czwartek, 4 października 2018

Nie tylko szpieg JKM


„Uwaga, szpieg!”
Tadeusz A. Kisielewski

Kto nie oglądał, chociaż raz, z zainteresowaniem filmu szpiegowskiego albo nie czytał z zaintrygowaniem książki, gdzie oś akcji budowana jest na agenturalnych rozgrywkach? Jamesa Bonda i jego znajomych po fachu nie trzeba nikomu przedstawiać, lecz czy zastanawialiście się co jest fikcją, a co może być prawdą? Rzeczywistość bywa bardziej zaskakująca i niesamowita niż by się podejrzewało.

Wywiad, słowo klucz do świata pełnego tajemnic, niespodziewanych wydarzeń, spektakularnych akcji i przede wszystkim szpiegów. Tak to może wyglądać dla laików, wychowanych na sensacyjnych produkcjach filmowych i równie ekscytujących tytułach książkowych. Jednak jak to bywa rzeczywistość jest całkowicie odrębnym bytem i często o wiele barwniejszym i intrygującym niż się komukolwiek wydaje. Wywiad nie jest pomysłem ostatnich kilkudziesięciu czy też nawet kilkuset lat, jego korzenie sięgają do pierwszych cywilizacji. W końcu jego nadrzędnym celem jest informacja, kto ją posiada ma przewagę nad innymi. Jednak to nie wszystko, ale dopiero początek niesamowitych dziejów spod znaku agenturalnych rozgrywek. Już w Biblii są wspomniane tego typu działania, z innych pism starożytnych także można dowiedzieć się o przodkach dzisiejszych agentów. Również Chińczycy mają znaczący wkład w tę dziedzinę stosunków społecznych, w sąsiednich Indiach też rozwijano tę sztukę. Kolejne wieki przyniosły rozwój tej jakże użytecznej dziedziny, niektóre nazwiska już zawsze będą kojarzyły się jednoznacznie, bo kto nie zna kardynała Richelieu? Literatura przysporzyła sławy jednym i antypatii drugim, uwypukliła pewne wydarzenia, lecz prawdziwe oblicze wywiadowczego środowiska to całkowicie inna historia niż się powszechnie wydaje. Znane wydarzenia z perspektywy wywiadowczej „podszewki” nabierają nowych kolorów, a zwłaszcza wymowy.

James Bond i jego mniej lub bardziej znany kompani po fachu, płci obojga, wydają się nie mieć konkurencji w realnym świecie. Oczywiście powszechnie wiadomo, że wywiad istnieje, lecz pozostaje w cieniu więc na jego temat krążą plotki i bajki. Ile jest w nich prawdy? Trzeba przyznać autorowi „Uwaga, szpieg!”, że nad wyraz rzetelnie podszedł do tematu i wprost zasypuje czytelników informacjami. Jednak nie trzeba się bać tej powodzi, wprost przeciwnie Tadeusz Kisielewski wie co chce przekazać i robi to w przemyślany sposób, fakty uzupełnia o ciekawostki oraz materiały źródłowe. Dzięki temu zaznajamiamy się z wiekami szpiegowskiego fachu od zamierzchłych czasów po dzień dzisiejszy jednocześnie mając możliwość spojrzenia na historyczne wydarzenia z nowej perspektywy. „Uwaga, szpieg!” to obszerne kompendium wiedzy podane w przystępny sposób, lecz z pełnym profesjonalizmem, bez skrótów i pominięć. Każdy rozdział to nowa porcja wiadomości ułożonych chronologicznie i powiązanych logicznie z poprzednimi i stanowiącymi podstawę dla następnych. Tadeusz Kisielewski opierał się na wielu źródłach, z których wybrał cytaty adekwatne do poruszanych tematów, co pozwala na ewentualne samodzielne pogłębienie  wiedzy. Nie zabrakło w tym tytule trafnych spostrzeżeń, humoru, odbrązowienia mitów i podkreślenie tego, co do tej pory było pomijane lub zapomniane.






Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 
wyd. Rebis


wtorek, 2 października 2018

Podsumowanie września

Trzy kwartały roku za nami, lato także już się skończyło. Co pozostało więc? Długie wieczory z książkami na przykład, w przytulnym fotelu lub innym miękkim siedzisku i z kubkiem ciepłej herbaty albo kawy - jak kto woli. No i podsumowanie września jeszcze trzeba zrobić czyli 27 postów, 12 recenzji i 16 przeczytanych książek ;)

"Runa" Vera Buck, wyd. Initium 


"Dusza" Audrey Carlan, wyd. Edipresse Książki 

"Ciało" Audrey Carlan, wyd. Edipresse Książki

"5" Erica Spindler, wyd. Edipresse Książki 



"Małe Ogniska" Celeste Ng, wyd. Papierowy Księżyc





 

poniedziałek, 1 października 2018

lektury na początek miesiąca

Początek miesiąca sprzyja sprawdzania co na księgarskich półkach słychać. Kilka ciekawych pozycji przygotowała Oficyna 4eM. Nie obędzie bez pełnej humoru komedii kryminalnej, nietypowych męskich zwierzeń oraz interesującego reportażu, a to jeszcze nie wszystko. Brak ciekawych lektur nam nie grozi :)




Brawurowo napisana komedia kryminalna. Marian Sopel to urzędnik skarbowy.
Seria nieprzewidywalnych zdarzeń, którą zapoczątkowała kolejna kontrola, uruchamia gonitwę zbiegów okoliczności, które odkrywają prawdziwe oblicze tego na wskroś złego człowieka. 











Na scenie tworzą zgrany kwartet.
Najczęściej bawią, choć potrafią też skłonić do zadumy.
Publiczność świetnie się do nich dostraja i chętnie chodzi na ich spektakle.
Teatr Montownia to unikat na polskiej scenie.
Grupa zakochanych w sztuce zapaleńców, którzy trwają mimo różnych zawirowań.
W książce opowiedzieli o swojej drodze artystycznej, o zakulisowych tajemnicach i sposobach na udany teatralny związek.
Nie zabraknie pytań jak razem przetrwali te lata. Maciej Wierzbicki porównuje ich relacje do Rolling Stonsów. Bo Montownia, podobnie, spotyka się tylko na scenie.









„To jest taki Russian Style!” nie jest klasyczną książką podróżniczą.
Nie jest relacją z podróży, choć o podróży opowiada.
Podróży pełnej nieplanowanych zwrotów i przypadków.
Prawdziwy koloryt tej książki jednak tworzą ludzie. Opowiadają swoje historie i pokazują swój świat.
Zapraszają do niego Stroińskiego, który koduje każdy szczegół, czytelnikom podpowiadając hasła potrzebne do zrozumienia tytułowego „russian style”.





Męskie zwierze(nia) to książka, która odczarowuje stereotyp, zgodnie z którym postrzega się panów jako nieczułych i skrywających emocje. To książka o tym, że także twardziele wzruszają się i reagują na krzywdę tych, którzy sami nie mają głosu i nie są w stanie się obronić.
O czym Zbigniew Hołdys i jego syn, Tytus, rozmawiają z psem Elvisem? W jaki sposób Elvis uratował Tytusa?
Dlaczego Różal Marcin Różalski uważa, że zwierzęta są lepsze od ludzi? Jak to się stało, że on, znany sportowiec, zrezygnował z jedzenia mięsa i noszenia skórzanych ubrań? Dlaczego wypalił sobie na głowie liczbę – numer cielaka, przeznaczonego na rzeź?
Co zrobiłby dla zwierząt Robert Biedroń, gdyby został prezydentem Polski? O tym wszystkim panowie opowiadają Agnieszce Gozdyrze w wyjątkowych, intymnych rozmowach.

niedziela, 30 września 2018

Ideał i bruk


 Przedpremierowo

„Małe ogniska”

Celeste Ng

Można ukryć się za idealną fasadą manier, domu i przede wszystkim zasadami jakimi kierujemy się w życiu. Małe zarzewia buntu wobec ideału prowadzą do dyskomfortu, lecz rzadko kiedy do zastanowienia się nad tym sobą i swoim otoczeniem. Jednak zakłócenie tej pozornej harmonii podkopuje fundamenty tego co uważa się za doskonałe i optymalne, a od tego już krok do chaosu odsłaniającego niechcianą prawdę.

W Shaker Heights wszystko ma swój czas i miejsce, nic nie jest pozostawione przypadkowi. Przynajmniej tak chce myśleć Elena Richardson, postępująca zgodnie z zasadami, które gwarantują życie takie jak zaplanowała. Nie ona jedna zresztą, ale w tym miejscu mogą znaleźć swój dom także ci, którzy go dopiero szukają. Mia Warren jest wolnym duchem, artystką i matką nastoletniej Pearl. Shaker Heights to kolejny punkt w jakim zatrzymują się, tym razem być może na dłużej. Elena i Mia różnią się jak ogień i woda, to co wydaje się je łączyć to macierzyństwo, ale czy na pewno? Początkowo wydaje się, że nowym mieszkankom odpowiada nowy adres, zwłaszcza Pearl jest zachwycona nowymi znajomymi i nawiązaną przyjaźnią. Jednak nic nie jest tak proste jak wydaje się nastolatkom i już niebawem przekonują się, że dojrzewanie niesie z sobą podejmowanie trudnych decyzji. Nie oni pierwsi stają przed takim wyzwaniem, wcześniej ich rodzice także byli zmuszeni je podjąć, a efekty noszą w sobie do tej pory. Świat nie jest tak nieskomplikowany jak wydawało się do tej pory, a plany mogą zostać zakłócone, Shaker Heights przestaje być gwarantem spokojnej egzystencji. Sprawa malutkiej Mirabelle sprawia, że trzeba odpowiadać na trudne pytania, opowiedzieć się jednej ze stron i przede wszystkim wyjść poza bezpieczne ramy. Nie jest to proste i nie każdemu to się podoba, zwłaszcza kiedy da się wskazać kogoś kto stoi u źródła tych zakłóceń …

Trudno ot tak w kilku czy kilkunastu zdaniach podsumować „Małe ogniska”, gdyż wciąż przychodzą nowe refleksje dotyczące ich treści. Celeste Ng zbudowała je podobieństwo szkatuły z wieloma przegródkami, które chociaż dzielą ją jednocześnie są częściami większej całości i skrywają w sobie podobne, ale odrębne wątki. Sielankowość i idylla bogatych, amerykańskich, przedmieść połowy lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, jest jedną z wielu przegródek, kolejna to rodzina – doskonale pasująca do takiego krajobrazu oraz społeczność w jakiej funkcjonuje. Zresztą idealność jest odczuwalna na każdym kroku, lecz dość szybko dostrzegamy w niej rysy i to one budują fabułę, powiedzieć, że pełną emocji to tak jakby nic nie powiedzieć. Jednak nie są one pokazane wprost, skrywają się tuż pod powierzchnią zasad, przemilczeń i wiary, że wszystkie kroki podejmowane są w imię dobrych uczynków oraz tego co inni powiedzą. „Małe ogniska” to historią, w której główną rolę odgrywają kobiety, młodsze i starsze, oraz ich stosunki z bliskimi. Te relacje są różnorodne, ewoluują, ale i stają się rewolucyjne, stanowią siłą napędową fabuły wspieranej przez sekrety i rodzinne tabu. Kto chociaż raz nie chciał stać się częścią idealnej rzeczywistości? Celeste Ng bez jakichkolwiek mentorskich zapędów pokazuje zauroczenie sielanką i jej mroczniejszą stronę oraz skutki ślepego  podążania w kierunku wydającym się jedynie słusznym. Nie da się także przejść obojętnie obok więzów matki z dziećmi, autorka wplotła ich w kilka w swoją powieść, każdy z nich wyróżnia się, ma swoje blaski i cienie, w jednych przeważa światło, w innych mrok. Nie brak w nich dramatyzmu i tragizmu, ale także tajemnic i trudnych decyzji. „Małe ogniska” są niesamowitą opowieścią, w której nie brak uczuć, niezwykle trafnych spostrzeżeń społecznych oraz obrazów współczesnych rodzin, wyglądających jak w krzywym zwierciadle, ale czy na pewno?




 Za możliwość 
przeczytania książki
dziękuję




Premiera
03.10.2018

sobota, 29 września 2018

Ciekawa zapowiedź

PREMIERA
16 PAŹDZIERNIKA 


 Po wielkim popisie narracyjnym, jakim była powieść Lśnij, morze Edenu, w swojej nowej książce Andrés Ibánez zagłębia się w świat średniowiecznej fantastyki, żeby opowiedzieć historię Hjalmara, ucznia czarnoksiężnika, oraz jego spotkania z fascynującą księżną Pasquis. I oto ukazuje się naszym oczom osobny świat, żywy w każdym szczególe: ludne miasto Irundast, nad którym góruje Wieża Magów, gdzie mieszkają piękna Olcha, król Urbán i arcymag Saamsar de Olden, a dalej całe uniwersum nieogarnionych imperiów, fanatycznych religii i prastarych legend. Znajdziemy tu kolejne etapy magicznych wtajemniczeń, wielką miłość, długą podróż, niekończącą się wojnę. A przecież ten świat z obłoków i wyobraźni boleśnie przypomina nasz własny.

piątek, 28 września 2018

Zło



„Tańczące 
martwe dziewczynki”
Graham Masterton

Jedni widzą dramat, drudzy dostrzegają pod bolesnymi obrazami coś groźniejszego. Łatwo pominąć szczegóły świadczące o tym, że zaistniała sytuacja nie była dziełem przypadku lub zrządzeniem losu. Na to liczy ktoś kto zaciera ślady swej obecności, ale zbrodnia idealna nie istnieje, chociaż zbyt wielu ma pewność, iż właśnie im uda …

Cork nigdy nie było spokojnym miastem, zabytkowe kamienne mury i te ceglane widziały wiele zła, których źródeł trzeba szukać w ludzkich uczuciach lub ich braku. Nadkomisarz Katie Maguire zna swoje rodzinne miasto od najmroczniejszej strony, codziennie widzi to co dla większości jest niedostrzegalne. Tragedie z jej perspektywy to kolejne śledztwa, czasem trudne, a czasem prowadzące do kolejnej, bolesnej, życiowej lekcji. Ten tydzień zapowiadał się na spokojniejszy, niestety pożar w szkole tańca okazał się wstępem do koszmarnych dni następnych. Kilkanaście ofiar śmiertelnych, ogień jaki nie pojawił się przypadkowo, zrozpaczone rodziny, żądne „głów” media i zwierzchnicy, oczekujący szybkiego i efektywnego śledztwa, jak na jednego człowieka to dużo oczekiwań. Jednak pani nadkomisarz jest znana ze swej skuteczności, lecz nieraz przysporzyła jej ta cecha kłopotów. Jak potoczy się teraźniejsze dochodzenie? Na to pytanie nie zna jeszcze odpowiedzi, ale  zastanawianie się nad ogromna odpowiedzialnością jaka spoczywa na jej barkach wymaga czasu, a tego nie ma. Przed nią i pozostałymi policjantami mrówcza praca od jakiej zależy wynik. Co mogło być motywem tej zbrodni? Ten znak zapytania jest kluczowy, lecz trzeba zająć się jeszcze innymi sprawami. Zbrodnie w Cork to codzienność, tak samo jak niedawne wspomnienia o krwawych potyczkach politycznych. Nieodległa przeszłość zdaje się przypominać o sobie, kolejny kamyk do policyjnego ogródka, którego głównym ogrodnikiem jest Katie. Spokój nie jest dany nadkomisarz, tak ducha jak i zawodowy, wciąż musi walczyć o prawdę, lecz czy nie jest ona zbyt okrutna?

Z każdą kolejną książką z Katie Maguire w roli głównej coraz głębiej wchodzimy w mrok Cork, z ciemnymi zaułkami, mafią i zakulisowymi zagrywkami. „Tańczące martwe dziewczynki” są kolejną odsłoną kryminalnej rzeczywistości irlandzkiej metropolii. Zielonych wzgórz, romantycznych zamków i ruin nie znajdziemy w tej książce, jest za to miasto czasem przypominające Chicago z lat dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku, gdzie mafijne porachunki i niejasne powiązania były tajemnicą poliszynela. Graham Masterton nie owija niczego w bawełnę, nie używa eufemizmów, klimat noir jest wpisany w ten cykl kryminalny podobnie jak i tło społeczne, oba te elementy są źródłem wątków. Wielowarstwowa fabuła z rozdziału na rozdział zazębia się tworząc niepokojącą opowieść o prawdziwym obliczu ludzi i tym do czego są zdolni. Czasem granica pomiędzy tym prawem i bezprawiem jest zbyt cienka, trudno jej nie przekroczyć, a czasem wprost przeciwnie i jest to działanie z premedytacją. Pisarz z jednej strony buduje kryminalne napięcie, daje do rozwiązania swoim bohaterom i czytelnikom zagadki do rozwiązania, z drugiej tych pierwszych konfrontuje ze skutkami ich decyzji i twardą rzeczywistością, ludzi, którzy wiele już stracili i zbyt dużo zła doświadczyli. „Tańczące martwe dziewczynki” są mocno osadzone w krajobrazie Cork i irlandzkiej mentalności, lecz jednocześnie czytelnicy nie muszą się martwić, że poczują się obco w takich okolicznościach. Zło nosi wiele masek, lecz pod nimi zawsze kryje się ta sama twarz …





            
                    Za możliwość przeczytania książki 
    
       dziękuję 
 
  wyd. Albatros