czwartek, 25 września 2025

Smak marzeń

Nowość:

„Hotel Ritz”

Anette Fabiani

Miejsce to nie tylko mury, niektóre z nich tworzą ludzie. To oni tworzą niepowtarzalną atmosferę oraz są częścią wspomnień. Właśnie dzięki nim powstają legendy i bez nich barwy nie nabrałyby blasku i nie mieniły się dziesiątkami odcieni. Nie zawsze są na pierwszym planie, czasem stapiają się z tłem albo są niedostrzegani, jednak bez nich nic byłoby takie jak zostało zapamiętane.

 

Luksus, elegancja, splendor. Hotel Ritz. Jednak, kto tak naprawdę nim jest? Apartamenty i pokoje hotelowe czy pracownicy oraz goście? Budynek trwa mimo wojen, zmieniających się mód, na zewnątrz bywa chaotycznie, natomiast wewnątrz wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku. Venetia Grey jest kimś więcej niż tylko sekretarką dyrektora i dobrym duchem dla innych pracowników oraz gości. Zna ten hotel od podszewki i wie o niejednej tajemnicy, jaki skrywa on i ludzie zatrudnieni w nim, lecz także goście. Sama też nie jest wolna od sekretów oraz codziennie czuje ich ciężar, a jednak codziennie pojawia się w swoim biurze i służy pomocą, doświadczeniem oraz dobrą radą innym jednocześnie pozostając w cieniu. Czy żyje jedynie pracą? Tak mogłoby się wydawać wielu, lecz prawda jest dużo bardziej skomplikowana. Ta kobieta doskonale zna smak gorzkich łez przełykanych, gdy jej serce zostało złamane, ból rozstania z najbliższą osobą oraz emocji na widok kogoś, kto nieodwołalnie zmienił jej życie i kogo nie spodziewała się spotkać jeszcze kiedykolwiek. Czym więc dla niej jest ten hotel? Miejscem, które pozwoliło jej być sobą, pokazać na co ją stać i jeden z punktów zwrotnych w jej życiu. To ostatnie było nie tylko udziałem Venetii, ale także grupy ludzi, jacy stali przyjaciółmi oraz tych, którzy w pięknych wnętrzach tworzyli własne życiowe rozdziały.

 

Jedni zapamiętani, drudzy pozostający w cieniu. Spotkali się w tytułowym „Hotelu Ritz”, gdzie niejedno marzenie zostało spełnione, niektórzy płacili za nie pieniędzmi, inni pracą. Królowie, damy, lordowie, lecz także pokojówki, boyowie, kucharze i pewna sekretarka, jaka przez kilka dekad widziała niejedno i równie dużo było też i jej udziałem. Czytelnik poznaje przybytek splendoru i luksusu z dwóch perspektyw, wcale niewykluczających się, a bardziej uzupełniających się. Anette Fabiani zabiera nas w podróż w czasie i do miejsca, jakie stało legendą i wciąż nim jest, gdzie spotykamy znane z historii postacie, lecz również bohaterowie, jacy tym razem dostali głos na pierwszym planie czyli pracownicy, a wśród nich Venetia Grey. Takich jak ona nazywa się dobrymi duchami, bo zawsze są tam gdzie potrzebne jest wsparcie, rada lub po prostu czyjaś obecność. Jednak i oni mają swoje życie i pragnienia. Jej marzenie nie spełniają się wszystkie, lecz czy na pewno? Fabuła rozciągnięta na kilka dziesięcioleci, burzliwych oraz rewolucyjnych i stanowiących niesamowite tło dla bohaterów. Barwny kalejdoskop osób i wydarzeń, ale przede wszystkich kameralna opowieść o kobiecie, mającej odwagę marzyć, wyjść poza ramy narzucone przez społeczeństwo, sięgnąć wyżej i dalej. Czy cena, jaką zapłaci za to była tego warta? A jaki koszt wystawia los, gdy rezygnuje się z uczuć i bycia sobą?



                                                 Za możliwość przeczytania 

książki 

dziękuję:


wtorek, 23 września 2025

Wojna i pokój

Nowość:

„The Queen`s Resistance”

Rebecca Ross

 

Kiedy kończy się wojna walka jeszcze trwa. Nie zawsze jest ona otwarta, częściej trzeba patrzeć za siebie, bo skrytobójcze ciosy mogą paść znienacka i to ze niespodziewanej strony. Pokój to czasem bardzo kruchy stan, gdzie wystarczy mała iskra by doszło do wybuchu.

 

Korona bywa ciężka, a władza niesie z sobą bagaż trudnych decyzji, od jakich zależy los więcej niż jednego człowieka. Wojna zakończona, bitwa wygrana i co dalej? Najtrudniejsze wcale nie za Brienną, jej bliskimi i niekoronowaną jeszcze królową, dopiero zaczyna się budowanie tego, co przez dekady było systematycznie burzone. Ból i lęk towarzyszą niejednemu, lecz również tym, którzy zostali zwycięzcami. Aodhan Morgane pragnie podźwignąć swój ród z upadku, lecz czy sam da radę? Briennę MacQuinn również zaprzątają rodzinne sprawy, jej pozycja wciąż jest poddawana w wątpliwość i to pomimo wsparcia ze strony przybranego ojca oraz brata. Rewolucja tak dużo zmieniła, lecz równie wiele, jak nie więcej, pozostaje przed tymi, którzy odważyli się wystąpić przeciwko uzurpatorom. Gdzie w tym wszystkim miejsca na miłość? Może to nie pora, zwłaszcza, że wrogowie nie złożyli jeszcze broni. Przeszłość także przypomina o trudnych momentach. Aodhan i Brienna chcą zbudować wspólną przyszłość, jednak czy będzie ona im dana gdy przeciwnicy nie dają za wygraną i intrygują przeciwko nim oraz królowej? Jaką cenę przyjdzie im zapłacić za zwycięstwo, sprawiedliwość i pokój?

 

Kiedy koniec oznacza tak naprawdę dopiero wstęp do początku niczego nie można być pewnym. Drugi tom dylogii to nie zamykanie wątków, przynajmniej w przypadku Rebecci Ross, która w pierwszej części dała prawdziwy pokaz kreatywności pisarskiej. Stworzony z detalami świat, mocno nakreślone postacie i akcja, jaka nawet gdy toczyła się spokojnie zawierała w sobie niepokój oraz niosła z sobą zapowiedź burzy. Co więcej jeszcze może wydarzyć się kiedy rewolucyjny zryw miał finał w postaci monumentalnej bitwie i to wygranej? „The Queen`s Resistance” opowiada właśnie o tym, co miało miejsce później, kiedy milknie wrzawa, lecz emocje wcale nie opadają i trzeba zabrać się za rachunek zysków i strat. Czy to właściwy moment by pomyśleć o swoim szczęściu i tym, co będzie? To jedna strona drugiego tomu, druga polityczne sojusze, spiski i złamanie danego słowa. Autorka ani na moment nie gubi się w wątkach, prowadzi czytelnika poprzez meandry krajobrazu po prawdziwej burzy i to na kilku poziomach, wciąż zaskakując zwrotami w fabule, gdyż z pewnością spokój nie grozi bohaterom. Wojna i pokój pokazują swoje prawdziwe oblicza, w jakich nie brakuje niezagojonych ran, blizn przypominających o stratach, tęsknoty za tymi, którzy odeszli i próbie napisania nowego rozdziału w życiu. Bagaż władzy bywa ciężki i tylko nieliczni potrafią go nie tylko unieść, ale i nieść, czy królowa ma na tyle sił? Z pewnością ma wsparcie w wiernych towarzyszach.


                                           Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

sobota, 20 września 2025

Mrok przeszłości

Nowość:

„Październikowa rdza”

Agnieszka Kuchmister

 

Jedna tajemnica często pociąga za sobą kolejną, a ta następną. Ich cień towarzyszy wszystkim, nawet tym, którzy nie są ich świadomi. One nie znikają w czeluściach przeszłości, przechodzą na kolejne pokolenia, jakie nie zawsze są ich świadome, chociaż dają o sobie znać. Czasem splot okoliczności sprawia, że w końcu wychodzą na jaw, lecz nie zawsze przynoszą ulgę, niekiedy jedynie potwierdzają to, co wcześniej było nieznośnym szeptem w głowie, kryło się w szumie gałęzi i leśnym mroku.

 

Alicja Wicher zniknęła ze Szwarzeba, pozostawiła po sobie niezatarty ślad, chociaż nikt nie wiedział, co się z nią stało. Przypadkowo Agata zaczyna się interesować zaginioną, jednak nie tak łatwo odnaleźć tropy, jakie zaprowadziłby do rozwiązania tej zagadki. Zresztą miasteczko kryje wiele wspomnień, o jakich nie mówi się głośno, by nie wywołać wcale nie przysłowiowego wilka z lasu, bo i on i miejsce są jak najbardziej realne. Co zdarzyło się kilka lat wcześniej? To pytanie nie daje spokoju dziewczynie, dostrzegającej więcej niż inni, ale może to się jej jedynie wydaje? Szwarzeb ma swoją ciemną stronę, istniała ona na długo zanim osoba Alicji rozpłynęła się w mgle znaków zapytania, domysłów i kłamstw. Mury i las mogłoby powiedzieć niejedno, lecz one milczą, jeśliby przemówiły to przyniosłyby ulgę czy też zbudziły stare demony? Komuś zależy na utrzymaniu sekretów w ukryciu, ten, kto zbliży się do nich musi liczyć się z odpowiedziami, jakie kosztują naprawdę dużo. Kiedy ktoś poznaje smak krwi nie zapomni go już nigdy, niektórzy będą jej pragnąć coraz więcej, inni przeleją ją by ukryć swoje winy. W każdym przypadku człowiek zbytnio zbliżający się do jednych i drugich naraża się na śmiertelne niebezpieczeństwo i zatarcie po sobie śladu…

 

Pogranicze. Jeszcze nie granica, lecz wyraźnie zaznaczony pas prowadzący do niej. Pomiędzy przeszłością i teraźniejszością, tym, co znane i starannie ukryte oraz baśnią i prawdą. Jeżeli lubicie lekturę, jaka Was pochłonie już na samym początku, w której nie będziecie pewni dokąd ona prowadzi i przede wszystkim co w sobie chowa to sięgnijcie po „Październikową rdzę”. W tej książce przenikają się plany czasowe, losy bohaterów splatają się z sobą nierozerwalnie, a czytelnik jest w samym środku fabuły, gdzie to, co było, jest i będzie odgrywa tak sama istotną rolę. Autorka łączy dwa gatunki w historię niepokojącą, pełną zaskakujących zwrotów akcji, pozostawiających po sobie kolejne pytania. Z jednej strony realne wydarzenia, z drugiej przeszłość z wieloma sekretami i w końcu podobieństwa z mrocznymi baśniami. Jednak śmierć jest jak najbardziej rzeczywista i nosi znamiona zbrodni, jednak droga do jej udowodnienia nie jest prosta i bywa czasem rozciągnięta w czasie. Opowieść, która wyszła spod pióra Agnieszki Kuchmister jest pełna tajemnic, niedomówień i zagadek. Rozwikłanie tej łamigłówki wymaga dostrzeganie detali i wyjścia poza strefę komfortu, gdzie odpowiedzi są proste oraz oczywiste. W „Październikowej rdzy” przenika się świat pogrzebany pod grubą warstwą nie tylko ziemi, lecz i sekretów, natomiast finał przynosi z sobą ujawnienie tego, było głęboko ukryte, ale i tak dawało o sobie znać. Kameralność tej historii sprawia, że szybko czytający stają się jej częścią, a plastyczność opisów pozwala spojrzeć na nią tak jakbyśmy ją widzieli na własne oczy. To nie jest tylko kryminał, tylko thriller, tylko mroczny przekaz, a wszystko podane łącznie, równocześnie, płynnie przechodzące jedno w drugie, wprost nakładające się na siebie.

 


                                                        Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:

 

piątek, 19 września 2025

Królowa i król

Nowość:
„Awantura o królową Bonę”
Renata Czarnecka



Podobno góra z górą nie zejdzie się, ale już człowiek z człowiekiem jak najbardziej. Pewne spotkanie zdają się być niemożliwe, lecz czy na pewno tak jest? A może, kiedy odrzucimy to, co uważa się nieprawdopodobne okaże się, iż jest to realne?



Królowa bez królestwa i król również pozbawiony go. Ona zachowała koronę, on nie. Dzieli ich kilka wieków i dużo zawirowań historycznych. Co by było gdyby… Gdyby Bona Sforza D`Aragona z Jagiellonów oraz Stanisław August Poniatowski spotkali się? Niemożliwe? Hrabia Cagliostro nie zna takiego słowa, chociaż czy to on stoi za tym spotkaniem? Z pewnością królowi Stanisławowi trudno uwierzyć w to, co widzi. Jak to możliwe, że królowa Bona wraz ze swymi dworzanami pojawiła się w okolicach Białegostoku? Nie, to nie może być prawda, czyż nie? A jeśli to dzieje się rzeczywiście? No cóż pozostaje rozwiązać tę zagadkę i rozpętać jak najprawdziwszą awanturę. Jeśli król do tej pory narzekał na nudę i przewidywalność to teraz ma przed sobą nie lada perypetie w towarzystwie królowej, jaka ma swoje zdanie i nie zamierza go jakkolwiek zmieniać. Podróż do Bari miała być to i będzie, tyle, że jej finał zna Stanisław, natomiast Bona żyje marzeniem. Czy można na nowo napisać jedną z kart historii? Podobno dobrymi chęciami jest droga do piekła wybrukowana…



A gdyby tak doszło do pewnego spotkania? Królowa i król, oboje niedoceniani i oplecieni siatką dworskich plotek i intryg, jakie nawet po setkach lat nadal uchodzą za prawdę. Co jeśli byłaby możliwość zmiany ich losów? Królowa Bona i król Stanisław August Poniatowski zapisali się w dziejach Polski i historia o nich nie zapomniała, lecz i wokół nich wiele mitów, często krzywdzących i umniejszających ich rolę. Postacie barwne, jednocześnie ludzie swoich epok i wychodzący poza nie. Sprzeczność? Niejedna, co jeszcze czyni ich bardziej intrygującymi i to widać w „Awanturze o królową Bonę”, zresztą niejednokrotnie przekonujemy się o tym podczas lektury. Ta książka to równocześnie warstwa historyczna z oddanymi detalami epok oraz strona fabularna, w jakiej nie brakuje akcji, tajemnic i oczywiście wyrazistych sylwetek bohaterów. To nie monumentalna przypowieść dziejowa, a opowieść, w jakiej dochodzi do spotkania z rodzaju tych niemożliwych, chociaż takich, które już na wstępie zapowiadają się fascynująco. Co by było gdyby … No właśnie tutaj wchodzi wyobraźnia Renaty Czarneckiej ukazująca moment, gdy główni bohaterowie są już prawie przy końcu swojej drogi życiowej, to, co najlepsze już za nimi, ale nieświadomi jeszcze tego i nagle zaczyna się dziać coś, przekraczającego nie tylko ich pojęcie. Licentia poetica zadziałała bezbłędnie przedstawiając alternatywny scenariusz, w jakim dosłownie wydarzyć się może wszystko i nie jest to powiedziane na wyrost. Intrygi polityczne, pałacowe spiski, wielka przygoda, czy ostatnia to dopiera okaże się i znajomość, która mogłaby zmienić historię!

                                 Za możliwość przeczytania książki

dziękuję



wtorek, 16 września 2025

Ślad mordercy

Nowość:

„Zostawić ślad”

Iwona Wilmowska

 

Spokój, wszyscy się znają, a przynajmniej kojarzą twarze, życie toczy się swoim rytmem, nie za szybkim, takim w sam raz. Sielankowy obraz spod pędzla osób, jakie nie dostrzegają niepokojących detali, a skupiają się na tym, co chcą zobaczyć. Rzeczywistość niekoniecznie pokrywa się z krajobrazem z wyobrażeń.

 

Mory są ciche, małe i przede wszystkim wydają się gwarancją, że da się w nich odpocząć lub mówiąc wprost uciec od wielkiego miasta. Tego dokładnie pragnie Paulina, bo gdzie jak nie w takim miejscu usiąść do napisania książki? Nie ma w nim rozpraszaczy, a pora po sezonie letnim oznacza, że i turyści przeszkadzać nie będą, pozostaje więc jedynie zadomowić się i rozpocząć karierę literacką. Niestety nie do końca ten scenariusz zostaje zrealizowany. Trup niedaleko wynajmowanego domu zainteresował Paulinę, która jak przystało na dziennikarkę przygląda się bliżej tej sprawie. Kto jest mordercą? Wydawało się, że Mory i zabójstwo w jednym zdaniu nie mogą wystąpić, a jednak zbrodnia została dokonana. Jakby tego było mało to dopiero początek zabójczej serii. Stanowisko reporterki w lokalnej gazecie jest wolne, nic nie stoi zatem, by tymczasowa mieszkanka objęła je i przyjrzała się prowadzonemu śledztwu. Co jak co, lecz dziennikarka nie zamierza stać z boku i jedynie relacjonować wydarzenia, zaczyna może nie własne dochodzenie, ale bliższe poznanie osób z kręgu ofiar. Co z tego wyniknie? W tak małej społeczności szybko można stać się celem, nie plotek, a zabójcy!

 

Spokój wcale nie bywa przereklamowany, lecz czasem okoliczności nie pozwalają się nim zbytnio cenić, zwłaszcza, kiedy pojawia się denat, jaki nie pożegnał się z życiem dobrowolnie i naturalnie. Małe miasteczka bywają zwodnicze i przekonuje się o tym bardzo szybko główna bohaterka kryminału „Zostawić ślad” oraz i sami czytelnicy. Jeśli wydaje się, że poszukiwanie mordercy w małej przestrzeni jest łatwe i szybko da się znaleźć motyw to nic bardziej błędnego. Iwona Wilmowska doskonale potrafi wykorzystać właśnie takie okoliczności by stworzyć historię, w której do oczywistości daleko, natomiast intrygująca fabuła jest na wyciągniecie ręki czytających. Po pierwsze grono podejrzanych, jakie nie tak łatwo stworzyć, bo przecież trudno zatrzeć ślady w miejscu gdzie większość się zna i szybko dostrzega się cokolwiek poza normą. Po drugie tam gdzie najmniej spodziewamy się czegoś złego tym bardziej ono zaskakuje nas.  Pozostaje jeszcze to, co najważniejsze czyli motyw i bohaterowie, obydwa elementy w „Zostawić ślad” mają swoje tajemnice i nie tak łatwo dojrzeć ich prawdziwe oblicze, za to zasugerowanie się prostymi schematami może nas zaprowadzić w ślepą uliczkę. Autorka wie jak zaczerpnąć z małomiasteczkowych klimatów to, co najlepsze i połączyć ten składnik z siłą sekretów.


                                Za możliwość przeczytania książki

dziękuję
Wydawnictwu Nemezis

niedziela, 14 września 2025

Zapisane tajemnice

Nowość:

„Kości proroka”

Ałbena Grabowska

 

Historia kołem toczy się. To, co wydarzyło się kiedyś prędzej czy później zostanie odkryte, najczęściej nieoczekiwanie, lecz skutki tego dalekie są od przypadku. Niektórzy potrafią wykorzystać zbieg okoliczności dla swoich celów.

 

To morderstwo nie wzbudziłoby aż takiego rozgłosu gdyby nie pochodzenie ofiary oraz funkcja, jaką pełnił. Zabicie polskiego polityka w Bułgarii i odnalezienie jego ciała w starożytnym amfiteatrze jest niecodziennym wydarzeniem. Zespół śledczych dostaje wsparcie w osobie Margarity Nowak, Polki o bułgarskim pochodzeniu, może ona popchnie śledztwo w dobrym kierunku? Czy tak będzie okaże się raczej prędzej niż później, zwłaszcza, iż wszyscy oczekują szybkich efektów wspólnej pracy. Jednym z najważniejszych zagadnień jest oczywiście motyw, okoliczności wskazują potencjalny kierunek, ale czy rzeczywiście podłoże jest religijne? Ostatnio okolice zasłynęły archeologicznym odkryciem, rozpalającym umysłu niejednego. Jeśliby potwierdziłby się przypuszczenia to miejsce to stałoby się sanktuarium dla całej rzeszy wierzących. Na tym nie koniec, pozostaje jeszcze jedna tajemnica, o jakiej wiedzą nieliczni, jednak i ona ma w sobie kryminalny cień. Czy te elementy wiążą się z obecnym dochodzeniem? Tam gdzie pojawiają się sekrety niejeden zapłąciuł już najwyższą ceną za w ich imię….

 

Co łączy zbrodnię, poszukiwaną księgę sprzed wieków i szczątki chrześcijańskiego świętego? Na pierwszy rzut oka zupełnie nic, na kolejny również. Splot okoliczności lub po prostu niepowiązane z sobą wydarzenia, niemające punktu wspólnego, lecz czy na pewno? Podobno przypadki nie istnieją, a jeśli tak jest to kryje się za tym tajemnica i ktoś, kto nie cofnie się przed niczym by wykorzystać ją do własnych celów. Jeśli lubicie tak ja połączenie kryminału oraz fikcji opartej na historycznych wydarzeniach, a do tego jeszcze poszukiwanie skarbu, czymkolwiek by on nie był, to „Kości proroka” więcej niż przypadną Wam do gustu. Połączenie różnorodnych elementów w jedną, spójną, opowieść nie należy do najłatwiejszych zadań, a jeśli do tego jeszcze dodać sensacyjny element to całość wchodzi na kolejny poziom. Ałbena Grabowska pokazała, że taka gatunkowa składanka w jej wykonaniu porywa czytelnika na pierwszych stronach i do samego końca nie pozwala mu się oderwać od niej.  Współczesne dochodzenie, tajemnice sięgające aż do początków Chrześcijaństwa i księga, jaka nawet po setkach lat rozpala umysły oraz doczesne szczątki świętego tworzą szaradę z fundamentami z intryg, nowych i starych. Jak w takim dziejowym tyglu odnaleźć trop do mordercy? Może trzeba dostrzegać to, co inni nie zauważyli oraz poszukać odpowiedzi w przeszłości, bliższej i dalszej?

 




Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 
wyd. Rebis

poniedziałek, 8 września 2025

Pomiędzy kłamstwem a prawdą

Nowość:

„W ogrodzie carycy”

Cykl: Kobiety Romanowów

Monika Raspen

 

Na szczycie samotność jest aż nazbyt częsta, a prawdziwa przyjaźń czymś rzadkim. Z każdym kolejnym sekretem to pierwsze rośnie, a drugie zostaje wystawione na ciężką próbę. Czy prawda faktycznie wyzwala? A może jej ciężar nie każdy jest w stanie unieść?

Belle Epoque powoli dobiega końca, mroczne cienie nad imperium carskim coraz mocniej widoczne są, lecz dostrzegają je niestety nieliczni. Jeszcze niejedno wydarzy się, ale ten kto zignoruje łabędzi śpiew zapłaci prędzej lub później wysoką cenę, niektórzy najwyższą... Wszechwładni, potężni, podziwiani i kochani oraz znienawidzeni. Romanowowie, potężni i wszechwładni. Jednak niektórzy dostrzegają rysy na tym posągu i zaczynają dostrzegać zagrożenie albo raczej zagrożenia. Jedno to nosić carską mitrę, natomiast drugim jest udźwignięcie jej ciężaru oraz oczekiwań związanych z władzą, jaką skupia w swoich rękach car. Caryca wdowa zdaje sobie z tego sprawę, lecz czy również jej syn? Zresztą to nie jedyna jej obawa, tak wiele dzieje się wokół niej i rodziny. Niejeden sekret kryje Petersburg, mają je wszyscy, niektórzy posuną się do ostateczności by nie ujrzały światła dziennego, chociaż i ono nie gwarantuje, iż właśnie na widoku schowane są największe z nich. Nikt nie jest bezpieczny, tak łatwo zmanipulować prawdę, zatuszować to, co miało miejsce lub przedstawić z całkiem innej perspektywy. Jak w takim świecie przetrwać, gdzie za złoconymi bramami pałaców jest równie niebezpiecznie jak za lichymi drzwiami nędznych mieszkań w podłych dzielnicach? Niekiedy trzeba działać w ukryciu, bo odwaga wcale nie musi być głośna, anonimowość bywa użyteczną bronią, zwłaszcza, gdy przeciwnik nie gra czysto…

Sekrety, intrygi, wielkie miłości, polityka i rodzina, która ma więcej do stracenia niż ktokolwiek myśli. Jedna tajemnica pociąga za sobą kolejną, a następną. Czy przerwanie tego sekretnego kręgu jest możliwe i jaką cenę przyjdzie za to zapłacić? Nieistniejące już imperium, świat zmieciony przez rewolucję, lecz pozostała historia, nie zawsze zapisana, często przekazywana jedynie w cichych rozmowach, ukryta w plotkach, jakie stały się źródłem mitu, a jak wiadomo często tkwi w nich ziarno prawdy. Monika Raspen doskonale połączyła właśnie legendę, fakty i barwną epokę w fabularną opowieść, monumentalną i kameralną zarazem. To pierwsze odnosi się do drugiego planu czyli Petersburga, jego pałaców oraz carskich posiadłości, odnajdujemy je także w przytulnych salonach, buduarach, skromnych kwaterach. Natomiast to drugie to dzieje jednej rodziny i tych, którzy są z nią związani. Romanowowie, do tej pory to nazwisko i równocześnie określenie rodu robi wrażenie. Ich losy przedstawione w cyklu Kobiety Romanowów pokazują od kulis potężną familię, a przede wszystkim ludzi, z ich wadami i zaletami. Jednak to jedna warstwa, drugą spowija mgła sekretów, domysłów, niedopowiedzeń i iluzji, pozostaje jeszcze trzecia, będą ca pokłosiem dwóch pierwszych. Wszystkie one wzajemnie przenikają się nieustannie tworząc w drugiej części jeszcze bardziej intrygującą opowieść. Niektóre zagadki znalazły rozwiązanie, lecz pojawiły się nowe, mroczniejsze, podnoszące napięcie i pokazujące nie do końca fikcję, ale bardziej jeden z możliwych scenariuszy, który mógł wydarzyć się. Finału jeszcze nie znamy, a autorka precyzyjnie podgrzewa atmosferę i zostawia otwarte niejedne drzwi. To nie spiskowa historia, ale alternatywna wizja oparta na tym, co miało miejsce, mogło być prawdą i o czym milczą dziejowe annały.

                                   Za możliwość przeczytania książki

dziękuję

piątek, 5 września 2025

Zabójczy urok arystokracji

Nowość:

„Morderstwo 

w Wedgefield Manor”

Erica Ruth Neubauer

 

Jeśli szukasz mordercy wpierw rozejrzyj się za motywem. Jeśli go odkryjesz to i sprawcę zbrodni zidentyfikujesz szybciej. Nie ma przestępstwa idealnego, zawsze są ślady i ktoś, kto je pozostawił, jeśli jedno i drugie zostanie zauważone to jedynie kwestia czasu ujęcia zbrodniarza.

 

Ciche miejsce gdzie można odpocząć, nabrać sił i po prostu cieszyć się spokojnym życiem wśród przyjaciół i bliskich. Zbyt sielankowy obraz? Jak się okazuje Jane Wunderly po raz kolejny staje w obliczu śmierci, gwałtownej i raczej nie z powodu wypadku. Co faktycznie miało miejsce i czy intuicja dobrze jej podpowiada? Z pewnością znajomy z ostatniego śledztwa wspomoże ją i tym razem, bo raczej Redvers nie pojawił się bez powodu w posiadłości lorda Hughesa. Kto mógłby być podejrzany o tak niecny czyn? Z pewnością Wedgefield Manor ma niejedną tajemnicę, a i jego mieszkańcy i goście również chowają jakieś sekrety, lecz czy są na tyle istotne by być przyczyną spowodowania czyjeś śmierci?  Może to jednak zbieg okoliczności albo ofiarą miała być inna osoba? Dużo pytań, a odpowiedzi brak, policja stara się złapać trop, lecz efektów zauważalnych jest brak jednak Jane to nie zniechęca, wprost przeciwnie jej determinacja rośnie. Podejrzanych jest kilku, kogo wykluczyć, komu przyjrzeć się z bliska? Zabójca woli trzymać się z boku czy wprost przeciwnie? Czas na przyjrzenie się wszystkim i dostrzeżenie tego, co do tej pory nie zostało zauważone i zakończenie dochodzenia!

 

Dyskretny, mniej lub bardziej, urok arystokracji. Wiejska posiadłość na angielskiej prowincji. Lekcje latania i amatorskie śledztwo. Dodajmy do tego szalone lata dwudzieste ubiegłego stulecia oraz Amerykankę w pobliżu której zbrodnia pojawia się dość często i mamy intrygujący kryminał retro. Trochę w stylu Agathy Christie, ale w żadnym razie kalka, raczej bardziej podobny w klimacie oraz oczywiście sferze gdzie jego akcja została umiejscowiona. Erica Ruth Neubauer stawia nie tylko na zagadkę kryminalną, lecz również na część obyczajową, oba elementy nierozerwalnie są z sobą związane i dobrze zatarto pomiędzy nimi granicę. W ten sposób równocześnie poznajemy postacie, co czasem prowadzi do tego, iż trafiają one do kręgu podejrzanych, natomiast z drugiej historia nabiera głębi. Autorka stara się również wpleść rzeczywiste fakty, co dodaje autentyczności i smaku całości. Zmiany społeczne, pozostałości Pierwszej Wojny Światowej, odpowiednie nazewnictwo, starannie oddany drugi plan, tak co do osób jak i miejsc oraz rekwizytów, również sprawia, że fabuła jest kilku wymiarowa. Oczywiście w jej centrum jest kryminalna szarada, nie tak łatwo do odgadnięcia, bo i ślady mylą, a bohaterowie także dokładają od siebie by wprowadzić, co nieco lub więcej zamieszania. Jednak wszystko to doskonale służy opowieści i sprawia, że podczas lektura nuda nam nie grozi.

 

                                                   Za możliwość przeczytania 

książki 

dziękuję:


środa, 3 września 2025

Spadkowy pat

Nowość:

„Miasteczko”

Paulina Świst Piotr C.

 

Spadek najczęściej kojarzy się więcej niż pozytywnie. Co jednak gdy jest nie dość, że niespodziewany to jeszcze przynosi prawdziwy ból głowy? A na dodatek wymaga równocześnie wspięcia się na szczyty dyplomacji i pokazania dobitnie, że „nie z nami takie numery”. No cóż łatwo już było…

 

Co może połączyć byłych małżonków, nie licząc nagłego przypływu romantycznych uczuć? Pewien testament oryginalnego wuja jednego z nich. Scedować na ludzi, jacy nie pałają do siebie przyjacielskimi uczuciami, coś, przy czym będą musieli współpracować zakrawa na złośliwy żart, a jak jest naprawdę? To już musi rozwikłać Paulina z Piotrem, jakkolwiek sympatią nie darzą się zbytnią, lecz przecież kiedyś było całkowicie inaczej. Niestety to już przeszłość, a teraźniejszość jest skomplikowana, trudna i z dużą dozą słownych potyczek z gatunku tych złośliwych. A tu jeszcze spadek czyli hala produkcyjna i dom, jedno i drugie w samym środku Bieszczad. Scenariusz pod tytułem „rzucić wszystko i wyjechać…” zostaje zmodyfikowany czyli trzeba sprawdzić co to wszystko znaczy. Jak się okazuje realia są nader zawiłe, chociaż to eufemizm. Pozostaje jedynie próbować jakoś ogarnąć schedę po wujku, zwłaszcza, iż jest jeszcze Wiesław. Postać nader ciekawa i więcej niż kontrowersyjna, wprowadzająca element nielegalności, dość bezpośredniej perswazji, lecz tym razem trafiła kosa na więcej niż jeden kamień. Jak wyjść z tego bałaganu cało? Na odpowiedź Paulina i Piotr mają zbyt mało czasu, co oznacza sięgnięcie po niekonwencjonalne rozwiązania, w końcu życie jest najważniejsze, natomiast cała reszta to już czysty hazard albo raczej bieszczadzka ruletka!

 

W każdym szaleństwie jest metoda. Podobno. Jednak jak się dobrze przyjrzeć to z pewnością pewna dwójka byłych małżonków może być potwierdzeniem tej tezy. Zwłaszcza, jeśli są bohaterami spod piór Pauliny Świst i Piotra C. Obaj autorzy nie zasłynęli ze spokojnych książek, a tym bardziej przewidywalnych, gdzie historia toczy się jednym torem, a jej zwroty nie są ostre i przebiegają po łagodnych łukach. Z pewnością współpraca również nie zagroziła, a wprost mówiąc wzmocniła ich sławę jako niepokornych twórców, po których czytelnicy spodziewają się nie tylko wiele, lecz przede wszystkim lektury, przy której równocześnie będą skręcać się ze śmiechu, kibicować postaciom, rozwiązywać zagadkę i na dodatek jeszcze nie zauważą upływającego czasu. „Miasteczko” jest tytułem, za jakim kryje się akcja, sensacja, humor oraz oczywiście para nie od parady czyli eksżona i eksmąż połączonych niespodziewanym spadkiem i tym razem od przybytku może zaboleć i to jak! Kto by się nie cieszył ze schedy po wujku i to jeszcze w malowniczych Bieszczadach? No cóż okazuje się, że w tym przypadku nie będzie ani łatwo, ani przyjemnie, a cała reszta to już jazda bez trzymanki. Efekt pracy duetu pisarskiego przyniósł fabułę, w której nie brakuje napięcia, jakie wcale do końca nie zostaje rozładowane, bo finał dostarcza kolejnego znaku zapytania. Jednak nim on nastąpi, czytelnicy będą w małomiasteczkowych okolicznościach Bieszczad wraz z bohaterami próbować wyjść cało ze spadkowego chaosu, w jakim litera prawa podpierana jest mocniejszymi argumentami spod znaku perswazji więcej niż słownej. Prawnicza elokwencja czasem nie wystarcza, ale ktoś nie docenił państwa mecenasów z metropolii.


sobota, 30 sierpnia 2025

Upadek i szansa

 Nowość:

„Prosto do piekła”

Aleksandra Serzysko

 

Kiedy traci się wszystko, nawet siebie, swoją tożsamość, to, co pozostaje? Można mieć jakąkolwiek nadzieję, gdy jest się złamanym na każdy możliwy sposób, a okrucieństwo, jakiego doświadcza się każdego dnia nie ma granic? Ktoś wyciąga rękę, czy z pomocą…?

 

Jaką cenę płaci się za zakazaną miłość? Podobno to, coś o co warto walczyć, ale jeśli zostaje się za to ukaraną w najgorszy możliwy sposób to, czy nie jest to zbyt wiele? Jednak Sevilla nie żałuje niczego, a to co zostało uznane za wyrok ona przekuwa w walkę o siebie. Jeśli nie ma się nic do stracenia to pozostaje przyjąć co daje los lub pomoc kogoś, kto przychodzi z propozycja nie do odrzucenia. Czy warto jeszcze raz zaufać? W końcu jest już się potępionym, ból pokazał chyba już wszystkie swoje oblicza, dno zostało poznane od najbardziej bolesnej podszewki. Pozostaje więc walczyć, ostatkiem sił, bardziej wolą, gdyż ciało to jedna wielka rana. Sewilla nie odtrąca tego, co jej dano, lecz nie robi to też z dobrej woli. W miejscu gdzie się znalazła jej wola jest mało znaczącym, a upadły bóg po prostu robi to, chce nie pytając nikogo o zdanie albo o zgodę. Czy potępiona archanielica będzie w stanie wykorzystać szansę jaką dostała? Jeżeli odnajdzie dla siebie miejsce w piekle to również zemsta będzie możliwa. Kiedy odbierze się komuś tak dużo jak jej zemsta to jedyna droga by móc przetrwać, chociaż czy na pewno? Poznanie niektórych tajemnic pozwala znowu uwierzyć w coś, co wydawało się nierealne…

 

Miłość, strata, upadek, powstanie i walka. Wszystkiego tego doświadczyła główna bohaterka książki Aleksandry Serzysko, a czytelnik wraz z nią doświadcza tego, co jest udziałem. Autorka niezwykle plastycznie oddała emocje odczuwane przez nią. Jednak to nie wszystko co zostało tak doskonale przekazane w tej historii. Świat „Prosto do piekła” to nie jedynie szkic, a z detalami wykreowane uniwersum z prawami, zasadami, hierarchią. To tworzy drugi na plan, na tle jakiego na oczach czytelników rozgrywa się opowieść o Sevilli, wojowniczce, archanielicy, kobiecie, nie poddającej się złu, walczącej, ale równocześnie doświadczającej bezmiaru bólu tylko dlatego, że odważyła się pokochać, kogoś kogo nie powinna. Spod pióra Aleksandry Serzysko nie wyszedł romans, a fantastyczna lektura o więcej niż zaskakującej fabule ze zwrotami akcji i z niezwykłą fabułą. W „Prosto do piekła” nie mało wyrazistych postaci, każda z nich narysowana jest mocną kreską, tak, by pozostać w pamięci czytelnika, bo ma do odegrania rolę w historii. Pierwszoplanowi bohaterowie niejednokrotnie zaskakują, a ich drugoplanowi towarzysze również zaznaczają swoją obecność. Losy Sevilli podążają ścieżkami pełnymi pułapek, zakrętów, iluzji, a gdzie ją doprowadzają? Do punktu, z którego nie ma odwrotu, gdzie można jedynie iść do przodu…

 

                                                Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję wydawnictwu: 

piątek, 29 sierpnia 2025

Góry pamiętają, ludzie również

Nowość:

„Chata wyklętych”

Emilia Szelest


Niektóre miejsca mają swoją pamięć i nie wybaczają pewnych wydarzeń, skrywają również sekrety, jakimi niechętnie dzielą się. Czasem znajdzie się ktoś, kto wpadnie na ślad tych ostatnich i udaje mu się zbliżyć do nich. Nikt wtedy nie jest bezpieczny, bo prawda bywa niechciana i burząca kruchą równowagę pomiędzy milczeniem oraz ukrywaniem tego, co niewygodne…


To nie miała być ekstremalna górska wyprawa, może nie najłatwiejsza, lecz z pewnością dla doświadczonych turystów do pokonania bez zbytnich przeszkód. Kiedy pogoda krzyżuje plany trzeba je zmienić ad hoc. Stara, górska, chata daje schronienie i coś, czego nikt nie oczekiwał. Tajemnice, w liczbie mnogiej. Co kryją stare bale i deski? A może pytanie powinna brzmieć, co chowają w zanadrzu ci, którzy byli tu wcześniej? Z pewnością dzieje się coś, co wzbudza niepokój, nie nazwany, ale da się go odczuć. Szalejąca na zewnątrz zamieć śnieżna nie pozwala opuścić schronienia, jakie miał być na chwilę. Tyle, że wydłuża się ona coraz bardziej, natomiast zagrożenie wcale nie maleje. Nie tylko natura i góry są groźne, również ludzie, zwłaszcza ci, którzy noszą maski. Co tu się wydarzyło albo co właśnie dzieje się? Czasem warto zwracać uwagę na znaki, zwłaszcza gdy powietrze gęstnieje z godziny na godzinę. Czy chata zdradzi skrywane sekrety i jaką cenę przyjdzie za to zapłacić?


Góry nie zapominają, pozostawiają w swojej pamięci to, co miały w nich miejsce, skrywają tajemnice i bronią ich przed każdym, kto chce zakłócić kruchą równowagę pomiędzy przeszłością, teraźniejszością i przeszłością. Niektórzy uważają, że to, co wydarzyło się w górach, powinno w nich pozostać, niekiedy pogrzebane pod warstwą ludzkiej krzywdy wraz z cichymi bohaterami i niewygodną prawdą. Kiedy dawne sekrety dają o sobie znać, wtedy budzą się uśpione demony. A jeśli potworami są ludzie i to oni strzegą, to zostało ukryte, a nie góry? Zwodnicze piękno, odludzie, samotna chata i kilkoro turystów, jakich połączyła górska wędrówka oraz śnieżna zamieć. W takich okolicznościach ludzka solidarność wydaje się na wagę złota, a co jeśli będzie kosztować dużo więcej? Emilia Szelest w „Chacie wyklętych” stworzyła jednocześnie kameralny i górski thriller z cieniem legend i elementami . Początkowo to natura pokazuje swoją potęgę i uwidacznia jak mały wobec niej jest człowiek. To tytułem wstępu, chociaż ten klimat, jako bardzo bliski drugi plan, oddziałuje na czytelników podczas całej lektury. Jednak okazuje się, iż jest jeszcze jedno zagrożenie, groźniejsze, bliskie, nie do końca nazwane, coraz silniej odczuwalne. Irracjonalny lęk spowodowany przez klaustrofobiczne warunki, czy faktycznie mające uzasadnienie w tym, co się dzieje? „Chata wyklętych” ma również wątki nawiązujące do faktów historycznych, ukazujące nie zero jedynkowo przeszłość, lecz z detalami, o jakich zbyt często zapominamy. Przerażająca biel za oknem, wewnątrz mrok coraz bardziej dostrzegalny i kilkoro ludzi, którzy zdają sobie sprawę, że stoją na granicy… Najnowsza książka Emilii Szelest zadaje kilka pytań, lecz odpowiedzi na nie są tak oczywiste i jednoznaczne jak mogłoby się wydawać, gdyż osądzać jest czasem łatwiej niż zmierzyć się z prawdą. W tej książce zło zdaje się być nieuchwytne, nie do końca nazwane, lecz odczuwalne, mocniej z każdym rozdziałem, nawet więcej z każdą kartką, czekamy kiedy zaatakuje, bo to nieuniknione, ale to nie koniec, on przynosi jedynie wyjaśnienia pewnego fragmentu, całość dopiero będzie odkryta.

                                              Za możliwość przeczytania 

książki 

dziękuję:


środa, 27 sierpnia 2025

Kulisy

Premiera:

„A w Krakowie 

na Brackiej pada deszcz”

Michał Zabłocki

 

Towarzyszą nam równie często jak kiedyś, a może nawet częściej. Słuchamy ich w wolnym czasie, nierzadko towarzyszą nam podczas pracy, przy ważnych momentach w życiu. Po prostu są z nami, przy nas, obok nas. Piosenki albo inaczej mówiąc tekst i muzyka, muzyka i tekst. Zapadające w pamięć, czasem powiązane ze wspomnienia o ludziach, miejscach, wydarzeniach, bywające ich tłem.

 

Piosenkarki i piosenkarzy, a także zespoły muzyczne kojarzymy bardzo dobrze. Wystarczy, że usłyszymy melodię, kilka słów, urywek piosenki i wiemy, kto wykonuje dany utwór, często też pamiętamy jego tytuł. A co z osobą, która napisała do niej tekst? No właśnie pozostaje jakoś w cieniu, rzadziej jego imię i nazwisko kojarzymy. Michał Zabłocki przybliżając piosenki, jakich jest twórcą utrwala się w naszej świadomości, a jego utwory znamy, co najmniej dobrze, jak nie lepiej. W końcu już nie „Cichosza” i nie „Między ciszą a ciszą”, lecz głośniej, barwniej i przede wszystkim słowa nabierają dodatkowych detali.

 

Piosenki towarzyszą nam przez całe życie, są tuż obok, nie zawsze je zauważamy, czasem wtapiają się w tło, ale często kojarzymy je z konkretnymi miejscami, wydarzeniami. Nuty, tekst, wykonanie. Tylko lub aż tyle, niektóre „chodzą za nami”, inne nagle nam przypominają się. Czy kiedyś zastanawialiście się jaka historia kryje się za nimi lub w nich? Michał Zabłocki, autor tekstów, poeta, potrafi czarować także opowiadając o tychże właśnie kulisach. Przenosimy się do legendarnej Piwnicy pod Baranami, poznajemy Piotra Skrzyneckiego, Grzegorza Turnaua, Jana Kantego Pawluśkiewicza, Beatę Rybotycką, Jacka Wójcickiego i nie jedynie ich. Autor odsłania genezę niektórych utworów, w jakich okolicznościach powstawały i wspomnienia z nimi wiążące się. Przytoczone teksty piosenek widzimy po takim wstępie w innym świetle, bo to już nie wyłącznie wyrazy, lecz także niekiedy anegdoty, ich geneza, okoliczności tworzenia. Tytuł „A w Krakowie na Brackiej pada deszcz” większość z nas zna przynajmniej w części i pewnie nuciło nieraz, a wraz kolejnymi rozdziałami następne teksty przypominają nam się. Michał Zabłocki jest doskonałym gawędziarzem, co dostrzegamy bardzo szybko, a smaczku dodają wypowiedzi innych artystów, jacy dzielą się swoimi doświadczeniami ze współpracy z nim i nie tylko. Gładko przechodzimy pomiędzy gatunkami muzycznymi, czasem jedynie dziwiąc się, że nie wiedzieliśmy kto stoi za słowami piosenek, lecz po lekturze tej książki wielu z nas będzie zwracało baczniejszą uwagę nie wyłącznie na wykonawcach, lecz również tych stojących nieco w cieniu czyli autorów słów.

 

                                    Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję




sobota, 23 sierpnia 2025

Słodko-gorzki smak wspomnień

„Wiatr od morza. Sztorm”

Magdalena Witkiewicz

 

Wybory towarzyszą nam ciągle. Co i rusz na coś się zgadzamy albo i nie, decydujemy bezustannie nawet nie dostrzegając tego. Po prostu to jedna z życiowych funkcji, taka sama jak oddychanie, jednak rzadko, kiedy tak o tym myślimy. Niekiedy dopiero po latach zauważamy coś, co zaważyło na naszym życiu i to było właśnie naszą decyzją…

 

Kiedy życie smakuje tak nigdy wcześniej i nigdy potem? Gdy raz za razem jest ten pierwszy, potem pozostaje porównywanie, czasem na plus albo minus, jednak wówczas tak wiele dzieje się, a efekty dopiero dostrzegamy często dużo później. Czy gdyby Ania wiedziała, co wydarzy się podjęłaby inne decyzje? Tego tak naprawdę nie wie ona sama, chociaż minęły cztery dekady od tamtych wydarzeń. Teraz gdy patrzy za siebie tak wiele już wie, chociaż czy wszystko? Ma pewne sekrety, lecz inni także. One naznaczyły wszystkich, jak mocno? Z pewnością silniej niż ktokolwiek z nich przypuszczał, ale wtedy gdy powstawały i dokonywano wyboru by nimi pozostały wydawały się dobrym wyjściem. Zresztą u progu dorosłości Ania, Władek, Andrzej, Bożena, decydowali o sobie, swojej przyszłości, mając w tle historyczne wydarzenia, a one rzadko kiedy nie odciskają piętna, nawet jeśli zdaje się, że tak nie jest. Młodzieńcze uczucia czasem przypominają sztorm, niebezpieczny, nieokiełznany i niekiedy pozostawiają po sobie niejeden znak zapytania. Czy po latach Ania jest gotowa do stawienia czoła dawnym tajemnicom, emocjom, jakie wydawało się, iż dawno zostały zapomniane? Smak wspomnień bywa słodko-gorzki…

 

„Każdy wybór niesie ze sobą konsekwencje”. Plusy i minusy, przeważają jedne albo drugie, kolejna decyzja podjęta. Dorastając często tego nie zauważamy, bo okres ten jest burzliwy, mniej lub bardziej, jednak niesie z sobą zmiany, czasem nieodwracalne. „Wiatr od morza. Sztorm” to nie jest prosta opowiastka, ale opowieść, która wciąga nas coraz mocniej i nieubłaganie z każdą przeczytaną stroną. Ponadczasowa, chociaż sięga lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku i wydarzeń, jakie znamy z lekcji historii. Jednak tutaj one mają konkretną twarz, a raczej twarze, nie te znane, lecz te, o których pamiętają jedynie najbliżsi, cisi bohaterowie. To ona, ta wielka historia splata się z codziennością nastolatków i ich rodziców, kolejki, oporniki przypięte do swetrów, ciche protesty na przerwach. To jedna strona, druga to pierwsza miłość, przyjaźń wystawiona na próbę i sekrety, rodzące się bez uprzedzenia, które będą towarzyszyć przez lata postaciom tej książki, świadomie bądź nie. To również lekcje podejmowania decyzji, jakich echa będą się odbijać kolejne lata, a nawet dekady. To, co w tych wyborach negatywne utkwi w bohaterach, niekiedy niczym cierń, a na pozytywnych będzie budowana przyszłość, tyle, że spoiwo gdzie niegdzie będzie miało w sobie tajemnicę. „Wiatr od morza. Sztorm” jest także o dorosłości, tej dojrzewającej dzień za dniem, lecz niezauważalnie i nagle zaczyna się ją czuć. Magdalena Witkiewicz oddała wszystko to, co się z nią wiąże obrazami malowanymi słowami. Scena za sceną, akapit za akapitem, rozdział za rozdziałem, z detali, pojedynczych zdarzeń wyłaniają się ludzie, jacy na naszych oczach niezauważenie przeobrazili się w dorosłych, znajomi, ale też już z rysami, jakich na nich pozostawiło to, czego byli świadkami i uczestnikami. A czytelnicy czują tę opowieść pod skórą, pulsującą emocjami, niespokojnymi, z jakich zrodziły się wybory, czasem nieodwracalne. Ta książka pozostaje w pamięci i pokazuje wagę decyzji, które raz podjęte będą nam towarzyszyły, chociaż nie zawsze będziemy potrafili i chcieli stawić im czoła…

 

 

                                        Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję

Pracowni Dobrych Myśli


piątek, 22 sierpnia 2025

Kwiat nocy

Nowość:

„Dalia”

Patrycja Dzień

 



Czy naprawdę dobrze znamy samych siebie? Niekiedy życie pozwala nam to zrewidować, ale też pojawiają się kolejne pytania, natomiast odpowiedzi na nie wymagają szczerości, a nie każdy ma tyle odwagi. Jednak ci, którzy się na nią zdobędą skorzystają z szansy jaką nie daje im los, lecz oni sobie sami.



Czasem inspiracją do napisania nowej książki bywa klub nocny, ale klub Ciemna Dalia to coś więcej niż można spodziewać się. Maria Banach jest zaskoczona tym, co on oferuje, pytanie czy faktycznie pomoże jej wenie, zwłaszcza, iż ta powinna pójść całkiem inną ścieżką niż dotychczas. No cóż pisarka ma co do tego wątpliwości, lecz od czego pomocna dłoń, a nawet kilkoro? Nowy gatunek w twórczości wciąż pozostawia w nie więcej wątpliwości niż pewności, jednak Maryśka nie byłaby sobą gdyby nie podjęła wyzwania. Może i nie jest zbyt optymistycznie nastawiona do tego pomysłu, lecz cóż szkodzi spróbować? Jej pomocnikiem jest Sebastian Historyk, zarazem to także przewodnik po Ciemnej Dalii, skrywając ej niejedna tajemnicę. W barwnym świecie nocnych godzin spędzanych w klubie Maria poznaje zmysłowy świat od nowej strony, intrygującej i kuszącej tym, co dostępne dla wybranych. Jak odnajdzie się w nim pisarka, szukająca informacji do książki? Sebastian służy pomocą i wyjaśnia to, co wcale nie jest tak oczywiste. Nie tego spodziewała się, nie ona jedna, bo to, że też potrafi wprowadzić w zdumienie siebie i innych staje się impulsem, którego ktoś jeszcze potrzebował również. Czasem poszukiwania mogą przynieść zaskakujący rozwój zdarzeń, całkowicie niezaplanowanych i zmieniających niejedno życie…





Klub Ciemna Dalia zaprasza w swoje podwoje. Maria Banach skorzystała z niecodziennego zaproszenia i okazało się, że… A może tak samemu sprawdzić? Patrycja Dzień serwuje czytelnikom nieszablonową lekturę, przy której najlepiej zostawić wszelkie przypuszczenia jeszcze przed jej rozpoczęciem. To nie jest klasyczny romans czy też obyczajowa historia, a książka, w jakiej nie ma tabu, jest za to naprawdę soczysta opowieść o kilkorgu bohaterów, pierwszo i drugoplanowych jacy na naszych oczach odsłaniają swoje ja, niekiedy zaskakując samych siebie. Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach albo obaj z jednym i drugim w obliczu okoliczności, jakich jeszcze przed chwilą nie brali pod uwagę. Każde z nich zna smak samotności, lecz wiedzą też jak smakuje szczęście, ich styl życia odpowiadał im do tej pory i wiedzą jak zdobywać to, czego pragną. Jednak miejsce gdzie spotykają się wydobywa z ludzi ich pragnienia na co dzień ukryte oraz niejednego skłonił już do wejścia na całkowicie odmienną ścieżkę. Jak będzie w ich przypadku? Ona do tej pory żyła dokładnie tak jak chciała i nie tęskniła za czymś innym. On odciął się od tego, co było i także nie miał w planach zmian. „Dalia” Patrycji Dzień to nie historia taka jak inne, uwodzi wolnością wyboru i magią niecodzienności oraz daje możliwość poznania siebie z całkiem innej perspektywy.


                                      Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
Autorce
i