Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Muza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 lipca 2026

Zemsta idealna

Nowość:

„Złoto i zemsta”

Lyssa Mia Smith

 

Kiedy marzenia zamieniają się w koszmar jedyne co czasem trzyma człowieka przy życiu to pragnienie zemsty. Ono nie uśmierzy bólu, nie ogrzeje w zimną noc, nie opatrzy ran. Jednak da siłę, dzięki której można przetrwać wiele, więcej niż ktokolwiek był w stanie sobie wyobrazić. A kiedy nadejdzie odpowiedni moment dojdzie do głosu.

 

To miał być wieczór, kiedy Emmy i Grace dołączą do najlepszego towarzystwa. Ich triumf i czas gdy pokażą się od najlepszej strony oraz zostaną członkiniami ekskluzywnego klubu, dostępnego dla nielicznych. Zakończenie dalekie było od tego oczekiwanego, zwłaszcza dla jednej z dziewcząt. Fałszywe oskarżenie, więzienie i zimna cela to nie sława czy też luksusowa sala balowa, a to codzienność Emmy. Takie okoliczności mogą prowadzić do zatracenia w bólu, lęku i przede wszystkim gniewie, bo zdrada zawsze boli najbardziej. Podobno to, co nie zabije wzmacnia, ale pytanie kim będzie dziewczyna po takiej próbie, bo z pewnością już nie tą samą młodą kobietą, wierzącą w przyjaźń i ufająca innym. Wprowadzenie zemsty w rzeczywistość w odpowiedniej chwili zdaje się być doskonałym lekarstwem dla kogoś, kto stracił tak wiele, lecz jeszcze ma coś w zanadrzu. Magia, z niej powstały marzenia, ona dała początek zdradzie i również może umożliwić wymierzenie kary. Jaka będzie cena za jej użycie? Czy Emmy poczuje smak sprawiedliwości i dokona rozrachunku z przeszłością? Z pewnością pomoc Jacka Fontaine`a będzie przydatna, lecz gdzie ją zaprowadzi?

 

Gotyckość, ale nie taka oczywista. Zbrodnia i kara, jedno i drugie, mające drugie, a nawet trzecie dno. Historia w jakiej postacie, miejsca, zachowania nakreślone są mocną kreską i wypełnione zdecydowanymi barwami. „Zemsta i złoto” to nie klasyczna opowieść fantasy czy też typowe romantasy, im bardziej zagłębiamy się w lekturę, tym więcej uderza w nas różnić od tego, co moglibyśmy oczekiwać i równocześnie coraz mocniej intryguje nas ona. Lyssa Mia Smith zbacza z prostej drogi gatunkowej, łączy z sobą gatunki dodając i omijając to, co wydaje się nam ich wyznacznikiem. Czujemy mrok, jednak ma on inny ciężar niż zazwyczaj, gdyż kolory są wyraźne i nasycone, kontrastowe. Jednak wszystko to tło, bo to bohaterowie są na pierwszym planie, oni tworzą opowieść, w jakiej ewidentność zastąpiono niuansami i niedopowiedzeniami. W „Złocie i zemście” jest zredefiniowany dobry i zły charakter, co dostrzegamy nie od razu, po raz kolejny nasze przypuszczenia czy mówiąc wprost przyzwyczajenia co do fabuły są wystawiane na próbę. Autorka prowadzi z czytelnikami oraz wykreowanymi przez siebie postaciami rozgrywkę. Kiedy wydaje się nam, iż dostrzegamy już prostą drogę do znanego schematu następuje zwrot w akcji, osoby pokazują inną twarz bądź zrzucają maski, niekiedy dosłownie. Oczywiście nie da się zapomnieć o magii, przecież ona jest osnową i tutaj też nie jest ona taka jak zazwyczaj, co dostrzegamy w odpowiednim momencie i później już inaczej spoglądamy na lekturę. No i jeszcze tło historyczne, tak ono nie powstało tylko i wyłącznie w wyobraźni pisarki, to sam środek pozłacanego wieku Stanów Zjednoczonych. Widzimy go, czujemy go i jego obecność doskonale wpisuje się w te nieszablonowe ramy książki, zdrady, intrygi i zemsta stanowią niezwykłą kanwę.


                                        Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

sobota, 4 lipca 2026

Moc księgi

Nowość:

„Królestwo śmierci. Okrutny sen”

Stacia Stark

 

Czasem wyciągnięta ręką to nie ratunek, a kruchy sojusz, bardziej wojna podjazdowa niż tymczasowy pokój. Gdy nie ma się innego wyjścia i coś więcej niż życie wisi na włosku pakt taki przyjmuje się bez skarg, przynajmniej tych głośnych. Nadejdzie moment, kiedy będzie można go zerwać i dotrzymać złożonych wcześniej przysiąg. Jednak czy naprawdę tak łatwo zostanie zerwana powstała więź?

 

Zwyciężczyni z wczoraj, dzisiaj znajduje się w więzieniu z cierni i grubych murów. Przegrana? Nigdy tak o sobie nie myślała i nawet teraz, kiedy jej wrogom wydaje się, iż jest przegraną, ona daleka jest od by się za taką uważać. Czeka na odpowiedni moment, chociaż jej koszmar trwa i cały czas jest go świadoma. Pomoc przychodzi ze strony kogoś, kto nie robi tego bezinteresownie. Wprost przeciwnie, jest to transakcja wiązana, jedna ze stron zostaje postawiona przed faktem dokonanym, natomiast druga ma konkretne oczekiwania. Jak długo potrwa ten układ? Z pewnością takie początki nie wróżą długiego terminu ważności, ale liczy się cel, a ten jest wbrew pozorom taki sam. Problem w tym, iż ktoś będzie musiał ustąpić lub po prostu zostać do tego zmuszonym. Tym razem nie może być dwóch zwycięzców, a porażka to, coś więcej niż urażona duma. Stawką jest świat lub jego zagłada. Czy w takich okolicznościach brak zaufania i próby działania na własną rękę mogą być niespodzianką? Podstępy, intrygi, w tej rozgrywce wszystkie chwyty są dozwolone, lecz jaką przyjdzie za to zapłacić cenę?

 

Niepamięć. Brak wspomnień. Przeszłość, w której kryje się tajemnica. Śmiertelnie groźne sojusze. Kiedy już myślisz, że jedyne, co pozostało by znowu spotkać bohaterów jednej z ulubionej serii, może pojawić się niespodzianka z gatunku tych, o jakich nikt, poza autorem, nie myślał. Cykl w tym samym uniwersum, z częścią znanych postaci, lecz tak naprawdę to, co było jest wstępem do dalszej historii i równocześnie całkiem nowej opowieści.  Tym razem jest mroczniej, więcej odczuwamy niepewności i przede wszystkim znane nam osoby prezentują nowe oblicza, w których widzimy walkę o siebie oraz dobro wyższe. Mamy więcej osobistych motywacji i bohaterów, jacy myśleli, że ostateczne bitwa za nimi, a tak naprawdę ta najważniejsza dopiero czeka na rozpoczęcie. „Okrutny sen” to nie dopełnienie, a swego rodzaju kontynuacja, bo zło tak łatwo nie poddaje się i odradza się w innym miejscu, czasie oraz pod kolejnymi maskami. Natomiast dobro ma surową twarz, ciało naznaczone bliznami i zamierza wymierzyć sprawiedliwość, bez litości i dawania jeszcze jednej szansy. Stacia Stark pokazuje bohaterów z przeszłością i po przejściach, poszukujących swojej tożsamości i odkrywających sekrety, których są centralnym punktem, chociaż nie do końca są świadomi, co za nimi kryje się. Pierwszy tom niejednokrotnie przynosi zwrot akcji, intrygi, gniew oraz przysięgi, jakie mają dalekosiężne skutki, a także pakty, których finał jest jednym wielkim znakiem zapytania.

 

                                      Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 

piątek, 15 maja 2026

Przeszłość

Nowość:

„Aurora”

Paulina Świst

 

Maski. Wszyscy je noszą, jedni lepiej, drudzy gorzej, ale są i tacy, którzy są w tym mistrzami. Nikt nie domyśla się co kryją pod maską zwyczajności, czy jeszcze pamiętają jacy byli kiedyś? Człowieczeństwo jest dla nich jedynie jedną z ról i to, co wcale nie najważniejszą, ale bardzo użyteczną. Dzięki niej wtapiają się w tłum i pozostają nierozpoznani, a to pozwala im być bezkarnymi i to na oczach tych, którzy chcą odkryć ich prawdziwe oblicza…

 

Spokój bywa pozorny, a znalezienie odpowiedzi na trudne pytania może uśpić czujność. W końcu nadchodzi moment kiedy okazuje się, że przeszłość właśnie otwarła jedynie przymknięte drzwi, a to, co właśnie weszło przez do teraźniejszości jest najnowszą sprawą, jaką prowadzi prokurator Nina Kermel i komisarz Aleksander Aresowicz. Już od samego początku wiedzą, że przed nimi wymagające śledztwo, starannie zaplanowana zbrodnia, w jakiej ślady są wielką niewiadomą. W swojej karierze zawodowej zetknęli się z brutalnością, z jaką większość policjantów nigdy nie miało do czynienia. Morderstwo z Kopalni Guido wpisuje się właśnie w ten gatunek, natomiast schemat wskazuje, iż ten, kto stoi za nim nie działa przypadkowo i ma swój cel. Co skrywa motyw i gdzie zaprowadzą jego poszukiwania? Kierunek okazuje się zaskakujący i przede wszystkim wymagający wejścia daleko w mrok, gdzie zło pochłonęło zbyt wielu, lecz wciąż szuka nowych ofiar, a niebezpieczeństwo istnieje nie tylko w teorii. Tym razem każdy błąd oznacza jedno. Śmierć!

 

Niektóre zbrodnie tworzone są jak swoiste dzieła zabójczej sztuki. Mają przyciągać uwagę oraz niosą z sobą przekaz, nie dla wszystkich, ale tylko, którzy go potrafią dostrzec. Niestety jedno i drugie wcale nie ułatwia śledztwa, kluczem jest motyw, ukryty gdzieś pomiędzy tym, co widoczne i niedopowiedziane. Mrok, odór śmierci, metaliczny zapach krwi, pociągający za sznurki oraz widownia, nie do końca świadoma, w jakim przedstawieniu bierze udział. Do tego jeszcze dodajmy przeszłość, gdzie obecne wydarzenia miały swój początek i ciemność, zupełną, w jakiej światło ginie po paru krokach. Rozwikłanie tej morderczej zagadki oznacza zejście do piekła, stworzonego przez człowieka dla ludzi i gdzie niewinność została z premedytacją wyrwana wraz z korzeniami. „Aurora” to historia kryminalna, w jakiej prawda okazuje się być całkowicie inna niż bohaterowie sądzą i dużo bardziej skomplikowana. Jej korzenie sięgają wcześniejszych dekad, łącznikiem jest zło, to wyrządzone przed laty i te, jakie właśnie pokazuje na co stać tych, którzy zostali przez nie stworzeni. Tu zależności pomiędzy zbrodnią i sprawcą nie szuka się w prostych powiązaniach, one są starannie zamaskowane, a pozostawione znaki czytelne dla nielicznych. Paulina Świst nie daje czytelnikom prostej zagadki do rozwiązania, nie pierwszy raz, lecz tym razem to mroczniejsza wersja, w jakiej jak zawsze liczą się nie tylko detale, ale także intuicja i cienie, rzucane przez fakty, jakie zostały starannie zatarte. W „Aurorze” pytania i odpowiedzi stanowią zaklęty krąg sekretów, a prawda staje się bombą z bardzo krótkim lontem, jej wybuch odsłania kolejny fragment rzeczywistości daleki od tej, jaką uważano za znaną. Oczywiście nie zabrakło humoru, czarnego i pełnego ironii, ostrej, niebiorącej jeńców oraz oczywiście w punkt. A na końcu jako wisienka na torcie bohaterowie, jak zawsze potrafiący uchwycić koniec nitki i po niej odszukać sedno zbrodni, wbrew wszystkim oraz wszystkiemu, grając przy okazji w życiową i zawodową rosyjską ruletkę.

                                       Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Zbrodnicza sztuka

Nowość:

„Malarz”

Piotr Chomczyński

 

Misterna intryga obliczona na efekt bywa bardziej zdradziecka niż się zdaje. Przekaz, jaki za nią kryje się, nie jest zauważalny dla wszystkich. Nieliczni widzą to, co zostało przebiegle ukryte jednocześnie na oczach i przed nimi.

 

Kunszt i zbrodnia wydają się być połączeniem nie na miejscu. Jednak w najnowszym dochodzeniu, w przebieg, którego zaangażował się Marcin Koch, jedno i drugie występuje równocześnie. Morderca rozgrywa jedynie sobie znaną grę z pełną bezwzględnością. Jeśli liczył, że zrobi wrażenia na policjantach to efekt z pewnością osiągnął, lecz wzbudził w nich nie podziw, a pragnienie jak najszybszego ujęcia go. Jednak nie tak łatwo odgadnąć, co kryje się za zbrodniczą zagadką, nawet pomoc kryminologa może być niewystarczająca. Ktoś jeszcze mógłby wspomóc swoją wiedzą śledczych, lecz czy warto sięgnąć po jego pomoc? Na to pytanie Koch musi odpowiedzieć sobie sam, cena nie będzie niska, ale stawka jest równie wysoka. Mrocznego klimatu obrazów Beksińskiego nie da się tak łatwo wymazać z pamięci i nie tylko z niej. Komuś zależy na tym, by Marcin nie pozostał obojętny na to, co widzi. Czy zagrożenie ma więcej twarzy niż myślą wszyscy zaangażowani w tę sprawę? Wielka sztuka wpływa na odbiorców, tym razem w sposób, jakiego nikt lub raczej prawie nikt nie brał pod uwagę…

 

Nieprzypadkowość. Detale. Śledcza intuicja. Malarstwo. Najnowsza książka Piotra Chomczyńskiego to dużo więcej niż bardzo dobry rasowy kryminał. Od pierwszych do ostatnich stron naprawdę mocny i to pod każdym względem czyli zbrodni, bohaterów, zwrotów akcji oraz oczywiście samej akcji. Wszystkie elementy gatunku wyostrzone są tutaj do granic, od samego początku czytelnik wyczuwa, że dosłownie wszystko ma tutaj znaczenie, prędzej czy później uzupełni morderczą szaradę lub jej fragment. Na wstępie również dostrzegamy, że przed nami dochodzenie, lecz prowadzone i widziane z perspektywy nie policjanta, ale kogoś, kto stoi pomiędzy teorią oraz praktyką, wykorzystując jedno i drugie. Co więcej strona zawodowa i osobista splatają się w pełne napięcia śledztwo. Pozostaje jeszcze ciemna strona sztuki, przerażająca tym, do czego została użyta i równocześnie nawiązująca do największych dzieł malarstwa. Czytający wraz z postaciami wchodzą w świat, gdzie nic nie jest takie jakie wydaje się, lecz by to dostrzec wpierw trzeba zauważyć najmroczniejszy punkt. „Malarz” jest historią gdzie w jednej zagadce kryje się następna, a w niej kolejna i na tym jeszcze nie koniec. Prawdziwy kryminalny majstersztyk, gdzie zbrodnia i sztuka tworzą wspólny motyw, przekładający się na wielowarstwowe wątki, w jakich łączą się dwa kontrastowe tematy, a spoiwem są bohaterowie oraz ich przeszłość.


                                      Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 

czwartek, 23 kwietnia 2026

Bestia

Nowość:

„Dom bestii”

Katarzyna Bonda

 

Fakty i fikcja zdają się mieć mało ze sobą wspólnego, stoją po dwóch stronach barykady. Jednak wcale nie tak rzadko to pierwsze przerasta to drugie. Prawdziwe wydarzenia częściej bywają kanwą dla tego, co ją naśladuje. Niestety rzeczywiste zło także jest bardziej mroczne i co istotniejsze rani dotkliwiej.

 

Czasem marzenia od dramatu dzieli tylko jedno – człowiek. Kiedyś Norbert miał marzenia i chciał innego życia niż widział wokół siebie. Czy takie pragnienie może prowadzić do zbrodni? Tak. Jedno słowo, za którym kryje się wiele przypuszczeń, lecz także niepodważalnych dowodów na deprawację. Jednak na pierwszy rzut oka, a nawet kolejne wszystko wygląda w miarę zwyczajnie, chociaż dostrzega się niepokojące sygnały, ale rozmywają się one w codzienności. Kiedy została przekroczona granica, za którą ofiara staje się sprawcą i zło zwycięża? Może nie ma jednego momentu, konkretnej chwili, niekiedy składa się na nią cały szereg wydarzeń, nakręcających zabójczą spiralę, ale ten, kto myśli, że to splot okoliczności nie dostrzega jak głęboko sięga motyw i oplata on mordercę. Dopiero śledztwo obnaża prawdę, niewygodną, brudną, zbudowanej na fundamencie kłamstw, przemilczeń, przymykania oczu na krzywdę. Szarość i czerń, w takim świecie obracał się Norbert i nauczył się jego zasad by przetrwać, a w końcu sam je tworzył, jeszcze brutalniejsze i pozwalające mu osiągnąć cel… po trupach!

 

Zbrodnia doskonała istnieje. Dokładnie do momentu aż ktoś wpadnie na jej ślad i powiąże z sobą tropy, jakie do tej pory nie zostały dostrzeżone. Zbrodniarz czuje się bezpieczny, lecz to iluzja stworzona przez niego samego. Bezkarność. Nie w tym przypadku, chociaż o włos może kara nie zostałaby wymierzona. Spektakularne śledztwo? Nie, ale za to skuteczne i to najważniejsze. Rzeczywistość bywa mroczniejsza i groźniejsza niż wydaje się większości. Właśnie taki jest „Dom bestii”, nie reportaż, lecz także nie fikcja literacka. Kryminał oparty na prawdziwych wydarzeniach. Nie wygładzony i nie przesadzony, fabularyzacja podkreśliła w nim zło, nie wyolbrzymiła, ale odkrywa detale, ginące w ogólnym obrazie, a przecież ona właśnie go budują. Katarzyna Bonda połączyła przysłowiową „prawdę czasu i prawdę ekranu czyli w tym przypadku prawdę literacką”. Nie ma przerysowania, za to czytelnicy otrzymują rasową powieść kryminalną opartą na zbrodniach i dochodzeniu, odkrywającemu, kto i dlaczego stoi za morderstwami. W „Domu bestii” nie ma uproszczeń, dowodów podanych na tacy lub znajdujących się ot tak na zawołanie. Za to jest śledcza praca, żmudna, daleka od filmowych skrótów, pełna frustracji i świadomości, że niedotrzymanie procedury, obejście prawa, wcale nie doprowadzi do szybszego zakończenia sprawy. W tej historii nie ma prostych wyborów, pójścia na skróty i to właśnie jest jej siłą. Odsłanianie tego, kto i co stoi za decyzją odebrania życia drugiemu człowiekowi, zacieranie tropów i równocześnie ich  poszukiwaniu są kanwą, na jakiej rysują się sylwetki postaci, konkretnych ludzi, realnych. To coś więcej niż rozwiązanie śledczej zagadki, to zbiorowy portret mordercy oraz tych, którzy idąc jego śladem w końcu wyprzedzili go, ze szczegółami i niuansami, tworzącymi wielowymiarowe sylwetki.


                                    Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 


piątek, 23 stycznia 2026

Cisza przed burzą

Nowość:

„Grobowa cisza”

Ryszard Ćwirlej

 

Niewłaściwe miejsce, niewłaściwy czas, czasem i niewłaściwy człowiek. Splot okoliczności, ale czy na pewno? To, co na pierwszy rzut oka wygląda na losowe zdarzenie często okazuje się czymś odwrotnym. Jednak nie każdy to dostrzega, zwłaszcza, iż często włożono dużo wysiłku by wszystko sprawiało wrażenie przypadku…

 

Dobranie człowieka do zadania, jakiego ma się podjąć wcale nie jest tak proste jak się wydaje, ale Fred Marcinkowski zna doskonale swoich ludzi. Kto jak nie Teofil Olkiewicz mógłby zająć się przemytem spirytusu do Polski? Znawcą materii jest chyba najlepszym w szeregach poznańskiej policji, doświadczenia nabierał przez lata pracy w milicji, a w nowej formacji również znalazło się dla niego miejsce. Nie tylko on odnalazł się w nowej rzeczywistości lat początku lat dziewięćdziesiątych. Prezes Ryszard Grubiński mógłby o tym opowiadać długo i ciekawie, ale woli skupiać się na bankowości niż na przeszłości, może dlatego jest łączony ze zniknięciem dziennikarza piszącego o nim, lecz bez jego zgody. Pod Poznaniem jedno z polowań kończy się nie do końca tak jak powinno, chociaż jak wiadomo przypadków wiele zdarza się, wypadków również, pytania tylko czy tym razem chodzi o jedno lub drugie… Trzy sprawy, bez punktów wspólnych, za to stanowiące niezłe zagwozdki kryminalne dla śledczych. A kiedy przyjrzeć im się z bliska zaczynają pokazywać się niepokojące fragmenty większej całości, pytanie czy tej samej?

 

Sprawiedliwość niekiedy chadza bardzo krętymi ścieżkami i wymierzana jest od czasu do czasu przez tych, których większość najmniej posądzałaby o to, iż mogą być po stronie prawa. Barwne lata dziewięćdziesiąte, głośne, wyraźne, gdzie coś się kończyło i równocześnie rozpoczynało. Już policja nie milicja ma ręce pełne roboty, bo to, co było chyba jeszcze nie do końca odeszło, a to, co jest pragnie nadrobić wcześniejsze dekady. Ryszard Ćwirlej równocześnie oddaje klimat tamtej dekady, jej koloryt, smaki, zapachy i przede wszystkim obrazy oraz sprawia, iż czytelnik wszystko to odczuwa. To jedna strona, drugą jest wielowątkowy kryminał, gdzie oczywistość zastąpiona jest wielo narracyjną perspektywą, która zazębia się w miarę zagłębiania się w lekturą oraz jej rozwoju w kilku kierunkach w tym samym czasie. Trzy historie czy też jedna, złożona z kilku warstw? Gdzie jest punkt wspólny, jeśli w ogóle istnieje, a może pytanie powinno być całkowicie inaczej zadane? Z pewnością autor ani na moment nie ułatwia niczego i nikomu, obojętnie czy chodzi o bohaterów, czy też o bohaterów. Każda z zagadek kryminalnych rozwija się w swoim tempie, odkrywając co nieco ze swoich tajemnic, lecz najważniejsze zachowując do chwili, gdy zaczynamy patrzeć na całość z zupełnie innego punktu widzenia niż do tej pory. Trup, przemyt, zaginięcie oraz postacie z bogatymi życiorysami, będących „dziećmi swoich czasów”, tych wcześniejszych jak i ostatniej dekady dwudziestego wieku. „Grobowa cisza” to rasowy kryminał, gdzie liczy się doświadczenie, intuicja, znajomość ludzkich charakterów, a dochodzenia opierają się na pracy śledczej, drobiazgowej, ale i sięgającej do mniej konwencjonalnych metod.

 


                                        Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

sobota, 27 grudnia 2025

Tajemnice Albionu

Nowość:

„Wrak Albionu”

Leszek Herman

 

Pewne tajemnice bardzo długo pozostają w ukryciu. Może nie bez przyczyny? Co wydarzy się, gdy ujrzą światło dzienne? Jedne z nich mają drugie dno i czas działa na ich korzyść, lecz niekoniecznie sprzyja tym, którzy wpadli na trop tego, iż istnieją. A od tego krok do niespodzianek, w liczbie mnogiej i o niebezpiecznym charakterze.

 

Skarby zawsze budzą zainteresowane, a te zaginione niejednokrotnie powodują wprost gorączkę podczas ich poszukiwań. Problem w tym, iż rzadko kiedy są wyciągnięcie ręki, zazwyczaj trzeba włożyć niemało trudu by je zdobyć. Właściciele Sedinum Exploration wiedza o tym doskonale, lecz pewna informacja nie daje im spokoju, chociaż bardziej zdaje się być legendą, w jakiej prawda faktycznie ma rozmiar ziarna. Jednak zaginione bezcenne szafiry są zbyt cenne aby o nich zapomnieć. Wrak statku, gdzie ostatnio były widziane spoczywa najprawdopodobniej w morskiej rozpadlinie Morza Irlandzkiego niedaleko małego miasteczka w Szkocji. Mało co stoi na przeszkodzie podmorskiej eksploracji poza złą sławą tego miejsca, jakie już niejednokrotnie przyczyniło się do katastrof statków i śmierci ludzi. Czy klejnoty faktycznie tam znajdują się? Minęło dwieście lat, dwie wojny światowe, no i da się zapomnieć o tym, co dzieje się wokoło. Na brzegu zostają znalezione ludzkie zwłoki, potem kolejne. Jakie sekrety skrywa ciemna toń Rowu Beaufourta oraz mieszkańcy urokliwego Portpatrick? Nie jedynie skarby można znaleźć tutaj…

 

Pewnie sądzicie, że wiecie, czego spodziewać się w książce „Wrak Albionu”, bo wcześniej przeczytaliście opis. No cóż to jedynie zapowiedź nawet nie ułamka tego, co czeka czytelników podczas lektury. Zaginiony skarb z dziewiętnastego wieku, katastrofa morska, międzynarodowy zespół poszukiwaczy, malownicze szkockie miasteczko z naprawdę wybuchowym sekretem. To tak tytułem wstępu albo jak to chce w iście telegraficznym skrócie. Jednak podczas czytania przekonujemy się jak wiele jeszcze pozostało do odkrycia, poznania i przede wszystkim odnalezienia. Leszek Herman doskonale wie jak wpierw zaciekawić czytelnika, a później to już on sam podąża za bohaterami śledząc ich przygody i nie wiadomo kiedy zaczyna sam eksplorować tajemniczy wrak, kojarzyć detale, czy właściwie to okaże się finale. Nim on nastąpi zagłębiamy się w odmęty Morza Irlandzkiego i tego, co kryją jego mroczne głębiny. To też jeszcze nie wszystko, bo pozostaje historia, jaka jak wiadomo jest skarbnicą pomysłów i autor doskonale ją wykorzystał do napisania pełnego zagadkowych zdarzeń i tajemnic „Wraku Albionu”. Prawda i fikcja literacka nawzajem przenikają się, do tego jeszcze trochę miejscowego kolorytu i w efekcie końcowym otrzymujemy fabułę jak z najlepszego kinowego hitu. Zamiast taśmy filmowej i kadrów utrwalonych na niej są kolejne rozdziały i oddane w detalach sceny, odtwarzające w szczegółach atmosferę tego, co mamy przed oczami podczas czytania.


                                             Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

piątek, 28 listopada 2025

Koniec i początek

Nowość:

„Tajemnica”

Ilona Gołębiowska

 

Miejsce i ludzie, jedno i drudzy tworzą coś, co daje wsparcie w trudnych chwilach i radość na co dzień lub stanowi obciążenie, jakie kładzie się cieniem          na człowieku. Dom, to punkt na mapie i ci, którzy zbudowali w nim coś więcej niż tylko mury, a prawdziwą życiową przystań, zbudowaną z uczuć, rąk wyciągniętych z pomocą, słów otuchy, ale i mówiących szczerą prawdę, nie zawsze wygodną i czasem też tajemnic…

 

Plan na najbliższą przyszłość, zresztą na tę dalszą również, nie obejmował przeprowadzki, nawet czasowej, do Lublina. To, że Marysia Złotowska pochodzi z okolic tego miasta nie oznacza, że opuszczenie, stolicy przychodzi jej łatwo. To ma być tymczasowe rozwiązanie, konflikt z prezesem rzadko komu służy i właśnie służbowe „zesłanie” jest efektem zawodowych niesnasków. Plusem powrotu w rodzinne strony jest bliskość Starego Młyna, sióstr oraz ciotki i wujka. Jednak czy to wynagrodzi tęsknotę za ukochanym, warszawskim miejscem pracy i samą metropolią? No cóż nie do końca, bo pracy jest naprawdę dużo lub jeszcze więcej, rozłąka jest naprawdę trudna do zniesienia. Jednak pozostaje Młynarzówka z jej ciepłem, rodziną i schronieniem, gdy ma     się wszystko dosyć. Przypadkiem lub też zrządzeniem losu Marysia spotyka jeszcze jedną ciotkę. Matylda od lat jest skonfliktowana z resztą rodziny, czy jest szansa by starsze pokolenie zaczęło z sobą rozmawiać? Pozostaje jeszcze związek na odległość i Jakub, mężczyzna, który jest wprost chodzącą tajemnicą, a i innych sekretów nie brakuje wokoło. Ale zawsze jest Stary Młyn, jaki dla sióstr         Złotowskich jest domem, którzy przygarnął je kiedy straciły prawie wszystko… Niekiedy trzeba zrobić krok w tył, chociaż to bolesne i trochę zmienić punkt widzenia, lecz czy Marysia jest na to gotowa?

 

Dom. Miejsce gdzie wraca się w dobrych i złych chwilach. Marzenia, jakie stały się rzeczywistością. A co gdy to drugie chwieje się w posadach? Jak odnaleźć siebie w nowych warunkach? Cykl Siostry ze Starego Młyna    niesie z sobą dużą dawkę emocjonalnych rozterek, a druga część zatytułowana „Tajemnica” do już ujawnionych sekretów dodaje nowe. Jedne z nich mają korzenie w przeszłości znanych już bohaterek, inne wnoszą nowe postacie, lecz każde z nich pokazują wpływ na rodzinne więzy. Ilona Gołębiowska nie mitologizuje rodziny, ale pokazuje jak złożona to struktura i co znaczy dla swoich członków. Łatwo jest przedstawić sielankową wersję, jednak gdy zaczyna się patrzeć z bliska dostrzega się rysy, problemy i przemilczane trudne momenty. Z nich właśnie autorka „Tajemnicy” robi atut i popycha bohaterów do konfrontowania się z prawdą, często nie taką, jakiej mieli obraz, bolesną i trudną do zaakceptowania. Nic nie dzieje się od razu, wszystko ma swoje miejsce i czas oraz przede wszystkim człowieka, stawiającego czoła temu wszystkiemu, czego nie dostrzegał lub od czego uciekał. To nie dramat a opowieść o ludziach, jacy wiedzą co znaczy dom, ten prawdziwy i potrafią otworzyć drzwi również dla innych, czasem też popełniając po drodze błędy. Siostry ze Starego Młyna nie jest plastrem na emocjonalne rany, ale pokazuje jak się go tworzy, używa i jak ważne jest podanie pomocnej dłoni nie jedynie bliskim, lecz także nieznajomym.


                                          Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

wtorek, 25 listopada 2025

Zabójcze zbiory

Nowość:

„Żniwiarz cienia”

Katarzyna Bonda


Zbrodnia nie zawsze od razu zostaje odkryta. Niektórzy sprawcy wolą działać w ciszy i w ukryciu. Czasem ich mordercze czyny zostają dostrzeżone, ale oni wciąż pozostają w cieniu dokonując krwawych żniw…

Kiedy wszystkie tropy zdają się potwierdzać najgorszy scenariusz śledztwa Lenie Silewicz włącza się ostrzegawcza lampka. Trzeba poznać jednak, że było tak od samego początku tej sprawy, która dotyczy policjanta i to z górnej, nie dolnej, półki. Ostrożność była wskazana od samego początku, a im bardziej głębiej tym więcej znaków ostrzegawczych. Niby rozwiązanie jest już widoczne na horyzoncie, nawet są dowody, a nie poszlaki, ale… coś nie daje spokoju Lenie, chociaż inni poszliby tylko i wyłącznie w kierunku wyznaczanym przez ślady ona rozgląda się też wokoło. Czyżby inni nie dostrzegli sceny, na jakiej od jakiegoś czasu ktoś wystawia mordercze przedstawienia? Jak ten watek ma się do tego, od którego wszystko zaczęło się? Czasem przypadek bywa wyreżyserowany i wcale nie splot okoliczności, a intuicja, sprawiają, iż ktoś bliżej mu się przygląda. Gdzie zaprowadzi Silewicz jej nieszablonowe działania i co jeszcze kryje się w pajęczynie powiązań aż lepkich od kłamstw, przysług i nie zawsze odpowiednio rozumianych przysług?

To dochodzenie nie należało do łatwych, raczej jest z kategorii tych, które ujawniają nie jedynie mroczna stronę ludzkiej natury, lecz również sieć powiązań. Najnowszy tytuł Katarzyny Bondy to rasowy kryminał gdzie liczy się śledcza intuicja i łączenie strzępków informacji oraz podążanie własnymi ścieżkami. Seria z Leną Silewicz wyróżnia się główną bohaterką, daleką od głównego nurtu i to pod każdym względem. Z książki na książkę czytelnik dostrzega jej ewolucję, czasem jest to bardziej rewolucja, ale co istotne na naszych oczach kształtuje się śledcza i również w tej dostrzega się kolejne lekcje jakie przyswaja i równocześnie wykorzystuje wcześniejsze doświadczenia. „Żniwiarz cienia” to nie jednowątkowa opowieść, a wielowarstwowa historia wpierw wydająca się toczyć kilkoma nurtami z jednym mocno zaakcentowanym. Jednak z rozdziału na rozdział zwiększa się wrażenie, że za znanymi faktami kryje się o wiele więcej i z dużym prawdopodobieństwem jeszcze najważniejsze pozostało niedostrzeżone. Autorka doskonale opanowała sztukę stopniowania napięcia oraz skupiania uwagi czytelnika na z góry ustalonych elementach. W tej książce, jak i w całym cyklu, zabójcza rozgrywka jest zaplanowana w każdym nie tylko detalu, ale także niuansie. Tu się czuje, że znaczenie ma wszystko, pytanie jedynie gdzie umieścić ten szczegół w dochodzeniowej układance. Poza stroną kryminalną jest również pokazane życie prywatne stróżów prawa, jak ich zawód przekłada się na rodzinę, związki. Katarzyna Bonda pokazuje ludzką twarz, kiedy maski zostają zdjęta lub same opadły, jak trudno pozostać obiektywnym równocześnie walcząc z echami z własnej przeszłości i obudzonymi demonami.


                                          Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

poniedziałek, 20 października 2025

Ciało i umysł

Nowość:

„Ulecz ciało, ulecz duszę”

Brittany Piper

Ciało i umysł to nie dwa osobne byty, lecz wspólnota. Oczywistość? Nie zawsze. Często rozdzielamy dolegliwości tego pierwszego od drugiego i na odwrót. Nie zawsze dostrzegamy powiązaniami między nimi, stawiając ostrą granicę. To, czego doświadcza ciało pozostawia ślad w umyśle i vice versa. Jeżeli chcemy je uleczyć warto spojrzeć holistycznie i nie scalić różne sposoby zamiast sztucznie je dzielić.

Ile razy próbując różnych metod leczenia wciąż nie ma efektów lub są one niewspółmierne do ponoszonych wysiłków? Czasem problem tkwi w braku właściwej diagnozy lub ustalenia źródeł, skąd pochodzą zaburzenia zdrowotne. Niejednokrotnie zapomina się, że dramatyczne wydarzenia, po jakich nie ma śladów fizycznych, pozostawiają rany psychiczne, a te zdają o sobie znać w postaci pogorszenia się zdrowia ciała. Zaklęty krąg, który wcale nie jest tak łatwy do rozszyfrowania i działający również odwrotnie. Niekiedy mijają lata zanim dotrze się do źródeł lub też mija równie dużo czasu zanim dotrze się do wydarzeń z przeszłości, jakie okazują się punktem wyjścia do sytuacji obecnej. Skomplikowane? Tak i nie. Tak, gdy rozpatrujemy osobno, nie - jeśli bierzemy pod uwagę oba aspekty. Brittany Piper pod lupę to ostatnie. Skupia się na szukaniu przyczyn i ich nazwaniu, to jedne z pierwszych kroków, do kolejnych należy bezpieczeństwo, stres, gospodarkę hormonalną oraz lęk i życie, gdy w końcu zostaje opanowany. Prosty schemat? Na papierze takim może wydawać się, lecz w codziennej egzystencji wymaga analizy.

„Ulecz ciało, ulecz duszę” już od samego początku wskazuje, jaką drogę należy przemierzyć, by osiągnąć tytułowe cele. Co istotne, autorka wskazuje, iż jej poradnik nie zastąpi porady i leczenia medycznego. Porady, które przekazuje pozwalają nam uświadomić gdzie może tkwić źródło problemów, lecz należy pamiętać o wsparciu lekarza. Poznanie metody Brittany Piper daje do ręki jeden z kluczy, które pozwalają wyjść z wydawałoby się zamkniętego kręgu bycia w ciągłej gotowości i lęku, przed tym, co już było oraz skutkami. Bardzo szerokie ujęcie pojęcia traumy, od definicji, poprzez jej rodzaje oraz wpływ na człowieka, w tym somatyczny dają czytelnikom wiedzę o niej. Terapeutyczna metoda opiera się o somatykę, a wcześniejsze rozdziały przygotowują nas pod względem merytorycznym tak, by móc zrozumieć jej istotę. Brittany Piper szeroko omawia elementy bez jakich trudno zrozumieć technikę, a jakie są również użyteczne w życiu codziennym, nawet gdy nie stosujemy  Somatic Experiencing. Umiejętność radzenie sobie z lękiem, zapewnienia sobie poczucia bezpieczeństwa czy też rozpoznanie traum, jakie wciąż dają o sobie znać, chociaż często w zakamuflowany sposób pozwala na poprawę jakości życia, co jest ogromną zaletą tej pozycji.



                                          Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

środa, 3 września 2025

Spadkowy pat

Nowość:

„Miasteczko”

Paulina Świst Piotr C.

 

Spadek najczęściej kojarzy się więcej niż pozytywnie. Co jednak gdy jest nie dość, że niespodziewany to jeszcze przynosi prawdziwy ból głowy? A na dodatek wymaga równocześnie wspięcia się na szczyty dyplomacji i pokazania dobitnie, że „nie z nami takie numery”. No cóż łatwo już było…

 

Co może połączyć byłych małżonków, nie licząc nagłego przypływu romantycznych uczuć? Pewien testament oryginalnego wuja jednego z nich. Scedować na ludzi, jacy nie pałają do siebie przyjacielskimi uczuciami, coś, przy czym będą musieli współpracować zakrawa na złośliwy żart, a jak jest naprawdę? To już musi rozwikłać Paulina z Piotrem, jakkolwiek sympatią nie darzą się zbytnią, lecz przecież kiedyś było całkowicie inaczej. Niestety to już przeszłość, a teraźniejszość jest skomplikowana, trudna i z dużą dozą słownych potyczek z gatunku tych złośliwych. A tu jeszcze spadek czyli hala produkcyjna i dom, jedno i drugie w samym środku Bieszczad. Scenariusz pod tytułem „rzucić wszystko i wyjechać…” zostaje zmodyfikowany czyli trzeba sprawdzić co to wszystko znaczy. Jak się okazuje realia są nader zawiłe, chociaż to eufemizm. Pozostaje jedynie próbować jakoś ogarnąć schedę po wujku, zwłaszcza, iż jest jeszcze Wiesław. Postać nader ciekawa i więcej niż kontrowersyjna, wprowadzająca element nielegalności, dość bezpośredniej perswazji, lecz tym razem trafiła kosa na więcej niż jeden kamień. Jak wyjść z tego bałaganu cało? Na odpowiedź Paulina i Piotr mają zbyt mało czasu, co oznacza sięgnięcie po niekonwencjonalne rozwiązania, w końcu życie jest najważniejsze, natomiast cała reszta to już czysty hazard albo raczej bieszczadzka ruletka!

 

W każdym szaleństwie jest metoda. Podobno. Jednak jak się dobrze przyjrzeć to z pewnością pewna dwójka byłych małżonków może być potwierdzeniem tej tezy. Zwłaszcza, jeśli są bohaterami spod piór Pauliny Świst i Piotra C. Obaj autorzy nie zasłynęli ze spokojnych książek, a tym bardziej przewidywalnych, gdzie historia toczy się jednym torem, a jej zwroty nie są ostre i przebiegają po łagodnych łukach. Z pewnością współpraca również nie zagroziła, a wprost mówiąc wzmocniła ich sławę jako niepokornych twórców, po których czytelnicy spodziewają się nie tylko wiele, lecz przede wszystkim lektury, przy której równocześnie będą skręcać się ze śmiechu, kibicować postaciom, rozwiązywać zagadkę i na dodatek jeszcze nie zauważą upływającego czasu. „Miasteczko” jest tytułem, za jakim kryje się akcja, sensacja, humor oraz oczywiście para nie od parady czyli eksżona i eksmąż połączonych niespodziewanym spadkiem i tym razem od przybytku może zaboleć i to jak! Kto by się nie cieszył ze schedy po wujku i to jeszcze w malowniczych Bieszczadach? No cóż okazuje się, że w tym przypadku nie będzie ani łatwo, ani przyjemnie, a cała reszta to już jazda bez trzymanki. Efekt pracy duetu pisarskiego przyniósł fabułę, w której nie brakuje napięcia, jakie wcale do końca nie zostaje rozładowane, bo finał dostarcza kolejnego znaku zapytania. Jednak nim on nastąpi, czytelnicy będą w małomiasteczkowych okolicznościach Bieszczad wraz z bohaterami próbować wyjść cało ze spadkowego chaosu, w jakim litera prawa podpierana jest mocniejszymi argumentami spod znaku perswazji więcej niż słownej. Prawnicza elokwencja czasem nie wystarcza, ale ktoś nie docenił państwa mecenasów z metropolii.


niedziela, 17 sierpnia 2025

Zakład i początek nowej przygody

Nowość:

„Wróżby, czaszki i skarb Montezumy 

czyli jak przegrać zakład 

i wygrać przygodę”

Tomasz Napierała

 

Nie ma jak wyzwanie i to jakie! Wiadomo, że skarb znaleźć nie tak łatwo, a kiedy oczekiwania są ogromne i do tego jeszcze czas ograniczony to już w ogóle trzeba mieć naprawdę nie lada szczęście by wybrnąć z tak trudnej sytuacji. Czy wystarczy jego łut i wiara, że sukces jest na wyciągnięcie ręki? No cóż jeśli nie podejmie się próby to nie pozna się odpowiedzi.

 

Pierwszy sukces smakuje wybornie i daje powód do dumy, lecz potem nadchodzi pytanie, co dalej? Kuba, Zofijka i Ziemek poczuli słodki smak tego pierwszego, ale jak wiadomo sława nie trwa wiecznie, zwłaszcza w dobie, gdy jest ona zależna od lajków. Co więc pozostaje rodzeństwu, które chce by ich kanał YouTube nadal był popularny? Najlepiej nowa przygoda i tu pojawił się problem. Jak wiadomo zakłady kończą się zwycięstwem lub porażką, jak więc uniknąć tego drugiego i to jeszcze w cztery tygodnie? Pozostaje rozwiązanie zagadki, nie jakieś, ale takiej spektakularnej, w ostateczności dającej duże zainteresowanie. Pytanie tylko gdzie ją znaleźć, bo czas płynie nieubłaganie! Sewilla niejedną kryje tajemnicę wystarczy jedynie znaleźć jedną, a dalej jakoś to będzie. Jak okazuje się ta pojawia się dość niespodziewanie i wprowadza w życie młodych Kamińskich jeszcze większe zamieszanie. Skarb Montezumy to nie byle co, jest celem poszukiwań od wieków, czy to możliwe, że trójka nastolatków i ich nowa znajoma wpadli na jego trop? Brzmi obiecująco, a nawet jeszcze lepiej. Pozostaje tylko jedno – znaleźć skarb ukryty przez Hernana Corteza… Zofijka, Ziemek i Kuba mają przed sobą nie lada gratkę, lecz nie są jedyni. Przez setki lat mityczne złoto rozpalało głowy poszukiwaczy. Czy uda się odnaleźć to, co zostaje od wieków ukryte?

 

Legenda, historyczne tropy, czwórka młodych poszukiwaczy oraz Sewilla, Mexico City, Aztekowie i konkwistadorzy. Brzmi intrygująco? No trzeba przyznać, że od samego początku nie brak zagadkowego klimatu, a im dalej zagłębiamy się w lekturę tym go więcej i bardziej gęstego. Kogo nie rozpalały przygody poszukiwaczy skarbów? A we „Wróżby, czaszki i skarb Montezumy czyli jak przegrać zakład i wygrać przygodę” nie brakuje gorączki tropienia, zwłaszcza, iż autor doskonale zatarł granicę pomiędzy faktami i fikcją literacką, równocześnie rozpalając zaciekawienie historią. Druga część perypetii trójki rodzeństwa jest równie ciekawy jak pierwszy, a nawet bardziej, gdyż sięga do nie jednej legendy i twórczo je interpretuje. Główny motyw stanowi oś, do jakiej rozchodzą się inne wątki, ściśle z nim związane, lecz także poruszające inne tematy, niewysuwające się zbytnio na plan pierwszy, ale w nim obecne. Przyjaźń, rodzina, zaufanie, to wszystko zostało wplecione w szaloną podróż po tytułowy skarb i w odpowiednich momentach rozbrzmiewają tak, by zostały dostrzeżone i co równie istotne został odpowiednio zrozumiany ich przekaz. Lektura „Wróżby, czaszki i skarb Montezumy czyli jak przegrać zakład i wygrać przygodę” biegnie naprawdę szybko przede wszystkim z uwagi na to, że czytelnicy chcą jak najszybciej przekonać się co wydarzy się za moment. Bohaterowie nie ustają w dostarczaniu okazji do śledzenia fabuły z wypiekami i równocześnie rozpalają zaintrygowanie, co jeszcze będzie ich udziałem, a trzeba przyznać, iż wyobraźnia Tomasza Napierały jest bogata i przenosi on ją interesująco na papier.


                                          Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: