środa, 30 listopada 2016

Ofiary

"Ofiara"
Karin Slaughter


Czasem prawda pojawia się w najmniej spodziewanym momencie, kiedy wcale nie wyzwala, lecz pogrąża w otchłani oskarżeń i podejrzeń. Od tego już krok by stracić z oczu to co najważniejsze - zbrodnię i kryjące się za nią zło. Ono powinno być w centrum zainteresowania wraz z wszystkim co skrywa się w jego cieniu. Jednak rzeczywistość nie jest aż tak prosta, biało-czarny świat nie istnieje, niekiedy by ocalić dobro niektórzy wybierają mroczną ścieżkę, bo nie wierzą, że inna droga pozwoli osiągnąć im upragniony cel.

Morderstwo jakich wiele w Atlancie, dlaczego więc zostają wezwani stanowi śledczy? Kim jest ofiara, iż policja jest niewystarczająca do prowadzenia dochodzenia? Dale Harding. Policjant. Pijak. Hazardzista. Po prostu były policjant, nawet w czynnej służbie podejrzewany o przestępczą działalność. Ale czy dlatego wezwano posiłki? Ofiarę, jakkolwiek to brzmi, odnaleziono na terenie budowy ekskluzywnego klubu, którego głównym inwestorem jest gwiazda koszykówki. Willowi Trentowi "pachnie" ta sprawa kłopotami, ze sportowym celebrytą miał ostatnio do czynienia i nie wspomina tego zbyt dobrze. Marcus Rippy, to imię i nazwisko oznacza spore problemy, bogata w sukcesy kariera na boisku przysporzyła mu rzeszę ślepo wiernych fanów i milionów na koncie oraz wpiła przekonanie o byciu ponad prawem. Dochodzenie przeciwko niemu w sprawie bestialskiego gwałtu zakończyło się przegraną agentów stanowych, a w szczególności Trenta. Niestety sprawiedliwość wtedy nie zatriumfowała, jak będzie tym razem? Co Harding miał wspólnego z Rippy`im? To pozostaje niewiadomą, może jedynie splot okoliczności sprawił, że ciało Dale`a odnaleziono właśnie w tym, nie innym, miejscu. Will w przypadki nie wierzy, a ofiara jest mu dobrze znana. Coś jeszcze nie daje mu spokoju - znalezione ślady prowadzą do jego przeszłości, od której wciąż ucieka. Rzadko kto ma za sobą tak skomplikowane życiowe rozdziały jak ten mężczyzna, tylko kilka osób o nich wie, a i one do końca nie zdają sobie sprawy czego doświadczył i był świadkiem. Czy będzie w stanie zachować obiektywizm gdy tak niebezpiecznie blisko odkrycia są jego tajemnice? Już raz przegrał pojedynek z Marcusem, teraz być może nadarza się szansa by rozliczyć go ze ciemne sprawki, lecz dochodzenie nie będzie łatwe. Osobiste motywy nie ułatwiają pracy, przeciwnie gmatwają już i tak trudną sprawę.

Atlanta dobrze skrywa swoje mroczne oblicze przed stróżami prawa. Południowy klimat nie sprzyja tym, którzy chcą na forum publicznym prać brudy, lecz jak długo da się odwracać wzrok od zła?

Ofiara to słowo o niejednym znaczeniu, budzi wiele skojarzeń, nie zawsze negatywnych, gdy staje się tytułem thrillera to konotacja raczej jest jedna. Karen Slaughter odkrywa przed czytelnikami cały szereg wątków, do których kluczem jest właśnie ten wyraz. Autorka pod pierwszą warstwą, typowo kryminalną, umieściła kolejne, czasem przywodzące na myśl dantejskie kręgi piekielne. Śledztwo w sprawie morderstwa staje się punktem wyjścia do historii o ludziach jacy widzieli zło w prawie każdej postaci, jedni poddali mu się, drudzy walczą z nim, lecz wszyscy nie mogli uciec przed jego piętnem. Za fasadą szklanych biurowców i luksusowych rezydencji Atlanty kryją takie same występki jak w najgorszych jej dzielnicach, gdzieś pomiędzy nimi stoi główny bohater, mający za sobą aż nazbyt wiele złych wspomnień, a przed sobą dochodzenie bezpardonowo wchodzące w jego życie osobiste. Odsłania ono najmroczniejsze tajemnice słynnych, pięknych i bogatych oraz tych, stoją cychw ich cieniu i pomagający im w spełnianiu wszelkich zachcianek. Sensacyjna strona splata się z problemami społecznymi, obie wynikają z siebie nawzajem, podsycając się aż do kulminacyjnego momentu w jakim pęka przysłowiowa bańka mydlana powstała z marzeń, które po drodze wypaczyły to co było najlepsze. Warto zwrócić uwagę na pewne detale jakie są ważne dla fabuły i w finale odgrywają niebagatelną rolę. Karen Slaughter żongluje prawdą, wyrzutami sumienia swoich bohaterów i emocjami czytelników, tak, że "Ofiara" wychodzi poza schemat tradycyjnego thrillera. Pozostaje jeszcze okładka, nieprzypadkowa i ściśle nawiązująca do tytułu oraz przede wszystkim będąca alegorią poczynań bohaterów.


Za możliwość przeczytania książki 
                              dziękuję księgarniom Matras


 




poniedziałek, 28 listopada 2016

Jak to jest z tymi baśniami?

"Dziki łabędź i inne baśnie"
Michael Cunningham


Gdzieś za górami, jakimiś morzami oraz dolinami pewna księżniczka albo książę znaleźli się w tarapatach i liczą na pomoc, ta pewnie się pojawi wcześniej lub później, oczywiście będzie miała swoją cenę. Może też i magia da o sobie znać, chociaż z nią trzeba bardzo uważać, lecz o tym przekona się niejedna z baśniowych postaci w swoim czasie. Kiedy już zło zostanie ukarane, a dobro odbierze zasłużoną nagrodę, nastąpi finał z osławionym " i żyli długo i szczęśliwie". Hollywoodzko-disneyowski świat bajek ma się dobrze, czarno-biały podział w jaskrawych kolorach również nie daje się przeoczyć, wydawałoby się, że nic nas już nie może zaskoczyć w ciągle powtarzającym się schemacie baśniowych opowieści. Jeżeli myślicie, iż wszystko już zostało powiedziane lub raczej napisane to jesteście w błędzie. Gdzieś za górami, jakimiś morzami oraz dolinami życie toczy się dalej po finałowym "i żyli długi i szczęśliwie", tak w ogóle to dopiero po tym napisie zaczyna się najciekawsza część bajki.

Kto nie zna baśni o braciach zamienionych w łabędzie i ich dzielnej siostrze? Pan Andersen pięknie ją opisał, ale czy oddał w niej prawdę? Być może pewne niuanse zostały pominięte, no i co było później? Jak potoczyły się dalej losy odmienionych braci, w szczególności tego, który miał pecha? Jego rodzeństwo mogło zapomnieć o tym co było złego  w przeszłości, lecz on wciąż musiał żyć z pamiątką po niej. Czyżby happy end miał pewne braki? Znacie historię o ołowianym żołnierzyku i baletnicy? Wiemy jak się zakończyła, no a gdyby tak przełożyć ją na współczesne nam realia? Kim byłby on, jaka byłaby ona, co mogłoby ich połączyć? Pozostaje też kwestia honoru, poświęcenia się dla bliskich i dostrzegania w drugiej osobie czegoś więcej niż tylko jego powierzchowności? Kogo mam na myśli? Znacie niejaką Piękną i pewną Bestię? Oczywiście, że tak, jak nie z papierowej to z filmowej bądź animowanej wersji, są przecież ikonami popkultury. Prawdziwi celebryci, by nie powiedzieć gwiazdy, cóż więc w ich przypadku da się odkryć? Co nieco albo nawet i więcej, czy nikogo nie zdziwiło dlaczego Piękna chciała tylko białą różę i co kryło się za motywami Bestii? Na tym jeszcze nie koniec, gdyż jeszcze kilka baśni czeka na zdjęcie zaklęcia nadmiernego sentymentalizmu i odkrycie intrygującej strony, do tej pory zasłanianej przez poprawność bajkowej polityki.

Może i za siedmioma morzami, górami oraz dolinami istnieje baśniowa kraina, ale blisko nas także taka jest tylko bardziej życiowa. Baba Jaga, Roszpunka, Jaś od fasoli wcale nie są tak daleko jak nam się wydaje. Spójrzmy jeszcze raz na znanych z dzieciństwa bohaterów, czy nie przypominają kogoś z naszego otoczenia? Czyżby żyliśmy w innym świecie niż nam się to tej pory wydawało?

Bajki i baśnie są dobre dla dzieci, dorośli nie znajdą w nich nic ciekawego, niektórzy może poczują sentyment do dawnych lektur. Czasem jednak zdarzają się wyjątki, które z całkiem nowej perspektywy pokazują doskonale znane wątki, a motywy działania nabierają zupełnie innego charakteru. "Dziki łabędź i inne baśnie" to alternatywne spojrzenie na baśniowy świat i jego bohaterów. Archetypiczne postacie w oczach Michaela Cunninghama nabierają nowych cech, można by powiedzieć, że to oczywiste, lecz w tym przypadku kryje się o wiele więcej niż tylko odbrązowienie symboli, to idący o wiele dalej proces. Baśnie w rewolucyjnej odsłonie? Nie, raczej w wersji odmitologizowanej, urealnione, idące z opowieścią dalej niż do "a potem żyli długo i szczęśliwie". "Dziki łabędź i inne baśnie" są zbiorem historii w jakim czasem do głosu dochodzi zwykłą codzienność, a czasem cięty humor autora, gdzie ciąg dalszy będzie ogromną niespodzianką. Michael Cunningham, w zamian za odarcie czytelników ze złudzeń, daje im intrygującą podróż po opowieściach w jakich bajkowa konwencja musi być poszerzona by pokazać w pełni bohaterów, emocje nimi rządzące oraz do czego są zdolni by zdobyć to czego pragną.





Za możliwość przeczytania książki
 
 dziękuję wyd. Rebis



czwartek, 24 listopada 2016

Zło

"Splątanie"
Maciej Lewandowski


Zło przybiera wiele postaci, w jednych da się rozpoznać bardzo szybko, w innych pozostaje anonimowa i zdaje się być niedostrzegana. Ignorowanie jego obecności w nadziei, że dzięki temu nas nie dosięgnie jest ogromnym błędem, w końcu każdy musi się z nim zmierzyć. Nie można od niego uciec, nie da o sobie zapomnieć, zawsze będzie tuż obok w postaci mrocznego cienia, po spotkaniu z nim nigdy już nie będzie się takim samym człowiekiem. A może to jedynie wybujała fantazja, wykorzystująca na tworzenie przerażających wizji moment, gdy umysł już nie śni, lecz jeszcze nie otworzył drzwi do jawy?

Mogło być gorzej, lepiej również. Jakub Kempner wie  tym doskonale, ale niestety zbytnio nie postarał się by to ta druga opcja zatriumfowała w jego egzystencji. Wrocław jako miejsce zesłania, lub inaczej mówiąc nowe miejsce pracy, wcale nie jest najgorszym co może spotkać zdegradowanego policjanta. Oczywiście trafia nie do samego centrum, lecz na peryferyjny posterunek, będący niezłym punktem zaczepienia. Spokój, nuda brzmią dobrze, jakieś zwyczajne i proste wykroczenia, nic zanadto skomplikowanego. Nic więcej i nic mniej. Jednak świat nie jest aż tak prosty jakby ludzie pragnęli, a w szczególności aspirant Kempner. Zwyczajności nie dane jest mu smakować zbyt długo, bardzo szybko pojawia się niepokój, w prowadzonym dochodzeniu coś nie pozwala przyjąć do wiadomości, iż to jedynie tragiczny splot okoliczności. Inni mają całkowicie odmienne zdanie, ale Jakub nie zamierza przytakiwać ogółowi. Pochwycił już trop, słaby, niejasny, niedostrzegalny dla pozostałych śledczych, jednak nie może zapomnieć o tym co podszeptuje mu intuicja. Komisarz Bauer zdaje się nie podzielać przekonania swego nowego podwładnego, zbyt wiele widział by entuzjastycznie przyjmować rewelacje nowicjusza. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Co może być w Leśnicy niezwykłego? Nic, lecz czasem dostrzega się coś złowrogiego, rozsądek broni się przed tym to widziały oczy, jak długo da się ignorować rzeczywistość? Kempner uchwycił coś co niewielu było dane, nie jest to błogosławieństwo, wprost przeciwnie. Co kryje się za paranoicznymi obrazami, które nie chcą zniknąć? Ile samobójstw jeszcze odnotuje się w aktach posterunku wrocławskiej dzielnicy Leśnica? Bauer zbyt długo jest w zawodzie i wie kiedy musi odrzucić najprostsze rozwiązania. Zabójcza zagadka zbiera coraz większe żniwo, jej pokłosiem jest wzrastająca liczba ofiar. Gdzieś kryje się nieokreślona siła jaką większość stara się nie dopuszczać do siebie, od której odwraca się aż do chwili gdy samemu jest się zmuszonym do walki o życie. Czy ktokolwiek jest w stanie przeciwstawić się złu, pierwotnemu i nienasyconemu?

Upiornie dobra historia, chociaż połączenie tych słów wydaje się oksymoronem, to trudno inaczej oddać pierwsze wrażenia po lekturze "Splątania". Sensacja, thriller i przede wszystkim groza, skryta wpierw pod płaszczykiem suspensu, lecz w końcu pokazująca swe prawdziwe oblicze. Maciej Lewandowski wyważył wątki, dając raz jednym, raz drugim głos, pokazując czytelnikowi obraz, zawierający w sobie więcej niż jeden przekaz. Pod wierzchnią, realną, warstwą skrywa się kolejna - niepokojąca, logiczna na swój demoniczny sposób. Na kryminalnej kanwie autor rysuje opowieść niejednoznaczną, pełną ukrytych znaczeń, będących jednocześnie częścią sensacyjnej zagadki i powieści grozy, skłaniającej w pewnych elementach ku estetyce gotyckiej. "Splątanie" jest niezwykle obrazową historią w jakiej słowa służą za mistrzowski pędzel Maciejowi Lewandowskiemu, pozwalając oddać wielowymiarowe tło oraz równie skomplikowane sylwetki bohaterów. Warto zwrócić także uwagę na tytuł książki, nieprzypadkowy i nabierający znaczenia w trakcie czytania.

Za możliwość przeczytania książki

dziękuję 
 
portalowi CPA
i
wyd. Videograf

wtorek, 22 listopada 2016

Człowiekiem jestem ...

"Labirynt kości"
James Rollins


"Człowiekiem jestem i nic ludzkie nie jest mi obce"
Terencjusz

Jak bardzo różnimy się od innych istot zamieszkujących Ziemię? Czy odczuwana przez tak wielu z nas wyższość wobec innych gatunków powinna być powodem do dumy? Do czego jesteśmy zdolni by zdobyć władzę nad innymi? Każde z tych pytań z osobna nie wydaje się zbyt groźne, ale już ich suma każe się zastanowić nad naszą prawdziwą naturą, nie tą wygładzoną przez cywilizację, lecz jej wersję pierwotną z domieszką ambicji i chłodno wykalkulowanej bezwzględności. Nie liczą się ofiary w drodze do celu, najważniejsze jest by osiągnąć sukces, to zwycięzcy piszą historię. Tylko czy na pewno tak jest?

Dlaczego zaatakowano amerykańskie laboratorium naukowe i badaczy eksplorujących chorwackie jaskinie? Obie napaści były przeprowadzone w bardzo krótkim czasie, wydaje się je nic nie łączyć. Jedynym punktem wspólnym są dwie kobiety - Lena oraz Maria Crandall. Kim są, że znalazły się na czyimś celowniku? Jedna z nich ma trochę więcej szczęścia i ukrywa się przed napastnikami, druga zostaje uprowadzona wraz z młodym gorylem, który był pod jej opieką i jednocześnie jest obiektem badań. Komu zależało na porwaniu uczonych? Odpowiedź muszą znaleźć agenci Sigmy, zawsze działają niestandardowo, ale tym razem może to być niewystarczające. Przeciwnik jest nieznany, nie zostawił po sobie śladów, krokom jego wysłanników towarzyszy krew i śmierć, a czas nie jest sprzymierzeńcem Sigmy. Lena i Maria w swoich badaniach skupiały się nad gatunkiem naczelnych, ich wyniki są intrygujące, gdyby do tego dodać podziemne odkrycie to sprawa zaczyna wyglądać na więcej niż intrygującą. Czy ludzkość jest gotowa na zmierzenie się z prawdą o sobie? Na pytanie to na razie nikt nie chce odpowiadać, kiedyś już padło, teraz nie da się już uciec przed nim, lecz na razie najważniejsze jest wyprzedzenie wroga. Może prawda jest całkiem inna niż ktokolwiek przypuszcza i ukryta w miejscu od wieków uważane za mit? Komandor Pierce widział już niejedno, niewiele go jeszcze może zaskoczyć, jednak w tym przypadku czeka go co i rusz niespodzianka, zespół działa w grupach. Jedyne wsparcie jakie mogą sobie zapewnić to jak najszybsze rozwiązanie zagadki sprzed tysięcy lat i ocalenie życia ludzi jakim tylko oni mogą zapewnić iluzję bezpieczeństwa. Jednocześnie Sigma jest zwierzyną i myśliwym, role odwracają się jak w kalejdoskopie, każdy błąd jest bezwzględnie wykorzystywany przez drugą stronę, szaleńcza podróż po kilku kontynentach kończy się w nieoczekiwanym punkcie.

Kiedy siostry Crandall zaczynały swoje badanie nie spodziewały się do czego one doprowadzą. Nie wiedziały, że ich ideały w starciu z rzeczywistością przyniosą efekty odmienne od zamierzeń. Ambicja bywa niezbyt dobrym doradcą, nauka jest o wiele groźniejszą bronią niż jakikolwiek karabin. Z połączenie tych dwóch składników rodzi się zło trudne do powstrzymania i przede wszystkim skrywające swe prawdziwe oblicze aż do momentu gdy może być za późno by je powstrzymać.

Kolejne spotkanie z agentami oddziału Sigmy już za mną. Jak zawsze z góry było wiadomo, że będzie sensacyjnie z duża dawką fantastyki naukowej, a kolejne wydarzenia będą następowały po sobie z ogromną prędkością. James Rollins pozostał wierny swojemu przepisowi na fabułę i zaserwował czytelnikom opowieść, w jakiej nie brak tajemnic, spisków, faktów wydających się fikcją i niezwykle prawdziwej fikcji. "Labirynt kości" nie zawiódł moich oczekiwań, wprost przeciwnie, szalona pogoń po kilku kontynentach, zagadka licząca kilkadziesiąt tysięcy lat, przerażające badania naukowe i człowiek, wciąż szukający źródeł swego pochodzenia, wciągnęły mnie od razu i nie pozwoliły na dłuższą przerwę w czytaniu niż zaparzenie kubka herbaty. Każdy z tych elementów z osobna byłby dobrym materiałem na książkę, razem dają mieszankę wybuchową, przy czytaniu której trzeba być nastawionym na szybkie tempo akcji, splatanie się rzeczywistej wiedzy z utopijnymi teoriami i intrygującymi niespodziankami, tłem dla nich jest ludzkie pragnienie zapanowania nad światem. James Rollins pod sensacyjno-przygodowym tłem "przemyca" poważniejsze kwestie związane z doświadczeniami na zwierzętach, etyką tego rodzaju badań oraz do czego może prowadzić kierowanie się zasadą - cel uświęca środki. Współcześnie coraz częściej dostrzegamy mroczną stronę nauki, lecz jeszcze zbyt rzadko jesteśmy skłonni z nią walczyć, "Labirynt kości" przedstawia niezwykle interesującą jej wizję, wartą poznania. 





            
               Za możliwość przeczytania książki 
    
   Dziękuję 


     wyd. Albatros

sobota, 19 listopada 2016

Prawda wyzwala

"Motyle i ćmy"
Ewa Przydryga


Na początku była przyjaźń, łącząca osoby różniące się od siebie jak woda i ogień oraz dająca wsparcie gdy jest ono potrzebne. Potem zdarzyła się tragedia, niszcząca tak wiele i pozostawiająca w ludziach piętno, przypominające codziennie o tym co miało miejsce kiedyś. Można próbować uciec od wspomnień, ale one i tak znajdą sposób by w najmniej oczekiwanej chwili dać o sobie znać. Jak długo można ignorować ból i oddalać się od tego co jest najważniejsze w życiu? Odpowiedź na to pytanie pada wtedy gdy prawie jest już za późno by uratować przyszłość.

Sukces nie przychodzi łatwo, czasem trzeba przez lata walczyć by zaistnieć w stolicy haute-couture. Juliette Różańska jest u progu wielkiej kariery, jej projekty zdobyły już uznanie, ale przed młodą kobietą jeszcze trochę drogi do sławy, chociaż podąża we właściwym kierunku. Jeszcze kilka tygodni i zabłyśnie na paryskim pokazie, potwierdzi pokładane w niej nadzieje i ziści swoje marzenia. Teraz jedynie musi skupić się na pracy, nie powinna niczym innym rozpraszać się, ma to czego inni pragną, a Paryż za niedługo będzie leżał u jej stóp. Jednak na tej pięknej fasadzie pojawiają się niepokojące rysy, ktoś niszczy wielotygodniową pracę, a to dopiero początek złej passy. Juliette włożyła w tę kolekcję zbyt dużo by poddać się tuż przed wielkim finałem, lecz nie tylko to kreacje są ważne. Zaczyna prowadzić własne śledztwo w tej sprawie, ale coś jeszcze zaprząta uwagę dziewczyny. Komuś zależy by przypomniała sobie o przeszłości, a w szczególności o konkretnym wydarzeniu. Dlaczego właśnie teraz uderza w Różańską? Przez tyle lat panował spokój, lub raczej zręcznie podtrzymywano jego iluzję, a teraz, po tylu latach, kolejne wydarzenia kawałek po kawałku odsłaniają skrzętnie ukrywaną prawdę. Przypadek czy co więcej stoi za tym? Julia przecież zapłaciła bardzo wysoką cenę za teraźniejszą pozycję. Komu może zaufać i ile jest w stanie wyjawić by jej egzystencja nie rozsypała się jak domek z kart? Zbyt dużo już poświęciła, ale czy uda się rozwikłać zagadkę z przeszłości i tę teraźniejszą?

Za błędy trzeba zapłacić, prędzej albo później los wystawia rachunek, nigdy nie jest on niski. Czasem jednak kryje się w nim coś czego nikt nie spodziewa się - nadzieja. To dzięki niej w końcu stawia się czoła demonom jakie od tak dawno żywiły się strachem bólem. Czy nie jest już za późno na poznanie prawdy? Determinacji Julii jest ogromna i chyba ktoś ją pominął w swoim planie.

Na debiuty jedni patrzą niezwykle krytycznie, drudzy traktują je pobłażliwie, są i tacy, którzy po prostu zaczynają lekturę i koncentrują się na niej, bo w końcu ona najbardziej ich interesuje. Biorąc do rąk "Motyle i ćmy" pominęłam informację, że to debiutancka książka i skupiłam się na przedstawionej historii, która bardzo szybko wciągnęła mnie w nurt swej fabuły. Ewa Przydryga postawiła na zaintrygowanie czytelnika już od pierwszej strony i jak okazało się strategia ta rozwijana w kolejnych rozdziałach sprawdziła się doskonale. Nim poszczególne elementy kryminalnej układanki znajdą się na swoim miejscu czytający odkryją kulisy wielkiej mody, Paryż ze swymi kafejkami i bistrami, francuskie wybrzeże, egzotyczną Indonezję oraz swojski Poznań. Każde z tych miejsc ma odegrania swoją rolę w opowieści jakiej przeszłość i teraźniejszość są związane mrocznym węzłem. Bohaterowie skrywają bolesne tajemnice, pod maską życiowego sukcesu ocierają łzy i próbują nie wracać do wydarzeń, które naznaczyły ich na zawsze. Sekret sprzed lat okazuje się mieć całkiem inne oblicze niż ktokolwiek przypuszczał i niesie z sobą ogromne zagrożenie. Jeżeli tak wygląda debiut to druga książka ma bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę, dorównanie "Motylom i ćmom" nie będzie łatwo.

Za możliwość przeczytania książki 

Dziękuję
wyd. NOVAE RES