sobota, 21 stycznia 2012

Spotkanie autorskie 28 stycznia

Księgarnia Matras, Stowarzyszenie Sztukater oraz Oficynka
zapraszają na spotkanie z Pawłem Pollakiem,
autorem wrocławskiej powieści kryminalnej „Gdzie mól i rdza”.


28 stycznia (sobota), godzina 14, Księgarnia Matras
ul. Świdnicka 28, Wrocław

Spotkanie poprowadzi Agnieszka Lingas-Łoniewska

Wstęp wolny. Zapraszamy!

piątek, 20 stycznia 2012

Cyfrowe jabłko

"STEVE JOBS gdzie pada jabłko"
Jay Elliot, William L. Simon


Osoba Steve`a Jobsa jest rozpoznawalna przez ludzi w każdym zakątku globu, jako symbol firmy i produktów, które zrewolucjonizowały świat komputerowy i nie tylko. Wielu kojarzy go wyłącznie z najnowszym dorobkiem Apple`a czyli iPodem, iPadem czy iPhonem, jednak to jedynie ostatnie owoce pracy, inne, obecnie powszechnie używane, także wyszły spod jego ręki lub powstały dzięki jego zapałowi. Ale czy można mówić o człowieku tylko przez pryzmat aktywności zawodowej, nawet gdy jest ona dla kogoś najważniejsza? Często patrząc na czyjś sukces widzimy postać autora wyłącznie w czerni i bieli, a gdzieś pomiędzy tymi dwoma kolorami można odnaleźć wiele innych barw, odzwierciedlających dobre i złe życiowe momenty. Droga do triumfu nie zawsze jest prosta, czasem bywa kręta, a efekt końcowy to suma wielu elementów i wysiłku nie tylko jednostki.

Geniusz, wizjoner, zwycięzca, te słowa wielokrotnie padały w odniesieniu do twórcy potęgi Apple`a, stał się jej twarzą, ale w cieniu stoją dziesiątki ludzi, którzy współtworzyli z nim sukces. Pisząc o fascynującym człowieku, łatwo skupić się na pierwsz0planowym aktorze i pozostawić w zapomnieniu drugi plan, bez jakiego triumf byłby trudny do osiągnięcia lub w ogóle niemożliwym do zaistnienia. Książka "STEVE JOBS gdzie pada jabłko" ukazuje tytułową postać nie za pomocą jej osiągnięć, pamiętnych dat, zwycięstw i klęsk, lecz z perspektywy współpracowników i codziennej pracy. Taki punkt widzenia oddaje chwile sławy, momenty klęski i czas kiedy tworzono rewolucyjne produkty, o tych elementach nie wspomina się w tzw. "wersji dla prasy". Efekt końcowy i to co ogląda się na prezentacjach, ogłaszających wejście produktu na rynek to wynik, czasem długich i burzliwych lat, wielu pomysłów, ostrej wymiany zdań i szeregu "burz mózgów".
Nim do sklepów trafił iPhone, każdy szczegół jego obudowy, kolorystyka, nie wspominając już o oprogramowaniu, były omawiane setki, a może tysiące razy. Każdy pomysł był mile widziany, ale u źródła leżało zawsze jedno - detal, liczył się on na równi z całością, bo ich suma to urzeczywistnienie idei. Jednak nie zawsze koncepcja, wydająca siębyc świetną prognozą, okazywała się sukcesem, porażki też były udziałem i Jobsa i jego pracowników, one też stanowią świadectwo jednej z jego twarzy.

Historia Steve`a Jobsa przedstawiona przez Jay`a Elliota i Williama L. Simona to z jednej strony biografia człowieka, który stał się symbolem, a z drugiej strony przedstawienie obrazu marki Apple. Łącząc postać ludzką z firmą, autorzy nakreślili wizerunek, w którym znalazło się miejsce na odzwierciedlenie osoby, taką jaką była naprawdę, a nie tylko opisanie jej zalet, bez wspominania o wadach. Zwycięstwa, konflikty, podpatrywanie innych, genialne pomysły, przegrane, otwartość na zmiany, upór, te cechy i wiele innych składają się na wielowymiarowy portret niezwykłej indywidualności. Sylwetka ta przeszła już do historii, lecz nie należy do przeszłości, nadal wyznacza trendy i jest wzorem dla wielu, pragnących kreować świat nowych technologii. Przeciwnicy i zwolennicy długo będą jeszcze toczyć dyskusje o tym człowieku, niejedna biografia powstanie o nim, warto bliżej przyjrzeć się komuś kto był współtwórcą rewolucji w cyfrowym środowisku.







Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria
oraz
wyd. Bukowy Las

czwartek, 19 stycznia 2012

Prawo do zbrodni?

"Teoria zbrodni uprawnionej"

Marek Gaszyński


Zbrodnia uprawniona ... dwa słowa, wydające się wzajemnie przeczyć, bo jak można usankcjonować prawem coś co jest z nim niezgodne? A może tytuł odnosi się do aktu zemsty, rewanżu, odwetu, za doznane krzywdy? Jednak teoria ma to do siebie, że gdy odnosi się ją do praktyki to nie zawsze te dwie wielkości pokrywają się ze sobą. Więc jak to jest z hipotezą, że wydarzenie, które z zasady nie może być usankcjonowanie ktoś chce uprawomocnić? Jak dochodzi do powstania takiej koncepcji i dlaczego? Co musiałoby mieć miejsce by mówić o legitymizacji zbrodni? Wiele pytań, żadnych odpowiedzi, bo gdy coś dotyczy czegoś hipotetycznego trudno uzyskać wynik, ale czasem hipoteza jest konfrontowana z rzeczywistością ...


Lata sześćdziesiąte, Warszawa, dwójka studentów - para, widzi swojego wykładowcę i postanawia go śledzić. Nawet to nie jest żart, po prostu jakiś impuls, w końcu co może ukrywać pracownik naukowy? Nic! Ale czy na pewno? Mówi się, że pierwsze wrażenie jakie odnosimy gdy kogoś poznajemy dużo mówi jak dalej potoczy się znajomość, ale z drugiej strony bywa ono często mylne. Dla Norberta Piaseckiego początkowo Piotr Pawłowicz był jednym z wielu nauczycieli akademickich, może trochę młodszym od pozostałych i ciekawiej prowadzącym zajęcia, lecz w gruncie rzeczy była to relacja typowa student - profesor. Zbieg okoliczności sprawił, że poznali się bliżej, przynajmniej tak sądził jeden z nich, drugi miał ukryty cel by nawiązać kontakt właśnie z tym, a nie innym czlłowiekiem. Czasem warto zaufać intuicji i jej podpowiedziom, pomimo, że wydaje się tylko być uosobieniem całkiem innych uczuć, w końcu zazdrość sprawia, że nie postępuje się racjonalnie, lecz gdy wie się o niej to całkiem co innego ... W końcu co może stać na drodze dwojga młodych ludzi, którzy zaplanowali już swoje życie? Los jednak lubi zaskakiwać, wystarczy jeden krok by starannie przemyślane plany legły w gruzach, to co wydawało się na wyciągnięcie ręki ucieka i nie ma sposobu by to dogonić. Dzień ślubu jest dla większości otwarciem nowego rozdziału, bywa także zbiorem chwil, które pamięta się zawsze, Norbert natomiast doświadczył tego, czego w najgorszym koszmarze nawet nie brał pod uwagę. Wyszedł z akademika, wsiadł do taksówki i od tego momentu nikt go nie widział, nie dotarł domu narzeczonej ani do Urzędu Stanu Cywilnego, niczego nie zabrał z pokoju, wszystko zostawił, nawet najbardziej osobiste drobiazgi. Jedynym śladem jest list, w którym niedoszły pan młody wyjaśnia motyw swej ucieczki - wyjazd na zachód z powodów politycznych. Zrozpaczona narzeczona, zawiedzenie przyszli teściowie, nierozumiejący niczego przyjaciele, nikt z nich nie domyślał się niczego.

Kanada w połowie lat sześćdziesiątych dla kogoś bez przeszłości, kto przez pięć lat był w śpiączce wydaje się równie dobrym miejscem do życia jak każde inne. Dzięki zbiegowi okoliczności dostał szansę od losu o jakiej nie marzył nigdy, jakby w ogóle mógł tego pragnąć jeżeli nie pamięta kim był? Nie ma go wśród zaginionych, nie istnieje żaden dokument, w którym by pojawiało się jego zdjęcie, po prostu NN. Rozpoczynanie wszystkiego od nowa, a raczej od początku, daje nieograniczone możliwości, a gdy do tego dołoży się ciężką pracę i oddanych przyjaciół, to świat stoi otworem.


Dwa wątki, dwóch różnych bohaterów, a łączy ich "zbrodnia uprawniona", teoria stała się praktyką. Jeden człowiek uznał, że może być sędzią i katem, by uchronić swój sekret wydał wyrok na osobę, mogącą odkryć pewną tajemnicę z wojennej zawieruchy. Nie zawahał się gdy niszczył wszystko i wszystkich co mogło naprowadzić na jego ślad, był w tym niezwykle skuteczny, nie oszczędził nikogo, nawet siebie samego, chociaż tego nie dostrzegł, za to było to dane ujrzeć największemu wrogowi ...

Marek Gaszyński połączył w swej książce kilka wątków, można w niej odnaleźć sensację, elementy obyczajowe i rzeczywistość ostatnich sześćdziesięciu lat. Autor łączy fikcję z faktami, tak, że czytelnik ma wrażenie, iż czyta autentyczną historię, która jak najbardziej mogła mieć miejsce. Realne postacie i wydarzenia, a pośród nich wykreowane osoby i sytuacje, w efekcie otrzymuje się fabułę zaskakującą, gdzie trudno zauważyć granice pomiędzy prawdą, a tym co jest wytworem wyobraźni. Niewiele opowiadań daje dokładny wgląd w motywy postępowania, dlaczego właśnie podjął taką , a nie inną decyzję. W "Teorii zbrodni uprawnionej" nie ma wyraźnej oceny działań bohaterów, to zostaje pozostawione czytającym, jest za to ukazane jak niektóre sprawy łączą się, nie pozostają bez echa, ich wynik czasem widoczny jest dopiero długo po tym kiedy się wydarzyły. Podobno zło powraca ...




Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria
oraz
wyd. Nowy Świat

wtorek, 17 stycznia 2012

"Gladiatorka" wędruje do ...

Czas na rozwiązanie konkursu, a raczej podanie wyników losowania,
bo każda wypowiedź była jedyna w swoim rodzaju.
Każda przytoczona książka wywołała niezapomniane wrażenia,
niektóre z nich czytałam, inne dopiero kuszą by je przeczytać.
Pisać mogłabym długo, ale nie miejsce na to ;)





"Gladiatorka" powędruje do ... Blair :D
(Proszę o podanie maila)

Gratuluję wygranej i życzę miłej lektury.

Już wkrótce kolejny konkurs

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Włóczykijek w 2012 roku

Włóczykijkowi nie groźne zaspy śnieżne oraz mróz,
dociera zawsze i wszędzie, z małą pomocą Pani Listonosz :)


"Sosnowe dziedzictwo"
Maria Ulatowska










niedziela, 15 stycznia 2012

Sztuka pisania listów

"Życie w listach"

Thomas Merton

Sztuka pisania listów popada w zapomnienie, zamiast długich epistołów do przyjaciół, znajomych czy rodziny piszemy sms-y, maile lub po prostu rozmawiamy przez telefon. Jedna jeszcze nie tak dawno właśnie ta forma komunikacji kwitła, a pamiątki po niej pozwalają poznać ich autorów oraz osoby, do których były one adresowane. Znajdujemy w nich nie tylko osobiste zapiski czy dzielenie się uczuciami lub wiadomościami, lecz również tło kulturowe i historyczne. Biografie znanych osób wielokrotnie opierały się na informacjach pozyskanych właśnie z korespondencji, w niej wielokrotnie powierzano sobie tajemnice albo zwykłe wiadomości dotyczące dnia codziennego bądź stanowiła ona swoisty pamiętnik. Czasem była jedyną formę komunikację pomiędzy ludźmi, to jej zawdzięczano nawiązanie znajomości, przyjaźnie, w niej wymiano opinie i poglądy, starano się nieść pomoc. Niektóre wiadomości nigdy nie dotarły do odbiorców albo zawitały z dużym opóźnieniem, niekiedy historie ich drogi są bardziej fascynujące niż można by przypuszczać.

Książka "Życie w listach" jest niezwykłym zbiorem osobistych przemyśleń człowieka, żyjącego przez wiele lat z dala od świata zewnętrznego, ale jednocześnie utrzymującego z nim kontakt poprzez swoje publikacje oraz komunikację listowną. Thomas Merton ostatnie lata życia spędził jako pustelnik w milczeniu, jednak w sprawach, które uważał za ważne, nie tylko dla siebie, wypowiadał się w formie pisemnej. Nie ma w tym sprzeczności, życie w samotni sprzyjało rozmyślaniom, medytacji, a odpowiedzi na pytania innych pozwalały się dzielić wnioskami, powstałymi w ich wyniku. Wbrew pozorom nie dotyczyły one tylko kwestii religii czy też wiary, bądź ogólniej mówiąc, duchowej strony życia, lecz jak najbardziej takich aspektów jak rasizm, polityka czy też kwestia broni jądrowej. Dużo jest także rozważań dotyczących wyboru drogi życiowej dokonanej przez autora, niespełnionych zamierzeń oraz refleksji dotyczących własnej twórczości. Czytając wypowiedzi widać w nich dystans do własnej osoby i sławy, nie brak w nich także wskazywania własnych błędów, a co równie ważne nie ma krytyki innych osób, obojętnie świeckich czy duchownych, zamiast tego jest przedstawienie osobistych odczuć i pozostawienie adresatowi wyrobienie sobie własnego zdania. Nie uważał się za człowieka, żyjącego lepiej od innych, wiedzącego więcej na tematy egzystencjonalne czy też odpowiedniego do udzielania rad. W listach tych można odczuć całą gamę emocji oraz otwarcie się na ludzi, ich problemy, sądy oraz zapatrywania. Upływ czasu nie zdezaktualizował treści, gdyby nie data bądź rzadkie odwołania do ówczesnych wydarzeń ze sceny politycznej, trudno byłoby dostrzec, iż upłynęło cztery i więcej dekad od powstania tych tekstów. Z jednej strony poruszane są tematy uniwersalne, z drugiej często odnoszą się one do osobistych przeżyć bądź dylematów adresatów. Ważnym elementem są także dyskusje z odbiorcami, którzy wywodzą się z różnych środowisk, od tych najbardziej znanych jak Borys Pasternak, Czesław Miłosz,Henry Miller, papież Jan XXIII, Jacqueline Kennedy, jak i całkowicie anonimowych - studentów czy też uczniów. Dziesiątki wymienianych wiadomości są ciekawą lekturą ze względu na ich autorów oraz poruszane zagadnienia - kultura, sztuka, polityka, problemy społeczne, literatura, religie.

Chociaż książka Williama H. Shannona i Christine M. Bochen jest tylko zbiorem wybranych pism, trudno byłoby bowiem przytoczyć całość, ale nawet ten niewielki wycinek stanowi doskonały wgląd w twórczość Thomasa Mertona. Dodatkowo czytelnik ma okazję poznać niezwykle interesującą osobę, której słowa nie straciły nic na swej aktualności, a co więcej wydają się być napisane niedawno.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria
oraz wyd. W drodze

sobota, 14 stycznia 2012

Przyjaźń w trudnych czasach

"Dzieci potopu"
Emily Diamand


Londyn zatopiony, Wielka Brytania jako państwo nie istnieje, tereny, które uniknęły zalania skupione są w dziesięć hrabstw. Świat jaki jest nam znany zniknął z map i rzeczywistości, cywilizacja cofnęła się i to o wiele wieków. Jednak pewne rzeczy nie zmieniły się, chciwość i pragnienie władzy oraz egoizm nadal pozostały. Walka o każdy dzień jest codziennością, wręcz koniecznością, przeżywają tylko najsilniejsi i najbardziej zdeterminowani, nietolerancja wobec obcych powoduje, że o pomoc ze strony innych trudno. Wsparcie dla kogoś spoza rodziny, klanu, uważane jest za zdradę, normalny odruch a budzi agresję. Panuje również technofobia, to co kiedyś było znane i w powszechnym użytku teraz budzi lęk oraz posądzane jest o źródło wszelkiego zła. Jednak nie wszystko utracono, na resztkach tego co ocalało istnieją enklawy, gdzie życie przypomina dawne czasy. Dzieciństwo i dorastanie w takich warunkach nie jest proste, a gdy nie należy się do żadnej wspólnoty każdy dzień to kolejna bitwa, mogąca zakończyć się dramatycznie.

Władza, to dla niej wielu zrobi wszystko, nie liczą się wtedy więzy rodzinne czy też dobro ogółu, najważniejsze jest by nie stracić jej bądź w końcu dostać ją w ręce. Bezwzględność i wykorzystanie każdego możliwego sposobu wydaje się jedyną gwarancją sukcesu, ale pośród zła są ludzie, którzy ryzykują własne życie by ocalić przyjaciół, w takim właśnie świecie żyje Lilly. Dziewczyna może liczyć tylko na siebie i ... komputer oraz niewiele od siebie młodszą uciekinierkę Lexi, pośród nieustannych potyczek ta trójka podróżuje łódką po wodach wokół dawnej Wielkiej Brytanii. Nie są jednymi z wielu podróżników, wyróżniają się nie ze względu na swój wiek - w końcu w postapokaliptycznym otoczeniu nikogo on nie dziwi, lecz tym kim jest jedna z nich i posiadaniem sprzętu komputerowego. Szczególnie ten ostatni przysparza wielu problemów, nie jest to przedmiot podobny do tych jakie znamy, ma własne zdanie i często ogłasza je w najmniej odpowiednim momencie. Trójka ta jest celem dla pewnych osób, które dzięki nim mogą zdobyć wiele korzyści dla siebie, w takiej sytuacji trudno odróżnić przyjaciół od wrogów i odwrotnie.

Dwudziesty trzeci wiek nie jest przyjaznym stuleciem, ludzkość straciła większość zdobyczy uważanych kiedyś za oczywistość, ale ważniejszym jest rozpad społeczeństwa. W jego miejsce powstały małe skupiska ludzi, pod płaszczem wzajemnych interesów kryją się intrygi, a żadna sposobność do wzmocnienia własnych wpływów kosztem innych nie zostanie pominięta. Takich historii wiele opisano w książkach, jednak przedstawienie jej z perspektywy nastolatków daje odmienny obraz. Również narracja w pierwszej osobie, i to prowadzona przez dwóch bohaterów, pozwala spojrzeć na to czego są uczestnikami z innego punktu widzenia niż gdyby było to przedstawione przez kogoś z zewnątrz. Wizja przyszłości wykreowana jest bardzo plastycznie, opisy pozwalają ujrzeć to co mam miejsce i jakie emocje są odczuwane przez postacie. Lektura wbrew pozorom nie ma posępnej atmosfery, zawiera za to perypetie i wiele zaskakujących zwrotów akcji. Fabuła opiera się na motywie przyjaźni przedstawionej w postindustrialnym środowisku, gdzie zniszczenie jest na porządku dziennym, normalność jest rarytasem dla nielicznych, a przeszłość jest znienawidzona i jednocześnie wzór d naśladowania.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria
oraz wyd. Wilga

piątek, 13 stycznia 2012

Kim byłeś ojcze?

"Emplarium"
Hannibal Smoke


Wydaje się nam, że bliskich nam ludzi znamy doskonale, żadna tajemnica nie wiąże się z nimi. Jednak wystarczy czasem jakiś urywek informacji, stara fotografia od lat wisząca na ścianie i coś zaczyna nam nie dawać spokoju. Zwykły pejzaż, krajobraz jakich wiele, ale właśnie on zwrócił uwagę, co więcej staje się źródłem kroków, o których przed chwilą nawet nie myśleliśmy. Jakiś impuls powoduje, iż nagle, decydujemy się podjąć zadania, jakie nigdy wcześniej nie przyszło nam do głowy. Kiedy już odnajdujemy panoramę uchwyconą w kadrze obiektywu kolejne pytania nasuwają się, co w takiej okolicy mógł robić rodzic? O pomyłce nie może być mowy, jako, że jesteśmy do niego uderzająco podobni, zostajemy nawet wzięci za niego przez człowieka, mieszkającego w sąsiedztwie. Na dodatek znajdujemy narysowane na drewnianym stole piknikowym rysunki, bedące wręcz wizytówką ojca i każdy kto go znał zawsze przypisałby ich autorstwo właśnie jemu. Przypadek czy przeznaczenie chce nas naprowadzić na jakiś ślad z przeszłości?

Hannibal Smoke przez lata traktował literacki dorobek swego ojca z dużym dystansem i dosyć ironicznie. W końcu był dziennikarzem śledczym i pisarzem, jednak on zajmuje się poważniejszymi tematami, z kategorii tych sensacyjnych, chociaż gazeta, dla której pisze należy raczej do bulwarowej prasy. Tworzenie romansów, trzeba dodać bestsellerowych, zostało więc wyłączną domeną seniora. Trzy lata po śmierci Hannibal zaczyna prywatne dochodzenie, a jego początkiem jest właśnie fotografia pewnego pleneru, żadne nadzwyczajne dzieło sztuki, ot zwykły widoczek jak twierdzi matka, ale coś w nim intryguje go ... Szybko odnajduje się nie dający spokoju zakątek, tylko nie jest to już do końca tamto miejsce, nowy właściciel ogrodził większość ziemi i zamienił na teren przemysłowy. Co ciekawe żona posiadacza była fanką starszego Smoke`a i przyjaźniła się z nim i jego żoną. Przypadek? Pomysł z napisaniem biografii powoduje dziwne skojarzenia, a numery w ojcowskiej komórce jedynie dokładają kolejne. Czy to możliwe, że szanowany i ceniony autor, miał drugie życie, gdzie było miejsce na podejrzane kontakty z tajemniczym biznesmenem i mafią? Z takiej perspektywy okoliczności śmiertelnego wypadku pisarza nie wydają się już takie oczywiste ...A może to tylko wybujała fantazja i wynik wykonywanej pracy? Wystarczy spojrzenie na pamiątkowy album licealistów sprzed ćwierćwiecza i podejrzenia wydają się nie być pozbawione sensu, chociaż to tylko pięcioro nastolatków, stojących u progu dorosłości. Powiązania te stanowią jeden z wątków swoistego śledztwa, drugim jet wydana pośmiertnie książka Davida Smoke`a, jakby trochę nie w jego stylu, jednak kto jak nie on mógłby być jej twórcą? Jego wydawca podrzuca następne tematy rzucającego nowe światło na ojca Hannibala, wyłania się z niego człowiek inny niż ten, który pozostał w pamięci rodziny. Kilka wątków jest wyraźnie związanych z sobą, są one jednak zbyt słabe by mogły być dowodem, lecz gdzieś w przeszłości istnieją ślady, mogące potwierdzić przypuszczenia, ale czy na pewno? Czasem odpowiedzi trzeba szukać w nietypowych miejscach, a takim są romanse autorstwa ojca, po latach ich wydźwięk jest inny, słowa w nich zapisane zdają się odkrywać kolejny sekret.

"Emplarium" jest kryminałem, ale również swoistym zapisem poszukiwań prawdy o bliskich. Tak naprawdę nie było żadnych podstaw by podejrzewać, że jakaś tajemnica kryła się w życiu autora bestsellerowych romansów. Nigdy nie wystąpiła żadna wskazówka, która rzuciłaby cień na jego reputację. Jednak wystarczyło jedno zdjęcie,od lat wiszące na ścianie, by wątpliwości nagle dały znać o swoim istnieniu. Osobiste dochodzenie przynosi wiele niespodziewanych informacji, skłania także do wejścia w świat wykreowany na stronach ojcowskich książek. Dzięki spojrzeniu w przeszłość wyjaśniają się zbrodnie sprzed lat, a ofiary w końcu otrzymują należne zadośćuczynienie. Nie zawsze prawda wyzwala, czasem jej ujawnienie przynosi odwrotny skutek, zamiast spokoju daje ból i zniszczenie wspomnień, które w najgorszych momentach dawały oparcie. Wiedza o tym co miało miejsce i podjęcie decyzji by nie wyjawić tego jest jedną z najcięższych decyzji, którą trzeba podjąć, szczególnie gdy dotyczy osób zmarłych i ich żyjących bliskich. "Emplarium" ma wiele z kryminału noir, na pewno sensacyjny motyw jest jednym z głównych osi fabuły, ale równie ważnym jest wątek poszukiwania rzeczywistego obrazu swoich rodziców i przyjęcie do wiadomości, że nie wszystko jest takie za jakie je uważaliśmy oraz inny portret rodziców nie oznacza, iż jest on gorszy bądź zakłamany.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria
oraz wyd. FOKA

czwartek, 12 stycznia 2012

Stosik i małe przypomnienie

Kolejny raz Pani Listonosz przyniosła porcję świetnej lektury :)




Od góry:
Anna Onichimowska "Koniec Gry", wyd. Znak Emotikon
Dan Wells "Nie jestem seryjnym mordercą", wyd. Znak Emotikon
Maj Sjowall, Per Wahloo "Śmiejący się policjant", za punkty od portalu granice.pl
Claire "Magia wiedźm", nakanapie.pl
Hakan Nesser "Drugie życie pana Roosa", Duże Ka i wyd. Czarna Owca

Przypominam także o konkursie, szczegóły tutaj

środa, 11 stycznia 2012

Morderczy rekruter

"Łowcy głów"
Jo Nesbo

Okładka rzadko kiedy zapada mi w pamięć, ale przy "Łowcach głów" to właśnie ona była jednym z dwóch elementów, które przyciągnęły moją uwagę, drugim był autor. Dlaczego właśnie ta obwoluta przyciągnęła wzrok i nie dała o sobie zapomnieć? Ot garnitur z białą koszulą, a na jej kołnierzu plamy krwi, jednak wraz z tytułem stają się źródłem pierwszych pytań, których w miarę czytania przybywa.
Roger Brown jest łowcą głów, dosłownym, ale jego "polowania" są bezkrwawe, jako jeden z najlepszych rekruterów ma na celu tylko jedno -zdobycie dla zleceniodawcy odpowiedniego pracownika na najwyższe stanowiska w korporacjach. Znany jest ze swej skuteczności na tym polu i co więcej jak do tej pory jego praca to same sukcesy, każda zarekomendowana osoba idealnie sprawdza się w nowym miejscu pracy. Także sytuacja rodzinna wydaje się idealnie uzupełniać pełne sukcesów życie zawodowe, przynajmniej taki obraz na pierwszy rzut oka widzą mniej lub bardziej bliscy znajomi bohatera. Dla osób postronnych Roger jest wprost chodzącą reklamą powodzenia, ale ... to tylko część prawdy, jej reszta ukryta jest starannie przed wszystkimi, nawet żoną. A gdzie w tym wszystkim motyw kryminalny? Właśnie ukryty jest pod maską zwycięskiego specjalisty, wydającego się być zbyt pewnym siebie i swojej dobrej passy. Przypadkowe spotkanie idealnego kandydata na managera w jednej z najprężniej rozwijającej się firmie norweskiej jest uśmiechem losu, taką okazję trzeba wykorzystać. Pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiają się już podczas wstępnej rozmowy, lecz kto by brał je pod uwagę w tych kategoriach? Po prostu spotkało się godnego przeciwnika na swej drodze, nic tak nie ożywia jak dreszczyk emocji, oczywiście do momentu gdy myśliwy staje się zwierzyną i to ściganą bez względu na koszty. Jak to możliwe, że Roger nie zauważył zdrady w idealnym małżeństwie? Co kryje się za niewiernością żony? Dlaczego nagle starannie ułożona egzystencja wali się jak domek z kart, a niedawny rekrutowany staje się zaciekłym wrogiem? Gdzie został popełniony błąd? A może znalazł się lepszy gracz od Browna? Tak wiele pytań, odpowiedzi jak na razie brak, a rozwój akcji nie tylko przyśpiesza, lecz też zostawia za sobą krwawe ślady i przyszłość także rysuje się równie morderczo. Ale od tego co przyczyniło się do upadku jednego człowieka nie jest także wolny jego rywal, kto tym razem zyska na niedocenieniu przeciwnika i zbytniej pewności we własny spryt? Czasem przysięga małżeńska ma większe znaczeni niż by się mogło wydawać, a telewizja podsuwa świetne rozwiązania, szczególnie gdy na ekranie często pojawia się żądny sławy i chwały policjant ... W końcu każde ludzkie pragnienie można wykorzystać dla swojej korzyści, szczególnie gdy nie ma się nic do stracenia, a do zyskania wszystko!
Jo Nesbo nieśpiesznie wprowadza wątek sensacyjny, jednak gdy już decyduje się rozwinąć ten motyw czytelnik staje przed idealnie skonstruowaną intrygą kryminalną, w której wszystko jest możliwe. Tak naprawdę do ostatniego zdania nie można niczego z góry zakładać, gdyż fabuła jest nieprzewidywalna, tam gdzie można by oczekiwać odpowiedzi są kolejne znaki zapytania, a gdy nie spodziewamy się rozwiązania ono pojawia się, stając jednak podstawą kolejnego zwrotu akcji. Autor dba o odpowiednie stopniowanie napięcia i by czytelnikowi towarzyszyły wątpliwości aż do końcowej strony. Bohaterowie nakreśleni są wieloma barwami, szybko czytający zdaje sobie sprawę, że każdy z nich ma wiele twarzy, czasem nawet nieznanych dla nich samych. Historia rozwija się całkowicie w innym kierunku niż można przypuszczać po pierwszych kartkach, pozory wprowadzają w błąd, to co mogło wydawać, że jest osią akcji jest jedynie pierwszą warstwą pod, którą kryje się wyrafinowana prowokacja doskonale zakamuflowana przed wszystkimi.

Za możliwość przeczytania książki Dziękuję portalowi Duże Ka

oraz

wyd. Dolnośląskiemu

wtorek, 10 stycznia 2012

Detektyw z puszczy

"Puszczyk"
Jan Grzegorczyk

Czasem ucieczka od codzienności gdzieś na kraniec świata, bądź trochę bliżej do Puszczy Noteckiej, wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Jednak i gdy w takich pięknych okolicznościach przyrody proza życia, a raczej jej najmroczniejsze elementy dopadają człowieka, to zamiast błogiego spokoju znowu stres i zamieszanie zaczynają dominować. Podobno nic nie trwa wiecznie, więc i wszelkie perturbacje przemijają również i znów cisza zapada błoga, tylko jakoś zew do cywilizacji znowu daje o sobie znać. Zamiast jednak powrotu do społeczeństwa miejskiego szykuje się jedynie uporządkowanie spraw zawodowo - rodzinnych, czas na debiut i to nawet podwójny - jako pisarza i narzeczonego. Ale nie wszystko idzie gładko i zgodnie z planem, po raz kolejny los, a może fatum, dają o sobie znać. Stanisław Madej znowu znajduje nieboszczyka, tym razem jest to proboszcz pobliskiej parafii, który kilka godzin wcześniej obiecał udostępnić książkę i pewne informacje na temat samobójstwa sprzed kilku miesięcy. Nieszczęśliwy wypadek, na co wszystkie ślady wskazują, czy może ... morderstwo. Kto mógłby chcieć śmierci wiejskiego księdza? Pomimo zapewnień ze strony stróżów prawa i prokuratury nie wszyscy są przekonani o pechowym upadku z drabiny. Szczególnie, że duchowny używał jej od lat i w o wiele niebezpieczniejszych sytuacjach, no i był doświadczonym taternikiem. A może to nadmierna podejrzliwość, będąca efektem wydarzeń z przeszłości, jakie wciąż jeszcze pojawiają się przed oczyma głównego bohatera lub wyrzuty sumienia, że gdyby nie spotkanie ze znajomym, to byłoby się punktualnie na spotkaniu z ofiarą i wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej? Nikt nie daje wiary podejrzeniom, ale one nadal pozostają, chociaż tylko w sferze domysłów i umyśle jednego człowieka. Czasem pomoc przychodzi z najmniej spodziewanej strony i daje nadzieję na poznanie kulisów śmierci bliskiej osoby. Drugie dno zdaje się dostrzegać także miejscowy dziennikarz, mający wiedzę o wielu ciemnych stronach miejscowych notabli. Fałszywe zagranie niespełnionego pismaka albo bystrego obserwatora, pragnącego wyjaśnić pewien wieczór i jego tragiczny finał?

Wydawałoby się, że małe miejscowości nie kryją zbyt wiele sekretów, a życie w nich jest odtrutką na wielkomiejską dżunglę, gdzie zbrodnia czyha za każdym rogiem, ale czy na pewno? Wiele znaków zapytania zaczyna pojawiać się i to nie tylko w związku z niedawnymi wydarzeniami, lecz również z tymi związanymi z pewnym samobójcą, co do śmierci, którego także Madej miał zastrzeżenia. Wiele tajemnic skrywają ludzie zamieszkujący spokojne miasteczko, sekrety te wydają się być źródłem morderstwa i to odmienianego w liczbie mnogiej. W co był uwikłany zmarły ksiądz i jaką wspólną przeszłość ma z emerytowanym prokuratorem, a może kluczem do wszystkiego jest historia kilku wychowanków z miejscowego domu dziecka?

Początkowo "Puszczyk" sprawia wrażenie książki typowo obyczajowej, jednak to odczucie mija bardzo szybko, gdy zaczyna zarysowywać się motyw kryminalny. Wpierw powoli suspens zaznacza swoją obecność, jednak ze strony na stronę jest coraz bardziej widoczny, ale fabuła nie skupia się tylko na elemencie kryminalnym, równie ważne i także dobrze zaznaczone są detale związane z osobistymi przeżyciami bohaterów. Wątki życiowe stanowią tło dla tych z rodzaju morderczych i odwrotnie, wzajemne uzupełniając się tworzą barwną i zaskakującą mozaikę. Czasem prowincja wydaje się mało ciekawym miejscem, gdzie szarość przeplata się z codzienną rutyną, jednak to mylny obraz, bo często jej prawdziwy portret jest całkiem inny, a zbrodnia nie jest w nim niczym niezwykłym. Czytanie rozpoczyna się jak miły spacer po znanych, leśnych ścieżkach, jednak zagłębiając się w lekturę trafiamy w prawdziwe zabójcze ostępy, gdzie każda kartka vel krok przynoszą nowe niespodzianki spod znaku zabójczych knowań. Grono podejrzanych powiększa się, tak samo jak liczba osób schodzących z padołu ziemskiego, a gdzieś kryje się sprawca, a może sprawcy? Ktoś ukrywa się w cieniu śmierci, na tyle skutecznie, że pozostaje niezauważonym gdy knuje swoją sieć intryg, niewidoczną dla oplatanych nią.

"Puszczyk" jest panoramą postaci, szybko przekonujących czytelnika, że pomimo zwyczajnej powierzchowności na pewno takimi nie są, a ich postępowanie bywa zwodnicze i obfituje w niespodziewane zakręty. Jeżeli do tego dodać wątek kryminalny, który wielokrotnie łudzi łatwym rozwiązaniem, znajdującym się na wyciągnięcie ręki, by po chwili pokazać, iż gra nadal się toczy, to w efekcie czytelnik otrzymuje opowieść jakiej nie powstydziliby się mistrzowie światowego suspensu. Angielskie wrzosowiska, wielkie metropolie, surowe pejzaże skandynawskie, takie tła dla kryminalnych zmagań są codziennością w kryminalnych historiach, jednak polska sceneria również posiada tę atmosferę i bywa ona bardziej egzotyczna, gdyż rzadziej pojawiająca się.



Książka w sprzedaży od
23 stycznia 2012




Za możliwość przeczytania książki Dziękuję

Wydawnictwu ZNAK

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Marzenia magią są

"Simon Peppercorn.
Logowanie do Magicznej przestrzeni"

Wendell Speer

Bycie marzycielem we współczesnym świecie nie jest łatwe, wtedy gdy odpływa się do krainy, gdzie smoki, pojedynki rycerskie i magia jest codziennością, czas się nie liczy, niestety nad głową pojawia się zawsze ktoś, kto przywołuje do realności. Jednak nadchodzi dzień, kiedy to co wydawało się tylko snem lub iluzją staje się rzeczywistością. Nagle odkrywa się u siebie umiejętność czarowania, zamieniania zwykłej gałązki w różdżkę, a nasz pies staje czarownikiem, nawet zwykły kamień jest kimś, a nie tylko nie ożywionym kawałkiem skały. No i jest coś jeszcze, znani nam koledzy ze szkolnych ławek są także w takiej samej sytuacji jak my. Wspaniały prezent urodzinowy, ale ... no właśnie jest też jakieś ale, nawet więcej niż jedno, magiczna wiedza nie może być używana ot tak sobie i w złych zamiarach. Nie znikają także problemy dnia codziennego, złośliwi koledzy, "trudni nauczyciele", szkoła, istnieją nadal - nawet jeżeli rozpoczęły się wakacje. Życie dwunastolatka, mającego dostęp do magicznej przestrzeni, nie jest łatwe, a przed nim pierwsze logowanie do niej i podróż, która może zmienić wiele. Wspaniała przygoda życia, tak widzi ją uczeń magii i ma rację, jednak nim ona rozpocznie się jedno ugryzienie zmienia wszystko!

Trzynaście dni, aż lub tylko trzynaście dób dzieli Simona Peppercorna od stania się wilkołakiem. Dokładnie po tym czasie będzie pełnia księżyca i jedynie kamień filozoficzny może pomóc by nie przeobraził się w bestię. Jest prostsze wyjście , skorzystanie z pewnego kryształu znajdującego się na wawelskim wzgórzu. Jednak natychmiastowe przeniesienie się i użycie jego właściwości spowodowałoby zbytnie wyczerpanie sił magicznych chłopca. Wybór niełatwy, ale dla Simona życie w twardej przestrzeni, bez wstępu do magicznego świata, nie wchodzi w grę. Decyduje się podjąć się ryzyko i ruszyć na wyprawę wraz kolegami, której celem ostatecznym ma być Kraków.

Magiczna przestrzeń nie jest miejscem bardzo przyjaznym, są w nim złe gobliny, wiedźmy i ktoś komu zależy by młodego czarodzieja porwać, czy ma on coś wspólnego z napaścią, zakończoną ugryzieniem? Co jeszcze może wydarzyć się w tej jedynej w swojej rodzaju wędrówce? W książce Wendella Speera nie ma łatwych odpowiedzi i moralizatorskiego tonu, nie jest to również kolejna kopia Harry`iego Pottera. Czytający dostają w zamian świat gdzie dobro i zło walczy między sobą, nie są to zawsze czyste zagrania, ale każdy czyn pociąga za sobą określone reperkusje. Przyjaźń, pierwsze zauroczenia i niepewność kto jest prawdziwym przyjacielem, a kto tylko go udaje. Trochę słodyczy, trochę gorzkich nut, lecz przede wszystkim niesamowite perypetie w tle średniowiecznych zamków, rycerzy i czarnoksiężników, gdzie wszystko może się wydarzyć. Dzięki przebiegowi akcji, obfitującej w pojedynki, walki, jak również w zabawy, czasem potknięcia, a czasem sukcesy, czytelnicy mają zapewniona emocjonującą lekturę, w której nie wiadomo co się wydarzy za kolejnym machnięciem różdżką lub kto się wyłoni jako odczarowany z kamienia. Wbrew pozorom nie jest to naiwna historia przeznaczona wyłącznie dla dzieci, można odnaleźć w niej kilka warstw, a fabuła o magii, czarach nie wyklucza sięgnięcia po nią także starszych. Opowiadanie wcale nie jest oderwane od codziennej rzeczywistości, przedstawia te same problemy jedynie w innych okolicznościach, nie ucieka od trudnych kwestii takich jak śmierć, ale i od pokazania jasnych stron czyli przyjaźni i wsparcia bliskich. Zaletą jest również do wykorzystywanie legendarnych postaci tak tych z zachodniej jak i polskiej literatury czy historii oraz umiejscowienie finału fabuły w Krakowie.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję
wyd. Zysk i S-ka

niedziela, 8 stycznia 2012

Niedzielna wiadomość




Przez przypadek wiadomość o wygranej na webook.pl znalazła się w spamie, no cóż i tak też bywa. Niedługo będę cieszyć się książką "Lekcja historii Jacka Kaczmarskiego" :)