sobota, 24 września 2016

Kochaj i pozwól się kochać

"Żyj szybko, kochaj głęboko"
Samantha Young


Pierwsza miłość, młodzieńcza miłość, szaleńcza, pochłaniająca i nie dająca chwili wytchnienia. Liczy się tylko ona, z nią świat nabiera intensywności, staje się bardziej kolorowy. Uszczęśliwia i sprawia, że jakiekolwiek przeszkody pojawiające się na wspólnej drodze wydają się do pokonania. Przyszłość rysuje się wprost wspaniale, żadnego zmartwienia na horyzoncie, tylko i wyłącznie oni dwoje. Jednak czasem los wystawia na próbę uczucia i nie zawsze wszyscy wychodzą z niej zwycięsko. Wybaczyć jest trudno, może jeszcze ciężej niż uleczyć złamane serce.

Charley nigdy nie starała się by być w centrum wydarzeń, chociaż należała do grona najpopularniejszych osób w szkole. Po prostu nawet gdyby chciała nie wtopiła się w szkolny tłum rówieśników, zresztą w Lanton trudno pozostać niezauważonym. Małe miasteczko ma to do siebie, iż nikt i nic się w nim nie ukryje. Dziewczyna o tym wie doskonale, ale Jake dopiero przekonuje się o różnicach egzystencji wielkomiejskiej i tej o mniejszych rozmiarach terytorialnych. Jako nowy mieszkaniec szybko zabłysnął na lokalnym firmamencie stając się jednocześnie obiektem westchnień nastolatek, sława podrywacza szybko została utrwalona. Jednak Charley to nie większość jej rówieśniczek, a nowy Casanowa także nie jest taki jak można by sądzić. Coś więcej niż tylko iskra porozumienia pojawiła się między nimi podczas pierwszego spotkania, oboje czują, że to co rysuje się przed nimi może stać się czymś i wiele poważniejszym niż jedynie chwilowym zauroczeniem. Ale czy są gotowi na to? Mają po szesnaście lat i wszystko jeszcze przed nimi, lecz zaczyna ich łączyć naprawdę silna więź, z kategorii tych głęboko zapuszczających korzenie w sercach. Z dnia na dzień, nawet z godziny na godzinę, stają się sobie coraz bliżsi. Ich związek budzi w niektórych negatywne emocje, jakie przechodzą w czyny, jednak nikt nie przypuszcza czym to zakończy się. W końcu nastolatkowie wciąż egzystują na sinusoidzie emocji - raz euforia, a chwilę później gniew. Ale niekiedy idą za tym czyny o konsekwencjach bardzo daleko sięgających w przyszłość. Niepotrzebna śmierć, u źródeł mająca urażoną ambicję i młodzieńczą nierozwagę, niszczy związek Charley i Jake`a, chociaż nie tak dawno snuli plany i nie wyobrażali sobie by mogli kiedykolwiek rozstać się na dłużej. Jedno z nich zamyka się na wszystko, także na drugą osobą, tak bliską jeszcze dzień wcześniej, a szaleńcze miłość zostaje przekreślona. Wszystko skończyło się nim zdążyło się tak naprawdę rozpocząć, lecz czy tak jest na prawdę?

Cztery lata to dla młodych ludzi cała epoka. Teraz Charley wie jak boli złamane serce i zawiedzione oczekiwania. Problem tylko w tym, że Jake nic nie stracił ze swego uroki i wszelkie rozsądne argumenty nikną w obliczu tego co nadal jest w dziewczynie. Zresztą on nie zamierza stać z boku i chce wytłumaczyć się ze swego postępowania. Doroślejsi, bardziej doświadczeni, ale pamiętający o łączących ich więzach, wciąż nie pozwalających zapomnieć o tych kilku miesiącach, tak intensywnych i niemożliwych do powtórzenia z kimkolwiek innym.

Literatura new i young adults rządzi się swoimi schematami, musi być miłość, nie obejdzie się bez dramatycznych zwrotów akcji, a pomiędzy te elementy są wplecione wątki o wiele poważniejsze. Gdyby tak spojrzeć na "Żyj szybko, kochaj głęboko" to faktycznie schemat jest widoczny, lecz każdy wzór można i powinno dostosować do własnego pomysłu. Samantha Young skorzystała z ram, co nie znaczy, że lektura jej książki niczym czytelnika nie zaskoczy i nie wciągnie w fabułę. Pomimo tego, iż motyw jest znany autorka przedstawia historię swoich bohaterów interesująco i to nie tylko dla młodszych odbiorców. Charley i Jake oraz ich otoczenie to nie sielankowe postacie, śledząc przebieg wydarzeń czytający wchodzą w świat gdzie za błędy rodziców czasem przychodzi płacić kolejnej generacji, która również je popełnia i musi stawić im czoła nie zawsze mając wsparcie. Oczywiście jest też miłość - taka jak w tytule, pełna pasji, z czasem poraniona, ale i z tlącą się nadzieją, że jeszcze nie wszystko stracone. "Żyj szybko, kochaj głęboko" Samanthy Young to opowieść o młodych ludziach, lecz nie jedynie dla nich, szybki kurs dojrzałości ma jasne i radosne strony, lecz niestety niektóre postacie poznają jego ciemniejszą twarz.



Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:
 

środa, 21 września 2016

Pomiędzy prawdą i mitem

"Czarne światło"
Marta Guzowska


Czasem człowiek ma prawdziwego pecha, po prostu wisi nad nim fatum i nie chce zniknąć. Oczywiście inni mają swoje zdanie w tym temacie, całkowicie odmienne od tego co myśli najbardziej zainteresowany. Niestety czasem niefortunnych zdarzeń powtarza się jak w przysłowiowym dniu świstaka, a los jakoś nie chce ulżyć nieszczęśnikowi.

Miało być spokojnie, bo przecież taka atmosfera aż za bardzo powszednia jest w małych miasteczkach, wykopaliska powinny przebiegać rutynowo i bez jakichkolwiek zakłóceń, również dlatego, że w takich miejscach niespodzianek żadnych nie ma co spodziewać się. Profesor Mario Ybl przekonuje się na własnym przykładzie jak ta teoria nie przystaje do praktyki. Najpierw ginie jeden odkopany szkielet, później drugi, przy czwartym takim zdarzeniu wiadomo, iż o przypadku nie ma mowy. Zresztą to jedynie szczyt góry lodowej kłopotów z jakimi naukowcy mają do czynienia codziennie. Nikt zbytnio nie jest zadowolony z ich prac, co więcej spotykają się z ostracyzmem miejscowej społeczności, jeszcze podsycanej przez plotki i zabobony. Sam Mario także dolewa oliwy do ognia swoim zachowaniem, chociaż jest tylko lub po prostu sobą. Jego poczucie humoru odstaje od tego oczekiwanego po szacownym badaczu, wyróżnianie się z tłumu nie jest dobrze widziane, ekscentryzm bywa z rzadka doceniany. Co jeszcze może wydarzyć się w takiej mieścinie? Ybl nawet w najgorszych koszmarach nie miał takiej panoramy zaskakujących sytuacji o takim samym początku i bardzo bolesnej końcówce. Rzeczywistość zaczyna przypominać fantasmagoryczny obraz, dostrzegalny tylko dla nielicznych. Jak długo jeszcze profesor będzie jedynie mimowolnym obserwatorem? Zaginięcie zdeformowanych szczątków sprzed kilku stuleci to jedno, lecz cała reszta to sprawa o wiele bardziej skomplikowana. Bardziej złożona niż komukolwiek by się wydawało, a Mario Ybl nie pozostawi niczego swojemu biegowi, zwłaszcza gdy wszyscy wokoło uważają, iż nic takiego nadzwyczajnego nie dzieje się. Czyżby to tylko urojenia i nadmierna podejrzliwość? Coś się dzieje i nie jest to nic dobrego, ale czy ktoś weźmie na poważnie słowa światowej sławy antropologa, który zdążył niejednego do siebie zniechęcić? Jedyną jego bronią jest wiedza i kości, z których czyta tak jak inni słowa z książek. Niewykluczone, że tym razem profesor będzie musiał zmierzyć się z porażką, lecz na pewno zrobi co w jego mocy by wydobyć prawdę na światło dzienne, obojętnie jaki koszt będzie musiał ponieść. Po raz kolejny fatum nie pozwoli mu na spokojną egzystencję.

Bohater kryminału to najczęściej postać niejednoznaczna, wielcy detektywi często mieli wiele irytujących cech, co w końcowym efekcie tylko dodawało całej historii intrygującego smaku. Mario Ybl wpisuje się w ten kanon doskonale, nikogo nie pozostawi obojętnym co do swojej osoby, zapada w pamięć. "Czarne światło" to nie jedynie sensacja, to książka w jakiej czytelnik odnajdzie suspens, elementy thrilleru oraz obrazu małomiasteczkowego dusznego klimatu, u podstaw jakiego są plotki, mity i po prostu ludzka natura. Zagadka kryminalna przeplata się z życiem prywatnym głównej postaci, jedno z drugim nierozerwalnie jest złączone, tak, iż trudno dostrzec co było początkiem, a przedwczesne wyrokowanie o zakończeniu skazane jest na fiasko. "Czarne światło" jest po części także studium ludzkiej natury, odsłanianej przez nieustępliwe dążenie do poznania rzeczywistego obrazu, ukrytego pod maską zwyczajności. Taka atmosfera bliska jest skandynawskiemu kryminałowi, mroczny nastrój odczuwalny jest cały czas, zamiast dalekiej północy polskie miasteczko, jednocześnie bliskie i dalekie.


 Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:
 




poniedziałek, 19 września 2016

Życie to coś więcej niż plan

"Zimne ognie"
Simon Beckett


Wydaje się nam, że wszystko da się przewidzieć, zaplanować i odpowiednio zorganizować. Nic nie powinno być pozostawione przypadkowi, szczególnie gdy chcemy spełnić swoje pragnienia. Niewiadoma w takim przypadku mogłaby zagrozić przyszłemu szczęściu, więc jeśli tylko to możliwe dokładnie trzeba przemyśleć wszelkie detale i szczegóły. Później pozostanie zadowolenie z spełnionych marzeń, chyba, że życie napisze całkowicie inny scenariusz z wieloma niespodziankami, czasem wprost zabójczymi.

Kate Powell jest kobietą sukcesu, chociaż nie do końca dostrzega to. Wie, że wiele osiągnęła, lecz zdaje sobie sprawę, iż jeszcze przed nią sporo wyzwań, jedno z nich właśnie zamierza podjąć. Naturalnie ma plan, chociaż jej przyjaciele nie są przekonani co do niego, ale jego kwestia nie podlega dyskusji. Ewentualnie do zmiany są pewne niuanse, nic poza nimi, najważniejsze jest rozsądne podejście do sprawy, oczywiście emocji nie da wyłączyć się, jednak logika musi mieć pierwszeństwo. W realizacji projektów Kate ma duże doświadczenie, ten konkretny wydaje się początkowo przebiegać zgodnie z oczekiwaniami, Alex Turner stanowi jego część. Mężczyzna ma do odegrania określoną rolę, z góry wyznaczoną i kończącą się w określonym momencie. Niektórym wydaje się to dość nieludzkie, pomimo, że Alex zgodził się na postawione warunki. Kate wyznaczyła sobie ścieżką prowadzącą ją do wyznaczonego celu i chce zminimalizować ryzyko, lecz czy na pewno wszystko dobrze skalkulowała? Uczucia nie tak łatwo odsunąć na bok, tak samo jak pragnienie bycia szczęśliwym, jedno i drugie ma swoją cenę, już niedługo ktoś ją pozna. Na razie wszystko przebiega wprost idealnie, tylko dlaczego gdzieś głowie rodzą się niepokojące myśli? Nie mają przecież pokrycia w rzeczywistości, wszystko zmierza w oczekiwanym kierunku aż do chwili gdy w drzwiach staje policja. Potem już nic nie jest takie jak powinno być, a rzeczywistość okazuje się być zaskakująco inna niż jeszcze się niedawno wydawało. Kiedy został popełniony błąd? Kim jest Alex Turner, co jest w stanie zrobić Kate Powell by jej marzenie ziściło się?

Zaczyna się dość niewinnie, chociaż w tle już żarzy się zarzewie żywiołu, który zniszczy tak wiele i pozostawi po sobie ból. "Zimne ognie", jak na dobrze skonstruowany thriller przystało, odkrywa karty w tempie utrzymującym zaintrygowanie na wysokim poziomie. Wydaje się, że sensacyjna strona jest na drugim planie, a główną rolę odgrywa zupełnie inny wątek, lecz wciąż coś nie daje spokoju, gdzieś blisko kryje się jakaś tajemnica, podkopująca prawie sielski obrazek. Czytelnik czuje, że to co ma przed oczyma to jedynie pozory, pod nimi jest istota czegoś mrocznego i niedostrzegalnego dla większości. Simon Beckett zręcznie manipuluje emocjami i wyczekuje dogodnego momentu by uderzyć niespodziewanie zdzierając przy okazji maski pewnych bohaterów. "Zimne ognie" to nie tylko thriller, autor wplótł także wątki psychologiczne oraz społeczne, co wzbogaciło fabułę i dodatkowo posłużyło jako fundament pod suspens. Podczas lektury nasuwają się pytanie po części dotyczące natury człowieka, po części znaczenia rodziny i jej wpływu na jednostkę.


                                           Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:
 



piątek, 16 września 2016

Kuchnia nie taka straszna ;)


"Notes kuchenny"
Nina Majewska-Brown


Kuchnia to słowo o wielu znaczeniach, kryjące smaki, zapachy, obrazy oraz mające niejeden temat pokrewny. Dla jednych to miejsce przyjazne, dla drugich terra incognita, są i tacy, którym jest raczej obojętna, jednak dla wszystkich pewne drobiazgi zawsze będą przydatne. Takim właśnie detalem jest zeszyt lub wszelkiego rodzaju karteluszki na przykład z przepisami. O ile w przypadku tego pierwszego zagubienie nie jest aż łatwe to już odnalezienie luźnych zapisków nie zawsze bywa prostą sprawą.  Co zrobić by wprowadzić porządek lub mieć wszystko w jednym miejscu i pod ręką? Rozwiązaniem może być "Notes kuchenny" autorstwa Niny Majewskiej-Brown.



Jako, że sama kuchenne rewiry traktuję nie zawsze poważnie i zdarza mi się zapisywać różne przepisy na kartkach ginących w najmniej spodziewanym momencie to kajet taki okazał się przydatny. Oprócz stron na notatki, ma on także schowek gdzie można kolekcjonować różnorodne zapiski, bez obawy, iż gdzieś zawieruszą się. Dodatkowo do dyspozycji jest jeszcze gumka, która w sytuacji gdy nasz "Notes kuchenny" osiągnie grubsze rozmiary utrzyma go w ryzach.


Wiadomo także, iż kuchnia wiąże się na przykład z odpowiednimi zasadami zachowania się przy stole, powszechnie znanymi, lecz czasem potrzebna jest mała ściąga i w tym zakresie. W takim przypadku jak znalazł jest odpowiedni mini-poradnik, który również znajduje się w "Notesie kuchennym", jak zresztą i inne przydatne wskazówki. Nina Majewska-Brown dodała również kilka przydatnych przepisów oraz informacji niezbędnych, niezależnie od stopnia zaawansowania w kuchennych arkanach.








"Notes kuchenny" to nie książka kucharska, chociaż co nieco podpowiada w kwestiach przepisów. Pozycja ta nie jest również poradnikiem, ale przydatne wiadomości jak najbardziej zawiera. Autorka nie dała gotowca czytelnikom, lecz punkt wyjścia do stworzenia osobistego pomocnika i przewodnika w świecie kuchenno-kulinarnym. Twarda oprawa gwarantuje, że zapiski będą miały odpowiednią ochronę przed niekiedy dość ekstremalnymi sytuacjami.






Za możliwość 
zapoznania się z "Notatnikiem kuchennym"
 dziękuję wyd. Rebis










Recenzja "Jak się nie zakochać" Niny Majewskiej-Brown
 

Przypominam także o wrześniowej rozdawajce

 

środa, 14 września 2016

Więcej niż romans, rodzina i rozsądek

"3 razy R"
Hanna Cygler


Przyjaźń wiele ma twarzy, czasem łączy ze sobą ludzi będących całkowitym przeciwieństwem. Bywa, że przez lata stanowi oparcie, aż nadchodzi moment próby, wpierw jeden, potem drugi i kolejny, w takich okolicznościach to co wydawało się silne i niepokonane przechodzi swój chrzest bojowy. W końcu przychodzi chwila gdy trzeba dokonać ostatecznego podsumowania zysków i strat, pomimo wspomnień i odczuwanych emocji. Niekiedy saldo może zaskoczyć, tak samo jak efekt pokładanego zaufania i wiary w ludzi.

Rodzina, rozsądek i romans, albo inaczej Lidka, Olga i Klaudia lub też trzy panie R, właścicielki świetnie prosperującej gdańskiej firmy. Przyjaciółki po prostu i jednocześnie bizneswomen jak się patrzy, w męskim świecie interesów radzące się więcej niż świetnie, do tego ładne i z życiem osobistym o jakim inni marzą. No prawie, ponieważ jak wiadomo w każdej beczce miodu jest co najmniej łyżka gorzkiego dziegciu. Na pozór Olga ma wszystko co większość pragnie osiągnąć i o nic już w życiu nie musi zabiegać, przystojny mąż, zdrowa córeczka, no i sukces zawodowy. Tylko ona zna prawdę ile kosztowało ją wejście na szczyt, przeszłość to dla niej temat wciąż zbyt bolesny by go poruszać z kimkolwiek, chociaż ktoś wie co było jej udziałem. Jednak teraz to już za nią, jej świat zmienił się na lepsze lub raczej samodzielnie zdobyła to czego inni jej zazdroszczą. Lidka również nie ma na co narzekać, oczywiście co nieco i więcej pragnęłaby ulepszyć, a pewne przypuszczenia zatruwają familijne szczęście. Jak na razie raczej nie powinna sobie głowy zaprzątać takimi bzdurami, lecz niełatwo odsunąć od siebie myśli nadwyrężające zadowolenie. Z Klaudią rzecz ma się całkiem inaczej, po prostu zawsze trafia w dość niefortunne męskie ramiona, tak jakoś ma pecha w tym temacie, ale nie poddaje się, przecież gdzieś musi być facet, dokładnie taki jak sobie go wymarzyła. Naturalnie obserwując te kobiety z boku nie dostrzega się ich problemów, wyglądają na zadowolone z siebie i ze swoich osiągnięć, nawzajem się wspierają i dopingują, zwycięstwo zawsze smakuje lepiej w towarzystwie, a w swoim czują się tak dobrze. Porażki ich się nie imają, przyjaźń daje im siłę by z uśmiechem na ustach pokonywać trudności, pomagają sobie wzajemnie i wszystko sprzyja temu kobiecemu trio. W takiej atmosferze łatwo przeoczyć szczegóły, które z osobna nie znaczą nic, jednak gdy się zsumują wyglądają dość niepokojąco. Czy Olga, Lidka i Klaudia nie powinni baczniej przyjrzeć się swemu otoczeniu? Tyle dzieje się wokół, że znaki ostrzegawcze są ignorowane, aczkolwiek chyba nie do końca. Po drodze do góry niekiedy umyka coś ważnego, bywa, iż strach  przed innymi uniemożliwia podjęcie odpowiedniej decyzji. Olga przekonuje się o tym dotkliwie, pozostałe wspólniczki również stawiają czoła przeszkodom, no a świat nie stoi w miejscu i sprzyja odważnym, jedna z nich wykorzystuje nadarzającą się okazję. W trzy są nie do pokonania, lecz czasem trzeba dokonać wyboru samemu, bez oglądania się na innych.

Okres zmian w latach dziewięćdziesiątych opisywany był już wielokrotnie z różnych perspektyw, Hanna Cygler czyni to z kobiecego punktu widzenia, skupiając się na mniej eksponowanych aspektach, lecz jakże ważnych. Tytułowe "3 razy R" to przyjacielskie trio, które początkowo czytelnik może odbierać jak z reklamy, ale autorka bardzo szybko odkrywa mniej spektakularne, za to bardzo ludzkie portrety bohaterek. Nie brakuje w nich tragedii, humoru i przede wszystkim, jak zawsze zresztą, bardzo trafnych spostrzeżeń co do skomplikowanych więzi międzyludzkich. Tłem dla fabuły jest dekada gdy rodziły się i rozwijały biznesowe potęgi, życie nabierało szybkości, jedno i drugie jest odzwierciedlone w akcji książki uzupełniając poszczególne wątki. Jednak na pierwszym planie pozostaje przyjaźń trójki kobiet, demony z przeszłości oraz walka o szczęście, różnie rozumiane. Jako, że podobno w miłości ina wojnie wszystkie chwyty dozwolone należy przygotować się na niespodziewane zwroty akcji i zaskakujące sploty sytuacyjne. "3 razy R" to nie tylko romans, rozsądek, rodzina, to także zawiedzione nadzieje, dramat i miłość o wielu twarzach, a to wszystko oplecione siecią kobiecej przyjaźni.





   Za możliwość przeczytania książki 
             dziękuję wyd. Rebis