poniedziałek, 16 lutego 2026

Klątwa, miłość i pewna winda

Nowość:

„Winda do miłości”

Magdalena Witkiewicz

Alek Rogoziński

 

Podobno miłość pokona wszystkie przeszkody. Niestraszna jest jej odległość i czas, ludzie, intrygi, lecz czasem… czasem bywają takie utrudnienia, jakie nie mieszczą się w zwykłych kategoriach i nikt oraz nic nie potrafi zdziałać na korzyść uczuć. A może to jedynie kwestia odpowiedniego momentu i osób?

 

Klątwa, nie klątwa, lecz na ulicy Miłosnej nie wszyscy doświadczają tej emocji z jakże uroczej nazwy, zwłaszcza mieszkańcy jednego z budynków. Co za tym stoi, a może kto? Tego nie wie nikt, jedynie co pozostaje to domysły, plotki, no i pewne fakty układające się w niepokojącą całość. Można kpić z klątwy, ale coś chyba jest na rzeczy bo liczba zdradzonych, zdradzających, opuszczonych i opuszczających jest większa na metr kwadratowy niż gdziekolwiek indziej. Dodajmy do tego kapryśne instalacje oraz windę, jakiej działania najlepszy wróż nie przewidzi. Co więc czeka na mieszkańców w takim miejscu? Z pewnością nie spokój i zwyczajna egzystencja, za to zagadki, uczuciowe perypetie i próby obejścia przekleństwa albo jego odwrócenia jak najbardziej. Kamienica przy Miłosnej niejeden sekret skrywa, czyżby nadszedł czas na ich poznanie? No i jaką rolę odegra w tym kapryśny dźwig osobowy?

 

Komedia romantyczna z tłem trochę jak z historii grozy, lecz w końcu odpowiednie tło jedynie podkreśla to, co jest jej motywem. Duet pisarski Magdaleny Witkowicz i Alka Rogozińskiego gwarantują doskonałą rozrywkę, niestroniącą od wzruszeń, ciętych dialogów oraz bohaterów, z których każdy jest więcej niż charakterystyczny. Oczywiście to dopiero wstęp, a z każdą stroną jest jeszcze ciekawiej i tajemniczo, bo co jak co, ale zagadek nie brakuje. Naturalnie jest jeszcze tytuł, jaki okazuje się w stu procentach być adekwatny do kryjącej się za nim opowieści. Wszystko to jednak jedynie elementy książki, gdzie trudno zgadnąć co jeszcze wydarzy się, gdyż wyobraźnia autorów jest naprawdę ogromna. Co kryje kamienica przy ulicy Miłosnej? No cóż dużo więcej niż mieszkańcy i czytelnicy spodziewają się, a sploty okoliczności mogą przyprawić o gęsią skórkę, wybuchy śmiechu i stanowią niejeden znak zapytania. Podczas lektury „Windy do miłości” takie słowo jak nuda i monotonia nie pojawia się, natomiast barwne perypetie a i owszem, nieustannie, raz za razem. O uczuciach autorzy również nie zapomnieli i pojawiają się one niespodziewanie orz przynosząc z sobą nową porcję interesujących wątków.

 

 


Podobno miłość pokona wszystkie przeszkody. Niestraszna jest jej odległość i czas, ludzie, intrygi, lecz czasem… czasem bywają takie utrudnienia, jakie nie mieszczą się w zwykłych kategoriach i nikt oraz nic nie potrafi zdziałać na korzyść uczuć. A może to jedynie kwestia odpowiedniego momentu i osób?


Klątwa, nie klątwa, lecz na ulicy Miłosnej nie wszyscy doświadczają tej emocji z jakże uroczej nazwy, zwłaszcza mieszkańcy jednego z budynków. Co za tym stoi, a może kto? Tego nie wie nikt, jedynie co pozostaje to domysły, plotki, no i pewne fakty układające się w niepokojącą całość. Można kpić z klątwy, ale coś chyba jest na rzeczy bo liczba zdradzonych, zdradzających, opuszczonych i opuszczających jest większa na metr kwadratowy niż gdziekolwiek indziej. Dodajmy do tego kapryśne instalacje oraz windę, jakiej działania najlepszy wróż nie przewidzi. Co więc czeka na mieszkańców w takim miejscu? Z pewnością nie spokój i zwyczajna egzystencja, za to zagadki, uczuciowe perypetie i próby obejścia przekleństwa albo jego odwrócenia jak najbardziej. Kamienica przy Miłosnej niejeden sekret skrywa, czyżby nadszedł czas na ich poznanie? No i jaką rolę odegra w tym kapryśny dźwig osobowy?


Komedia romantyczna z tłem trochę jak z historii grozy, lecz w końcu odpowiednie tło jedynie podkreśla to, co jest jej motywem. Duet pisarski Magdaleny Witkowicz i Alka Rogozińskiego gwarantują doskonałą rozrywkę, niestroniącą od wzruszeń, ciętych dialogów oraz bohaterów, z których każdy jest więcej niż charakterystyczny. Oczywiście to dopiero wstęp, a z każdą stroną jest jeszcze ciekawiej i tajemniczo, bo co jak co, ale zagadek nie brakuje. Naturalnie jest jeszcze tytuł, jaki okazuje się w stu procentach być adekwatny do kryjącej się za nim opowieści. Wszystko to jednak jedynie elementy książki, gdzie trudno zgadnąć co jeszcze wydarzy się, gdyż wyobraźnia autorów jest naprawdę ogromna. Co kryje kamienica przy ulicy Miłosnej? No cóż dużo więcej niż mieszkańcy i czytelnicy spodziewają się, a sploty okoliczności mogą przyprawić o gęsią skórkę, wybuchy śmiechu i stanowią niejeden znak zapytania. Podczas lektury „Windy do miłości” takie słowo jak nuda i monotonia nie pojawia się, natomiast barwne perypetie a i owszem, nieustannie, raz za razem. O uczuciach autorzy również nie zapomnieli i pojawiają się one niespodziewanie orz przynosząc z sobą nową porcję interesujących wątków.


Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:





czwartek, 12 lutego 2026

Niezwykłe spotkania

Nowość:

„Chibineko 

– niezwykła restauracja wspomnień”

Yuta Takahashi

 

Niekiedy strata najbliższej osoby przychodzi w najmniej spodziewanej chwili, a nawet jeśli wiemy, że czai się gdzieś za rogiem to i tak nigdy nie ma odpowiedniego momentu na nią. Jak żyć dalej, kiedy nie ma kogoś, kto do tej pory był tuż obok nas, już nie ma? Gdyby można było jeszcze raz porozmawiać, spotkać, zobaczyć…

 

Ktoś był i nagle go nie ma. Jak poradzić sobie ze stratą, jakiej nie akceptuje się? Kotoko wciąż na nowo przeżywa moment śmierci brata, nie potrafi pogodzić się z nią, pragnie go znowu zobaczyć. Mijają kolejne tygodnia, a dziewczyna wciąż zawieszona jest w przeszłości, a teraźniejszość jest przykrym obowiązkiem wobec rodziny. Ostatnie o czym myśli to wizyta w restauracji, lecz kiedy pojawia się w umówionym dniu dostaje szansę, która nie powinna się wydarzyć. Na pytanie „jak to możliwe?” nawet nie odpowiada sobie i innym, najważniejsze jest to, że spotyka swojego brata. Nie tylko ona dostaje taką szansę, ale czy wszyscy zobaczą jeszcze najbliższą osobę, która odeszła? Yoshio tęskni za żoną, dekady spędzone razem wcale nie są pocieszeniem, kiedy jej już nie przy nim. Jednak dania z restauracji Chibineko mogą być lekiem na ten ból, dają coś więcej niż wyśmienite potrawy, zaspakajają głód bliskości i pozwalają nacieszyć się kimś, kto odszedł i kogo brak. Wystarczy jedynie uwierzyć, lecz czy każdy to potrafi?

 

Wydawałoby się po opisie, że będzie to smutna historia lub raczej kilka historii i jedynie ten nastrój będzie dominował. Oczywiście jest on obecny, ale również stał się punktem wyjścia do bardzo indywidualnego odczuwania straty, podszytego gniewem, bólem, wspomnieniami. To są pierwsze wrażenia, wstęp do głębszej analizy emocji, lecz bez wielkich słów, za to z osobistymi detalami zahaczającymi o codzienność, bo w niej ukryta jest bliskość. Bohaterowie są w różnym wieku i momencie życia, lecz łączy ich pragnienie ponownego spotkania z bliską osobą. Niemożliwe życzenie do urzeczywistnienia i tutaj właśnie swoją rolę odgrywa tytułowa restauracja. Czy to jeszcze jawa czy też sen? Tego nikt nie wie, co innego jest istotne oraz kolejne wydarzenia, będące pokłosiem. Tam gdzie kończy się żal, chociaż smutek wciąż pozostaje, ale już innego rodzaju, zaczyna się kolejny rozdział, równocześnie nowy i będący pokłosiem straty. Rzeczywistość i lekka mgła oniryzmu doskonale współgrają i nie jest to jedynie wynik osadzenia fabuły w japońskiej kulturze. Autor stworzył uniwersalną i ponadczasową opowieść, podzieloną na kilka bohaterów, swoista powieść szkatułkowa, niosąca ogromny ładunek emocjonalny niedużej objętości słów, gdzie każde zdanie ma swoje znaczenie. Śmierć i żałoba nie zawsze przeżywane są tak samo, każdy z nas doświadcza ich na własny sposób, jednak niektórzy pisarze potrafią oddać niuanse wspólne dla nas wszystkich. Zamiast epickich i wzniosłych haseł w „Chibineko – niezwykła restauracja wspomnień” na pierwszym miejscu są ludzie, żyjący i ci, jacy odeszli, oraz więzi ich łączące. Yuta Takahashi pokazuje pokonywaną drogę od straty, bólu, braku ukochanej osoby po moment kiedy stawia się czoło temu wszystkiemu i pozwala się na zamknięcie pewnego rozdziału i otwarcie kolejnego ze świadomością, że pomimo tego, iż zostaliśmy sami to nie jesteśmy samotni.






Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 

wyd. Rebis

poniedziałek, 9 lutego 2026

Skraj zła

Przedmierowo:

„Wściekły”

Maciej Kaźmierczak


Pewne miejsca skupia pają jak w soczewce nie światło a mrok. Nie wszyscy to widzą, lecz wielu wyczuwa, jednak zbyt często brak odważnego, który przeciąłby zmowę milczenia, nawet tę niepisaną. Po prostu nie kala się własnego gniazda, aż do momentu, kiedy ktoś mówi dość i zaczyna odsłaniać brudne sekrety, nie patrząc na cenę, jaką przyjdzie nie tylku mu zapłacić.


Jedno ciało może być przypadkiem, ale już dwa wskazują na coś więcej niż zwykłe zabójstwa, jeżeli w ogóle tak można powiedzieć w tak zbrodniczym kontekście. Jeżeli do tego doda się ślady w postaci cyfr pozostawionych na skórze denatów to już wiadomo, że nie koniec, a początek. Teodor Okrutny chciałby się mylić, lecz dowody jasno wskazują, z czym ma do czynienia. Seryjny morderca. W innych okolicznościach zdziwienie policjanta mogłoby być większe, jednak do takiego punktu na mapie jak Skraj jakoś to pasuje. Nawet okoliczności zdają się wpisywać w lokalne środowisko. Ofiary zostały przebite tak jakby ktoś zabijał wampiry. Ktoś urządził sobie polowanie i nie jest to stwierdzenie na wyrost. Jakby tego mało również w życiu prywatnym aspiranta nie ma spokoju, a to już wznieca płomień gniewu lub raczej wściekłości oraz pragnienie zemsty. Jedno z drugim nie zapowiada śledztwa aż nadto zgodnego z procedurami. Skraj wyzwala w ludziach najczęściej to, co najgorsze, ale tym razem Okrutny zamierza wymierzyć sprawiedliwą karę, czy zgodną z prawem? Z pewnością z jego sumieniem! Nikt kto stoi za tymi zbrodniami nie powinien czuć się bezpiecznie, ale czy zbrodniarz powiedział ostatnie słowo?


Prawda bywa sekretem, jest także niewygodna, zbyt często wcale nie wyzwala i bywa niejednokrotnie zmanipulowana. Skraj jest miejscem spowitym mrokiem, zdającym oblepiać wszystko i prawie wszystkich, gdzie zło jakoś zdaje się być akceptowalne, oczywiście dopóki nie będzie zbyt widoczne lub nie znajdzie się ten jeden człowiek, który wyłamie się z ogólnie przyjętych zasad. Taki klimat aż się prosi by stać się świadkiem kolejnych zbrodni i Maciej Kaźmierczak doskonale wpisuje je w tło oraz splata z bohaterami. Wyczuwalna sieć zdaje się oplatać każdego, kto przekroczy granice miasta, a śmierć tak jakby wpisywała się w lokalny koloryt. Autor nie oferuje czytelnikom jednej zagadki, zamiast niej jest cały ciąg znaków zapytania, owianych jeszcze mgłą tajemnic, kłamstw sprzed lat i całkiem świeżych. W takim entourage`u zło może zostać zatarte, jednak we „Wściekłym” jest wyraźne i nie daje o sobie zapomnieć oraz odczuwalne. Nawet więcej jest spodziewane, lecz i tak swoją siłą wprawia w zdumienie. Czy w takich okolicznościach sprawiedliwość jest prosta i oczywista? Nie, zawiera w sobie gniew i chęć zemsty, dotkliwej. Pozostaje jeszcze prawo, w końcu ono jest jedną z podstaw śledztwa, lecz czy w Skraju nie nabierze całkiem innego wymiaru?


Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:


piątek, 6 lutego 2026

Pomsta

Nowość:

„Mieszko. W ogniu pomsty”

Daniel Komorowski

 

Kto jest przyjacielem, a kto wrogiem? Czy ten zawsze wierny stojący u boku może zdradzić? A ci, będący nie tak dawno przeciwnikami mogą stać się sojusznikami? Pomsta na tych, którzy nie podporządkowali się prawowitemu władcy zdaje się nie mieć końca, przelana krew naznaczyła niejedno pole bitwy. Jak długo jeszcze trzeba będzie mieć miecze w pogotowiu?


Zdobycie władzy to jedno, ale jej utrzymanie to już dużo trudniejsza sztuka, zwłaszcza, jeśli wokoło niemało jest mało przychylnych osób. Walka o tron jeszcze nie skończyła się, ona właśnie wchodzi w decydującą fazę. Teraz każdy krok oznacza większe ryzyko, a kniaź Mieszko zawsze jest w samym centrum bitewnej wrzawy. Ile jeszcze będzie musiał udowadniać, iż jest godnym następcą swojego ojca i co istotniejsze prawowitym? Zbyt wielu marzy by być na jego miejscu i nie cofną się przez zdradą by osiągnąć swój cel. Jednak najbardziej trzeba się bać tych, którzy jedną rękę wyciągają na zgodę, a w drugiej dzierżą nóż i planują skrytobójczy cios.     Kto okaże się wrogiem za maską przyjaciela? A może zdrajca jest dużo bliżej niż ktokolwiek spodziewa się i już wdrożył niecny plan w życie? Uderzyć w najsłabszy punkt i sycić oczy bólem i męką wcale nie jest tak trudno, ale czy równie łatwo będzie patrzeć jak ogień pomsty dosięga sprawcę? Bez litości, bez prawa łaski, kara surowa, lecz czy wynagrodzi wyrządzone zło? A w tle wielka polityka i trudne wybory jakich Mieszkowi nie oszczędzi ktoś, kogo nie podejrzewałby nigdy…


Jak ożywić zamierzchłe dzieje, okryte mgłą minionego tysiąca lat, w jakiej wiele jest domysłów, hipotez, a fakty nie zapełniły jeszcze wszystkich białych plam? Widowiskowo, ale bez pomnikowości, spiżu i pompatycznych słów, za to z barwnie i obrazowymi scenami? Ożywienie legendy wcale nie jest prostym zadaniem, lecz jeśli jako kanwę wykorzysta się znaną historię i wplecie się w nią fabularne wątki to znane postacie ze stron podręcznika okazują nadzwyczaj interesujące. Daniel Komorowski w sadze o Mieszku nie tyle udowadnia, co po prostu przedstawia ciekawą postać historyczną od strony, o jakiej często zapominamy. Zamiast szacownego protoplasty rodu jest książę, pierworodny, wyklęty syn i w końcu kniaź. Do tego intrygi dynastyczno-polityczne, pragnienie władzy oraz postawania zrębów państwowości i to wszystko okraszone sporą dawką akcji. Jako tło nieprzebyte puszcze i drewniane grodziska żupanów oraz oczywiście Gniezno, gdzie niejedno zdarzenie miało swój początek i zapisało się w dziejowych annałach. „Mieszko w ogniu pomsty” to najnowsza odsłona niezwykłej sagi, w której splata się prawda historyczna z niezwykle bogatą wyobraźnią autora, a w efekcie końcowym czytelnicy otrzymują opowieść, która czyta się bez zbędnych przerw od pierwszej do ostatniej strony. A zakończenie staje się punktem wyjścia dla nowej odsłony dalszych losów kniazia Mieszka i jego księstwa.

 

Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:


niedziela, 1 lutego 2026

Muzyka i jej szalone kurioza

Przedpremierowo: 

„Orkiestra szaleńca. Największe kurioza w historii muzyki”

Edward Brooke – Hitching

 

Podobno gdy odrzuca się niemożliwe to, co pozostaje musi być prawdą nawet jeśli wydaje się nieprawdopodobne. No cóż czasem ta cała reszta i tak jest nie do uwierzenia, a jej źródło jest jedno. Ludzka wyobraźnia przecież nie zna granic i muzyka również podlega tej zasadzie.


Kilkanaście rozdziałów interesująco zatytułowanych, ponad dwieście stron niecodziennych informacji, wiele ciekawych ilustracji. W telegraficznym skrócie, jaki nie oddaje nawet w małym procencie tego, co zawiera „Orkiestra szaleńca. Największe kurioza w historii muzyki”. Lekturę można rozpocząć od pierwszych stron i sumiennie kontynuować kartkę po kartce lub wybierać intrygujące części, chociaż mówiąc szczerze to opcja numer dwa i tak skończy się tym, iż nie oprzemy się zaciekawieniu by zapoznać się od razu z całością. Jedno jest pewna ta książka jest nie tylko dla fanów muzyka, bez względu na gatunek, lecz dla każdego, kto lubi mało znaną wiedzę lub też taką, wydającą się całkowitą nieprawdą. Jednak okazuje się, że świat muzyki kryje wiele niezwykłych osobliwości, niekiedy ukrytych gdzieś w dziejowych annałach albo o jakich nie wspomina się przy okazji oficjalnych biografii. Spojrzenie na świat dźwięków z różnorodnych perspektyw i odszukanie w nim tego, o czym zapomniano, co zaginęło lub też celowo ukryto odsłania nowe oblicza znanej tematyki. Trzeba przyznać, że autor podszedł do muzycznej sfery w szerokim ujęciu i nie zapomniał o detalach, również pod względem wizualnym. Ilustracje stanowią doskonałe uzupełnienie słów, są nie tyle wyłącznie dodatkiem albo też ozdobnikiem, a bardziej integralną częścią książki. Okazuje się, że tytuł nie jest ani na wyrost, a ni tym bardziej nieadekwatny do tego treści, wprost przeciwnie i stanowi doskonały wstęp do tego, czeka na nas podczas czytania lub raczej poznawania innej twarzy muzyki.

 


Premiera:

10 lutego 2026





Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję 

wyd. Rebis

sobota, 31 stycznia 2026

Wtedy i teraz

Nowość:

„Przez milion burz”

Agata Czykierda - Grabowska

 

Czasem trudno dostrzec przysłowiowe światełko w tunelu, a problemy pojawiają się w parach, czyli para za parą. Jak się ich pozbyć jeśli wydaje się, że nie ma na to szansy? Może zostawić je i po prostu znaleźć dla siebie inne miejsce, chociaż na trochę?


Dom dziadków kojarzył się Martynie z wakacjami, szczęściem, rodzinnym ciepłem. Teraz znalazła się w takiej sytuacji, w której potrzebuje przynajmniej namiastki spokoju i przede wszystkim oderwania się od kłopotów. Jednak nic nie przychodzi łatwo, starcie z nietoperzem nie zapowiada poprawy losu, a spotkanie kogoś, kto pozostawił po sobie słodko-gorzkie wspomnienia przypomina o przeszłości. To jeszcze nie wszystko, bo okazuje się, że stary dom kryje pewną tajemnicę, mogącą mieć coś wspólnego z ostatnimi niepokojącymi wydarzeniami. Spokój podobno jest przereklamowany, lecz niekiedy człowiek wiele by dał, by zdobyć ten jakże deficytowy stan ducha. Może obecność Huberta przyniesie więcej optymizmu i coś, czego obydwoje niespodziewaną się? Kiedyś dobrze im się rozmawiało i cenili sobie swoje towarzystwo. Nie widzieli się od lat, czyżby druga szansa rysowała się przed nimi? Ale czy tak łatwo pozbyć się problemów, zwłaszcza iż pewne sekrety przypominają o sobie?                                                              

Czasem nie potrzeba dużo, wystarczy dobra książka z historią, która wywoła uśmiech na ustach, nutę niepokoju i spowoduje, że będziemy trzymać kciuki za bohaterów. Nie ze skomplikowanymi wątkami, ale taką trochę codzienna i równocześnie wcale nie do końca zwyczajna. Po prostu taka, trafiająca do nas bez zbędnych pytań, z kategorii tych, przy jakich odpoczywamy, ładujemy baterie i po prostu uśmiechamy się do samych siebie i postaci. Ile razy uciekamy w przysłowiowe Bieszczady, gdy jest nam źle? Raczej wybieramy dom, miejsce gdzie czujemy się bezpiecznie oraz możemy być sobą i właśnie "Przez milion burz" daje czytelnikom podobny komfort, lecz i dostarcza emocji. Agata Czykierda – Grabowska oddała w ręce czytelników historię, gdzie niejednokrotnie śmieją się na głos, a zaraz potem dostrzegają, że od wesołej atmosfery do problemów wcale droga nie jest aż daleka jak mogłoby się wydawać. Dorzućmy do tego jeszcze zdarzenia z przeszłości oraz teraźniejszość, w jakiej zaczyna być słychać echa tej pierwszej i otrzymamy opowieść, która nie z pewnością nie pozostawia nas obojętnych. A co z bohaterami? Oni stanowią centrum fabuły i ani na moment nie tracimy ich z oczu oraz dla nich pochłaniamy kolejne strony. Towarzyszymy im w lepszych i gorszych momentach, sprawiają, że uśmiechamy się lub wprost śmiejemy się głośno oraz  kibicujemy w rozterkach, które towarzyszą ich wyborach.

 


                                              Za możliwość przeczytania 

książki 

dziękuję:

wtorek, 27 stycznia 2026

Sekrety

Przedpremierowo:

„His daddy”

Monika Magoska-Suchar


Podobno zemsta najlepiej smakuje na zimno. A kiedy wcale nie jest chłodną kalkulacją, lecz jednorazową znajomością? Nie do końca przemyślana decyzja, rewanż i spotkanie, które miało nie powtórzyć się. To, co miało być początkiem nowego rozdziału, szybko zamienia się w grę z nieznanym zasadami.

 

Jeden wieczór, niezapomniana noc i powrót do codzienności, chociaż czy na pewno? A jeśli los właśnie szykuje niespodziankę, taką z kategorii, iż nie wiadomo czy cieszyć się, czy rwać włosy z głowy? Sassi ma za sobą jedną rewolucję w życiu prywatnym. Szybki ślub w Las Vegas pachnie bardziej szaleństwem niż spełnieniem marzeń, przecież ślub z przyjacielem nie może być błędem? Czas szybko pokazał do czego może prowadzić nieprzemyślana decyzja, ale podobno nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, chociaż w tym wypadku stopień komplikacji wielu mógłby skłonić do ucieczki. Jednak Sassi wybiera całkiem odwrotną drogę, w końcu poznała już smak zdrady i tego, co przyszło zupełnie nieoczekiwanie oraz przyniosło z sobą niezły dylemat. Czy wśród ludzi, gdzie demony przeszłości zdają się rządzić teraźniejszością można odnaleźć bezkarnie cieszyć się spełnieniem marzeń? Jaką cenę płaci się za zmierzenie się z prawdą i wejście w świat zawiedzonych uczuć oraz zranionych umysłów? Czy miłość jest warta takiego ryzyka?

 

Tej zemście daleko było do chłodnej kalkulacji, ale za to bliżej do czegoś zupełnie innego. Dorzućmy do tego ekspresowy ślub w stolicy hazardu i grzechu, przyjaźń wystawioną na próbę, zdradę oraz słynny klin klinem. To tak tytułem wstępu, bo jak już rozpocząć z wysokiej nuty to najlepiej nie schodzić w kolejnych rozdziałach niżej. Monika Magoska – Suchar doskonale wie nie tylko jak przyciągnąć uwagę czytelników, lecz również utrzymać ją przez całą opowiadaną historię. Kilka tajemnic, które odsłaniają swoją prawdziwa twarz w odpowiednich momentach, podnosząc jeszcze już i tak wysoką temperaturę lektury. Do tego oczywiście bohaterowie, jacy też nie od razu odsłaniają swoje prawdziwe oblicze i motywy oraz mający swoje sekrety, jakie ujawniają się w krytycznych punktach. Jednak to jeszcze nie wszystko, bo bez uczuć lub raczej całej ich palety ta opowieść nie byłaby narysowana tak mocną kreską i to w barwach naprawdę ognistych. Autorka łączy sensualną stronę z motywem zakazanej miłości i różnicy wieku, lecz to oczywiście nie wszystko. Z każdą kolejną przeczytaną stroną czytający wchodzą w świat gdzie marzenia zderzają się ze trudną przeszłością, a szansa na szczęście z demonami, wcale nie dawnymi i wciąż dającymi o sobie znać.


                                                  Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:

Autorce - Monice Magoskiej-Suchar
oraz
 

piątek, 23 stycznia 2026

Cisza przed burzą

Nowość:

„Grobowa cisza”

Ryszard Ćwirlej

 

Niewłaściwe miejsce, niewłaściwy czas, czasem i niewłaściwy człowiek. Splot okoliczności, ale czy na pewno? To, co na pierwszy rzut oka wygląda na losowe zdarzenie często okazuje się czymś odwrotnym. Jednak nie każdy to dostrzega, zwłaszcza, iż często włożono dużo wysiłku by wszystko sprawiało wrażenie przypadku…

 

Dobranie człowieka do zadania, jakiego ma się podjąć wcale nie jest tak proste jak się wydaje, ale Fred Marcinkowski zna doskonale swoich ludzi. Kto jak nie Teofil Olkiewicz mógłby zająć się przemytem spirytusu do Polski? Znawcą materii jest chyba najlepszym w szeregach poznańskiej policji, doświadczenia nabierał przez lata pracy w milicji, a w nowej formacji również znalazło się dla niego miejsce. Nie tylko on odnalazł się w nowej rzeczywistości lat początku lat dziewięćdziesiątych. Prezes Ryszard Grubiński mógłby o tym opowiadać długo i ciekawie, ale woli skupiać się na bankowości niż na przeszłości, może dlatego jest łączony ze zniknięciem dziennikarza piszącego o nim, lecz bez jego zgody. Pod Poznaniem jedno z polowań kończy się nie do końca tak jak powinno, chociaż jak wiadomo przypadków wiele zdarza się, wypadków również, pytania tylko czy tym razem chodzi o jedno lub drugie… Trzy sprawy, bez punktów wspólnych, za to stanowiące niezłe zagwozdki kryminalne dla śledczych. A kiedy przyjrzeć im się z bliska zaczynają pokazywać się niepokojące fragmenty większej całości, pytanie czy tej samej?

 

Sprawiedliwość niekiedy chadza bardzo krętymi ścieżkami i wymierzana jest od czasu do czasu przez tych, których większość najmniej posądzałaby o to, iż mogą być po stronie prawa. Barwne lata dziewięćdziesiąte, głośne, wyraźne, gdzie coś się kończyło i równocześnie rozpoczynało. Już policja nie milicja ma ręce pełne roboty, bo to, co było chyba jeszcze nie do końca odeszło, a to, co jest pragnie nadrobić wcześniejsze dekady. Ryszard Ćwirlej równocześnie oddaje klimat tamtej dekady, jej koloryt, smaki, zapachy i przede wszystkim obrazy oraz sprawia, iż czytelnik wszystko to odczuwa. To jedna strona, drugą jest wielowątkowy kryminał, gdzie oczywistość zastąpiona jest wielo narracyjną perspektywą, która zazębia się w miarę zagłębiania się w lekturą oraz jej rozwoju w kilku kierunkach w tym samym czasie. Trzy historie czy też jedna, złożona z kilku warstw? Gdzie jest punkt wspólny, jeśli w ogóle istnieje, a może pytanie powinno być całkowicie inaczej zadane? Z pewnością autor ani na moment nie ułatwia niczego i nikomu, obojętnie czy chodzi o bohaterów, czy też o bohaterów. Każda z zagadek kryminalnych rozwija się w swoim tempie, odkrywając co nieco ze swoich tajemnic, lecz najważniejsze zachowując do chwili, gdy zaczynamy patrzeć na całość z zupełnie innego punktu widzenia niż do tej pory. Trup, przemyt, zaginięcie oraz postacie z bogatymi życiorysami, będących „dziećmi swoich czasów”, tych wcześniejszych jak i ostatniej dekady dwudziestego wieku. „Grobowa cisza” to rasowy kryminał, gdzie liczy się doświadczenie, intuicja, znajomość ludzkich charakterów, a dochodzenia opierają się na pracy śledczej, drobiazgowej, ale i sięgającej do mniej konwencjonalnych metod.

 


                                        Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

niedziela, 18 stycznia 2026

Śmierć i fotograf

„Ukochany z piekła rodem”

Alek Rogoziński

 

Kto by nie chciał mieć szczęścia w miłości? Pewnie wielu marzy o wielkim uczuciu oraz „żyli długo i szczęśliwie”? No cóż czasem bywa to trudne do zdobycia, nawet gdy zapowiada się niezwykle obiecująco i wszystko wskazuje, że tym razem będzie jak w hollywoodzkim filmie. Los miewa dość specyficzne poczucie humoru, zwłaszcza w stosunku do niektórych.

 

Napisać bestsellerowy romans ze szczęśliwym zakończeniem, a samej mieć taki związek i to jeszcze z happy Endem to dwie różne sprawy. Joanna mogłaby powiedzieć co nieco w tym temacie, a już ostatnie wydarzenia to nadają się raczej na kanwę kryminału, a nie miłosną historię. Jak to możliwe, iż popularna pisarka romansów sama ma takiego pecha jeśli chodzi o mężczyzn? Jej menedżerka Betty ma swoją teorię, nawet dość dobrze potwierdzoną w rzeczywistości, i wcale się z nią nie kryje i za każdym razem jej słowa okazują prorocze. Przystojny Konrad wydawał się tym, który nie podąży ścieżką swoich poprzedników. Jakby to powiedzieć delikatnie… nie do końca udaje się to absztyfikantowi. Daje się zamordować I jeszcze okazuje się, że pobudki jakimi kierował się dalekie były od romantycznych. Może kto inny by się załamał, lecz Joanna odważnie stawia czoła faktom i bierze się za detektywistyczną pracę. Co jak co, ale pewne sprawy trzeba załatwić należycie, nawet gdy Betty więcej niż puka się w czoło, a komisarz Darski jeszcze nic nie wie o konkurencji, amatorskiej, lecz mającej ogromną motywację. Kto zabił diabelnie przystojnego Konrada i dlaczego? To dochodzenie już na wstępie wygląda na zagmatwane, ale z taką pomocą dopiero będzie zabawa na całego!

 

Morderstwo, świat cele brytów, grzeszki sławnych oraz niejedna tajemnica i oczywiście humor czyli debiutancka powieść Alka Rogozińskiego w nowej odsłonie. Jeśli spodziewacie się komedii i śledztwo, w jakim dosłownie wszystko zdarzyć się może to trafiliście doskonale. Dorzucić trzeba całą plejadę postaci o jakich powiedzieć, iż są barwni to tak jakby nic nie powiedzieć. Jednak jest jeszcze fabuła, a tu już sprawa poważna, w końcu zabójstwo do takiej kategorii kwalifikuje się czyż nie? Suspens jest doskonały, w odpowiednich momentach nie tylko zaskakuje, ale i podsuwa różne scenariusze dalszych wydarzeń, no i oczywiście chowa w zanadrzu zagadkę kto jest sprawcą oraz jego motywu. Mamy więc połączenie części komediowej, za sprawą postaci oraz splotu okoliczności i część śledczą, wcale nie tak prostą jak mogłoby się wydawać. Efektem jest „Ukochany z piekła rodem”, a tytułowa postać wcale nie jest tak nazwana na wyrost, lecz i pozostali wcale mu nie ustępują, w końcu akcja musi być i nie brakuje jej punktów zwrotnych i napięcia. Rzecz jasna dowcipne i cięte dialogi dopełniają całości. Zbrodnią byłoby nie przeczytać perypetii Joann i Betty oraz wszystkich, których wmieszały, chcą bądź niechcąco, w pracę detektywem, wcale nie takich amatorek.


  Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:

Autorowi
oraz


czwartek, 15 stycznia 2026

Dziejowe zakręty

Nowość:

„Igrzyska dziejów. Zapasy historyka z historią”

Norman Davies


Podobno historia kołem się toczy i dobrze uczyć się na niej nie popełniać dawnych błędów. Problem tylko najczęściej w tym, by zrobić to drugie i pamiętać o tym pierwszym po prostu trzeba znać dzieje. Jednak jest też i druga strona tego medalu czyli wpatrzenie się bez zastanowienia się w przeszłość i bezkrytyczne czerpanie z niej. Jakie byłoby idealne wypośrodkowanie? Wykorzystanie ciekawości i poznawanie tego, co było by wykorzystać w teraźniejszości.

O historii powstało niesamowicie wiele książek. W ujęciu akademickim lub popularnym, a do tego cały szereg gatunków wykorzystujących ją jako drugi plan lub jakiś jej fragment. „Igrzyska dziejów. Zapasy historyka z historią” to równocześnie gawęda, biograficzne wątki, znane postacie i ich życiorysy, opowiadane z pasją i bez patosu równocześnie uwypuklające istotne momenty dziejów tak, by czytelnik poczuł ich istotność. Inaczej mówiąc to seria wykładów, w których Norman Davies płynnie przechodzi pomiędzy historycznym dziedzictwem różnych krajów, epokami i ustrojami politycznymi. Na pierwszy rzut wydaje się to chaosem, a to nie wszystko, gdyż jeszcze dodać do tego trzeba różnorodne podejście naukowe na przestrzeni nie tylko wieków, lecz i kolejnych dekad. Z tej mieszanki otrzymujemy lekturę gdzie zaczynamy postrzegać, dzięki niesamowitemu ujęciu tematów przez autora, przeszłość w innych niż do tej pory kategoriach. Dostrzegamy rolę historii w polityce i jak nią posługują się politycy na przestrzeni stuleci. Konfrontacje różnorodnych wątków oraz docieranie do źródeł paralel uświadamia nam jak w złożonym świecie funkcjonujemy i to nie jedynie obecnie, lecz od tysiącleci. Co istotne „Igrzyska dziejów. Zapasy historyka z historią” dalekie są od pompatyczności, napuszonych albo wyświechtanych sloganów, w miejsce tego otrzymujemy osobiste spojrzenie naukowca jednocześnie obiektywne i subiektywne. Wplecenie własnych wspomnień, doświadczeń do historycznych momentów daje czytelnikom rzadko spotykaną okazję na lekturę, w której prawie mimochodem pogłębiamy wiedzę.


    Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:



wtorek, 13 stycznia 2026

Książęca droga


„Mieszko. Na krwawym szlaku”

Daniel Komorowski

Prawdziwą chwałę i sławę, której patyna czasu jedynie służy, zdobywają nieliczni. Jednak to, co kryje się za tym często owiane jest mrokiem zapomnienia i tajemnic. Rzadko kiedy jest to prosta prawda, częściej to pogmatwane życiowe ścieżki, trudne wybory i przede wszystkim człowiek, jaki nie zawahał się może postawić wszystko na jedną kartę.

Władza to potężna broń i równocześnie obiekt pożądaniu niejednego. Niektórzy dla niej zabijają, knują, zdradzają. Ten kto ją zdobył nie zawsze może czuć się bezpiecznie, gdyż wbrew pozorom dopiero teraz nadchodzi najtrudniejszy czas, bo wcale nie tak łatwo odróżnić przyjaciela od wroga, zwłaszcza iż wielu będzie skrywało swoje prawdziwe oblicze. Mieszko wolał otwartą walkę od skrytobójczych działań, ale teraz musi stawić stawiać czoła temu pierwszemu, które ma źródło w tym drugim. Czy powinien liczyć na braci? Kiedyś nie stanęli w jego obronie, obecnie oddali mu hołd i zapewniają o wierności, ale jak jest naprawdę? Ilu jeszcze wrogów chowa się w bliskim otoczeniu i po grodach orz puszczy? Droga kniazia do książęcego stolca nie była łatwa, lecz i zasiadanie na nim okupione jest krwią. Kiedy skończy się droga w kolorze czerwieni, a może pytanie powinno brzmieć czy w ogóle da się rządzić bez śmierci w tle?

Legenda, człowiek, wojownik, władca... Mieszko, Dagome, kniaź, brat, wojownik i człowiek, który zdolny jest do wielkich czynów, ale ten, kto go zdradzi odczuje jego gniew... Droga do władzy bywa wyboista, lecz kto po setkach lat to pamięta? Czas więc odsłonić zasłonę niepamięci, a Daniel Komorowski robi to w iście wielkim stylu. Nie ma miejsca na skróty, niedopowiedzenia w cyklu o Mieszku, za to jest pole do popisu dla wykorzystania historii, znaków zapytania, zapełnienia czarnych dziur i przede wszystkim odbrązowienia dziejowego postaci. Doskonale to widać w trzeciej części serii, gdzie wydawałoby się, iż będzie łatwiej, bo zbliżamy się do udokumentowanych faktów, lecz właśnie teraz nadchodzi trudniejszy moment. Fabularyzacja historycznych treści i wypełnienie białych plam wcale nie jest łatwym, literackim, zabiegiem. Jednak „Mieszko. Na krwawym szlaku” nie tylko wychodzi z tego punktu obronną ręką, ale dodatkowo czyni jeszcze go atutem. Pomiędzy wiedzą, przypuszczeniem i naukowymi informacji jest miejsce na gawędę snutą na starosłowiańską nutę, w jakiej wybrzmiewają zapomniane słowa, bohaterów, jacy zamiast słów woleli czyny. Widowiskowo plastyczne tło, wyraziste sylwetki postaci oraz oczywiście sama opowieść, surowa i równocześnie barwna z niejedną zagadką oraz niespodziewanym zwrotem akcji, sprawiają, iż lektura właściwie zbyt szybko kończy się i pozostawia po sobie, tak jak wcześniejsze części, chęć poznania kolejnej odsłony dziejów legendarnego księcia.

 


    Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:

Autorowi
oraz


niedziela, 11 stycznia 2026

Morderczy las

„Śnieg przykryje”

Michał Śmielak


Prawda bywa bardziej skomplikowana niż komukolwiek się wydaje. Kłamstwo nie zawsze ma krótkie nogi. A jeśli połączyć jedno z drugim powstaje coś, co dla jednych jest staje się koszmarem, drugim przynosi ulgę. To pierwsze usuwa się w cień, by zrobić miejsce dla swego alter ego. Jednak nic nie trwa wiecznie…


Dwadzieścia pięć lat temu Ryszard zrobił to, co zawsze od lat czyli pojechał do lasu po choinkę. Nie on jedyny, dzień przed Wigilią to nic nadzwyczajnego. No może miejsce ma dość specyficzną nazwę, lecz jakoś nie odstraszało to nikogo. Jednak tym razem nie wraca z drzewkiem, w ogóle nie ma jego powrotu. Zaginięcie zostaje zgłoszone na policję, dochodzenie nie daje rezultatu, zresztą rodzina także prowadziła poszukiwania, lecz di zlania wszystkich stron nie przyniosły efektów. Przysłowiowy kamień w wodę. Jednak po ćwierć wieku później zaginiony staje w drzwiach mieszkania… Jego syn Piotr został policjantem, ale i jemu do tej pory nie udało się wyjaśnić tajemniczego zniknięcia w Lesie Ponurym. Zresztą to nie pierwszy tajemniczy wypadek w tych stronach. Co naprawdę kryją leśne ostępy? A może pytanie powinno brzmieć kogo? Niektóre ślady zdają się być zatarte na zawsze, leczy czy na pewno tak jest? Do tej pory miejsce to owiane jest złą sławą, może nadszedł czas by wyjaśnić co tam się wydarzyło?


Gdyby punkt wyjścia dla książki było zaginięcie człowieka i nagły powrót po dwudziestu pięciu latach to jakoś kryminał sam nasuwa się na myśl. Jednak pomiędzy tymi dwoma punktami na skali czasu pozostaje ćwierć wieku do zagospodarowania. Nie można też zapomnieć o pytaniu dlaczego i to podwójnie zadanym. Dlaczego ktoś zniknął i znowu pojawił się? Michał Śmielak brawurowo nie tylko odpowiada na te dwa pytania, lecz i mistrzowsko wypełnia dwie i pół dekady fabułą, w jakiej niespodziewany zwrot akcji jest nieustannie. Ten, kto myśli, że można się do tego przyzwyczaić po lekturze „Śnieg przykryje” przekona się, że w tym przypadku każda kolejna wolta jest takim samym zaskoczeniem jak wcześniejsze i wcale nie przygotowuje na następną. Kryminalna fabuła zaczyna od samego epicentrum, by zataczać coraz większe kręgi i wciągać kolejne osoby. Krok za krokiem zagłębiamy się w historię, gdzie nie ma pewników i oczywistości, za to wraz z jej rozwojem pojawia się coraz więcej znaków zapytania, a odpowiedzi dalekie są od tych, jakich można było się spodziewać. Nie ma w nich nic z wyzwalających prawd, natomiast czy kłamstwa są usprawiedliwione? Zło zawsze jest złe? A może dobro też czasem musi ubrudzić ręce by zatriumfować, lecz czy jeszcze wtedy jest sobą?


                                                 Za możliwość przeczytania 

książki 

dziękuję:


poniedziałek, 5 stycznia 2026

Morderca jest jednym z nas


„Grzesznicy wśród nas”

Sofia Rütback Eriksson

 

To, że nie spodziewamy się gdzieś zła wcale nie oznacza, iż nie go tam. Wprost przeciwnie, ono jest, ale po prostu nie zostało jeszcze dostrzeżone. Nikt nie wpadł na jego trop lub po prostu zatarto za nim ślad. Zbrodnia doskonała istnieje do momentu kiedy ktoś połączy niezwiązane wydawałoby się z sobą punkty lub po prostu tym razem ślad.

 

Śmierć to naturalna rzecz, chociaż nie zawsze ma takie przyczyny. Czasem okazuje się, że okoliczności wskazują na „pomoc” z zewnątrz, a to już skutkuje pojawieniem się policji. Nawet tak spokojne Glasviken może stać się miejscem zabójstwa, lecz odnalezienie tropów prowadzących do sprawcy nie jest łatwe albo raczej żadnych nie ma. Zbrodnia doskonała? Śledczy nie poddają się i zaczynają się przyglądać przeszłości ofiary, tej bliższej i dalszej. Gdzieś kryją się odpowiedź na pytania: kto i dlaczego, jedna prowadzi do drugiej. Jeszcze jeden problem pojawia się, kolejne zwłoki, co już podwyższa średnią przestępstw w Glasviken. Dwie osobne sprawy czy z sobą powiązane? Przypadek? Trudno w to uwierzyć, lecz jeśli nie to, co łączy oba zgony? Ktoś w miasteczku musiał coś widzieć, słyszeć, no i z pewnością sprawca jest wśród mieszkańców. Kim jest morderca i jak mu udało się swoje czyny dokonać nie stając się podejrzanym?

 

Spokojna miejscowość jak z pocztówki, dla turystów wypoczynkowy raj, a dla mieszkańców po prostu ich dom. W sezonie ruch, lecz zbytnio nie uprzykrzający egzystencji, natomiast reszta roku upływała bez większych ekscesów. Morderstwo w Glasviken nikt nie widział, a już zaplanowane to w ogóle ewenement. Tym razem skandynawski kryminał, w jakim dominuje słońce, błękitne niebo i małomiasteczkowość czyli nic co zapowiada się intrygująco. No cóż daliście się zwieść tej sielance i nie zauważyliście tytułowych grzeszników? Nic dziwnego, gdyż Sofia Rütback Eriksson doskonale wplotła wątek kryminalny w kilka innych i chociaż śledztwo jest na pierwszym planie to pozostałe są tuż za nim, czasem nawet wychodząc na prowadzenie. Warstwa po warstwie lub bardziej historia ludzka po historii ludzkiej odkrywamy wraz bohaterami co kryje się za sielankowym obrazkiem. „Grzesznicy wśród nas” to jak najbardziej kryminał, ale równocześnie studium wpływu przeszłości na teraźniejszość oraz odpowiedzialności za czyny i poczucia zadośćuczynienia krzywdom przez wymierzenie sprawiedliwej kary. Autorka sięga głęboko w lokalną społeczność, jej dzieje i dziedzictwo. Jednak podczas lektury czytelnicy przekonują się, iż autorka świetnie operują pozorami i często nie dostrzegamy tkwiących w niej haczyków, jakie nabierają znaczenia w odpowiednich momentach i dopiero wówczas widzimy ich znaczenie. Nieoczywistość wiedzie prym w tej kryminalnej opowieści, jaka tylko na pierwszy rzut oka zdaje się bć oczywista i przewidywalna.

  

                                              Za możliwość przeczytania 

książki 

dziękuję: