piątek, 6 stycznia 2012

Sumienie? A co to takiego?

"Zabójcy bażantów"
Jussi Adler - Olsen


Starasz się uciec przed ścigającymi, czujesz się jak zwierzę w czasie polowania. Oboje chcecie ocalić życie, ale gdzieś w głowie wciąż pojawia się myśl - "nie mam szans", jednak dalej starasz się biec, jak najdalej od oprawców, będących coraz bliżej i bliżej ciebie. Każdy krok jest wynikiem nadziei, że może się uda, że już za kolejnym drzewem nadejdzie pomoc, ale mijasz kolejne pnie, a jej nie ma. Nie umiesz jej dostrzec, zresztą trudno cokolwiek zobaczyć jeżeli prawie nic nie widzisz z powodu taśmy zasłaniającej ci oczy, nie zrywasz jej bo ręce są tym samym materiałem związane z tyłu. Dlaczego znalazłeś się właśnie w tym miejscu i takim położeniu? Kto poluje na ciebie i co nim kieruje? Czy ktoś odpowie za to co cię spotkało, czy w ogóle kogoś to zainteresuje? Pytania, na które nie znasz odpowiedzi, jedynie będzie ci dane poznać wynik tego swoistego "wyścigu", wygraną w nim jest życie ...

Sprawy sprzed lat zalegają archiwa, czasem trafiają ponownie na biurka śledczych i czekają na ponowne zainteresowanie zawartością swoich teczek. Zeznania, zdjęcia, dowody, przypuszczenia, to wszystko jest materialnym świadectwem czyjejś tragedii i próby znalezienia sprawców dramatu. Jednak gdy zbrodnia została wyjaśniona po co grzebać się w niej po raz kolejny? W końcu zbrodniarz od lat odsiaduje karę za swoje czyny, więc komu zależy by wrócić do tego co miało miejsce ponad dwadzieścia lat wcześniej? Dla Carla Morcka powrót po urlopie okazuje się dość trudnym momentem, nie dość iż z powodu kolejnej reorganizacji prawie zgubił się w budynku komendy, to dostaje pod opiekę stażystkę, w niedalekiej przyszłości ma niańczyć kolegów po fachu z Norwegii no i jeszcze morderstwo sprzed lat, dawno wyjaśnione, ląduje w jego biurze. Jak na kilkanaście minut to dużo, zatem atmosfera wakacyjna znika, nie pozostawiając nic ze swego uroku, za to brutalna rzeczywistość wchodzi w jego życie ponownie i to bez zaproszenia. Zabójstwo z przeszłości nawet po pobieżnym przejrzeniu akt budzi zainteresowanie, może jeszcze nie jest ono duże, ale to pierwszy krok do bliższego zapoznania się ze zgromadzonym materiałem. Dawni podejrzani - licealiści, a raczej ich nazwiska robią wrażenie i w teraźniejszości, wtedy byli tylko dziećmi ludzi sławy i sukcesu, obecnie sami zajmują tę samą pozycję co ich rodzice. Mordercą okazał się ich kolega, uczeń tej samej szkoły, do jakiej i oni uczęszczali, nawet ich bliski znajomy, różniło ich tylko jedno, sprawca był stypendystą z niezbyt bogatej rodziny ... Teraz odbywa karę, a jego konto powiększa się, dzięki grze na giełdzie ... Odpowiedź nasuwa się sama, ale jest zbyt oczywista, zbieg okoliczności jakich wiele widzieli policjanci w swoim zawodowym życiu. Co innego nie daje im spokoju, jak ta sprawa trafiła do nich i dlaczego? Warto ją rozgrzebywać i narażać się? Szczególnie, że kilka osób z szerokimi wpływami zależy by nikt nie zaglądał w dawne dzieje, a ten kto to zrobi może spodziewać się co najmniej wielu poważnych nieprzyjemności, a będzie to tylko bardzo delikatne ostrzeżenie, kolejne mogą mieć skutek ... śmiertelny. Jednak zbyt wiele niejasności wyziera z prawie każdej strony akt, nic się nie zgadza, a jeżeli już coś jest podparte dowodami są one, delikatnie mówiąc, naciągane.

"Zabójcy bażantów" to historia kryminalna opowiadana na przemian z perspektywy kilku bohaterów, nie są one oddzielone grubą kreską by dopiero w finale połączyć się w całość, lecz od początku wzajemnie uzupełniają opowieść. Dzięki takiemu poprowadzeniu akcji czytelnik wiele wie lub domyśla się od początku, jednak nie wszystkie karty zostają odkryte, wręcz przeciwnie.Ujawnione elementy są tylko małym wycinkiem, autor wiele pozostawia do wyobrażenia czytelnikowi, ale konfrontuje go ze swoim pomysłem by potwierdzić lub zanegować jego przypuszczenia. Rzeczywistość przedstawiona poraża z jednej strony swym zdeprawowaniem, z drugiej strony swoją zwykłością, znaną każdemu z własnego życia. Świat wielkich pieniędzy, gdzie słowa takie jak moralność czy sumienie zdają się być nieznane oraz świat ludzi, którzy za wszelka ceną dążą do poznania prawdy, chociaż mają wątpliwości czy ich praca i zaangażowanie są warte ponoszonych kosztów. Fabuła obnaża proces stawiania się zabójcą, krok po kroku pokazuje również jak można zejść ze ścieżki, z jakiej wydawałoby się,nie ma odwrotu. Ale na taki wybór decydują się nielicznie, reszta brnie w dalsze zbrodnie, pewna, że nikt i nic nigdy im nie przeszkodzi, w końcu są panami życia i śmierci, bogami w swoim świecie ...
Kryminały skandynawskie od strony obyczajowej zawsze "przemycają" wiele detali obyczajowych, często są one nie tylko uzupełnieniem motywu sensacyjnego, ale wręcz historią w historii i pod tym względem opowieść Adler - Olsena nie jest wyjątkiem, jest jedna z wielu zalet jego książki. Co więcej właśnie one pozwalają na spojrzenie na bohaterów nie z punktu widzenia wątku sensacyjnego, lecz od strony samych postaci. Obraz z wielu ujęć daje portret wielowymiarowy, nie płaski, różny w zależności od tego kto dokonuje obserwacji. Wnikliwa panorama społeczeństwa, jego zachowań oraz reakcji w obliczu zbrodni stanowi świetną podstawę do napisania kryminału, jednak nie wszystkim to się udaje, w przypadku "Zabójców bażantów" zadziałało to doskonale. Sensacja od pierwszej do ostatniej strony.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria
oraz wyd. słowo/obraz terytoria


czwartek, 5 stycznia 2012

Prawda wyzwala ?

"Officium secretum. Pies Pański"
Marcin Wroński


Czerwona czarna twarda okładka ma w sobie pewną tajemnicę, obraz na niej jest jakby z ukradkowej perspektywy, może ktoś obserwuje widoczną postać, w tle której widoczny jest zarys jednej z najbardziej znanych świątyń chrześcijańskich - bazyliki św. Piotra. Jednak, na tym nie koniec, gdyż i dobór kolorystyki i sam tytuł skrywają kolejne sekrety, a to dopiero początek, bo kolejny czeka już w prologu opowieści, łączy się on dodatkowo ze zbrodnią, popełnioną w klasztorze. Tyle autor serwuje w ramach przystawki, zaostrzając tym samym apetyt na danie główne jakim jest "Officium secretum. Pies pański".

Kim jest doktor Marek Gliński? Dominikaninem, nowym wykładowcą KUL-u, wysłannikiem Komisji Ducha i Prawdy czy ... ? Informatorem o pseudonimie "Kleryk" komunistycznych służb specjalnych, lepiej znanych jako SB? A może kimś kto przybywa po latach do ojczyzny by w końcu rozliczyć się z bolesną przeszłością? Dlaczego gdy broni jedną ze studentek, w czasie napadu, jest skuteczny jak zawodowiec, a dziennikarz chcący opisać to zajście dostaje subtelny, acz kategoryczny zakaz publikacji artykułu ? Na tym jeszcze nie koniec, bo jednym z jego zadań jest także sprawdzenie sytuacji w zbuntowanym zakonie żeńskim w Kazimierzu. Ale i pod tą misją kryje się jeszcze jedna, której nie są świadomi zakonnicy, udzielający mu gościny. Zainteresowanie pamiętnikiem opata, z czasów powstania styczniowego, wydaje się czymś więcej niż tylko zawodową ciekawością, a gdy zostaje odkryte ciało zakonnika, pod opieką jakiego znalazły się owe wspomnienia, to kolejne pytanie pojawia się. Dodatkowo śledztwo w tej sprawie prowadzi policjant, będący kiedyś w całkiem innych służbach mundurowych i znający pewnego studenta historii, zbieg okoliczności czy ironia losu? Całej sytuacji przygląda się redaktor, ten sam, któremu "poradzono" zapomnieć o pewnej napaści ... Tajemnice wydają się nie mieć końca i łatwo przypuszczać, że wiele ich jeszcze przed czytelnikiem. Każda inna, każda wciągająca i każda łącząca się z pozostałymi, chociaż powiązania pozostają niewidoczne, lecz mocno wyczuwalne.

Jak wyobrażacie sobie córką opozycjonisty wydanego przez jednego z najbliższych współpracowników, mającą od kołyski styczność z tworzeniem najnowszej historii Polski? Agnieszkę Nowak przeszłość nie interesuje zbytnio, a ojciec zapomniany opozycjonista, jeszcze mniej. No chyba, że dzięki temu co wydarzyło się ponad dwadzieścia lat wcześniej, można zbić kapitał, polityczny kapitał. Szczególnie w obszarze partyjnym, konspiracyjna działalność rodzica, może być kartą przetargową, szczególnie gdy zamieszanym w aresztowanie był "Kleryk". Ideały poprzedniego pokolenia jakoś nie znajdują odbicia w w następnej generacji, wprost przeciwnie, chociaż może to tylko pozory? Jedno wydarzenie może być zapamiętane różnie przez ludzi, to co dla jednych było chwałą, dla kogoś innego jest klęską lub wyzwoleniem ...

Przyszłość, rysująca się przed ojcem Markiem Glińskim, wydaje się mocno zakorzeniona w wydarzeniach z przeszłości, tej bliższej i dalszej. Duchy minionych działań, a raczej zmory, niespodziewanie dają o sobie znać i to w najmniej spodziewanych momentach, pomocnych dłoni jak na lekarstwo, na dodatek otoczenie wydaje się czekać na kolejne kroki duchownego śledczego, zwanego czasem inkwizytorem. Zagadka religijna, zagadka kryminalna, zagadka historyczna, duży tych zagadek i rozwiązanie wszystkich jest zadaniem właśnie Glińskiego, w tle natomiast majaczy się przeczucie, że coś ważnego umyka przez wzrokiem.

Od pierwszych stron wiadomo, że książka Marcina Wrońskiego to pełnokrwisty kryminał, gdzie motyw sensacyjny niejedno ma oblicze, a cechą jego charakterystyczną jest nieobliczalność. Tym odznacza się wiele historii spod znaku zbrodni i śledztwa, jednak tylko nieliczne pamięta się jeszcze długo po ich lekturze, do takich właśnie należy "Officium secretum. Pies pański". Siłą tego opowiadania jest nie tylko wątek detektywistyczny, lecz również bohaterowie, kryjący w sobie wiele tajemnic, o których wiele można powiedzieć, ale na pewni nie to, iż są stereotypowi lub łatwi do rozszyfrowania. Autor umieścił akcję w konkretnych realiach, geograficznych jak również społeczno-politycznych, do tego łatwe są do odczytania aluzje do niedawnych wydarzeń, mających miejsce w znanych partiach, zaprezentowane jednakże z dystansem i lekką ironią. Osią akcji jest nie tyle sama zbrodnia co postać Marka Glińskiego, człowieka z interesującą i pogmatwaną przeszłością i podobną teraźniejszością, jego osoba jest równie tajemnicza co i jego zadania. Postać ta skupia w rękach nitki wielu wątków, w efekcie dające niecodzienny suspens z zaskakującym zakończeniem i wiarą w tle ...
W końcu niektórzy agenci pracują w służbie instytucji o długiej tradycji dwudziestu stuleci ...



Za możliwość przeczytania książki Dziękuję

wtorek, 3 stycznia 2012

Uczucie w mafijnym świecie

"Miłość bandyty"
Massimo Carlotto


Życie Marco Buratti`ego toczy się leniwie w rytm wieczorów klubowych z bluesem w tle, kolacji w gronie nielicznych, lecz wiernych przyjaciół i spraw zlecanych przez klientów. Wydawałoby się, że taka egzystencja, szczególnie po latach spędzonych na ukrywaniu się przed mafijnym odwetem i w więziennej celi, będzie niczym nie zakłócony trwać długo, ale w życiu niczego nie można zakładać, a zwłaszcza spokoju. Czasem wystarczy jeden ruch, gest, naciśnięcie spustu i starannie przygotowany plan rozsypuje się, jednak zawsze istnieje wyjście z sytuacji, lepsze czy gorsze, wystarczy, że problem zostanie pogrzebany i to dosłownie. Wszystko wraca do normy, a nawet więcej, bo powraca stare uczucie, więc tylko żyć, cieszyć się z przychylności losu i nie umierać ... Tak, do chwili kiedy w pustym samochodzie partnerki przyjaciela odnajduje się sygnet, identyczny z tym, który miał na ręce pewien natręt, leżący teraz pod grubą warstwą ziemi gdzieś w okolicach autostrady. Nagle przeszłość powraca, uderzając najboleśniej, porwanie Sylvie zmusza Marco do powrotu do sprawy sprzed dwóch lat, która leży u źródeł obecnego dramatu. Dlaczego komuś zależy na wyjaśnieniu kradzieży narkotyków z Instytutu Medycyny Sądowej w Padwie, jeżeli i policji i władzom jest to obojętne? W przypadku tym nic się nie zgadza ze zdrowym rozsądkiem i raczej nikt nie był chętny by rozwiązać tę tajemnicę, również detektyw Buratti kilkanaście miesięcy wcześniej odmówił udziału w niej. Teraz nie ma innego sposobu by uratować nie tylko przyjaciółkę, ale i najbliższego przyjaciela, trzeba "zająć się" tym co wydarzyło się i zacząć szukać odpowiedzi. Troje ludzi rzuca wyzwanie stróżom prawa i bałkańskiej mafii, każdy kto stanie im na drodze i będzie chciał przeszkodzić w ich śledztwie zostanie usunięty, raz na zawsze. Ale w tej grze są pionkami, ktoś chce ich rękoma usunąć niewygodnych ludzi, tak by odsunąć podejrzenie od siebie i obciążyć winą właśnie przymusowych śledczych, przy okazji opatrując to metką zemsty za utraconą miłość.

"Miłość bandyty" to nie tylko opowieść o prywatnym dochodzeniu w światku przestępczym, w historii opowiadanej przez Massimo Carlottiego tak naprawdę nie ma podziału na czerń i biel, na środowisko mafii i praworządnych obywateli, są tylko układy każdego z każdym, przymykanie oczu na łamanie prawa i handel najlepszym towarem - informacją. Za pieniądze można kupić wszystko, no może prawie wszystko, a jeden błąd może skutkować nawet po latach dramatem dla kogoś, kto obdarzył uczuciem osobę z niełatwą przeszłością i o tym przekonują się właśnie bohaterowie. Postacie z jednej strony są pozbawione złudzeń co do realiów, które wybrali jako swoje miejsce na ziemi, z drugiej strony dla przyjaciół i prawdziwego uczucia są w stanie pokonać każdą przeciwność czy przeszkodę. Gdzie w tej opowieści jest miejsce na kryminał noir? Od pierwszej do ostatniej strony ten motyw jest podstawą fabuły czyli niewyjaśnione sprawy, femme fatale, przypadek wplątujący postronne osoby w obce im porachunki no i prywatny detektyw, stawiający prawdę i przyjaciół na pierwszym miejscu. Sam tytuł książki, jak przystało na ten gatunek, nie ma tylko jednego znaczenia, wręcz przeciwnie, opisuje to samo uczucie, ale jakże różne w zależności od tego kto go doświadcza. Miłość i nienawiść w połączeniu z mafijnymi porachunkami daje mieszankę niebezpieczną, wręcz morderczo wciągającą od pierwszej strony i nie kończącą się na ostatnim zdaniu, bo ono jest wstępem do kolejnej historii, jednocześnie będącej kontynuacją i nową opowieścią.

Autor przedstawia całkiem inne oblicze środowiska, wydającego się być po drugiej stronie prawa. Ten obraz nie gloryfikuje przestępców, nie czyni z nich bohaterów, jest raczej portretem ludzi, którzy są świadomi swoich wyborów życiowych i ceny, którą przychodzi im za nie zapłacić. Wpleciony wątek obyczajowy nie jest tylko tłem dla motywu sensacyjnego czy też jego uzupełnieniem, lecz jego integralną częścią. Akcja opiera się na czarnym kryminale, ale równoprawnym elementem jest zwyczajne życie, które chcą prowadzić i prowadzą tytułowi bandyci, aż do chwili gdy ich dawne czyny zaczynają wpływać na egzystencję, wtedy opadają złudzenia i rzeczywistość upomina się o zapłatę, za czas gdy pozostawała w cieniu.




Za możliwość przeczytania książki Dziękuję wyd.
Videograf II

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Kontynuacja stosikowej tradycji

Coś nowego z półki księgarskiej na dobre rozpoczęcie roku 2012 ;)

Od góry:

Jonathan Aycliffe "Szepty w ciemności", promocja i kupon w Matrasie
Judasz Steve Jackson "Judasz", promocja i kupon w Matrasie
Beverly Barton "Piąta ofiara", promocja w i kupon w Matrasie
Clive Cussler "Atlantyda odnaleziona", promocja i kupon w Matrasie
Jan Grzeorczyk "Puszczyk", wyd. Znak
Rito Isomaki "Lit-6", wyd. Kojro i Złota Zakładka

Dziękuję :)



niedziela, 1 stycznia 2012

Podsumowanie 2011 ... i konkus


Ubiegły rok, czyli 2011, obfitował w wiele wydarzeń - mniej lub bardziej przyjemnych, jednak te związane z książkami były wspaniałe. Długo mogłabym wymieniać co przeczytałam, a jakie tytuły przede mną jeszcze są.
Moja przygoda z dzieleniem się wrażeniami rozwinęła nadspodziewanie dobrze i mam nadzieję, że w 2012 będzie jeszcze lepszy pod tym względem.

Życzę wszystkim w Nowym Roku wszystkiego najlepszego w każdej dziedzinie życia oraz tego by kolejne 365 dni przyniosły wyłącznie szczęśliwe chwile :)

A na dobry początek konkurs czyli odpowiedź na pytania:

Jaka książka przeczytana w 2011 najbardziej utkwiła Wam w pamięci i dlaczego? Co było w niej takiego, że zapamiętaliście właśnie tę, a nie inną historię? Podzielcie się tytułem niezapomnianym dla Was tytułem i wrażeniami z nim związanymi.



Czas trwania konkursu: do 15 stycznia 2012
Odpowiedzi proszę umieszczać w komentarzach do tego postu.


Nagrodą jest "Gladiatorka"


Zapraszam do zabawy :)

sobota, 31 grudnia 2011

Portret pokolenia

"Chłopcy i dziewczęta w Polsce"
Przemek Gulda

Książka o nastolatkach, z perspektywy młodzieży czy tak jak widzi młodych ludzi starsze pokolenie? Portret subiektywny czy obiektywny? Ukazujący rozterki okresu dojrzewania czy jego uroki? Pytania nasuwają się same po przeczytaniu tytułu, z zasady nie lubię sugerować się opisem z okładki, trudno ująć treść w kilku zdaniach tak by oddać jej to co ma do przekazania. Jednak okładka to tylko wstęp do tego co naprawdę ważne - historii napisanej przez autora, to właśnie słowa są istotą książki.
Dziewczyna jakich wiele spotyka się codziennie na ulicy, w autobusie czy tramwaju, ubrana zgodnie z tym co ma pokazać na zewnątrz jej bunt. Wobec kogo lub czego? Względem świata, rodziców i rówieśników, a nawet w stosunku do samego siebie. Ale najważniejsze jest wrażenie jakie wywiera się na innych - kogoś niepowtarzalnego, wyluzowanego, zabawnego, kogoś komu zazdrości się tego kim jest i kogo się podziwia, a nawet zazdrości. Bycie sobą to wstyd, prawdziwego "Ja" nie można pokazać, trzeba je schować głęboko w sobie, by nikt go nie dostrzegł. Dla świata należy trzymać fason, tak by otoczenie zapamiętało nas na lata jako tych "Naj". Dlaczego to wszystko ma miejsce? By zwrócić na siebie uwagę, rówieśników i tych dojrzalszych mężczyzn. Ci pierwsi są po to tylko by lepiej było widać blask młodości, ale i tego, że wzbudza się swoją osobą zainteresowanie. Dla tych drugich, stanowi się to kim są równolatkowie dla niej, jednak to pozostaje niedostrzeżone. Sprawiedliwość losu czy raczej jego rechot?
Kolejny obraz nastolatki, kontrastowy w stosunku do poprzedniego, nie ma buntu pokazanego ubraniem czy zachowaniem. Spokojna dziewczyna, taka jakich wiele, mniej zauważalna bo ginąca w tłumie, jest tłem dla tych na "topie". Ktoś kogo stawia się za wzór i nagle niespodzianka dla wszystkich. Nie, nie bunt, tylko rzeczywistość, na którą nikt nie był przygotowany i pytanie - "dlaczego ja?" zadane za późno ... Decyzja podjęta przez dorosłych przyśpieszy dojrzewanie i zostawi ślad, chociaż właśnie jej celem było pozbycie się go. Rana, towarzysząca przez lata, ale o tym dopiero przekona się później. Na razie jest zagubiona dziewczyna, która nie może tego okazać.
Jedno zdarzenie, czegoś było za dużo, a za mało rozsądku, otrzeźwienie przyszło za późno. Dojrzałość, która miała dopiero nadejść właśnie stanęła u drzwi. Następny portret młodej kobiety, chociaż właściwiej byłoby ją określić dziewczyną. To co jeszcze dzień wcześniej było najważniejsze, w kolejnym zeszło na dalszy plan. Nowe doświadczenie, niespodziewane, lecz realizowane z uporem by pomoc komuś, a może też sobie.
Chłopak wyróżniający się tym z czym inni nie chcą być kojarzeni, egzystujący gdzieś na krańcach życia rówieśniczego życia. Lubiący własne towarzystwo, a raczej towarzystwo gier komputerowych. Wirtualny świat był atrakcyjniejszy, rozmowy tam prowadzone realniejsze, w końcu dotyczyły tego co najważniejsze - zabijania potworów przechodzenia na kolejny poziom. Dalsze życie też już było zaplanowane tylko czegoś w nim brakowało, a gdy zawitało na krótki moment zostawiło ślad na przyszłość.
Sukces ma słodki smak, można się nim upić tak jak alkoholem, szczególnie gdy przychodzi nagle, ale podświadomie jest wyczekiwany. Te pierwsze momenty sławy, chociaż okupione ciężką pracą, dają niesamowitą siłę, pozwalającą przezwyciężyć zmęczenie. Jednak gdy minie pierwsza euforia przychodzi rzeczywistość wymagająca podjęcia decyzji i ryzyka. Zwycięża to co przewidywalne - bo bezpieczne, lecz smakujące jak porażkę i tak też traktowane.

Zbiorowy portret - podobny do klasowych zdjęć, na których rozpoznajemy, bądź nie, siebie i tych, którzy kiedyś towarzyszyli nam w grze, zwanej dojrzewaniem. Gwiazda, grzeczna uczennica, ofiara, mała dorosła, przegrany i niespełnione gwiazdy, a nawet doznający powołania - ci wszyscy to chłopcy i dziewczęta w Polsce. Ci, którzy jeszcze nimi są, byli i będą. Zmienia się otoczenie, w końcu świat w miejscu nie stoi, jednak w każdym pokoleniu odnajdziemy właśnie takich młodych ludzi. Moment wejścia w dorosłość zawsze pozostawia ślady w człowieku, jest to czas gdy ścierają się ze sobą marzenia, rzeczywistość, własne pragnienia i aspiracje innych. Nie zawsze to czego doświadczali bohaterowie jest wynikiem ich własnego postępowania, ale i tak efekty tych przeżyć pozostawiają ZNAKI, nieraz w postaci blizn, przypominających przeżyte dramaty.
"Chłopcy i dziewczęta w Polsce" to wnikliwe studium młodych ludzi w przełomowych dla nich momentach, które naznaczają ich na całe późniejsze życie. Każda bohaterka czy bohater to odrębna historia przedstawiona z zegarmistrzowską dokładnością ukazanych motywów zachowania, źródeł podejmowanych decyzji i ich konsekwencji w przyszłości. Nic nie jest pozostawione jako niedomówienie lub uogólnienie, tylko konkretne przykłady, które może i idą w tysiące, jednak jako obrazy jednostek są intensywniejsze. Autor nie uciekł od trudnych kwestii, wręcz skupił się na nich, to wszystko co najczęściej jest pomijane lub przemilczane ukazał bez retuszu, z perspektywy obserwatora, dla którego każdy drobiazg jest ważny.

Za możliwość przeczytania książki Dziękuję portalowi Duże Ka

oraz Instytutowi Wydawniczemu Latarnik

czwartek, 29 grudnia 2011

Gdy gra staje się tańcem

"Taniec ze smokami"
George R. R. Martin


"Taniec ze smokami" to pierwsza część piątego tomu cyklu "Pieśni Lodu i Ognia" i chociaż to kontynuacja to nie ma większego problemu by wejść w świat opowiadanej historii. Już od pierwszych zdań czytelnik, szczególnie ten debiutujący, zaczyna zdawać sobie sprawę, że przed nim ciekawa lektura, lecz z wieloma detalami, mającymi wpływ na przebieg akcji. Tematyka z obszaru fantastyki jest w ostatnich latach często eksploatowana, czasem zapuszcza się ona w całkiem nowe regiony, a czasem czerpie ze znanych motywów, jednakże w obu przypadkach niełatwo jest stworzyć historię, której fabuła zainteresowałaby odbiorców, a gdy opowieść ma swoje kontynuacje zadanie dodatkowo komplikuje się. Jednakże w przypadku tego pomysłu wydaje się, że wyobraźnia autora nie ma granic, a każda następna książka jest przynajmniej równie ciekawa jak poprzednia. Utrzymanie poziomu nie jest proste i nie zawsze udaje się, a w przypadku gdy opowiadanie toczy się równolegle do wcześniejszej części tym trudniej rozwijać wątki tak by uzupełniały to co już miało miejsce i jednocześnie nie zdradzały tego co dopiero ma się wydarzyć, no i przedstawiały nowe kierunki opowiadania.

Świat wykreowany w "Tańcu ze smokami" jest ogromną panoramą, doskonale służącą za tło fabuły, przed oczyma czytelnika przewija się korowód obrazów, które w sumie dają barwny krajobraz. Każda sceneria jest wielowymiarowa, przemawiająca kolorami i cechami pór roku na tyle sugestywnie, że odczuwa się dokładnie jej klimat i atmosferę, gorące promienie słońca, mroźną wichurę czy też bliskość płynącej rzeki, dającej o sobie znać wilgotnym powietrzem. Co równie ważne opisy przyrody i miejsc współgrają z postaciami, które na takiej kanwie swoimi przygodami kreślą sugestywną gawędę, wciągającą w wir swoich perypetii. Bohaterowie znani z wcześniejszych części po raz kolejny zaskakują nie tylko swoimi wyborami, ale i tym, że ich osobowości nie ulegają gwałtownym zmianom, a rozwijają się w tempie odpowiednim dla każdego z nich odrębnie. W ten sposób autor "dawkuje" zaspakajanie ciekawości co do tego w jakim kierunku będzie podążać dana postać, chociaż ostateczny jej kształt nadal spowity jest mgłą domniemań odbiorców.
Czytający wchodzi w historię wielowątkową, w której łatwo byłoby o zagubienie gdyby nie narracja z kilku perspektyw, nie pozwalająca znudzeniu zakiełkować. Inaczej odbiera się opowiadane wydarzenia gdy ich przebieg nie jest relacjonowany przez trzecią osobę czy też zewnętrznego obserwatora, a kogoś kto jest ich uczestnikiem. Dzięki takiemu punktowi widzenia obraz jest nie tyle bardziej wyrazisty co raczej jest składanką subiektywnych wycinków, a więc każdy z nich ma w sobie dawkę niepewności i może być źródłem niespodzianki. W końcu to co my widzimy wcale nie musi być tak samo postrzegane przez innych. Zwroty akcji są jedną z cech tej serii, także więc i w tym przypadku często występują i to w momentach raczej mniej spodziewanych co jest dużym plusem.

George R. R. Martin nie przedstawia "opowiastki" w złagodzonej postaci, gdzie zło ma tylko jedną twarz dostrzegalną od razu, a dobro jest zawsze zwycięzcą. W jego wizji fantastyki - przemoc, intrygi, przelew krwi, walka i śmierć stanowią podstawę dramaturgii, świat przez niego wykreowany nie jest dobrotliwą baśnią, to raczej thriller gdzie wszystko jest możliwe, a ostatnie słowo nie zostało jeszcze powiedziane. "Taniec ze smokami" stanowi z jednej strony pogłębienie motywów już znanych, a z drugiej strony tworzy alternatywy do rozwoju w przyszłości. Czytelnicy, dla których tajemnic do odkrycia nigdy nie za mało, jedna z nich została ukryta w okładce ...



Za możliwość przeczytania książki dziękuję
wyd. Zysk i S-ka

środa, 28 grudnia 2011

Świat gry

"Epic. Kroniki awatarów"

Conor Kostick

Świat bez wojen, konfliktów zbrojnych, ofiar, przemocy ... Czy taka rzeczywistość jest realna, a może to tylko marzenie lub bajka? Na planecie Nowa Ziemia znaleziono sposób by wyeliminować przestępstwa z życia społecznego, jej mieszkańcy nie są idealni ani tym bardziej pozbawieni ludzkiej agresji, wprost przeciwnie nie różnią się od nas. Jednak odkryto rozwiązanie na odwieczny problem - przeniesiono likwidowanie sporów w inny wymiar, a dokładniej mówiąc do gry. W wirtualnym środowisku można dać upust targającym człowiekiem emocjami, zadać ból, chcieć zemścić się na kimś kto zalazł nam za skórę, mordercze uczucia znajdują ujście. Zasada jest prosta każdy ma w komputerowym wymiarze swojego awatara, który jest wirtualnym alter ego, to on sterowany przez realną osobę toczy boje, zostaje ranny, umiera, lecz dzięki temu w rzeczywistości nikt nie ginie. Wydawałoby się, że to doskonały środek na by w końcu zapanował pokój, w końcu może się spełnić marzenie pokoleń - ostateczne wyeliminowanie bezprawia ... ale, no właśnie zawsze musi istnieć jakieś "ale", odzierające ideał z pięknych iluzji. Każdy udział w grze nie kończy się w momencie jej wyłączenia, jej wynik ma swe odbicie w życiu gracza, dzięki niej można wiele zyskać, lecz co równie ważne jeszcze więcej stracić.

Kilkunastoletni Eric ma przed sobą najważniejszą rozgrywkę w swoim dotychczasowym życiu, od niej zależy jego przyszłość, wygrana może być wstępem do kariery i lepszej egzystencji, natomiast przegrana oznacza przeprowadzkę i degradację w społeczeństwie. Jego rodzice nie mają już przed sobą perspektyw, matka właśnie przegrała swoją walkę, teraz jedynie syn ma szansę na przyszłość. Jednak triumf oddala się od niego, a on sam wie, że szanse by urzeczywistnić nadzieje w nim pokładane ą prawie zerowe i znów pojawia się słowo "ale" ... Wbrew radom starszych, doświadczeniu innych i zasadom gry decyduje się na niekonwencjonalną zagrywkę, na swego awatara nie wybiera wojownika, uzbierane wcześniej punkty nie inwestuje w broń i siłę, jego wirtualnym odzwierciedleniem jest dziewczyna, na jej urodę i charakter poszedł cały uzyskany dorobek z wcześniejszych etapów, każdy inny zainwestowałby go w atrybuty użyteczne na arenie bitewnej. Taki wybór wydaje się równoznaczny z przegraną, lecz czy na pewno? Nieprzemyślany krok niedoświadczonego gracza, a może sprytna strategia, jakiej nikt się nie spodziewa? Wyzwanie zostaje rzucone i to nie jedynie rodzicom, lecz również lub przede wszystkim twórcom zasad!!! Jednak tak naprawdę to dopiero początek zmian jakie zaczynają mieć miejsce, tak w komputerowym świecie jak i tym realnym, niespodzianki zaczynają pojawiać się, a jedną z nich jest pomoc ojca, dotąd nie angażującego się w pojedynki i zostawiającego innym aktywność na tym polu. Dlaczego właśnie w tym momencie chce wyzwać przedstawicieli rządu? Rozpaczliwy gest człowieka, nie mającego już nic do stracenia poza honorem? A może prawda ukryta jest gdzieś w przeszłości? Reguły przestają obowiązywać, bo gdy władza zaczyna obawiać się utraty swojej siły zrobi wszystko by utrzymać odpowiadający jej status quo.

"Epic. Kroniki awatarów" to historia wielowątkowa, początkowo może wydawać się odpowiednia wyłącznie dla młodszych czytelników, jednak już po pierwszych kilkunastu stronach odsłania ona swoją drugą twarz. Z książki mającej opowiadać o zmaganiach w wirtualnym świecie zaczyna wyłaniać się opowieść o społeczeństwie, które może i wyrzekło się przemocy w jej fizycznej odsłonie, jednak ludzka natura nadal jest w stanie krzywdzić innych, tylko, że w bardziej wyrafinowany sposób i to w ramach obowiązującego prawa. To jeden z wątków, kolejnym są więzy rodzinne i przyjacielskie wystawione na próbę oraz walka z systemem, dającym z jednej strony złudną wizję bezpieczeństwa, a z drugiej wykluczającym tych, którzy nie mogą sprostać jego wymaganiom. Fabuła pomimo wielu motywów i zwrotów akcji nie powoduje zagubienia, autor starannie przemyślał każdy detal, nic nie pozostawił przypadkowi, wszystkie motywy wzajemnie się splatają w finale, a w trakcie trzymają czytających w napięciu. Tajemnica i przygoda stanowią pierwszą warstwę opowiadania, druga to wojna z systemem, kolejną jest strona obyczajowa, a wszystkie jest spięte osobami bohaterów - nieszablonowymi i z niejedną zagadką w zanadrzu. Conor Kostick stworzył trylogię, a "Epic. Kroniki awatarów" to pierwsza jej część, świetnie zapowiadającą następne tomy.


Za możliwość przeczytania książki Dziękuję portalowi Duże Ka oraz wydawnictwu Telbit

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Alternatywna rzeczywistość, a może ...

"Testament Damoklesa"
Marcin Wełnicki



Moje pierwsze skojarzenia po spojrzeniu na tytuł i okładkę, a później na opis, spowodowały chaotyczną gonitwę myśli. Z jednej strony tytuł nawiązuje do starożytnych mitów, z drugiej strony ilustracja z obwoluty kojarzy się z japońskim horrorem, no i skrót akcji wskazujący na historię kryminalną z tajemnicą w tle ... Po takim wstępie pierwsze strony zaskakują, nie tego można było oczekiwać, jednakże jest to jak najbardziej pozytywna niespodzianka, bo już od początku czytelnik uświadamia sobie, że będzie ona towarzyszyć lekturze do samego końca.

Każdy ma swoje koszmary, które czasem wracają co jakiś czas w śnie by po raz kolejny dać sobie znać. Tak naprawdę nigdy nie odchodzą, tylko przyczajają się na jakiś czas i znowu pojawiają się. Stanowią składankę wyobraźni i tego co przeżywamy na jawie, czasem uzupełniają ją lęki, a czasem ... czasem pojawiają się bez przyczyny, a może powód jednak istnieje, ukryty gdzieś w przeszłości? Eve Namura ma upiorne majaki odkąd sięga pamięcią, towarzyszą jej od dziecka - zatopione miasto ze srebrnymi iglicami, tak realne, a jednocześnie nieistniejące w rzeczywistości. Dlaczego właśnie tym co śni jedna z wielu studentek interesują się agencje rządowe? Świat, który zna i ten, w jakim naprawdę funkcjonuje okazują się całkowicie różne od siebie. Także sama dziewczyna nie wie jeszcze kim tak naprawdę jest, jej życie również ma drugą twarz, taką jakiej nigdy by się domyśliła. W ciągu krótkiego czasu staje się świadkiem wydarzeń, w których giną dziesiątki ludzi, a jedyną osobą ratującą życie jest wyłącznie Eve. Ktoś udziela jej pomocy, lecz czy jest nią?

"Testament Damoklesa" to składanka wielu gatunków, od fantastyki poprzez political fiction i alternatywną historię aż po horror i sensację. Autor wykreował opowieść, w której nic i nikt nie jest tym czym wydaje się w pierwszym momencie, a zaskoczenie i zwodzenie czytelnika są stałym elementem akcji. Fabuła początkowo wydaje się być osadzona w znajomych momentach historycznych, jednakże jest to złudzenie, to co wydawało się znane jest tylko kanwą dla rozwinięcia wątków, jakich raczej nikt się nie spodziewał. Sceną dla bohaterów jest druga połowa lat sześćdziesiątych i osiemdziesiątych dwudziestego stulecia, ale w "trochę" zmienionej wersji. Żelazna kurtyna istnieje - jej stronami są Stany Zjednoczone i Rzesza ... a na jej czele stoi fuerer Margaret Thacher ... Nieoczekiwane i dosyć niestereotypowe rozwiązanie na drugi plan opowiadania, a takich niespodzianek jest o wiele więcej. Futurystyczna broń, bohaterowie z cechami jak z fantastycznych książek, lecz to jedynie punkt wyjścia dla wielu pomysłów, sięgających do przeszłości, przyszłości oraz kultury europejskiej i azjatyckiej. Niesamowita wizja oparta z jednej strony na tym co miało już miejsce, ale przedstawiona w wersji co by było gdyby, z drugiej stanowi odrębną panoramę zdarzeń możliwych do zaistnienia i mających miejsce tylko w wyobraźni, jednak czy na pewno? Podobieństwo do prawdziwych faktów jest uderzające i jak najbardziej zamierzone, co tylko wzmaga odczucie autentyczności, a fikcja nawet najbardziej nieprawdopodobna nabiera cech realizmu. Sama intryga do ostatniej strony trzyma w napięciu, nie pozwalając czytelnikowi na oderwanie się od lektury i z każdą kolejna kartką zaskakując swoim rozwojem, którego kierunku nie można przewidzieć. Totalitaryzm, odkrycia naukowe, religia i ludzkie pragnienie władzy stanowią oś akcji i jednocześnie tło, na jakim bohaterowie starają się rozwiązać zagadką z przeszłości oraz ocalić przyszłość, a także odrobinę człowieczeństwa w otoczeniu gdzie znaczenie tego słowa dawno zostało zapomniane. Marcin Wełnicki nie tyle bawi się konwencjami co poddaje próbie definicje dobra i zła, ukazując ich odczuwaniu w różnych sytuacjach i z odmiennych perspektyw, w jego książce nie ma czerni, bieli czy odcienie szarości, jest wiele barw, jednak ich prawdziwy kolor jest dla każdej istoty inny.

Baza recenzji Syndykatu ZwB



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję portalowi Zbrodnia w Bibliotece