wtorek, 20 listopada 2012

Pomiędzy mitem a grą wywiadów

"Dolina zabójców"
Leo Kessler


Tonący brzytwy się chwyta, przysłowie to często ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Kiedy wszystko inne zawodzi nawet najbardziej nierealny plan, wcześniej w ogóle niebrany pod uwagę, wydaje się możliwy do urzeczywistnienia. Porażkę od sukcesu czasem dzieli mały krok, wystarczy wyjąć jeden klocek z budowli by ta zawaliła się grzebiąc to co do tej pory zostało zdobyte. Najważniejszym staje się osiągnięcie celu, nieważne ile może pochłonąć ofiar i kosztów, wszystko zostaje podporządkowane jemu, od niego zależy dużo, a raczej wszystko. Ostateczna rozgrywka nie zawsze odbywa się na widoku publicznym, wprost przeciwnie, zakulisowe gry nadają kierunku temu co można zaobserwować. Odpowiedni ludzie w odpowiednim miejscu, nawet gdy ich liczba nie jest duża, mogą więcej osiągnąć niż setki czy tysiące. Wystarczy tylko odpowiednia synchronizacja działań i ... łut szczęścia, bez niego nawet najmisterniejsza strategia może nie przynieść spodziewanych wyników. Kilka osób i losy świata zawisły na wadze przeznaczenia, powodzenie oznacza dla wielu przegraną, bo gdy wygrają ci pierwsi zatriumfuje zagłada ...

Tysiąc dziewięćset czterdziesty trzeci rok, druga wojna światowa osiągnęła już swoje apogeum, ważą się losy milionów ludzi. Świat ogarnięty wojenną zawieruchą walczy w wielu miejscach jednocześnie, ścierają się potężne armie, ale końca dramatu nadal nie widać. Każda ze stron wydaje się mieć niespożyte zasoby, które można rzucić w bój, ale czy tak jest naprawdę? Kulisy kryją trochę inną rzeczywistość, skrywaną przed ogółem, jednak pozory są doskonałym kamuflażem. Widzą to i alianci i ich przeciwnicy, każdy wie, że czas na ostateczny cios, jedynie on daje szansę na wygraną. Nadarza się niesamowita okazja, spotkanie trzech przywódców, sytuacja bez precedensu, bo na terenie, który daje ogromne pole do manewru - przynajmniej w planach. Rzeczywistość odbiega od teorii i to ogromnie, lecz liczy się każda szansa, nawet ta najmniejsza. Świetnie wyszkolony oddział Edelweiss ma za sobą wiele straceńczych zadań, które innym przyniosłyby porażkę i śmierć, ale gdy ta grupa wchodzi do gry szanse wzrastają niepomiernie. Kiedyś najlepsi alpejczycy i himalaiści, teraz stanowią trzon elity nazistowskich wojsk. Jeszcze niedawno  mieli inny cel - zdobyć wyższą górę niż rywale, wspiąć się bardziej niebezpieczną drogą na szczyt. Teraz zajmują się czymś całkowicie innym, wojna wykorzystuje ich umiejętności, a w najnowszej misji będą one z jednym z elementów potrzebnych by osiągnąć sukces. Zamach albo inaczej wyeliminowanie wielkich graczy, tylko lub aż tyle. Przeznaczenie daje niepowtarzalną okazję, wystarczy ją jedynie odpowiednio spożytkować i ... Gdy wydaje się, że nie ma żadnego wyjścia trzeba sięgnąć wgłąb historii i wykorzystać tych, którzy uchodzą za legendę. Persja to nie tylko kraina rodem z baśni tysiąca i jednej nocy, to również miejsce, gdzie przed wiekami swoją siedzibę miało bractwo zabójców. Jaki związek z mitem i oddziałem Edelweiss może mieć więzień obozu koncentracyjnego? Czy prawo jest w stanie wymazać poczucie przynależności narodowej? Czas nieubłaganie posuwa się do przodu, liczy się każdy dzień, a wrogowie nie śpią, co więcej spodziewają się ataku, jak w takich warunkach zrealizować cel?

"Dolina Zabójców" nie jest typową opowieścią wojenną, chociaż jej motyw jest jednym z wątków, któremu towarzyszy gra wywiadów i pionków, wykonujących "brudną robotę". Autor nikogo i niczego nie wybiela, nie przedstawia również alternatywnej odsłony wydarzeń, jest za to historia mogącą mieć miejsce i oparta o historyczne realia. Kanwą jest faktyczna konferencja w Teheranie, chociaż w tym przypadku wielka polityka jest raczej wątkiem epizodycznym, rolę główną odgrywa misja, wydająca się nieprawdopodobna, ale nie niemożliwa. Druga wojna światowa stanowi tło, które nie daje zapomnieć o tym co wraz z nią nastąpiło i jednocześnie zadaje interesujące pytanie co do istoty, w imię której jest toczona, nie bezpośrednio, lecz przez jednego z bohaterów. Czytelnik szukający akcji nie zawiedzie się, ci, którzy interesują się tematyką wojenną również znajdą ciekawą opowieść, dla pozostałych Leo Kessler ma historię w jakiej splata się prawda z tym co mogło mieć miejsce ... Wojna to czas kiedy dochodzi do sojuszy, jakie w innych okolicznościach by nie zaistniały, ale gdy wyczerpią się wszystkie dostępne środki walki sięga się po te, które wcześniej były na półce z mitami.




         Za możliwość przeczytanie książki dziękuję
       portalowi Duże Ka i Instytut Wydawniczy Erica


21 komentarzy:

  1. Od dawna mam apetyt na tę powieść:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tej książce zainteresowałam się wcześniejszą z tego cyklu :)

      Usuń
  2. Nie dla mnie, nie lubię historycznych książek, a dla mnie ta taka jest, chociaż trochę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mój klimat ale będzie idealnym prezentem na święta dla ojca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrych pomysłów na prezenty nigdy nie za dużo :)

      Usuń
  4. A ja ostatnio polubiłam książki o tematyce wojennej i dlatego chętnie w wolnej chwili zmierzę się z "Doliną zabójców".

    OdpowiedzUsuń
  5. miałam nieprzyjemność poznania jednej książki tego autora i po tamtym doznaniu muszę powiedzieć,że do końca życia mam już dość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tak dłuuuugim okresie może autor jeszcze się zrehabilituje ;)

      Usuń
  6. A mnie zainteresował tytuł. W przyszłości z pewnością sięgnę;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł ciekawy i ma swoje uzasadnienie w książce :)

      Usuń
  7. Wrzucam do biblionetkowego schowka. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. O! trzeba się będzie rozejrzeć!

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety, nawet jeśli bardzo bym chciała, nie jestem w stanie przebrnąć przez tego typu literaturę :( Męczy mnie niezmiernie podobna tematyka...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawa recenzja:) poczułam się zachęcona :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Słyszałam coś kiedyś o tym autorze ale nie byłam doń przekonana.. choć ta recenzja zachęca bardzo :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Książka nie dla mnie, nie przepadam za takimi klimatami:)

    OdpowiedzUsuń