Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Ziębiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Ziębiński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2026

I nic już nie będzie takie jak było

Nowość:

„Wurdolak”

Robert Ziębiński

 

Ciemność nie nadchodzi od razu. Pojawia się falami coraz mocniej rysując się na horyzoncie. Wydaje się znana i oswojona, ale czy na pewno tak jest? Może to jedynie zręczna iluzja, oszukująca zmysły oraz rozum, by coś ukryć?

 

Czarny Staw raczej nie jest spokojnym miejscem, chociaż większość jego mieszkańców zdaje się tego nie zauważać. Ci, którzy dostrzegli mroczniejszą stronę miasteczka walczą z tym, co niewidoczne, ale wciąż wpływający na wszystko i wszystkich. Tym razem paczka przyjaciół zdaje się być przygotowana na kolejna rundę z odwiecznym złem. Stoczyli już kilka potyczek i sądzą, że wiedzą z czym przyjdzie im się mierzyć, ale czy na pewno tak jest? Tym razem są czujni, starają się przewidzieć co może wydarzyć się, a jednak niepokojące zdarzenia są coraz częstsze coraz bardziej niepokojące. Tak jakby zło nie tylko nabrało sił, lecz i dojrzało. Coraz mocniej odczuwalna jest jego siła i przebiegłość. Jak nie zostać za nim w tyle i zyskać przewagę? Czarny Staw po raz kolejny staje się miejscem walki, ale przeciwników jest coraz więcej, sprzymierzeńców natomiast ubywa. Czy można stawić czoła temu, co najgorsze, kiedy tak wielu jest tego nieświadomych? Cena za bycie odważnym bywa bardzo wysoka, może zbyt wysoka dla niektórych.

 

To już nie jest opowieść z pogranicza, bo granica została wyraźnie przekroczona, pytanie tylko czy jeszcze da się zza niej powrócić? Mrok przeszedł w ciemność, taką z gatunku gęstych, wciągających tak, że każdy ruch jedynie pogarsza sytuację, ale to widzi się dopiero po czasie, oblepiającą wszystko i przede wszystkim wszystkich. Czytelnicy dostrzegają zło, okrzepnięte jak się okazuje niedające za wygraną, a jedynie biorące głęboki wdech, kiedy nastąpi wydech czy zmiecie wszystko wokół siebie? „Wurdolak” ma w sobie to, co zainteresowało nas w poprzednich częściach, ale to nie prosta kontynuacja, opierająca się jedynie na sprawdzonych wątkach, one są poprowadzone dalej, ale od nich odchodzą nowe. Prawdziwa pajęczyna, wpierw prawie niewidoczna, później wydająca się mało groźna, a kiedy pokazuje się w całości nie można się już z niej wydostać. Pułapka doskonała. Robert Ziębiński łączy intrygujące fragmenty w opowieść, gdzie strach ma konkretne imiona, zdziera maski normalności i pokazuje rzeczywistość z filtrem zła. Bohaterowie na oczach czytających dojrzewają, stają coraz bardziej świadomi tego, co dzieje się w ich najbliższym otoczeniu oraz odpowiedzialności, jaką nie do końca świadomie wzięli na swoje barki. Czy ciężar tego ostatniego będzie dla nich za duży? To już nie jest kolejna potyczka, a otwarta wojna, w niej jak wiadomo płaci się cenę za odwagę i ponosi niestety ofiary. W „Wurdolaku” ciemność nie puka do drzwi, nie czeka na zaproszenie, ona po prostu wsącza się przez każdą szczelinę, wypełnia je, równocześnie karmi się złością, pychą i ludzkimi słabościami. Rośnie w siłę, czy zwycięży? W tym momencie następuje to, czego jako czytelnicy nie lubimy, lecz co wzmaga apetyt na więcej… Co będzie dalej? Jeszcze nie wszystko zostało powiedziane.

 

 

niedziela, 29 marca 2026

Zabójcza legenda


Nowość: 

„Wiła”

Robert Ziębiński

 

Pewne tajemnicy nie bez powodu są nimi i takimi powinny pozostać. Czasem jednak nie da się ich zostawić w spokoju, same dają o sobie znać. Kiedy zostaną zignorowane wcale nie znikają, jedynie czekają na odpowiedni moment by zaatakować mocniej i dotkliwiej. Ci, którzy stawią im czoła nie zawsze wiedzą z czym się mierzą, lecz to nawet lepiej, bo strach nie zawsze jest dobrym doradcą…

 

Czy w takim miejscu jak Czarny Staw spokój jest czymś oczywistym? Małe miasteczko niedaleko Krakowa, sielskie i takie z kategorii gdzie diabeł mówi dobranoc, chociaż nie do końca. Niektórzy jego mieszkańcy to ostatnie zmieniliby na dzień dobry. Akira, Kamil, Długi i Niedźwiedź więcej niż co nieco mogliby powiedzieć o tym, lecz jak wiadomo kto słucha nastolatków? No właśnie nikt, to oni mają pamiętać o nakazach, zakazach, a tak w ogóle słuchać starszych. Tyle, że właśnie oni doskonale wiedzą, iż Czarny Staw kryje niejedną tajemnicę, jednego demona już pokonali, a teraz przed nimi kolejna nadnaturalna zagadka. Zniknięcia wcale nie są tutaj rzadkością, tak dawniej jak i obecnie, kto lub co stoi za nimi? Pozostaje jeszcze kwestia pojawienia się kogoś, kto podobno o istniej tylko i wyłącznie w legendach, lecz jak się okazuje prawda bywa bardziej skomplikowana. Zabójczy urok jakim dysponuje Wi daje się we znaki paczce przyjaciół i trzeba coś z tym zrobić. Ich sprzymierzeńcem jest Pan Pulman, nie taki zwykły kot, chodzący ścieżkami, jakie mogą okazać się więcej niż pomocne w rozgrywce z kimś zamierzającym rozprawić się z czwórką młodych ludzi. Jaką rolę odgrywa mistrz Dur? W Czarnym Stawie nic nie dzieje się przypadkowo, a drugie dno bywa zabójcze!

 

Znacie to uniwersalne hasło „Jakie to było dobre”? W przypadku „Wiły” było wyśmienite, intensywne, zaskakujące i przede wszystkim pobudzające apetyt na więcej w jak najszybszym czasie. Klimat grozy? Oczywiście! Niepokojące wydarzenia? Nieustannie! Intrygujące postacie? Jeszcze jak! Trudno oderwać się od tej historii? Szkoda czasu na mówienie sobie jeszcze jeden rozdział, bo w tym czasie kolejny akapit przeczytany. Telegraficzny skrót był, lecz szkoda ograniczyć się do niego, zwłaszcza, ze Robert Ziębiński zadbał o to, by opowieść miała naprawdę dużo ostrych zwrotów akcji, a i szybkość ich występowania robi wrażenie. Zresztą to ostatnie stwierdzenie dotyczy tak całości jak i poszczególnych rozdziałów. Za każdym razem nowy element zmienia perspektywę i równocześnie wiąże się z tym, co już wiemy, lecz czujemy, że to jedynie fragment czegoś dużo większego. „Wiła” ma klimat grozy, który nakłada zimny i złowieszczy filtr na wszystko i wszystkich, a zło tutaj nie jest jakieś odległe, lecz czai się tuż obok, w miejscach uznawanych za bezpieczne do tej pory i to również działa na wyobraźnię. Drugi plan jest dopracowany i stanowi doskonałe tło dla historii, w której wątki splatają przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość, natomiast detale są cennymi wskazówkami. Jeszcze jeden aspekt warty jest podkreślenia czyli połączenie słowiańskich i ludowych wierzeń z współczesnym gatunkiem horroru i grozy w szerokim ujęciu. „Wiła” to ten rodzaj książki, który wciąga już na początku i w jakiej zatapiamy się coraz głębiej z każdą kartką.


                                    Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

poniedziałek, 14 kwietnia 2025

Jezioro zła

Przedpremierowo:

„Czarny Staw”

Robert Ziębiński

 

Tajemnice nie sprzyjają prawdzie, a tam gdzie ktoś chce ją poznać musi liczyć się z tym, iż będzie musiał zburzyć mur milczenia oraz stawić czoła temu, co za nim się kryje. Nie każdy jest w stanie to zrobić, czasem kończy się tylko na dobrych chęciach. Jednak ci, którzy przekroczą nie będą mogli zrobić kroku do tyłu, jedynie można pójść naprzód. Zawrócenie z obranej ścieżki będzie równało się utracie temu, co najcenniejsze…

 

Koniec świata w postaci rodzinnego miasta matki, daleko od Warszawy, wcale nie jest miejscem, jakie zachwyca Kamila. Na dodatek familijne relacje dalekie są typowych i więcej w nich chłodu niż cieplejszych uczuć. Babcia stawia granice i raczej podobne są one do zasieków niż troskliwych rad. No cóż nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, zwłaszcza w takim miejscu jak Czarny Staw. Zawarta znajomość z miejscowymi rówieśnikami rzuca nieco światła, fakt, iż mrocznego na okolicę. Czy to jedynie wybujała fantazja nastolatków czy rzeczywiste wydarzenia? Koszmary, jakie zaczyna śnić Kamil są aż nadto realistyczne, co dzieje się nad jeziorem i jaki związek ma z tym surowa starsza pani? Dlaczego wszystko otacza zmowa milczenia, wszelkie plotki ucinane są od razu, jeśli ktoś je wypowie głośno, więc przekazywane są po cichu. Ile jest w nich prawdy tego nie wie nikt, jedno jest więcej niż pewne Czarny Staw nie na darmo cieszy się złą sławą, a gdyby ktoś stawił czoła domysłom, strachowi i przede wszystkim złu?

 

Niby za oknem lato, niby wakacyjny czas, niby… Nie czuć tego w pewnym mieście, gdzie nawet w najbardziej słoneczny dzień mroczny cień widoczny jest dla wielu. Czarny Staw nie daje o sobie zapomnieć ani na moment i jest jednym z pierwszoplanowych bohaterów. Tytułowy zbiornik wodny jest w samym centrum wydarzeń i równocześnie stanowi źródło wszystkich wątków, jakich? To już poznajemy podczas lektury, wywołującej od samego początku gęsią skórkę, a z kolejnymi rozdziałami pogłębia się wrażenie, iż zło czai się wokoło i jedynie czeka na chwile nieostrożności by ofiara wpadła w jej sieci. Dodajmy do tego złowieszczy klimat i atmosferę sekretów oraz grupę młodzieży, chcącą dociec, co faktycznie dzieje się w okolicy tytułowego jeziora, bo że coś od lat tam się dzieje jest faktem. Czytając „Czarny Staw” ma się wrażenie, iż nie tyle jesteśmy czytelnikiem książki, co widzami horroru, klasyki lat osiemdziesiątych, gdzie zło było złem i zostawiało po sobie wyraźny ślad nawet gdy pokazywały się napisy końcowe. Robert Ziębiński niesamowicie plastycznie posługuje się słowami, tworząc historię klatka po klatce, jak na taśmie filmowej.


 Premiera:

16.04.2025


                                     Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

niedziela, 20 października 2024

Piekło innych

Nowość:

„Medea. Piekło to inni”

Robert Ziębiński

 

Piekło wcale nie jest tam gdzieś głęboko pod naszymi stopami. Ono jest to na ziemi i jego twórcami nie są diabły, demony, lecz ludzie z krwi i kości. Dlaczego krzywdzą innych? W imię źle pojętych ideałów, wiary i tysiąca, jak nie więcej, innych powodów. Czasem sami przyczyniamy się do ich wykreowania.

 

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Tyle, że niekiedy jest ona głęboka ukryta, zwłaszcza, jeśli komuś na tym zależy. Niekiedy dociera do niej ktoś, kogo nikt nie brał pod uwagę, bo i  dlaczego miałoby się tak stać? Po prostu pech, ze ktoś taki jak Maks Achtelik, zwany Diabłem, pojawił się w Teatrze Wielkim i to w momencie, gdy zamiast wielkiej premiery „Medei”. Najważniejsze osoby w państwie stały się zakładnikami wraz z setkami pozostałych widzów. Ten kto zaatakował miał plan doskonały, lecz nie przewidywał on jednego – że człowiek pokroju Diabła zawita w progi szacownego przybytku kultury, jaki miał odegrać całkiem inną rolę niż do tej pory. Jak w niecałe dwie godziny uratować tylu ludzi, jeśli ten wieczór miał mieć całkiem inny przebieg? Pozostaje zaufać doświadczeniu oraz wiernej, czworonożnej, towarzyszce. W tej rozgrywce liczy się jedynie skuteczność, a stawką są dziesiątki ludzkich żyć. Jak je ocalić, jeżeli ma się same pytania, a żadnych odpowiedzi? Pozostaje tylko jedno poszukać pierwszej nitki, a za nią podążyć do środka piekła…

 

Akcja z kategorii tych, w których liczą się detale, zaskoczenie wcale nie jest udawane, a rozwój wydarzeń nie pozostawia złudzeń, że mamy do czynienia z sensacyjnym scenariuszem. Dorzućmy do tego nieprzewidywalność oraz bohaterów, jacy niejedno widzieli, a swoimi mrocznymi doświadczeniami mogliby obdzielić sporą grupę ludzi. No i nie zapomnijmy oczywiście o odpowiednim motywie, jednocześnie z niejedną tajemnicą oraz generującym odpowiedni łańcuch przyczynowo-skutkowy. Oczywiście wpierw widzimy to ostatnie, a pierwsze pozostaje zagadką, napędzającą fabułę. „Medea. Piekło to inni” jest jednocześnie książką dość kameralna, z uwagi na pierwszy plan, lecz i spektakularna, patrząc od strony postaci. W efekcie otrzymujemy doskonały dynamizm, jaki w odpowiednich momentach jest jeszcze podbijany zwrotami fabularnymi oraz oczywiście intrygę, o której obecności ani na moment nie zapominamy. Filmowość tej książki może nie rzuca się w oczy, lecz kolejne akapity naturalnie stają przed oczami jak kadry, a rozdziały same układają się w ujęcia. Pozostaje jeszcze najważniejsze, czyli sama lektura, wciągająca postaciami, ich działaniem oraz rzecz jasna fabułą. Nie bez znaczenia jest również wątek political fiction oraz ten, jaki przychodzi nam w trakcie czytania, a związany z tytułem.



Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:






wtorek, 2 listopada 2021

Warszawska zagadka

„Metro”

Robert Ziębiński

 

Wypadki zdarzają się, nawet jeśli wydają się mało prawdopodobne i nikt nawet nie bierze pod uwagę. Zaplanować można wszystko od przysłowiowego ”A” do „Z”, a następnie wszystko wielokrotnie sprawdzić i potwierdzić by być pewnym każdego szczegółu. Co jednak gdy okaże się, iż najbardziej hipotetyczna teoria właśnie staje się rzeczywistością?

 

Nic tak podobno nie jednoczy ludzi jak katastrofa, zwłaszcza taka, jakiej nikt nie spodziewał się. Kiedy w jednej z linii warszawskiego metra dochodzi do eksplozji wszyscy są wstrząśnięci. Liczba ofiar rośnie w zastraszającym tempie, powód na razie jest nieznany, ale szybko pojawiają się insynuacje, a jaka jest prawda? Ci, którzy przeżyli szybko zdają sobie sprawę, że najlepiej gdyby zaczęli liczyć na siebie, wyjście z podziemnego piekła nie może być przecież daleko, ale czy rzeczywiście tak jest? Na powierzchni w pełni trwa polityczny spektakl poszukiwania winnego rozgrywającego się dramatu, takiego pytanie nie powinno się zbyt długo pozostawiać bez odpowiedzi czyż nie? Ocalali nie są go świadomi, oni muszą się zmierzyć z tym, co jeszcze przed chwilą wydawało się miejską legendą. Nim pierwszy odcinek metra został wywiercony, inne tunele oddały Warszawiakom ogromną przysługę. Podczas wojennej zawieruchy dały schronienie wielu, ale także miały bardziej użytkową rolę, potem o nich zapomniano, teraz może dały o sobie znak. Nie tylko one zresztą, coś jeszcze zagraża tym, którzy przeżyli, jeden nieostrożny krok i życie, jakie ocalili zostanie im odebrane. Co dzieje się pod i nad ziemią? Odpowiedzi szuka wielu, czy jest jedna? Jaka będzie cena jej poznania?

 

Znacie to uczucie, kiedy na widok książki aż palce świerzbią by wpierw dotknąć jej okładki, a potem rozpocząć przewracanie kolejnych kartek podczas lektury? Przy „Metrze” rozpoczęło się to już po przeczytaniu opisu, intrygującego i sprawiającego, że apetyt czytelniczy bardzo szybko sięgnął górnych rejestrów. Robert Ziębiński wie doskonale jak wprowadzić atmosferę oczekiwania z wyraźną nutą niepokoju, chociaż początkowo historii daleko jest od jakiejkolwiek wizji katastrofy. Jednak to tylko pozory, gdyż gdzieś w oddali słychać przebłyski nadchodzącej burzy i  zwiastują one, że będzie raczej bardziej huraganem niż letnią mżawką. O tym przekonujemy się niebawem, bez ostrzeżenia, lecz z całą siłą, a to dopiero początek, gdyż potem wpadamy w sam środek akcji, wielowątkowej i sięgającej o wiele dalej niż się spodziewamy. Splecenie gatunku katastroficznego z fikcją polityczną oraz faktami historycznymi oraz rzeczywistymi miejscami dało w efekcie spektakularną fabułę, dodatkowo o mocnym zabarwieniu sensacyjnym. Taki składanka wymaga zachowania czujności podczas czytania, autor zadbał o to, by czytelnik był w samym środku wydarzeń, nie gdzieś z boku, ale tam gdzie najwięcej się dzieje. Im dalej zagłębiamy w tę książkę tym więcej dostrzegamy szczegółów oraz możliwych ścieżek, prowadzących do finału, zaskakującego i przewrotnego. Zresztą jedno i drugie jest także widoczne u bohaterów, Robert Ziębiński zadbał o to by byli niejednoznacznie, nie do rozszyfrowania zbyt szybko lub skrywających swoja prawdziwą twarz do samego końca, a nawet gdy on już nastąpi. Pisarz nie traci kontroli nad powieścią ani na moment, każdy szczegół jest dokładnie przemyślany i umieszczony dokładnie tam gdzie powinien być, co wcale nie oznacza, że możemy się właśnie tam spodziewać. „Metro” z rozmachem zaznacza swoją obecność na wydawniczym rynku, łącząc gatunki w imponującą całość, pełną niespodzianek i z niejedną intrygą.

 

 

 

 

 Za możliwość przeczytania

książki

dziękuję:

 


sobota, 20 lutego 2021

Tabu?

"Porno”

Robert Ziębiński

 

Co jest mitem, a co prawdą jeśli chodzi o filmy z gatunku, owianego dwuznaczną sławą, czyli porno? Na pierwszy rzut oka i każdy kolejny trudno powiedzieć co jest jednym, co drugim, a co w końcu obiektywnym spojrzeniem na branżę, przynoszącą miliardy dolarów, euro i innych walut. Łatwo posługiwać się stereotypami tak oskarżając, jak i broniąc porno, pytanie tylko gdzie w tym wszystkim obiektywne fakty, bez legend?

 

Robert Ziębiński przyjrzał się wnikliwie  tematowi, nie bazował tylko na ogólnie dostępnych informacjach, opiniach czy też badaniach. Sięgnął głębiej i dalej niż zazwyczaj się to czyni, wziął pod uwagę obiegowe hasła, lecz i te specjalistyczne oraz przede wszystkim zasięgnął informacji u źródła lub raczej źródeł. „Porno” jest zapisem rozmów z szerokim gronem osób, można by powiedzieć, że swoistym wywiadem rzeką, w którym autor stara się odkryć prawdziwy obraz tytułowej branży. Nie ma pytań tabu, za to są takie jakie wielu chciałoby zadać, lecz nie ma komu, wstydzą się bądź po prostu uważa się, iż odpowiedź jest przecież znana, chociaż czy tak jest naprawdę? No właśnie chyba nie do końca, bo jest ich tyle ile mniej lub bardziej zainteresowanych, a Robert Ziębiński stara się zadać ich bardzo dużo, jedne wynikają z tego co sądzi ogół, drugie z obiegowych opinii, inne są rozwinięciem wątków, pojawiających się podczas rozmów z pytanymi. Aktorki, aktorzy, reżyserzy i naukowcy, polscy i zagraniczni, można więc powiedzieć, że szerokie grono, wiedzące dokładnie o co jest pytane i mogące udzielić rzetelnych informacji wypowiada się w tej książce. Czy obalają mity i odbrązawiają symbole? Na pewno starają się przedstawić ze swojego punktu jak widzą porno i odnoszą się do krążących wyobrażeń, a w przypadku badaczy pokazują konkretne wyniki badań. Pisarz nie pyta tylko o zagadnienia wygodne, proste i nieskomplikowane, niewygodne pytania również padają i pytani nie unikają odpowiedzi. Różnorodne zdania w jednym temacie, proste oraz skomplikowane, tak samo jak i poruszana sfera, lecz Robert Ziębiński nie opiera się na tym, co powszechnie wydaje się znane, jakkolwiek obala stereotypy.

 

 Za możliwość przeczytania książki
dziękuję:
 

 

 

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Ślad zła


PRZEDPREMIEROWO:

„Dzień wagarowicza”
Robert Ziębiński

Czasem ucieczka nie kończy się w chwili kiedy niebezpieczeństwo zdaje się być daleko, wciąż tkwi w człowieku i wymaga od niego pozostawania w ciągłej gotowości. Upływ lat niczego nie zmienia, wspomnienia wciąż są jak odruch bezwarunkowy, a spokój wydaje się iluzją. Czy ciągła gotowość do uciekania może przerodzić się w coś zupełnie odwrotnego? Stawieniu czoła temu, co właśnie nadchodzi w miejsce pozostawania niewidocznym?

Mazurskie lasy dają schronienie tym, którzy tego potrzebują, ich ostępy pozwalają pozostać niezauważonym i egzystować na pograniczu teraźniejszości oraz przeszłości, bez pragnienia przyszłości. Roman żyje tu i teraz, chociaż to, co było wciąż w nim tkwi jak zadra, mała społeczność pozwala mu na bycie jeszcze jednym powojennym osadnikiem albo jak to woli rozbitkiem szukającym swego miejsca. Nie ma pytań i nie ma odpowiedzi, jednak taki status quo nie może trwać wiecznie, lecz zagrożenie nie jest takiej jakiego spodziewał się uciekinier. Coś czai się pomiędzy drzewami, atakuje i znika, jakie zwierze jest zdolne do tak bestialstwa? Może to jedynie przypadek, który przecież wcale nie musi oznaczać, że ktoś jeszcze będzie ofiarą. Ale Romanowi nie dają spokoju pozostawione ślady, pamięta piekło wojny i jednego z jej ostatnich akordów jakiego był aż nazbyt naocznym świadkiem. Inga Ochab wraz z przyjaciółmi zamierza spędzić kilka dni w partyjnej willi, miejsce gwarantuje, że nikt nie przeszkodzi im w dobrej zabawie. Ale odosobnienie ma także negatywne strony, nikt nie usłyszy wzywania pomocy, kiedy nastąpi atak, bez jakiekolwiek ostrzeżenia, za to zabójczo skuteczny. Ucieczka na nic się zda, bo dokąd zbiec jeśli każdy krok oznacza wystawienie się na cel? Pewne tajemnice muszą zostać pogrzebane bez względu na cenę, nawet jeśli oznacza to, wyjście z ukrycia i odebranie życia.
Zło bywa aż nadto namacalne i rodzi się tam gdzie człowiek zwolni sumienie z jakiekolwiek odpowiedzialności …

Niektóre historie balansują pomiędzy mrokiem i światłem, prostym podziałem na złych i dobrych, literatura grozy wykorzystuje takie kontrasty często, a co gdyby pozacierać niektóre z tych granic. Ciemną stronę ludzkiej natury pokazać taką jaką jest lub nawet jeszcze wydobyć jej istotę, natomiast w opozycji pokazać nie bohaterstwo skomplikowanych źródłach, ale po prostu pierwotne pragnienie przeżycia wbrew okolicznościom. Na tym nie koniec, to dopiero kanwa, w którą zostają wplecione wątki jak z kultowych horrorów, gdzie jedna z głównych ról odgrywa monstrum, lub jego liczba mnoga. Robert Ziębiński postawił właśnie na taką konstrukcję, osadzając ją w mazurskim krajobrazie, nie tym sielsko wakacyjnym, lecz odosobnionych wiosek zagubionych gdzieś nad jeziorami i w gęstych lasach. Takie tło wymaga odpowiednich postaci, bez nich na nic się zda budowanie klimatu pachnącego krwią oraz strachem, ich kreacja musi być odpowiednia i tego nie można im odmówić w „Dniu wagarowicza”. Samotnik, nie do końca z własnego wyboru, będący byłym żołnierzem podziemia, milicjanci, nieliczni mieszkańcy małej osady, wciąż pamiętający piekło wojny oraz wybory jakich dokonali wtedy oraz grupka młodzieży, chcąca jedynie dobrze zabawić się w partyjnym ośrodku wypoczynkowym. Pozostaje jeszcze zło, które właśnie wydostało się wolność i korzysta z niej bez jakichkolwiek skrupułów na własnych zasadach. Takie grono gwarantuje, że powieść będzie nie tylko zaskakująca, lecz również mistrzowsko łącząca konwencję horroru z mazurską panoramą oraz bohaterami, połączonych jednym pragnieniem … „Dzień wagarowicza” jest lekturą, jaka nawet w jasny, słoneczny dzień przynosi z sobą atmosferę grozy w postaci obrazowej fabuły, działającej na wyobraźnię czytelnika.


 PREMIERA:
16 CZERWCA
 





Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję   
 
wyd. Rebis