„Ukryta natura”
Nora Roberts
Czasem by pokonać własne demony
trzeba się zmierzyć z cudzymi. Kiedy wychodzi się ze strefy komfortu to, czego
baliśmy się bywa, że okazuje się mniej groźne, łatwiejsze w przezwyciężeniu.
Jednak należy pamiętać by być czujnym, bo łatwo nasz lęk wykorzystać przeciw
nam, ale to również może być nasza broń…
Kilka sekund niekiedy dużo zmienia w
życiu. Sloane doświadczyła tego niedawno i teraz wie jak ono jest cenne oraz
jak niewiele potrzeba by je stracić. W gronie bliskich dochodzi do zdrowia,
powoli, krok za krokiem zamiast szybko. Odpoczynek dla kogoś tak aktywnego nie
jest łatwy, jak się okazuje ma swoje plusy. Spokojna okolica i znajome twarzy
dają poczucie bezpieczeństwa, w końcu to małe miasto, gdzie nic nie dzieje się.
Poza jednym, znika młoda kobieta i okazuje się, że to nie pierwszy taki
przypadek. Sloane patrzy na tę sprawę trochę inaczej nie większość, z racji
bycia policjantką zaczyna się interesować tą sprawą. Wystarczy skrawek
informacji, coś niepokojącego, co dostrzegamy i zapamiętujemy, nie z jakiegoś
konkretnego powodu, ale intuicja wychwytuje niepokojące sygnały. Właśnie tego
doświadcza kobieta i gromadzi tropy. Pomaga jej sąsiad i rodzina, wychwytują
niepokojący wzór. Czy to możliwe, że tak urokliwe miejsce ma inne oblicze? Tu
nikt nie spodziewa się zagrożenia, a przecież wystarczy chwila by ktoś odebrał
nam to, co najcenniejsze. Co kryje się w sercu gór i czy da się odkryć prawdę
nim będzie za późno?
Dwie bohaterki, jedna na pierwszym
planie, druga nieco z tyłu. Codzienność, małe miasteczko, zwykłe troski i
radość z mniejszych i większych rzeczy. Nic nadzwyczajnego, ale otula
czytelników dobrymi emocjami, wywołującymi uśmiech na twarzy. Gdzieś obok,
niedaleko dochodzi do niepokojącego zdarzenia, jednego, drugiego, trzeciego.
Piękne krajobrazy, raj dla turystów spragnionych ciszy i spokoju oraz kogoś,
kto wykorzystuje to oddalenie od wielkomiejskich skupisk do swoich planów,
dalekich od sielankowej rekreacji. „Ukryta natura” to tytuł doskonale oddający
fabułę, odnoszący się do kilku wątków i za każdym razem trafiający w sedno.
Motyw thrillera nie jest na pierwszym planie, ale nie stanowi dodatku, widoczny
jest raz mocniej, raz bywa cieniem, czasem pojawia się między wierszami bądź na
chwilę, by za moment odgrywać główną rolę. Zaraz potem znowu usuwa się na bok,
lecz nie znika. Nora Roberts nie czyni z dochodzenia osi akcji, to jedna z jej
sił napędowych, nieodłącznie splecionych z warstwą obyczajową. Na naszych oczach
zazębia się spokojny świat miejscowości turystycznej, z mroczną stroną
ludzkiego umysłu. Coś nie daje spokoju, ktoś zaczyna łączyć z pozoru
niepowiązane z sobą informacje, ale życie toczy się dalej, pojawiają się nowe
znajomości i uczucia, zmieniają się pory roku, jednak śledztwo trwa. Tropy są
sprawdzane, brane pod przysłowiową lupę, przecież nic nie dzieje się bez
przyczyny, a od tego krok do schematu. Widzimy jak wiele da się ukryć przed
innymi i równocześnie jak dużo nie dostrzegamy, chociaż mamy to prawie na
wyciagnięcie ręki. Pisarka pokazuje również co znaczy rodzina i dom, także
pojmowane w wypaczony sposób i znowu zauważamy prawdę schowaną pod pozorami.
