„Blizny
przeszłości”
Krystyna
Mirek
Małomiasteczkowa
duszna atmosfera, gdzie wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą, a to czego nie
wiedzą dopowiedzą sobie. Sukcesy i porażki są tam bardziej widoczne i pamiętane,
nie ma anonimowości. Jednak sekrety mają się dobrze w takim klimacie, nawet
można powiedzieć, że doskonale, bo chroni je wiele osób powiązanych ze sobą
skomplikowanymi więzami lojalności, różnorodnych zależności, niekiedy strachu i
wreszcie interesów. Czy da się przerwać to błędne koło?
Maja
wie, że jest kluczem do tego, co wydarzyło się kilkanaście lat temu. Teraz nie
jest dzieckiem, lecz tamta noc pozostawiła w niej blizny. Zabójstwo jej ojca
zostało wyjaśnione wyjaśnione, osądzone i wymierzono karę. Ale dla niej jeszcze
ta sprawa nie zakończyła się. Powrót do miejsca, gdzie zamordowano Aleksandra
Sokołowskiego wcale nie jest sentymentalną podróżą, chociaż naznaczona jest
silnymi emocjami. Dziewczyna wzbudza zainteresowanie, lecz także niepokój wśród
miejscowych, to pierwsze jest zrozumiałe, skąd bierze się to drugie? Śledztwo
wskazało zabójcę, nic już nie ma do dodania, jednak chyba nie każdy zgadza się
z tym. Piętnaście lat to sporo czasu, ale nie dla wszystkich, pamięć ludzka przechowuje
dużo różnorodnych informacji, niekiedy wydają się one absurdalne, nie mające
racji bytu, pozbawione logiki, ale tkwi w nich jakieś irracjonalne poczucie, iż
nie są do końca tym, za co były brane. A jeśli prawda jest całkowicie odmienna
niż twierdzono? Tak samo jak i ludzie, czyżby nadszedł moment gdy maski opadną?
Napisać
naprawdę dobry kryminał, który nie tylko wciągnie czytelnika, ale utrzyma jego
uwagę do samego końca i pozostawi po sobie apetyt na więcej nie jest wcale
łatwo. Krystyna Mirek ze swoją najnowszą książką brawurowo weszła w świat
zbrodni. Niepokojący nastrój spleciony z mrokiem i deszczową aurą doskonale
uzupełnia suspens, w jakim od samego początku jest dużo znaków zapytania, a im
bardziej zagłębiamy się w lekturę tym ich coraz więcej. „Blizny przeszłości” mają
w sobie to „coś”, które nie pozwala oderwać się od lektury, wprost z każdą
stroną pochłaniają czytelnika. Od pierwszych do ostatnich stron czujemy, że
dosłownie w powietrzu wisi nieokreślone zagrożenie, pierwotny lęk, kryjący się w
każdym z bohaterów, mający niejedno imię, lecz jedno źródło. Przeszłość, to w
niej kryje się prawda, chociaż czy na pewno? Fabuła kluczy, podsuwa pewne
przypuszczenia, skłania do szukania odpowiedzi na pytanie, te zadane wprost i
chowające się między wierszami. W tej historii zło jest niezaprzeczalne, ale
czy dobro również takie jest? Kto jest sprzymierzeńcem, a kto wrogiem? Krystyna
Mirek zwodzi, nieustannie podkopuje pewność, że zaraz wszystko stanie się
jasne. Klimat noir ani na moment nie znika, nic nie rozjaśnia małomiasteczkowego
krajobrazu, nie gdzieś tam kryje się to, co najgorsze, ale wśród znanych miejsc
i przede wszystkim ludzi. Zbrodni nie da się oswoić, przywyknąć, niektórzy
starają się od niej umyć ręce, zrzucić za nią winę na kogoś innego, pozwala to
na jakiś czas, krótszy lub dłuższy, egzystować prawie normalnie. Tyle, że to „prawie”
jest swoistym mieczem wiszącym nad głową, kiedy upadnie odsłonie wszystko to,
od czego się uciekało się, odwracało głowę, co tłumiono.
Za możliwość przeczytania
książki
dziękuję