Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 maja 2018

Stara krew, młoda krew


„Młoda krew”
Wojciech Wójcik

Przeszłość nigdy tak do końca nie daje o sobie zapomnieć, nawet gdy jesteśmy pewni, że zatarliśmy wszelkie ślady po swej obecności w niej. Zawsze znajdzie się ktoś, umiejący wykorzystać nawet najmniejszy ślad dawnego błędu, bądź potknięcia, by w teraźniejszości wykorzystać go przeciwko nam. Czasem cień tego co było kładzie się na kolejnych pokoleniach, a te nawet nie zdają sobie sprawy z dawnych zaszłości.

Spokojne Boise ma wiele uroku, podobnie dużo zalet ma praca policjanta w tym miasteczku, ale Michaela Wagnera coś gna poza znane obszary. Szkolenie wstępne w agencji wywiadu wojskowego nie jest nawet przedsmakiem czekającego go podczas pierwszego zadania. To co miało być rutynowymi obowiązkami okazuje się wstępem do niebezpiecznej misji. Powrót do kraju dzieciństwa nie przebiega spokojnie, już na samym początku świeżo upieczony agent staje przed zagadką o korzeniach sięgających jeszcze zimnej wojny. Współczesna Polska nie przypomina tej sprzed prawie trzydziestu lat, jednakże komuś zależy by Michael zagłębił się w przeszłość. Dlaczego właśnie on i dlaczego teraz? Związek Radziecki już nie istnieje, podobnie jak jej dawna strefa wpływów, ludzie, którzy byli zaangażowani w szpiegowskie rozgrywki dawno odeszli w zapomnienia … chociaż czy rzeczywiście tak jest? Kluczem do obecnych wydarzeń jest pewien agent i baza wojskowa na Pomorzu. Kto odgrzebuje wydarzenia sprzed lat i w jakim celu? Minęły prawie trzy dekady … Wydawałoby się, iż nikomu już nie zależy na rozgrzebywaniu starych i nieaktualnych spraw, lecz teraźniejsze wydarzenia przeczą tej tezie. Michael staje przed zadaniem przekraczającym jego doświadczenia, ale nie podaje się w dochodzeniu do prawdy tylko czy nie jest to jedynie iluzja?

Powieści szpiegowskie cieszą się niesłabnącą popularnością, a ich sztandarowy bohater przeżywa kolejną młodość. Na polskim gruncie też mamy kilka postaci, jakie zapisały się w szerszej świadomości. Wojciech Wójcik swoją książką po części wpisuje się w schemat tego gatunku, jednakże nie jest to kopiowanie lub powielanie znanych schematów. W „Młodej krwi” nie mamy jedynie samej standardowej akcji, ale przede wszystkim solidną historię z rewelacyjnie dopracowanymi postaciami, zbudowanymi z wielu szczegółów i co równie ważne mającymi zaskakujące sekrety w zanadrzu. Autor sięgnął do nie tak dawnej polskiej rzeczywistości, wydobył z niej ciekawy motyw, który wcale się nie zdezaktualizował, wręcz przeciwnie staje się znowu aktualny. Sensacyjna strona toczy się szybko, zadbano by detale na nią składające się były z sobą powiązane, a kolejne warstwy są częścią większej całości. Jednakże najważniejsze jest ciągłe trzymanie w szachu, to co  w jednym momencie wydaje się pewne za chwilę stawiane jest pod znakiem zapytania lub zaczyna wyglądać podejrzanie. Wojciech Wójcik serwuje czytelnikom fabułę pełną intryg, tajemnic i zagadek, doskonale wbudowaną w polskie realia, jednocześnie przypominając nie tak odległą zimną wojnę oraz ówczesny klimat i wpływ jaki mają na dzisiejszy dzień. Fikcja i prawda historyczna tworzą opowieść, w której jedno od drugiego trudno odróżnić, zwłaszcza, że obie płaszczyzny płynnie się uzupełniają, stając się swoim początkiem i końcem. „Młoda krew” napisana jest płynnym językiem, można by powiedzieć, że filmowym, gdyż poszczególne sceny są jak kadry.



Za możliwość przeczytania książki

dziękuję 
 
portalowi CPA
i
wyd. Zysk i S-ka
 


wtorek, 12 grudnia 2017

Prawda i nieprawda



„Jezioro pełne łez”
Wojciech Wójcik

Najpierw był tragiczny splot okoliczności, później pięcioletni wyrok, w końcu powrót na łono społeczeństwa. Jednak w rzeczywistości nic nie było aż tak proste, za każdym z tych elementów kryje się dramat i tajemnice, których istnienia większość nawet nie podejrzewa. Spokojne na pierwszy rzut oka okolice mają całkowicie inne oblicze, podobnie jak i ludzie je zamieszkujący.

Gęgławki i ośrodek wypoczynkowy Rybitwa nie należą do typowych centrów urlopowych, chociaż usytuowanie jak najbardziej sprzyjałoby temu. Urok mazurskich jezior w tym miejscu nie stracił nic na swej atrakcyjności, a dość dzikie otoczenie sprzyja odpoczynkowi. Marcin docenia atmosferę swojego miejsca pracy i spokój w nim panujący, ale przede wszystkim cieszy się wolnością. Ma za sobą trudne lata i teraz  ma  po prostu zamiar brać kolejne dni takimi jakimi będą. Niestety morderstwo w tak cichym zakątku, wydające się dodatkowo zupełnie bez motywu, nie nastraja optymistycznie, jako były więzień chcąc nie chcąc od razu znajduje się celowniku stróżów prawa. Zresztą to dopiero wstęp do tego co szykuje mu los, a może wcale nie mityczne przeznaczenie tylko ludzie? Wydawałoby się, że w takiej okolicy zbrodnia nie powinna się w ogóle wydarzyć, ale ktoś ją popełnił i kluczowe jest tutaj pytanie dlaczego? Marcin nie ucieka przed problemem, w cieniu oficjalnego dochodzenia zaczyna sprawdzać pewne fakty, zdobywać informacje i jak się okazuje to co jest mu wiadome nie jest choćby ułamkiem prawdy, chociaż czy jest nią w ogóle? Zbyt wiele znaków zapytania, zbyt mało odpowiedzi, za to prawdziwy gąszcz sekretów i półprawd towarzyszy wydarzeniom z przeszłości i teraźniejszości. Nie tak łatwo odnaleźć końcówkę nitki prowadzącej do rozwiązania w tym kryminalnym labiryncie, może trzeba poszukać u samych źródeł?

Atmosfera końcówki lata, miejsce gdzie bardzo często diabeł mówi dobranoc i bohaterowie biorący życie takim jakim jest, a nie mogłoby być. Gdzieś pomiędzy tysiącem mazurskich jezior, niedaleko gęstych szuwar, w cieniu starych dębów i w otoczeniu bagiennych wyziewów ma miejsce zbrodnia. Taki początek sygnalizuje, że im dalej będziemy się zagłębiać się w lekturę czeka nas niejedna niespodzianka i rzeczywiście nie brakuje ich, ale nie tylko one są zaletą „Jeziora pełnego łez”. Jak przystało na rasowy kryminał powieść ma solidny podkład w postaci w skomplikowanych związkach międzyludzkich, w których sekrety, przemilczenia i niedopowiedzenia są na porządku dziennym. Oczywiście morderstwo, bo od razu wiadomo, że jest ono niezaprzeczalne, gra rolę główną, lecz tak naprawdę na pierwszym planie jest człowiek – Marcin, to od niego wszystko się zaczyna, a kończy … to już trzeba samemu odkryć. Droga do rozwiązania zagadek kryminalnych jest więcej niż kręta i niejedna tajemnica kryje się w na jej zakrętach, za tło ma mazurskie krajobrazy, te bardzo znane, jak i te powstały w wyobraźni autora, ale mające pierwowzory  w rzeczywistości. Wojciech Wójcik na ponad pięciuset stronach serwuje czytelnikom wieloaspektowe dochodzenie jakie tylko na pierwszy rzut oka wydaje się proste, pod pierwszą warstwą kryje się kolejna, a pod nią następna. Objętość książki może wydawać się ogromna, lecz czytanie wciąga tak, iż prawa nie zauważa się jak szybko ubywa kartek. Ogromna w tym zasługa suspensu okazującego się wielowątkowym majstersztykiem połączonym motywem, również wielopłaszczyznowym. „Jezioro pełne łez” jest pierwszorzędnym kryminałem, jego autor skonstruował intrygującą fabułę i umiejętnie połączył szybsze jej momenty z wolniejszymi, skrywające w jednych i drugich kolejne tropy oraz wskazówki.



Za możliwość przeczytania książki

dziękuję 
 
portalowi CPA
i
wyd. Zysk i S-ka
 


niedziela, 3 września 2017

Niewygodna prawda

„Powiem ci, kim jesteś”

Danuta Pytlak

Człowiek człowiekowi wilkiem, to zdanie wcale niestety nie straciło na swej zasadności i stało się dla wielu doświadczeniem, które naznaczyło ich życie. Polowanie zaczyna się wydawałoby się bez jakiegokolwiek powodu, do nagonki przyłączają się kolejne osoby, jej charakter staje się coraz brutalny, a ofiara pozostaje osamotniona aż do momentu końcowego zaszczucia. Rzadko kiedy zostaje wyciągnięta do niej pomocna dłoń, niekiedy bywa wprost odwrotnie. Dlaczego? To wie tylko sprawca i rzadko kiedy poczuwa się do winy!

Prestiżowa firma, profesjonaliści w swoich specjalnościach, praca w takim otoczeniu dla niejednego jest dużym osiągnięciem, lecz to dopiero początek czegoś co może przybrać całkiem inny obrót od spodziewanego. Adam dostaje szansę, której tak do końca nie spodziewał się, jako nowy i tak jest na cenzurowanym, więc z boku przygląda się biurowym układom i plotkom. Nie zamierza w nich brać udziału, a integracyjne spotkanie wbrew swej nazwie kończy się ostrą wymianą zdań z Hubertem. Jednak i są pozytywy, dokładniej rzecz biorąc nazywają się one Asia, podobnie jak i Adam dziewczyna jest nowa w firmie, ale to nie jej jedyna zalet, wprost przeciwnie, oboje okazują się mieć wiele ze sobą wspólnego. Interesująca praca, piękna i przede wszystkim interesująca kobieta, wszystko więc wydaje się zmierzać właściwą drogą ku szczęściu, gdyby jeszcze nie Hubert i jego zagrywki, ale da się je pominąć milczeniem lub w ostateczności odpowiedzieć na nie tak, że ich prowodyr zamyka usta. Niestety w tej beczce miodu pojawiają się gorzkie nuty, zwłaszcza jedna z nich jest nie do przełknięcia dla Adama. Ale życie toczy się dalej i pewne niepowodzenia trzeba jakoś przyjąć i pogodzić się, szczególnie, iż obowiązki zawodowe nie pozostawiają wiele chwil na rozmyślania. Sukces nie przychodzi sam z siebie, trzeba w niego włożyć dużo wysiłku, stres także staje się częstym towarzyszem, do tego presja czasu. W tej codziennej gonitwie umyka Adamowi coś istotnego, jak bardzo ważnego przekonuje się już po fakcie, czy rzeczywiście zapracowanie tłumaczy brak działania z jego strony? Może nieświadomie pomógł komuś kim pogardza, a zaszkodził bliskiej osobie?

Człowiek człowiekowi wilkiem, a Danuta Pytlak pokazała tę starą prawdę w współczesnej – korporacyjnej odsłonie, chociaż mogłaby to być każda inna firma, bez względu na wielkość. „Powiem ci, kim jesteś” jest historią gdzie emocje odgrywają ważną rolę, chociaż wydawałoby się, że uczuć będzie w tej książce niewiele, gdyż na pierwszym planie są bohaterowie, natomiast bohaterki są ciut w cieniu. Jednakże osobiste odniesienia są kluczem do opowieści o ludziach i rzeczywistości gdzie personalne antypatie stają się podstawą funkcjonowania w grupie. Autorka pokazała zaszczucie człowieka, od wydających się niewinnych żartów aż po oskarżenia, oparte na subiektywnych opiniach, nie na realnych podstawach. Jednakże czytelnik widzi ten niszczący proces z całkiem innej perspektywy niż mogłoby się wydawać. W zwyczajnej historii, gdzie tłem jest korporacyjna codzienność, kryje się tak naprawdę ich kilka, każda odkrywa skrawek  życia osobistego i zawodowego postaci oraz motywy działania. „Powiem ci, kim jesteś”  jest książką, ukazującą w przejmujący sposób jak łatwo zniszczyć człowieka i jak trudno ofierze dowieść tego, że w ogóle nią jest. W końcu każdą sytuację można zinterpretować na wiele sposobów i łatwo dostrzec coś zgoła odmiennego od prawdy, ta natomiast jest pomijana.


Za możliwość przeczytania książki 


dziękuję portalowi


Czytajmy Polskich Autorów


oraz 


wyd. Zysk i S-ka

 

sobota, 18 lutego 2017

To co najważniejsze

"Siedem spódnic Alicji"
Joanna Jurgała-Jureczka


Z daleka od metropolii, egzystencji w ekspresowym tempie oraz niezliczonej ilości oferowanych atrakcji, życie także ma smak i daje to czego gdzie indziej zabrakło. Urokliwe miejsca tylko czekają na odkrycie, ale tak naprawdę tworzą je ludzie, uważający je za swój dom, to oni oraz ich historie budują unikalny klimat oraz atmosferę, tak różną od tego co jest dla nas codziennością. Niekiedy nie trzeba daleko szukać by odnaleźć to co wydaje się nam tak odległe i niedostępne, wystarczy po prostu spojrzeć jeszcze raz na osoby, które są wokół nas. Tylko lub aż tyle dzieli niektórych od szczęścia i spokoju.

Nie jest łatwo dojść do ładu z własnymi uczuciami, szczególnie gdy w dużej mierze dotyczą kogoś takiego jak Adam Przebłocki, hrabia Adam Przebłocki. Miłość czasem to za mało, czy tak właśnie myśli Alicja? Dlaczego do niedawna wszystko było prostsze? W Nazare odżywają nadzieje, ale i nasilają się wątpliwości, chociaż słowa wsparcia i otuchy może rozwieją te drugie i dadzą siłę by te pierwsze nie zostały utracone bezpowrotnie? Historia mogłaby dać wiele przykładów w tym temacie i to nie ta z odległych miejsc, lecz z o wiele bliższych sercu Alicji. Piękny pałac w Stawiskach był świadkiem miłosnych perturbacji nie raz i być może znowu będzie co nieco widział, szczególnie, że w jego progi zawitał nie byle kto. Dawid Zan nie jest zbytnio zadowolony z tego, iż kilka dni będzie musiał spędzić gdzieś na prowincji, zwłaszcza gdy po drodze do hotelu spotyka się z tym co jest dla niego synonimem prowincjonalności. Co jak co, ale dla aktora i celebryty w jednym, jest to stanowczo za dużo, niestety niekiedy życie w blasku wymaga poświęceń, lecz może nie będzie tak źle? Hotel w Stawiskach ma burzliwą przeszłość i kryje kilka sekretów, a niektóre z nich zna pałacowy dobry "duch" w osobie Łucji Śliwkowej, zawsze mającej na podorędziu właściwe wspomnienie do przytoczenia jako przykład dla niesfornych gości i dorównującym im w tym względzie domowników. Czy w znanych klimatach Alicja znajdzie odpowiedź na niedające jej spokoju pytania? Chyba, że jeszcze bardziej skomplikuje swoją sytuację ...

"Siedem spódnic Alicji" nie jest topową nostalgiczną opowieścią, chociaż niejedną tęsknotę w niej czytelnik odnajdzie, to także nie lukrowane obrazy mniej lub bardziej znanych miejsc, no i w końcu nie ma w niej miejsca na łzawy romans. Co lub kto stanowi więc oś fabuły? Oczywiście tytułowa Alicja, kobieta mająca w zanadrzu tajemnice, lecz przede wszystkim stojąca na życiowym zakręcie. Jednakże Joanna Jurgała-Jureczka nie skupiła się tylko na głównej bohaterce, opowieść o niej wplotła historie innych postaci oraz przeszłość, czasem nawet usuwając Alicję w cień i oddając głos innym. Dzięki temu czytelnik dostaje barwną opowieść o tym co było oraz o teraźniejszości, czasem naznaczonej piętnem wydarzeń sprzed lat, ale również z dużym poczuciem humoru. Czytający poznają zakątki Portugalii, Chorwacji, lecz na pierwszym miejscu jest pewien punkt na południu Polski, w którym jak w soczewce skupiają się losy bohaterów i gdzie mają możliwość spojrzenia na siebie oraz innych z nowego punktu widzenia. "Siedem spódnic Alicji" jest historią opowiedzianą prostymi słowami, lecz za ich pomocą najlepiej oddane są emocje postaci, ich rozterki, a zwłaszcza problemy, z którymi chcą się uporać i to co sprawia ból. Retrospekcje są ważnymi elementami akcji, dającymi nie tylko bohaterom temat do refleksji, równocześnie pozwalającymi spojrzeć na przeszłość i swoich bliskich z całkiem innego punktu widzenia niż fotografie w kolorze sepii czy też pożółkłe stronice rodzinnych annałów. 
 
 
Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję portalowi
Czytajmy Polskich Autorów
oraz 
wyd. Zysk i S-ka
 



poniedziałek, 30 stycznia 2017

Żaba, Niedziela i inne przypadki

"Połknąć żabę"
Monika B. Janowska


Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu i to pod warunkiem, że jest się gdzieś w środku, a nie na boku - bo jeszcze ktoś kogoś wytnie. Wielu chętnie by dokonał takiego cięcia na swojej pamięci, łatwiej by było wtedy dojść do ładu z własną przeszłością, a i serce mniej cierpiałoby. Niestety duchy czasów, dawno oraz słusznie minionych, niekiedy wyskakują jak dżin z butelki i okazują się przysparzać jeszcze większych kłopotów niż wcześniej. Co człowiek ma w takiej sytuacji począć? Niektórzy decydują się na przysłowiowe ponowne wejście do tej samej rzeki, a cała reszta to materiał na więcej niż jedną komedię.

Ex-mąż może zepsuć humor równie dobrze jak za czasów małżeństwa albo i nawet lepiej. Paulina Bożyk właśnie o tym przekonała się na własnym przykładzie, niby trzy lata minęły od rozwodu, lecz były znowu daje o sobie znać. Wspomnienia przyblakły nieco, ale niestety nie na tyle by nie myśleć o tym co wydarzyło się nie tak znowu dawno, szczególnie, że policja również ma w tej sprawie coś do powiedzenie lub raczej zadaje zbyt dużo pytań jak na gust ex-małżonki. Jakby tego było mało ciekawość nie pozwala Paulinie ot tak przejść do porządku dziennego nad ostatnim wyczynem Grzegorza Bożyka, co to to nie! Trzeba bliżej przyjrzeć się temu co mówią stróże prawa, bo jakoś nijak się mają ich słowa do postaci ex. Oczywiście pomoc ze strony rodziny czyli Joanny vel przyjaciółki i bratowej w jednej osobie oraz Renatki - bratanicy bardzo się przyda. Może jeszcze tatko, narzeczony bratanicy i brat do czegoś się przydadzą, lecz wpierw Paulina sama zbada powody najścia policjantów na jej mieszkanie. Oczywiście zrobi to w sposób dyskretny, no przynajmniej taka jest teoria, wiadomo, iż w praktyce różne przypadki zdarzyć się mogą. Na przykład taki podkomisarz Bruno Niedziela co nieco chyba nabruździ w prywatnym śledztwie byłej pani Bożyk. Jednak od czego spryt i znajomość charakteru Grzegorza? Nie można także zapomnieć o Joannie i Renatce, szczególnie ta pierwsza rwie się do pomocy, nawet wbrew zakazom męża. Plan jest prosty, po prostu wersja oficjalna w ogóle nie pasuje do rzeczywistości i trzeba to udowodnić.Po drodze jedynie należy pominąć humory brata, przyjrzeć się bliżej pewnemu ostatniemu pożegnaniu, no i rozwikłać łamigłówkę pod tytułem kim naprawdę był Grzegorz Bożyk. Pozostaje jeszcze kwestia podkomisarza Bruna Niedzieli, lecz od czego są rozmyślania podczas codziennych przebieżek?

Tam gdzie policja nie widzi nic dziwnego, Paulina zauważa coś odmiennego i nie zamierza przymykać na to oka. Wprost przeciwnie, chociaż rozsądek, i nie tylko on, podpowiadają, że bezpieczniej byłoby się trzymać od spraw eksa z daleka. Ale ciekawość nie daje tak łatwo za wygraną, podobnie zresztą jak i pewna kobieta lat czterdzieści i trochę!

Chcecie pierwszorzędnego humoru, zagadki kryminalnej i bohaterki nieidealnej, ale takiej jak większość z nas? To sięgnijcie po książkę "Połknąć żabę", podczas lektury której nie raz głośnym śmiechem zwrócicie uwagę otoczenia, ponieważ Paulina i jej skłonność popadania w tarapaty nie pozwalają na zbyt długie zachowanie powagi. Monika Janowska lekko prowadzi akcję, lecz pomiędzy humorystyczne wątki wplata motywy cięższego kalibru, co nie jest łatwym zadaniem.  Połączenie jednego z drugim tak by z nie przytłoczyć elementów komediowych, a poważniejsze nie stały się kwiatkiem do kożucha wymaga wyczucia oraz przemyślenia historii jaką pragnie się przekazać. Autorka nie zapomina o zagadce kryminalnej, stanowi ona oś fabuły i wiąże wszystkie postacie w niecodziennym dochodzeniu, odkrywającym więcej niż ktokolwiek mógłby początkowo przypuszczać.

Za możliwość przeczytania książki 
dziękuję portalowi
Czytajmy Polskich Autorów
oraz 
wyd. Zysk i S-ka 
 

sobota, 7 maja 2016

Łowy

"Polowanie"
Jacek Paprocki


Nim pierwsza ofiara zostanie odnaleziona precyzyjny plan działania dawno został opracowany, jego szczegóły są podstawą morderczych działań. Cel został wyznaczony, pozostaje tylko zrobić wszystko by go zrealizować, a co potem? Może nie jest ważna przyszłość, może liczy się coś zupełnie innego, stanowiącego źródło wszelkich wcześniejszych i późniejszych kroków? Ten kto odkryje czym kieruje się morderca będzie już blisko od poznania jego prawdziwej twarzy.

Intuicja raczej nie należy do standardowych metod śledczych, ale bywa niezwykle pomocna. Inspektor Wiktor Sawicki czasem czuje jej podszepty, najpierw są ciche, dopiero później stają się coraz głośniejsze. Oczywiście nie zdarza się to często podczas pracy, Koszalin wraz z okolicami raczej nie należy do miejsc gdzie zbrodnia kwitłaby nader obficie i stróże prawa narzekaliby na jej mnogość. Śmierć Henryka Lubicza zwróciła uwagę Sawickiego, dość niecodzienna jak na tę okolicę, ale nie aż tak by snuć domysły na wyrost. Kiedy raz pojawia się pewna niepokojąca myśl trudno o niej zapomnieć, a dodatkowo pewien detal jakby na coś wskazywał. Jednak na razie nie ma żadnego potwierdzenia na mgliste przypuszczenia inspektora, podejrzanych i bez tego kilku jest. Dochodzenie nie toczy się w oszałamiającym tempie, lecz pierwsze wyniki są i wszystko wskazuje, że zakończy się ono niebawem. Względny spokój nie trwa niestety zbyt długo, kolejne zejście z tego świata wzmaga czujność Wiktora. Może inny śledczy nie zauważyłby niczego podejrzanego, oczywiście oprócz okoliczności, lecz i w tym przypadku pewien szczegół przykuwa jego uwagę. Zbieg okoliczności? Trudno myśleć w takich kategoriach Sawickiemu, czarny scenariusz nabiera coraz konkretniejszych kształtów. Ale nie tylko samą pracą człowiek przecież żyje, poza nią również zaczyna być ciekawie. Dochodzenie okazuje się mieć konkurencję, nadzwyczaj kuszącą i równie zaprzątającą myśli inspektora co obowiązki zawodowe. Upalne dni, gorące noce, dobra muzyka, czego jeszcze można chcieć od losu? Niestety morderca nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i nie umilknie dopóki nie wypełni swej misji. Inspektor Sawicki również nie zamierza pozostawić wolnej ręki zbrodniarzowi, jest coraz bliżej odkrycia jego tożsamości, lecz czy uda mu się ją poznać w odpowiednim momencie?

Czasem nieprzypadkowo pozostawia się po sobie ślad, chociaż nie jest on ani zbyt wyraźny, ani łatwy do zauważenia. Jedynie niektórzy zauważają te strzępy informacji, jakie są elementem większej całości. Nim nabiorą znaczenia i da się z nich odczytać to co ktoś chciał przekazać mija niekiedy zbyt wiele cennego czasu. Dać się zwieść pozorom wcale nie jest trudno, szczególnie gdy maska wydaje się rzeczywistą twarzą. Kiedy prawda zostaje odkryta trzeba spojrzeć jej w oczy i spojrzeć na wszystko jeszcze raz, być może znajdzie się w tej retrospektywie jakieś pocieszenie.

Przyzwyczajeni jesteśmy, że filmom towarzyszy muzyka, uzupełnia lub podkreśla ona akcję rozgrywającą się na ekranie. Podczas czytania pewnie także nie raz towarzyszy nam, jest mniej lub bardziej zauważalnym tłem. Klasyczne rockowe brzmienie okazuje się również interesującą oprawą dla sensacyjnej historii, która udowadnia, że polscy autorzy spod znaku suspensu mają intrygujące pomysły. Osadzenie fabuły w swojskim Koszalinie i jego okolicach to jeden z pierwszych plusów "Polowania", oczywiście nie największym, bo liczy się sama kryminalna opowieść. Dostarcza ona dobrze przemyślanej intrygi, wciągającej czytelnika w rozgrywkę pomiędzy mordercą i tropiącym go inspektorem. Lato, morze, wakacje i ... zbrodnia, ta ostatnia wcale nie jest kolejnym elementem nadmorskiego krajobrazu, wprost przeciwnie, wszystko pozostałe to drugi plan, liczy się tylko ona. Wyrazisty wątek główny obecny jest zawsze, nawet gdy na chwilę znika nie daje o sobie zapomnieć, to wokół niego toczy się fabuła i od niego jest ona zależna. Tytuł "Polowanie" okazuje się kryć w sobie wieloznaczność, lektura dostarcza odpowiedzi co się pod nimi kryje. Nie można także nie wspomnieć o bohaterach, to oni są przecież motorem wszelkich działań i od ich sylwetek zależy czy nadadzą całości odpowiedni charakter. Jacek Paprocki zadbał by mieli wyrazistą osobowość i nie dało się ich zaszufladkować, nie są wykreowani na podobieństwo znanych postaci. Zamiast korzystania z gotowych wzorców w "Polowaniu" sylwetki są w pełni autonomiczne i dopasowane do nakreślonej rzeczywistości.
Za możliwość przeczytania książki

dziękuję 

portalowi CPA

i

wyd. Zysk i S-ka