niedziela, 21 sierpnia 2016

A potem już nic?

"Moje serce 
i inne czarne dziury"
Jasmine Warga


Świat dorosłych i świat młodzieży wydają się zupełnie odrębnymi środowiskami, które chociaż współistnieją w tym samym miejscu i czasie wydają się niekiedy bardzo rzadko "zahaczać" o siebie. Pomiędzy nimi zbyt często wyrasta mur wybudowany z nieporozumień, niedomówień i emocji, które zamiast łączyć dzielą. Od tego już krok by nie dostrzec, że ktoś cierpi i potrzebuje pomocy, lecz nie jest w stanie o nią poprosić. Ciemna otchłań bólu i wyrzutów sumienia wciąga kogoś nam najbliższego, dzieje się to prawie niezauważalnie i bezgłośnie, w końcu rozsądek przegrywa z uczuciami. Demony zwyciężają, a człowiek pragnie tylko jednego i wcale nie jest to życie.

Samotność pośród tłumu, nie do końca na własne życzenie, Aysel wie o niej wiele, zbyt dużo jak na osobę w swoim wieku. Zresztą nie to jest najgorsze, coś innego o wiele mocniej okaleczyło ją wcześniej i wciąż nie pozwala zabliźnić się ranie. Wszystko przypomina dziewczynie o tym co wydarzyło się tak niedawno, nie widzi miejsca gdzie byłaby tylko i wyłącznie Aysel, nikim więcej i nikim  mniej. Jak długo można tak żyć? Roman także zmaga się z przeszłością i nie ma zamiaru dłużej egzystować w świecie, w którym nic już nie będzie takie jak było. Obydwoje pragną tylko jednego i zamierzają osiągnąć swój cel, bez rozgłosu, krok po kroku realizując plan, kilka tygodni dzieli ich od osiągnięcia wspólnego celu. Otoczenie niczego nie zauważa, nie dają po sobie poznać, że są gotowi urzeczywistnić najczarniejszy scenariusz. Odliczają czas do dnia kiedy w końcu uwolnią się od prześladujących demonów, ale czy to możliwe? Czy koniec faktycznie przyniesie ulgę? A jeżeli tak się nie stanie? Rodzące się wątpliwości jednak wydają się mało istotne, decyzja została już podjęta i pozostaje jedynie dotrwać do chwili gdy wreszcie przestaną cokolwiek odczuwać.

Jeszcze tylko kilkadziesiąt godzin i cel zostanie osiągnięty. Tylko lub aż tyle, a co potem? To pytanie wydaje się mieć bardzo prostą odpowiedź, ale skąd pewność, iż jest ona właściwa i jedyna?

O wielu książkach można powiedzieć, że są poruszające i nie pozostawiają czytelnika obojętnym na swą treść. Dla mnie taką opowieścią pozostanie "Moje serce i inne czarne dziury", Jasmine Warga. w wydających się prostych słowach, zawarła niezwykle trudny i zbyt często za późno dostrzegany problem. Chociaż wiek głównych bohaterów wskazywałby, że jest to tytuł z gatunku young adult bądź new adult, to w tym przypadku fabuła porusza kwestie niezwykle istotne bez względu na liczbę lat by ograniczać ją do tylko do tych kategorii. Postacie mierzą się z emocjami jakie często przerastają dojrzałych ludzi, autorka z wyczuciem przedstawia dramat oraz ból, lecz nim nie epatuje, zamiast zbytniego podkreślania po prostu pokazuje jak po cichu depresja odbiera chęć do stawiania czoła temu co ich tak zraniło. Jednak "Moje serce i inne czarne dziury" to nie przygnębiająca lektura, wprost przeciwnie Jasmine Warga wplata promyki nadziei, małe zwycięstwa, wydające się nic nie znaczące w obliczu tego co ma i miało miejsce, lecz mające swoją wagę o końcowym rozrachunku. "Moje serce i inne czarne dziury" to także portret dwóch rodzin, całkowicie różnych, ale po cichu zmagających się z tym samym. Postacie są samotne w tłumie znanych sobie osób, mur jaki zbudowały wokół siebie skutecznie odgradza ich od szansy na pomoc, wydaje się on być widoczny jedynie dla nich, pozostali zdają się go nie dostrzegać i nie zauważają zbliżającego się zagrożenia. Pisarka nie ocenia nikogo, zamiast tego pokazuje do czego może prowadzić depresja i jak niepostrzeżenie wpływa na wszystkich wokół. "Moje serce i inne czarne dziury" jest książką w jakiej schematy nie mają racji bytu, lecz stanowią istotny wątek i przestrogę, jest wielowarstwowa i sięga głęboko w ludzie motywy ooraz serca. Pozostaje jeszcze zakończenie, w którym ostrożna nadzieja być może jest zapowiedzią zupełnie inne drogi dla bohaterów, jednak ma charakter niezwykle kruchy i niepewny.

 Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:
 
 


piątek, 19 sierpnia 2016

Przeszłość i teraźniejszość

 Przedpremierowo

"Klamki i dzwonki"
Magdalena Knedler


Od przeszłości trudno uciec, można chcieć o niej zapomnieć, próbować do niej nie wracać lub starać się ją wymazać. Jednak ona i tak, wcześniej czy później wróci, przypominając o tym, co człowiek pragnął odsunąć od siebie jak najdalej. Czasem stawienie jej czoła okazuje się całkowicie innym doświadczeniem niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Eliza wybrała styl życia jaki nie wszyscy by zaakceptowali, lecz dla niej jest on odpowiedni, oczywiście ma swoje marzenia i niekiedy udaje się je spełnić. Jedni by określili ją jako niedzisiejszą osobę, drudzy dostrzegliby jej wrażliwość i literacki talent, inni w ogóle nie zwróciłyby na nią uwagi. Kobieta zdaje sobie sprawę, że od współczesnego świata niekiedy odstaje, ale czy każdy musi podążać za większością? Otóż nie, od lat przygląda się otoczeniu, które miota się pomiędzy korporacyjną siecią powiązań i skomplikowanym życiem osobistym, gubiąc gdzieś po drodze siebie. Sama wybrała odmienną drogę życiową i jak do tej pory jest z tego zadowolona, ale spokój zostaje zburzony przez jedną, krótką, rozmowę. Wydaje się to niemożliwe, lecz to co tak długo Eliza starała się zapomnieć powróciło i przywołało wspomnienia o słodko-gorzkim smaku. Dlaczego właśnie teraz? Odpowiedź nie należy do łatwych, a to co z sobą niesie pachnie problemami. Samotniczka ma zastąpić matkę nieznanej nastolatce, to nie brzmi optymistycznie, obie znalazły się w sytuacji, wymagającej podjęcia kroków, jakie w innych okolicznościach w ogóle nie byłyby brane pod uwagę. Czy można ot tak sobie zostać rodzicem, matką? Eliza z rezerwą podchodzi do tej misji, wie, że dotychczasowa egzystencja musi ulec zmianie, a przecież jeszcze przed momentem wszystko wyglądało inaczej. Przeszłość jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, w bardzo krótkim czasie kobieta musi stawić czoła kolejnemu jej duchowi. Okazuje się, iż los ma w zanadrzu niejedną niespodziankę, każda z nich wymaga podjęcia decyzji i wyjścia z dotychczasowej strefy komfortu, spróbowania tego co do tej pory było uważane za nieosiągalną iluzję. Niejedna osoba spojrzy na siebie z innej perspektywy i zauważy, że wcale nie trzeba podążać raz wybraną ścieżką, ale czy odważy się na zmianę kierunku? Czy klamka już zapadła, a może jeszcze ostatni dzwonek nie zabrzmiał?

O rodzinie, miłości, rozczarowaniach i szansach na szczęście można pisać na wiele sposobów. Wcale nie tak trudno jest wpaść w pułapkę zbytniego dramatyzmu bądź niekończącej się sielanki, lecz można uciec od przejaskrawionych stereotypów. Magdalena Knedler pokazała, że o uczuciach można pisać bez nadmiernej słodyczy, by oddać ich siłę, a obyczajowe wątki z dodatkiem humoru stają się bliższe czytelnikowi. "Klamki i dzwonki" to historia, w której emocje i przeszłość stanowią kanwę dla fabuły z kilkoma wątkami, zazębiającymi się oraz ewoluującymi w zaskakującym kierunku. Bohaterowie odbywają swoistą podróż, podczas której otwierają się na świat, rewidują swoje zdanie i przede wszystkim dojrzewają do tego przed czym uciekali. Autorka daje czytelnikom opowieść w jakiej widać jak na dłoni jak ważne jest to co było, lecz nie można zapominać, że teraźniejszość nie musi być ich powtórką i wiele da się w niej zmienić, jeśli tylko ktoś odważy się przełamać wygodne schematy.


Książka dostępna jest w dobrych księgarniach 
oraz salonach Empik

Za możliwość przeczytania książki 

Dziękuję
wyd. NOVAE RES







Więcej informacji o nowościach wydawnictwa i nie tylko tutaj

wtorek, 16 sierpnia 2016

Z diabłem jej do twarzy

"W ogień"
Ewa Seno
 

Przyjaźń to jednocześnie prosta i skomplikowana więź, kiedy wszystko układa się dobrze łatwo jest nią nazywać nawet przelotne znajomości, ale dopiero w obliczu kłopotów widać jej prawdziwą moc. W najgorszych momentach czasem bywa jedynym co jeszcze trzyma człowieka na powierzchni, jednak i ona nie zawsze wystarcza. Niekiedy dla niej można zrobić dosłownie wszystko, nawet to co jeszcze przed momentem wydawało się niewyobrażalne.

Małe miasteczka wydają się bezpieczne, oferując swym mieszkańcom może i niewiele atrakcji bądź rozrywek, za to dając bezpieczeństwo oraz gwarancję rzadkich zmian. Emma oraz Em są mieszkankami właśnie takiego miejsca, znajdującego się na uboczu wielkiego świata. Zagubiona irlandzka mieścina pozwala dziewczynom na bycie sobą i cieszenie się codziennością nastolatek. Niestety taki stan rzeczy kończy się w momencie kiedy Em musi opuścić Anklow, gdyby to od niej zależałoby nie wyjeżdżałaby nigdzie, lecz w tej sprawie nie ma nic do powiedzenia. Emma zawsze mogła liczyć na swoją przyjaciółkę, ale teraz ona jest daleko, a tu dzieje się tak wiele. Życie toczy się dalej przynosząc wpierw radości, a później rozczarowanie, to drugie szczególnie dotkliwie uderza w jedną z nich. Trudno jest wspierać kogoś kto jest daleko i nie zdradza tego co naprawdę czuje, kłębiące się emocje i ból nie są dobrym doradcą, wystarczy nierozsądna myśl, jakby podszept. A potem, potem pozostaje rozpacz i rodzi się pragnienie odwetu. W takiej chwili ktoś wyciąga "pomocną" rękę, chociaż w zasadzie jest to propozycja, którą by się odrzuciło w innej sytuacji. Na pewno zrobiłaby tak Em, ale gdy wydaje się, że wszyscy i wszystko zawiodło, diabelska propozycja wydaje się aż nazbyt kusząca. Tak, nie kto inny chce pomóc tylko właśnie on - diabeł, przestawia się jako Michael i ma coś na czym tak zależy Em. Warunki są jasne, w końcu nie ma nic za darmo, a na pewno nie piekielne wsparcie. Oczywiści rozsądek podpowiada, przekonuje, perswaduje, lecz jakże trudno oprzeć się propozycji, szczególnie brak innej alternatywy. Michael jest dobry w swoim fachu, a Em, no cóż chce tylko jednego i nie zamierza poddać się nim osiągnie swój cel. Czy dla zemsty poświęci siebie? Do tej pory nigdy nie pozwoliła by Emmie stała się jakakolwiek krzywda, teraz także nie pozwoli na to, cena nie liczy się.

Jak dużo Em poświęci dla przyjaźni? Czy dobro ma jakąś kartę przetargową? Już raz przegrało i nic nie zapowiada by tym razem okazało się mocniejsze. Michael tak łatwo nie zrezygnuje, ale może jeszcze nie wszystko stracone?

Nie jedna książka już została napisana o układach ludzi z szatanem. Tym razem autorka do pojedynku z diabłem wystawia młodych ludzi i okazuje się, że pomysł ten zostaje dobrze wykorzystany. "W ogień" to historia, w której połączono wątek obyczajowy z wątkiem zemsty, a spaja je właśnie piekielny motyw. Ewa Seno daje czytelnikom opowieść w jakiej nie brak humoru, czasem oczywiście w kolorze czarnym i refleksji nad dobrem i złem. Początkowo wydaje się, iż łatwo odróżnić bohaterów z przysłowiowej jasnej i ciemnej strony, ale podczas czytania nasuwają się wątpliwości. Pierwszy tom kończy się w momencie gdy chciałoby się wiedzieć jak dalej potoczą się losy postaci i co jeszcze przed nimi. "W ogień" jest historią, gdzie niekiedy zacierają się granice pomiędzy tym co właściwe, lecz złe i tym co wydaje się niesprawiedliwe, ale pozwala ocalić duszę.


                            
Książka przeczytana w ramach booktour 
z książką Ewy Seno "W ogień"
                 zorganizowanym przez Literacki Świat Cyrysi.

niedziela, 14 sierpnia 2016

Miłość i inne kłopoty

"Chwila szczęścia"
Federico Moccia


Ile trwa chwila? Czasem wydaje się, że jest nieskończenie długa, ale gdy kończy się dopiero dostrzegamy jak była krótka. Niestety nie można jej przedłużyć, chociaż pragniemy szczęścia, które z sobą przyniosła. Niekiedy jednak nie dajemy za wygraną i wbrew radom innych szukamy sposobu by radosny moment powtórzyć.

Ta przyjaźń nie powinna trwać, bo Nicco i Gruby różnią się jak dzień i noc, melancholik i choleryk, od lat wspierają się, bawią i przede wszystkim są zawsze blisko siebie. Stały w uczuciach Nicco i podchodzący na luzie do tych spraw Gruby, jeden z nich właśnie został porzucony przez dziewczynę, a drugi lawiruje pomiędzy dwoma i jakoś nie umie zdecydować się, którą wybrać. Wspomnienia o Alessii wciąż wracają i dają nadzieję, że być może jeszcze uda się uratować związek, chociaż dziewczyna nie dała jakiejkolwiek nadziei. Na tym nie koniec, codzienność daje w kość Nicco, zrzucając mu na głowę kłopoty bliskich mu osób i stawiając go w wielu mało komfortowych sytuacjach. Przypadkowe spotkanie z dwójką turystek może potoczyłoby się w całkiem innym kierunku gdyby nie Gruby, zawsze gotowy na podryw i dobrą zabawę. W końcu lato sprzyja jednemu oraz drugiemu, zresztą trzeba przyjaciela wydostać z tego marazmu w jaki ostatnio popadł, a obok Ani i Pauliny trudno przejść obojętnie. Kolejne dni podporządkowane są wzajemnemu poznawaniu się, zwiedzaniu i rozrywkom. Oczywiście nie da się zapomnieć o niezbyt przyjemnych sprawach, lecz w miłym towarzystwie można je odsunąć na jakiś czas od siebie. Cała czwórka na nudę nie narzeka, zwłaszcza, że męska część stara się by wspólne chwile były jak najbardziej interesujące i pełne wrażeń. Jednak Nicco wciąż wraca do tego co łączyło go z Alessią, trudno mu zapomnieć o niej i o tym co przeżyli wspólnie, nawet gdy Ania jest tuż obok. Przeszłość nawiedza go w najmniej spodziewanych chwilach, czy przez nią nie traci z oczu czegoś istotnego? Wszystko co dobre kiedyś się kończy, a Pauliną z przyjaciółką są tylko w Rzymie na wakacjach. Jak skończy się znajomość Włochów z Polkami? Co z złamanym sercem Nicco i niezdecydowanym Grubym?

Lato, wakacje i romans, od którego trudno uciec. Letni czas sprzyja rozkwitaniu uczuć, a Federico Moccia umiejętnie wykorzystuje ten klimat w "Chwili szczęścia". Autor daje czytelnikom historię w jakiej nie brakuje humoru, beztroskiej zabawy, włoskiego czaru i rodzinnych perturbacji oraz miłości w różnych odcieniach. Fabuła chociaż nie nazbyt skomplikowana jest interesująca, a zakończenie jest dość zaskakujące. Tym razem czytelnicy poznają miłosne rozterki od strony bohaterów, bohaterki są nieco w cieniu, chociaż w tym temacie dokładają także co nieco. Federico Moccia dał czytającym pogodną lekturę pozwalającą z różnej perspektywy spojrzeć na emocjonalną stronę życia oraz pokazał jak postacie stawiają czoła wydarzeniom, które zmieniają ich bezpowrotnie czy tego chcą czy nie. 

Czasem jeszcze ie jest za późno by powiedzieć komuś kocham, lecz wymaga to odwagi.


piątek, 12 sierpnia 2016

Sierpniowe lektury

Długo stosiku nie było, jakoś się nie składało, 
ale w końcu udało się na kilku fotkach uchwycić lektury, 
które czekają na przeczytanie. 
Wśród nich jest "W ogień" Ewy Seno,
książka z  booktour 
przygotowanego przez Cyrysię.

Jak zawsze będzie sensacyjnie, uczuciowo,
humorystycznie
i na pewno ciekawie.


Federico Moccia "Chwila szczęścia"

  
 Tomasz Jastrun "Rzeka podziemia", wyd. Czarna Owca


Nina Majewska-Brown "Notes kuchenny", wyd. Rebis


Amelia Noguera "Malarka gwiazd", wyd. Rebis


Magdalena Knedler "Klamki i dzwonki", wyd. Novae Res


  Ewo Seno "W ogień" booktour



Simon Beckett "Zimne ognie", wyd. Czarna Owca


Jasmine Warga "Moje serce i inne czarne chmury"
wyd. Burda 


Tammara Webber "Między wierszami", wyd. Jaguar

 

wtorek, 9 sierpnia 2016

Zagadkowe listy

"Tajemnice Amy Snow"
Tracy Rees


"Ludzie listy piszą zwykłe polecone
piszą, że kochają, nie śpią, klną, całują się
ludzie listy piszą nawet w małej wiosce
listy szare, białe, kolorowe ..."*

List, kawałek papieru ze słowami, napisanymi odręcznie lub wydrukowanymi. Nic nadzwyczajnego powiedzą jedni, drudzy wzruszą tylko ramionami, ale dla kogoś te parę zdań znaczy dużo więcej. Czasem daje nadzieję, bywa otuchą, pozwala spojrzeć w przyszłość z ufnością, jakiej do tej pory brakowało w życiu. Niekiedy jest wstępem do przygody, niewiarygodnej i pełnej tajemnic.

Świat Amy Snow do niedawna ograniczał się do dworu Hatville, dużego, luksusowego i mało przyjaznego dla niej. Powiedzieć, że arystokratyczni Venneway`owie nie lubili dziewczyny nie oddaje nawet w ułamku tego czego doświadczyła w ciągu siedemnastu lat swego życia. Jedynie Aurelia Venneway trwała przy Amy od pierwszego momentu gdy ją ujrzała i uchroniła przed śmiercią. Tak, Snow jest sierotą, porzuconą przez rodziców i uratowaną przez dziewczynkę, dziedziczkę wielowiekowej i przede wszystkim ogromnej fortuny. Panna z dobrego domu i znajda, ta pierwsza nigdy nie dała odczuć tej drugiej, że jest kimś gorszym od niej, zresztą dlaczego miałaby tak postąpić? Z opiniami otoczenia liczy się tylko wtedy jeżeli zgadza się z nimi, w innym przypadku stara się podążyć ścieżką, którą sama sobie wytycza. Amy ma w niej przyjaciółkę, opiekunkę i kogoś kto stara się ją chronić przed światem, w jakim los sieroty jest nie do pozazdroszczenia. Czy w nieskończoność da się oszukiwać przeznaczenie? Być może niektórym to się udaje, lecz w przypadku tych dwóch młodych kobiet wspólne chwile okazują się zbyt krótkie. Pogrzeb Aurelii oznacza dla panny Snow rozpacz po śmierci najbliższej osoby i utratę dachu nad głową. Wiktoriańska Anglia nie sprzyja biednym i nie mogącym liczyć na nikogo, a właśnie w takiej sytuacji znalazła się podopieczna Venneway`ów. Co czeka więc na Amy? List, a w nim wiadomość wydająca się w pierwszej chwili nierealna, a jednak dająca nadzieję. Aurelia przygotowała dla swej oddanej towarzyszki ostatni dar, dar będący skarbem, lecz obdarowana musi odgadnąć wpierw zagadkę i to nie jedną by niezwykły prezent odnaleźć. Podróż po Anglii jest częścią poszukiwań, ale czy dziewczyna, która nigdy nie opuszczała majątku Hatville da sobie radę i podoła zadaniu jakie ma przed sobą? Samotna, uboga, bez jakiejkolwiek bratniej duszy? Gdzieś tam ukryto coś co może zmienić wszystko, wystarczy jedynie zaufać sobie i komuś, kto odszedł, lecz nadal czuwa.

Czasem wydaje się, że znamy kogoś doskonale, wiemy o czym marzy, a co napawa go lękiem. Jednak każdy ma sekrety jakimi nie chce bądź nie może dzielić się nawet z bliskimi. Niekiedy odpowiedni moment by je ujawnić końcu nadchodzi, niestety czasem nie korzysta się z tej szansy, a wtedy ciężar tajemnic staje się jeszcze mocniej odczuwalny. Amy Snow otrzymuje dar, nie marzyła o nim, ale także coś co jest cenniejsze niż jakikolwiek majątek. Dlaczego Aurelia czekała aż do swej śmierci z przekazaniem listu i co jest skarbem?

Wzruszająca i intrygująca, ujmującą klimatem i przede wszystkim bohaterkami z życiowymi drogami, okazującymi się całkowicie nieprzewidywalnymi. Tracy Rees jest autorką, przedstawiającą w scenerii wiktoriańskiej Anglii historię przyjaźni dwóch niezwykłych młodych kobiet, których powinno dzielić wszystko i nic nie łączyć. Tytułowa Amy może kojarzyć się z książkami Charlesa Dickensa, lecz w żadnym razie nie jest kalką postaci autorstwa wielkiego mistrza. Opowieść o niej to z jednej strony dość wnikliwa obserwacja ówczesnej egzystencji różnych warstw angielskiego społeczeństwa, stanowiąca wątek od jakiego pozostałe w części biorą swój początek, zaś z drugiej jest obrazem przeobrażania się dziecka w dziewczynę i dziewczyny w kobietę świadomą tego kim chce być oraz co jest dla niej ważne. "Tajemnice Amy Snow" zawierają niejeden sekret i pewną zagadkę, wraz z główną bohaterkę czytelnicy głowią się nad tym co chciała przekazać Aurelia Venneway, poznają marzenia obu przyjaciółek i obserwują ich zmagania z surową dziewiętnastowieczną rzeczywistością. Nie można odmówić dziewczynom odwagi i nie da się nie trzymać kciuków za pannę Snow i jej poszukiwania. Pisarka oddając klimat epoki nie zapomniała o różnorodnych niuansach, wpisując je w fabułę i łącząc z poszczególnymi wątkami. "Tajemnice Amy Snow" to portret odzwierciadlający więzy przyjaźni, siłę marzeń i wiarę w drugiego człowieka.


*Autor tekstu: Leszek Aleksander Moczulski
Skaldowie "Medytacje wiejskiego listonosza"



 Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:
 



niedziela, 7 sierpnia 2016

Prawda Cię wyzwoli ...

"Pionek"
Małgorzata i Michał Kuźmińscy
Seria: Ślady Zbrodni
Wydawnictwo Dolnośląskie

Zbrodnia oraz kara bywają awersem i rewersem tej samej monety, nieuchronność tej drugiej zawsze powinna co najmniej ostrzegać tego kto zamierza  popełnić tę drugą. Niestety rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana. Czasem kara nie dosięga zbrodniarza lub odczuwana jest ogół za nieadekwatną do popełnionych czynów. Bywa także zbrodnia doskonała, jej sprawca bywa przekonany o swej bezkarności, lecz niekiedy Temida w końcu triumfuje nad wyrządzonym złem. Ale sprawiedliwość wymierzona przez nią nie zawsze ma smak zwycięstwa, zbyt często jest on bardzo gorzki.

Kiedy Sebastian Strzygoń bierze się za jakiś temat to nie tak łatwo będzie go do niego zniechęcić. Morderstwo zawsze wywołuje zainteresowanie, przynajmniej przez jakiś czas, ale jeżeli odpowiednio  dostosuje się treść kolejnych wiadomości to będzie ono rosło, zamiast maleć. Cyniczne? Nie to rzeczywistość medialna, gdy jest się wolnym strzelcem trzeba wykorzystać każdą nadarzającą się okazję by zdobyć nowych odbiorców. W tym przypadku zabójstwo przypomina serię sprzed ponad kilkunastu lat, a niektórzy pamiętają jeszcze dawniejsze zbrodnie. Czyżby ktoś znowu sięgnął po morderczy schemat? Takie skojarzenie ma nie tylko Strzygoń, lecz śledztwo jeszcze niczego nie potwierdziło bądź wykluczyło. Na razie wiadomo tylko, że ofiarą jest studentka gliwickiej uczelni, nomen omen z grupy, z którą ma zajęcia Anna Serafin. Ścieżki dziennikarza i pani doktor po raz kolejny krzyżują się i tym razem także łączy ich śmierć. Sebastian zamierza spotkać się z zabójcą okrzykniętym Wampirem z Szombierek, odpowiedzialnym za morderstwa kobiet sprzed lat. To na pewno przyciągnie uwagę czytelników i potencjalnych sponsorów, problem tylko w warunku postawionym przez mordercę. Jednak z pomocą Anki dziennikarskie dochodzenie rusza z miejsca, co nie wszystkim się podoba. Przeszłość jak zawsze kryje tajemnice, bardzo niewygodne dla niektórych, a "grzebanie" w tym co wydarzyło się wzbudza niepokój. Okazuje się, iż Strzygonia i Serafin w tej sprawie łączy znacznie więcej niż mogliby przypuszczać, zresztą krąg zainteresowanych jest znacznie większy. Co faktycznie wydarzyło się? Odpowiedź powinny dać akta śledcze i sądowe, lecz czy są one rzetelna?

Dużo nie trzeba by zniekształcić rzeczywistą sytuację tak by odpowiadała czyimś interesom. Gdy większość nie zauważy tego wypaczenia nic nie stoi już na drodze pogrzebaniu prawdy i stworzenia iluzji skutecznie kamuflującej fakty.

Krajobraz Śląska wydaje się aż nadto znany, trudno go pomylić z innym zakątkiem, a przynajmniej tak wydaje się większości. Kominy fabryczne, kopalniane szyby oraz niebo w kolorze szarym od przemysłowych dymów, pośród tego blokowiska i domy z cegły zwane familokami. W takim klimacie zbrodnia nie wydaje się niczym niezwykłym, ale nic tak naprawdę nie jest oczywiste, nawet stereotypy przeczą sobie wzajemnie. Małgorzata i Michał Kuźmińscy wykorzystali bezbłędnie te elementy w kryminalnej historii, która wciąga czytelnika w świat, gdzie przeszłość jest częścią teraźniejszości i nie da się od niej uciec. "Pionek" zaskakuje niejednokrotnie, suspens nie traci nic ze swego napięcia podczas całej fabuły, czasami operując wprost filmowymi kadrami. Scena po scenie lub raczej rozdział za rozdziałem bohaterowie przyglądają się i weryfikują temu co już od dawna wydaje się znane i wyjaśnione, nie dając wiary niezbitym dowodom, słowom, przyznaniu się do winy. Ich motywy są różne, lecz cel taki sam, natomiast drogi dotarcia do niego całkowicie odmienne. Dziennikarskie dochodzenie dotyka prawdziwej góry lodowej powstałej z wyrzutów sumienia, faktów źle zinterpretowanych, sieci wzajemnych powiązań opartych na strachu i osobistych interesów. Kim jest tytułowy pionek? Podczas lektury kliku postaciom można przypisać tę rolę, w szczególności jedna ma wszelkie jej cechy, ale tę tożsamość każdy czytający powinien odkryć samodzielnie. Małgorzata i Michał Kuźmińscy dokonują wielopłaszczyznowego rozrachunku ze schematami nie tylko dotyczącymi Śląska, pokazując obok utrwalonego w świadomości wielu portretu jego współczesną panoramę, ale także tymi z zakresu winy i kary. "Pionek" to gotowy scenariusz na kryminał, w jakim prawda oraz iluzja okazują się mieć równie mroczne i fascynujące oblicze.


 

piątek, 5 sierpnia 2016

Konkurs sierpniowy

Półmetek wakacji za nami. 
Niestety letni czas mija bardzo szybko, 
więc na osłodę proponuję konkurs.

Zasady konkursu:

- w komentarzu do tego postu napiszcie jakie wakacje (urlop) 
uważacie za najwspanialsze
- czas trwania 05.07-26.07.2016 do godziny 24.00
- ogłoszenie wyników - 27.07.2016
- w poście z wynikami podam e-mail,  
na który zwycięzca będzie mógł przesłać adres wysyłki nagrody
 
 - wysyłka nagrody tylko na terenie Polski

- nagroda została przekazana 
przez wydawnictwo Albatros 
i jest nią 1 egz. "Róży północy"
 
 
Będzie mi miło jeżeli udostępnicie informację 
o konkursie.

 
 
 
 
Zapraszam do udziału w konkursie :)
 
Recenzja tutaj
 

środa, 3 sierpnia 2016

Ślepota tłumu

"Ciuciubabka"
Arne Dahl


Zwracają na siebie uwagę, ale rzadko na dłużej, stali się elementami krajobrazu miast, wydają się jego nierozerwalną częścią, nie do usunięcia. U jednych budzą litość,drudzy reagują gniewem, rzadko kiedy ktoś wchodzi z nimi w głębsze relacje, po prostu są, pojawiają się i znikają. Żebracy. Jedno słowo, czasem kryje się za nim nie tylko ludzka tragedia, ale coś o wiele bardziej złowrogiego

Niełatwo skoordynować międzynarodowy zespół indywidualistów oraz codziennie wykazywać się umiejętnościami dyplomatycznymi. OpCop jest na celowniku i nie wszystkim podoba się jego działalność, Paul Hjelm przekonał się niejednokrotnie, że sukcesy miewają niebywale gorzki smak, ale rzadko kiedy ma czas na takie rozważania. Jego podwładni właśnie są w trakcie dochodzenia, które postawiło na nogi całą grupę, jak zawsze najważniejsze są szczegóły, od nich zależy końcowe zwycięstwo, a do niego jeszcze bardzo daleko. Łatwo przeoczyć istotny szczegół, funkcjonariusze starają się połączyć w całość skrawki informacji, lecz mają świadomość, że wciąż podejrzani wyprzedzają ich. Handel ludźmi dla wielu wydaje się zamierzchłą przeszłością, niechlubną i od dawna już istniejącą tylko w podręcznikach historii. Niestety Paul wraz ze swymi współpracownikami po raz kolejny zajmuje się śledztwem, gdzie człowiekowi odbiera się podstawowe prawo - wolność i sprowadza się go do roli towaru. W dwudziestym pierwszym wieku niewolnictwo wciąż nie zostało wyeliminowane, ale zbyt wielu nie dostrzega jego ofiar, bywają doskonale zakamuflowane. Pozory w tym przypadku pozwalają działać przestępcom na oczach świata i pozostawać niezauważalnym. Niektórzy członkowie OpCop-u dostrzegają pewne podobieństwa teraźniejszej sprawy do tej sprzed kilku lat, być może teraz uda się zakończyć ją z pozytywnym wynikiem. Jednak nadmierny optymizm nie zawsze jest dobrym przewodnikiem, niekiedy prowadzi on do sytuacji, jakiej za wszelką cenę chciano uniknąć. Czy zostaną wyciągnięte wnioski z popełnionych błędów?

Stanowisko jakie zajmuje Paul Hjelm czasem stawia go w sytuacji, w której by pomóc musi manewrować pomiędzy tym co jeszcze niedopuszczalne, ale i nie do końca zabronione. Marianne Barriere ma wielu wrogów i zdaje sobie z tego doskonale sprawę, lecz czym innym są przeciwnicy polityczni, a zupełnie inna kategoria to ludzie uderzający w jej sprawy osobiste. Unijna komisarz nie zamierza ustąpić pola, a jedyny człowiek mogący ją uratować to poznany nie tak dawno Paul Hjelm. Oficjalne działania oczywiście są niewskazane, szczególnie, że Barriere ma pewne plany, wymagające od niej nieskazitelności i całkowitej przejrzystości. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak działać w tajemnicy nawet przed współpracownikami i posłużyć się niestandardowymi środkami. Od tego już krok do wystawienia kogoś na ogromne niebezpieczeństwo bez gwarancji sukcesu.

Dwa równolegle toczące się dochodzenia wydają się dotyczyć zupełnie różnych kwestii. Jedno i drugie zaczyna zataczać coraz szersze kręgi i odsłaniać zaskakujące fakty. Mafijne macki wydają się mieć nieograniczony zasięg, OpCop odnajduje ich ślady w nieoczekiwanych miejscach. Czyżby handel żywym towarem był tylko przysłowiowej góry lodowej? Co odnajdzie Paul Hjelm pod powierzchnią europejskiego towarzystwa wzajemnej "adoracji"?

Czarna Seria nieodmiennie serwuje czytelnikom bardzo dobrze skonstruowane kryminały autorów, umiejętnie wiążących różnorodne wątki wokół sensacyjnego rdzenia. "Ciuciubabka" wpisuje się w ten kanon w każdym calu, kolejna odsłona pracy dawnej Drużyny A - obecnie OpCopu łączy w sobie elementy z poprzednich części i przeciera nową ścieżkę. Bezpieczna Europa ma o wiele mroczniejszy klimat, a Arne Dahl w mistrzowski sposób przedstawia jej dwa oblicza, to codzienne w jakim rzadko kto zauważa przemoc i przestępców oraz drugie, w którym zbrodnia nie jest niczym niezwykłym, stanowi chleb powszedni. Kontrast pomiędzy tymi dwoma krajobrazami oraz ich splecenie wpisuje się doskonale w skandynawski gatunek sensacyjny. Znani już bohaterowie stawiani są przed nowymi wyzwaniami, praca, zajmująca tak ważne miejsce w ich życiu wymaga weryfikowania wyznawanych zasad, czasem nagięcia, rodzi się pytanie czy cel powinien uświęcać środki. Autor sięga w "Ciuciubabce" także po elementy z pogranicza political-fiction, które splata z kryminalnymi wątkami tworząc tym samym fundamenty pod fabułę niepokojącą swym przekazem. Czytelnik dostaje szansę "podglądania" rozgrywającej się historii z perspektywy kilku postaci, co pozwala mu poznać detale niedostrzegalne w innej sytuacji i stawiające wydarzenia oraz postacie czasami w odmiennym świetle. Sam tytuł nadzwyczaj trafnie odnosi się do poszczególnych wątków, a czytający nie raz podczas lektury czuje się jak w dziecięcej zabawie, niestety mającej o wiele brutalniejsze reguły. Bohaterowie uwikłani są w dochodzenia w jakich zbyt często dochodzi do pokusy przekroczenia granicy pomiędzy tym co jest właściwe, a tym co dozwolone przez prawo.


 Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:

niedziela, 31 lipca 2016

Siła marzeń

"Prawo pierwszych połączeń"
Agnieszka Tomczyszyn


"Prawo pierwszych połączeń"
Agnieszka Tomczyszyn

Marzenia są jak kolorowe motyle, zachwycają sobą, ale trudno je złapać, udaje się to tylko tym najbardziej wytrwałym. Czasem sami nie wiemy czego pragniemy, utarte ścieżki dają poczucie bezpieczeństwa, lecz również zawężają horyzonty. W całkiem nowym otoczeniu, bez znanych twarzy tuż obok, zaczynamy dostrzegać możliwości jakie wcześniej nie przychodziły do głowy i decydujemy się zrobić krok w zupełnie nowym kierunku.

Korsyka jest może miejscem, które wielu chciałoby poznać, lecz niekoniecznie dotyczy to Jonasza, on ma, lub raczej miał, plany dotyczące części swoich wakacji i wyjazdu na pewno w nim nie było. Niestety w tej sprawie decydujący głos mają rodzice, a ci decyzję już podjęli. Nie pozostaje nic innego jak przetrwać obóz językowy bez przyjaciół i ulubionych rozrywek. Nowi znajomi okazują się całkiem do rzeczy, chociaż są z zupełnie innej bajki niż dotychczasowi. Ariel, Bean i Laura różnią się od siebie, łączy ich jedno - chęć poznania świata, każde z nich ma własny plan na spełnienie swych marzeń i siebie samego, a co zamierza Jonasz? Może właśnie nadszedł moment by odpowiedział sobie na to pytanie, wprawdzie on też ma jakieś cele w życiu, lecz czy faktycznie chce je urzeczywistnić? Ale nie tylko przyszłość zajmuje Jonasza, teraźniejszość dostarcza także dużo nowych atrakcji, czasem dość nieoczekiwanych. Wspólna nauka i zabawa okazują się wstępem do czegoś więcej niż jedynie obozowych znajomości. Kiedy  przebywa się z kimś prawie non-stop człowiek zaczyna zauważać coś więcej w drugiej osobie. Pod korsykańskim słońcem rozkwitają uczucia i całkiem nieznane do tej pory pragnienia, stanie z boku jest wykluczone, szczególnie gdy czuje się oddech kumpelskiej konkurencji na plecach. To co miało być dwutygodniową mordęgą okazuje się czymś wprost przeciwnym, lecz co zrobić gdy nadchodzi chwila powrotu? Codzienność przecież jest tak różna od marzeń jakie narodziły się daleko od domu. Czy da się połączyć stare z nowym oraz nie zawieść swoich i innych oczekiwań?

Wakacyjny klimat sprzyja marzeniom, wydają się one na wyciągnięcie ręki, nie ma rzeczy niemożliwych do zdobycia. Jednak nawet w takich okolicznościach jest i szczypta gorzkiego smaku, a dopiero co poznane prawo pierwszych połączeń niekiedy bywa dość przewrotne.

Jeżeli główni bohaterowie mają kilkanaście lat, to wydaje się oczywiste, że historia raczej będzie najlepszą lekturą dla ich równolatków. Jak nie raz się przekonałam wiek postaci nie jest dobrym wyznacznikiem przy określaniu kręgu czytelników. Najnowsza książka Agnieszki Tomczyszyn należy właśnie do kategorii, w której to ile mają lat postacie nie wpływa na przekaz jaki z sobą niosą. "Prawo pierwszych połączeń" to opowieść nie tylko bardzo optymistyczna, lecz przede wszystkim mówiąca, że marzenia to dopiero pierwszy krok na drodze by stały rzeczywistością. Bohaterom nie brak zapału i ambicji, ale jedynie w bajkach, i to nie we wszystkich, dostaje się wszystko podane na tacy, więc sami muszą i co ważniejsze chcą zawalczyć o swoją przyszłość, chociaż nie zawsze jest ona taka jaką sobie wyobrażali. Pierwsza miłość, dojrzewanie, rozczarowanie i zabawa nie są obce Jonaszowi i jego znajomym, łączy ich przyjaźń, co autorka podkreśla wielokrotnie i daje temu życiowe przykłady. "Prawo pierwszych połączeń" jest książką, w której starsi czytelnicy mogą znaleźć młodzieńczą radość w odkrywaniu możliwości jakie daje świat, bez względu na wiek i doświadczenie.
 

 
Za możliwość przeczytania książki

dziękuję 
 
portalowi CPA
i
wyd. MG
 
 

piątek, 29 lipca 2016

Przeszłość w teraźniejszości

"Czarne liście"
Maja Wolny


Historia kołem się toczy i to nie tylko ta wielka, lecz i ta związana z pojedynczymi ludźmi. Gdzieś ma swój początek i koniec, a pomiędzy tymi dwoma punktami kryje się wiele chwil dramatycznych, małych szczęść i niejeden życiowy zakręt. Rzadko kiedy dostrzega się tę skalę mikro, bo liczy się ogół, nie szczegół, a jednak to właśnie te pojedyncze elementy składają się na całość i tworzą jej portret widziany przez świat.

Weronika Czerny na co dzień zajmuje się przeszłością, wraca do niej, odsłania ją, zbiera jej okruchy i ślady tego co było, lecz już jest zatarte w pamięci społeczeństwa, świadomie bądź nie. Nie pozwala by fakty były zastępowane poprawną polityczno-kulturową wersją wydarzeń. Nie tylko jako historyk spotkała się z wypieraniem prawdy przez zbiorowe zapomnienie. Codziennie spotyka się z pytaniem dlaczego wraca do czegoś co powinno być zostawione w spokoju i nie rozgrzebywane. Wierzy w swoje zadanie, które być może stało się nawet już misją, ma w tym swój osobisty cel, ale nie on się liczy, ważniejsza jest świadomość historyczna i odpowiedzialność za czyny, co nie zawsze spotyka się z przychylnością. Wie co kieruje jej oponentami, lecz czy to wystarczający powód by odwracać oczy od faktów? Czasem Kielce współczesne i te sprzed kilkudziesięciu lat aż tak bardzo się nie różnią. Dziesięcioletnia Laura wychodzi na zajęcia do szkoły i znika, a w Weronice odżywają najboleśniejsze lęki. Co się stało, że jej córka zaginęła i kto za tym stoi? Panika nie pomoże w odnalezieniu dziewczynki, ale w takich momentach rozsądek wydaje się zimny i bezosobowy. Poszlak jest kilka, jedna wydaje się najbardziej prawdopodobna, lecz czy nie jest to zaklinanie brutalnej rzeczywistości? Priorytetem staje się odnalezienie dziecka, jednak świat nie zatrzymał się w miejscu  i Weronika ma na jego scenie do odegrania swoją rolę, bez względu na to co czuje. Biorąc udział w uroczystościach, jakich źródła zna tak dobrze, cofa się sześćdziesiąt pięć lat wstecz. Jeden dzień zadecydował o życiu tak wielu, jak mogło dojść do pogromu? To pytanie ma wiele odpowiedzi, niektóre z nich można dostrzec na zdjęciach Julii Pirotte. Fotografka ujęła w kadrach istotę tragedii, zdjęcia mówią za ofiary, jakie długo nie miały żadnej szansy na ten krok. Historia zatacza koło, fragmenty zaczynają układać się we wzór, rozpoczęty dawno temu, częściowo zaginął on w ludzkiej pamięci, ale Weronika odkrywa jego ukryte urywki. Teraźniejszość splata się z przeszłością, a skrawki nie tak ważne dla całości okazują niezwykle istotne dla jej i Laury losów.

Sekrety potrafią ranić po latach, nawet te wydające się już nimi nie będace wciąż mogą boleśnie uderzać w najwrażliwsze punkty. Czasem człowiek musi wrócić do punktu wyjścia, jeszcze raz zmierzyć się z tym co pozostawiło na nim blizny by w końcu móc zrozumieć motywy nim kierujące i wybaczyć grzechy, które stały się tragicznym dziedzictwem dla kolejnych generacji.

Nic nie dzieje się bez przyczyny, chociaż nie zawsze ją dostrzegamy. Bywa pogrzebana zbyt głęboko by dało się ją zauważyć, ale niekiedy los czy też przypadek sprawia, iż pozornie całkowicie odrębne elementy stają się ogniwami tego samego łańcucha zwanego historią. "Czarne liście" to opowieść w jakiej odgrywa ona pierwszoplanową rolę, jest wciąż obecna, towarzyszy jak cień każdemu wątkowi i każdy z bohaterów jest nią naznaczony, nawet gdy nie jest jej świadomy. Pogrom kielecki w książce Mai Wolny ukazany jest z dokumentalną szczerością, ludzka tragedia nie traci nic w swej wymowie w połączeniu z fikcyjną, ale nietracąca nic na autentyczności, warstwą książki. Autorka przedstawia makro i mikro skalę tego samego dramatu, ale to ten drugi wymiar pozwala dotrzeć do prawdy. Głos zostaje oddany kilku osobom, każda z nich patrzy z innej perspektywy na ten sam ciąg zdarzeń, a na ich punkt widzenia wpływają okoliczności w jakich funkcjonują, osobiste doświadczenia oraz przeszłość, czasem nie do końca znana. Mogłoby się wydawać, że tragedia jaka miała miejsce latem 1946, nie powinna być ukazywana przez pryzmat fabularny, lecz taki sposób ujęcia nie trywializuje faktów, wprost przeciwnie. "Czarne liście" to panorama wielkiej historii widziana oczyma nie zbiorowości, lecz jednostek, która wciąż jeszcze jest niedopowiedziana. 

 Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:









środa, 27 lipca 2016

Indyjska róża

"Róża północy"
Lucinda Riley


Miłość czasem jest jedynym co pozwala przeżyć kolejną godzinę, dwie, dzień, tydzień. Bez niej człowiek poddałby się w chwili gdy świat dosłownie wali mu się na głowę i ma świadomość, że to co najgorsze ma dopiero nadejść. Kiedy w końcu pojawia się światełko nadziei w tunelu zbudowanym z bólu, strachu i zwątpienia również ona daje siłę by z ufnością spojrzeć w przyszłość, bez względu na to co miało miejsce. W końcu podtrzymuje wiarę w cud, jaki dla pozostałych jest jedynie raniącą iluzją. Kiedy rozsądek podpowiada, iż trzeba się poddać, miłość przypomina co jest ważne i nie może zostać zapomniane.

Anahita dostała od losu wielu darów, jedne okazały się ogromnym szczęściem, inne naznaczyły jej życie cierpieniem. Przeszłość nie jest dla niej odległym wspomnieniem, wprost przeciwnie codziennie wraca do niej, ale nie znaczy to, że odgradza się od teraźniejszości. Setne urodziny są dla niej okazją do przekazania niezwykłego daru - wspomnień, niecodzienny prezent przeznaczony jest dla jednego z prawnuków. Jednak ten gest nie od razu zostanie doceniony przez Ariego, współczesność nie sprzyja sentymentom, a gdy ma się na głowie dziesiątki spraw, w tym własną karierę, zapiski, nawet najbliższych osób, schodzą na dalszy plan. Czyżby dziedzictwo tej wyjątkowej kobiety miało nigdy nie ujrzeć światła dziennego? Sto lat, wiek, Anahita w tym czasie była świadkiem niejednego przełomowego wydarzenia, lecz to co najważniejsze pozostało sekretem, do którego dopuściła tylko jednego człowieka. Rodzina nie jest świadoma tego co zaszło kilkadziesiąt lat wcześniej, zna tylko wybrane fakty i na tym opiera swoje zdanie, tak rozbieżne z uczuciami nestorki rodu. Niekiedy by móc spojrzeć za siebie człowiek musi coś utracić, Ari przekonuje się o tym gdy osiąga sukces do jakiego dążył od lat. Nagle to na czym mu tak zależało i czemu poświęcił się bezgranicznie traci swój czar, co tak na prawdę powinno być ważne? Może podróż śladami Anahity da odpowiedź na to pytanie? Na pożółkłych kartkach zapisane słowa opowiadają historię nie tylko tajemniczą, ale i pełną miłości. Piękna Anni doświadczyła wiele dobra i radosnych chwil, lecz przez dekady towarzyszył jej również ogromny dramat. Ari nie był świadomy ile przeżyła jego babcia i czemu musiała stawić czoła jako Hinduska oraz kobieta w pierwszych dekadach dwudziestego wieku i to nie tylko w Anglii, ale także w Indiach. Dzięki pozostawionym zapiskom poznaje na nowo Anahitę Chavan, przyjaciółkę księżniczki, arystokratkę, oddaną pielęgniarkę i przede wszystkich matkę, której serce nie pozwala zapomnieć kogoś, kto tak krótko gościł w jej życiu.

Lata mijają, świat się zmienia, jednak pewne rzeczy wciąż pozostają ważne, lecz nie zawsze są one od razu dostrzegane. Niektórzy potrzebują czasu by je docenić, Ari odrzucił to co wydawało mu się zbędnym balastem, ale czy miał rację? Niegdyś młoda kobieta walczyła o szczęście i spełnienie swoich marzeń, teraz ktoś inny ma na to szansę.

Egzotyczne Indie z pałacami jak z baśni, oszałamiające przepychem architektonicznymi i bogactwem, a ich mieszkańcy fascynują ludzi Zachodu od wieków. Kobiety w zwiewnych i bajecznie kolorowych sari, przystrojone drogocennymi klejnotami również pozostawiają niezapomniane wrażenie. Jednak "Róża północy" to opowieść w jakiej nie krajobrazy odgrywają najważniejszą rolę, lecz ludzie i ich losy. Te ostatnie obserwujemy na przestrzeni ponad stu lat i wbrew temu co mogłoby się wydawać pewne sprawy nie tracą na swej aktualności. Lucinda Riley mistrzowsko oddała klimat pierwszych dziesięcioleci ubiegłego wieku z perspektywy młodej kobiety wychowanej w indyjskiej kulturze, ale dojrzewającej już w Anglii. Dzięki plastycznym opisom czytelnicy mogą ujrzeć świat maharadżów oraz imperialnej arystokracji brytyjskiej i porównać ze współczesnością. Dwa plany czasowe dają możliwość wychwycenia podobieństw, istniejących pomimo upływu czasu oraz porównania tego co było udziałem bohaterki w przeszłości i co przeżywają bohaterowie w teraźniejszości. Książka Lucindy Riley to jednocześnie saga rodzinna pełna sekretów i dramat uczuciowy, rozgrywających się na tle niespokojnej historii Europy i Indii, jednocześnie kontrastowych wobec siebie, ale i mających wiele cech wspólnych. "Róża północy" to również wątki pełne niuansów i ukrytych znaczeń, a łączący je motyw uwidacznia się w finale.



            
          Za możliwość przeczytania książki 


    Dziękuję 


     wyd. Albatros

niedziela, 24 lipca 2016

Pomiędzy przeszłością i przyszłością

"Świadek"
Nora Roberts


Pamiętacie bajkę o Kopciuszku? Piękna dziewczyna, macocha, zgubiony pantofelek i książę oraz szczęśliwe zakończenie. W prawdziwym życiu rzadko kiedy jest tak prosto jak w baśniach, niektórzy przekonują się o tym na własnej skórze i w bardzo dotkliwy sposób. Książę wcale nim nie jest, zapodziany bucik nie przynosi szczęścia, a kobieta jaka powinna być matką to już temat na całkiem inną opowieść. Co zrobić gdy rzeczywistość rozmija się z marzeniami i okazuje się rodem z sensacyjnego filmu? Postarać się przeżyć, tylko lub aż tyle.

Gdyby, słowo kryjące w sobie tysiące znaków zapytania i równie wiele błędów. Liz wymawiała je nie raz, bo gdyby nie poszła do pewnego klubu nocnego, gdyby nie była taka zdolna, gdyby nie chciała być przeciętną nastolatką, gdyby ... Ale po prostu zapragnęła, chociaż na krótko, nie być Elizabeth tylko zwykłą Liz. Wszystko układało się mniej więcej tak jak zaplanowała, nawet przyjemniej, na pewno nic nie było takie jak do tej pory. Zamiast nakazów, zakazów i dyscypliny niczym nieskrępowana wolność, a do tego wspaniała zabawa z przyjaciółką oraz mężczyzna, który nie ukrywa, że dziewczyna intryguje go i wyróżnia się na tle innych. Czego chcieć więcej w taki wieczór? Rozsądek próbuje przebić się przez głośną muzykę, ale pierwszeństwo ma zachłyśnięcie się światem, jaki do tej pory był zupełnie nieznany i jest tak niebywale ciekawy. Miłego złego początki sprawdza się w tym przypadku co do joty, kilka godzin dzieli szczęście i radość od prawdziwego dramatu. W ciągu kilku minut życie Liz zmienia się na zawsze, jest świadkiem czegoś co nie było przeznaczone dla oczu postronnych, od tej chwili pozostaje jej tylko jedno - ucieczka. Szansa na powrót do egzystencji sprzed kilkunastu godzin brutalnie zostaje odebrana, a wraz z nią nastolatka musi stawić czoła rzeczywistości, w której nie ma miejsca na niepewność i jakikolwiek błąd.

Jak długo da się pozostawać niezauważalną i jaką cenę płaci się za ciągłe oglądanie się za siebie? Abigail Lowery na obydwa pytanie umiałaby dać bardzo wyczerpujące i pouczające odpowiedzi. Od lat jest mistrzynią w ukrywaniu się, wie ile kosztuje chwila nieuwagi oraz zejście z dobrze znanej ścieżki. Bickford w hrabstwie Ozark wydaje się miejscem w sam raz dla kogoś takiego jak ona, nikt nie zadaje pytań i można pozostawać anonimowym. Do czasu, bo wbrew pozorom Abigail zwraca się na siebie uwagę, lecz nie oznacza to tym razem niebezpieczeństwa, wprost przeciwnie. Oczywiście nie da się od razu komuś zaufać, ale Brooks Gleason nie zamierza szybko stracić zainteresowanie tajemniczą, nową, mieszkanką. Raz za razem przekracza niewidzialną granicę wyznaczoną przez Abigail Lowery, a jej samej jakby coraz mniej to przeszkadzało. Jednak gdy ucieczka stała się codziennością nie da się tak łatwo o niej zapomnieć, jak i o tych, którzy wciąż pamiętają pewną dziewczynę, będącą zagrożeniem dla imperium jakie stworzyli. Kiedyś jedynym wyjściem było zniknięcie, czy teraz tez tak musi być?

Nora Roberts od lat jest autorką bestsellerów, jaki ma przepis na sukces? Na pewno ma ich kilka, jednym z nich jest połączenie sensacji ze stroną obyczajową oraz sporą dawkę tajemnic i dobrego humoru. "Świadek" wpisuje się w tę receptę doskonale, ponieważ zawiera w sobie dobrze skonstruowany kryminał, naturalnie motyw uczuć jest mocno wyeksponowany, a dialogi pomiędzy postaciami w odpowiednich momentach są żartobliwe. Nora Roberts po części w tej historii sięgnęła również po dramat sądowy, będący dopełnieniem pozostałych wątków. Czytelnicy, którzy poznali już jej twórczość, zauważą pewien schemat, ale w przypadku tej pisarki zdaje on egzamin i jest on każdorazowo dostosowany do fabuły. "Świadek" jest intrygującą opowieścią dopracowaną w szczegółach, gdzie przeszłość stanowi wstęp do całkowicie odmiennej przyszłości niż była w planach.


piątek, 22 lipca 2016

Wróg czy przyjaciel?

"Habbatum" 
cykl "Wędrowcy"
Augusta Docher


Człowiek ma tylko jedno życie, w którym przeszłości nie można zmienić, a przyszłości nie da się zaplanować w stu procentach. Czasem to co już się wydarzyło lub dopiero mieć miejsce zbyt mocno mogą wpływać na teraźniejszość, która pozwala uczyć się na dawnych błędach i skorygować zamierzenia. Jednak niekiedy przeznaczenie daje szansę jakiej ludzie pragną od zawsze, lecz tylko nieliczni dane jest poznać ją.

Kiedy stoi się u progu dorosłości marzy się o niejednym, dla niektórych los przygotował nie lada niespodziankę, z kategorii tych niewiadomych i niespotykanych. Anna Wilk dostała właśnie taki prezent, a wraz z nim cały pakiet zaskakujących wydarzeń. W ostatnich miesiącach szczęście i łzy przeplatały się z sobą aż nazbyt często, przynależność do plemienia Eperu jest wyróżnieniem, dającym wiele możliwości, ale jak to bywa jest także pewien minus, dający o sobie znać bardzo szybko i dotkliwie - Habbatum. Wrogowie nie przebierają w środkach, a Anna staje się pionkiem w rozgrywce, toczącej się od lat. Dziewczyna znalazła się w sytuacji wydającej się bez wyjścia, jest przetrzymywana w nieznanym sobie miejscu, a ktoś komu ufała zdradził jej zaufanie, pozostała sama na łasce nieprzebierających w środkach przeciwników. Ale czy tak jest naprawdę? Zakochany Leo na pewno zrobi wszystko by ją odnaleźć, lecz nie będzie to łatwe, bo ślady zatarto niezwykle starannie. Szczęśliwe wspólne chwile zdają się być tak odlegle, podobnie jak zwykłe życie. Nie tak łatwo jednak złamać kogoś kto wierzy w siłę miłości i odwiecznego dziedzictwa, którego stało się częścią. Wbrew przeciwnościom Anna i Leo nie poddają się, to co ich łączy uważają za niezwykle silne, ale nieustające poczucie zagrożenie ze strony Habbatum i nowi znajomi nie sprzyjają im. Nie pomagają także także sekrety i niedomówienia, a niektórzy tylko czekają na moment słabości. Czy podejrzenia i niepewność nie zniszczą uczucia tych dwojga? Od samego początku swej znajomości muszą stawiać czoło kolejnym przeciwnościom, nietrudno w takich okolicznościach stracić z oczu bliskiego człowieka, szczególnie gdy przeznaczenie rzuca kolejne wyzwania.

Zaufanie łatwo nadwyrężyć, trudno jest odsunąć od siebie wątpliwości i uwierzyć w szczerość drugiego człowieka. Leo i Anna doświadczyli jednego i drugiego, wiedzą jak smakuje rozczarowanie i co daje nadzieja, ale czy wystarczy to by umieli ochronić swoją miłość i siebie? Przed nimi jeszcze niejedna potyczka z wrogami, a ci uderzają zawsze niespodziewanie i w bolesny sposób.

Druga część prawie zawsze musi zmierzyć się z poprzeczką oczekiwań ustawioną o wiele wyżej niż przy pierwszym tomie. Nim kolejne perypetie bohaterów trafią "pod strzechy" wyobraźnia czytelników nie próżnuje, a autor ma przed sobą niezbyt łatwe zadanie. Ubiegłoroczne "Eperu" zaostrzyło apetyt na kontynuację pod tytułem "Habbatum", szczególnie, że zakończenie dawało pole do popisu dla rozważań w temacie jak  potoczy się dalej opowieść. Augusta Docher nie zawiodła oczekiwań i dała czytającym ciąg dalszy, w którym nie brak klimatu z poprzedniej części, ale i nie raz zaskakującego rozwinięcia wątków. Postacie dojrzewają, dokonują zmian w swym życiu, podejmują decyzje, a przede wszystkim uczą się na własnych błędach. Autorka nie tylko podąża znajomymi ścieżkami, ale i dodaje nowe, rzuca na te już znane nowe światło i zaskakuje pomysłami co do dalszych losów bohaterów. Motyw uczuć zręcznie przeplata się z fantastycznym dając w efekcie cykl, w którym nie brak niespodzianek i zagadek. Przed nami trzecia część "Batawe", po jakiej należy spodziewać się intrygującej i na pewno nieprzeciętnej historii. 

Jak zakończy się historia Anny i Leo? Na pewno przed nimi jeszcze wiele trudności do pokonania, zwłaszcza, że nie mogą zapomnieć o przeszłości, a to co jest teraz może wpłynąć na bardzo szeroko pojętą przyszłość.W ich przypadku życie to coś więcej niż tylko kilkadziesiąt lat ...



 
Książkę przeczytałam 
  dzięki uprzejmości  






wtorek, 19 lipca 2016

Pomiędzy tajemnicą a otwartością

"Dobra matka"
Małgorzata Rogala


Współczesne technologie pozwalają jednym skutecznie odgrodzić się od świata, natomiast drugim dają do rąk środki by mogli odsłonić swe życie przed innymi jak nigdy dotąd. Łatwo nie dostrzec granicy, za którą wirtualne niebezpieczeństwo staje się aż nazbyt rzeczywiste, czasem wystarczy niewinne zdjęcie wrzucone dla zabawy. Internet to sieć w jakiej nic nie ginie i nigdy nie wiadomo kto zainteresuje się tym co w niej znajduje się.

Uśmiechnięta kilkulatka, zdjęcie podobne do setek tysięcy wrzucanych hurtowo na portale społecznościowe, niby nic nadzwyczajnego, ot codzienność. Ale nie dla kogoś kto bacznie obserwuje publikujących fotografie swych pociech. Zabawa ta może skończyć się zabójczo, bez ostrzeżenia, chociaż czy w ogóle wzięto by je zauważono? Starsza aspirant Agata Górska niejednokrotnie była wzywana na miejsce odnalezienia denata, dobrze zna procedury, nie przypuszcza, że tym razem sprawa ta będzie miała dalszy ciąg dość osobisty. Jednak nim pewne fakty ujrzą światło dzienne, policjantka wraz ze swym partnerem - Sławkiem Tomczykiem znajdą się przy kolejnej ofierze, której śmierć zbyt dobrze przypomina zdarzenie sprzed kilku dni. Seryjny morderca? Być może. Jaki jest motyw obu zbrodni? To pytanie jest kluczowe, jednak jak na razie brak nie odpowiedzi. Przy tej sprawie wracają wspomnienia z przeszłości, jakie Agata stara się bez skutku zapomnieć. Od lat walczy ze skutkami czegoś, co pozostawiło w niej niezabliźnioną ranę, jak do tej pory tylko jedna osoba wiedziała o tym. To czego kiedyś doświadczyła towarzyszy jej bezustannie, w kontekście ostatnich wydarzeń trudno pozostać obojętnym, a bezstronność i zdrowy rozsądek powinny iść w parze w pracy śledczej. Czy tym razem sprawy osobiste nie przesłonią Górskiej zawodowych? Na rozwiązania czeka mordercza zagadka, ale trudno jej nie powracać do przeszłości i tych, których kiedyś spotkała na swej drodze.

Skrywanie tajemnic i zbytnia otwartość mogą prowadzić do tragedii, czasem trudno znaleźć pomiędzy nimi równowagę. Chwila nieostrożności jest wystarczająca by z myśliwego stać się ofiarą lub też odwrotnie. Internet to nie jedynie niegroźna rozrywka, jest także źródłem zagrożeń, lecz któż w to wierzy?

Prawie równo rok temu czytałam książkę "Zapłatę" Małgorzaty Rogali, a dzisiaj jestem świeżo po lekturze "Dobrej matki" tej samej autorki. Jak się okazało nowa historia była równie wciągająca, no a koniec ... koniec zaostrzył apetyt na kolejne spotkanie z bohaterami i rozwój intrygujących wątków. Ale nim nastąpił finał była opowieść zagadkowa, jak przystało na rasowy kryminał, nie pozwalająca na zbyt dłuższe przerwy w czytaniu i równocześnie będąca źródłem wielu refleksji. Małgorzata Rogala nie po raz pierwszy okazała się wnikliwą obserwatorką naszych realiów, umiejącą dostrzec problemy jakie większość z nas pomija milczeniem lub nie chce zauważyć. "Dobra matka" to nie tylko sensacja, ale przemyślana historia obyczajowa poruszająca niezwykle trudne kwestie społeczne często niestety mające miejsce, lecz zbyt rzadko w odpowiednim chwili zauważane. Fabularna strona współgra z drugą, odnoszącą się do rzeczywistych wątków, w jakiej jak w zwierciadle odbija się współczesny świat - jednocześnie niezwykle dbający o zachowanie prywatności i dający dostęp do niej przy każdej możliwej okazji. Z jeszcze jednym motywem spotykamy się w tej książce - zemstą, mającą wiele odcieni, od barwy w kolorze krwi aż do tej zupełnie bezmyślnej, wśród nich jest też taka, która kiedyś dała siłę i gdy się urzeczywistniła pozwoliła się uwolnić od tego co już się wydarzyło. "Dobra matka" to historia tylko z pozoru nieskomplikowana, kryje się w niej wiele warstw, odkrywanych w miarę poznawania bohaterów i ich przeszłości. Jak potoczą się dalsze losy postaci? Na to pytanie znajdzie się odpowiedź podczas następnego spotkania z postaciami wykreowanymi przez Małgorzatę Rogalę.


Za możliwość przeczytania książki
 dziękuję Autorce:
 
Małgorzacie Rogali



niedziela, 17 lipca 2016

Ogłoszenie Zwycięzcy konkursu

Nadszedł 17 czerwca, co oznacza, 
że konkurs został zakończony i Zwycięzca wyłoniony. 



Dziękuję wszystkim za udział, 
każda odpowiedź była dla mnie ważna, 
dlatego zdecydowałam się na losowanie. 
Wakacje lub urlop to doskonała okazja 
by sięgnąć po książki, które chcieliśmy przeczytać, 
ale zabrakło czasu, 
nowości jakie ostatnio wpadły nam w oko 
 lub też powrócić do lektur sprzed lat. 
W moim przypadku będzie to wszystkiego po trochu. 
Wolne chwile trzeba jakoś zagospodarować, 
a czytanie to jeden z lepszych pomysłów. 


Na karteczkach są wszyscy uczestnicy:
 

Łabądek posłużył za naczynie do losowania:
 

Oto zwycięzca:


 Gratuluję Zwyciężczyni: 
Proszę o kontakt w sprawie wysyłki nagrody:
 kmpessel@gmail.com


Jeszcze raz dziękuję wszystkim za udział 
oraz wydawnictwu Albatros za przekazanie nagrody


Już niedługo kolejny konkurs, na który zapraszam :)