Nowość:
„Siedem obrączek”
Nora Roberts
Słowa mają moc. Raz rzucone w
przestrzeń niekiedy trwają w czasie i rzucają cień na kolejne pokolenia. Nie
każdy wie o ich istnieniu, lecz skutki bywają już odczuwalne. Takie dziedzictwo
bywa nie tylko kłopotliwe, ale stanowi zagrożenie dla przyszłości dopóki ktoś
nie przerwie zaklętego kręgu dawnej klątwy.
Od wieków rodowa siedziba Poole`ów
zmaga się z rzuconą klątwą. W dniu, jaki powinien być najszczęśliwszy dla nowej
mieszkanki tego domu zostaje zamordowana, a z jej palca znika dopiero co
nałożona obrączka. Nie takiego spadku spodziewała się Sonya MacTvish, ale wbrew
pozorom przyjęła go ze wszystkimi blaskami oraz cieniami i nie zamierza poddać
się. Jej plan jest prosty, zamierza przełamać rzuconą klątwę i oczywiście
zadomowić się w miejscu, jakie pozwoliło młodej kobiecie rozpocząć nowy
rozdział w życiu. W kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach odkrywa sekrety,
jakie kryje niezwykły budynek, którego jest teraz właścicielką. Smutne,
radosne, intrygujące i niebezpieczne tajemnice ujawniają fragmenty niezwykłej
prawdy, nie ma w niej prostych odpowiedzi na pytania Sonyi, a od ich poznania
zależy tak dużo. Nadchodzi moment finalnego pojedynku z tym, co od stuleci
zagraża Poole`om, ostatnia nadzieja w tej, która przyjęła trudną spuściznę i
rzuciła wyzwaniu złu, roszczącemu sobie prawa do tego, co nie jego. Kto
zwycięży w tej rozgrywce, gdzie stawką jest wszystko co było, jest i będzie?
Finał trylogii, w jakiej jest groza,
nawiedzona rezydencja z widokiem na ocean i las, wiedźma oraz oczywiście
śmiertelna klątwa. Kategoria czytania z tych jeszcze jeden rozdział, chociaż z
góry było wiadome, że i tak będzie przeczytane od razu do końca, dawkowanie
lektury dopiero może przy drugim czytaniu. No i oczywiście opowieść gdzie
koniec przewidzimy, lecz wszystko po drodze będzie niespodzianką, a i sam finał
będzie z tych spod szyldu Grande finale. Kilkaset stron, gdzie dzieje się
naprawdę dużo, jednak zawsze czujemy siłę przyjaźni, rodzinnych więzi, jakie
sięgają głęboko w czas i nabierają wraz z nim mocy oraz widzimy jak istotne
mogą być korzenie, nawet jeśli nie jesteśmy ich świadomi. „Siedem obrączek”
dało mi wszystko to, czego zawsze spodziewam się po książkach Nory Roberts i
dużo więcej, bo poziom napięcia, intrygujących zwrotów akcji oraz zagadek na
tle naprawdę plastycznie oddanego drugiego planu robi ogromne wrażenie. Autorka
doskonale wie kiedy wyciszyć emocje, dać czytelnikowi oraz bohaterom chwilę na
złapanie oddechu i rozrywkę, by zaraz potem uderzyć niespodziewanie. Poprzednie
części odsłaniały kolejne części przeklętej układanki, a granica pomiędzy tym,
co wydarzyło się, dzieje się i być może będzie miało miejsce bywa w tej
historii płynna, tak samo jak i rzeczywistość czasem trochę oniryczna. To
wszystko w sumie daje książki, których akcję śledzimy z zainteresowaniem i
nieustannym pytaniem co jeszcze ujrzymy. „Siedem obrączek” to finałowy tom, w
którym widać jaką podróż pokonali bohaterowie i jak się podczas niej zmienili,
ale przede wszystkim zamknięcie drzwi do mrocznej części dziejów i otwarcie
kolejnych, do przyszłości, gdzie nie ma mrocznego cienia dawnej klątwy.





.jpg)