sobota, 25 kwietnia 2026

Dziedziczka

Nowość:

„Siedem obrączek”

Nora Roberts

 

Słowa mają moc. Raz rzucone w przestrzeń niekiedy trwają w czasie i rzucają cień na kolejne pokolenia. Nie każdy wie o ich istnieniu, lecz skutki bywają już odczuwalne. Takie dziedzictwo bywa nie tylko kłopotliwe, ale stanowi zagrożenie dla przyszłości dopóki ktoś nie przerwie zaklętego kręgu dawnej klątwy.

 

Od wieków rodowa siedziba Poole`ów zmaga się z rzuconą klątwą. W dniu, jaki powinien być najszczęśliwszy dla nowej mieszkanki tego domu zostaje zamordowana, a z jej palca znika dopiero co nałożona obrączka. Nie takiego spadku spodziewała się Sonya MacTvish, ale wbrew pozorom przyjęła go ze wszystkimi blaskami oraz cieniami i nie zamierza poddać się. Jej plan jest prosty, zamierza przełamać rzuconą klątwę i oczywiście zadomowić się w miejscu, jakie pozwoliło młodej kobiecie rozpocząć nowy rozdział w życiu. W kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach odkrywa sekrety, jakie kryje niezwykły budynek, którego jest teraz właścicielką. Smutne, radosne, intrygujące i niebezpieczne tajemnice ujawniają fragmenty niezwykłej prawdy, nie ma w niej prostych odpowiedzi na pytania Sonyi, a od ich poznania zależy tak dużo. Nadchodzi moment finalnego pojedynku z tym, co od stuleci zagraża Poole`om, ostatnia nadzieja w tej, która przyjęła trudną spuściznę i rzuciła wyzwaniu złu, roszczącemu sobie prawa do tego, co nie jego. Kto zwycięży w tej rozgrywce, gdzie stawką jest wszystko co było, jest i będzie?

 

Finał trylogii, w jakiej jest groza, nawiedzona rezydencja z widokiem na ocean i las, wiedźma oraz oczywiście śmiertelna klątwa. Kategoria czytania z tych jeszcze jeden rozdział, chociaż z góry było wiadome, że i tak będzie przeczytane od razu do końca, dawkowanie lektury dopiero może przy drugim czytaniu. No i oczywiście opowieść gdzie koniec przewidzimy, lecz wszystko po drodze będzie niespodzianką, a i sam finał będzie z tych spod szyldu Grande finale. Kilkaset stron, gdzie dzieje się naprawdę dużo, jednak zawsze czujemy siłę przyjaźni, rodzinnych więzi, jakie sięgają głęboko w czas i nabierają wraz z nim mocy oraz widzimy jak istotne mogą być korzenie, nawet jeśli nie jesteśmy ich świadomi. „Siedem obrączek” dało mi wszystko to, czego zawsze spodziewam się po książkach Nory Roberts i dużo więcej, bo poziom napięcia, intrygujących zwrotów akcji oraz zagadek na tle naprawdę plastycznie oddanego drugiego planu robi ogromne wrażenie. Autorka doskonale wie kiedy wyciszyć emocje, dać czytelnikowi oraz bohaterom chwilę na złapanie oddechu i rozrywkę, by zaraz potem uderzyć niespodziewanie. Poprzednie części odsłaniały kolejne części przeklętej układanki, a granica pomiędzy tym, co wydarzyło się, dzieje się i być może będzie miało miejsce bywa w tej historii płynna, tak samo jak i rzeczywistość czasem trochę oniryczna. To wszystko w sumie daje książki, których akcję śledzimy z zainteresowaniem i nieustannym pytaniem co jeszcze ujrzymy. „Siedem obrączek” to finałowy tom, w którym widać jaką podróż pokonali bohaterowie i jak się podczas niej zmienili, ale przede wszystkim zamknięcie drzwi do mrocznej części dziejów i otwarcie kolejnych, do przyszłości, gdzie nie ma mrocznego cienia dawnej klątwy.

 

 

czwartek, 23 kwietnia 2026

Bestia

Nowość:

„Dom bestii”

Katarzyna Bonda

 

Fakty i fikcja zdają się mieć mało ze sobą wspólnego, stoją po dwóch stronach barykady. Jednak wcale nie tak rzadko to pierwsze przerasta to drugie. Prawdziwe wydarzenia częściej bywają kanwą dla tego, co ją naśladuje. Niestety rzeczywiste zło także jest bardziej mroczne i co istotniejsze rani dotkliwiej.

 

Czasem marzenia od dramatu dzieli tylko jedno – człowiek. Kiedyś Norbert miał marzenia i chciał innego życia niż widział wokół siebie. Czy takie pragnienie może prowadzić do zbrodni? Tak. Jedno słowo, za którym kryje się wiele przypuszczeń, lecz także niepodważalnych dowodów na deprawację. Jednak na pierwszy rzut oka, a nawet kolejne wszystko wygląda w miarę zwyczajnie, chociaż dostrzega się niepokojące sygnały, ale rozmywają się one w codzienności. Kiedy została przekroczona granica, za którą ofiara staje się sprawcą i zło zwycięża? Może nie ma jednego momentu, konkretnej chwili, niekiedy składa się na nią cały szereg wydarzeń, nakręcających zabójczą spiralę, ale ten, kto myśli, że to splot okoliczności nie dostrzega jak głęboko sięga motyw i oplata on mordercę. Dopiero śledztwo obnaża prawdę, niewygodną, brudną, zbudowanej na fundamencie kłamstw, przemilczeń, przymykania oczu na krzywdę. Szarość i czerń, w takim świecie obracał się Norbert i nauczył się jego zasad by przetrwać, a w końcu sam je tworzył, jeszcze brutalniejsze i pozwalające mu osiągnąć cel… po trupach!

 

Zbrodnia doskonała istnieje. Dokładnie do momentu aż ktoś wpadnie na jej ślad i powiąże z sobą tropy, jakie do tej pory nie zostały dostrzeżone. Zbrodniarz czuje się bezpieczny, lecz to iluzja stworzona przez niego samego. Bezkarność. Nie w tym przypadku, chociaż o włos może kara nie zostałaby wymierzona. Spektakularne śledztwo? Nie, ale za to skuteczne i to najważniejsze. Rzeczywistość bywa mroczniejsza i groźniejsza niż wydaje się większości. Właśnie taki jest „Dom bestii”, nie reportaż, lecz także nie fikcja literacka. Kryminał oparty na prawdziwych wydarzeniach. Nie wygładzony i nie przesadzony, fabularyzacja podkreśliła w nim zło, nie wyolbrzymiła, ale odkrywa detale, ginące w ogólnym obrazie, a przecież ona właśnie go budują. Katarzyna Bonda połączyła przysłowiową „prawdę czasu i prawdę ekranu czyli w tym przypadku prawdę literacką”. Nie ma przerysowania, za to czytelnicy otrzymują rasową powieść kryminalną opartą na zbrodniach i dochodzeniu, odkrywającemu, kto i dlaczego stoi za morderstwami. W „Domu bestii” nie ma uproszczeń, dowodów podanych na tacy lub znajdujących się ot tak na zawołanie. Za to jest śledcza praca, żmudna, daleka od filmowych skrótów, pełna frustracji i świadomości, że niedotrzymanie procedury, obejście prawa, wcale nie doprowadzi do szybszego zakończenia sprawy. W tej historii nie ma prostych wyborów, pójścia na skróty i to właśnie jest jej siłą. Odsłanianie tego, kto i co stoi za decyzją odebrania życia drugiemu człowiekowi, zacieranie tropów i równocześnie ich  poszukiwaniu są kanwą, na jakiej rysują się sylwetki postaci, konkretnych ludzi, realnych. To coś więcej niż rozwiązanie śledczej zagadki, to zbiorowy portret mordercy oraz tych, którzy idąc jego śladem w końcu wyprzedzili go, ze szczegółami i niuansami, tworzącymi wielowymiarowe sylwetki.


                                    Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 


poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Królewskie sekrety

Nowość:

„Wilczy Król”

Lauren Palphreyman

 

Kiedy wydaje się, że przed nami tylko jedna droga i to wcale nie przez nas wybrana los podsuwa inny kierunek. Niespodziewany, całkowicie inny i wymagający podjęcia szybkiej decyzji. Czy warto zaryzykować przyszłość, w jakiej wszystko jest już z góry wiadomo na coś całkowicie nieznanego?

 

Aurora jest piękna, mądra i doskonale wie, co to znaczy być córką króla. Doskonale zna cienie bycia na świeczniku, a do tego księżniczką. Wychowana w luksusie, ze służbą na zawołanie i jednocześnie wie, że jest kartą przetargową dla swego ojca. Zaaranżowany związek, w jakim będzie tylko pionkiem, jak do tej pory, bo ze zdaniem kobiet nikt nie liczy się. Co wydarzy się po jej porwaniu? Czy na północy, gdzie ludzie są barbarzyńcami może spotkać ją coś dobrego? A może wprost przeciwnie nadarza się okazja by zacząć piać całkiem nowy rozdział w życiu i to na własnych zasadach. Pytanie tylko czy komuś takiemu jak Aurora pozwolą na to, chociaż czy musi pytać o zgodę? Tamta noc przed jej ślubem zmieniała tak wiele, miała być jak as wyciągnięty z rękawa, lecz czy to jeszcze aktualne? Jej porywacz też okazuje się być nie do końca tym, za kogo go uważała. Za północną granicą intrygi i zwady polityczne wcale nie są czymś rzadkim, jednak na pierwszym miejscu jest zjednoczenie klanów. Jaką rolę odegra porwana księżniczka wśród tych, którzy są alfami? Jej rola miała by całkowicie inna, lecz uczuć nie da się tak łatwo oszukać jak myślała, zresztą ktoś jeszcze ma podobny dylemat. Czy dwóje tak różnych osób, do niedawna wrogów, zdoła pójść własną drogą i zdobyć to czego pragną, wbrew konfliktom wokół nich i zdradom?

 

Znacie tę szekspirowską aurę? Mroczną, niepokojącą, z dramatem czającym się za rogiem oraz już na wstępie ze skomplikowanymi emocjami i bezpardonową walką o władzę? Do tego dorzućmy aranżowany związek, pragnienie wolności oraz przede wszystkim niepokorną księżniczkę, mającą opanowaną dworską grę pozorów prawie do perfekcji. No i sam tytuł również nie jest bez znaczenia, ale na to przyjdzie odpowiedni moment, wcześniej niż później. "Wilczy Król" to ta kategoria lektur, w której jednocześnie chcemy poznać finał i nie chcemy by się skończyła. Na to drugie mamy prawie pięćset stron, a to pierwsze nadchodzi i tak w tym samym momencie, gdy głośno pytamy „kiedy drugi tom”? Co oznacza, że zaczniemy czytać odpowiednio wcześniej albo zarwaną noc mamy zagwarantowaną. Lauren Palphreyman zadbała by czytelnicy od razu poczuli klimat i już pierwsze strony dają przedsmak tego, co przed nami, ale okazuje się, iż dalej i głębiej czeka nas dużo więcej, natomiast zapowiedź zaostrza apetyt, jaki rośnie w miarę czytania i nie są to słowa na wyrost. Wątków przybywa, lecz są one tak poprowadzone by w pewnych punktach łączyły się, lecz wraz z odpowiedzią pojawiają się kolejne znaki zapytania. W tej opowieści nawet cisza coś znaczy, nie ma zapełniania przestrzeni nic nie wnoszącymi słowami, niuanse i tło dopełniają bohaterów i ich czyny. Jako drugi plan mamy surowy krajobraz kojarzący się nam z szkockimi pejzażami szkockich wyżyn, pełnych surowego piękna, ale i niedostępnych dla postronnych. Oczywiście nie brakuje wyrafinowanych intryg politycznych oraz zdrad i podstępów, w „Wilczym Królu” toczy się nieustanna gra oraz zmiana pozycji, to szachowa rozgrywka na mistrzowskim, gdzie pionkami są postacie. Jednak ich rola zaskakuje niejednokrotnie, bo władza wyzwala najgorsze i najlepsze cechy charakteru, słabi poddają się tym pierwszym, silni czerpią swoją moc z tych drugich, są i tacy, którzy wykorzystują jedno i drugie i zdają się być czarnym koniem w wyścigu po koronę. Jednak niektórzy potrafią uczyć się na błędach, swoich i cudzych…


                                     Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:





sobota, 18 kwietnia 2026

Ugryzienie

Nowość:

„Bitten”

Jordan Stephanie Gray

 

Życie bywa nieobliczalne i potrafi się całkowicie zmienić w ułamku sekundy. Wystarczy jedna decyzja, która okazuje się powodem całej lawiny zdarzeń i to takich, jakie zmiatają teraźniejszość. Potem już nic jest takie jak było.

 

Siedemnaście lat ma się tylko raz. To czas beztroski, zabawy i po prostu niemyślenia zbytnio o przyszłości. Vanessa co do tego ostatniego ma trochę inne zdania niż jej najlepsza przyjaciółka Celeste, lecz co może złego wydarzyć się podczas imprezy na plaży w takim miasteczku jak ich? Nic, poza może kilkoma wyskokami młodzieży, jakie nie są jakimś szczytem zła, a raczej podpadają pod młodzieńcze wybryki. Jednak ta noc zmienia wszystko dosłownie w kilka sekund, zamiast powrotu do domu dziewczyna trafia w całkowicie inne miejsce. Dwór Wilczej Królowej staje się jej schronieniem, chociaż to słowo jest na wyrost i mało wspólnego ma z jakimkolwiek bezpieczeństwem. Tutaj trzeba uważać na każdy swój krok, wypowiedziane słowa, a nawet myśli. Słabość zostanie wykorzystana przeciwko, liczą się jedynie ci, którzy potrafią się przystosować i przede wszystkim są posłuszni królowej. Czy Vanessa będzie w stanie podporządkować się dworskim zasadom? Zwłaszcza gdy wokół niej zaroi się od intryg, zdrad i uczuć, które mogą kosztować ją życie? Nie powinna zbytnio rzucać się w oczy i równocześnie musi pokazać, że ma w sobie coś unikalnego, a jeśli zwróci na siebie uwagę tego, kogo nie powinna i trafi w sam środek rozgrywki, jaka zatrzęsie w posadach dworskiego status – quo?

 

Dramatyzm, pełne rozmachu tło i równocześnie kameralne, magia i brutalne zasady. Jeżeli myślicie, że opis mówi wszystko o „Bitten” to szybko przekonacie się, że to nawet nie telegraficzny skrót tego, co czeka w książce, to jedynie zarys, z interesującym szczegółem i ogółem. Natomiast z kolejnymi stronami ten szkic nabiera barw, zdecydowanych i dalekich od delikatnych, pastelowych, a kreska staje się mocna, a sylwetki bohaterów nabierają wyraźnych kształtów. Jednak dostrzegamy również niejeden niuans, a wątki zawierają niejedną zagadkę. Autorka kluczy, zwodzi, tworzy iluzje, o czym przekonujemy się w momentach, gdy jesteśmy pewni, że już przejrzeliśmy jej plan na dalszy ciąg. No cóż co nieco może i zgadniemy, lecz i tak najważniejsze odkryjemy wraz z postaciami w chwili najmniej spodziewanej. Świat stworzony przez Jordan Stephanie Gray jest kontrastowy i to pod każdym względem, baśniowy i mroczny, pełen emocji  i równocześnie dramatyzm wcale nie jest tam wyjątkiem, a bardziej regułą, z twardymi prawami i surowo egzekwowanymi karami, lecz mający również niejeden sekret. Te przeciwieństwa są jednym z elementów fabuły, przyciągają uwagę, obrazują kontekst i jednocześnie napędzają akcję, w jakiej zwroty akcji karzą się szukać drugiego dna nieustannie. W „Bitten” na pierwszym planie są młodzi bohaterowie, pełni sprzecznych emocji i stawiani w sytuacjach gdzie wybór to jedynie pro forma, bo pójście inną drogą oznacza dotkliwą karę, lecz widzimy również prawdziwą wojnę o tron, bezpardonową i drapieżną, w jakiej nie bierze się jeńców. A kiedy już wydaje się, że wszystko jest już wiadome nadchodzi finałowy plot twist, po którym następuję pytanie „Kiedy drugi tom?”…

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

niedziela, 12 kwietnia 2026

Mroczna północ

Nowość:

„Północ na statku Celestial”

Julia Alexandra

 

Do czego jesteśmy zdolni wiemy dopiero gdy zostaniemy poddani próbie. Czasem to, co zdawało się porażką jest punktem wyjścia do całkiem nowego rozdziału, w którym odegramy główną rolę. Szansa, jaką dostaje się tylko raz w życiu wymaga odwagi i odrzucenia znanego na rzecz wielkiej niewiadomej, ale jeśli przynajmniej nie spróbujemy już jesteśmy przegrani…

 

Do bycia w centrum zainteresowania Roe Damarcus jest przyzwyczajona. Jej dar przyciąga uwagę, lecz ma też mroczniejszą stronę. Potrafi przywoływać zmarłych co wzbudza zachwyt w gościach, bawiących się na wytwornych balach organizowanych przez ojca dziewczyny. Jednak wszystko kończy się w dniu próby i talent do tej pory podziwiany staje się przekleństwem. Na statku Celestial, luksusowym i magicznym, jest wielu do niej podobnych, każdy z nich zrobi wszystko by móc jeszcze raz dostąpić próby. Tym razem nie jest gościem na pokładzie, a jedną z załogi. Wystarczy chwila nieuwagi by stracić szansę na powrót do uprzywilejowanego świata, zresztą o nią musi powalczyć, bo na Celestial rzeczywistość jest brutalna. Ale najgorsze przychodzi nocą, cienie okazują się śmiertelnym zagrożeniem, pytanie czy ktoś jeszcze? Tutaj wielu nosi maski i skrywa pod nimi swoją prawdziwą twarz oraz zamiary. Nie tak dawno Roe była na szczycie, teraz musi postawić na jedną kartę to, co jeszcze jej pozostało. Jeśli nie wygra straci swoją magię i może siebie również.

 

Nie każdy talent to błogosławieństwo, czasem niesie z sobą ogromną odpowiedzialność, a bywa, że zmienia się w przekleństwo, chociaż czy na pewno? Upadek czy cenna lekcja? Ta książka to coś więcej niż opowieść o magii, jest w niej dużo więcej mroku niż można by się spodziewać, a na wycieczkowe statki być może będziecie patrzeć z całkiem innej perspektywy. Tam gdzie kończy się kończy się wstęp, zaczyna się pierwszy rozdział, w jakim główna bohaterka właśnie staje przed takim wyzwaniem. Równocześnie musi stawić czoła sytuacji, jaka nie miała prawa wydarzyć się, lecz okazało się, iż najgorszy scenariusz właśnie ziścił się. Walka o przetrwanie, dosłowna i w magicznej otoczce to niejedno podwójne znaczenie w „Północy na statku Celestial”, spotykamy się z nim niejednokrotnie. Magia i uprzywilejowanie pokazują swoje ciemne oblicze, dalekie od prostej i jasnej z dziecięcych bajek. W tej odsłonie to rozgrywka, w której wydajemy się nam, iż znamy stawkę, lecz w miarę rozwoju akcji dostrzegamy wyraźny kontur tajemnic, skrywanych nie tylko pod pokładem. Ta historia wciąga fabułą, w jakiej nie tyle są niespodziewane zwroty akcji, co niejedno nie jest takie jak myślimy i zaskakuje nas nie tylko w najmniej spodziewanym momencie, lecz przede wszystkim zrzuca maski, co zmienia nasz punkt widzenia, gdy już myślimy, że właśnie dostrzegliśmy co kryje się za jednym z sekretów. „Północ na statku Celestial” jest wielowątkową opowieścią o złu pod przykrywką dobra i dobra, uważanego za zło, ale to nie wszystko, a przedsmak tego, co czeka czytelników w tej lekturze, gdzie nie ma półśrodków i każdy krok powinien być nieprzemyślany, bo za błędy można stracić życie albo swoją duszę.

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

sobota, 11 kwietnia 2026

Sekret gór

Nowość:

„Oszast”

Grzegorz Mirosław

 



Nie budzić demonów, one żywią się nie tylko strachem, ale krwią tych, którzy nieopatrznie wyrwali je z letargu... Wcale nie gdzieś daleko, ale w miejscu trochę na uboczu, gdzie natura jeszcze ma głos. Jednak ten, kto zrobi krok w złą stronę i da się zwieść może już nie wrócić do cywilizacji.

To miał być rodzinny wyjazd na Słowację. Ten plan jednak skończył się nim jeszcze właściwie rozpoczął się. Co wydarzyło się podczas podróży, że Jan Stelmach znalazł się górskiej drodze nie pamiętając ostatnich chwil. Jego żona i dziecka zniknęły, a on jest sam i zakrwawiony. Wygląda jak ofiara, ale czy jest nią? Wokół niego pojawiają się podejrzenia, a niewinność staje pod znakiem zapytania. Oszast kryje niejeden sekret i właśnie jeden z nich pojawił się na horyzoncie, a sięga on w przeszłość i w legendy przekazywane z pokolenia na pokolenie. Wielu już zaginęło na tym terenie, w końcu to góry i bardzo trudny teren, jaki nie wybacza błędów, ale czy tylko one stoją za tymi zdarzeniami? Stelmach jest mordercą czy pojawił się po prostu w niewłaściwym miejscu i czasie? Gdzie jest jego żona i córeczka? Odpowiedzi są ukryte w Oszaście, ale ten łatwo nie zdradza swoich tajemnic, od dekad, a nawet setek strzeże ich oraz tych, którzy za nimi stoją. Jaką cenę płaci się za ich wyjawienie i kto korzysta z górskiego schronienia?

Gdzieś tam kryje się zło. Demon nigdy nie zasypia, a rozum dawno już przegrał z mroczną stroną. Oszast to coś więcej niż punkt na mapie, niektórzy dostrzegają jego istotę, kiedy na ucieczkę jest zbyt późno. Krótkie ramy czasowe i wbrew pozorom mroczno-kameralny klimat, chociaż na pierwszy rzut oka taki nie wydaje się. Zresztą to jedna z całego szeregu zalet historii, gdzie kontrastowość uwidacznia się bardzo szybko, tak samo jak i jej wyrazistość. Mocną kreską zarysowani są bohaterowie, ci drugoplanowi także, oraz tło, majestatyczne i dzikie jednocześnie. „Oszast” jest wirtuozerskim połączeniem kryminału i thrillera, bo wbrew pozorom nie są one dla siebie synonimami, chociaż wiele mają wspólnego ze sobą. Zło na początku jest odległe, natomiast zagadka pojawia się bardzo szybko, nim tak naprawdę poznamy postacie, lecz z każdym kolejnym rozdziałem, ba nawet z kolejnymi kartkami książki jedno z drugim zazębia się, jednak nie jest to oczywiste, a bardziej gdzieś pomiędzy wierszami. Grzegorz Mirosław nie podaje czytelnikom niczego wprost, to, do czego uchyla rąbka jest jedynie fragmentem i my to doskonale wiemy, ale ten kawałek przyciąga wzrok, nie pozwala oderwać się. W ten sposób wchodzimy coraz dalej i głębiej w opowieść, gdzie każdy detal może być wskazówką bądź ostrzeżeniem albo nitką, jaka nas zaprowadzi do rozwiązania. Oczywiście to nie takie proste i jednocześnie dużo trudniejsze niż myśleliśmy na wstępie. Nie ma pewników, kolejne teorie bardzo szybko rozsypują się jak domki z kart, jedno zdaje się być oczywiste – coś wydarzyło się, a Oszast był świadkiem czy niemym? To jedno z wielu pytań, a podstawowe czyli co miało miejsce rewolucyjnie zmienia się na naszych oczach. Atmosfera bardzo szybko gęstnieje, tak samo jak i sieć podejrzeń, a rzucane oskarżenia nabierają zabójczego charakteru. Coś jeszcze zarysowuje się, przeszłość ze swoimi demonami, jakie zdają się być legendą, o jakiej się mówi, lecz ona jest zakorzeniona bardziej niż ktokolwiek przypuszcza. Ten, kto odwraca głowę od tego, co było nie zauważa tego, co ma przed oczami, a to już prosta droga do piekła i potworów, nie mitycznych, lecz ludzkich.

                                          Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:



poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Bohaterem być

Nowość:

„Fałszywi bohaterowie. 

Dziesięć kontrowersyjnych postaci, które niesłusznie podziwiamy”

Otto English

 

Bohater to kategoria bardzo szeroka i mieszcząca w sobie ludzi niekiedy całkowicie od siebie różniących się. Jedno co mają wspólnego to wyróżnienie się spośród innych, pójście dalej niż inni, odważniejsi, pomagający w sytuacji gdzie inni robią krok w tył. Zapisują się w pamięci ogółu, bywa, że i mas, ale czy są ku temu powody?

 

Wynoszenie na podium, zabetonowanie wizerunku, by powstał pomnik ze spiżu i jedna, słuszna, perspektywa na osiągnięcie lub jego liczbę mnogą. Bohater bądź bohaterka nie zmieniają się przez lata, a jedynie osiada na nich coraz większa patyna, jak zaciera szczegóły i pozostaje jedynie zarys. Ten, kto zabiera się za zdarcie nie tylko jej, lecz i odbrązowienie postaci ma przed sobą wcale nie tak łatwe zadanie, zwłaszcza jeżeli zabiera się za to solidnie czyli od samych korzeni. Otto English nie rzuca oskarżeń i nie tyle podważa autorytety co rzuca na nie mocniejsze światło, w jakim zaczynami zauważać detale do tej pory nie zawsze ukryte, lecz jakoś pomijane. „Fałszywi bohaterowie. Dziesięć kontrowersyjnych postaci, które niesłusznie podziwiamy” to nie zbiór na nowo napisanych biografii, a spojrzenie głębiej i dalej na ludzi postawionych na piedestale lub tych, którzy sami na niego wspięli się.  Cierpliwe skuwanie dekad obiegowych opinii, wygładzonych informacji i zwrócenie uwagi na niewygodne fakty okazuje się fascynującą lekturą. Nie brak w niej trudnych pytań, obalania mitów, ale nie siłą a słowami, opartymi o wiedzę. Autor nie stawia na agresywną konfrontację, brutalnego niszczenia portretów, stawia bardziej na ich uzupełnienie albo na zdrapanie warstwy naleciałości, upiększeń, tak by dotrzeć do oryginału. Dziesięć postaci z różnych dziedzin życia, które w ostatnich dziesięcioleciach zyskało miano bohaterów, czy zasłużenie? Na to pytanie tak naprawdę sami czytelnicy udzielają sobie odpowiedzi i to niejednokrotnie. Wpierw jeszcze przed przeczytaniem książki, a później co najmniej kilkukrotnie w trakcie czytania każdego rozdziału. Otto English nie przekonuje na siłę, nie stawia na kontrastowość, a na fakty, lecz również nie zapomina o dziedzictwie oraz skutkach działalności każdej z osób, resztę pozostawiając czytającym. Czy warto sięgnąć po ten tytuł? Oczywiście, bo każdy ma prawo weryfikacji punktu spojrzenia na otaczającą rzeczywistość oraz swojej opinii, a takie pozycje pomagają nam kształtować własne zdanie.


Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:



sobota, 4 kwietnia 2026

Ukryta tajemnica

Nowość:

„Staw Zapomnianych”

Emilia Szelest

Niektórzy zrobią wszystko by pewne tajemnice nigdy nie ujrzały światła dziennego. Wszystko oznacza, że nikt i nic nie jest ważne, w ich mniemaniu, po za tym, by nikt nie dostrzegł nawet cienia tego, czego strzegą. Co jest tak ważne, że nie zawahają się przed niczym by nie naruszyć ciszy wokół tego?

Podobno góry nie wybaczają błędów. Może dlatego Zuzanna Sobczak już dwa razy wyszła cało tam, gdzie kto inny zapłaciłby najwyższą cenę, chociaż inni twierdzą zupełnie co innego. Po co uganiać się po Tatrach za legendami, zwłaszcza takimi, jakie ściągają jedynie kłopoty? Może dlatego, że nie one są niebezpieczeństwem, a ludzie, jacy kryją się za nimi? Najnowsza sprawa zdaje się być daleka od tego, co działo się niedawno, nie po raz pierwszy turysta ginie w górach. Natomiast brutalne morderstwo w samym centrum Zakopanego nie należy do sytuacji zdarzających się często. Rola Zuzanny jest prosta, ale czy ktoś znający ją nie przypuszczał, że jest ona ostatnim policjantem, jaki ot tak zamknąłby sprawę i nie drążyłby tematu? Bez względu na oczekiwania Sobczak ze znajomym dziennikarzem zaczyna prawdziwe dochodzenie i nawet nie podejrzewa, jaką puszkę Pandory tym razem otworzy. Pewne sekrety strzeżone są pilniej niż inne i mają dla niektórych wartość ogromną i zrobią wszystko by nikt nie wpadł na ich trop. Jednak Zuzanna krok za krokiem wchodzi w głąb górskich legend i chce skruszyć mur milczenia i strachu. Czy tym razem popełni śmiertelny błąd?

Tatrzańska mistyka, kryminalne zagadki owianą gęstą mgłą strachu, gdzie cisza jest namacalne i przede wszystkim złowroga. Nie ostatnie sprawiedliwa, lecz ta, która nie zadawala się namiastką prawdy i wbrew niejednemu szuka odpowiedzi. Zakopane i Tatry od strony suspensu nabierają złowieszczych konturów, niepokój jest częścią składową powietrza, a każdy krok zdaje się być obserwowany.  Emilia Szelest równocześnie wprost i pomiędzy wierszami wprowadza złowieszczy klimat z wyczuwalnym zagrożeniem, wpierw niezdefiniowanym, lecz szybko nabierających kształtów. Pytanie czy są one realne czy też jedynie to sprytna iluzja by zmylić tropy. Klasyczne dochodzenie, gdzie górskie legendy nie stanowią jedynie mało znaczącego ozdobnika albo jedynie tła. Ich rola jest istotna, ich drugie dno rzuca na wątki inne światło, dodatkowo podkreślając związek z tym, co już dane było czytelnikom i bohaterom poznać oraz elementami wciąż będącymi w cieniu. „Staw Zapomnianych” jest rasowym kryminałem, w którym wyjaśnienie morderczej tajemnicy to oś akcji, od której wszystko zaczyna się i kończy, opleciony przeszłością z wieloma znakami zapytania i oplatającymi swymi mackami teraźniejszość. Tu mrok jest wyczuwalny zawsze i wszędzie, natomiast śledcza intuicja prowadzi w głąb śmiertelnego gąszczu pośród gór, surowych i karzących każdego, kto poszanował ich.


Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:


poniedziałek, 30 marca 2026

Do źródeł i z powrotem

Nowość:

„Dzikie kakao. 

Wyprawa do źródeł czekolady”

Rowan Jacobsen

 

Czy doceniamy kakao? Wydaje się powszednie, dostępne na wyciągnięcie ręki, chociaż ma w sobie jeszcze tę nutę czegoś specjalnego. Swojskie i jednocześnie egzotyczne, kojarzone ze słodyczami, chociaż bywa gorzkim delikatesem. Kakao, masowe i ekskluzywne, z bogatą historią, jak mało co.

 

Kakao jakie jest wszyscy widzą i wiedzą, chociaż czy na pewno tak jest? A może tak wyruszyć na wyprawę śladami ziaren, które kiedyś były uważane za pokarm bogów i chociaż minęły wieki, to coś wyjątkowo nadal w sobie mają. Rowan Jacobsen zabiera czytelników w podróż, gdzie prawie równocześnie poznajemy przysłowiowe korzenie kakao i jego drogę do dzisiejszej jego sytuacji. Kulinarno-podróżniczy wypad do Ameryki Południowej i Środkowej to nie jedynie suche fakty, a Amazonia od środka czyli dosłownie lasy tropikalne, lecz również nowoczesne laboratoria. Znane nie zawsze oznacza poznane i tak właśnie jest w przypadku tej rośliny, jaka przeszła daleką drogę od boskiego  rarytasu po masową produkcję. Rzadko kiedy zastanawiamy się nad kulisami przemysłu czekoladowego, lecz Rowan Jacobsen przedstawia wieloaspektowo i ukazując kontrasty pomiędzy manufakturami oraz korporacjami, znanymi na całym świecie. „Dzikie kakao. Wyprawa do źródeł czekolady” doskonale oddaje cel niesamowitej peregrynacji podróżniczej, ale również w czasie, sięgając w jego głąb, lecz też i w przyszłość. A gdzie w tym wszystkim miejsce na kulinarną część? No właśnie ona obecna jest nieustannie w postaci czekolady i kakao, jedno i drugie, chociaż to pierwsze jest przecież pokłosiem. Tak jak sam gatunek reportażu, a z nim mamy właśnie do czynienia, skupia w sobie kilka innych, podobnie jest z tytułowym ziarnem oraz jego pochodną i ich pochodzeniem. To nie jedynie sprawozdanie z podróży, a wielowarstwowy obraz, w jakim odnajdujemy światowe interesy oraz to, jak wpływają na sam początek czyli kakao oraz ludzi, którzy je uprawiają. Jednak to znowu wycinek z większej całości, jaką opisuje Rowan Jacobsen. Smak i zapach czekolady ewoluuje w miarę czytania kolejnych rozdziałów, by w finale nabrać głębi i stać czymś więcej niż tabliczką w kolorowym papierze na półce.

 

                                  Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 


niedziela, 29 marca 2026

Zabójcza legenda


Nowość: 

„Wiła”

Robert Ziębiński

 

Pewne tajemnicy nie bez powodu są nimi i takimi powinny pozostać. Czasem jednak nie da się ich zostawić w spokoju, same dają o sobie znać. Kiedy zostaną zignorowane wcale nie znikają, jedynie czekają na odpowiedni moment by zaatakować mocniej i dotkliwiej. Ci, którzy stawią im czoła nie zawsze wiedzą z czym się mierzą, lecz to nawet lepiej, bo strach nie zawsze jest dobrym doradcą…

 

Czy w takim miejscu jak Czarny Staw spokój jest czymś oczywistym? Małe miasteczko niedaleko Krakowa, sielskie i takie z kategorii gdzie diabeł mówi dobranoc, chociaż nie do końca. Niektórzy jego mieszkańcy to ostatnie zmieniliby na dzień dobry. Akira, Kamil, Długi i Niedźwiedź więcej niż co nieco mogliby powiedzieć o tym, lecz jak wiadomo kto słucha nastolatków? No właśnie nikt, to oni mają pamiętać o nakazach, zakazach, a tak w ogóle słuchać starszych. Tyle, że właśnie oni doskonale wiedzą, iż Czarny Staw kryje niejedną tajemnicę, jednego demona już pokonali, a teraz przed nimi kolejna nadnaturalna zagadka. Zniknięcia wcale nie są tutaj rzadkością, tak dawniej jak i obecnie, kto lub co stoi za nimi? Pozostaje jeszcze kwestia pojawienia się kogoś, kto podobno o istniej tylko i wyłącznie w legendach, lecz jak się okazuje prawda bywa bardziej skomplikowana. Zabójczy urok jakim dysponuje Wi daje się we znaki paczce przyjaciół i trzeba coś z tym zrobić. Ich sprzymierzeńcem jest Pan Pulman, nie taki zwykły kot, chodzący ścieżkami, jakie mogą okazać się więcej niż pomocne w rozgrywce z kimś zamierzającym rozprawić się z czwórką młodych ludzi. Jaką rolę odgrywa mistrz Dur? W Czarnym Stawie nic nie dzieje się przypadkowo, a drugie dno bywa zabójcze!

 

Znacie to uniwersalne hasło „Jakie to było dobre”? W przypadku „Wiły” było wyśmienite, intensywne, zaskakujące i przede wszystkim pobudzające apetyt na więcej w jak najszybszym czasie. Klimat grozy? Oczywiście! Niepokojące wydarzenia? Nieustannie! Intrygujące postacie? Jeszcze jak! Trudno oderwać się od tej historii? Szkoda czasu na mówienie sobie jeszcze jeden rozdział, bo w tym czasie kolejny akapit przeczytany. Telegraficzny skrót był, lecz szkoda ograniczyć się do niego, zwłaszcza, ze Robert Ziębiński zadbał o to, by opowieść miała naprawdę dużo ostrych zwrotów akcji, a i szybkość ich występowania robi wrażenie. Zresztą to ostatnie stwierdzenie dotyczy tak całości jak i poszczególnych rozdziałów. Za każdym razem nowy element zmienia perspektywę i równocześnie wiąże się z tym, co już wiemy, lecz czujemy, że to jedynie fragment czegoś dużo większego. „Wiła” ma klimat grozy, który nakłada zimny i złowieszczy filtr na wszystko i wszystkich, a zło tutaj nie jest jakieś odległe, lecz czai się tuż obok, w miejscach uznawanych za bezpieczne do tej pory i to również działa na wyobraźnię. Drugi plan jest dopracowany i stanowi doskonałe tło dla historii, w której wątki splatają przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość, natomiast detale są cennymi wskazówkami. Jeszcze jeden aspekt warty jest podkreślenia czyli połączenie słowiańskich i ludowych wierzeń z współczesnym gatunkiem horroru i grozy w szerokim ujęciu. „Wiła” to ten rodzaj książki, który wciąga już na początku i w jakiej zatapiamy się coraz głębiej z każdą kartką.


                                    Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

czwartek, 26 marca 2026

Zapomniane zło

Nowość:

„Zdarzyło się w Bagiennym Lesie”

Małgorzata Rogala

 


Czasem to, że nie pamiętamy jakiegoś wydarzenia albo fragmentu naszego życia, wcale nie przynosi ukojenia. Wprost przeciwnie, brakuje nam pewien element układanki, nie wiemy czy nie jest on kluczem, czy też mało istotnym detalem, co budzi niepokój. Niewiedza bywa błogosławieństwem, lecz rzadko dla tych nią dotkniętych, bardziej korzystają ci, którzy korzystają z tego faktu by coś ukryć.

 

Lata mijają, a koszmary powracają raz za razem pozostawiając za sobą pytanie czego Julia nie pamięta. Odpowiedzi nadal brak, a upływ czasu nie pomaga, niepokój nie maleje. Może powrót w rodzinne strony pozwoli w końcu na wyjaśnienie tego, co wydarzyło się w przeszłości? Jednak nie wszyscy są zadowoleni z tego faktu i dają to odczuć, lecz niektórzy wolą pozostać w cieniu. Czy Bagienny Las ma więcej sekretów niż myślą jego mieszkańcy? Do tej pory niektórzy mogli czuć się bezpieczni z tym, co ukrywają, lecz teraz, gdy pojawia się Julia, która jeszcze chce poznać prawdę, pojawia się zagrożenie, jakiego nie brali pod uwagę. Do czego gotowi są posunąć się by nikt nie dotarł do wydarzeń z przeszłości? Odpowiedź znajduje się pomiędzy tym, co było i co jeszcze wydarzy się. Jedno jest pewne, dawne demony zostały zbudzone!

 

Niepokojący klimat od pierwszej do ostatniej strony. Niedopowiedzenie i coś, co powinno pozostać w pamięci, jednak niestety wciąż to jedynie fragmenty, a nie cały obraz. Czy kiedykolwiek brakujący element zostanie uzupełniony? Dodajmy jeszcze rodzaj mroku, takiego, jaki jest odczuwalny nawet w najbardziej słoneczny dzień oraz aurę tajemnicy i otrzymamy „Zdarzyło się w Bagiennym Lesie”. Kryminał i thriller ujęte w jednej historii, w której teraźniejszość połączona jest dużo mocniej z przeszłością niż zazwyczaj i z każdym kolejnym rozdziałem czytelnik odczuwa ten związek coraz mocniej. Akcja nie pędzi, to nie ta kategoria, zresztą nadmierna szybkość w tej opowieści odebrała cały klimat, niuanse rozmyłyby się, a całość wiele by straciła. Jednak Małgorzata Rogala już niejednokrotnie pokazuje jak istotne jest uchwycenie chwili, skierowanie uwagi na wybrane punkty i zadanie właściwych pytań, ale nie tylko przez bohaterów, lecz również przez czytających. Co z odpowiedziami? Na te przyjdzie właściwy moment, lecz nim nastąpi finał, zagadka nabierze kształtów przez wypełnienie kolejnymi detalami pustych pól. Istotna jest także psychologiczna strona rozbita na emocje poszczególnych postaci, które pokazane są głębiej z całą paletą doświadczeń, wspomnień, niezabliźnionych ran. „Zdarzyło się w Bagiennym Lesie” ma w sobie odczucie zagrożenia, czającego się wpierw gdzieś w umyśle, by z rozwojem wątków stać się realną groźbą. Kameralność małej miejscowości dodatkowo jeszcze zagęszcza atmosferę i wyostrza sylwetki bohaterów oraz sprawia, że podejrzenia zaczynają wyzwalać nieprzewidywalne ruchy, a od tego już krok do eskalacji. Czym skończy się konfrontacja przeszłości z teraźniejszością?


Za możliwość przeczytania książki
książki 

dziękuję:


sobota, 21 marca 2026

W Krainie Idei

Nowość:

„Alicja w Krainie Idei”

Roger Pol Droit

 

Czym się kierować w życiu, jeśli wszystko zmienia się nieustannie i wcale nie napawa optymizmem? Wojny, skażona natura, katastrofy, śmierć, strach przed tym, co może wydarzyć się w przyszłości i wiele innych wydarzeń, jakie codziennie wyłaniają się z mass mediów nie pomagają w wyznaczenie kierunku jakim chcemy podążać. Jak pośród tak wielu możliwości i równocześnie ograniczeń wybrać odpowiedni drogowskaz? A gdyby tak jedno zdanie było adekwatne i do spokojnych momentów oraz tych katastrofalnych? Niezależnie od upływu lat wciąż byłoby aktualne i dawało nadzieję otuchę, motywowało do pójścia do przodu, lecz i ostrzegało przed zrobieniem kroku albo zatrzymaniem się? Czy w ogóle istnieje kilka słów, jakie nieustannie byłyby przewodnikiem?

 

Wyobraź sobie, że odkrywasz w ogrodzie dziurę i jako ciekawa osoba wejdziesz do niej i trafisz nie do Krainy Czarów a Idei. Jeżeli myślisz, że to nie dla ciebie to zastanów się dobrze, bo dostajesz właśnie zaproszenie do niezwykłej podróży w czasie, do różnorodnych epok, państw, oraz poznasz wiele interesujących ludzi, jacy odcisnęli swój ślad historii. Nie jest to wycieczka gdzie hurtowo i bez zastanowienia odhaczymy kolejne punkty. W tej eskapadzie myślenie jest podstawą, tak samo jak i refleksja, panuje wolność wypowiedzi, lecz pod pewnym warunkiem – uzasadnienia swojego zdania. „Alicja w Krainie Idei” to nie jest są wykłady i monologi, a seria rozmów tytułowej bohaterki z filozofami, uczonymi i mędrcami. Sokrates, Hypatia, Nietsche i Louise Dupin oraz Marks, a to jeszcze nie wszyscy, których mamy okazję spotkać i być świadkiem niezwykłych konwersacji. Nie z rodzaju akademickich, lecz prowadzonych swobodnie, chociaż dotyczących fundamentalnych spraw. Odbrązowienie historycznych postaci i pokazanie ich interakcji ze współczesną nastolatką, szukającej jednego zdania, jakie poprowadziłoby ją przez życiowe meandry doskonale do siebie pasują.   

 

Od starożytności po współczesność. Podróż nie za jeden uśmiech, lecz w poszukiwaniu słów, mogących być jej mottem. Ponad dwadzieścia wieków idei, kontrastowych, czasem będących do siebie w zupełnej opozycji, powstałych w różnych epokach, niekiedy zapomnianych albo nie do końca dobrze rozumianych i tu właśnie pojawia się tytułowa postać. Roger Pol Droit nie poszedł na skróty, nie wybrał najbardziej tylko najpopularniejszych postaci z filozoficznego panteonu i nie stworzył kolejnego kompendium myśli filozoficznych. A co w takim zrobił? Pokazał złożoność filozofii i co ważniejsze jej rolę oraz jak kształtuje nurty społeczne, chociaż często nie stoi w pierwszym rzędzie, lecz gdzieś między wierszami. Na co dzień nie dostrzegamy tego, traktujemy ją jako odległą kategorię nauki, mającą mało związków z codziennością. Jednak autor „Alicji w Krainie Idei” z każdą przytaczaną koncepcją trafia w punkt i pokazuje wpływ na nasz świat czy to w przeszłości czy też w teraźniejszości oraz jak jest jednym z elementów przyszłości. Jaka jest rola głównej bohaterki? Na to pytanie czytelnicy muszą sobie odpowiedzieć samodzielnie, lecz wyczuwamy, domyślamy się i dostrzegamy ją wcześniej bądź później. Coś jeszcze różni tę książkę od innych, podobnych gatunku, ale różniących się przesłaniem. Rola jej twórcy, będącego autorem, lecz także… To już najlepiej odkryć samemu.


                                            Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:




piątek, 20 marca 2026

Finałowa bitwa

Nowość:

„Królowa podstępna i mściwa”

Stacia Stark

 

Kiedy straci się wszystko pozostaje jedynie własne życie, lecz ile ono jest warte gdy nie ma już bliskich, z jakimi dzieliło się z nimi? Czasem okazuje się, że koniec staje się początkiem, bo los ma całkiem inne plany niż ktokolwiek przypuszczał. Jednak nikt nie jest marionetką w jego rękach, a zapisana ścieżka jest również po części białą kartką, jaką zapisujemy sami.

Prisca zaryzykowała wszystko, zrobiła krok w stronę, w jaką nie powinna, złamała zasady.  Czy powinna była odważyć się na coś tak w momencie gdy zależy od nie tak dużo? Jednak czym byłby świat bez miłości? Ona nie jest tamtą dziewczyną, jaka uciekła by uratować swoje życie, lecz władczynią próbująca ochronić swój lud. Ogromna odpowiedzialność, zwłaszcza dla kogoś, kto jeszcze niedawno miał wieść proste życie dalekie od polityki, wojen i intryg. Przeznaczenie miało dla Priski całkiem inny scenariusz i jak się okazuje jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa. Gra o władzę, wolność i triumf dobra nad złem przed nią, a wróg zastosuje każdy chwyt, ten najbardziej brudny z pewnością w najmniej spodziewanej chwili. Triumf może mieć gorzki smak i jaką cenę zapłaci ta, która rzuciła wyzwanie uzurpatorowi i mordercy? Jej przodkowie utracili tak wiele, czy jedna dziewczyna będzie w stanie napisać całkowicie odmienny rozdział nie tylko w swoim życiu, ale i tysięcy inny?

Dramatyczny początek, wielkie intrygi, spektakularne bitwy, zdrada i zemsta, niespodziewane uczucia i przede wszystkim władza oraz pragnienie jej posiadania. Cztery części, w każdej historia rozbudowuje się, zmieniają lokalizacje, tworzą się nowe sojusze, ale ci, którzy spiskują także nie próżnują. Otwarta wojna i zakulisowe manipulacje. Cykl Królestwo Kłamstw przenosi czytelników w świat gdzie prawdziwa natura musi być skrywa, a jeśli zostanie zauważona to dar, jaki z sobą niesie, jest odbierany. Tu dobro i zło nosi wiele masek, a w najmniej spodziewanym momencie jedni je uchylają, natomiast drudzy tylko uchylają. Finałowy tom zawiera wszystko to, co wcześniej było siłą każdej części, lecz nie jedynie jest finałem, zanim nastąpi wątki nadal rozwijają się, pojawiają się nowe, splatając już z tymi znanymi. Stacia Stark zamiast wielkiego podsumowania i kończenia opowieści oferuje czytelnikom jeszcze jej rozwój. „Królowa podstępna i mściwa” to jeszcze jeden rozdział w historii, w jakiej nadzieja i wiara muszą zmierzyć się z bólem straty i widmem śmierci, a gdzieś na horyzoncie zaczyna się rysować ostatnia bitwa, w której wielu zagra w prawdziwą rosyjską ruletkę. W finale nie ma miejsca na wahanie się bądź wątpliwości, bohaterowie wybierają strony, zapadają ostateczne decyzje oraz zacieśniają się związki, w jakie nikt nie wierzył. W „Królowej podstępnej i mściwej” jest widowiskowo, lecz i kameralnie, zbrojnie i emocjonalnie, bo wojna o pokój i wolność ma wiele barw, ale czerwień krwi dominuje…

 

                                         Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: