piątek, 23 stycznia 2026

Cisza przed burzą

Nowość:

„Grobowa cisza”

Ryszard Ćwirlej

 

Niewłaściwe miejsce, niewłaściwy czas, czasem i niewłaściwy człowiek. Splot okoliczności, ale czy na pewno? To, co na pierwszy rzut oka wygląda na losowe zdarzenie często okazuje się czymś odwrotnym. Jednak nie każdy to dostrzega, zwłaszcza, iż często włożono dużo wysiłku by wszystko sprawiało wrażenie przypadku…

 

Dobranie człowieka do zadania, jakiego ma się podjąć wcale nie jest tak proste jak się wydaje, ale Fred Marcinkowski zna doskonale swoich ludzi. Kto jak nie Teofil Olkiewicz mógłby zająć się przemytem spirytusu do Polski? Znawcą materii jest chyba najlepszym w szeregach poznańskiej policji, doświadczenia nabierał przez lata pracy w milicji, a w nowej formacji również znalazło się dla niego miejsce. Nie tylko on odnalazł się w nowej rzeczywistości lat początku lat dziewięćdziesiątych. Prezes Ryszard Grubiński mógłby o tym opowiadać długo i ciekawie, ale woli skupiać się na bankowości niż na przeszłości, może dlatego jest łączony ze zniknięciem dziennikarza piszącego o nim, lecz bez jego zgody. Pod Poznaniem jedno z polowań kończy się nie do końca tak jak powinno, chociaż jak wiadomo przypadków wiele zdarza się, wypadków również, pytania tylko czy tym razem chodzi o jedno lub drugie… Trzy sprawy, bez punktów wspólnych, za to stanowiące niezłe zagwozdki kryminalne dla śledczych. A kiedy przyjrzeć im się z bliska zaczynają pokazywać się niepokojące fragmenty większej całości, pytanie czy tej samej?

 

Sprawiedliwość niekiedy chadza bardzo krętymi ścieżkami i wymierzana jest od czasu do czasu przez tych, których większość najmniej posądzałaby o to, iż mogą być po stronie prawa. Barwne lata dziewięćdziesiąte, głośne, wyraźne, gdzie coś się kończyło i równocześnie rozpoczynało. Już policja nie milicja ma ręce pełne roboty, bo to, co było chyba jeszcze nie do końca odeszło, a to, co jest pragnie nadrobić wcześniejsze dekady. Ryszard Ćwirlej równocześnie oddaje klimat tamtej dekady, jej koloryt, smaki, zapachy i przede wszystkim obrazy oraz sprawia, iż czytelnik wszystko to odczuwa. To jedna strona, drugą jest wielowątkowy kryminał, gdzie oczywistość zastąpiona jest wielo narracyjną perspektywą, która zazębia się w miarę zagłębiania się w lekturą oraz jej rozwoju w kilku kierunkach w tym samym czasie. Trzy historie czy też jedna, złożona z kilku warstw? Gdzie jest punkt wspólny, jeśli w ogóle istnieje, a może pytanie powinno być całkowicie inaczej zadane? Z pewnością autor ani na moment nie ułatwia niczego i nikomu, obojętnie czy chodzi o bohaterów, czy też o bohaterów. Każda z zagadek kryminalnych rozwija się w swoim tempie, odkrywając co nieco ze swoich tajemnic, lecz najważniejsze zachowując do chwili, gdy zaczynamy patrzeć na całość z zupełnie innego punktu widzenia niż do tej pory. Trup, przemyt, zaginięcie oraz postacie z bogatymi życiorysami, będących „dziećmi swoich czasów”, tych wcześniejszych jak i ostatniej dekady dwudziestego wieku. „Grobowa cisza” to rasowy kryminał, gdzie liczy się doświadczenie, intuicja, znajomość ludzkich charakterów, a dochodzenia opierają się na pracy śledczej, drobiazgowej, ale i sięgającej do mniej konwencjonalnych metod.

 


                                        Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

niedziela, 18 stycznia 2026

Śmierć i fotograf

„Ukochany z piekła rodem”

Alek Rogoziński

 

Kto by nie chciał mieć szczęścia w miłości? Pewnie wielu marzy o wielkim uczuciu oraz „żyli długo i szczęśliwie”? No cóż czasem bywa to trudne do zdobycia, nawet gdy zapowiada się niezwykle obiecująco i wszystko wskazuje, że tym razem będzie jak w hollywoodzkim filmie. Los miewa dość specyficzne poczucie humoru, zwłaszcza w stosunku do niektórych.

 

Napisać bestsellerowy romans ze szczęśliwym zakończeniem, a samej mieć taki związek i to jeszcze z happy Endem to dwie różne sprawy. Joanna mogłaby powiedzieć co nieco w tym temacie, a już ostatnie wydarzenia to nadają się raczej na kanwę kryminału, a nie miłosną historię. Jak to możliwe, iż popularna pisarka romansów sama ma takiego pecha jeśli chodzi o mężczyzn? Jej menedżerka Betty ma swoją teorię, nawet dość dobrze potwierdzoną w rzeczywistości, i wcale się z nią nie kryje i za każdym razem jej słowa okazują prorocze. Przystojny Konrad wydawał się tym, który nie podąży ścieżką swoich poprzedników. Jakby to powiedzieć delikatnie… nie do końca udaje się to absztyfikantowi. Daje się zamordować I jeszcze okazuje się, że pobudki jakimi kierował się dalekie były od romantycznych. Może kto inny by się załamał, lecz Joanna odważnie stawia czoła faktom i bierze się za detektywistyczną pracę. Co jak co, ale pewne sprawy trzeba załatwić należycie, nawet gdy Betty więcej niż puka się w czoło, a komisarz Darski jeszcze nic nie wie o konkurencji, amatorskiej, lecz mającej ogromną motywację. Kto zabił diabelnie przystojnego Konrada i dlaczego? To dochodzenie już na wstępie wygląda na zagmatwane, ale z taką pomocą dopiero będzie zabawa na całego!

 

Morderstwo, świat cele brytów, grzeszki sławnych oraz niejedna tajemnica i oczywiście humor czyli debiutancka powieść Alka Rogozińskiego w nowej odsłonie. Jeśli spodziewacie się komedii i śledztwo, w jakim dosłownie wszystko zdarzyć się może to trafiliście doskonale. Dorzucić trzeba całą plejadę postaci o jakich powiedzieć, iż są barwni to tak jakby nic nie powiedzieć. Jednak jest jeszcze fabuła, a tu już sprawa poważna, w końcu zabójstwo do takiej kategorii kwalifikuje się czyż nie? Suspens jest doskonały, w odpowiednich momentach nie tylko zaskakuje, ale i podsuwa różne scenariusze dalszych wydarzeń, no i oczywiście chowa w zanadrzu zagadkę kto jest sprawcą oraz jego motywu. Mamy więc połączenie części komediowej, za sprawą postaci oraz splotu okoliczności i część śledczą, wcale nie tak prostą jak mogłoby się wydawać. Efektem jest „Ukochany z piekła rodem”, a tytułowa postać wcale nie jest tak nazwana na wyrost, lecz i pozostali wcale mu nie ustępują, w końcu akcja musi być i nie brakuje jej punktów zwrotnych i napięcia. Rzecz jasna dowcipne i cięte dialogi dopełniają całości. Zbrodnią byłoby nie przeczytać perypetii Joann i Betty oraz wszystkich, których wmieszały, chcą bądź niechcąco, w pracę detektywem, wcale nie takich amatorek.


  Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:

Autorowi
oraz


czwartek, 15 stycznia 2026

Dziejowe zakręty

Nowość:

„Igrzyska dziejów. Zapasy historyka z historią”

Norman Davies


Podobno historia kołem się toczy i dobrze uczyć się na niej nie popełniać dawnych błędów. Problem tylko najczęściej w tym, by zrobić to drugie i pamiętać o tym pierwszym po prostu trzeba znać dzieje. Jednak jest też i druga strona tego medalu czyli wpatrzenie się bez zastanowienia się w przeszłość i bezkrytyczne czerpanie z niej. Jakie byłoby idealne wypośrodkowanie? Wykorzystanie ciekawości i poznawanie tego, co było by wykorzystać w teraźniejszości.

O historii powstało niesamowicie wiele książek. W ujęciu akademickim lub popularnym, a do tego cały szereg gatunków wykorzystujących ją jako drugi plan lub jakiś jej fragment. „Igrzyska dziejów. Zapasy historyka z historią” to równocześnie gawęda, biograficzne wątki, znane postacie i ich życiorysy, opowiadane z pasją i bez patosu równocześnie uwypuklające istotne momenty dziejów tak, by czytelnik poczuł ich istotność. Inaczej mówiąc to seria wykładów, w których Norman Davies płynnie przechodzi pomiędzy historycznym dziedzictwem różnych krajów, epokami i ustrojami politycznymi. Na pierwszy rzut wydaje się to chaosem, a to nie wszystko, gdyż jeszcze dodać do tego trzeba różnorodne podejście naukowe na przestrzeni nie tylko wieków, lecz i kolejnych dekad. Z tej mieszanki otrzymujemy lekturę gdzie zaczynamy postrzegać, dzięki niesamowitemu ujęciu tematów przez autora, przeszłość w innych niż do tej pory kategoriach. Dostrzegamy rolę historii w polityce i jak nią posługują się politycy na przestrzeni stuleci. Konfrontacje różnorodnych wątków oraz docieranie do źródeł paralel uświadamia nam jak w złożonym świecie funkcjonujemy i to nie jedynie obecnie, lecz od tysiącleci. Co istotne „Igrzyska dziejów. Zapasy historyka z historią” dalekie są od pompatyczności, napuszonych albo wyświechtanych sloganów, w miejsce tego otrzymujemy osobiste spojrzenie naukowca jednocześnie obiektywne i subiektywne. Wplecenie własnych wspomnień, doświadczeń do historycznych momentów daje czytelnikom rzadko spotykaną okazję na lekturę, w której prawie mimochodem pogłębiamy wiedzę.


    Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:



wtorek, 13 stycznia 2026

Książęca droga


„Mieszko. Na krwawym szlaku”

Daniel Komorowski

Prawdziwą chwałę i sławę, której patyna czasu jedynie służy, zdobywają nieliczni. Jednak to, co kryje się za tym często owiane jest mrokiem zapomnienia i tajemnic. Rzadko kiedy jest to prosta prawda, częściej to pogmatwane życiowe ścieżki, trudne wybory i przede wszystkim człowiek, jaki nie zawahał się może postawić wszystko na jedną kartę.

Władza to potężna broń i równocześnie obiekt pożądaniu niejednego. Niektórzy dla niej zabijają, knują, zdradzają. Ten kto ją zdobył nie zawsze może czuć się bezpiecznie, gdyż wbrew pozorom dopiero teraz nadchodzi najtrudniejszy czas, bo wcale nie tak łatwo odróżnić przyjaciela od wroga, zwłaszcza iż wielu będzie skrywało swoje prawdziwe oblicze. Mieszko wolał otwartą walkę od skrytobójczych działań, ale teraz musi stawić stawiać czoła temu pierwszemu, które ma źródło w tym drugim. Czy powinien liczyć na braci? Kiedyś nie stanęli w jego obronie, obecnie oddali mu hołd i zapewniają o wierności, ale jak jest naprawdę? Ilu jeszcze wrogów chowa się w bliskim otoczeniu i po grodach orz puszczy? Droga kniazia do książęcego stolca nie była łatwa, lecz i zasiadanie na nim okupione jest krwią. Kiedy skończy się droga w kolorze czerwieni, a może pytanie powinno brzmieć czy w ogóle da się rządzić bez śmierci w tle?

Legenda, człowiek, wojownik, władca... Mieszko, Dagome, kniaź, brat, wojownik i człowiek, który zdolny jest do wielkich czynów, ale ten, kto go zdradzi odczuje jego gniew... Droga do władzy bywa wyboista, lecz kto po setkach lat to pamięta? Czas więc odsłonić zasłonę niepamięci, a Daniel Komorowski robi to w iście wielkim stylu. Nie ma miejsca na skróty, niedopowiedzenia w cyklu o Mieszku, za to jest pole do popisu dla wykorzystania historii, znaków zapytania, zapełnienia czarnych dziur i przede wszystkim odbrązowienia dziejowego postaci. Doskonale to widać w trzeciej części serii, gdzie wydawałoby się, iż będzie łatwiej, bo zbliżamy się do udokumentowanych faktów, lecz właśnie teraz nadchodzi trudniejszy moment. Fabularyzacja historycznych treści i wypełnienie białych plam wcale nie jest łatwym, literackim, zabiegiem. Jednak „Mieszko. Na krwawym szlaku” nie tylko wychodzi z tego punktu obronną ręką, ale dodatkowo czyni jeszcze go atutem. Pomiędzy wiedzą, przypuszczeniem i naukowymi informacji jest miejsce na gawędę snutą na starosłowiańską nutę, w jakiej wybrzmiewają zapomniane słowa, bohaterów, jacy zamiast słów woleli czyny. Widowiskowo plastyczne tło, wyraziste sylwetki postaci oraz oczywiście sama opowieść, surowa i równocześnie barwna z niejedną zagadką oraz niespodziewanym zwrotem akcji, sprawiają, iż lektura właściwie zbyt szybko kończy się i pozostawia po sobie, tak jak wcześniejsze części, chęć poznania kolejnej odsłony dziejów legendarnego księcia.

 


    Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:

Autorowi
oraz


niedziela, 11 stycznia 2026

Morderczy las

„Śnieg przykryje”

Michał Śmielak


Prawda bywa bardziej skomplikowana niż komukolwiek się wydaje. Kłamstwo nie zawsze ma krótkie nogi. A jeśli połączyć jedno z drugim powstaje coś, co dla jednych jest staje się koszmarem, drugim przynosi ulgę. To pierwsze usuwa się w cień, by zrobić miejsce dla swego alter ego. Jednak nic nie trwa wiecznie…


Dwadzieścia pięć lat temu Ryszard zrobił to, co zawsze od lat czyli pojechał do lasu po choinkę. Nie on jedyny, dzień przed Wigilią to nic nadzwyczajnego. No może miejsce ma dość specyficzną nazwę, lecz jakoś nie odstraszało to nikogo. Jednak tym razem nie wraca z drzewkiem, w ogóle nie ma jego powrotu. Zaginięcie zostaje zgłoszone na policję, dochodzenie nie daje rezultatu, zresztą rodzina także prowadziła poszukiwania, lecz di zlania wszystkich stron nie przyniosły efektów. Przysłowiowy kamień w wodę. Jednak po ćwierć wieku później zaginiony staje w drzwiach mieszkania… Jego syn Piotr został policjantem, ale i jemu do tej pory nie udało się wyjaśnić tajemniczego zniknięcia w Lesie Ponurym. Zresztą to nie pierwszy tajemniczy wypadek w tych stronach. Co naprawdę kryją leśne ostępy? A może pytanie powinno brzmieć kogo? Niektóre ślady zdają się być zatarte na zawsze, leczy czy na pewno tak jest? Do tej pory miejsce to owiane jest złą sławą, może nadszedł czas by wyjaśnić co tam się wydarzyło?


Gdyby punkt wyjścia dla książki było zaginięcie człowieka i nagły powrót po dwudziestu pięciu latach to jakoś kryminał sam nasuwa się na myśl. Jednak pomiędzy tymi dwoma punktami na skali czasu pozostaje ćwierć wieku do zagospodarowania. Nie można też zapomnieć o pytaniu dlaczego i to podwójnie zadanym. Dlaczego ktoś zniknął i znowu pojawił się? Michał Śmielak brawurowo nie tylko odpowiada na te dwa pytania, lecz i mistrzowsko wypełnia dwie i pół dekady fabułą, w jakiej niespodziewany zwrot akcji jest nieustannie. Ten, kto myśli, że można się do tego przyzwyczaić po lekturze „Śnieg przykryje” przekona się, że w tym przypadku każda kolejna wolta jest takim samym zaskoczeniem jak wcześniejsze i wcale nie przygotowuje na następną. Kryminalna fabuła zaczyna od samego epicentrum, by zataczać coraz większe kręgi i wciągać kolejne osoby. Krok za krokiem zagłębiamy się w historię, gdzie nie ma pewników i oczywistości, za to wraz z jej rozwojem pojawia się coraz więcej znaków zapytania, a odpowiedzi dalekie są od tych, jakich można było się spodziewać. Nie ma w nich nic z wyzwalających prawd, natomiast czy kłamstwa są usprawiedliwione? Zło zawsze jest złe? A może dobro też czasem musi ubrudzić ręce by zatriumfować, lecz czy jeszcze wtedy jest sobą?


                                                 Za możliwość przeczytania 

książki 

dziękuję: