcze prawo serii. Jakby komuś było mało to i pewnie niejaki pan Murphy dołożyłby swoje trzy grosze.  No i oczywiście pogoda, ona też umie pokrzyżować wszelkie plany lub wprost przeciwnie być początkiem pięknej katastrofy. Przy takim nagromadzeniu różnorodnego dobrodziejstwa inwentarza efektem może być tylko i wyłącznie Klops!

 

Po prostu klęska urodzaju vel taki mamy klimat. Takie scenariuszu Anastazja Klops nie spodziewała się. Powiew bestii ze wschodu odciął ją od świata w pensjonacie z wymagającym gościem. Na tym nie koniec, bo tak naprawdę to początek całkiem interesującego czasu. Mnóstwo śniegu i Hubert Zapałka, grający wciąż na nerwach gospodyni, nie wróżą niczego dobrego, zwłaszcza, że ich pierwsze spotkanie do zbytnio udanych nie należało, chociaż gdyby na to spojrzeć z ciut innej perspektywy … No cóż okoliczności wymuszają pewne kompromisy, odcięcie od świata narzuca pewne priorytety, nawet tak niedobranej parze jak tych dwoje. Anastazja bez wysiłku mogłaby napisać poradnik jak wpadać co i rusz w kłopoty, natomiast Hubert jak pomagać damie w potrzebie, nawet jeśli ona odwdzięcza się dość nietypowo. Ta dwójka nieźle daje sobie w kość, lecz również poznaje bliżej, a z tej perspektywy niektóre sprawy zaczynają wyglądać zupełnie inaczej. Klops i Zapałka może i są swoim zupełnym przeciwieństwem, ale one lubią się przyciągać. Co wyniknie ze znajomości powstałej tak niecodziennych okolicznościach? Co najmniej finał jakiego nikt nie miał planach, bo w końcu nazwisko zobowiązuje!

 

Komedia romantyczna to wcale nie taki łatwy gatunek, gdyż połączyć humor w ilościach raczej hurtowych oraz uczucia, również nie ustępujące im liczbowo, w całość poruszającą serce oraz wyzwalającą szczery śmiech. Agnieszka Lingas-Łoniewska jako bestsellerowa pisarka wie jak zabrać się do takiej książki, udowodniła to zresztą już niejednokrotnie i w przypadku „Zasypanych zakochanych” potwierdziła swój talent. Na co się więc przygotować podczas lektury? Wpierw logistyka czyli duży kubek dobrej herbaty, bądź kawy, chociaż kieliszek wina też będzie odpowiedni, do tego wygodne siedzisko i kocyk. Jeżeli już to mamy możemy zabierać się za czytanie i tu małe ostrzeżenie – nie liczcie na to, iż oderwiecie się od książki. Pisarka wie jak sprawić by bohaterowie bardzo szybko stali się bardzo dobrymi znajomymi czytelników i znikła granica pomiędzy nami. Nie inaczej jest w przypadku najnowszego tytułu, gdzie od samego początku wiemy, że czeka nas intrygujące spotkanie, w czasie którego nie zabraknie niczego by zapamiętać je na długo. Dlaczego? Po pierwsze pierwszoplanowe postacie, mające w sobie wszystkie cechy jakie sprawiają, że na czyjś widok uśmiechamy się, kibicujemy mu i czujemy się w jego towarzystwie tak jakbyśmy go znali od zawsze. Po drugie splot okoliczności, tych spod znaku komiczności, emocji oraz niespodziewanych zwrotów akcji. Co po trzecie? Sam pomysł na tę historię, dopracowany w szczegółach i oddany z niebywałą płynnością, bez jakichkolwiek zgrzytów, w taki sposób, że bohaterowie wychodzą ze stron książki lub raczej my zostajemy do niej wchłonięci. Jeszcze co najmniej kilka rzeczy można by wymienić, lecz to już każdy czytający musi odkryć sam. „Zakochani zasypani” ma niepowtarzalny lekki klimat, a zarazem również ciepły, skrzący się od pełnych humoru dialogów oraz komediowych scen, nie zabrakło także tajemnic oraz gorącego uczucia, mającego za tło piękne krajobrazy.

 

 

Za możliwość
przeczytanie książki
dziękuję:
 

 

 

wtorek, 12 października 2021

W cieniu kłamstw i podejrzeń

 „W cieniu terapeutki”

Anna Krystaszek

 

Przeszłość rzadko kiedy kończy się szybko i bezboleśnie, częściej odchodzi na raty i co jakiś czas wraca po spłatę odsetków, zwłaszcza gdy nie wszystko w niej jest wyjaśnione. Teraźniejszość w takich okolicznościach staje się jej dłużnikiem, a przyszłość zakładnikiem. Przerwać ten zaklęty krąg może stawienie czoła temu, co było i znalezienie odpowiedzi na pytania, które jeszcze ich nie mają.

 

Sześć lat temu życie Magdy rozsypało się jak domek z kart lub raczej ktoś to zrobił. W jednej chwili straciła rodzinę wypadku samochodowym. Sześć lat temu Kamila Grzesiak została zamordowana na służbie, na moment przed śmiercią poinformowała swojego partnera, że wie kto jest sprawcą w dochodzeniu jakie prowadzili. Bliscy musieli poradzić sobie z ogromną stratą. Magda jakoś pozbierała się, inaczej tego określić nie da się. Pracuje, egzystuje i tyle. Jej zawód wymaga od niej by pomagała innym i robi to skutecznie. Jednak spokój nie jest jej dany, bo nagle wokół niej atmosfera zagęszcza się, jedna z pacjentek zostaje zamordowana, inny pacjent wydaje się dość podejrzaną osobą. Życie zawodowe i osobiste wkracza na nieprzewidywalne ścieżki, napływają kolejne wspomnienia. Jaki ma to związek z panią psycholog? Kiedyś śledztwa zostały umorzone, czy nie powinny zostać wznowione? Co jeszcze skrywa przeszłość? Poszlaki są niejasne, ślady dawno zatarły się, w aktach informacje to suche fakty, opisujące dramaty, które nie zostały wyjaśnione. Jak z nich wydobyć to co najistotniejsze – prawdę?

 

Nic nie dzieje się bez przyczyny, nawet jeśli jej nie znamy szukamy jej pomiędzy wierszami, w detalach. Anna Krystaszek taki klimat wprowadziła już na samym początku swojej książki, dodatkowo da się odczuć klimat niepokoju i wrażenia, że zaraz coś się wydarzy. „W cieniu terapeutki” od pierwszych stron zapowiada, że przed nami lektura, jaka szykuje nam niejedną zagadkę i dużo chwil, gdy poczujemy ogromne zaskoczenie tym jak rozwija się akcja. Na  wstępie czytelnicy dostają informacje, które wydają się wyznaczać co będzie działo się dalej, lecz też pewne szczegóły zdają się temu przeczyć. Coś zaczyna się dziać, nie wiadomo jeszcze co, ale pojawiają się pierwsze przypuszczenia, jakie już nieuchronnie nas wciągają w czytaną historię. Autorka umiejętnie steruje emocjami czytających, nie pozwala im być biernymi obserwatorami, jacy tylko przewracają kartki, zostają naocznymi świadkami. To, co wydawało się już znane jest przedstawiane z zupełnie inne perspektywy, podważone lub uzupełnione o nowe informacje. Fabuła szybko zaczyna się zagęszczać, a wraz z pojawieniem się nowych postaci rodzą się kolejne wątki. Domyślamy się, że są połączone, lecz czym, może kim, chociaż czy nie są to założenia na wyrost? Krok za krokiem podążamy za kimś, kto starannie zaciera za sobą ślady, pewnie też podsuwa jakieś dla zmylenia, ale które to są? Czym się kieruje? Czy to jedna czy więcej osób? Co i rusz pojawiają się pytania, lecz odpowiedzi nie tak łatwo odnaleźć w gąszczu niewiadomych. Anna Krystaszek wykreowała skomplikowanych pod względem charakteru oraz przeszłości bohaterów, nieprzewidywalnych, skrywających dużo przed innymi, lecz również przed sobą. Pokazała ich w różnorodnych maskach, rolach, odkrycie jaka jest ich prawdziwa twarz nie jest proste. Tak naprawdę dopiero finał pokazuje kto jest kim, ale nawet w zakończeniu pokazany jest kunszt pisarski. Po takiej lekturze podnosi się poprzeczka przed kolejnymi książkami, jaką nie tak łatwo będzie im pokonać.

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

 

niedziela, 10 października 2021

A gdyby zaryzykować?

„Spragnieni by trwać”

Anna Szafrańska

 

Łatwo ocenić kogoś nie tylko po pozorach, ale i po tym, co o nim mówią inni oraz jego przeszłości. Prawda bywa trudna do zaakceptowania, czasem obnaża najgorsze momenty w życiu, jakie naznaczyły kogoś, może na zawsze. Jak więc spojrzeć na człowieka, który ma na sumieniu wiele, lecz pragnie zamknąć ten rozdział i naprawić to, co zniszczył? Nie wszystko przecież można wybaczyć, a nawet jeśli to pozostaje jeszcze ludzka pamięć …

 

Przypadek niekiedy wiele zmienia, chociaż w pierwszym momencie wcale nie wydaje się istotnym. Teresa ma swoje życie, uporządkowane, przewidywalne, przypominające jej klatkę, może i złotą i tylko w przenośni, lecz równie ograniczającą ją jak gdyby miała realne kraty. Piotrek ma za sobą coś więcej niż nieciekawą przeszłość, teraźniejszość jest czymś, co pozwala mu z ograniczonym zaufaniem patrzeć z nadzieją na przyszłość. Wyrządził niejedną krzywdę tym, dla których powinien być oparciem, zmienił się, ale ból pozostał. Nie łączy ich nic, żyją w całkiem innych światach, chociaż czy na pewno? Oboje walczą z tym, co już było i o to, co chcą zdobyć, ale marzenia wcale nie tak łatwo urzeczywistnić. Cena za dawne błędy jest czymś więcej niż wyrzutami sumienia dla Piotrka, a uczucie, które rodzi się pomiędzy nim i Teresą również nie jest niczym oczywistym. Inni już dawno go osądzili, wydali wyrok, wie o tym doskonale, że ktoś taki jak ona nie powinien zadawać się z nim, bo przecież on jest tym kim jest, kto pokazał się od najgorszej strony. Jednak jeżeli komuś zależy na drugiej osobie tak łatwo go nie skreśla, tylko czasem los bywa przewrotny. Czy zawsze musi odbierać to, co wcześniej tak szczodrze i niespodziewanie zaoferował?

 

On ma za sobą przeszłość, która zniszczyła nie tylko jego, lecz i dotkliwie poraniła innych. Ona wydaje się krucha, delikatna, nie znająca prawdziwych, życiowych, realiów. Co może połączyć tak różnych ludzi? Na pewno nie będzie to nic prostego, oczywistego, zwłaszcza jeśli pomysł na tę historię powstał w głowie Anny Szafrańskiej, która od samego początku swojej pisarskiej kariery wydobywa na światło dzienne skomplikowane uczucia i niezwykle prawdziwe relacje. Nie inaczej jest w przypadku trylogii Spragnieni, w jakiej każda część sięga po emocje trudne, bolesne, a bohaterowie niosą ich ciężki bagaż już długo. Ostatnia część jest niezwykle mocnym akordem na zakończenie, ale również spina wszystkie tomy i jednocześnie pozwala poznać nową odsłoną uczuciowego roller coastera. „Spragnieni by trwać” ma w sobie ogromną siłę przekazu, nie tylko w warstwie fabularnej, lecz także w kreacji bohaterów i samych wątkach. Pisarka nie boi się podejmować tematów niełatwych, wymagających od tego, kto o nich pisze zgłębienia ich, ale także oddania istoty tak by zrozumieli je czytelnicy i wplecenia do fabuły, by stały się jej częścią, a nie tylko suchymi faktami. Gatunek obyczajowy rządzi się swoimi prawami, ale nie stoją one na przeszkodzie by połączyć je z innymi motywami, ale do tego potrzeba odwagi i pomysłów. Jednego oraz drugiego nie zabrakło w przypadku Spragnionych, wprost przeciwnie i zaowocowało serią, od której trudno się oderwać, pozostawiającej po sobie niedosyt. Takie powieści nie da się zakończyć w chwili gdy zostanie przeczytana ostatnia strona, a „Spragnieni by trwać” pokazują ten mechanizm z całą mocą.

 


Za możliwość
przeczytanie książki
dziękuję:

 

 

sobota, 9 października 2021

Grzech za grzech

„Saint”

A. Zavarelli

 

Jedna z ogólnie przyjętych zasad mówi, że jesteśmy tym kim chcemy być, ale to tylko jej część, większa, mniejsza, lecz nie cała. Bywa również tak, że ktoś inny kształtuje nas, zasiewa ziarno, z jakiego wyrastamy na kogoś, kim w innych okolicznościach nigdy nie stalibyśmy się. Czy to dobrze czy źle? To już zależy od okoliczności i tego bardzo zostaliśmy skrzywdzeni.

 

Ten kto raz spotkał Scarlett już o niej nie zapomni, jest kobietą o wielu twarzach. Rory Brodrick przekonuje się o tym na własnej skórze. Nawet gdyby chciał nie wyrzuciłby z pamięci kogoś takiego, ale daleko mu do tego. Ta dziewczyna wie doskonale co chce osiągnąć, a on stanął na jej drodze i jeśli myśli, że ona zmieni kierunek to grubo się myli. Może inni wykonują jego rozkazy, ale Scarlett nie zamierza, każdy dzień przybliża ją do celu, jaki wyznaczyła sobie dawno temu. Od tamtej chwili realizuje go niezłomnie, dzień za dniem, żyje nim, to misja pozwalająca przetrwać. Czy Rory zrozumie z kim ma do czynienia? Wszystko co zakłada, planuje i pragnie zrobić w przypadku tej kobiety jest skazane na porażkę, ona nie jest jedną z wielu, ale „Tą” jedyną, z piekła rodem diablicą, nie podporządkowującą się żadnym zasadom. Dlaczego taka jest? Tego nie wie nikt, oprócz jednej osoby, lecz od niej nie uzyska odpowiedzi. Scarlett dawno przekroczyła granicę, powrót wydaje się niemożliwy, zbyt wiele widziała, słyszała i przed wszystkim doświadczyła. Ale Rory też zna tę stronę życia, nie lepiej, ani gorzej, czy to wystarczy by ją uratować? A co jeśli ona tego nie pragnie? Oboje znają życie od najgorszej strony, ale czasem pojawia się szansa na odrobinę nieba w piekle …

 

A. Zavarelli przyzwyczaiła już swoich czytelników, że w jej książkach więcej jest mroku niż światła, ale nie przeszkadza to by bohaterowie zaprezentowali się na jego tle wyraziście i było im w nim do twarzy. „Saint” jest doskonałym przykładem dla takiego zabiegu, tak samo jak w poprzednich częściach cyklu, nie ma zakłamywania zła, stawiania na piedestale jedynej, słusznej, życiowej ścieżki. Pisarka pokazuje z wielu stron pokazuje świat, mogący się wpierw wydawać brutalny, lecz tak naprawdę ona cecha kryje się zupełnie gdzie indziej. Ta część także pokazuje ludzi, jacy często przywdziewają maski, czasem nawet utożsamiając się z tym, co one reprezentują. Daleko im do prostolinijnych ludzi, napędza ich często gniew, zabliźnione rany, jakie od czasu do czasu ponownie otwierają się i przypominają, że wróg niekiedy jest bliżej niż myślimy. W takich okolicznościach miłość mogłaby wydawać się całkowicie nie na miejscu, ale autorka wie jak odkryć przed czytelnikami to, co w niej najważniejsze. A. Zavarelli kreuje swoich bohaterów z samych sprzeczności,  ale jest to jedynie pierwsze wrażenie, im lepiej ich poznajemy tym bardziej kolejne szczegóły uzupełniają ogólny zarys, mylący, lecz dzięki detalom po chwili pokazują swoją prawdziwą twarz. Maski nie opadają od razu, tak samo jak i role, jakie odgrywają nie tylko dla innych, lecz i pewnych momentach dla samych siebie by móc przetrwać. „Saint” jest historią kobiety i mężczyzny, jacy są tym kim są, a ich znajomość nie jest tym, czego oczekiwali, ale jak się przekonują tym, co pozwala w końcu być sobą.

 

 

Za możliwość
przeczytania książki dziękuję: