czwartek, 18 grudnia 2014

Przedświąteczne lektury


Przed Świętami trochę czasu na lektury się znajdzie:

Zbigniew Zborowski "Trzy odbicia w lustrze", 
portal CPA i wyd. Zysk i S-ka

 Andrew Hodges "Alan Turing: Enigma",
wyd. Albatros

Diana Palmer "Nora",
wyd. Mira 

Alex Kava "Mroczny trop",
wyd. Mira

Marek Adamkowicz "Oblężenie"
wyd. Oficynka




wtorek, 16 grudnia 2014

Zbrodnia i Zagrobny

"Komisarz Zagrobny i powódź"
Maciej Dobosiewicz


Obraz prawdziwego detektywa kojarzy się z nieodłącznym papierosem w kąciku ust, czymś mocniejszym dla wzmocnienia szarych komórek oraz nieuporządkowanym życiem osobistym. Elementy te są tłem dla prowadzonych śledztw i jednocześnie ich skutkiem ubocznym. Wiadomo wielkie umysły są zaprzątnięte wyjaśnianiem popełnionych zbrodni, a cała reszta to prozaiczny dodatek mniej lub bardziej dokuczliwy i tylko czasami zauważany. Co jednak kiedy osoba detektywa jest całkowicie inna?

Poznań zmagający się z wielką wodą czyli powodzią to czas sprawdzianu dla wielu służb, w tym i dla policji. Wiadomo przecież nie od dziś, że w takim momencie dużo nie potrzeba by wywołać społeczną panikę lub co najmniej niepokój. Komisarz Zagrobny również zdaje sobie z tego sprawę, lata pracy w policji pozwoliły mu nabrać nie tylko doświadczenia, ale nauczyły, iż seria niewyjaśnionych zgonów nigdy nie spotka się z obojętnością, a wręcz przeciwnie. Właśnie wiosna dwa tysiące dziesiątego roku przyniosła nie tylko nadmiar wody w rzece, ale i kilku denatów, których połączyły dość nietypowe okoliczności śmierci. Dochodzenie od początku jest trudne - zbyt mało śladów, jeszcze mniej poszlak, na dodatek podejrzany w ogóle nie pasujący do ogólnego modus operandi. Jakby tego mało najbliższy współpracownik Zagrobnego jest mało pomocny, a kwestią czasu jest kiedy dziennikarze zainteresują się dość niecodziennymi zejściami z tego świata w starych poznańskich kamienicach. Wiadomo również, że jeżeli nie będzie postępów w dochodzeniu to szefostwo będzie żądało wyników na wczoraj, co raczej nie sprzyja spokojnym snom. Najlepiej więc samemu rozwiązać morderczą zagadkę jak najszybciej, pytanie tylko gdzie szukać jej rozwiązania? W filmach i książkach detektywi jakby od niechcenia znajdują sprawcę i w glorii sławy odchodzą w stronę zachodzącego słońca. Niestety poznański policjant ma o wiele skromniejsze środki, nie wspomaga się wysokoprocentowymi trunkami i oprócz umiłowania porządku więcej uzależnień nie posiada, co postronnym może wydawać się brakiem polotu i talentu śledczego. Jednak komisarz Zagrobny nie poddaje się łatwo i raz po raz przegląda zebrane materiały, nic nieznaczące informacje kryją w sobie potencjał, należy je jedynie odpowiednio posegregować, spojrzeć z innej perspektywy i  na samym końcu odpowiednio przedstawić przełożonym. Nie wolno zapomnieć także, iż rodzina jest ważna i dzięki niej człowiek wie co jest istotne, a co tylko iluzją. W świecie gdzie podobno najważniejszy jest pieniądz doświadczony policjant zdaje sobie sprawę, iż rozwiąże kryminalną sprawę jedynie gdy zaufa swojej intuicji i nie ugnie się  pod naciskami ze strony opinii publicznej, zwłaszcza jej dziennikarskiego odłamu oraz żądnego sukcesów zwierzchnika.

"Komisarz Zagrobny i powódź" jest świetnym debiutem w sensacyjnym gatunku Macieja Dobosiewicza. Autor umiejętnie stworzył niestereotypową postać detektywa łącząc w nim obiegowe opinie o mieszkańcach Wielkopolski, zwłaszcza Poznania czyli pedantyczność, skłonność do porządku oraz szacunek do pieniądza i rodziny z lekkim przymrużeniem oka. Tytułowy policjant mógłby wydawać się dość irytujący ze swoimi nawykami, ale Dobosiewicz umiejętnie stonował to, co denerwujące poprzez czasami lekkie przerysowanie i to nie tylko w jego postaci. W kryminale najważniejsza jest jednak sensacja, a ta w "Komisarzu (...)" intryguje i krętymi meandrami, pośród zrujnowanych kamienic i lśniących nowością budynków, prowadzi czytelnika poprzez zbrodnie do dość niespodziewanego finału. Komisarz Zagrobny umie zaskoczyć i przyciągnąć uwagę, jego sylwetka okazuje się o wiele bardziej złożona niż wydaje się w pierwszym momencie, podobnie ma się rzecz z samym śledztwem. Książka Macieje Dobosiewicza zapowiada, że kolejne sprawy poznańskiego detektywa, wcale nie aż tak klasycznie konserwatywnego, również będą warte poznania. 

Poznań i Zagrobny kryją jeszcze wiele tajemnic ...
Za możliwość przeczytania książki
dziękuję 
portalowi CPA 
Wydawnictwu Videograf

niedziela, 14 grudnia 2014

Święta już tuż tuż

Jak tradycja świąteczna nakazuje obecność na jarmarku świątecznym musi zostać zaliczona ;) 
A najlepiej odwiedzić go 
w towarzystwie przyjaciół i wrocławskich krasnali :)












czwartek, 11 grudnia 2014

Marek Orłowski "Ścieżki Przeznaczenia"



Marek Orłowski
Ścieżki Przeznaczenia
Cykl: Samotny Krzyżowiec

Dalszy ciąg przygód Rolanda z Montferratu, zwanego Czarnym Rycerzem.

Rok 1189, Ziemia Święta. Ocalałe z klęski pod Hittin resztki wojsk krzyżowców rozpaczliwie walczą o odzyskanie utraconych zamków i miast Królestwa Jerozolimskiego.
Czarny Rycerz ma do spełnienia własną misję. Usiłuje ocalić z rąk asasynów największą z relikwii, zapewniającą władzę nad światem – Arkę Przymierza. Przedtem jednak musi umknąć z ponurej fortecy w górach An-Nusarija. Czy samotny krzyżowiec zdoła ujść sztyletom skrytobójców Starca z Gór? Czy uda mu się ostrzec templariuszy o zdradzie? Jakie będą jego dalsze losy? Czy przeklęty przed wiekami Miecz Salomona będzie posłuszny dłoni chrześcijańskiego rycerza?
Czy odwaga i zręczność w walce wystarczą, by pokonać wrogów posługujących się nie tylko stalą, ale i magią?

Marek Orłowski, a właściwie Marko Szapkarow–Orłowski, urodził się w 1958 roku w Warszawie. Jest absolwentem ASP w macedońskim Skopje. Pasjonuje się jeździectwem, sportami wodnymi i turystyką górską, ale też historią średniowiecza i zabytkową bronią. Aktywny tryb życia łączy z zamiłowaniem do czytania książek o dość eklektycznie dobranej tematyce. Samotny krzyżowiec. Miecz Salomona był literackim debiutem.

Już w księgarniach

wtorek, 9 grudnia 2014

Dobro, zło i cenzura

"Baśnie Braci Grimm 
dla dorosłych i młodzieży. 
Bez cenzury"
Philip Pullman


Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, dawno, dawno temu żyła sobie ... Tak zaczyna się wiele baśni, które opowiadamy dzieciom lub im czytamy i znamy z własnego dzieciństwa. Wiadomo, że dobro w nich zwycięży zło, prawi bohaterowie zatriumfują, źli zostaną przykładnie ukarani, a w międzyczasie jednych i drugich czeka niejedno starcie o swoje racje. Oczywiście jest i magia, czary oraz siła wyższa,w jaką czasem wciela się wróżka. No i nie można zapomnieć o najważniejszym - samej opowieści w jakiej wszystko zdarzyć się może i chociaż jej koniec jest z góry wiadomy to wcale nie oznacza, że jest przewidywalna. Oryginalne baśnie nie przypominają wyrysowanych staranną kreską bajek Walta Disney`a, chociaż są równie barwne to więcej w nich mrocznych odcieni oraz emocji.

Opowieści zebrane przez Braci Grimm to, coś więcej niż opowiastki na dobranoc opowiadane dzieciom, kiedyś były zresztą one przeznaczone dla uszu szerszej publiczności i to w różnym wieku. Przekazywane z pokolenia na pokolenie czasem różniły się szczegółami, lecz ogólne ramy pozostawały takie same. To nie kreskówki z wygładzonymi konturami, dopracowanym tłem i bohaterami jak spod igły. Królewna Śnieżka, Czerwony Kapturek czy też Roszpunka okazują się mieć drugą twarz, bardziej rzeczywistą i czasem dosadniejszą niż we współczesnych wersjach. Zamiast poprawności politycznej Philip Pullman daje czytelnikom baśnie o wiele bliższe wersji mówionej, prostsze w formie, ale ze skondensowaną treścią. Każda historia ma wyraźny motyw, zawiera elementy magii i kończy się zwycięstwem dobra nad złem. Co więc wyróżnia ten zbiór od opowieści utrwalonych przez telewizje i kino? Wyraźne ich korzenie w folklorze ludowym, wskazanie tego co jest potępiane, a co zgodne z ogólnie przyjętymi zasadami postępowania oraz przede wszystkim mroczniejsza atmosfera. Zaklęte księżniczki i książęta, złe macochy, prawi młodzieńcy oraz wróżki i czarodzieje nie mają może hollywoodzkich uśmiechów, ale przyciągają uwagę swoimi czynami - odbiegającymi, więcej niż trochę, od schematów utrwalonych przez kreskówki. Dużym plusem "Baśni Braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury" jest również przypomnienie mniej znanych baśniowych historii, które pozostają w cieniu tych popularniejszych, chociaż nie ustępują im ciekawą fabułą.

Philip Pullman przedstawia w swojej książce pięćdziesiąt baśniowych historii Braci Grimm w wersji mniej popularnej, ale za to bardziej interesującej. W tej interpretacji czasem są one bliższe opowiadaniom grozy, a czasem nowelom kryminalnym. Motywem niektórych baśni jest rodzina, innych społeczeństwo lub też pojedynczy człowiek, punktem wspólnych jest ich nieskomplikowana budowa gdzie dominuje czerń, biel i czerwień krwi. Philip Pulman zrezygnował z dodatkowych ozdobników, prosta forma broni się sama i skupia uwagę na tym co najważniejsze - fabule. Miłość, zdrada, morderstwa, chciwość, niesprawiedliwość, te wątki stanowią oś fabuły, brak cenzury i eufemizmów czynią ze zbioru niesamowitą mieszankę z drugim dnem ukrytym w na pozór nieskomplikowanej opowieści. Czytając "Baśnie Braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury" można niekiedy odnieść wrażenie, że czyta się opowiadanie, którego autorem jest Stephen King, Neil Gaiman lub Graham Masterton, a nie Bracia Grimm. Dla mnie jest to ogromna zaleta tych opowieści, jakie jeszcze do niedawna kojarzyły się z pastelowymi kolorami z dziecięcych kreskówek. 

Okładka jest doskonałą zapowiedzią tego, co czeka czytających - walki dobra ze złem w starym, dobrym stylu czyli bez cenzury.


            
          Za możliwość przeczytania książki 

       Dziękuję 

     wyd. Albatros

niedziela, 7 grudnia 2014

Realny mit

"Projekt Kraken" 
Douglas Preston

Atak zamiast wiernego wykonywania poleceń. W ciągu krótszym niż sekunda klęska w miejsce oczekiwanego zwycięstwa. Dlaczego? Odpowiedź warta jest miliardy ...

Czy można wyobrazić sobie jeszcze codzienność bez setek programów komputerowych, dzięki którym funkcjonujemy? Pytamy je o drogę, liczą za nas, czuwają nad naszym bezpieczeństwem, gromadzą informacje, pozwalają na ciągłe i nieograniczone kontakty z innymi ludźmi. Po prostu są tuż obok, wykonując setki tysięcy czynności za ludzi, przyjmowane jako oczywistość, zauważane tylko gdy mają zakłócenia. Stanowią jedynie zbiór zero jedynkowych zapisów, odtwarzają to, co wcześniej zaplanował człowiek, nie są odkrywcze, nie posiadają własnej woli i przede wszystkim umysłu. Melissa Shepperd zna je lepiej niż większość ludzi, jako ich twórczyni doskonale zdaje sobie sprawę jakie mają możliwości. Ale nawet ona nie do końca była świadoma co stworzyła i jaka jest tego siła. Sztuczna inteligencja to już nie wytwór pisarza fantasty, lecz realny twór - myślący podobnie jak my, chociaż czy jakakolwiek maszyna, nawet najbardziej zaawansowana technologicznie, jest w stanie zastąpić ludzki umysł? Na to pytanie genialna programistka musi znaleźć odpowiedź w bardzo krótkim czasie, przeciwko sobie ma wielu, tylko Wyman Ford dostrzega coś więcej. Kto uwierzy w prawdę jeżeli ta wydaje się mniej prawdopodobna niż filmy fantastyczne? 

Reszta recenzji tutaj 



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi dlaLejdis.pl

piątek, 5 grudnia 2014

Szukaj mnie ...


"Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna"
Agnieszka Lingas-Łoniewska

O miłości pisze się od wieków wiersze, pieśni, powieści. Czasem bywa łatwa i przyjemna, czasem przynosi ze sobą ból i wymaga poświeceń. Ktoś może powiedzieć oczywista oczywistość, co jeszcze nowego da się powiedzieć w takim temacie? Nie wiem czy coś nowatorskiego ktokolwiek jeszcze może o miłości napisać, ale jednego jestem pewna rzadko spotyka się autora, który daje czytelnikom wgląd w prawdziwe emocje, nie lekkie i powierzchowne, lecz takie, które sięgają wgłąb serca i umysłu tak jak Agnieszka Lingas-Łoniewska.

"Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" to pierwszy tom trylogii o kobietach i dla kobiet, a główną bohaterką tej części jest tytułowa Zuza. Kobieta wie czego chce, a miłość zajmuje jedno z ostatnich miejsc w jej życiowych planach. Odnosi sukcesy zawodowe, pnie się po szczeblach kariery, prawdziwy korporacyjne z niej zwierzę i każdy z grona jej współpracowników potwierdzi tę opinię. Nikt z własnej woli raczej nie wdaje się z nią w dyskusję. Ale to tylko część historii tek kobiety.Kiedyś była całkiem inna, lecz tę twarz znają jedynie nieliczni, a czasem nawet i oni z trudem w rozpoznają dawną Zuzę. Przeszłość kładzie się cieniem na wydawałoby się szczęśliwej teraźniejszości. Ona wie co oznacza złamane serce i nie zamierza już nigdy dopuścić do chwili by ponownie znaleźć w takiej sytuacji. Jednk czy można zapomnieć o mężczyźnie, którego obraz wciąż ma się w pamięci? Po co wracać na tę samą drogę, jeżeli wciąż otwiera to bolesny rozdział życia? Zuzanna nie jest ani trochę melodramatyczną divą, jaka rozpamiętuje głośno i z płaczliwym zawodzeniem uczuciowe niepowodzenia. Kilka momentów wciąż pozostało nie wyjaśnione, a znaki zapytania ranią tak samo mocno jak dawniej. Może odpowiedź kryje się tam, gdzie nikt jej szukał? Na siostry Zuza zawsze mogła liczyć, to one pomogły jej w chwili gdy świat zawalił się jej na głowę, teraz znowu potrzebuje ich wsparcia. Wśród lawendy powracają wspomnienia o beztroskich chwilach i uczuciu, jakie wciąż tkwi w dwojgu ludzi ...

Historia opowiedziana przez Agnieszkę Lingas-Łoniewską to nie cukrowa miłosna laurka, wprost przeciwnie nie brak w niej trudnych pytań, przyznawania się do popełnionych błędów i zadośćuczynienia im. Autorka po raz kolejny odkrywa przed czytelnikami świat pełen emocji i namiętności, dla których tłem są dalmackie krajobrazy z kamienistymi plażami i dziką lawendą. "Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" zaostrza apetyt przed kolejnymi częściami, jakich zapowiedź jest już dana w pierwszym tomie. Bohaterki nie pozwalają przejść obojętnie obok siebie, a ich życiowe wybory intrygują i zmuszają do refleksji. Opowieść o siostrach Skotnickich oraz ich życiowych perypetiach to wspaniała lektura dla współczesnych kobiet i wszystkich tych, którzy lubią postacie nieszablonowe, pełne energii i nie pozwalające wepchnąć się w schematy ustanowione przez innych.


wtorek, 2 grudnia 2014

Życiowe ścieżki

"Długa droga"
Katarzyna Poznakow


Czasem wydaje się nam, że z góry wiemy jaka będzie nasza egzystencja. Inna alternatywa naszego losu brzmi jak bajka lub fantastyczna opowieść. Jak może potoczyć się życie panienki z dobrego domu, która wie, że jej udziałem może być jedynie droga, jaką wcześniej podążyła jej matka, babka i wcześniejsze pokolenia? Pensja dla panien, nabycie umiejętności prowadzenia niezbędnych do prowadzenia domu i kierowania służbą oraz ewentualnie rozwijanie odpowiedniego hobby, te elementy są wystarczające by panna mogła wkroczyć w świat dorosłych. Kiedy jednak nagle kończy się pewna epoka trzeba wydeptać własną ścieżkę, niepodobną do żadnej znanej ...

Magdalena nigdy nie przypuszczała, że przeznaczenie rzuci ją z daleka od tego, co było jej znane i to na długie lata. Wakacyjna wizyta w Paryżu okazała się wstępem do prawdziwej życiowej kanikuły. Marsylia miała być początkiem wspólnej podróży i jednocześnie punktem zwrotnym dla młodej kobiety. Ile razy można rozpoczynać wszystko od nowa? Nie tak miało wszystko się potoczyć, ale jedna data zmieniła tak wiele - pierwszy września tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego oddzielił grubą kreską to co było od wielkiej niewiadomej czyli tego, co miało dopiero nadejść. Jak panienka z dobrego domu  ma stawić czoła całkowicie obcemu światu, gdzie liczą się całkiem inne cechy niż do tej pory były od niej wymagane? A może Magdalena dostała szansę od losu? Daleko od domu, bez bliskich, nie wiedząca co przyniesie kolejny dzień musi zmierzyć się z egzotyczną rzeczywistością tak różną i od wszystkiego co zna. Całkowicie inne kultury i zwyczaje, a przede wszystkim niepisane zasady, których nieprzestrzeganie może skończyć się porażką i dotkliwym bólem. Wielobarwny Bangkok urzeka swoim pięknem i pozwala stworzyć namiastkę domu, chociaż czy Magdalena jeszcze pamięta jak on wyglądał, pachniał i czym był dla niej? Lata spędzone w Europie i przede wszystkim w Polsce stają coraz bledszym obrazem, prawie, że mirażem, jaki z dnia na dzień staje się coraz odleglejszy. Teraźniejszość to nowi ludzie, nowe miejsca i nowe doświadczenia, jakie kształtują charakter dziewczyny. Powinna kierować się sercem czy rozumem? Radami innych czy własną intuicją? Realizować swoje marzenia czy też zadowolić się spokojną codziennością? Miłość ma wiele barw, Magdalena poznała czym są skradzione wspólne chwile, potajemne spotkania, dreszczyk emocji, ale i ból rozczarowania oraz odrzucenia.

Wspólna podróż, całkiem inna niż wcześniejsze pozwala na poznawanie siebie i człowieka, który staje się kimś bliskim, nieoczekiwanie, lecz czy zupełnie niespodziewanie? Alex nosi w sobie tajemnicę, to ona zdecydowała w dużej mierze kim się jest w chwili spotkania Magdaleny. Chowa on przed światem swoje rozczarowania i rozgoryczenie. Z dala od rodziny, na dobrowolnym wygnaniu ma spojrzeć na dawne życie z boku i wybrać całkiem nową ścieżkę. Kim będzie dla Magdaleny? Przyjacielem czy człowiekiem, jaki daje oparcie i przede wszystkim szansą na prawdziwe uczucie?

Dawno temu kobieta wyruszyła w drogę, jak okazało się daleką i w sensie pokonanej odległości i doznanych emocji. Rzucona w wir życia całkowicie innego od wszystkiego co znała i na jakie była przygotowana. Nim odnalazła to, co najważniejsze przekonała się, że każda jej decyzja, dobra i zła, były jedynie kolejnymi etapami na ścieżce, krętej, lecz prowadzącej do urzeczywistnienia marzeń.

Wielobarwna, nieschematyczna, pełna emocji i skłaniająca do refleksji. Książka Katarzyny Poznakow to lektura w jakiej przedstawione są losy młodej kobiety - Magdaleny, które okazują się mieć wiele zakrętów i niespodziewanych zwrotów. Na uwagę zasługuje ukazanie przez autorkę poszczególnych części opowieści, jakie w pierwszym momencie wydają się oderwane od siebie, lecz w efekcie końcowym tworzą spójną historię nie tylko głównej bohaterki, ale i pozostałych bohaterów. Katarzyna Poznakow daje czytelnikom wgląd w życie poszczególnych postaci, pozwala poznać co i kto wpłynął na nich, że są w momencie spotkania z Magdaleną tą, a nie inną osobą. Czytający wie więcej od niej, lecz to ona, a nie my wybiera gdzie i z kim podąża dalej. Jej decyzje trudno oceniać, nim się tego ktoś podejmie najpierw trzeba zapytać się samego siebie jak postąpiło by się będąc na jej miejscu, daleko od kraju dzieciństwa o tysiące kilometrów i równie dalekim od tego, co znane. "Długa droga" to książka o poznawaniu siebie i świata oraz braniu odpowiedzialności za własne czyny, nawet za cenę bólu, odrzucenia i goryczy porażki.



                  Za możliwość przeczytania książki dziękuję

 wyd. WFW

oraz


niedziela, 30 listopada 2014

Krwawy wirtuoz

"Morderstwo jako dzieło sztuki"
David Morell


Mroczna strona osobowości zawsze pociąga ludzi, coś w niej kusi by ją poznać bliżej, odkryć to, co w niej głęboko ukryte. Tam gdzie wyrażanie emocji jest uważane za brak dobrych manier, a tematem tabu są wszelkie rodzinno-domowe problemy ukrywane za starannie zasłoniętymi storami coś wywołuje niezdrowe zainteresowanie. Zbrodnia. Im krwawsza i więcej ofiar pochłonęł tym bardziej rozpala umysły. Jednocześnie budzi strach i intryguje. Rozsądek podpowiada by trzymać się od miejsca, które zbrodniarz naznaczył, z daleka, lecz ciekawość nie pozwala odwrócić głowy w drugą stronę. Kiedy nagłówki gazet wręcz krzyczą o brutalnym odebraniu życia publika nie pozostaje na to obojętna. Gniew i podniecenie są najgorszymi doradcami w momencie kiedy morderca jest tuż obok i nie zamierza szybko zrezygnować ze swego zabójczego zajęcia ...

Naśladowca czy oryginalny pomysłodawca? Kto byłby na tyle szalony by powielać zabójstwa sprzed lat i to w najdrobniejszych szczegółach? Zresztą kto zna aż tyle detali? Minęło zbyt dużo czasu by ktokolwiek mógł pamiętać je aż tak doskonale. Przypadek, chora wyobraźnia czy też kiedyś osądzono niewinnego? Co jest prawdą, a co jedynie odpowiednią scenografią? Detektyw Ryan zanim odpowie na jakiekolwiek pytania najpierw musi zmierzyć się z miejscem zbrodni, a to przekracza wszystko co widział ten doświadczony funkcjonariusz. Kilka ofiar, brutalne morderstwa, nieobliczalny tłum żądający wskazania zbrodniarza i pałający pragnieniem odwetu oraz oczekiwania przełożonych - jednoznaczne - jak najszybsze zakończenie dochodzenia. Skandaliczny esej kieruje uwagę londyńskiej policji w kierunku jego autora - równie obrazoburczego co i jego dzieło. Thomas De Quincey wydaje się najbardziej prawdopodobnym podejrzanym, szczególnie biorąc pod uwagę co zawierają jego teksty. Uzależniony od laudanum, żyjący na krawędzi szaleństwa i na dodatek uznający morderstwa za dzieła sztuki. Czyż nie mógł być autorem również zabójstw w realnym świecie? W końcu pisał o nich z takim zapałem i z oddaniem oddał nawet najdrobniejsze elementy. W Wiktoriańskiej Anglii gdzie emocje są uznawane za brak dobrego wychowania, a publiczne przyznanie się do uzależnienia nie jest tolerowane, osoba De Quincey`a wzbudza równocześnie i krytykę i i zaintrygowanie. Taka opinia nie świadczy na korzyść ekscentrycznego twórcy, zresztą jego alibi budzi wątpliwość, na dodatek sądzi on, że wie co jeszcze się wydarzy. Czy Ryan powinien uwierzyć w słowa takiego  człowieka, zwłaszcza, że burzą one koncepcję śledztwa i kieruje ją w całkiem innym kierunku - nieakceptowalnym przez zwierzchników detektywa.

Umiejętnie dobranie scenerii i modeli, a następnie przeniesienie ich na płótno  wraz uchwyceniem odpowiednich niuansów wielu artystom zagwarantowała sławę. Kolejne morderstwa są dowodem, że morderca chciał udowodnić swoją "wirtuozerię" w sztuce zbrodni. Czyżby słynny opiumista miał rację? Jeżeli tak, to może warto posłuchać tego co mówi? Jego słowa rzucają cień na kogoś kto jest poza wszelkim podejrzeniem. Zwyrodniałym zbrodniarzem nie może być przecież ten, którego wskazuje pisarz skandalista, ale poszlaki są raczej nie do podważenia, teraz trzeba jeszcze zdobyć dowody.

Wiktoriańska Anglia, przekonana o swej potędze, konserwatywna w swych poglądach, uważająca emocje za zbędne i nieodpowiednie. Jednak uwielbiająca wszelkie historie o zbrodniach, rekordy popularności biją opowieści grozy, już nie umiejscowione w gotyckich zamczyskach, ale w o wiele bliższych klimatach - miejskich domach i zaułkach. "Morderstwo jako dzieło sztuki" właśnie w takich realiach ma umiejscowioną fabułę, kojarzącą się z Sherlockiem Holmesem i wątkami z książek Dickensa, lecz w powieści Davida Morella jest więcej bardzo realistycznych detali z epoki. Zagadka kryminalna oparta jest po części na faktach, podobnie jak i niektórzy bohaterowie, autor umiejętnie łączy prawdę historyczną z fikcją, co w efekcie końcowym daje niepowtarzalny thriller. Od samego początku czytelnik ma szansę poczuć lodowatą wilgoć londyńskich ulic, zasnutych ciężką od sadzy mgłą oraz niezdrowe wręcz zainteresowanie ludzi krwawymi szczegółami zbrodni. David Morell szczegółowo oddaje i czasy i zbrodnicze detale, postacie z jego książki są dziećmi swoich czasów, przebieg ich śledztwa wyznaczany jest przez tok ówczesnego myślenia, w jakim zdobycze nauki i techniki wciąż walczą z uprzedzeniami. "Morderstwo jako dzieło sztuki" to intrygująca historia kryminalna z tajemnicami ukrywanymi za fasadą sztywnych zasad i szczelnie zasłoniętych stor.

            
          Za możliwość przeczytania książki 

       Dziękuję 

     wyd. Albatros